piątek, 30 marca 2018

Dziadek pracujący w kuchni


Odkąd pamiętam, a nie mam z nią kłopotu, na święta wielkanocne w naszym domu, placki zawsze pieczone były w Wieli Piątek. Mama bardzo przestrzegała tej tradycji i nie tylko ona. Większość gospodyń z mojej rodzinnej wioski tak robiła. Przejęłam ten zwyczaj. Od wielu lat od samego rana przygotowuję wszystkie ciasta, to znaczy przygotowywałam. Dwa lata temu, w wyniku kilku pechowych zbiegów okoliczności, okazało się, że mój mąż też ma smykałkę do pieczenia ciast i od tamtego czasu to on się tym zajmuje. Teraz, żebyście mnie źle nie zrozumieli. Lubię gdy odwiedzają nas wnuki, ale nie dziś. Córka, chcąc mieć spokój, przywozi dzieci do nas. Od czasu gdy dziadek krząta się po kuchni, moim zadaniem jest pilnowanie maluchów. Wiadomo, że bardzo chciały by pomagać mu w przygotowaniu i pieczeniu, ale jak kończy się ich pomoc, wszyscy wiemy. Dwa razy więcej sprzątania i ponowna wizyta w sklepie po nowe składniki. Miałam dopilnować, aby tak się nie stało. Około południa dzieci jeszcze nie było. Już myślałam, że w tym roku nas nie odwiedzą, ale w tym samym momencie rozległ się dzwonek do drzwi, w których stanęli nasi goście. Od razu skierowały się do kuchni z zamiarem pomocy. Na szczęście dziadek wiedząc, że ma piec placki, wstał wcześniej, żeby zdążyć przed ich przyjściem. Dziś miał więcej czasu. Za zwyczaj córka przyjeżdża po nie wieczorem, więc trzeba było zorganizować resztę dnia. Wszyscy wiemy jak można zająć ich czas. Specjalnie na taką okazję udało mi się kupić zestaw foto puzzli. Obrazek przedstawiał dziadka przygotowującego ciasto. Po wysłaniu zdjęcia przedstawiciel firmy Trefl, bo to ona prowadzi sklep internetowy, w którym złożyłam zamówienie, skontaktował się ze mną w celu potwierdzenia czy na pewno wysłałam dobre zdjęcie. Pierwszy raz zdarzyło się, że puzzle przedstawiały człowieka pracującego w kuchni. Wszystko się udało. Dzieci zajęły się układaniem i nie myślały o pomocy dziadkowi.

środa, 28 marca 2018

Pomniejszająca się rodzina


Jak nie raz pisałam, mamy dużą rodzinę. Niestety, z biegiem lat coraz bardziej liczba jej członków spada. Miesiąc temu pożegnaliśmy mojego brata, a przed wczoraj wieczorem do szpitala został zabrany brat męża. Od razu zrobiono mu podstawowe badania, wyniki były dość szybko, ale o dziwo wszystkie wyszły w miarę dobrze. Zobaczcie, ból nie do wytrzymania, nie pomagają żadne środki przeciwbólowa, a wyniki badań w normie. Oczywiście został zatrzymany w szpitalu na obserwację. Po bardziej szczegółowych badaniach na wyniki trzeba jeszcze trochę poczekać. Lekarze znaleźli jakiś lek, który pomógł uśmierzyć ból. Brat był lubiany przez dzieci, więc gdy tylko dowiedziały się, że wujek jest w szpitalu, od razu chciały do niego jechać. Niestety na oddział, na którym leży nie wpuszczane są dzieci. Jednak nie dało się im tego wytłumaczyć. Nie ważne, pojadą i już. O ile Agnieszka i Anie zrozumiały zasady panujące w szpitalu, to najmłodszej trójki nic nie przekonywało. Próbowaliśmy wszelkich sposobów, aby zmieniły zdanie. Nic z tego. Jak wspomniałam brat męża był lubiany przez dzieci, nie żeby dorośli nie przejmowali się jego zdrowiem, ale nikt jakoś szczególnie nie panikował. Co było robić. Może to mało wychowawcza metoda, ale w tym wypadku cel uświęcał środki. Jedyny sposób jaki przyszedł nam do głowy, to odwrócenie uwagi maluchów, gdy reszta będzie wychodziła z domu. Co nadawało się do tego idealnie? Oczywiście zestaw puzzli i gra. Na ochotnika dziadek zaoferował pomoc. Jak wszyscy wiedzieli, jedyną grą o jakiej dziadek miał jakiekolwiek pojęcie była gra „5 sekund junior” więc taką im zostawiliśmy. Niestety okazało się, że do odwrócenia uwagi dzieci nie wystarczą puzzle. Gdy zobaczyły jak samochód odjeżdża spod domu, od razu pobiegły do drzwi. Na szczęście nie zapomnieliśmy ich zamknąć. Wróciły do dziadka, ale nie miały ochoty na grę. Powiedziały tylko, że się obraziły bo dziadek je oszukał. Jeszcze raz powtórzę. Może to mało wychowawcze metoda, przekupstwo, ale w tym przypadku nie było innego wyjścia.

poniedziałek, 26 marca 2018

Złośliwość rzeczy martwych


Znacie powiedzenie: złośliwość rzeczy martwych? Mnie spotyka to coraz częściej. A to komputer psuje się, gdy jest najbardziej potrzebny, a to samochód odmawia posłuszeństwa w takich samych okolicznościach, a ostatnio nawet pogoda jest przeciwko mnie i to wcale nie jest przesada. Pamiętacie urodziny Ani? Gdy planowałam przyjęcie w ogrodzie, spadł śnieg. Gdy udało mi się wymyślić co z tym śniegiem można robić, zaczęło świecić słońce i wszystko się topiło. Gdy teraz miałam zorganizować urodziny najmłodszej dwójce wnuków w domu, że by nic mi nie przeszkodziło, znów świeci słońce. Żeby było ciekawiej teraz nawet nasz rodzinny dom mnie „nie lubi” Gdy już zaplanowałam przyjęcie, zaczęłam przygotowywać ciasta i tort. Wtedy pękła rura i cała kuchnia została zalana. Potrzebny był mały remont. Koniec tego dobrego. Urodziny zostały zorganizowane u mojej córki. Na szczęście wszystkie prezenty schowałam w innym pokoju i wysoko. Jednak coś nie chciało, żeby przyjęcie się udało, albo w ogóle odbyło. Wszystko zaczęło się dobrze. Prezenty, tort i początek zabaw. Mieszkanie mają duże, więc było gdzie się bawić. Gdy zaczęła się rozgrywka w „5 sekund junior” spaliła się żarówka. W pokoju zrobiło się ciemno. Dzieci zamiast panikować, zaczęły się cieszyć. Po wymianie żarówki zabawa zaczęła się od nowa. Karty, puzzle i wszystko inne nie oderwało nikogo od zgaszonego światła. Nagle druga żarówka się spaliła. Gospodarze jakby byli przygotowani. Wymienili kolejną, ale tym razem ostatnią, tym razem dzieci również się nie przestraszyły. Jednak gdyby sytuacja się powtórzyła, trzeba by skończyć przyjęcie, nie było już zapasowych żarówek. Oczywiście dzieciom powiedzieliśmy, że to wszystko jest częścią przyjęcia. Zadowolone wróciły do domu. Później wszystkim opowiadały o niesamowitych atrakcjach, jakie przygotowali organizatorzy. Żeby tylko wiedziały, że nic co się wydarzyło nie było zamierzone. Przyjęcie się udało. Jak mówiłam: złośliwość rzeczy martwych.

piątek, 23 marca 2018

Dzień wagarowicza


Z czym kojarzy się uczniom pierwszy dzień wiosny? Oczywiście z dniem wagarowicza. W tym roku trochę się nie udał, bo jak każdy widzi za oknem mamy zimę i mróz, a w takich warunkach włóczenie się po ulicach nie jest za przyjemne. Zapytacie, skąd wiem, że młodzież tak spędzi ten dzień? Wszyscy wiedzą, że dla większości młodych ludzi jest to ulubiony sposób spędzania wolnego czasu, no może oprócz wszelkiego rodzaju imprez. Przez takie podejście w zeszłym roku prawie doszło do tragedii. Też był to pierwszy dzień wiosny. Grupka przyjaciół oddawała się swojemu ulubionemu zajęciu. Przez sam środek naszej miejscowości przebiega dość ruchliwa droga. Wiele razy przed każdymi wyborami kandydaci obiecują jakąś obwodnicę, ale gdy już się ich wybierze, okazuje się, że miejscowość jest za mała na obwodnicę, a pieniądze można spożytkować w inny, bardziej sensowny sposób. I tak w kółko. Ale to temat na inną okazję. Wszystkie ulubione przez młodzież miejsca leżą po obu stronach drogi. Wiadomo jak dziś młody człowiek idzie ulicą. Komórka przed oczami i liczy się tylko to, co dzieje się na ekranie. Piątka uczniów szła właśnie w taki sposób. Nie rozglądając się na boki, weszli na jezdnię wprost pod nadjeżdżającą ciężarówkę. Tylko dobre hamulce i niesamowity refleks kierowcy zapobiegły tragedii. W tym roku dyrektor szkoły postarał się, aby w dzień wagarowicza wszyscy uczniowie byli bezpieczni. Zamiast lekcji, w domu kultury zorganizowano uroczystość powitania wiosny. Oprócz występów artystycznych odbyły się rozgrywki w „5 sekund edycja specjalna” Dla spokojniejszych dzieci były puzzle i karty. Chętnych nie było dużo dopóki organizatorzy nie ogłosili, jakie będą nagrody. Były to dni zwolnienia z wezwań do odpowiedzi, w zależności od zajętego miejsca. Wtedy zabrakło miejsc na listach chętnych. Rozgrywki były bardzo emocjonujące, ale najważniejsze, że wszyscy byli bezpieczni.

środa, 21 marca 2018

Konkurs


Każdego roku przyjęcie urodzinowe Ani odbywało się w ogrodzie. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby pod koniec marca padał śnieg. No może nie za życia Ani. Pomyślałam, że przecież można zorganizować wszystko w domu. Ostatnio w telewizji widziałam reportaż z pokazu budowli z lodu odbywającym się gdzieś na północy Norwegii. Dlaczego nie zorganizować czegoś takiego u nas. Oczywiście na dużo mniejszą skalę, jako jedna z zabaw na przyjęciu. Co z tego, że za oknem zamiast kwiatków widać śnieg a temperatura jest ujemna. Wśród zaproszonych gości rozeszła się wiadomość o niespodziance, jaką szykują organizatorzy. Wszystkie dzieci wiedziały tylko, że mają się ciepło ubrać i obowiązkowo mieć rękawiczki. Przygotowałam specjalne karty, na których narysowane były rzeczy, jakie uczestnicy mieli zbudować ze śniegu. Nie było to nic wymyślnego, domek, bałwanek czy jakieś zwierzątko. Na wszelki wypadek przygotowałam plan awaryjny. W dzień przyjęcia bardzo się przydał. Od samego rana świeciło słońce, śnieg zaczął się topić i o konkursie budowli ze śniegu trzeba było zapomnieć. Jak mówiłam, byłam przygotowana. Szkoda tylko zestawu kart. Przygotowanie ich zajęło mi ponad tydzień, a teraz chyba do niczego się nie przydadzą. Jednak postanowiłam je zatrzymać. Może któregoś dnia uda mi się spełnić niespodziankę, którą obiecałam na przyjęcie. Mimo tego urodziny się udały, dzieci były zajęte czymś innym. W ramach małego zadośćuczynienia, pozwoliłam wszystkim wybrać gry, które chciałyby wykorzystać. Myślałam, że będą wolały filmy lub gry komputerowe, ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, chciały grać w „5 sekund junior” Zapytane dlaczego tak wybrały, odpowiedziały zgodnie, że wiele razy Ania opowiadała o rodzinnych rozgrywkach, jakie organizuje się w naszym domu i też chcą spróbować swoich sił w starciu z dziadkami. Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłam. Teraz wiem, że Ani naprawdę podobają się te nasze spotkania, że nie robiła tego tylko dlatego, żeby staruszkom się nie nudziło. Nikt nawet nie zauważył, kiedy za oknem zrobiło się ciemno.

poniedziałek, 19 marca 2018

Uniknęłam awantury


Czy jedna awantura może wywołać drugą, jeszcze większą? Może, chyba że się jej zapobiegnie. Czy to jest uczciwe czy nie, ocenicie sami. W piątek Agnieszka po powrocie ze szkoły, rzuciła plecak pod łóżko i od razu chciała wyjść spotkać się z przyjaciółką. Umówiły się poprzedniego dnia, o czym mama została poinformowana. Nie miała nic przeciwko, a przynajmniej nic nie mówiła. Gdy koleżanki miały się spotkać, wszystko się zaczęło. Powiedziała, że najpierw trzeba zjeść obiad, potem odrobić lekcje i dopiero wtedy można spotykać się z przyjaciółmi, a do tego jest za zimno, aby włóczyć się po ulicach. Zdenerwowana Agnieszka wybiegła z domu, trzaskając drzwiami. To jest wersja córki, którą przekazała mi przez telefon. Chwilę później rozległ się dzwonek i w drzwiach stanęła przemarznięta Agnieszka i jej koleżanka. Miałam zadzwonić do córki, ale dziewczynki poprosiły, abym tego nie robiła. Ich wersja wydarzeń była trochę inna. Mama zamiast spokojnie wyjaśnić sytuacją, od razu zaczęła krzyczeć. Nie pomagały wyjaśnienia, że wcale nie mają zamiaru włóczyć się po ulicach, tylko przygotowywać zadanie domowe. Pech chciał, że rodzice koleżanki wyjechali i dziewczynki zastały zamknięte drzwi. Nie mogły wrócić do domu, bo awantura była by jeszcze większa, więc przyszły do mnie. Pozwoliłam im zostać, co miałam zrobić. Przygotowałam gorącą herbatę i pomogłam przygotować się do zadania domowego. Jakoś trzeba było zorganizować resztę czasu. Zestaw puzzli świetnie nadawał się do tego celu. Jak wiecie, puzzle od bardzo dawna pomagają Agnieszce w uspokojeniu się. Jak się okazało, jej koleżance też szczególnie, że wyjęłam zestaw „Anna i Elsa” Są to ulubione bohaterki z animowanego filmu, dlatego układanie było jeszcze przyjemniejsze. Po koleżankę przyjechali rodzice, a upewniwszy się, że córce przeszła złość, odwiozłam Agnieszkę do domu. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, przyjmując dziewczynki. Wiem jedno, uniknęliśmy kolejnej awantury, może większej niż pierwsza.

piątek, 16 marca 2018

Porządki


Wielkimi krokami zbliżają się święta. Jak każda szanująca się pani domu, zabieram się za wielkie, przedświąteczne porządki. Żebyście nie pomyśleli, że przez cały rok nie sprzątam, nie. Wszystko zaplanowane jak przyjęcie urodzinowe, dziś sprzątamy tu, jutro tam. Jak wiadomo każdy, nawet najlepszy plan może zepsuć jedno nieoczekiwane zdarzenie. Z samego rana w drzwiach stanęła cała piątka wnuczków. Myślałam, że nie uda mi się nic zrobić, ale dzieci zgodnie oznajmiły, że przyszły pomóc babci w sprzątaniu. Dziwne, przecież dziś powinny być w przedszkolu i szkole. Zbiegiem okoliczności cała piątka jest chora. Pamiętacie ich pomoc w jakimkolwiek sprzątaniu? Właśnie, potem miałam dwa razy tyle roboty. Nie dało się im wytłumaczyć, że dziś zaplanowane są porządki w najwyższych szafkach w kuchni, pomogą i już. Jedyne co udało się osiągnąć to to, że tylko Ania i Agnieszka będą pomagały, a młodsze dotrzymają towarzystwa dziadkowi. Bardziej chodziło o to, żeby nie przeszkadzały, ale taki sposób tłumaczenia im był skuteczniejszy. I tak ja zajęłam się sprzątaniem, a dziadek wnuczkami. Żeby się nie nudziły, dostały do ułożenia zestaw „ Anna i Elsa -Puzzle Glam” Myślałam, że to je zajmie. Na początku nawet był spokój. W pewnym momencie dzieci wpadły do kuchni i oznajmiły, że dziadek śpi w fotelu i żeby mu nie przeszkadzać to nam pomogą. Nic z tego. Obudziłyśmy dziadka i układanie puzzli zaczęło się od nowa. Podczas takich zabaw zawsze było głośno, a to jakiś fragment nie pasował do innych, a to zmieniono kolejność układających, zawsze coś. Teraz zapanowała cisza. Poszłam sprawdzić co się stało. Oczywiście dziadek znowu usnął, a dzieci w poszukiwaniu innych gier powyrzucały wszystko z szafek znajdujących się najniżej. Na szczęście tam jeszcze nie było sprzątane. Wieczorem dowiedziałam się, że córka wraz z mężem musiała wyjechać na cały dzień i dzieci gdzieś musiały zostać. Wydaje mi się, że powinna mnie o tym powiadomić.

wtorek, 13 marca 2018

Ciekawa ankieta


Przez całe swoje życie widziałam już różne prace domowe zadawane przez nauczycieli. Myślałam, że widziałam już wszystko, ale ostatnie zadanie jakie dostała klasa Agnieszki pokazało, że jednak nie. Na zlecenie pana dyrektora, wszyscy nauczyciele w starszych klasach mieli przeprowadzić ankietę na temat sposobu spędzania wolnego czasu przez uczniów. Co się okazało? Oprócz kilku wyjątków, klasa podzieliła się na dwie strony. Jedni woleli karty, puzzle i inne tego typu zabawy, a reszta upierała się, że najlepszym sposobem spędzania wolnego czasu są gry komputerowe. Agnieszka była w tej pierwszej grupie. Są też tacy, dla których każda chwila bez telefonu w rękach to chwila stracona, ale to już inna historia. Jak mówiłam, były dwie grupy. Zadaniem każdej z nich było przygotowanie prezentacji w celu przekonania przeciwnika do swojego sposobu na spędzenie wolnego czasu. Agnieszka poprosiła o pomoc. Na początku nie wiadomo było od czego zacząć. Wiele razy urządzaliśmy rozgrywki w różne gry, wiele razy układałyśmy zestawy puzzli i na tym nasza grupa postanowiła się skupić. Głównym bohaterem prezentacji była gra „5 sekund edycja specjalna” Omawiane były zasady i możliwe sposoby rozgrywki. Oczywiście nie mogło zabraknąć zaproszenia oponentów do wspólnej gry. Jako sposób na uspokojenie się po pełnych emocji potyczkach dzieci zaproponowały układanie puzzli. Pamiętacie, że w przypadku Agnieszki zawsze działa. W tym celu kupiliśmy zestaw „Droidy” firmy Trefl. Z opowiadań wiem, że prezentacja bardzo zaciekawiła fanów gier komputerowych, oni też przygotowali ciekawą, ale ani jedna grupa, ani druga nie dała się przekonać. Wszyscy zgodnie przyznali, że obie formy spędzania wolnego czasu mają swoje dobre i złe strony, ale to temat na inną okazję. Ponieważ temat okazał się ciekawszy niż przypuszczano, każda z prezentacji zostanie przedstawiona w domu kultury. Zapowiada się bardzo ciekawie.

poniedziałek, 12 marca 2018

A tu sklep zamknięty


Mamy za sobą pierwszą niedzielę z zakazem handlu. Wiele osób, a nawet całych rodzin, nie wyobraża sobie niedzieli bez wizyty w galerii handlowej, także u nas. Kilka godzin spędzonych na chodzeniu między regałami to dla nich świetny sposób na spędzenie niedzielnego popołudnia. Jak wiecie, nie jestem zwolenniczką robienia zakupów w niedzielę, dlatego we wszystkie potrzebne rzeczy zaopatruję się w piątek albo sobotę. Stojąc w kolejce do kasy, ciągle słyszałam: co my będziemy robić, gdy sklepy będą zamknięte? Tak jakby nie dało się zorganizować czasu inaczej. Niestety do grona tych zakupoholików należy moja córka. Nie raz próbowałam jej tłumaczyć, że można robić coś innego, ale nie chciała mnie słuchać, za to dzieci gdy tylko mogły w tym czasie przychodziły do nas, rzadko bo rzadko, ale jednak. Dla nich jest jeszcze nadzieja. Znam charakter swojej córki, więc już w niedzielę rano zaproponowałam opiekę nad dziećmi przez cały dzień. Dobrze, że nie miała nic przeciwko. Co do charakteru, to gdy coś nie idzie tak, jak córka sobie zaplanowała, lepiej nie wchodzić jej w drogę. Nie ważne, winny czy nie, trzeba się na kimś wyładować. Nawrzeszczeć, zwyzywać to jej metoda na rozładowanie się. Chciałam dzieciom tego oszczędzić, więc gdy pojawiły się w naszym domu, trzeba było jakoś ten czas wypełnić. Do tego celu chciałam wykorzystać puzzle albo karty, ale humor w jakim wnuczki przyszły groził rozwaleniem wszystkich zestawów. Przypomniałam sobie, że kiedyś w takich przypadkach używaliśmy gry „5 sekund junior” Pozwala ona całą energię wyładować podczas rozgrywki. Gdy zaczynaliśmy wszyscy skupiali się na zasadach, a nie na kłopotach, jakie mieli wcześniej. Gdy, że tak powiem wszyscy się uspokoili, zawsze okazywało się, że problemy nie są tak poważne, jak się na początku wydawało. Tym razem też tak było. Zły humor minął i dzieci wracały do domu odprężone i spokojne. Oby córce też przeszło, nie odzywała się od wczoraj.

piątek, 9 marca 2018

Prezent dla dziadka

Kilka dni temu mąż obchodził urodziny. Nie mieliśmy w planach organizowania przyjęcia, ale i tak się odbyło. Cud? Nie, wnuczki. Wszyscy wiedzieli, że dziadek nie bardzo cieszy się z takich uroczystości, ale im to w ogóle nie przeszkodziło. Wszystko było przygotowywane w największej tajemnicy, nawet ja nic o tym nie wiedziałam. Nie zorientowałam się nawet, gdy Ania zapytała mnie o pomysł na prezent, bo wszystkie, które miały z Agnieszką, okazały się złe albo nie trafione. Jedną z możliwości było podarowanie dziadkowi płytę z muzyką, ale dzisiejsi wykonawcy nie bardzo przypadli mu do gustu, więc pomysł upadł. Jedyną rzeczą, która zawsze sprawiała mężowi radość są zdjęcia i o tym wszyscy wiedzieli. Od jakiegoś czasu dziadek narzekał na brak nowych. Dziewczynki postanowiły podarować mu zdjęcie, ale nie byle jakie. Miał to być zestaw foto puzzli przedstawiający całą piątkę wnuczków, a pod spodem życzenia. Nie przewidziały jednego, ulubioną czynnością dziadka było przeglądanie albumów. Foto puzzle również mogły okazać się prezentem chybionym. W dzień urodzin zadzwonił telefon. Powiecie, a co w tym dziwnego? Odebrał dziadek, a w słuchawce zamiast zwyczajowego „halo” usłyszał wierszyk zapraszający go do odwiedzenia córki. Niczego nie podejrzewając, udaliśmy się do niej. W domu było ciemno i cicho, a jednak drzwi były otwarte. Po wejściu do pokoju ktoś włączył światło, a wszyscy obecni krzyknęli „NIESPODZIANKA” Każdy po kolei składał życzenia, Ania z Agnieszką na samym końcu podarowały dziadkowi zrobione przez siebie laurki, oczywiście od całej piątki wnuków i pudełko foto puzzli. Po przyjęciu pudełko zostało otwarte, a puzzle ułożone. Dziadek nikomu nie pozwolił układać, mimo że oferowaliśmy pomoc. Po skończeniu oprawił obrazek w ramkę i powiesił na ścianie. Oczywiście do albumu też trafiło zdjęcie, tyle że mniejsze i kilka innych, zrobionych specjalnie na tę okazję. Mimo obaw, prezent bardzo się spodobał.  

poniedziałek, 26 lutego 2018

Jak kogoś wyprosić

Może Wy macie jakieś pomysły, jak grzecznie wyprosić kogoś z domu, ale tak, żeby się nie obraził. Miałam kilka pomysłów, jednak wszystkie właśnie tak się kończyły. Dlaczego o tym wspominam? Zacznijmy tak: w sobotę byłam chora, konkretnie od samego rana bolała mnie głowa. Nie, nie, w piątek nie było żadnej imprezy. Po prostu czasem tak mam. I właśnie o to chodzi, czasem. Nie jest to jakiś okropny ból, ale ponieważ zdarza się rzadko, wydaje mi się, że zaraz będę umierać. Każdy krzyk, każde trzaśnięcie drzwiami jest nie do wytrzymania. Niestety moje wnuczki nie rozumieją tego. Chora to chora i trzeba się babcią opiekować. Wiele razy tłumaczyłam im, że opieka nie polega na przychodzeniu co 5 minut z pytaniami, czy czegoś nie potrzebuję, ale na przykład na dotrzymywaniu towarzystwa, a gdy będę czegoś potrzebować to sama poproszę. Z dotrzymaniem towarzystwa nie ma kłopotu, zawsze przyniosą jakieś puzzle czy karty, ale tym razem to nie pomaga, a wręcz przeciwnie. W przypadku bólu głowy potrzebny jest spokój i cisza. Zestaw puzzli to bardzo dobra rzecz, aby się czymś zająć i nie myśleć o swoim stanie. Ale co zrobić, moim wnuczkom tego nie da się wytłumaczyć. Jak to mówią: nie pomoże prośba, nie pomoże groźba, właściwie to nic nie pomaga. Będą się opiekować babcią i już. W sobotę, zaraz po przyjściu moich opiekunów, dziadek zadzwonił do ich rodziców, wyjaśnił sytuację i udało się pozbyć całej piątki. Nie za bardzo chciały iść, dopiero obietnica wizyty w galerii handlowej je przekonała. Sam na sam z puzzlami, tego mi było trzeba i jakoś przeżyłam ten dzień. Jak widzicie jedynym sposobem na pozbycie się dzieci był podstęp, w tym przypadku przekupstwo. Jednak przyznacie mi rację, jeśli powiem, że nie można uczyć dzieci takich rzeczy. Jeśli macie jakieś pomysły, jak wyprosić dzieci, żeby poskutkowało i nikt się nie obraził, to proszę o pomoc.

piątek, 23 lutego 2018

Kłótnia o wszystko

Nie raz pisałam, że moja córka podjęła pracę w jednej z firm znajdującej się w naszej okolicy. Pracuje na zmiany. Rzadko, ale jednak czasem się zdarza, że i ona, i jej mąż pracują w tym samym czasie i dzieci podczas ich nieobecności są u nas. Tak było przez ostatni tydzień, a jeszcze do tego mamy ferie zimowe. Zwykle, gdy zmiany się pokrywały, dzieci były w szkole, a gdy rodziców nie było w domu po południu, wtedy mieliśmy odwiedziny. Bardzo lubię, gdy wnuki nas odwiedzają, ale tym razem mogę powiedzieć, że cały dzień to trochę za długo. Zaraz zobaczycie dlaczego. Z mężem mamy już swoje lata i od awantur i krzyków trochę odwykliśmy. Nie raz odwiedzała nas cała piątka wnuków i zawsze panowała miła atmosfera. Można powiedzieć, że prawie nigdy się nie kłóciły, a gdy już to o jakieś drobnostki. Zasady podczas gry, albo czy jakiś element zestawu puzzli pasuje do reszty obrazka, ale zawsze kończyło się to zgodą. Teraz tylko pierwszego dnia był spokój. Później kłóciły się dosłownie o wszystko. Gdy dowiedziałam się, że cały tydzień będą z nami, w pobliskim sklepie kupiłam zestawy gier z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Zawsze lubiliśmy w to grać, więc pomyślałam, że tym razem też tak będzie. Już podczas otwierania pudełka dziewczynki zaczęły kłócić się o kolor kart, których miałyśmy używać. Każda próba rozpoczęcia jakiejkolwiek zabawy czy gry kończyła się awanturą. Nie wiem, co się stało, co tak odmieniło obie dziewczynki. Gdy zapytałam o to córkę, ta wyjaśniła mi, że zawsze tak się zachowują, gdy zmiany jej i męża się pokrywają, tylko wtedy chodzą do przedszkola i szkoły. Wtedy pół dnia mają być razem, ale jakoś udaje się je rozdzielić. Dlatego wiele razy mieliśmy pod opieką tylko młodszą wnuczkę. Wydaje mi się, że o takim fakcie powinna mi powiedzieć wcześniej. Czemu tego nie zrobiła, nie wiem.

środa, 21 lutego 2018

Konkurencja

Pytanie: co może zrobić firma, żeby zniszczyć konkurencję? Odpowiedź: bardzo dużo, prawie wszystko, to zależy od uczciwości firmy. Rozumiem, uczciwą konkurencję na rynku. Jakość świadczonych usług, konkurencyjne ceny, ale to jak potraktowano jedną z miejscowych firm, przekroczyło wszystkie zasady uczciwości. Pamiętacie nowo otwartą firmę organizującą przyjęcia i sposób w jaki wszyscy się o tym dowiedzieli? W skrócie, właściciele zorganizowali urodziny swojemu synowi, wszystko się udało mimo zmiany pogody, a przy wyjściu każdy gość dostał wizytówkę z nazwą i adresem organizatora. W okolicy mamy już kilka takich firm, ale tylko ta przy układaniu planu przyjęcia, wzięła pod uwagę możliwość spadnięcia deszczu. W każdym innym przypadku, niespodziewane wydarzenie kończyło przyjęcie. Zamiast poprawić jakość swoich usług, konkurencyjna firma postanowiła zniszczyć przeciwnika. Nasi bohaterowie zostali wynajęci do zorganizowania przyjęcia urodzinowego jednego z uczniów. Wszyscy odradzali przyjęcia tego zlecenia, bo każdy mieszkaniec naszej miejscowości wiedział o pokrewieństwie z właścicielem konkurencyjnej firmy i znał metody traktowania przeciwnika. Ostrzeżenia nie pomagały. Poczyniono przygotowania, ustalono plan przyjęcia i zaproszono gości, wśród nich kilku kolegów solenizanta, znanych z pakowania się w kłopoty. Na początku wszystko szło dobrze. Życzenia, prezenty. Wszystko zaczęło się, gdy na salę wjechał tort. Po awanturze o jego kawałek, reszta razem z podstawą wylądowała na podłodze. Przyjechał drugi. Później podczas zabawy wybuchła kolejna awantura, tym razem o zasady z gry. I tak dalej, i tak dalej. Każda gra i zabawa tak samo się kończyła. W końcu okazało się, że przygotowane pudełka z przygotowanymi puzzlami są pootwierane a wszystkie elementy wymieszane, organizatorzy zaczęli się martwić. Przed przyjęciem sprawdzili i opakowania były jeszcze w folii. Okazało się, że to nie koniec. Jako główną atrakcję przyjęcia przygotowano rozgrywkę w ulubioną grę solenizanta „Mistakos” firmy Trefl. Po otwarciu pudełek wszyscy zobaczyli połamane wszystkie elementy. To zakończyło przyjęcie. Wszyscy wiedzieli, kto zadbał o to, by przyjęcie okazało się katastrofą. Organizatorzy wyciągnęli wnioski i od tamtej pory każde ich przyjęcie kończy się zadowolonymi minami uczestników.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Nowa firma

W okolicy powstała nowa firma zajmująca się organizowaniem przyjęć. Wszyscy mieszkańcy dowiedzieli się o tym w dość oryginalny sposób. Ale od początku. W klasie Agnieszki pojawił się nowy uczeń. Wraz z rodzicami przeniósł się z jednego z dużych miast. Chcieliśmy ich powitać w naszej małej społeczności, ale oni postanowili przedstawić się wszystkim, organizując przyjęcie. Akurat tak się złożyło, że ich syn obchodził wtedy urodziny. Ponieważ mieliśmy już przypadek, gdy nowa rodzina chciała się przedstawić pozostałym i nikt nie zapamiętał tego dobrze. Przez cały dzień pod dom przyjeżdżały samochody od organizatorów przyjęcia. Kilka ciężarówek z meblami, namiotami i jedzeniem. Tym razem, nasi nowi mieszkańcy postanowili zorganizować wszystko sami. Przez cały czas przygotowań pod ich dom przyjechała tylko jedna ciężarówka z meblami ogrodowymi, nic więcej. Na przyjęcie urodzinowe zaproszeni byli wszyscy mieszkańcy. Od początku wiadomo było, że będzie to połączone z przedstawieniem rodziny całej miejscowości. Krążyły plotki, że organizacją wszystkiego zajęła się firma, ale nikt nie wiedział jaka firma, skąd i jak to będzie wyglądać. Wiadomo, na przyjęcie urodzinowe trzeba kupić prezent, ale w tym przypadku pomyśleliśmy też o jakimś powitalnym. W swojej ofercie firma Trefl posiada „Foto puzzle” Mamy wielu zapalonych fotografów, więc do producenta wysłaliśmy zdjęcie naszej okolicy. Zestaw składa się z 2000 elementów i po ułożeniu można powiesić go na ścianie. Zapytacie, dlaczego zestaw puzzli? Przecież można było wymyślić bardziej oryginalny prezent. Dlatego, że gdy sołtys poszedł zaprosić całą rodzinę na planowane przyjęcie, na ścianie zobaczył wiele takich obrazków. Czyli ludzie lubią puzzle. W trakcie uroczystości urodzinowych zaczął padać deszcz. Jak wiadomo, gdy organizatorem jest firma, takie przyjęcie się kończy, bo nikt nie przewidział zmiany pogody. Tu było inaczej. Wszyscy byli zadowoleni, bo przyjęcie skończyło się w domu, wszystko według planu. Przy wyjściu, każdy otrzymał wizytówkę, z której wynikało, że organizatorem przyjęcia była firma, należąca do naszych gospodarzy. Jedyna firma, która w planie uwzględniła zmianę pogody. Nie zła reklama, prawda?

piątek, 16 lutego 2018

Płyn w basenie

Wielu z Was pamięta, jak wygląda życie na kolonii czy obozie na przykład harcerskim. Wycieczki, rajdy a gdy to możliwe zajęcia sportowe. Grupa uczniów, która zakwaterowana jest w naszym hotelu ma możliwość korzystania z krytej pływalni. Taka możliwość jest wliczona w cenę pokoju. Ale jest jeszcze czas w ciągu dnia, której nie lubią koloniści. Podsumowanie całego dnia a konkretniej nagrody i kary za zachowanie. Kary są bardzo rzadko stosowane, ale czasem się zdarzają. Żebyście nie pomyśleli, że ktoś tu bije dzieci. Nic z tych rzeczy. Karą może być zakaz udziału w wycieczce. Na początku tygodnia mieliśmy taką sytuację. W każdy poniedziałek basen jest zamknięty z powodu wymiany wody. Nie wiadomo jak, ale kilkoro dzieci wlało do wody płyn do naczyń. W basenie zrobiło się mnóstwo piany, od razu została wezwana służba sanitarna i policja. Po przeprowadzeniu kontroli wody, sprawcy sami się przyznali i zostali ukarani właśnie zakazem udziału w wycieczce. Ponieważ od początku ferii z tą grupką były największe kłopoty, organizator wycieczki poprosił nauczycielki o zorganizowanie czasu ukaranym, żeby nie włóczyli się sami po miejscowości. Na początku nie wiadomo było co zaproponować dzieciom, wszystko im się nie podobało. Puzzle, karty, wszystko lądowało na podłodze Z pomocą przyszły produkty firmy Trefl. Przynajmniej przez jakiś czas. Gra „Kapsle- hokej” przez ponad godzinę zapewniła spokojną rozgrywkę, dopóki wszyscy grali uczciwie. Później zaczęły się kłótnie i trzeba było zmienić grę. Gdy reszta grupy wróciła z wycieczki, opiekun grupy chciał się dowiedzieć, jak zachowywali się ukarani. Pracownicy opowiedzieli o rozgrywkach, naginając trochę prawdę. Nie wspomnieli o awanturze ponieważ dzieci obiecały poprawę. Jak do tej pory udaje im się dotrzymywać obietnicy, ale jak długo to potrwa, zobaczymy.

środa, 14 lutego 2018

Wyjście z sytuacji

Zorganizowanie przyjęcia urodzinowego, gdy wszystko idzie dobrze, to żadna sztuka. Trudniej gdy od samego początku pojawiają się same problemy. Moja najlepsza przyjaciółka, Halinka postanowiła zorganizować swojej wnuczce takie przyjęcie. 5 lat to już poważny wiek. Rodzicom spodobał się ten pomysł. Ułożyła plan uroczystości, zamówiła ogromny tort i zaprosiła gości. Specjalnie na tę okazję zamówiła nowe zestawy gier i puzzli. Czekały spokojnie, schowane pod łóżkiem. Niestety dwa dni przed przyjęciem w domu pękł kaloryfer i całe mieszkanie zostało zalane. Tylko dzięki uprzejmości gospodarza domu kultury udało się znaleźć salę. Jednak coś nie chciało, żeby to przyjęcie się udało. Tej samej nocy ktoś, do dziś nie wiadomo kto, wybił szybę właśnie w tej sali. Mało brakowało, a wszystko trzeba by odwołać. Gdy wnuczka się o tym dowiedziała, bardzo się zmartwiła. Wierzcie mi, ale nie wiele jest na świecie rzeczy smutniejszych niż mina zawiedzionego dziecka. Znacie mój charakter. Od razu zaproponowałam pomoc. W końcu to przyjaciółka rodziny. Był tort, zaproszeni goście, trzeba było tylko znaleźć miejsce. Jak wiecie mamy duży dom i pomieszczenie kilkunastu osób nie sprawia jakiegoś dużego kłopotu. Gdzieś na dnie szafy zawsze mam schowane kilka gier. Tak na wszelki wypadek. Zobaczcie jaki zbieg okoliczności. Chciałam kupić coś z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” ale akurat nie było tych zestawów w sklepie. Gry „Mistakos” i „Gdzie jest Dory?” kupiłam zamiast nich. Teraz się przydały. Ale co zrobić z gośćmi? Pani Halinka wymyśliła sposób, jak bez kolejnego powiadomienia o zmianie miejsca przenieść wszystkich do nas. Gdy pojawili się przed domem kultury, zastali zamknięte drzwi i stojący przed nimi zielony bus z głową dinozaura na dachu. Kierowca wyjaśnił, że to część przyjęcia. Dzieci były zachwycone, nie co dzień mają okazję przejechać się dinozaurem. Wszyscy jechali na przyjęcie a my kończyłyśmy przygotowania. Wszystko się udało, a dzieci nawet nie zauważyły, że były jakiekolwiek kłopoty.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Zapraszamy do nas

Ferie zimowe, okres na który czekają nie tylko uczniowie, ale i właściciele hoteli czy schronisk. Jeszcze lepiej, gdy miejscowość położona jest w jakimś malowniczym miejscu, a spełnieniem marzeń może być na przykład wyciąg narciarski. Nasza miejscowość może pochwalić się i jednym, i drugim. Więc mamy: położenie w malowniczym miejscu, wyciąg narciarski, a jak by komuś było mało, to możemy dorzucić hotel z krytą pływalnią wliczoną w cenę pokoju. Ale wyszła reklama, prawda? W tym roku, na początku zimy mieliśmy wielką uroczystość. Po ponad czterech latach wyciąg znów został otwarty. Wielu z Was zapyta: po co go w ogóle zamykali? Teren należy do zarządu lasów państwowych, i był wynajmowany. Gdy kończyła się umowa z poprzednim właścicielem, całe wyposażenie w tajemniczych okolicznościach spłonęło. Ludzie mówili, że ktoś specjalnie wzniecił pożar, ale nigdy tego nie udowodniono. Przez cztery sezony cały teren był opuszczony. Zaraz po wakacjach jacyś ludzie zaczęli zwozić sprzęt i przebudowywać wszystko. Na otwarciu było bardzo dużo ludzi. Właściciele wszystkich sklepów już zacierali ręce. Wiadomo, nikt kto przyjeżdża na cały dzień, nie zabiera ze sobą tyle jedzenia, lepiej pójść do sklepu na miejscu. Od bardzo dawna na ferie zimowe i wakacje hotel również jest pełny. Coś ludzi do nas przyciąga. O ile przez prawie cały dzień chodzą na różne wycieczki albo rajdy, to wieczorem trzeba zapewnić im jakąś rozrywkę. Nie jest to obowiązkiem pracowników hotelu, ale jak to mówią: nasz klient, nasz pan. Dorośli organizują sobie czas sami, z dziećmi jest trudniej. Z pomocą przyszli nauczyciele i przedszkolanki. Gry, zabawy, karty, puzzle. Do wyboru, do koloru. Co wieczór coś innego. Specjalnie dla jednej z grup dyrekcja zamówiła w sklepie firmy Trefl zestawy z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Ludzie, podczas ferii przypominać dzieciom o szkole? Tylko dzięki refleksowi pracowników udało się uniknąć tej gafy. Szybko sprowadzono inne zestawy, nie związane ze szkołą i wszystkie dzieci są zadowolone. Oby tak zostało.

piątek, 9 lutego 2018

Sposób na uratowanie przyjęcia

Powiedzcie mi, jak zaplanować jakiekolwiek przyjęcie w ogrodzie, gdy mamy tak zmienną pogodę. Nie raz ludzie próbowali, z lepszym albo gorszym skutkiem. Przyznaję się bez bicia, że też byłam wśród nich. Rzecz jasna nie udało się, ale nie była to też całkowita katastrofa. Byłam na kilku podobnych, organizowanych zarówno przez rodziców jak i profesjonalne firmy. Przyjęcie dokładnie zaplanowane. Co, kto i kiedy ma robić. Jakie ma być jedzenie, tort i cała reszta. Wystarczyła jedna rzecz, która nie była uwzględniona i wszystko się sypało. Rozważni rodzice, mimo zapewnień organizatorów, że nic nie jest w stanie przerwać przyjęcia, przygotowywali plan awaryjny. Bardzo często z niego korzystano. Organizując ostatnie ze swoich przyjęć, skorzystałam z tego pomysłu. Na wszelki wypadek przygotowałam dwa plany przyjęcia. Nie były zaplanowane co do sekundy, jak robią to firmy, ale całkowitego zamieszania też nie było. W moim przypadku plan awaryjny przydał się od razu. Ponieważ za oknem od kilku dni padał śnieg, temperatura prawie przez cały czas była poniżej zera, miejscem przyjęcia miał być ogród. Wraz z mężem przygotowaliśmy małe lodowisko i miejsce do ulepienia kilku bałwanów. To miał być jeden z przygotowanych konkursów. Dwa dni przed przyjęciem temperatura zaczęła rosnąć, śnieg topnieć i z bałwanów i lodowiska trzeba było zrezygnować. Na taki właśnie wypadek przygotowałam kilka konkursów, które rozgrywały się w domu. Gra w karty i kilka innych. Przydał się też zakupiony nie dawno zestaw o grecko brzmiącej nazwie „Mistakos” Opis tej wciągającej gry jest dostępny na stronie firmy Trefl. Ona zniszczyła mój plan przyjęcia, oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Przyjęcie miało trwać około 4-5 godzin, jednak dzieci tak się wciągnęły w rozgrywkę, że dopiero późnym wieczorem, po ośmiu godzinach zabawy, gdy rodzice zaczęli przyjeżdżać po swoje pociech, wszyscy zorientowali się ile czasu upłynęło. Mogę powiedzieć, że mimo kilku przeszkód przyjęcie się udało.

środa, 7 lutego 2018

Ach ten mój charakter

Witajcie. Muszę się wam do czegoś przyznać. Jak wiecie, lubię pomagać innym, mąż uważa, że czasem nawet tym, którzy tej pomocy nie chcą. Jedna z ostatnich takich pomocy okazała się katastrofą. Można powiedzieć, że niestety mnie to niczego nie nauczyło. W poniedziałek zaprowadziłam naszą najmłodszą dwójkę wnuków do przedszkola. Na miejscu okazało się, że jedna z przedszkolanek zachorowała i grupa 20 dzieci została pod opieką praktykantki. Dyrektorka od razu zauważyła, że dla jednej przedszkolanki 20 osób to za dużo, więc powiadomiła rodziców dzieci o konieczności zabrania ich pociech do domu, dopóki druga przedszkolanka nie wróci do pracy. Wiadomo, że rodzice wielu dzieci pracują i w tym czasie nie mają jak zapewnić opieki swoim dzieciom, dlatego nie bardzo podobał im się ten pomysł. Oczywiście mój charakter kazał mi zaoferować pomoc w opiece nad tymi dziećmi. W sumie była ich siódemka, nie licząc naszej dwójki. Jeszcze głupszym pomysłem było miejsce, gdzie miało to być, nasz dom. Nad tym ostatnim nie zastanowiłam się w ogóle. Trzeba było zostać w przedszkolu. O umówionej godzinie wszyscy rodzice przyprowadzili dzieci do nas. Mąż od razu mówił, że to jest bardzo zły pomysł, ale nie chciałam go słuchać. Miałam ułożony cały plan jak i czym zająć przedszkolaków. Przygotowałam gry, puzzle i inne zabawki. Wyjęłam nawet ostatnio kupioną grę karcianą w Piotrusia „Gdzie jest Dory?” Myślałam, że będę mieć wszystko pod kontrolą i to mnie zgubiło. Na początku wszystko szło dobrze. Dzieci dobrze się bawiły, nawet zaczęliśmy czytać bajki, to znaczy ja zaczęłam a dzieci słuchały. W końcu zaczęli przychodzić rodzice. Gdy rodzice zabrali pierwsze dziecko, usłyszałam straszny huk i krzyk dzieci. Mamy, a właściwie mieliśmy dość pokaźną bibliotekę. Ten huk to był odgłos przewracających się regałów z książkami. Wiele z nich zostało zniszczonych. Nie były to jakieś „białe kruki” ale i tych zwykłych szkoda. Na szczęście dzieciom nic się nie stało. Obiecałam sobie, że już nigdy nie wyrwę się z podobnym pomysłem, ale nikt w to nie wierzy.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Jak odzyskać spokój

Sobota była dziwnym dniem. Najpierw całą noc nie mogłam spać, nie wiadomo dlaczego. Od samego rana miałam bardzo zły humor, wszystko mnie denerwowało, miałam wrażenie, że wydrapię oczy każdemu, kto tyko się do mnie odezwie. Też tak czasem macie, prawda? A najlepsze jest to, że ludzie uważają mnie za osobę bardzo spokojną, może nawet za bardzo. Wszyscy w domu wiedzą, że gdy mam taki zły humor, lepiej zostawić mnie w spokoju i nie wchodzić mi w drogę. Jedyną osobą, która odważyła się do mnie przyjść była Agnieszka. Weszła do kuchni w taki sposób jak gdyby za chwilę miało wydarzyć się coś bardzo złego. Jednak tym razem było inaczej. Powiedziała tylko, że przyszła poczta i zostawiła komputer na stole. Trochę ryzykowne zagranie, ale udało się. Gdy już trochę się uspokoiłam, sprawdziłam co było tak ważnego, że Agnieszka postanowiła zaryzykować utratę komputera. Jak pamiętacie, właściciel sklepu z zabawkami rozpoczął sprzedaż internetową. Żeby być powiadamianym o najnowszych ofertach i promocjach, wiele osób zarejestrowało się na stronie sklepu. Małe wyjaśnienie. Jedynym sklepem internetowym, który swoją drogą ma najlepszą ofertę jeśli chodzi o zabawki, puzzle i gry, jest sklep firmy Trefl. Jeszcze nigdy nie zawiodłam się na ich produktach i każdemu mogę je polecić. W wiadomości było napisane, że właśnie w sobotę organizowana jest wielka promocja na najnowsze dzieła Trefla i wszyscy są zaproszeni. Jeśli tak ładnie zapraszają, to czemu nie skorzystać? Wybraliśmy się całą rodziną. Wierzcie lub nie, ale po kilku godzinach chodzenia między regałami wszyscy mieliśmy co nieść. Moją uwagę przykuły dwa zestawy edukacyjne „Mały odkrywca idzie do szkoły- prehistoria i dinozaury” i „Mały odkrywca idzie do szkoły- Ekologia” Już jakiś czas temu widziałam reklamę tych produktów, ale dopiero teraz znalazłam je na sklepowych półkach. Po powrocie do domu miałam już dobry humor. 

piątek, 26 stycznia 2018

Niebezpieczne oferty

Co się może zdarzyć, gdy do sklepu z zabawkami zostanie przywieziony nowy towar? Ktoś powie, przecież to nie te czasy, gdy stało się przed sklepem od 5 rano żeby coś kupić sensownego. Może i racja, ale gdy chodzi o dzieci i zabawki, to niczego nie można być pewnym. Wiadomo, że nikt nie będzie stał od wczesnych godzin rannych, ale gdy tylko pod drzwiami pojawi się właściciel, trzeba bardzo uważać. Na początku trzeba było zaglądać co dziennie z nadzieją, że akurat trafi się na dostawę towaru. Odkąd sklep prowadzi sprzedaż internetową, po zarejestrowaniu otrzymuje się najnowsze oferty na skrzynkę pocztową. Na dodatek można określić, jakie towary mają być przedstawiane w takiej wiadomości. Jak nie trudno się domyślić, w tych które przychodzą do mnie, obowiązkową pozycją są puzzle i karty. Wiele osób skarżyło się na taki sposób powiadamiania, przecież niektórzy nie mają możliwości albo ochoty rejestrować się tylko po to, aby otrzymywać oferty. Aby dbać o wszystkich klientów, od jakiegoś czasu na szybie wystawowej wieszane jest ogłoszenie o planowanej dostawie, ale tylko tyle. Gdy ktoś chce być na bieżąco z promocjami i ofertami specjalnymi, musi się zarejestrować. W dzień dostawy jest najgorzej. Jeszcze przed otwarciem przed wejściem zbierają się klienci, szczególnie dzieci. Rodzice trzymają się z tyłu. Ponieważ każdy ma swoje ulubione gry i zabawki, w pierwszej kolejności udaje się w ich kierunku. Tu jest najbardziej niebezpiecznie. Dzieci nie patrzą czy ktoś stoi na drodze czy nie. Wtedy panuje zasada: kto pierwszy, ten lepszy. Po przejściu takiego tłumu bardzo wiele pudełek jest uszkodzonych. Odkąd w sklepie założono kamery, udało się odzyskać pieniądze za prawie wszystkie zniszczone przedmioty. Wstyd się przyznać, ale Ania też była wśród osób, które musiały pokryć straty. Na szczęście był to tylko zestaw puzzli „Bajkowe księżniczki” ale jednak. Obiecała, że to się nie powtórzy i jak na razie dotrzymuje obietnicy.

środa, 24 stycznia 2018

Wizyta duszpasterska

Wczoraj mieszkańców naszego osiedla spotkał wielki zaszczyt, odwiedził nas ksiądz proboszcz. Nie, nie, nie. Tak było kiedyś. Teraz wygląda to trochę inaczej. Zacznę jeszcze raz. Jak co roku o tej porze, na naszym osiedlu odbywa się wizyta duszpasterska, czyli tzw. kolęda. W naszej parafii od prawie 10 lat mamy dwóch księży, więc idzie to w miarę szybko. Dużo też zależy od samego księdza. Wcześniej, gdy parafia była na tyle mała, że wystarczył jeden, taka wizyta ciągęła się w nieskończoność a na dodatek trzeba było stać przed domem i zaprosić proboszcza osobiście. Najgorsze było czekanie. Teraz przed księdzem idzie dwóch ministrantów i pytają czy chcemy go przyjąć. Przy okazji tej wizyty spotykają się całe rodziny. Jak wiecie, u nas jest wtedy piątka dzieci, które wszystko chcą widzieć, wszystkiego dotknąć i wszystko wiedzieć. Stało się zwyczajem, że gdy w domu jest tak dużo dzieci, podczas kolędy zostają tylko te, które proboszcz uczy religii w szkole, czyli u nas Agnieszka i Ania. Pozostała dwójka jest wtedy przedszkolu. Zapytacie, jak to? Przecież to jest wieczorem. Już wyjaśniam. Dyrektorka przedszkola zaproponowała takie rozwiązanie. Sama ma trójkę wnuków i wie jak to wszystko wygląda. Jedynym minusem była opłata za dodatkowe godziny, ale kto przeżył wizytę księdza gdy w domu jest dodatkowa trójka przedszkolaków, ten wie, że warto. Żeby dzieciom się nie nudziło trzeba znaleźć im jakieś zajęcie. Większości zapewniają to przedszkolanki, ale zdarzają się przypadki, że dzieci siadają w kącie i nie chcą się bawić z innymi. Tak jest w naszym przypadku. Nie pomagają karty, gdy ani inne zabawy wymyślone przez opiekunki. Córka wpadła na pomysł, aby dać im zestaw puzzli do układania. Wiemy, jak bardzo lubią Myszkę Miki, więc wybór nie był problemem. Zestaw „Myszka Miki - puzzle sensoryczne - Fun for everyone” świetnie się nadawał, szczególnie, że dzieci miały go obiecanego już jakiś czas temu. Po wszystkim wróciły do domu i były bardzo zadowolone.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Dzień babci i dziadka

Dzisiejszej i wczorajszej daty żadnej babci ani dziadkowi przedstawiać nie trzeba, przynajmniej mam taką nadzieję. Prawie wszystkie wnuki spieszą z życzeniami. Nasze też nie są wyjątkiem, więc trochę się przygotowałam. Nic specjalnego, upiekłam ich ulubione ciasto, żeby gdy przyjdą było czym je poczęstować. Jednak one miały inne plany. Mój mąż jest strasznym panikarzem. Wystarczy jedno słowo o kłopotach którejkolwiek wnuczki, rzuca wszystko i chce biec na pomoc. Do tej pory nie wydarzyło się nic, co wymagałoby takiego podejścia, ale jak to mówi dziadek, lepiej dmuchać na zimne. Wczoraj rano zadzwonił telefon. Niestety nie zdążyłam odebrać. Gdy zadzwonił ponownie, mąż stał już przy aparacie. Dzwoniła córka, powiedziała tylko, żebyśmy przyjechali, bo z Agnieszką i Anią jest coś nie tak. No i się zaczęło. Dziadek był tak zdenerwowany, że wszystko leciało mu z rąk. Dokumenty, kluczyki, myślałam, że zaraz wybuchnie. Oczywiście po drodze zatrzymała nas policja, dostaliśmy mandat za przekroczenie prędkości. Na miejscu cała piątka czekała z laurkami i życzeniami. Po tym powitaniu dzieci uciekły do swojego pokoju. Córka też przygotowała ciasto i coś do picia. Jakiś czas później do salonu przyszły dzieci. Oznajmiły, że skoro dziś jest nasze święto to ich obowiązkiem jest nas ugościć. Zaprowadziły nas do siebie, tam również czekały ciastka i gorąca czekolada. Dobrze wiedziały, że bardzo lubimy grać w karty i inne gry, więc przygotowały takie rozgrywki. Graliśmy w „5 sekund” Rodziców też zaprosiliśmy do zabawy. Bawiliśmy się bardzo dobrze, nie zauważyliśmy kiedy zrobiło się ciemno. Wnuczki zaprosiły nas na dziś, na powtórkę. Przecież babcia ma swoje święto, a dziadek swoje. Za to jutro w przedszkolu odbędzie się akademia z okazji naszego święta. Zrobię wszystko, żeby tam być.

piątek, 19 stycznia 2018

Co dla kogo

Jak to jest, że gry i puzzle jednej firmy potrafią bardziej zwrócić na siebie naszą uwagę niż innej. Od kilku lat, właściciel sklepu z zabawkami, tego z napisem „MAMY WSZYSTKO” dwa razy w roku organizuje ciekawą promocję. Wiele osób pytało go, jaki to ma cel, ale zawsze mówił, że to tylko do jego wiadomości. Powiecie, wszystkie promocje są takie same i mają ten sam cel, wyciągnięcie pieniędzy od klientów. Zgoda, ale w zwykłych promocjach przeceniane są zazwyczaj te produkty, które budzą najmniejsze zainteresowanie. W tym wypadku przecenione jest wszystko i organizacja jest trochę inna. Na co dzień, cały towar w sklepie poukładany jest na półkach według producenta. Podczas takich promocji bardziej liczy się gatunek niż wydawca. Wiecie, puzzle z puzzlami, karty z kartami. I jeszcze jedno. Nie ma dwóch takich samych zestawów w tej samej cenie. Trochę zamieszałam, więc najlepiej będzie pokazać Wam to na przykładzie. Zestaw historyjek obrazkowych firmy Trefl „A to było tak” według strony producenta kosztuje 19,99 zł. Podobny zestaw innej firmy jest tańszy o prawie 2 złote. Z kolei zestaw „Gra na kółkach” od Trefla jest tańszy od podobnych zestawów konkurencji. Wiem, że i to wyjaśnienie jest trochę zawiłe, ale prościej się chyba nie da tego wytłumaczyć. Dowiedziałam się, że w całej promocji chodzi o sprawdzenie, która firma jest najbardziej popularna i dlaczego. Od mojej siostry wiem, że w jej mieście coś takiego też jest organizowane. Jak pisałam, chodziło o ustalenie jacy klienci i w jakim wieku kupują produkty konkretnego producenta. Wyniki tego doświadczenia są pilnie strzeżoną tajemnicą, ale jak to w małej miejscowości, gdzie nawet promocja w sklepie jest sporym wydarzeniem, pojawiają się plotki na temat zwycięzcy. Jak zawsze, ile wypowiedzi tyle teorii.

środa, 17 stycznia 2018

Uratowani przez telefon

Wczoraj miałam nie lada kłopot. Jak wiecie, moja córka pracuje na zmiany. Gdy ma na popołudniu, całe sześć godzin jej córka jest u nas. Nie ma ani chwili, aby pozostawała bez opieki. Czasem zdarza się tak, że przychodzi do nas uśmiechnięta, czasem smutna, ale wczoraj pierwszy raz była w takim nastroju. Zaraz po wejściu siadła w kącie i zaczęła płakać. Próbowaliśmy się dowiedzieć, co się stało, ale jedyne co usłyszeliśmy to to, że chce wracać do przedszkola. Każda próba rozbawienia małej nie dawała rezultatu. Działało tylko przez chwilę. Każda zabawa kończyła się w momencie, gdy coś się jej nie udało. Wtedy wracała do kąta i płacz rozpoczynał się od początku. Tym razem chciała wracać do mamy. Nie pomagały tłumaczenia, że mama jest w pracy, że musi zarabiać pieniądze, żeby kupić jej ubrania, zabawki i wszystko co jest potrzebne. Wtedy uratował nas telefon. Zapytacie, co to ma do rzeczy. Ano ma, ale o tym za chwilę. W sumie mam swoje lata, ale nie jestem całkowitym dinozaurem jeśli chodzi o nowinki techniczne. W prawdzie nie biegam do sklepu gdy tylko na rynek wejdzie jakieś nowe urządzenie, choć znam takich, to mój telefon też nie należy do najstarszych. Nie będę opisywać mojego urządzenia bo byłaby to reklama, ale powiem tylko tyle, że pocztę mogę na nim odbierać. Właśnie o taką wiadomość chodzi. Właściciel sklepu z zabawkami rozwinął swoją działalność i zaczął sprzedaż internetową. Wiadomo, rejestracja i oferty wysyłane e-mailem. I właśnie taką wiadomość dostałam. Do sklepu przywieziono nowy towar. Jakiś czas temu obiecałam moim wnuczkom zakup zestawów puzzli sensorycznych „Myszka Miki - puzzle sensoryczne - Fun for everyone” Wycieczka do sklepu poprawiła humor. Małe wyjaśnienie. Żebyście nie pomyśleli, że robię zakupy przez internet w sklepie, który znajduje się za rogiem. Zarejestrowałam się tam właśnie dla ofert. Nie jestem w stanie co dziennie chodzić do sklepu i sprawdzać oferty osobiście, a jak wiecie puzzle, gry i inne zabawki kupujemy dość często.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

No i się wydało

Wierzycie w zbiegi okoliczności? Klasa Agnieszki dostała ciekawe zadanie domowe. Było to wypracowanie. Powiecie, co w tym dziwnego, przecież w szkole zawsze pisało się wypracowania. Macie rację, ale chodzi mi o temat tego zadania: Nauka czy zabawa, co jest lepsze. Wiadomo, że odpowiedź będzie inna dla uczniów a inna dla nauczycieli. Ale w tym zadaniu chodziło o coś innego. Uczniowie, pisząc to, mieli skupić się na próbie połączenia nauki z zabawą, a właściwie z grami. Dlaczego wspomniałam o zbiegach okoliczności? Pamiętacie moje nowe zajęcie? Zgadza się, zostałam nauczycielką. I jak pamiętacie, tradycyjny sposób nie dawał spodziewanych efektów. Wtedy wpadłam na pomysł wykorzystania gry „5 sekund” a właściwie karty do tej gry jako pomocy naukowej. Właśnie o to chodziło w wypracowaniu. I tu pojawił się mały problem. Moimi uczennicami były trzy dziewczynki. Wszystkie miały gotową sytuację do opisania, ale trochę dziwnie wyglądało by, gdyby w swoich pracach opisały to samo. Ponieważ w całej sytuacji było trochę mojej winy, ale tylko trochę, postanowiłam pomóc. Na początku nie bardzo wiedziałam jak, ale w końcu wymyśliłam sposób. Po spotkaniu z rodzicami moich pozostałych uczennic, doszliśmy do wniosku, że niestety trzeba wykorzystać znajomości. Jedna z mam dobrze znała nauczycielkę, więc poszła i wyjaśniła jej całą sytuację. Okazało się, że ona doszła do takich samych wniosków jak my. Na pewno kilka prac będzie opisywało taki sam sposób wykorzystania zabawy do nauki. Nasze dziewczynki spokojnie mogły opisać swoje doświadczenie. Kilka dni później polonistka oddała ocenione prace. Podobny sposób wykorzystania gier opisało wielu uczniów. Co ciekawe, prawie wszystkie z tych gier pochodziło od firmy Trefl. Wygląda na to, że nie tylko w naszej rodzinie ta firma jest bardzo lubiana. W sumie nie ma się co dziwić.  

piątek, 12 stycznia 2018

Cel uświęca środki

Jak pamiętacie, zostałam nauczycielką. W wielkim skrócie było to tak. Agnieszka przygotowywała się do sprawdzianu z historii. Poprosiła mnie o pomoc, ja się zgodziłam i w wyniku wspólnej nauki dostała 4. Ponieważ była to najlepsza ocena jaką do tej pory miała ze sprawdzianu, koleżanki zaczęły pytać ją, kto jej pomagał. Umówiłyśmy się, że nikomu tego nie powie. Pech chciał, że podczas następnej nauki, Agnieszkę odwiedziła koleżanka i wszystko się wydało. Gdy i ona poprosiła o taką pomoc, nie miałam sumienia odmówić. Nasza nauka wyglądała inaczej niż w szkole. Jak zawsze przy takich spotkaniach, początek zawsze jest taki sam. Marudzenia, narzekania i każdy inny sposób żeby nie zajrzeć do książek. Wpadłam na pewien pomysł. Jako pomoc naukowa posłużyła mi gra „5 sekund” Zapytacie, jak gra może pomóc w nauce? Jak wiadomo, według reguł, każdy z graczy losuje pytanie, a następny musi na nie odpowiedzieć w ciągu tytułowych 5 sekund. Oryginalne pytania dotyczą różnych dziedzin. Ja postanowiłam zmienić trochę zasady. Pytania dotyczyły tylko omawianych tematów. W tym przypadku historii. Zestaw kart z pytaniami zrobiły dziewczynki. Tym razem umówiłyśmy się na powtórkę z przyrody. Cały poprzedni dzień spędziłam na przygotowywaniu pytań, które moje uczennice miały wpisać na karty. Nadszedł dzień spotkania. Po szkole dziewczynki miały od razu przyjść do mnie. Uprzedziłam o tym rodziców koleżanki Agnieszki. Oni, po opowiadaniach córki o sposobie nauczania i efektach chętnie się zgodzili. Po lekcjach, w drzwiach pojawiła się trójka dzieci. Agnieszka wyjaśniła, że w całą sprawę wtajemniczyły jeszcze jedną przyjaciółkę i ma nadzieję, że się nie pogniewam jeśli dojdzie mi jeszcze jedna uczennica. Jak to mówią: im więcej, tym weselej, więc zaczęłyśmy. W pewnym momencie moja nowa uczennica wyjęła z plecaka gotowy zestaw kart z pytaniami, ale nie poszło im tak łatwo. Przygotowane przeze mnie pytania również musiały wykorzystać. Z początku nie szło najlepiej, ale w miarę upływu czasu wszystkie dziewczynki coraz mniej się myliły. Na wyniki takiej nauki trzeba poczekać kilka dni. Wtedy nauczyciel odda sprawdziany.

środa, 10 stycznia 2018

Uważaj na słowa

Nie raz pisałam, że przedszkole to dziwne miejsce. Kilka dni temu moja teoria znów się potwierdziła. Wszystko przez jedno, głupie zdanie. Od pierwszego dnia przedszkolanki starają się wprowadzać miłą atmosferę. Naszym udaje się to tego stopnia, że wiele razy dzieci zaraz po powrocie do domu chcą wracać. Po obietnicy złożonej im przez rodziców na chwilę odstępują od tego zamiaru. Co dzieci mają obiecane? Jutro pójdziemy znowu. Wiadomo, że tak będzie, ale gdy dzieci to usłyszą, to są spokojniejsze. Zanim przejdę dalej, małe wyjaśnienie. Ostatnio w przedszkolu doszło do małej awarii. Z tego, co mówiła dyrektorka na zebraniu, zepsuł się piec centralnego ogrzewania i trzeba było wezwać serwis. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Gabinet dyrektorki znajduje się zaraz obok szatni, gdy najmłodsza grupa przedszkolaków przebierała się do wyjścia na spacer, pani dyrektor prowadziła rozmowę z serwisantem. Okazało się, że awaria jest poważniejsza, niż wyglądała na początku. Z całej rozmowy dzieci usłyszały tylko, że skoro tak się stało, to trzeba będzie na kilka dni zamknąć całe przedszkole. No i się zaczęło. Wszystkie dzieci, bez wyjątku zaczęły płakać i uciekły z powrotem na salę. Przedszkolanki próbowały wszelkich sposobów, nawet gry w karty, która do tej pory zawsze pomagała aby je uspokoić, ale tym razem nic nie pomogło. Zostało tylko jedno, wezwać rodziców. Niestety moja córka była w pracy i to mnie przypadło, aby odebrać dzieci z przedszkola. Na miejscu dowiedzieliśmy się, co się stało i dlaczego dzieci tak płakały. Pani powiedziała, że zamkną przedszkole, taka była odpowiedź. Rozweselenie maluchów w domu też okazało się wyzwaniem. Ani puzzle, ani gra „5 sekund” nie pomogły. Następnego dnia w przedszkolu zorganizowano zebranie. Dyrektorka powiedziała dzieciom o awarii i planach zamknięcia przedszkola z powodu zimna w salach, ale ponieważ naprawa pieca potrwa tylko jeden dzień, nie będzie takiej potrzeby. Po tych wiadomościach wszystko wróciło do normy i dzieci znów były szczęśliwe. Przy dzieciach trzeba uważać co się mówi, prawda?

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Testament

Witajcie. Prawie zawsze święta to okres radości. U nas też tak było. Rodzinne spotkanie, miła atmosfera i zadowolone dzieci. Czego chcieć więcej. Wiele naszych spotkań rodzinnych kończyło się awanturami z najmniej ważnych powodów. Niestety dzień po świętach dostaliśmy smutną wiadomość. Jeden z członków rodziny zmarł i wszyscy krewni zostali zaproszeni na odczytanie testamentu. Na początku myśleliśmy, że to jakiś żart, swoją drogo wcale nie śmieszny, ale okazało się to prawdą. O istnieniu tego człowieka wiedziało tylko kilka osób w całej rodzinie, nie wiadomo dlaczego. Dopiero teraz, gdy odszedł z tego świata, moja siostra opowiedziała nam o nim. W wielkim skrócie: gdy był bardzo młody pokłócił się z rodzicami, wyjechał i słuch po nim zaginął. Uznano, że skoro tak postąpił, nie warto o nim wspominać rodzinie. Odczytanie testamentu miało się odbyć w kancelarii prawnej na drugim końcu Polski. Jedyną osobą, która nie pojechała, był Sławek. Doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu ciągnąć tam dzieci i chcieliśmy zostawić całą piątkę pod jego opieką. Żeby nie było im nudno zaopatrzyliśmy ich w grę „5 sekund” i najnowsze dzieło firmy Trefl o tajemniczym tytule „Gra na kółkach” (opis dostępny na stronie sklepu) Małe wyjaśnienie. Sławek od początku nie był zainteresowany spadkiem, może dlatego, że wiedział kim był ów krewny. Na miejscu okazało się, że czekają na nas zarezerwowane i zapłacone przez nieboszczyka, pokoje hotelowe. Chyba wiedział, że nie zostało mu wiele czasu, skoro zrobił coś takiego. W kancelarii stawiliśmy się na umówiony dzień. Okazało się, że rodzina była większa niż zakładaliśmy, a nasz wujek nie należał do najbiedniejszych. W testamencie, przedstawiona była ostatnia wola zmarłego, ale dotyczyła tylko najcenniejszych przedmiotów. Było też napisane: resztę podzielcie według uznania. Uwierzcie mi, że było co dzielić. Ostatnia część była skierowana do nas. Wujek żałował okoliczności swojego wyjazdu. Było mu bardzo przykro, że nie mógł poznać najmłodszych członków rodziny. Wiele razy myślał o powrocie, ale ani czas, ani stan zdrowia nie pozwoliły mu na to. Szkoda.  

piątek, 5 stycznia 2018

Mały sklep też może

Sklepy z zabawkami mają w dzisiejszych czasach ciężkie życie. Może nie tylko z zabawkami. W dobie sklepów internetowych, bez wychodzenia z domu możemy kupić prawie wszystko. Wiecie jak to jest, siadamy przed ekranem i godzinami możemy przeglądać oferty wielu sklepów. Wyobraźcie sobie takie rzeczy w realnym świecie. Jednak sklepy internetowe mają jedną wadę. Nie można obejrzeć towaru. W prawdzie widzimy jak dany towar wygląda, ale to już nie to samo. Nic nie przebije widoku uśmiechniętych dzieci, gdy wraz z rodzicami odwiedzają realny sklep. Są takie miejsca, do których nie dotarły jeszcze wielkie galerie handlowe i małe sklepy mają się bardzo dobrze. Mowa tu o naszej miejscowości. Do najbliższego marketu mamy jakieś 15 kilometrów. Wiadomo, że na większe zakupy jedziemy tam, ale gdy kupujemy jakieś gry, zawsze udajemy się do naszego sklepu. W dużych sklepach nie ma tej atmosfery, towarzyszącej takim zakupom. Mnóstwo ludzi, błąkanie się między regałami, a i tak wiele razy kupuje się wszystko, tylko nie to, po co przyszliśmy. W małym sklepie zaraz przy wejściu właściciel wita nas osobiście i zawsze doradzi, dobrze doradzi. Wystarczy powiedzieć mu co chcemy kupić i ewentualnie na jaką okazję. Za każdym razem wyjdziemy zadowoleni. Tu mała ciekawostka, wiele razy przechodzę obok sklepu, na przykład idąc na zakupy. Ani razu nie widziałam, żeby jakieś dziecko wyszło nie zadowolone. Gdy ja szukałam jakiegoś konkretnego zestawu, zawsze mogłam liczyć na właściciela. O ile gra „5 sekund” jest wszędzie dostępna, to z zestawem puzzli „Bajkowe księżniczki” nie było już tak łatwo. Rzadko się zdarza, żeby reklamy mówiły całą prawdę o towarze, jednak w tym przypadku napis na szybie wystawowej „MAMY WSZYSTKO” jest jak najbardziej prawdziwy. Jedynym utrudnieniem jest fakt, że im towar trudniej znaleźć, tym dłużej trzeba czekać. Z tego co wiem, nie zdarzyło się jeszcze tak, żeby ktoś wyszedł nie otrzymawszy zamówionego towaru. Jak widzicie, mały sklep też może przetrwać, ale na zaufanie klientów pracuje się latami.