piątek, 29 września 2017

Urlop

 Urlop. Planujemy go jeszcze przed wakacjami. Niektórym udaje się zrealizować swoje plany a niektórym nie. W naszej rodzinie to się udało. Niestety nie było możliwości, aby wszyscy wyjechali w tym samym czasie i akurat na mnie padło, że musiałam zostać w domu. Prawdę mówiąc zgłosiłam się na ochotnika, ale nie mówcie nikomu. Urlop powinien być czasem wypoczynku i najlepiej spędzić go bez rodziny. Takie jest moje zdanie. Może słuszne, może nie. Osądzicie sami. Pod koniec wakacji skontaktowała się ze mną dawna znajoma. Mieszka nad morzem i potrzebowała pomocy przy prowadzeniu małego pensjonatu. Oczywiście się zgodziłam. Nie będę opowiadać o przygotowaniach do wyjazdu i samej podróży. Po prostu nic ciekawego się nie działo. Na miejscu zostałam serdecznie powitana. Koleżanka zaczęła przepraszać, że nie powiedziała wszystkiego na temat tej pomocy. Szkołę, którą trzeba było wyremontować po ostatnich wydarzeniach pogodowych trzeba było gdzieś przenieść. Zgadnijcie kto zgodził się przyjąć najmłodszych uczniów. Trzeba było zorganizować lekcje a dla niektórych dzieci również poprowadzić świetlicę. To zadanie przypadło mnie. Co było robić. W końcu się zgodziłam. Jak na tak mały pensjonat, świetlica była bardzo dobrze zaopatrzona. Gry, puzzle i wszystko inne co jest potrzebne do zorganizowania czasu wolnego młodym ludziom. Nie uwierzycie jak się zdziwiłam, gdy okazało się, że producentem największej części wyposażenia sali jest firma Trefl. Dowiedziałam się, że to nie przypadek. Po prostu produkty z Trefla są najlepszym wyborem. Tak mówiła nie tylko koleżanka ale dyrektorka szkoły też. Nie raz byłam w szkole, na przykład na wywiadówkach. Widziałam jak zachowują się uczniowie. Tu było zupełnie inaczej. Cisza i spokój. Żeby zorientować się czy trwają lekcje czy przerwa trzeba było wyjść na korytarz. Dzieci były bardzo grzeczne. Wróciłam wczoraj. Nie powiem, że to był wymarzony urlop, ale do najgorszych nie mogę go zaliczyć. Takich uczniów mogą zazdrościć wszyscy nauczyciele i pracownicy szkoły.

czwartek, 7 września 2017

Podwójne zasady

 Na pewno zauważyliście, że młodzież w zależności od środowiska w którym się znajduje, zachowuje się jak zupełnie inna osoba. Świetnym przykładem z mojego otoczenia będzie Agnieszka. Uczy się w szóstej klasie. Ale to już wiecie. Ostatnio umówiła się z koleżankami na wycieczkę po sklepach w galerii handlowej. Oficjalnie miało to być po lekcjach, ale wszyscy wiemy co wygra w starciu: szkoła kontra moda. Jednak w tym przypadku wygrała szkoła. Dziwne, prawda? Po lekcjach Agnieszka wróciła do domu, zjadła obiad i wzięła się za odrabianie lekcji. Żebyście nie pomyśleli, że jest jakimś „kujonem” Po prostu na popołudnie umówiła się z koleżankami. Nie wiadomo dlaczego, ale gdy zaczął padać deszcz, wszystkie dziewczynki uznały, że lepiej zostać w domu niż zmoknąć podczas tej wycieczki. Przecież galeria ma dach, ale niech im będzie. Żeby było jeszcze dziwniej, przyniosły do domu grę „Ego” firmy Trefl. Chciałam się dowiedzieć co takiego ma w sobie ta gra, że wygrała nawet z zakupami. Na stronie producenta dowiedziałam się, że jest to gra towarzyska, polegająca na odpowiadaniu na pytania dotyczące innych graczy. Widząc jak dobrze się przy tym bawią, postanowiłam nie przeszkadzać. Jednak po paru godzinach zaproponowałam im herbatę i ciastka. Nie uwierzycie, ale od razu wszystkie dziewczynki zaproponowały pomoc w przygotowaniu poczęstunku. Nie raz, gdy prosiłam o coś Agnieszkę czy którekolwiek z moich wnuczków o pomoc, w każdy delikatny sposób odmawiały. A to musiały się uczyć, a to nie czuły się za dobrze. A tu proszę, jakie uczynne. Zaproponowałam Agnieszce, że po tak wyczerpującej rozgrywce, w ramach odprężenia, zajmą się czymś spokojniejszym. Miałam na myśli puzzle. W odpowiedzi usłyszałam, że na takie zabawy jest za duża. Dziwne, jeszcze wczoraj układałyśmy je razem i wszystko było w porządku. Jak mówiłam. Inne zasady w towarzystwie babci, a inna gdy dookoła są koleżanki. Które lepsze? Tego nie wiem. Mam nadzieję, że zdecyduje się na jedne z nich, nie ważne które.  

wtorek, 5 września 2017

Niespodzianka

Po wczorajszych uroczystościach z okazji rozpoczęcia roku szkolnego niektórzy uczniowie byli bardzo zadowoleni, inni mniej, a jeszcze inni wcale. Jak to mówią: każdemu nie dogodzisz. Z przedszkolakami jest inaczej. Jak wspominałam, mieliśmy przymusowy remont jednej z sal. Dla przypomnienia, zgniła podłoga. Nie było to jakieś wielkie wyzwanie dla firmy. Jedynym kłopotem był czas. Pomijając szczegóły, sala została przygotowana trzy dni przed terminem i wszystkie dzieci mogły ocenić rezultaty zaraz po uroczystościach. Pisałam również o konieczności wymiany wszystkich zabawek. Niestety zgniły razem z podłogą. Sponsor znalazł się szybko, firma Trefl też nie zawiodła, przedstawiła najlepszą ofertę i na przyjęcie dzieci wszystko było gotowe. To tak dla przypomnienia. Przed rozpoczęciem uroczystości dyrektorka poinformowała wszystkich przedszkolaków o małej niespodziance. Rodzice wiedzieli, że chodzi o wyposażenie sali. W końcu pomagali w tym finansowo. Gdy uroczystość się skończyła, rodzice zostali poproszeni o udanie się do domu i odebranie dzieci około 13. Wieczorem mieliśmy gości. Dwójka naszych przedszkolaków przyszła opowiedzieć nam swoje wrażenia z pierwszego dnia. Spełniły obietnicę, co im się chwali. Dowiedzieliśmy się jak wyglądało przyjęcie do przedszkola nowych dzieci. Wydawało mi się, że po zakończeniu uroczystości rozpoczynających rok szkolny, wszystkie dzieci idą do swoich sal i to wszystko. Okazało się, że to cały rytuał. Najpierw przedszkolanka przywitała wszystkich. Najważniejszą częścią przyjęcia do nowej grupy, był wybór szafki w szatni, gdzie każdy będzie zostawiał ubrania. Każda szafka ma swój znaczek i trzeba było wybrać coś dla siebie. Dopiero wtedy można przejść do sali. Teraz czas na niespodziankę. Wyposażenie sali. Wszystkie zabawki wymienione. Wśród wszystkich nowych gier i kart pojawiły się zestawy „Grzybobranie w Zielonym Gaju” Jest to gra planszowa z przepiękną kolorową planszą i wieloma elementami przestrzennymi takimi jak koszyczki na grzyby, pionki i oczywiście grzyby. Wszyscy chcieli od razu zacząć w grać. Przedszkolanka obiecała im to na jutro. Dziś oglądali resztę wyposażenia. Dzieci opowiadały co to za przedmioty, ale co chwila wracały do grzybków.

poniedziałek, 4 września 2017

Rozpoczęcie roku szkolnego

 Stało się. Nadszedł wielki dzień. Rozpoczęcie roku szkolnego. Wielu uczniów uzna to za herezję, ale siedząc przed ekranem komputera mogę sobie na nią pozwolić. Gdy przedstawiłam swoją opinię moim wnuczkom, Ania i Agnieszka prawie się na mnie obraziły. Jednak wśród piątki naszych pociech, dwójka najmłodszych nie mogła się doczekać, kiedy pierwszy raz po wakacjach pójdą do przedszkola. Wszyscy mieli zobaczyć nową salę gimnastyczną. Ale od początku. Nasza miejscowość leży na trasie pielgrzymek na Jasną Górę. Każdego roku, w połowie sierpnia gościmy pielgrzymów podążających do Częstochowy. Jako dobrzy gospodarze, oferujemy uczestnikom posiłek i w razie potrzeby nocleg. Miejsca jest bardzo dużo. Szkoła, basen, hotel i ewentualnie prywatne domy. Trzeba było szybko znaleźć dodatkowe miejsca. Wybór padł na salę gimnastyczną w przedszkolu. Duża, niedawno remontowana idealnie nadawała się do tego celu. Wszyscy byli zadowoleni. Może to zbieg okoliczności, ale gdy pielgrzymi nas opuścili, dyrektorka zauważyła, że podłoga w sali gimnastycznej zaczyna gnić. Niestety podczas malowania sali obok, wszystkie zabawki spakowano do pudeł i postawiono niedaleko pechowego miejsca. Gnijąca podłoga to nic przyjemnego ani dla oka, ani dla nosa. Po obejrzeniu i obwąchaniu pudeł z zabawkami uznano, że je też trzeba wymienić. Rodzice widzieli efekty remontu trzy dni temu, a dzieci dopiero dziś. Z wymianą parkietu nie było problemu. Gorzej z zabawkami. Puzzle, karty i inne gry. Wszystko trzeba było kupić nowe. Sponsor się znalazł. Pozostało wybrać z wielu ofert. Najciekawszą z nich przedstawiła firma Trefl. A to niespodzianka. Jak wiecie, większość zabawek znajdujących się w naszym przedszkolu jest właśnie tej firmy. Rodzice również dołożyli swoją cegiełkę. Zestawy „Arka Noego” czy „Moje pierwsze rymowanki” były ich wkładem w wyposażenie sali. Oczywiście było tego więcej, ale te dwa spodobały mi się najbardziej. Nasze wnuczki mają takie same w domu i bardzo im się podobają. Gdy wrócą z przedszkola, na pewno będą opowiadały swoje wrażenia. Nie wiem czemu, ale bardzo lubię te ich opowieści.