środa, 28 września 2016

Aby się to nie powtórzyło

 Ile dzieci w klasie tyle przyjęć urodzinowych, a czasem więcej. Zgadza się. Czasem w rodzinie jest więcej niż jedno dziecko, a że wszystkie się znają to na takie przyjęcie nie zaprasza się tylko rówieśników. Są miesiące, że takich przyjęć trzeba zaliczyć kilka. Każdemu dziecku trzeba kupić prezent i pilnować, żeby w miarę możliwości Tomek nie dostał tego samego co Ania i odwrotnie. Raz się tak zdarzyło. Płaczu było wtedy co niemiara. Było to tak. Czerwiec był miesiącem gdy odbywały się dwa przyjęcia urodzinowe właśnie Ani i Tomka z klasy Agnieszki. Przyjęcia urodzinowe były przygotowywane od kilku tygodni. Wszystko było, jak to się mówi, zapięte na ostatni guzik. Przyszedł czas na kupowanie prezentów. Wybrałyśmy się z Agnieszką do ulubionego sklepu w celu nabycia odpowiednich podarunków. Od dawna wiadomo, że Ania interesuje się astrologią więc dla niej kupiliśmy talię tematyczną „Horoskop” Z Tomkiem było troszkę trudniej. Interesował się zbyt wieloma rzeczami. Niestety w kręgu jego zainteresowań znalazła się też astrologie i na pomysł kupienia tej samej talii tematycznej wpadł jeden z kolegów Tomka. Przyjęcia urodzinowe miały się odbyć w odstępie siedmiu dni, więc wszyscy się zgodzili, żeby urządzić jedno duże dla obojga solenizantów. Wszystkie dzieci dobrze się bawiły aż do momentu wręczania prezentów. Gdy okazało się że obydwoje dostali taki sam prezent zaczęło się zamieszanie. Dzieci jak to dzieci zaczęły się z tego faktu śmiać. Ania i Tomek zaczęli płakać. Tomek, że dostał prezent dla dziewczyny, a Ania nie chciała prezentu dla chłopaka. Dopiero nauczyciel fizyki wytłumaczył im, że astrologia i horoskopy są dla wszystkich, którzy się tym interesują. Nie ważne, chłopak czy dziewczyna. Brawo za refleks. Po uroczystościach rodzice postanowili, że aby takie sytuacje nigdy się już nie zdarzyły, każdy solenizant otrzyma tylko jeden prezent od wszystkich zaproszonych. Od rodziców swoją drogą. Podczas przyjęcia urodzinowego wszyscy mają się dobrze bawić. Przez całe przyjęcie.  

poniedziałek, 26 września 2016

Pamiątki po imprezie

 Jakiś czas temu opisywałam przebieg uroczystości 50 urodzin naszego klubu sportowego. W skrócie. Uroczystość trwała cały dzień i co ważniejsze przebiegła w sportowej atmosferze. Wszyscy byli zadowoleni. Niestety urządzono również ogródek piwny. Tu kończy się wychwalanie imprezy. Świętowanie to tylko początek. Później trzeba było ponieść konsekwencje tak hucznej zabawy. Wiadomo jak to jest. Młodzież i piwo to nie jest dobre połączenie. Był zakaz sprzedaży piwa osobom niepełnoletnim, ale przestrzegano go tylko na początku. Na drugi dzień wszyscy się o tym przekonaliśmy. Przez całą noc było słychać okrzyki i nazwijmy to śpiew. Okazało się, że „świętować” przyjechali też kibice odwiecznego przeciwnika z sąsiedniej miejscowości. To właśnie oni zostawili po sobie straszne pamiątki. Rozbite przystanki, pomazane szyby w sklepach to tylko te najmniejsze wykroczenia. Najbardziej ucierpiał plac zabaw. Wszystkie stoły do gier, drabinki nawet opony zostały dosłownie powyrywane z ziemi. Co komu przeszkadzał plac zabaw. Na szczęście nasz sołtys od razu zgłosił sprawę na policję i jeszcze tego samego dnia sprawców złapano. Jednak gry i zabawy trzeba było przenieść do domu. Gdy rano wybrałam się na zakupy, cały plac był już ogrodzony. Pracownicy usuwali wszystko co zostało po wizycie nocnych gości. Nie jestem budowlańcem ale na moje oko cały plac zabaw trzeba będzie zbudować od początku. Rodzice robili co mogli, żeby wytłumaczyć dzieciom co się stało. Niektórym się udawało a niektórym nie. Tego dnia ze sklepów zniknęły wszystkie zestawy puzzli i kart. Myślę, że nie przesadzę jak powiem, że to było najgorsze wydarzenie w naszej miejscowości od wielu lat. Ponieważ do tych wydarzeń trochę przyczynili się organizatorzy imprezy, władze klubu jako zadośćuczynienie obiecały pokryć koszty odbudowy placu zabaw. Oczywiście zakłady pracy też włączyły się w tą akcję. Kilka dni później plac budowy był ogrodzony tak, że nie było widać co się dzieje w środku. Trwa to od tygodnia. Może następne imprezy będą lepiej zabezpieczone.  

piątek, 23 września 2016

Nie cierpię plotek

 Po kilku dniach deszczowych wczoraj nareszcie wyjrzało słońce. Nic więc dziwnego, że zaraz po powrocie z przedszkola nasza najmłodsza para wnuków chciała iść na plac zabaw. Jakby w przedszkolu miały mało zabawy. Nigdy nie puszczamy ich samych. Zawsze idzie z nimi ktoś dorosły. Tym razem ta przyjemność przypadła mnie. Nie to żebym się nie cieszyła, ale inaczej jest jak się kilka godzin bawi na różnych nazwijmy to obiektach, a inaczej jak się te same godziny siedzi na ławce i wysłuchuje plotek z całej okolicy. Po pewnym czasie po prostu robi się niedobrze. Czasem mam ochotę wstać i nawrzeszczeć na te wszystkie mamy, które zamiast pilnować swoich dzieci obgadują wszystkich po kolei. Żeby to chociaż te ich plotki były prawdziwe. Przekonałam się o tym osobiście. Jak większość ludzi zaraz przed rozpoczęciem roku szkolnego kupuje się dzieciom wszystko do szkoły. Wiadomo, że oprócz tego zawsze kupi się jakieś gry, puzzle i zabawki. Mój syn wpadł na genialny pomysł kupienia butelki wina. Wiecie, uroczysta kolacja. Właśnie przechodziła obok nas jedna z tych mam, którą często widywałam na placu zabaw. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności mój syn właśnie w tej chwili powiedział dość głośno, że bardzo lubi wino. Po dwóch tygodniach właśnie na placu zabaw usłyszałam, że mój syn to alkoholik a skoro tak to na pewno bije żonę. Wtedy nie wytrzymałam. Nie bardzo mogę powtórzyć co wtedy im powiedziałam, ale słyszała mnie chyba cała okolica. Dwa dni później kupowaliśmy prezent urodzinowy dla koleżanki Agnieszki. Lubiła gry w karty, więc nasz wybór padł na talię tematyczną z bohaterami filmu „Auta” W pewnym momencie podchodziła do regału ta sama pani, która zaczęła opowiadać o moim synu. Gdy nas zobaczyła, odwróciła się i poszła w inną stronę. Może moja reakcja na takie plotki czegoś ją nauczy a może i nie. Czas pokaże.

wtorek, 20 września 2016

Stuknęła pięćdziesiątka

 W naszej miejscowości urządzanie wszelkiego rodzaju imprez jest chyba ulubionym zajęciem. Ponieważ po dniach deszczowych zrobiło się trochę cieplej będziemy świętować 50 lecie utworzenia drużyny piłkarskiej. Na uroczystość zostali zaproszeni najważniejsi działacze PZPN i oczywiście wójta. Jak zawsze otrzymaliśmy tylko list z przeprosinami i obietnicą, przyjmie następne zaproszenie. Nikt w to nie uwierzył, ale niech mu będzie. W przypadku wielu imprez na tablicy ogłoszeń podany jest tylko ogólny plan uroczystości. Tym razem jest inaczej. Nie będę opisywała całości bo zajęło by mi to kilka godzin. Przedstawię tylko najważniejsze. Uroczystość trwa cały dzień. Na początku wiadomo, powitania wszystkich najważniejszych gości, podziękowania wszystkim, którzy pomagali w organizacji no i najważniejsze, podziękowania dla sponsorów. Tych było aż pięciu z czego jeden anonimowy. Jak to zwykle bywa od razu pojawiły się teorie, kto to może być. Niektóre z nich były nie całkiem pozbawione sensu inne wręcz przeciwnie. Ktoś nawet rozpowiadał, że owym anonimowym sponsorem jest proboszcz naszej parafii. Idziemy dalej. Po tych wszystkich oficjalnych sprawach zaczynają się główne uroczystości. Uroczystość sportowa, więc nie może zabraknąć turniejów, gier i zawodów sportowych. Najważniejszą częścią uroczystości ma być nabór do drużyny. Odbędzie się specjalny, pokazowy mecz dla wszystkich chętnych. Podczas gry członkowie PZPN-u będą obserwować wszystkich zawodników. To właśnie spośród nich zostaną wybrani nowi zawodnicy. W przeciwieństwie do innych oficjalnych imprez tym razem nie zapomniano o najmłodszych. Specjalnie dla nich przygotowano osobne zawody i gry. Oczywiście nagrody też były trochę inne. Oprócz pucharów i pamiątkowych medali za pierwsze trzy miejsca wszyscy uczestnicy otrzymają najnowsze produkty firmy Trefl zestawy puzzli „Dory wśród meduz” albo talie tematyczne „Horoskop” i „Auta” do wyboru do koloru. Jeśli cała uroczystość odbędzie się tak jak zaplanowano będzie to jedna z największych imprez organizowanych w naszej miejscowości. Żeby tylko nie padało.   

piątek, 16 września 2016

Zebranie wiejskie

 Od czasu ostatnich wyborów na sołtysa zaczęłam chodzić na każde „zebranie wiejskie” Tak zawsze było napisane na plakacie informacyjnym. Zapytacie, dlaczego od wyborów i to gdy sołtysa wybrano na drugą kadencję. Na wybory prawie siłą zaciągnął mnie mój mąż. On od zawsze czynnie uczestniczył we wszystkich tego rodzaju spotkaniach. Ale do rzeczy. 10 września odbyło się takie właśnie zebranie. Jak to na większości takich spotkań na początku sołtys witał wszystkich. Jednak to różniło się od innych zebrań bo tym razem zaproszony został wójt. Żeby było ciekawiej stawił się osobiście. Do tej pory za każdym razem przyjeżdżał przedstawiciel urzędu gminy z listem od wójta z przeprosinami. Zawsze był jakiś powód, więc gdy pojawił się osobiście wszyscy byli trochę zdziwieni. Po powitaniach zaczęła się główna część zebrania. Oczywiście dotyczyła pieniędzy, ich podziału i celów na które się je wyda. Każdy z uczestników miał inne pomysły. Wyposażenie placu zabaw w plansze do gier to tylko jeden z nich, w sumie najbardziej poważny. A wręcz przeciwnym było wybudowanie lodowiska. Po prawie godzinie przegadywania się do głosu doszedł nasz ważny gość. Przywiózł gotowy plan wykorzystania funduszy aby go omówić, ale ponieważ od razu wszyscy mieli pomysły nie wtrącał się w kłótnię. Według planów przygotowanych przez gminę do naszej miejscowości miała trafić bardzo duża kwota w porównaniu do dotychczasowych. Po zsumowaniu tych pieniędzy i tych, które zaoferowały zakłady pracy można było szybko dokończyć remont przedszkola i wyposażyć sale w nowe meble, zabawki, gry i puzzle. Wójt wymienił chyba wszystkie produkty firmy Trefl i innych producentów gier jakie zamierzali kupić. Wyposażenie sali gimnastycznej obiecali sfinansować rodzice. Takim sposobem wszystkie zapisane dzieci mogły od 1 września pójść pierwszy raz do przedszkola. Pozostałe pieniądze postanowiono przeznaczyć na inne remonty w tym chodnik. Mimo że układany był w zeszłym roku to po budowie kanalizacji już trzeba go układać od nowa.   

środa, 14 września 2016

Pierwsze wywiadówki

 Jak każdego roku na początku września rodzice wszystkich uczniów zapraszani są na pierwszą, organizacyjną wywiadówkę. To słowo wielu uczniom zawsze mroziło krew w żyłach. Jednak ta pierwsza jest inna. Nie omawia się ocen uczniów, bo w sumie nie ma żadnych. Oprócz rzeczy typowo szkolnych jak wyposażenie czy strój ucznia wychowawca klasy przedstawia ogólny plan wycieczek, imprez i uroczystości, które mają być organizowane w czasie pierwszego półrocza. Wczoraj miałam taką przyjemność. Zostałam poproszona o udział w zebraniu w klasie Agnieszki. Pamiętam jak chodziłam do swoich dzieci. W naszej szkole na początku takiego zebrania dyrektorka przedstawiała nowych nauczycieli, którzy będą uczyć w danej klasie i do których będzie można się zwrócić w razie problemów dziecka z przedmiotem. Potem zwykłe sprawy organizacyjne. Wczoraj przekonałam się, że szkoła powoli staje się miejscem gdzie pieniądze, składki i ubezpieczenia są ważniejsze od ucznia. Zebranie trwało około 2 godzin. Sprawy organizacyjne zajęły jakieś 20 minut. Przez resztę czasu nauczycielka przedstawiała plany wycieczek na najbliższe pół roku. Nie skupiła się na tematach poszczególnych wyjazdów, ale cały czas podawała kwoty jakie rodzice będą musieli wpłacić aby dziecko mogło pojechać na taką wycieczkę. Jeden z rodziców nie wytrzymał i zapytał czy to jest jeszcze szkoła czy firma do zarabiania pieniędzy. Wtedy dopiero temat pieniędzy zszedł na dalszy plan. W końcu dowiedzieliśmy się kiedy, gdzie i w jakim celu dzieci pojadą na te wycieczki. Pierwszą będzie dwudniowa wycieczka w góry. Po drodze wszyscy odwiedzą otwarte niedawno muzeum techniki i rozrywki. Podobno specjalnie dla tej grupy przygotowana zostanie wystawa gier i puzzli od przełomu wieków do czasów obecnych. Jednak puzzle i gry to nie główny cel wycieczki. Nim jest poznanie mieszkańców i zwyczajów dawnych górskich wiosek. Jednym słowem skansen. Już zapowiedziano wypracowania na temat wycieczki. Na zebraniu dowiedziałam się jeszcze jednej ciekawej rzeczy. Chodzi o ubezpieczenie. Okazało się, że nie jest obowiązkowe. Jednak bez niego żadne dziecko nie będzie mogło pojechać na żadną wycieczkę. Tak czy tak trzeba będzie zapłacić.  

poniedziałek, 12 września 2016

Dziesiąte urodziny

 W minioną sobotę świętowaliśmy 10 rocznicę otwarcia w naszej miejscowości jednego z marketów. Nazwy nie podam, bo zostałabym posądzona o reklamę. W każdym razie impreza zaczęła się o godzinie trzynastej. Ponieważ wszystko zostało zorganizowane na boisku sportowym pierwszym punktem programu był mecz naszej drużyny. Warto wspomnieć, że nasz przeciwnik jest dużo wyżej notowany w tabeli od nas. Mecz zakończył się remisem. Dla naszych zawodników był to ogromny sukces. Do tej pory każda drużyna grająca z naszym sobotnim przeciwnikiem przegrywała spotkanie. My jako pierwsi zdołaliśmy zremisować. Nie żebym się chwaliła, ale taki wyczyn warty jest opisania. Można powiedzieć, że dla naszej miejscowości było to podwójne święto. Sponsorem całej imprezy były jak zawsze zakłady pracy. Również solenizant włączył się w organizację swojego święta fundując wszystkie nagrody w przygotowanych zawodach i grach dla wszystkich dzieci, bo szczególnie do nich kierowane było zaproszenie wywieszone na tablicy ogłoszeń. Na tym samym plakacie był podany plan całej imprezy. Do najciekawszych należał zaplanowany na północ pokaz sztucznych ogni. Możecie mi wierzyć, było na co popatrzeć. Za jedną z bramek przygotowano ogromny ekran. Do ostatniej chwili nikt nie wiedział po co. Okazało się, że to jedna z najważniejszych konkurencji do której zgłosić mogli się wszyscy. Przebieg był wyświetlany na tym ekranie. Konkurencja była ogromna. Organizatorzy chcieli sprawdzić wiadomości uczestników o solenizancie. Pytania były różne. Niektóre łatwe, na przykład o nazwisko kierowniczki. Najtrudniejsze okazało się wymienienie pięciu tytułów gier oferowanych przez sklep. Z dwoma nikt nie miał problemu. Wszyscy wymieniali grę „Fisher price- gra Piotruś” i zestaw kart „Auta- talia tematyczna” jednak gdy trzeba było podać choć jeden tytuł więcej każdemu uczestnikowi brakowało pomysłu. No, prawie każdemu. Jako jedyny wszystkie pięć tytułów wymienił tylko 12 letni uczeń naszej szkoły. Nagrodą – niespodzianką było pięć zestawów, które wymienił. Warto wspomnieć, że oprócz produktów wymienianych przez wszystkich, wśród nagród znalazły się najnowsze dzieła firmy Trefl. Cała uroczystość trwała do drugiej w nocy, ale opłacało się nie spać do tej godziny. W końcu dziesiąte urodziny świętuje się tylko raz.

piątek, 9 września 2016

Tajemnica czyli jak zachęcić dzieci

 W dzisiejszych czasach mało kto wyjeżdża w jakieś egzotyczne miejsce, żeby można było napisać wypracowanie zadawane zaraz po wakacjach wszystkim dzieciom. U nas mamy sołtysa, który przez całe dwa miesiące nie pozwalał dzieciom na nudę i plątanie się po ulicach bez celu. Specjalistami w organizowaniu czasu są dyrektor szkoły i sołtys. Chyba nie pomylę się jak powiem, że podczas wakacji każdy dyrektor szkoły ma wolne? Nasz należy do osób, którym bardziej zależy na dzieciach niż wypoczynku. Już w czerwcu w wielkiej tajemnicy obaj panowie opracowywali program na wakacje. Podzielony był na dwie grupy. Klasy 1 – 3 i reszta. O ile dla tej reszty nie było trudno czegoś przygotować (gry, turnieje i wycieczki) to dla młodszych dzieci już było trudniej. Plan zakładał między innymi organizację wycieczek w najbardziej malownicze i ciekawe miejsca w okolicy. Mamy kilka ruin zamków i nawet jeden browar. Zamknięty co prawda, ale zawsze to browar. Na początku było kilka osób. Tydzień po rozpoczęciu wakacji na tablicy ogłoszeń pojawił się duży i bardzo kolorowy plakat z bardzo dziwnym napisem. 1 – 3, DOM KULTURY, NIESPODZIANKA, OBECNOŚĆ OBOWIĄZKOWA. I data. Poszli wszyscy. Jedni z ciekawości, inni ze strachu jeszcze inni bo i tak nie mieli co robić. Na scenę wyszedł dyrektor i na początku opowiedział o planach na najbliższy tydzień. Pierwszym punktem programu miała być prezentacja najnowszych produktów przemysłu zabawkowego. W ostatniej chwili przedstawiciel producenta gier i puzzli odwołał spotkanie. W ramach przeprosin dla każdego uczestnika zostały przywiezione zestawy „Auta- color puzzle” i gry „Fisher price- gra Piotruś” do wyboru. Jednak prezentację udało się przeprowadzić. Nie taką jaką zakładał plan, ale i tak wszystkim dzieciom się podobała. Pamiętacie kolegę naszego dyrektora, który kolekcjonuje zabawki? Opowiadał o najstarszych i najnowszych dziełach firmy Trefl. Oczywiście wszystkie je pokazał. Po zakończeniu wszyscy chwalili prowadzącego i już teraz został zaproszony na następną. Nawet wycieczki nie podobały się dzieciom tak jak ta jedna prezentacja.

środa, 7 września 2016

Znów przyjęcia

 Dopiero co zaczął się rok szkolny a już trzeba zacząć myśleć o wszelkiego rodzaju przyjęciach urodzinowych. Nie mówię tylko o organizowaniu, ale i o udziale w nich. Piątka wnuków. Pięć przyjęć urodzinowych. Nie, cztery. Bliźniaki ale w sumie to jeszcze za małe żeby wyprawiać jakieś huczne imprezy. Co nie zmienia faktu, że zostaje jeszcze trójka w wieku szkolnym. Nasza miejscowość nie jest duża. Około 2000 mieszkańców, więc przyjęcia urodzinowe poza kilkoma przypadkami gdzie w myśl zasady „zastaw się, a postaw się” organizują wynajęte firmy, przygotowują te same, sprawdzone osoby. Nie chwaląc się jestem jedną z nich. Zazwyczaj, wraz z kilkoma koleżankami, zajmuję się programem przyjęcia. Chyba dobrze wywiązuję się z tego zadania. O ile mi wiadomo, nikt do tej pory nie skarżył się na nudę. Trójka wnuczków, każde w innym wieku. Średnio 15 osób w każdej klasie. Łatwo można policzyć ile to przyjęć. Albo lepiej nie. Właśnie trwają przygotowania do jednej z takich uroczystości. Koleżanka Agnieszki obchodzi swoje urodziny. Jak zawsze będzie mnóstwo gości, same szczere życzenia i oczywiście góra prezentów. Razem z Agnieszką wybierałyśmy prezent. W tym roku był to zestaw puzzli „Dory wśród meduz” Podobno bardzo lubiany i szybko sprzedający się tytuł. Zbiegiem okoliczności w sobotę odbyło się przyjęcie innego ucznia, tylko że to organizowała wynajęta przez rodziców firma. Na ulotce reklamowej mają hasło: satysfakcja gwarantowana. Po powrocie całej trójki wnuczków odniosłam wrażenie, że to hasło to tylko chwyt reklamowy i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Wszystkie ich przyjęcia są wyliczone co do sekundy. Przerwa w środku gry bo czas na tort. Nie ważne, że to najważniejsza część rozgrywki. Na naszych przyjęciach zawsze zdarza się coś czego nikt się nie spodziewa. Na przykład przyjazd dawno nie widzianego członka rodziny i do obchodów urodzin trzeba dodać przyjęcie powitalne. Na przykład jako prezent dla solenizantki. Na przyjęciach firmowych nikt by o czymś takim nawet nie pomyślał. Chcesz przyjęcie powitalne, zorganizujemy dodatkowe ale w innym terminie.  

poniedziałek, 5 września 2016

Nie bój się szkoły

 Koniec wakacji i rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Od czasu jak swoje obowiązki zaczął wypełniać nasz sołtys, a było to jakieś osiem lat temu, na koniec wakacji odbywała się jedna z największych imprez organizowanych w naszej miejscowości. Jedna z największych. Drugą okazją są dni jagody, impreza organizowana zaraz na początku lipca. Jednak w tym roku w organizację uroczystości włączył się dyrektor szkoły. Na początku nikt z organizatorów nie chciał się na to zgodzić, ale gdy zapoznali się z pomysłami co do jej przebiegu, zmienili zdanie. Jak zapewne pamiętacie nasza miejscowość nie należy do największych. Faktem jest, że się rozrastamy ale jeśli chodzi o liczbę ludności to do miast nam ciągle daleko. W tym roku mamy co świętować. Do pierwszej klasy zostało zapisanych 35 dzieci. Najwięcej od 10 lat. Jednym z pomysłów dyrektora było połączenie zakończenia wakacji z uroczystym powitaniem nowych uczniów w szkole. Pamiętam jak moje dzieci szły do pierwszej klasy. Na początku nie mogły się doczekać, a gdy zbliżał się pierwszy września euforia powoli zmieniała się w strach. Jak to będzie, pierwszy dzień w szkole. W sumie nie ma się co dziwić. Do tej pory były tylko zabawki, gry, puzzle a teraz przybory szkolne. Nasz dyrektor chyba też pamięta te czasy i dlatego postanowił zorganizować takie powitanie. Ogólny przebieg imprezy nie odbiegał od innych. Występy, zawody sportowe, poczęstunek. Jeden turniej był przewidziany tylko dla pierwszoklasistów. Dotyczył głównie ogólnych spraw związanych z pierwszym dniem szkoły. Pytania w stylu: co należy włożyć do plecaka i podobne. Z początku nagrodami dla zwycięzców miały być zestawy puzzli firmy Trefl jednak zrezygnowano z tego pomysłu. Rodzice uznali, że lepszymi nagrodami będą wyprawki dla uczniów. Kilka osób, które chciały zachować anonimowość, od razu zaoferowały się, że na takie nagrody bardzo chętnie wyłożą pieniądze. Wszyscy wiedzieli, że to byli dyrektorzy naszych zakładów pracy, ale nikt nie mówił tego na głos. Pierwszego września wszystkie dzieci zadowolone ruszyły do szkoły. Oby to zadowolenie trwało przez całą szkołę.