Ile dzieci w klasie tyle przyjęć urodzinowych, a czasem więcej.
Zgadza się. Czasem w rodzinie jest więcej niż jedno dziecko, a że
wszystkie się znają to na takie przyjęcie nie zaprasza się tylko
rówieśników. Są miesiące, że takich przyjęć trzeba zaliczyć
kilka. Każdemu dziecku trzeba kupić prezent i pilnować, żeby w
miarę możliwości Tomek nie dostał tego samego co Ania i
odwrotnie. Raz się tak zdarzyło. Płaczu było wtedy co niemiara.
Było to tak. Czerwiec był miesiącem gdy odbywały się dwa
przyjęcia urodzinowe właśnie Ani i Tomka z klasy Agnieszki.
Przyjęcia urodzinowe były przygotowywane od kilku tygodni. Wszystko
było, jak to się mówi, zapięte na ostatni guzik. Przyszedł czas
na kupowanie prezentów. Wybrałyśmy się z Agnieszką do ulubionego
sklepu w celu nabycia odpowiednich podarunków. Od dawna wiadomo, że
Ania interesuje się astrologią więc dla niej kupiliśmy talię
tematyczną „Horoskop” Z Tomkiem było troszkę trudniej.
Interesował się zbyt wieloma rzeczami. Niestety w kręgu jego
zainteresowań znalazła się też astrologie i na pomysł kupienia
tej samej talii tematycznej wpadł jeden z kolegów Tomka. Przyjęcia
urodzinowe miały się odbyć w odstępie siedmiu dni, więc wszyscy
się zgodzili, żeby urządzić jedno duże dla obojga solenizantów.
Wszystkie dzieci dobrze się bawiły aż do momentu wręczania
prezentów. Gdy okazało się że obydwoje dostali taki sam prezent
zaczęło się zamieszanie. Dzieci jak to dzieci zaczęły się z
tego faktu śmiać. Ania i Tomek zaczęli płakać. Tomek, że dostał
prezent dla dziewczyny, a Ania nie chciała prezentu dla chłopaka.
Dopiero nauczyciel fizyki wytłumaczył im, że astrologia i
horoskopy są dla wszystkich, którzy się tym interesują. Nie
ważne, chłopak czy dziewczyna. Brawo za refleks. Po uroczystościach
rodzice postanowili, że aby takie sytuacje nigdy się już nie
zdarzyły, każdy solenizant otrzyma tylko jeden prezent od
wszystkich zaproszonych. Od rodziców swoją drogą. Podczas
przyjęcia urodzinowego wszyscy mają się dobrze bawić. Przez całe
przyjęcie.
środa, 28 września 2016
poniedziałek, 26 września 2016
Pamiątki po imprezie
Jakiś czas temu opisywałam przebieg uroczystości 50 urodzin
naszego klubu sportowego. W skrócie. Uroczystość trwała cały
dzień i co ważniejsze przebiegła w sportowej atmosferze. Wszyscy
byli zadowoleni. Niestety urządzono również ogródek piwny. Tu
kończy się wychwalanie imprezy. Świętowanie to tylko początek.
Później trzeba było ponieść konsekwencje tak hucznej zabawy.
Wiadomo jak to jest. Młodzież i piwo to nie jest dobre połączenie.
Był zakaz sprzedaży piwa osobom niepełnoletnim, ale przestrzegano
go tylko na początku. Na drugi dzień wszyscy się o tym
przekonaliśmy. Przez całą noc było słychać okrzyki i nazwijmy
to śpiew. Okazało się, że „świętować” przyjechali też
kibice odwiecznego przeciwnika z sąsiedniej miejscowości. To
właśnie oni zostawili po sobie straszne pamiątki. Rozbite
przystanki, pomazane szyby w sklepach to tylko te najmniejsze
wykroczenia. Najbardziej ucierpiał plac zabaw. Wszystkie stoły do
gier, drabinki nawet opony zostały dosłownie powyrywane z ziemi. Co
komu przeszkadzał plac zabaw. Na szczęście nasz sołtys od razu
zgłosił sprawę na policję i jeszcze tego samego dnia sprawców
złapano. Jednak gry i zabawy trzeba było przenieść do domu. Gdy
rano wybrałam się na zakupy, cały plac był już ogrodzony.
Pracownicy usuwali wszystko co zostało po wizycie nocnych gości.
Nie jestem budowlańcem ale na moje oko cały plac zabaw trzeba
będzie zbudować od początku. Rodzice robili co mogli, żeby
wytłumaczyć dzieciom co się stało. Niektórym się udawało a
niektórym nie. Tego dnia ze sklepów zniknęły wszystkie zestawy
puzzli i kart. Myślę, że nie przesadzę jak powiem, że to było
najgorsze wydarzenie w naszej miejscowości od wielu lat. Ponieważ
do tych wydarzeń trochę przyczynili się organizatorzy imprezy,
władze klubu jako zadośćuczynienie obiecały pokryć koszty
odbudowy placu zabaw. Oczywiście zakłady pracy też włączyły się
w tą akcję. Kilka dni później plac budowy był ogrodzony tak, że
nie było widać co się dzieje w środku. Trwa to od tygodnia. Może
następne imprezy będą lepiej zabezpieczone.
piątek, 23 września 2016
Nie cierpię plotek
Po kilku dniach deszczowych wczoraj nareszcie wyjrzało słońce. Nic
więc dziwnego, że zaraz po powrocie z przedszkola nasza najmłodsza
para wnuków chciała iść na plac zabaw. Jakby w przedszkolu miały
mało zabawy. Nigdy nie puszczamy ich samych. Zawsze idzie z nimi
ktoś dorosły. Tym razem ta przyjemność przypadła mnie. Nie to
żebym się nie cieszyła, ale inaczej jest jak się kilka godzin
bawi na różnych nazwijmy to obiektach, a inaczej jak się te same
godziny siedzi na ławce i wysłuchuje plotek z całej okolicy. Po
pewnym czasie po prostu robi się niedobrze. Czasem mam ochotę wstać
i nawrzeszczeć na te wszystkie mamy, które zamiast pilnować swoich
dzieci obgadują wszystkich po kolei. Żeby to chociaż te ich plotki
były prawdziwe. Przekonałam się o tym osobiście. Jak większość
ludzi zaraz przed rozpoczęciem roku szkolnego kupuje się dzieciom
wszystko do szkoły. Wiadomo, że oprócz tego zawsze kupi się
jakieś gry, puzzle i zabawki. Mój syn wpadł na genialny pomysł
kupienia butelki wina. Wiecie, uroczysta kolacja. Właśnie
przechodziła obok nas jedna z tych mam, którą często widywałam
na placu zabaw. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności mój syn
właśnie w tej chwili powiedział dość głośno, że bardzo lubi
wino. Po dwóch tygodniach właśnie na placu zabaw usłyszałam, że
mój syn to alkoholik a skoro tak to na pewno bije żonę. Wtedy nie
wytrzymałam. Nie bardzo mogę powtórzyć co wtedy im powiedziałam,
ale słyszała mnie chyba cała okolica. Dwa dni później
kupowaliśmy prezent urodzinowy dla koleżanki Agnieszki. Lubiła gry
w karty, więc nasz wybór padł na talię tematyczną z bohaterami
filmu „Auta” W pewnym momencie podchodziła do regału ta sama
pani, która zaczęła opowiadać o moim synu. Gdy nas zobaczyła,
odwróciła się i poszła w inną stronę. Może moja reakcja na
takie plotki czegoś ją nauczy a może i nie. Czas pokaże.
wtorek, 20 września 2016
Stuknęła pięćdziesiątka
W naszej miejscowości urządzanie wszelkiego rodzaju imprez jest
chyba ulubionym zajęciem. Ponieważ po dniach deszczowych zrobiło
się trochę cieplej będziemy świętować 50 lecie utworzenia
drużyny piłkarskiej. Na uroczystość zostali zaproszeni
najważniejsi działacze PZPN i oczywiście wójta. Jak zawsze
otrzymaliśmy tylko list z przeprosinami i obietnicą, przyjmie
następne zaproszenie. Nikt w to nie uwierzył, ale niech mu będzie.
W przypadku wielu imprez na tablicy ogłoszeń podany jest tylko
ogólny plan uroczystości. Tym razem jest inaczej. Nie będę
opisywała całości bo zajęło by mi to kilka godzin. Przedstawię
tylko najważniejsze. Uroczystość trwa cały dzień. Na początku
wiadomo, powitania wszystkich najważniejszych gości, podziękowania
wszystkim, którzy pomagali w organizacji no i najważniejsze,
podziękowania dla sponsorów. Tych było aż pięciu z czego jeden
anonimowy. Jak to zwykle bywa od razu pojawiły się teorie, kto to
może być. Niektóre z nich były nie całkiem pozbawione sensu inne
wręcz przeciwnie. Ktoś nawet rozpowiadał, że owym anonimowym
sponsorem jest proboszcz naszej parafii. Idziemy dalej. Po tych
wszystkich oficjalnych sprawach zaczynają się główne
uroczystości. Uroczystość sportowa, więc nie może zabraknąć
turniejów, gier i zawodów sportowych. Najważniejszą częścią
uroczystości ma być nabór do drużyny. Odbędzie się specjalny,
pokazowy mecz dla wszystkich chętnych. Podczas gry członkowie
PZPN-u będą obserwować wszystkich zawodników. To właśnie
spośród nich zostaną wybrani nowi zawodnicy. W przeciwieństwie do
innych oficjalnych imprez tym razem nie zapomniano o najmłodszych.
Specjalnie dla nich przygotowano osobne zawody i gry. Oczywiście
nagrody też były trochę inne. Oprócz pucharów i pamiątkowych
medali za pierwsze trzy miejsca wszyscy uczestnicy otrzymają
najnowsze produkty firmy Trefl zestawy puzzli „Dory wśród meduz”
albo talie tematyczne „Horoskop” i „Auta” do wyboru do
koloru. Jeśli cała uroczystość odbędzie się tak jak zaplanowano
będzie to jedna z największych imprez organizowanych w naszej
miejscowości. Żeby tylko nie padało.
piątek, 16 września 2016
Zebranie wiejskie
Od czasu ostatnich wyborów na sołtysa zaczęłam chodzić na każde
„zebranie wiejskie” Tak zawsze było napisane na plakacie
informacyjnym. Zapytacie, dlaczego od wyborów i to gdy sołtysa
wybrano na drugą kadencję. Na wybory prawie siłą zaciągnął
mnie mój mąż. On od zawsze czynnie uczestniczył we wszystkich
tego rodzaju spotkaniach. Ale do rzeczy. 10 września odbyło się
takie właśnie zebranie. Jak to na większości takich spotkań na
początku sołtys witał wszystkich. Jednak to różniło się od
innych zebrań bo tym razem zaproszony został wójt. Żeby było
ciekawiej stawił się osobiście. Do tej pory za każdym razem
przyjeżdżał przedstawiciel urzędu gminy z listem od wójta z
przeprosinami. Zawsze był jakiś powód, więc gdy pojawił się
osobiście wszyscy byli trochę zdziwieni. Po powitaniach zaczęła
się główna część zebrania. Oczywiście dotyczyła pieniędzy,
ich podziału i celów na które się je wyda. Każdy z uczestników
miał inne pomysły. Wyposażenie placu zabaw w plansze do gier to
tylko jeden z nich, w sumie najbardziej poważny. A wręcz przeciwnym
było wybudowanie lodowiska. Po prawie godzinie przegadywania się do
głosu doszedł nasz ważny gość. Przywiózł gotowy plan
wykorzystania funduszy aby go omówić, ale ponieważ od razu wszyscy
mieli pomysły nie wtrącał się w kłótnię. Według planów
przygotowanych przez gminę do naszej miejscowości miała trafić
bardzo duża kwota w porównaniu do dotychczasowych. Po zsumowaniu
tych pieniędzy i tych, które zaoferowały zakłady pracy można
było szybko dokończyć remont przedszkola i wyposażyć sale w nowe
meble, zabawki, gry i puzzle. Wójt wymienił chyba wszystkie
produkty firmy Trefl i innych producentów gier jakie zamierzali
kupić. Wyposażenie sali gimnastycznej obiecali sfinansować
rodzice. Takim sposobem wszystkie zapisane dzieci mogły od 1
września pójść pierwszy raz do przedszkola. Pozostałe pieniądze
postanowiono przeznaczyć na inne remonty w tym chodnik. Mimo że
układany był w zeszłym roku to po budowie kanalizacji już trzeba
go układać od nowa.
środa, 14 września 2016
Pierwsze wywiadówki
Jak każdego roku na początku września rodzice wszystkich uczniów
zapraszani są na pierwszą, organizacyjną wywiadówkę. To słowo
wielu uczniom zawsze mroziło krew w żyłach. Jednak ta pierwsza
jest inna. Nie omawia się ocen uczniów, bo w sumie nie ma żadnych.
Oprócz rzeczy typowo szkolnych jak wyposażenie czy strój ucznia
wychowawca klasy przedstawia ogólny plan wycieczek, imprez i
uroczystości, które mają być organizowane w czasie pierwszego
półrocza. Wczoraj miałam taką przyjemność. Zostałam poproszona
o udział w zebraniu w klasie Agnieszki. Pamiętam jak chodziłam do
swoich dzieci. W naszej szkole na początku takiego zebrania
dyrektorka przedstawiała nowych nauczycieli, którzy będą uczyć w
danej klasie i do których będzie można się zwrócić w razie
problemów dziecka z przedmiotem. Potem zwykłe sprawy organizacyjne.
Wczoraj przekonałam się, że szkoła powoli staje się miejscem
gdzie pieniądze, składki i ubezpieczenia są ważniejsze od ucznia.
Zebranie trwało około 2 godzin. Sprawy organizacyjne zajęły
jakieś 20 minut. Przez resztę czasu nauczycielka przedstawiała
plany wycieczek na najbliższe pół roku. Nie skupiła się na
tematach poszczególnych wyjazdów, ale cały czas podawała kwoty
jakie rodzice będą musieli wpłacić aby dziecko mogło pojechać
na taką wycieczkę. Jeden z rodziców nie wytrzymał i zapytał czy
to jest jeszcze szkoła czy firma do zarabiania pieniędzy. Wtedy
dopiero temat pieniędzy zszedł na dalszy plan. W końcu
dowiedzieliśmy się kiedy, gdzie i w jakim celu dzieci pojadą na te
wycieczki. Pierwszą będzie dwudniowa wycieczka w góry. Po drodze
wszyscy odwiedzą otwarte niedawno muzeum techniki i rozrywki.
Podobno specjalnie dla tej grupy przygotowana zostanie wystawa gier i
puzzli od przełomu wieków do czasów obecnych. Jednak puzzle i gry
to nie główny cel wycieczki. Nim jest poznanie mieszkańców i
zwyczajów dawnych górskich wiosek. Jednym słowem skansen. Już
zapowiedziano wypracowania na temat wycieczki. Na zebraniu
dowiedziałam się jeszcze jednej ciekawej rzeczy. Chodzi o
ubezpieczenie. Okazało się, że nie jest obowiązkowe. Jednak bez
niego żadne dziecko nie będzie mogło pojechać na żadną
wycieczkę. Tak czy tak trzeba będzie zapłacić.
poniedziałek, 12 września 2016
Dziesiąte urodziny
W minioną sobotę świętowaliśmy 10 rocznicę otwarcia w naszej
miejscowości jednego z marketów. Nazwy nie podam, bo zostałabym
posądzona o reklamę. W każdym razie impreza zaczęła się o
godzinie trzynastej. Ponieważ wszystko zostało zorganizowane na
boisku sportowym pierwszym punktem programu był mecz naszej drużyny.
Warto wspomnieć, że nasz przeciwnik jest dużo wyżej notowany w
tabeli od nas. Mecz zakończył się remisem. Dla naszych zawodników
był to ogromny sukces. Do tej pory każda drużyna grająca z naszym
sobotnim przeciwnikiem przegrywała spotkanie. My jako pierwsi
zdołaliśmy zremisować. Nie żebym się chwaliła, ale taki wyczyn
warty jest opisania. Można powiedzieć, że dla naszej miejscowości
było to podwójne święto. Sponsorem całej imprezy były jak
zawsze zakłady pracy. Również solenizant włączył się w
organizację swojego święta fundując wszystkie nagrody w
przygotowanych zawodach i grach dla wszystkich dzieci, bo szczególnie
do nich kierowane było zaproszenie wywieszone na tablicy ogłoszeń.
Na tym samym plakacie był podany plan całej imprezy. Do
najciekawszych należał zaplanowany na północ pokaz sztucznych
ogni. Możecie mi wierzyć, było na co popatrzeć. Za jedną z
bramek przygotowano ogromny ekran. Do ostatniej chwili nikt nie
wiedział po co. Okazało się, że to jedna z najważniejszych
konkurencji do której zgłosić mogli się wszyscy. Przebieg był
wyświetlany na tym ekranie. Konkurencja była ogromna. Organizatorzy
chcieli sprawdzić wiadomości uczestników o solenizancie. Pytania
były różne. Niektóre łatwe, na przykład o nazwisko
kierowniczki. Najtrudniejsze okazało się wymienienie pięciu
tytułów gier oferowanych przez sklep. Z dwoma nikt nie miał
problemu. Wszyscy wymieniali grę „Fisher price- gra Piotruś” i
zestaw kart „Auta- talia tematyczna” jednak gdy trzeba było
podać choć jeden tytuł więcej każdemu uczestnikowi brakowało
pomysłu. No, prawie każdemu. Jako jedyny wszystkie pięć tytułów
wymienił tylko 12 letni uczeń naszej szkoły. Nagrodą –
niespodzianką było pięć zestawów, które wymienił. Warto
wspomnieć, że oprócz produktów wymienianych przez wszystkich,
wśród nagród znalazły się najnowsze dzieła firmy Trefl. Cała
uroczystość trwała do drugiej w nocy, ale opłacało się nie spać
do tej godziny. W końcu dziesiąte urodziny świętuje się tylko
raz.
piątek, 9 września 2016
Tajemnica czyli jak zachęcić dzieci
W dzisiejszych czasach mało kto wyjeżdża w jakieś egzotyczne
miejsce, żeby można było napisać wypracowanie zadawane zaraz po
wakacjach wszystkim dzieciom. U nas mamy sołtysa, który przez całe
dwa miesiące nie pozwalał dzieciom na nudę i plątanie się po
ulicach bez celu. Specjalistami w organizowaniu czasu są dyrektor
szkoły i sołtys. Chyba nie pomylę się jak powiem, że podczas
wakacji każdy dyrektor szkoły ma wolne? Nasz należy do osób,
którym bardziej zależy na dzieciach niż wypoczynku. Już w czerwcu
w wielkiej tajemnicy obaj panowie opracowywali program na wakacje.
Podzielony był na dwie grupy. Klasy 1 – 3 i reszta. O ile dla tej
reszty nie było trudno czegoś przygotować (gry, turnieje i
wycieczki) to dla młodszych dzieci już było trudniej. Plan
zakładał między innymi organizację wycieczek w najbardziej
malownicze i ciekawe miejsca w okolicy. Mamy kilka ruin zamków i
nawet jeden browar. Zamknięty co prawda, ale zawsze to browar. Na
początku było kilka osób. Tydzień po rozpoczęciu wakacji na
tablicy ogłoszeń pojawił się duży i bardzo kolorowy plakat z
bardzo dziwnym napisem. 1 – 3, DOM KULTURY, NIESPODZIANKA, OBECNOŚĆ
OBOWIĄZKOWA. I data. Poszli wszyscy. Jedni z ciekawości, inni ze
strachu jeszcze inni bo i tak nie mieli co robić. Na scenę wyszedł
dyrektor i na początku opowiedział o planach na najbliższy
tydzień. Pierwszym punktem programu miała być prezentacja
najnowszych produktów przemysłu zabawkowego. W ostatniej chwili
przedstawiciel producenta gier i puzzli odwołał spotkanie. W ramach
przeprosin dla każdego uczestnika zostały przywiezione zestawy
„Auta- color puzzle” i gry „Fisher price- gra Piotruś” do
wyboru. Jednak prezentację udało się przeprowadzić. Nie taką
jaką zakładał plan, ale i tak wszystkim dzieciom się podobała.
Pamiętacie kolegę naszego dyrektora, który kolekcjonuje zabawki?
Opowiadał o najstarszych i najnowszych dziełach firmy Trefl.
Oczywiście wszystkie je pokazał. Po zakończeniu wszyscy chwalili
prowadzącego i już teraz został zaproszony na następną. Nawet
wycieczki nie podobały się dzieciom tak jak ta jedna prezentacja.
środa, 7 września 2016
Znów przyjęcia
Dopiero co zaczął się rok szkolny a już trzeba zacząć myśleć
o wszelkiego rodzaju przyjęciach urodzinowych. Nie mówię tylko o
organizowaniu, ale i o udziale w nich. Piątka wnuków. Pięć
przyjęć urodzinowych. Nie, cztery. Bliźniaki ale w sumie to
jeszcze za małe żeby wyprawiać jakieś huczne imprezy. Co nie
zmienia faktu, że zostaje jeszcze trójka w wieku szkolnym. Nasza
miejscowość nie jest duża. Około 2000 mieszkańców, więc
przyjęcia urodzinowe poza kilkoma przypadkami gdzie w myśl zasady
„zastaw się, a postaw się” organizują wynajęte firmy,
przygotowują te same, sprawdzone osoby. Nie chwaląc się jestem
jedną z nich. Zazwyczaj, wraz z kilkoma koleżankami, zajmuję się
programem przyjęcia. Chyba dobrze wywiązuję się z tego zadania. O
ile mi wiadomo, nikt do tej pory nie skarżył się na nudę. Trójka
wnuczków, każde w innym wieku. Średnio 15 osób w każdej klasie.
Łatwo można policzyć ile to przyjęć. Albo lepiej nie. Właśnie
trwają przygotowania do jednej z takich uroczystości. Koleżanka
Agnieszki obchodzi swoje urodziny. Jak zawsze będzie mnóstwo gości,
same szczere życzenia i oczywiście góra prezentów. Razem z
Agnieszką wybierałyśmy prezent. W tym roku był to zestaw puzzli
„Dory wśród meduz” Podobno bardzo lubiany i szybko sprzedający
się tytuł. Zbiegiem okoliczności w sobotę odbyło się przyjęcie
innego ucznia, tylko że to organizowała wynajęta przez rodziców
firma. Na ulotce reklamowej mają hasło: satysfakcja gwarantowana.
Po powrocie całej trójki wnuczków odniosłam wrażenie, że to
hasło to tylko chwyt reklamowy i nie ma nic wspólnego z
rzeczywistością. Wszystkie ich przyjęcia są wyliczone co do
sekundy. Przerwa w środku gry bo czas na tort. Nie ważne, że to
najważniejsza część rozgrywki. Na naszych przyjęciach zawsze
zdarza się coś czego nikt się nie spodziewa. Na przykład przyjazd
dawno nie widzianego członka rodziny i do obchodów urodzin trzeba
dodać przyjęcie powitalne. Na przykład jako prezent dla
solenizantki. Na przyjęciach firmowych nikt by o czymś takim nawet
nie pomyślał. Chcesz przyjęcie powitalne, zorganizujemy dodatkowe
ale w innym terminie.
poniedziałek, 5 września 2016
Nie bój się szkoły
Koniec wakacji i rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Od czasu jak
swoje obowiązki zaczął wypełniać nasz sołtys, a było to jakieś
osiem lat temu, na koniec wakacji odbywała się jedna z największych
imprez organizowanych w naszej miejscowości. Jedna z największych.
Drugą okazją są dni jagody, impreza organizowana zaraz na początku
lipca. Jednak w tym roku w organizację uroczystości włączył się
dyrektor szkoły. Na początku nikt z organizatorów nie chciał się
na to zgodzić, ale gdy zapoznali się z pomysłami co do jej
przebiegu, zmienili zdanie. Jak zapewne pamiętacie nasza miejscowość
nie należy do największych. Faktem jest, że się rozrastamy ale
jeśli chodzi o liczbę ludności to do miast nam ciągle daleko. W
tym roku mamy co świętować. Do pierwszej klasy zostało zapisanych
35 dzieci. Najwięcej od 10 lat. Jednym z pomysłów dyrektora było
połączenie zakończenia wakacji z uroczystym powitaniem nowych
uczniów w szkole. Pamiętam jak moje dzieci szły do pierwszej
klasy. Na początku nie mogły się doczekać, a gdy zbliżał się
pierwszy września euforia powoli zmieniała się w strach. Jak to
będzie, pierwszy dzień w szkole. W sumie nie ma się co dziwić. Do
tej pory były tylko zabawki, gry, puzzle a teraz przybory szkolne.
Nasz dyrektor chyba też pamięta te czasy i dlatego postanowił
zorganizować takie powitanie. Ogólny przebieg imprezy nie odbiegał
od innych. Występy, zawody sportowe, poczęstunek. Jeden turniej był
przewidziany tylko dla pierwszoklasistów. Dotyczył głównie
ogólnych spraw związanych z pierwszym dniem szkoły. Pytania w
stylu: co należy włożyć do plecaka i podobne. Z początku
nagrodami dla zwycięzców miały być zestawy puzzli firmy Trefl
jednak zrezygnowano z tego pomysłu. Rodzice uznali, że lepszymi
nagrodami będą wyprawki dla uczniów. Kilka osób, które chciały
zachować anonimowość, od razu zaoferowały się, że na takie
nagrody bardzo chętnie wyłożą pieniądze. Wszyscy wiedzieli, że
to byli dyrektorzy naszych zakładów pracy, ale nikt nie mówił
tego na głos. Pierwszego września wszystkie dzieci zadowolone
ruszyły do szkoły. Oby to zadowolenie trwało przez całą szkołę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)