Odkąd
pamiętam, a nie mam z nią kłopotu, na święta wielkanocne w
naszym domu, placki zawsze pieczone były w Wieli Piątek. Mama
bardzo przestrzegała tej tradycji i nie tylko ona. Większość
gospodyń z mojej rodzinnej wioski tak robiła. Przejęłam ten
zwyczaj. Od wielu lat od samego rana przygotowuję wszystkie ciasta,
to znaczy przygotowywałam. Dwa lata temu, w wyniku kilku pechowych
zbiegów okoliczności, okazało się, że mój mąż też ma
smykałkę do pieczenia ciast i od tamtego czasu to on się tym
zajmuje. Teraz, żebyście mnie źle nie zrozumieli. Lubię gdy
odwiedzają nas wnuki, ale nie dziś. Córka, chcąc mieć spokój,
przywozi dzieci do nas. Od czasu gdy dziadek krząta się po kuchni,
moim zadaniem jest pilnowanie maluchów. Wiadomo, że bardzo chciały
by pomagać mu w przygotowaniu i pieczeniu, ale jak kończy się ich
pomoc, wszyscy wiemy. Dwa razy więcej sprzątania i ponowna wizyta w
sklepie po nowe składniki. Miałam dopilnować, aby tak się nie
stało. Około południa dzieci jeszcze nie było. Już myślałam,
że w tym roku nas nie odwiedzą, ale w tym samym momencie rozległ
się dzwonek do drzwi, w których stanęli nasi goście. Od razu
skierowały się do kuchni z zamiarem pomocy. Na szczęście dziadek
wiedząc, że ma piec placki, wstał wcześniej, żeby zdążyć
przed ich przyjściem. Dziś miał więcej czasu. Za zwyczaj córka
przyjeżdża po nie wieczorem, więc trzeba było zorganizować
resztę dnia. Wszyscy wiemy jak można zająć ich czas. Specjalnie
na taką okazję udało mi się kupić zestaw foto puzzli. Obrazek
przedstawiał dziadka przygotowującego ciasto. Po wysłaniu zdjęcia
przedstawiciel firmy Trefl, bo to ona prowadzi sklep internetowy, w
którym złożyłam zamówienie, skontaktował się ze mną w celu
potwierdzenia czy na pewno wysłałam dobre zdjęcie. Pierwszy raz
zdarzyło się, że puzzle przedstawiały człowieka pracującego w
kuchni. Wszystko się udało. Dzieci zajęły się układaniem i nie
myślały o pomocy dziadkowi.
piątek, 30 marca 2018
środa, 28 marca 2018
Pomniejszająca się rodzina
Jak
nie raz pisałam, mamy dużą rodzinę. Niestety, z biegiem lat coraz
bardziej liczba jej członków spada. Miesiąc temu pożegnaliśmy
mojego brata, a przed wczoraj wieczorem do szpitala został zabrany
brat męża. Od razu zrobiono mu podstawowe badania, wyniki były
dość szybko, ale o dziwo wszystkie wyszły w miarę dobrze.
Zobaczcie, ból nie do wytrzymania, nie pomagają żadne środki
przeciwbólowa, a wyniki badań w normie. Oczywiście został
zatrzymany w szpitalu na obserwację. Po bardziej szczegółowych
badaniach na wyniki trzeba jeszcze trochę poczekać. Lekarze
znaleźli jakiś lek, który pomógł uśmierzyć ból. Brat był
lubiany przez dzieci, więc gdy tylko dowiedziały się, że wujek
jest w szpitalu, od razu chciały do niego jechać. Niestety na
oddział, na którym leży nie wpuszczane są dzieci. Jednak nie dało
się im tego wytłumaczyć. Nie ważne, pojadą i już. O ile
Agnieszka i Anie zrozumiały zasady panujące w szpitalu, to
najmłodszej trójki nic nie przekonywało. Próbowaliśmy wszelkich
sposobów, aby zmieniły zdanie. Nic z tego. Jak wspomniałam brat
męża był lubiany przez dzieci, nie żeby dorośli nie przejmowali
się jego zdrowiem, ale nikt jakoś szczególnie nie panikował. Co
było robić. Może to mało wychowawcza metoda, ale w tym wypadku
cel uświęcał środki. Jedyny sposób jaki przyszedł nam do głowy,
to odwrócenie uwagi maluchów, gdy reszta będzie wychodziła z
domu. Co nadawało się do tego idealnie? Oczywiście zestaw puzzli i
gra. Na ochotnika dziadek zaoferował pomoc. Jak wszyscy wiedzieli,
jedyną grą o jakiej dziadek miał jakiekolwiek pojęcie była gra
„5 sekund junior” więc taką im zostawiliśmy. Niestety okazało
się, że do odwrócenia uwagi dzieci nie wystarczą puzzle. Gdy
zobaczyły jak samochód odjeżdża spod domu, od razu pobiegły do
drzwi. Na szczęście nie zapomnieliśmy ich zamknąć. Wróciły do
dziadka, ale nie miały ochoty na grę. Powiedziały tylko, że się
obraziły bo dziadek je oszukał. Jeszcze raz powtórzę. Może to
mało wychowawcze metoda, przekupstwo, ale w tym przypadku nie było
innego wyjścia.
poniedziałek, 26 marca 2018
Złośliwość rzeczy martwych
Znacie
powiedzenie: złośliwość rzeczy martwych? Mnie spotyka to coraz
częściej. A to komputer psuje się, gdy jest najbardziej potrzebny,
a to samochód odmawia posłuszeństwa w takich samych
okolicznościach, a ostatnio nawet pogoda jest przeciwko mnie i to
wcale nie jest przesada. Pamiętacie urodziny Ani? Gdy planowałam
przyjęcie w ogrodzie, spadł śnieg. Gdy udało mi się wymyślić
co z tym śniegiem można robić, zaczęło świecić słońce i
wszystko się topiło. Gdy teraz miałam zorganizować urodziny
najmłodszej dwójce wnuków w domu, że by nic mi nie przeszkodziło,
znów świeci słońce. Żeby było ciekawiej teraz nawet nasz
rodzinny dom mnie „nie lubi” Gdy już zaplanowałam przyjęcie,
zaczęłam przygotowywać ciasta i tort. Wtedy pękła rura i cała
kuchnia została zalana. Potrzebny był mały remont. Koniec tego
dobrego. Urodziny zostały zorganizowane u mojej córki. Na szczęście
wszystkie prezenty schowałam w innym pokoju i wysoko. Jednak coś
nie chciało, żeby przyjęcie się udało, albo w ogóle odbyło.
Wszystko zaczęło się dobrze. Prezenty, tort i początek zabaw.
Mieszkanie mają duże, więc było gdzie się bawić. Gdy zaczęła
się rozgrywka w „5 sekund junior” spaliła się żarówka. W
pokoju zrobiło się ciemno. Dzieci zamiast panikować, zaczęły się
cieszyć. Po wymianie żarówki zabawa zaczęła się od nowa. Karty,
puzzle i wszystko inne nie oderwało nikogo od zgaszonego światła.
Nagle druga żarówka się spaliła. Gospodarze jakby byli
przygotowani. Wymienili kolejną, ale tym razem ostatnią, tym razem
dzieci również się nie przestraszyły. Jednak gdyby sytuacja się
powtórzyła, trzeba by skończyć przyjęcie, nie było już
zapasowych żarówek. Oczywiście dzieciom powiedzieliśmy, że to
wszystko jest częścią przyjęcia. Zadowolone wróciły do domu.
Później wszystkim opowiadały o niesamowitych atrakcjach, jakie
przygotowali organizatorzy. Żeby tylko wiedziały, że nic co się
wydarzyło nie było zamierzone. Przyjęcie się udało. Jak mówiłam:
złośliwość rzeczy martwych.
piątek, 23 marca 2018
Dzień wagarowicza
Z
czym kojarzy się uczniom pierwszy dzień wiosny? Oczywiście z dniem
wagarowicza. W tym roku trochę się nie udał, bo jak każdy widzi
za oknem mamy zimę i mróz, a w takich warunkach włóczenie się po
ulicach nie jest za przyjemne. Zapytacie, skąd wiem, że młodzież
tak spędzi ten dzień? Wszyscy wiedzą, że dla większości młodych
ludzi jest to ulubiony sposób spędzania wolnego czasu, no może
oprócz wszelkiego rodzaju imprez. Przez takie podejście w zeszłym
roku prawie doszło do tragedii. Też był to pierwszy dzień wiosny.
Grupka przyjaciół oddawała się swojemu ulubionemu zajęciu. Przez
sam środek naszej miejscowości przebiega dość ruchliwa droga.
Wiele razy przed każdymi wyborami kandydaci obiecują jakąś
obwodnicę, ale gdy już się ich wybierze, okazuje się, że
miejscowość jest za mała na obwodnicę, a pieniądze można
spożytkować w inny, bardziej sensowny sposób. I tak w kółko. Ale
to temat na inną okazję. Wszystkie ulubione przez młodzież
miejsca leżą po obu stronach drogi. Wiadomo jak dziś młody
człowiek idzie ulicą. Komórka przed oczami i liczy się tylko to,
co dzieje się na ekranie. Piątka uczniów szła właśnie w taki
sposób. Nie rozglądając się na boki, weszli na jezdnię wprost
pod nadjeżdżającą ciężarówkę. Tylko dobre hamulce i
niesamowity refleks kierowcy zapobiegły tragedii. W tym roku
dyrektor szkoły postarał się, aby w dzień wagarowicza wszyscy
uczniowie byli bezpieczni. Zamiast lekcji, w domu kultury
zorganizowano uroczystość powitania wiosny. Oprócz występów
artystycznych odbyły się rozgrywki w „5 sekund edycja specjalna”
Dla spokojniejszych dzieci były puzzle i karty. Chętnych nie było
dużo dopóki organizatorzy nie ogłosili, jakie będą nagrody. Były
to dni zwolnienia z wezwań do odpowiedzi, w zależności od zajętego
miejsca. Wtedy zabrakło miejsc na listach chętnych. Rozgrywki były
bardzo emocjonujące, ale najważniejsze, że wszyscy byli
bezpieczni.
środa, 21 marca 2018
Konkurs
Każdego
roku przyjęcie urodzinowe Ani odbywało się w ogrodzie. Jeszcze
nigdy nie zdarzyło się, żeby pod koniec marca padał śnieg. No
może nie za życia Ani. Pomyślałam, że przecież można
zorganizować wszystko w domu. Ostatnio w telewizji widziałam
reportaż z pokazu budowli z lodu odbywającym się gdzieś na
północy Norwegii. Dlaczego nie zorganizować czegoś takiego u
nas. Oczywiście na dużo mniejszą skalę, jako jedna z zabaw na
przyjęciu. Co z tego, że za oknem zamiast kwiatków widać śnieg a
temperatura jest ujemna. Wśród zaproszonych gości rozeszła się
wiadomość o niespodziance, jaką szykują organizatorzy. Wszystkie
dzieci wiedziały tylko, że mają się ciepło ubrać i obowiązkowo
mieć rękawiczki. Przygotowałam specjalne karty, na których
narysowane były rzeczy, jakie uczestnicy mieli zbudować ze śniegu.
Nie było to nic wymyślnego, domek, bałwanek czy jakieś
zwierzątko. Na wszelki wypadek przygotowałam plan awaryjny. W dzień
przyjęcia bardzo się przydał. Od samego rana świeciło słońce,
śnieg zaczął się topić i o konkursie budowli ze śniegu trzeba
było zapomnieć. Jak mówiłam, byłam przygotowana. Szkoda tylko
zestawu kart. Przygotowanie ich zajęło mi ponad tydzień, a teraz
chyba do niczego się nie przydadzą. Jednak postanowiłam je
zatrzymać. Może któregoś dnia uda mi się spełnić
niespodziankę, którą obiecałam na przyjęcie. Mimo tego urodziny
się udały, dzieci były zajęte czymś innym. W ramach małego
zadośćuczynienia, pozwoliłam wszystkim wybrać gry, które
chciałyby wykorzystać. Myślałam, że będą wolały filmy lub gry
komputerowe, ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, chciały grać w „5
sekund junior” Zapytane dlaczego tak wybrały, odpowiedziały
zgodnie, że wiele razy Ania opowiadała o rodzinnych rozgrywkach,
jakie organizuje się w naszym domu i też chcą spróbować swoich
sił w starciu z dziadkami. Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłam.
Teraz wiem, że Ani naprawdę podobają się te nasze spotkania, że
nie robiła tego tylko dlatego, żeby staruszkom się nie nudziło.
Nikt nawet nie zauważył, kiedy za oknem zrobiło się ciemno.
poniedziałek, 19 marca 2018
Uniknęłam awantury
Czy
jedna awantura może wywołać drugą, jeszcze większą? Może,
chyba że się jej zapobiegnie. Czy to jest uczciwe czy nie, ocenicie
sami. W piątek Agnieszka po powrocie ze szkoły, rzuciła plecak pod
łóżko i od razu chciała wyjść spotkać się z przyjaciółką.
Umówiły się poprzedniego dnia, o czym mama została poinformowana.
Nie miała nic przeciwko, a przynajmniej nic nie mówiła. Gdy
koleżanki miały się spotkać, wszystko się zaczęło.
Powiedziała, że najpierw trzeba zjeść obiad, potem odrobić
lekcje i dopiero wtedy można spotykać się z przyjaciółmi, a do
tego jest za zimno, aby włóczyć się po ulicach. Zdenerwowana
Agnieszka wybiegła z domu, trzaskając drzwiami. To jest wersja
córki, którą przekazała mi przez telefon. Chwilę później
rozległ się dzwonek i w drzwiach stanęła przemarznięta Agnieszka
i jej koleżanka. Miałam zadzwonić do córki, ale dziewczynki
poprosiły, abym tego nie robiła. Ich wersja wydarzeń była trochę
inna. Mama zamiast spokojnie wyjaśnić sytuacją, od razu zaczęła
krzyczeć. Nie pomagały wyjaśnienia, że wcale nie mają zamiaru
włóczyć się po ulicach, tylko przygotowywać zadanie domowe. Pech
chciał, że rodzice koleżanki wyjechali i dziewczynki zastały
zamknięte drzwi. Nie mogły wrócić do domu, bo awantura była by
jeszcze większa, więc przyszły do mnie. Pozwoliłam im zostać, co
miałam zrobić. Przygotowałam gorącą herbatę i pomogłam
przygotować się do zadania domowego. Jakoś trzeba było
zorganizować resztę czasu. Zestaw puzzli świetnie nadawał się do
tego celu. Jak wiecie, puzzle od bardzo dawna pomagają Agnieszce w
uspokojeniu się. Jak się okazało, jej koleżance też szczególnie,
że wyjęłam zestaw „Anna i Elsa” Są to ulubione bohaterki z
animowanego filmu, dlatego układanie było jeszcze przyjemniejsze.
Po koleżankę przyjechali rodzice, a upewniwszy się, że córce
przeszła złość, odwiozłam Agnieszkę do domu. Nie wiem, czy
dobrze zrobiłam, przyjmując dziewczynki. Wiem jedno, uniknęliśmy
kolejnej awantury, może większej niż pierwsza.
piątek, 16 marca 2018
Porządki
Wielkimi
krokami zbliżają się święta. Jak każda szanująca się pani
domu, zabieram się za wielkie, przedświąteczne porządki. Żebyście
nie pomyśleli, że przez cały rok nie sprzątam, nie. Wszystko
zaplanowane jak przyjęcie urodzinowe, dziś sprzątamy tu, jutro
tam. Jak wiadomo każdy, nawet najlepszy plan może zepsuć jedno
nieoczekiwane zdarzenie. Z samego rana w drzwiach stanęła cała
piątka wnuczków. Myślałam, że nie uda mi się nic zrobić, ale
dzieci zgodnie oznajmiły, że przyszły pomóc babci w sprzątaniu.
Dziwne, przecież dziś powinny być w przedszkolu i szkole. Zbiegiem
okoliczności cała piątka jest chora. Pamiętacie ich pomoc w
jakimkolwiek sprzątaniu? Właśnie, potem miałam dwa razy tyle
roboty. Nie dało się im wytłumaczyć, że dziś zaplanowane są
porządki w najwyższych szafkach w kuchni, pomogą i już. Jedyne co
udało się osiągnąć to to, że tylko Ania i Agnieszka będą
pomagały, a młodsze dotrzymają towarzystwa dziadkowi. Bardziej
chodziło o to, żeby nie przeszkadzały, ale taki sposób
tłumaczenia im był skuteczniejszy. I tak ja zajęłam się
sprzątaniem, a dziadek wnuczkami. Żeby się nie nudziły, dostały
do ułożenia zestaw „ Anna
i Elsa -Puzzle Glam” Myślałam,
że to je zajmie. Na początku nawet był spokój. W pewnym momencie
dzieci wpadły do kuchni i oznajmiły, że dziadek śpi w fotelu i
żeby mu nie przeszkadzać to nam pomogą. Nic z tego. Obudziłyśmy
dziadka i układanie puzzli zaczęło się od nowa. Podczas takich
zabaw zawsze było głośno, a to jakiś fragment nie pasował do
innych, a to zmieniono kolejność układających, zawsze coś. Teraz
zapanowała cisza. Poszłam sprawdzić co się stało. Oczywiście
dziadek znowu usnął, a dzieci w poszukiwaniu innych gier
powyrzucały wszystko z szafek znajdujących się najniżej. Na
szczęście tam jeszcze nie było sprzątane. Wieczorem
dowiedziałam się, że córka wraz z mężem musiała wyjechać na
cały dzień i dzieci gdzieś musiały zostać. Wydaje mi się, że
powinna mnie o tym powiadomić.
wtorek, 13 marca 2018
Ciekawa ankieta
Przez
całe swoje życie widziałam już różne prace domowe zadawane
przez nauczycieli. Myślałam, że widziałam już wszystko, ale
ostatnie zadanie jakie dostała klasa Agnieszki pokazało, że jednak
nie. Na zlecenie pana dyrektora, wszyscy nauczyciele w starszych
klasach mieli przeprowadzić ankietę na temat sposobu spędzania
wolnego czasu przez uczniów. Co się okazało? Oprócz kilku
wyjątków, klasa podzieliła się na dwie strony. Jedni woleli
karty, puzzle i inne tego typu zabawy, a reszta upierała się, że
najlepszym sposobem spędzania wolnego czasu są gry komputerowe.
Agnieszka była w tej pierwszej grupie. Są też tacy, dla których
każda chwila bez telefonu w rękach to chwila stracona, ale to już
inna historia. Jak mówiłam, były dwie grupy. Zadaniem każdej z
nich było przygotowanie prezentacji w celu przekonania przeciwnika
do swojego sposobu na spędzenie wolnego czasu. Agnieszka poprosiła
o pomoc. Na początku nie wiadomo było od czego zacząć. Wiele razy
urządzaliśmy rozgrywki w różne gry, wiele razy układałyśmy
zestawy puzzli i na tym nasza grupa postanowiła się skupić.
Głównym bohaterem prezentacji była gra „5 sekund edycja
specjalna” Omawiane były zasady i możliwe sposoby rozgrywki.
Oczywiście nie mogło zabraknąć zaproszenia oponentów do wspólnej
gry. Jako sposób na uspokojenie się po pełnych emocji potyczkach
dzieci zaproponowały układanie puzzli. Pamiętacie, że w przypadku
Agnieszki zawsze działa. W tym celu kupiliśmy zestaw „Droidy”
firmy Trefl. Z opowiadań wiem, że prezentacja bardzo zaciekawiła
fanów gier komputerowych, oni też przygotowali ciekawą, ale ani
jedna grupa, ani druga nie dała się przekonać. Wszyscy zgodnie
przyznali, że obie formy spędzania wolnego czasu mają swoje dobre
i złe strony, ale to temat na inną okazję. Ponieważ temat okazał
się ciekawszy niż przypuszczano, każda z prezentacji zostanie
przedstawiona w domu kultury. Zapowiada się bardzo ciekawie.
poniedziałek, 12 marca 2018
A tu sklep zamknięty
Mamy
za sobą pierwszą niedzielę z zakazem handlu. Wiele osób, a nawet
całych rodzin, nie wyobraża sobie niedzieli bez wizyty w galerii
handlowej, także u nas. Kilka godzin spędzonych na chodzeniu między
regałami to dla nich świetny sposób na spędzenie niedzielnego
popołudnia. Jak wiecie, nie jestem zwolenniczką robienia zakupów w
niedzielę, dlatego we wszystkie potrzebne rzeczy zaopatruję się w
piątek albo sobotę. Stojąc w kolejce do kasy, ciągle słyszałam:
co my będziemy robić, gdy sklepy będą zamknięte? Tak jakby nie
dało się zorganizować czasu inaczej. Niestety do grona tych
zakupoholików należy moja córka. Nie raz próbowałam jej
tłumaczyć, że można robić coś innego, ale nie chciała mnie
słuchać, za to dzieci gdy tylko mogły w tym czasie przychodziły
do nas, rzadko bo rzadko, ale jednak. Dla nich jest jeszcze nadzieja.
Znam charakter swojej córki, więc już w niedzielę rano
zaproponowałam opiekę nad dziećmi przez cały dzień. Dobrze, że
nie miała nic przeciwko. Co do charakteru, to gdy coś nie idzie
tak, jak córka sobie zaplanowała, lepiej nie wchodzić jej w drogę.
Nie ważne, winny czy nie, trzeba się na kimś wyładować.
Nawrzeszczeć, zwyzywać to jej metoda na rozładowanie się.
Chciałam dzieciom tego oszczędzić, więc gdy pojawiły się w
naszym domu, trzeba było jakoś ten czas wypełnić. Do tego celu
chciałam wykorzystać puzzle albo karty, ale humor w jakim wnuczki
przyszły groził rozwaleniem wszystkich zestawów. Przypomniałam
sobie, że kiedyś w takich przypadkach używaliśmy gry „5 sekund
junior” Pozwala ona całą energię wyładować podczas rozgrywki.
Gdy zaczynaliśmy wszyscy skupiali się na zasadach, a nie na
kłopotach, jakie mieli wcześniej. Gdy, że tak powiem wszyscy się
uspokoili, zawsze okazywało się, że problemy nie są tak poważne,
jak się na początku wydawało. Tym razem też tak było. Zły humor
minął i dzieci wracały do domu odprężone i spokojne. Oby córce
też przeszło, nie odzywała się od wczoraj.
piątek, 9 marca 2018
Prezent dla dziadka
Kilka
dni temu mąż obchodził urodziny. Nie mieliśmy w planach
organizowania przyjęcia, ale i tak się odbyło. Cud? Nie, wnuczki.
Wszyscy wiedzieli, że dziadek nie bardzo cieszy się z takich
uroczystości, ale im to w ogóle nie przeszkodziło. Wszystko było
przygotowywane w największej tajemnicy, nawet ja nic o tym nie
wiedziałam. Nie zorientowałam się nawet, gdy Ania zapytała mnie o
pomysł na prezent, bo wszystkie, które miały z Agnieszką, okazały
się złe albo nie trafione. Jedną z możliwości było podarowanie
dziadkowi płytę z muzyką, ale dzisiejsi wykonawcy nie bardzo
przypadli mu do gustu, więc pomysł upadł. Jedyną rzeczą, która
zawsze sprawiała mężowi radość są zdjęcia i o tym wszyscy
wiedzieli. Od jakiegoś czasu dziadek narzekał na brak nowych.
Dziewczynki postanowiły podarować mu zdjęcie, ale nie byle jakie.
Miał to być zestaw foto puzzli przedstawiający całą piątkę
wnuczków, a pod spodem życzenia. Nie przewidziały jednego,
ulubioną czynnością dziadka było przeglądanie albumów. Foto
puzzle również mogły okazać się prezentem chybionym. W dzień
urodzin zadzwonił telefon. Powiecie, a co w tym dziwnego? Odebrał
dziadek, a w słuchawce zamiast zwyczajowego „halo” usłyszał
wierszyk zapraszający go do odwiedzenia córki. Niczego nie
podejrzewając, udaliśmy się do niej. W domu było ciemno i cicho,
a jednak drzwi były otwarte. Po wejściu do pokoju ktoś włączył
światło, a wszyscy obecni krzyknęli „NIESPODZIANKA” Każdy po
kolei składał życzenia, Ania z Agnieszką na samym końcu
podarowały dziadkowi zrobione przez siebie laurki, oczywiście od
całej piątki wnuków i pudełko foto puzzli. Po przyjęciu pudełko
zostało otwarte, a puzzle ułożone. Dziadek nikomu nie pozwolił
układać, mimo że oferowaliśmy pomoc. Po skończeniu oprawił
obrazek w ramkę i powiesił na ścianie. Oczywiście do albumu też
trafiło zdjęcie, tyle że mniejsze i kilka innych, zrobionych
specjalnie na tę okazję. Mimo obaw, prezent bardzo się spodobał.
poniedziałek, 26 lutego 2018
Jak kogoś wyprosić
Może
Wy macie jakieś pomysły, jak grzecznie wyprosić kogoś z domu, ale
tak, żeby się nie obraził. Miałam kilka pomysłów, jednak
wszystkie właśnie tak się kończyły. Dlaczego o tym wspominam?
Zacznijmy tak: w sobotę byłam chora, konkretnie od samego rana
bolała mnie głowa. Nie, nie, w piątek nie było żadnej imprezy.
Po prostu czasem tak mam. I właśnie o to chodzi, czasem. Nie jest
to jakiś okropny ból, ale ponieważ zdarza się rzadko, wydaje mi
się, że zaraz będę umierać. Każdy krzyk, każde trzaśnięcie
drzwiami jest nie do wytrzymania. Niestety moje wnuczki nie rozumieją
tego. Chora to chora i trzeba się babcią opiekować. Wiele razy
tłumaczyłam im, że opieka nie polega na przychodzeniu co 5 minut z
pytaniami, czy czegoś nie potrzebuję, ale na przykład na
dotrzymywaniu towarzystwa, a gdy będę czegoś potrzebować to sama
poproszę. Z dotrzymaniem towarzystwa nie ma kłopotu, zawsze
przyniosą jakieś puzzle czy karty, ale tym razem to nie pomaga, a
wręcz przeciwnie. W przypadku bólu głowy potrzebny jest spokój i
cisza. Zestaw puzzli to bardzo dobra rzecz, aby się czymś zająć i
nie myśleć o swoim stanie. Ale co zrobić, moim wnuczkom tego nie
da się wytłumaczyć. Jak to mówią: nie pomoże prośba, nie
pomoże groźba, właściwie to nic nie pomaga. Będą się opiekować
babcią i już. W sobotę, zaraz po przyjściu moich opiekunów,
dziadek zadzwonił do ich rodziców, wyjaśnił sytuację i udało
się pozbyć całej piątki. Nie za bardzo chciały iść, dopiero
obietnica wizyty w galerii handlowej je przekonała. Sam na sam z
puzzlami, tego mi było trzeba i jakoś przeżyłam ten dzień. Jak
widzicie jedynym sposobem na pozbycie się dzieci był podstęp, w
tym przypadku przekupstwo. Jednak przyznacie mi rację, jeśli
powiem, że nie można uczyć dzieci takich rzeczy. Jeśli macie
jakieś pomysły, jak wyprosić dzieci, żeby poskutkowało i nikt
się nie obraził, to proszę o pomoc.
piątek, 23 lutego 2018
Kłótnia o wszystko
Nie
raz pisałam, że moja córka podjęła pracę w jednej z firm
znajdującej się w naszej okolicy. Pracuje na zmiany. Rzadko, ale
jednak czasem się zdarza, że i ona, i jej mąż pracują w tym
samym czasie i dzieci podczas ich nieobecności są u nas. Tak było
przez ostatni tydzień, a jeszcze do tego mamy ferie zimowe. Zwykle,
gdy zmiany się pokrywały, dzieci były w szkole, a gdy rodziców
nie było w domu po południu, wtedy mieliśmy odwiedziny. Bardzo
lubię, gdy wnuki nas odwiedzają, ale tym razem mogę powiedzieć,
że cały dzień to trochę za długo. Zaraz zobaczycie dlaczego. Z
mężem mamy już swoje lata i od awantur i krzyków trochę
odwykliśmy. Nie raz odwiedzała nas cała piątka wnuków i zawsze
panowała miła atmosfera. Można powiedzieć, że prawie nigdy się
nie kłóciły, a gdy już to o jakieś drobnostki. Zasady podczas
gry, albo czy jakiś element zestawu puzzli pasuje do reszty obrazka,
ale zawsze kończyło się to zgodą. Teraz tylko pierwszego dnia był
spokój. Później kłóciły się dosłownie o wszystko. Gdy
dowiedziałam się, że cały tydzień będą z nami, w pobliskim
sklepie kupiłam zestawy gier z serii „Mały odkrywca idzie do
szkoły” Zawsze lubiliśmy w to grać, więc pomyślałam, że tym
razem też tak będzie. Już podczas otwierania pudełka dziewczynki
zaczęły kłócić się o kolor kart, których miałyśmy używać.
Każda próba rozpoczęcia jakiejkolwiek zabawy czy gry kończyła
się awanturą. Nie wiem, co się stało, co tak odmieniło obie
dziewczynki. Gdy zapytałam o to córkę, ta wyjaśniła mi, że
zawsze tak się zachowują, gdy zmiany jej i męża się pokrywają,
tylko wtedy chodzą do przedszkola i szkoły. Wtedy pół dnia mają
być razem, ale jakoś udaje się je rozdzielić. Dlatego wiele
razy mieliśmy pod opieką tylko młodszą wnuczkę. Wydaje mi się,
że o takim fakcie powinna mi powiedzieć wcześniej. Czemu tego nie
zrobiła, nie wiem.
środa, 21 lutego 2018
Konkurencja
Pytanie:
co może zrobić firma, żeby zniszczyć konkurencję? Odpowiedź:
bardzo dużo, prawie wszystko, to zależy od uczciwości firmy.
Rozumiem, uczciwą konkurencję na rynku. Jakość świadczonych
usług, konkurencyjne ceny, ale to jak potraktowano jedną z
miejscowych firm, przekroczyło wszystkie zasady uczciwości.
Pamiętacie nowo otwartą firmę organizującą przyjęcia i sposób
w jaki wszyscy się o tym dowiedzieli? W skrócie, właściciele
zorganizowali urodziny swojemu synowi, wszystko się udało mimo
zmiany pogody, a przy wyjściu każdy gość dostał wizytówkę z
nazwą i adresem organizatora. W okolicy mamy już kilka takich firm,
ale tylko ta przy układaniu planu przyjęcia, wzięła pod uwagę
możliwość spadnięcia deszczu. W każdym innym przypadku,
niespodziewane wydarzenie kończyło przyjęcie. Zamiast poprawić
jakość swoich usług, konkurencyjna firma postanowiła zniszczyć
przeciwnika. Nasi bohaterowie zostali wynajęci do zorganizowania
przyjęcia urodzinowego jednego z uczniów. Wszyscy odradzali
przyjęcia tego zlecenia, bo każdy mieszkaniec naszej miejscowości
wiedział o pokrewieństwie z właścicielem konkurencyjnej firmy i
znał metody traktowania przeciwnika. Ostrzeżenia nie pomagały.
Poczyniono przygotowania, ustalono plan przyjęcia i zaproszono
gości, wśród nich kilku kolegów solenizanta, znanych z pakowania
się w kłopoty. Na początku wszystko szło dobrze. Życzenia,
prezenty. Wszystko zaczęło się, gdy na salę wjechał tort. Po
awanturze o jego kawałek, reszta razem z podstawą wylądowała na
podłodze. Przyjechał drugi. Później podczas zabawy wybuchła
kolejna awantura, tym razem o zasady z gry. I tak dalej, i tak dalej.
Każda gra i zabawa tak samo się kończyła. W końcu okazało się,
że przygotowane pudełka z przygotowanymi puzzlami są pootwierane a
wszystkie elementy wymieszane, organizatorzy zaczęli się martwić.
Przed przyjęciem sprawdzili i opakowania były jeszcze w folii.
Okazało się, że to nie koniec. Jako główną atrakcję przyjęcia
przygotowano rozgrywkę w ulubioną grę solenizanta „Mistakos”
firmy
Trefl. Po otwarciu pudełek wszyscy zobaczyli połamane wszystkie
elementy. To zakończyło przyjęcie. Wszyscy wiedzieli, kto zadbał
o to, by przyjęcie okazało się katastrofą. Organizatorzy
wyciągnęli wnioski i od tamtej pory każde ich przyjęcie kończy
się zadowolonymi minami uczestników.
poniedziałek, 19 lutego 2018
Nowa firma
W
okolicy powstała nowa firma zajmująca się organizowaniem przyjęć.
Wszyscy mieszkańcy dowiedzieli się o tym w dość oryginalny
sposób. Ale od początku. W klasie Agnieszki pojawił się nowy
uczeń. Wraz z rodzicami przeniósł się z jednego z dużych miast.
Chcieliśmy ich powitać w naszej małej społeczności, ale oni
postanowili przedstawić się wszystkim, organizując przyjęcie.
Akurat tak się złożyło, że ich syn obchodził wtedy urodziny.
Ponieważ mieliśmy już przypadek, gdy nowa rodzina chciała się
przedstawić pozostałym i nikt nie zapamiętał tego dobrze. Przez
cały dzień pod dom przyjeżdżały samochody od organizatorów
przyjęcia. Kilka ciężarówek z meblami, namiotami i jedzeniem. Tym
razem, nasi nowi mieszkańcy postanowili zorganizować wszystko sami.
Przez cały czas przygotowań pod ich dom przyjechała tylko jedna
ciężarówka z meblami ogrodowymi, nic więcej. Na przyjęcie
urodzinowe zaproszeni byli wszyscy mieszkańcy. Od początku wiadomo
było, że będzie to połączone z przedstawieniem rodziny całej
miejscowości. Krążyły plotki, że organizacją wszystkiego zajęła
się firma, ale nikt nie wiedział jaka firma, skąd i jak to będzie
wyglądać. Wiadomo, na przyjęcie urodzinowe trzeba kupić prezent,
ale w tym przypadku pomyśleliśmy też o jakimś powitalnym. W
swojej ofercie firma Trefl posiada „Foto puzzle” Mamy wielu
zapalonych fotografów, więc do producenta wysłaliśmy zdjęcie
naszej okolicy. Zestaw składa się z 2000 elementów i po ułożeniu
można powiesić go na ścianie. Zapytacie, dlaczego zestaw puzzli?
Przecież można było wymyślić bardziej oryginalny prezent.
Dlatego, że gdy sołtys poszedł zaprosić całą rodzinę na
planowane przyjęcie, na ścianie zobaczył wiele takich obrazków.
Czyli ludzie lubią puzzle. W trakcie uroczystości urodzinowych
zaczął padać deszcz. Jak wiadomo, gdy organizatorem jest firma,
takie przyjęcie się kończy, bo nikt nie przewidział zmiany
pogody. Tu było inaczej. Wszyscy byli zadowoleni, bo przyjęcie
skończyło się w domu, wszystko według planu. Przy wyjściu, każdy
otrzymał wizytówkę, z której wynikało, że organizatorem
przyjęcia była firma, należąca do naszych gospodarzy. Jedyna
firma, która w planie uwzględniła zmianę pogody. Nie zła
reklama, prawda?
piątek, 16 lutego 2018
Płyn w basenie
Wielu
z Was pamięta, jak wygląda życie na kolonii czy obozie na przykład
harcerskim. Wycieczki, rajdy a gdy to możliwe zajęcia sportowe.
Grupa uczniów, która zakwaterowana jest w naszym hotelu ma
możliwość korzystania z krytej pływalni. Taka możliwość jest
wliczona w cenę pokoju. Ale jest jeszcze czas w ciągu dnia, której
nie lubią koloniści. Podsumowanie całego dnia a konkretniej
nagrody i kary za zachowanie. Kary są bardzo rzadko stosowane, ale
czasem się zdarzają. Żebyście nie pomyśleli, że ktoś tu bije
dzieci. Nic z tych rzeczy. Karą może być zakaz udziału w
wycieczce. Na początku tygodnia mieliśmy taką sytuację. W każdy
poniedziałek basen jest zamknięty z powodu wymiany wody. Nie
wiadomo jak, ale kilkoro dzieci wlało do wody płyn do naczyń. W
basenie zrobiło się mnóstwo piany, od razu została wezwana służba
sanitarna i policja. Po przeprowadzeniu kontroli wody, sprawcy sami
się przyznali i zostali ukarani właśnie zakazem udziału w
wycieczce. Ponieważ od początku ferii z tą grupką były
największe kłopoty, organizator wycieczki poprosił nauczycielki o
zorganizowanie czasu ukaranym, żeby nie włóczyli się sami po
miejscowości. Na początku nie wiadomo było co zaproponować
dzieciom, wszystko im się nie podobało. Puzzle, karty, wszystko
lądowało na podłodze Z pomocą przyszły produkty firmy Trefl.
Przynajmniej przez jakiś czas. Gra „Kapsle-
hokej” przez
ponad godzinę zapewniła spokojną rozgrywkę, dopóki wszyscy grali
uczciwie. Później zaczęły się kłótnie i trzeba było zmienić
grę. Gdy reszta grupy wróciła z wycieczki, opiekun grupy chciał
się dowiedzieć, jak zachowywali się ukarani. Pracownicy
opowiedzieli o rozgrywkach, naginając trochę prawdę. Nie
wspomnieli o awanturze ponieważ dzieci obiecały poprawę. Jak do
tej pory udaje im się dotrzymywać obietnicy, ale jak długo to
potrwa, zobaczymy.
środa, 14 lutego 2018
Wyjście z sytuacji
Zorganizowanie
przyjęcia urodzinowego, gdy wszystko idzie dobrze, to żadna sztuka.
Trudniej gdy od samego początku pojawiają się same problemy. Moja
najlepsza przyjaciółka, Halinka postanowiła zorganizować swojej
wnuczce takie przyjęcie. 5 lat to już poważny wiek. Rodzicom
spodobał się ten pomysł. Ułożyła plan uroczystości, zamówiła
ogromny tort i zaprosiła gości. Specjalnie na tę okazję zamówiła
nowe zestawy gier i puzzli. Czekały spokojnie, schowane pod łóżkiem.
Niestety dwa dni przed przyjęciem w domu pękł kaloryfer i całe
mieszkanie zostało zalane. Tylko dzięki uprzejmości gospodarza
domu kultury udało się znaleźć salę. Jednak coś nie chciało,
żeby to przyjęcie się udało. Tej samej nocy ktoś, do dziś nie
wiadomo kto, wybił szybę właśnie w tej sali. Mało brakowało, a
wszystko trzeba by odwołać. Gdy wnuczka się o tym dowiedziała,
bardzo się zmartwiła. Wierzcie mi, ale nie wiele jest na świecie
rzeczy smutniejszych niż mina zawiedzionego dziecka. Znacie mój
charakter. Od razu zaproponowałam pomoc. W końcu to przyjaciółka
rodziny. Był tort, zaproszeni goście, trzeba było tylko znaleźć
miejsce. Jak wiecie mamy duży dom i pomieszczenie kilkunastu osób
nie sprawia jakiegoś dużego kłopotu. Gdzieś na dnie szafy zawsze
mam schowane kilka gier. Tak na wszelki wypadek. Zobaczcie jaki zbieg
okoliczności. Chciałam kupić coś z serii „Mały odkrywca idzie
do szkoły” ale akurat nie było tych zestawów w sklepie. Gry
„Mistakos”
i
„Gdzie jest Dory?” kupiłam zamiast nich.
Teraz się przydały. Ale co zrobić z gośćmi? Pani Halinka
wymyśliła sposób, jak bez kolejnego powiadomienia o zmianie
miejsca przenieść wszystkich do nas. Gdy pojawili się przed domem
kultury, zastali zamknięte drzwi i stojący przed nimi zielony bus z
głową dinozaura na dachu. Kierowca wyjaśnił, że to część
przyjęcia. Dzieci były zachwycone, nie co dzień mają okazję
przejechać się dinozaurem. Wszyscy jechali na przyjęcie a my
kończyłyśmy przygotowania. Wszystko się udało, a dzieci nawet
nie zauważyły, że były jakiekolwiek kłopoty.
poniedziałek, 12 lutego 2018
Zapraszamy do nas
Ferie
zimowe, okres na który czekają nie tylko uczniowie, ale i
właściciele hoteli czy schronisk. Jeszcze lepiej, gdy miejscowość
położona jest w jakimś malowniczym miejscu, a spełnieniem marzeń
może być na przykład wyciąg narciarski. Nasza miejscowość może
pochwalić się i jednym, i drugim. Więc mamy: położenie w
malowniczym miejscu, wyciąg narciarski, a jak by komuś było mało,
to możemy dorzucić hotel z krytą pływalnią wliczoną w cenę
pokoju. Ale wyszła reklama, prawda? W tym roku, na początku zimy
mieliśmy wielką uroczystość. Po ponad czterech latach wyciąg
znów został otwarty. Wielu z Was zapyta: po co go w ogóle
zamykali? Teren należy do zarządu lasów państwowych, i był
wynajmowany. Gdy kończyła się umowa z poprzednim właścicielem,
całe wyposażenie w tajemniczych okolicznościach spłonęło.
Ludzie mówili, że ktoś specjalnie wzniecił pożar, ale nigdy tego
nie udowodniono. Przez cztery sezony cały teren był opuszczony.
Zaraz po wakacjach jacyś ludzie zaczęli zwozić sprzęt i
przebudowywać wszystko. Na otwarciu było bardzo dużo ludzi.
Właściciele wszystkich sklepów już zacierali ręce. Wiadomo, nikt
kto przyjeżdża na cały dzień, nie zabiera ze sobą tyle jedzenia,
lepiej pójść do sklepu na miejscu. Od bardzo dawna na ferie zimowe
i wakacje hotel również jest pełny. Coś ludzi do nas przyciąga.
O ile przez prawie cały dzień chodzą na różne wycieczki albo
rajdy, to wieczorem trzeba zapewnić im jakąś rozrywkę. Nie jest
to obowiązkiem pracowników hotelu, ale jak to mówią: nasz klient,
nasz pan. Dorośli organizują sobie czas sami, z dziećmi jest
trudniej. Z pomocą przyszli nauczyciele i przedszkolanki. Gry,
zabawy, karty, puzzle. Do wyboru, do koloru. Co wieczór coś innego.
Specjalnie dla jednej z grup dyrekcja zamówiła w sklepie firmy
Trefl zestawy z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Ludzie,
podczas ferii przypominać dzieciom o szkole? Tylko dzięki
refleksowi pracowników udało się uniknąć tej gafy. Szybko
sprowadzono inne zestawy, nie związane ze szkołą i wszystkie
dzieci są zadowolone. Oby tak zostało.
piątek, 9 lutego 2018
Sposób na uratowanie przyjęcia
Powiedzcie
mi, jak zaplanować jakiekolwiek przyjęcie w ogrodzie, gdy mamy tak
zmienną pogodę. Nie raz ludzie próbowali, z lepszym albo gorszym
skutkiem. Przyznaję się bez bicia, że też byłam wśród nich.
Rzecz jasna nie udało się, ale nie była to też całkowita
katastrofa. Byłam na kilku podobnych, organizowanych zarówno przez
rodziców jak i profesjonalne firmy. Przyjęcie dokładnie
zaplanowane. Co, kto i kiedy ma robić. Jakie ma być jedzenie, tort
i cała reszta. Wystarczyła jedna rzecz, która nie była
uwzględniona i wszystko się sypało. Rozważni rodzice, mimo
zapewnień organizatorów, że nic nie jest w stanie przerwać
przyjęcia, przygotowywali plan awaryjny. Bardzo często z niego
korzystano. Organizując ostatnie ze swoich przyjęć, skorzystałam
z tego pomysłu. Na wszelki wypadek przygotowałam dwa plany
przyjęcia. Nie były zaplanowane co do sekundy, jak robią to firmy,
ale całkowitego zamieszania też nie było. W moim przypadku plan
awaryjny przydał się od razu. Ponieważ za oknem od kilku dni padał
śnieg, temperatura prawie przez cały czas była poniżej zera,
miejscem przyjęcia miał być ogród. Wraz z mężem przygotowaliśmy
małe lodowisko i miejsce do ulepienia kilku bałwanów. To miał być
jeden z przygotowanych konkursów. Dwa dni przed przyjęciem
temperatura zaczęła rosnąć, śnieg topnieć i z bałwanów i
lodowiska trzeba było zrezygnować. Na taki właśnie wypadek
przygotowałam kilka konkursów, które rozgrywały się w domu. Gra
w karty i kilka innych. Przydał się też zakupiony nie dawno zestaw
o grecko brzmiącej nazwie „Mistakos”
Opis
tej wciągającej gry jest dostępny na stronie firmy Trefl. Ona
zniszczyła mój plan przyjęcia, oczywiście w pozytywnym znaczeniu.
Przyjęcie miało trwać około 4-5 godzin, jednak dzieci
tak się wciągnęły w rozgrywkę, że dopiero późnym wieczorem,
po ośmiu godzinach zabawy, gdy rodzice zaczęli przyjeżdżać po
swoje pociech, wszyscy zorientowali się ile czasu upłynęło. Mogę
powiedzieć, że mimo kilku przeszkód przyjęcie się udało.
środa, 7 lutego 2018
Ach ten mój charakter
Witajcie.
Muszę się wam do czegoś przyznać. Jak wiecie, lubię pomagać
innym, mąż uważa, że czasem nawet tym, którzy tej pomocy nie
chcą. Jedna z ostatnich takich pomocy okazała się katastrofą.
Można powiedzieć, że niestety mnie to niczego nie nauczyło. W
poniedziałek zaprowadziłam naszą najmłodszą dwójkę wnuków do
przedszkola. Na miejscu okazało się, że jedna z przedszkolanek
zachorowała i grupa 20 dzieci została pod opieką praktykantki.
Dyrektorka od razu zauważyła, że dla jednej przedszkolanki 20
osób to za dużo, więc powiadomiła rodziców dzieci o konieczności
zabrania ich pociech do domu, dopóki druga przedszkolanka nie wróci
do pracy. Wiadomo, że rodzice wielu dzieci pracują i w tym czasie
nie mają jak zapewnić opieki swoim dzieciom, dlatego nie bardzo
podobał im się ten pomysł. Oczywiście mój charakter kazał mi
zaoferować pomoc w opiece nad tymi dziećmi. W sumie była ich
siódemka, nie licząc naszej dwójki. Jeszcze głupszym pomysłem
było miejsce, gdzie miało to być, nasz dom. Nad tym ostatnim nie
zastanowiłam się w ogóle. Trzeba było zostać w przedszkolu. O
umówionej godzinie wszyscy rodzice przyprowadzili dzieci do nas. Mąż
od razu mówił, że to jest bardzo zły pomysł, ale nie chciałam
go słuchać. Miałam ułożony cały plan jak i czym zająć
przedszkolaków. Przygotowałam gry, puzzle i inne zabawki. Wyjęłam
nawet ostatnio kupioną grę karcianą w Piotrusia „Gdzie jest
Dory?” Myślałam, że będę mieć wszystko pod kontrolą i to
mnie zgubiło. Na początku wszystko szło dobrze. Dzieci dobrze się
bawiły, nawet zaczęliśmy czytać bajki, to znaczy ja zaczęłam a
dzieci słuchały. W końcu zaczęli przychodzić rodzice. Gdy
rodzice zabrali pierwsze dziecko, usłyszałam straszny huk i krzyk
dzieci. Mamy, a właściwie mieliśmy dość pokaźną bibliotekę.
Ten huk to był odgłos przewracających się regałów z książkami.
Wiele z nich zostało zniszczonych. Nie były to jakieś „białe
kruki” ale i tych zwykłych szkoda. Na szczęście dzieciom nic się
nie stało. Obiecałam sobie, że już nigdy nie wyrwę się z
podobnym pomysłem, ale nikt w to nie wierzy.
poniedziałek, 5 lutego 2018
Jak odzyskać spokój
Sobota
była dziwnym dniem. Najpierw całą noc nie mogłam spać, nie
wiadomo dlaczego. Od samego rana miałam bardzo zły humor, wszystko
mnie denerwowało, miałam wrażenie, że wydrapię oczy każdemu,
kto tyko się do mnie odezwie. Też tak czasem macie, prawda? A
najlepsze jest to, że ludzie uważają mnie za osobę bardzo
spokojną, może nawet za bardzo. Wszyscy w domu wiedzą, że gdy mam
taki zły humor, lepiej zostawić mnie w spokoju i nie wchodzić mi
w drogę. Jedyną osobą, która odważyła się do mnie przyjść
była Agnieszka. Weszła do kuchni w taki sposób jak gdyby za chwilę
miało wydarzyć się coś bardzo złego. Jednak tym razem było
inaczej. Powiedziała tylko, że przyszła poczta i zostawiła
komputer na stole. Trochę ryzykowne zagranie, ale udało się. Gdy
już trochę się uspokoiłam, sprawdziłam co było tak ważnego, że
Agnieszka postanowiła zaryzykować utratę komputera. Jak
pamiętacie, właściciel sklepu z zabawkami rozpoczął sprzedaż
internetową. Żeby być powiadamianym o najnowszych ofertach i
promocjach, wiele osób zarejestrowało się na stronie sklepu. Małe
wyjaśnienie. Jedynym sklepem internetowym, który swoją drogą ma
najlepszą ofertę jeśli chodzi o zabawki, puzzle i gry, jest sklep
firmy Trefl. Jeszcze nigdy nie zawiodłam się na ich produktach i
każdemu mogę je polecić. W wiadomości było napisane, że właśnie
w sobotę organizowana jest wielka promocja na najnowsze dzieła
Trefla i wszyscy są zaproszeni. Jeśli tak ładnie zapraszają, to
czemu nie skorzystać? Wybraliśmy się całą rodziną. Wierzcie lub
nie, ale po kilku godzinach chodzenia między regałami wszyscy
mieliśmy co nieść. Moją uwagę przykuły dwa zestawy edukacyjne
„Mały
odkrywca idzie do szkoły- prehistoria i dinozaury”
i „Mały odkrywca idzie do szkoły- Ekologia” Już
jakiś czas temu widziałam reklamę tych produktów, ale dopiero
teraz znalazłam je na sklepowych półkach. Po powrocie do domu
miałam już dobry humor.
piątek, 26 stycznia 2018
Niebezpieczne oferty
Co
się może zdarzyć, gdy do sklepu z zabawkami zostanie przywieziony
nowy towar? Ktoś powie, przecież to nie te czasy, gdy stało się
przed sklepem od 5 rano żeby coś kupić sensownego. Może i racja,
ale gdy chodzi o dzieci i zabawki, to niczego nie można być pewnym.
Wiadomo, że nikt nie będzie stał od wczesnych godzin rannych, ale
gdy tylko pod drzwiami pojawi się właściciel, trzeba bardzo
uważać. Na początku trzeba było zaglądać co dziennie z
nadzieją, że akurat trafi się na dostawę towaru. Odkąd sklep
prowadzi sprzedaż internetową, po zarejestrowaniu otrzymuje się
najnowsze oferty na skrzynkę pocztową. Na dodatek można określić,
jakie towary mają być przedstawiane w takiej wiadomości. Jak nie
trudno się domyślić, w tych które przychodzą do mnie,
obowiązkową pozycją są puzzle i karty. Wiele osób skarżyło się
na taki sposób powiadamiania, przecież niektórzy nie mają
możliwości albo ochoty rejestrować się tylko po to, aby
otrzymywać oferty. Aby dbać o wszystkich klientów, od jakiegoś
czasu na szybie wystawowej wieszane jest ogłoszenie o planowanej
dostawie, ale tylko tyle. Gdy ktoś chce być na bieżąco z
promocjami i ofertami specjalnymi, musi się zarejestrować. W dzień
dostawy jest najgorzej. Jeszcze przed otwarciem przed wejściem
zbierają się klienci, szczególnie dzieci. Rodzice trzymają się z
tyłu. Ponieważ każdy ma swoje ulubione gry i zabawki, w pierwszej
kolejności udaje się w ich kierunku. Tu jest najbardziej
niebezpiecznie. Dzieci nie patrzą czy ktoś stoi na drodze czy nie.
Wtedy panuje zasada: kto pierwszy, ten lepszy. Po przejściu takiego
tłumu bardzo wiele pudełek jest uszkodzonych. Odkąd w sklepie
założono kamery, udało się odzyskać pieniądze za prawie
wszystkie zniszczone przedmioty. Wstyd się przyznać, ale Ania też
była wśród osób, które musiały pokryć straty. Na szczęście
był to tylko zestaw puzzli „Bajkowe księżniczki” ale jednak.
Obiecała, że to się nie powtórzy i jak na razie dotrzymuje
obietnicy.
środa, 24 stycznia 2018
Wizyta duszpasterska
Wczoraj
mieszkańców naszego osiedla spotkał wielki zaszczyt, odwiedził
nas ksiądz proboszcz. Nie, nie, nie. Tak było kiedyś. Teraz
wygląda to trochę inaczej. Zacznę jeszcze raz. Jak co roku o tej
porze, na naszym osiedlu odbywa się wizyta duszpasterska, czyli tzw.
kolęda. W naszej parafii od prawie 10 lat mamy dwóch księży, więc
idzie to w miarę szybko. Dużo też zależy od samego księdza.
Wcześniej, gdy parafia była na tyle mała, że wystarczył jeden,
taka wizyta ciągęła się w nieskończoność a na dodatek trzeba
było stać przed domem i zaprosić proboszcza osobiście. Najgorsze
było czekanie. Teraz przed księdzem idzie dwóch ministrantów i
pytają czy chcemy go przyjąć. Przy okazji tej wizyty spotykają
się całe rodziny. Jak wiecie, u nas jest wtedy piątka dzieci,
które wszystko chcą widzieć, wszystkiego dotknąć i wszystko
wiedzieć. Stało się zwyczajem, że gdy w domu jest tak dużo
dzieci, podczas kolędy zostają tylko te, które proboszcz uczy
religii w szkole, czyli u nas Agnieszka i Ania. Pozostała dwójka
jest wtedy przedszkolu. Zapytacie, jak to? Przecież to jest
wieczorem. Już wyjaśniam. Dyrektorka przedszkola zaproponowała
takie rozwiązanie. Sama ma trójkę wnuków i wie jak to wszystko
wygląda. Jedynym minusem była opłata za dodatkowe godziny, ale kto
przeżył wizytę księdza gdy w domu jest dodatkowa trójka
przedszkolaków, ten wie, że warto. Żeby dzieciom się nie nudziło
trzeba znaleźć im jakieś zajęcie. Większości zapewniają to
przedszkolanki, ale zdarzają się przypadki, że dzieci siadają w
kącie i nie chcą się bawić z innymi. Tak jest w naszym przypadku.
Nie pomagają karty, gdy ani inne zabawy wymyślone przez opiekunki.
Córka wpadła na pomysł, aby dać im zestaw puzzli do układania.
Wiemy, jak bardzo lubią Myszkę Miki, więc wybór nie był
problemem. Zestaw „Myszka Miki - puzzle sensoryczne - Fun for
everyone” świetnie się nadawał, szczególnie, że dzieci miały
go obiecanego już jakiś czas temu. Po wszystkim wróciły do domu i
były bardzo zadowolone.
poniedziałek, 22 stycznia 2018
Dzień babci i dziadka
Dzisiejszej
i wczorajszej daty żadnej babci ani dziadkowi przedstawiać nie
trzeba, przynajmniej mam taką nadzieję. Prawie wszystkie wnuki
spieszą z życzeniami. Nasze też nie są wyjątkiem, więc trochę
się przygotowałam. Nic specjalnego, upiekłam ich ulubione ciasto,
żeby gdy przyjdą było czym je poczęstować. Jednak one miały
inne plany. Mój mąż jest strasznym panikarzem. Wystarczy jedno
słowo o kłopotach którejkolwiek wnuczki, rzuca wszystko i chce
biec na pomoc. Do tej pory nie wydarzyło się nic, co wymagałoby
takiego podejścia, ale jak to mówi dziadek, lepiej dmuchać na
zimne. Wczoraj rano zadzwonił telefon. Niestety nie zdążyłam
odebrać. Gdy zadzwonił ponownie, mąż stał już przy aparacie.
Dzwoniła córka, powiedziała tylko, żebyśmy przyjechali, bo z
Agnieszką i Anią jest coś nie tak. No i się zaczęło. Dziadek
był tak zdenerwowany, że wszystko leciało mu z rąk. Dokumenty,
kluczyki, myślałam, że zaraz wybuchnie. Oczywiście po drodze
zatrzymała nas policja, dostaliśmy mandat za przekroczenie
prędkości. Na miejscu cała piątka czekała z laurkami i
życzeniami. Po tym powitaniu dzieci uciekły do swojego pokoju.
Córka też przygotowała ciasto i coś do picia. Jakiś czas później
do salonu przyszły dzieci. Oznajmiły, że skoro dziś jest nasze
święto to ich obowiązkiem jest nas ugościć. Zaprowadziły nas do
siebie, tam również czekały ciastka i gorąca czekolada. Dobrze
wiedziały, że bardzo lubimy grać w karty i inne gry, więc
przygotowały takie rozgrywki. Graliśmy w „5 sekund” Rodziców
też zaprosiliśmy do zabawy. Bawiliśmy się bardzo dobrze, nie
zauważyliśmy kiedy zrobiło się ciemno. Wnuczki zaprosiły nas na
dziś, na powtórkę. Przecież babcia ma swoje święto, a dziadek
swoje. Za to jutro w przedszkolu odbędzie się akademia z okazji
naszego święta. Zrobię wszystko, żeby tam być.
piątek, 19 stycznia 2018
Co dla kogo
Jak
to jest, że gry i puzzle jednej firmy potrafią bardziej zwrócić
na siebie naszą uwagę niż innej. Od kilku lat, właściciel sklepu
z zabawkami, tego z napisem „MAMY WSZYSTKO” dwa razy w roku
organizuje ciekawą promocję. Wiele osób pytało go, jaki to ma
cel, ale zawsze mówił, że to tylko do jego wiadomości. Powiecie,
wszystkie promocje są takie same i mają ten sam cel, wyciągnięcie
pieniędzy od klientów. Zgoda, ale w zwykłych promocjach
przeceniane są zazwyczaj te produkty, które budzą najmniejsze
zainteresowanie. W tym wypadku przecenione jest wszystko i
organizacja jest trochę inna. Na co dzień, cały towar w sklepie
poukładany jest na półkach według producenta. Podczas takich
promocji bardziej liczy się gatunek niż wydawca. Wiecie, puzzle z
puzzlami, karty z kartami. I jeszcze jedno. Nie ma dwóch takich
samych zestawów w tej samej cenie. Trochę zamieszałam, więc
najlepiej będzie pokazać Wam to na przykładzie. Zestaw historyjek
obrazkowych firmy Trefl „A to było tak” według strony
producenta kosztuje 19,99 zł. Podobny zestaw innej firmy jest tańszy
o prawie 2 złote. Z kolei zestaw „Gra na kółkach” od Trefla
jest tańszy od podobnych zestawów konkurencji. Wiem, że i to
wyjaśnienie jest trochę zawiłe, ale prościej się chyba nie da
tego wytłumaczyć. Dowiedziałam się, że w całej promocji chodzi
o sprawdzenie, która firma jest najbardziej popularna i dlaczego. Od
mojej siostry wiem, że w jej mieście coś takiego też jest
organizowane. Jak pisałam, chodziło o ustalenie jacy klienci i w
jakim wieku kupują produkty konkretnego producenta. Wyniki tego
doświadczenia są pilnie strzeżoną tajemnicą, ale jak to w małej
miejscowości, gdzie nawet promocja w sklepie jest sporym
wydarzeniem, pojawiają się plotki na temat zwycięzcy. Jak zawsze,
ile wypowiedzi tyle teorii.
środa, 17 stycznia 2018
Uratowani przez telefon
Wczoraj
miałam nie lada kłopot. Jak wiecie, moja córka pracuje na zmiany.
Gdy ma na popołudniu, całe sześć godzin jej córka jest u nas.
Nie ma ani chwili, aby pozostawała bez opieki. Czasem zdarza się
tak, że przychodzi do nas uśmiechnięta, czasem smutna, ale wczoraj
pierwszy raz była w takim nastroju. Zaraz po wejściu siadła w
kącie i zaczęła płakać. Próbowaliśmy się dowiedzieć, co się
stało, ale jedyne co usłyszeliśmy to to, że chce wracać do
przedszkola. Każda próba rozbawienia małej nie dawała rezultatu.
Działało tylko przez chwilę. Każda zabawa kończyła się w
momencie, gdy coś się jej nie udało. Wtedy wracała do kąta i
płacz rozpoczynał się od początku. Tym razem chciała wracać do
mamy. Nie pomagały tłumaczenia, że mama jest w pracy, że musi
zarabiać pieniądze, żeby kupić jej ubrania, zabawki i wszystko co
jest potrzebne. Wtedy uratował nas telefon. Zapytacie, co to ma do
rzeczy. Ano ma, ale o tym za chwilę. W sumie mam swoje lata, ale nie
jestem całkowitym dinozaurem jeśli chodzi o nowinki techniczne. W
prawdzie nie biegam do sklepu gdy tylko na rynek wejdzie jakieś nowe
urządzenie, choć znam takich, to mój telefon też nie należy do
najstarszych. Nie będę opisywać mojego urządzenia bo byłaby to
reklama, ale powiem tylko tyle, że pocztę mogę na nim odbierać.
Właśnie o taką wiadomość chodzi. Właściciel sklepu z zabawkami
rozwinął swoją działalność i zaczął sprzedaż internetową.
Wiadomo, rejestracja i oferty wysyłane e-mailem. I właśnie taką
wiadomość dostałam. Do sklepu przywieziono nowy towar. Jakiś czas
temu obiecałam moim wnuczkom zakup zestawów puzzli sensorycznych
„Myszka Miki - puzzle sensoryczne - Fun for everyone” Wycieczka
do sklepu poprawiła humor. Małe wyjaśnienie. Żebyście nie
pomyśleli, że robię zakupy przez internet w sklepie, który
znajduje się za rogiem. Zarejestrowałam się tam właśnie dla
ofert. Nie jestem w stanie co dziennie chodzić do sklepu i sprawdzać
oferty osobiście, a jak wiecie puzzle, gry i inne zabawki kupujemy
dość często.
poniedziałek, 15 stycznia 2018
No i się wydało
Wierzycie
w zbiegi okoliczności? Klasa Agnieszki dostała ciekawe zadanie
domowe. Było to wypracowanie. Powiecie, co w tym dziwnego, przecież
w szkole zawsze pisało się wypracowania. Macie rację, ale chodzi
mi o temat tego zadania: Nauka czy zabawa, co jest lepsze. Wiadomo,
że odpowiedź będzie inna dla uczniów a inna dla nauczycieli. Ale
w tym zadaniu chodziło o coś innego. Uczniowie, pisząc to, mieli
skupić się na próbie połączenia nauki z zabawą, a właściwie z
grami. Dlaczego wspomniałam o zbiegach okoliczności? Pamiętacie
moje nowe zajęcie? Zgadza się, zostałam nauczycielką. I jak
pamiętacie, tradycyjny sposób nie dawał spodziewanych efektów.
Wtedy wpadłam na pomysł wykorzystania gry „5 sekund” a
właściwie karty do tej gry jako pomocy naukowej. Właśnie o to
chodziło w wypracowaniu. I tu pojawił się mały problem. Moimi
uczennicami były trzy dziewczynki. Wszystkie miały gotową sytuację
do opisania, ale trochę dziwnie wyglądało by, gdyby w swoich
pracach opisały to samo. Ponieważ w całej sytuacji było trochę
mojej winy, ale tylko trochę, postanowiłam pomóc. Na początku nie
bardzo wiedziałam jak, ale w końcu wymyśliłam sposób. Po
spotkaniu z rodzicami moich pozostałych uczennic, doszliśmy do
wniosku, że niestety trzeba wykorzystać znajomości. Jedna z mam
dobrze znała nauczycielkę, więc poszła i wyjaśniła jej całą
sytuację. Okazało się, że ona doszła do takich samych wniosków
jak my. Na pewno kilka prac będzie opisywało taki sam sposób
wykorzystania zabawy do nauki. Nasze dziewczynki spokojnie mogły
opisać swoje doświadczenie. Kilka dni później polonistka oddała
ocenione prace. Podobny sposób wykorzystania gier opisało wielu
uczniów. Co ciekawe, prawie wszystkie z tych gier pochodziło od
firmy Trefl. Wygląda na to, że nie tylko w naszej rodzinie ta firma
jest bardzo lubiana. W sumie nie ma się co dziwić.
piątek, 12 stycznia 2018
Cel uświęca środki
Jak
pamiętacie, zostałam nauczycielką. W wielkim skrócie było to
tak. Agnieszka przygotowywała się do sprawdzianu z historii.
Poprosiła mnie o pomoc, ja się zgodziłam i w wyniku wspólnej
nauki dostała 4. Ponieważ była to najlepsza ocena jaką do tej
pory miała ze sprawdzianu, koleżanki zaczęły pytać ją, kto jej
pomagał. Umówiłyśmy się, że nikomu tego nie powie. Pech chciał,
że podczas następnej nauki, Agnieszkę odwiedziła koleżanka i
wszystko się wydało. Gdy i ona poprosiła o taką pomoc, nie miałam
sumienia odmówić. Nasza nauka wyglądała inaczej niż w szkole.
Jak zawsze przy takich spotkaniach, początek zawsze jest taki sam.
Marudzenia, narzekania i każdy inny sposób żeby nie zajrzeć do
książek. Wpadłam na pewien pomysł. Jako pomoc naukowa posłużyła
mi gra „5 sekund” Zapytacie, jak gra może pomóc w nauce? Jak
wiadomo, według reguł, każdy z graczy losuje pytanie, a następny
musi na nie odpowiedzieć w ciągu tytułowych 5 sekund. Oryginalne
pytania dotyczą różnych dziedzin. Ja postanowiłam zmienić trochę
zasady. Pytania dotyczyły tylko omawianych tematów. W tym przypadku
historii. Zestaw kart z pytaniami zrobiły dziewczynki. Tym razem
umówiłyśmy się na powtórkę z przyrody. Cały poprzedni dzień
spędziłam na przygotowywaniu pytań, które moje uczennice miały
wpisać na karty. Nadszedł dzień spotkania. Po szkole dziewczynki
miały od razu przyjść do mnie. Uprzedziłam o tym rodziców
koleżanki Agnieszki. Oni, po opowiadaniach córki o sposobie
nauczania i efektach chętnie się zgodzili. Po lekcjach, w drzwiach
pojawiła się trójka dzieci. Agnieszka wyjaśniła, że w całą
sprawę wtajemniczyły jeszcze jedną przyjaciółkę i ma nadzieję,
że się nie pogniewam jeśli dojdzie mi jeszcze jedna uczennica. Jak
to mówią: im więcej, tym weselej, więc zaczęłyśmy. W pewnym
momencie moja nowa uczennica wyjęła z plecaka gotowy zestaw kart z
pytaniami, ale nie poszło im tak łatwo. Przygotowane przeze mnie
pytania również musiały wykorzystać. Z początku nie szło
najlepiej, ale w miarę upływu czasu wszystkie dziewczynki coraz
mniej się myliły. Na wyniki takiej nauki trzeba poczekać kilka
dni. Wtedy nauczyciel odda sprawdziany.
środa, 10 stycznia 2018
Uważaj na słowa
Nie
raz pisałam, że przedszkole to dziwne miejsce. Kilka dni temu moja
teoria znów się potwierdziła. Wszystko przez jedno, głupie
zdanie. Od pierwszego dnia przedszkolanki starają się wprowadzać
miłą atmosferę. Naszym udaje się to tego stopnia, że wiele razy
dzieci zaraz po powrocie do domu chcą wracać. Po obietnicy złożonej
im przez rodziców na chwilę odstępują od tego zamiaru. Co dzieci
mają obiecane? Jutro pójdziemy znowu. Wiadomo, że tak będzie, ale
gdy dzieci to usłyszą, to są spokojniejsze. Zanim przejdę dalej,
małe wyjaśnienie. Ostatnio w przedszkolu doszło do małej awarii.
Z tego, co mówiła dyrektorka na zebraniu, zepsuł się piec
centralnego ogrzewania i trzeba było wezwać serwis. I tu dochodzimy
do sedna sprawy. Gabinet dyrektorki znajduje się zaraz obok szatni,
gdy najmłodsza grupa przedszkolaków przebierała się do wyjścia
na spacer, pani dyrektor prowadziła rozmowę z serwisantem. Okazało
się, że awaria jest poważniejsza, niż wyglądała na początku. Z
całej rozmowy dzieci usłyszały tylko, że skoro tak się stało,
to trzeba będzie na kilka dni zamknąć całe przedszkole. No i się
zaczęło. Wszystkie dzieci, bez wyjątku zaczęły płakać i
uciekły z powrotem na salę. Przedszkolanki próbowały wszelkich
sposobów, nawet gry w karty, która do tej pory zawsze pomagała aby
je uspokoić, ale tym razem nic nie pomogło. Zostało tylko jedno,
wezwać rodziców. Niestety moja córka była w pracy i to mnie
przypadło, aby odebrać dzieci z przedszkola. Na miejscu
dowiedzieliśmy się, co się stało i dlaczego dzieci tak płakały.
Pani powiedziała, że zamkną przedszkole, taka była odpowiedź.
Rozweselenie maluchów w domu też okazało się wyzwaniem. Ani
puzzle, ani gra „5 sekund” nie pomogły. Następnego dnia w
przedszkolu zorganizowano zebranie. Dyrektorka powiedziała dzieciom
o awarii i planach zamknięcia przedszkola z powodu zimna w salach,
ale ponieważ naprawa pieca potrwa tylko jeden dzień, nie będzie
takiej potrzeby. Po tych wiadomościach wszystko wróciło do normy i
dzieci znów były szczęśliwe. Przy dzieciach trzeba uważać co
się mówi, prawda?
poniedziałek, 8 stycznia 2018
Testament
Witajcie.
Prawie zawsze święta to okres radości. U nas też tak było.
Rodzinne spotkanie, miła atmosfera i zadowolone dzieci. Czego chcieć
więcej. Wiele naszych spotkań rodzinnych kończyło się awanturami
z najmniej ważnych powodów. Niestety dzień po świętach
dostaliśmy smutną wiadomość. Jeden z członków rodziny zmarł i
wszyscy krewni zostali zaproszeni na odczytanie testamentu. Na
początku myśleliśmy, że to jakiś żart, swoją drogo wcale nie
śmieszny, ale okazało się to prawdą. O istnieniu tego człowieka
wiedziało tylko kilka osób w całej rodzinie, nie wiadomo dlaczego.
Dopiero teraz, gdy odszedł z tego świata, moja siostra opowiedziała
nam o nim. W wielkim skrócie: gdy był bardzo młody pokłócił się
z rodzicami, wyjechał i słuch po nim zaginął. Uznano, że skoro
tak postąpił, nie warto o nim wspominać rodzinie. Odczytanie
testamentu miało się odbyć w kancelarii prawnej na drugim końcu
Polski. Jedyną osobą, która nie pojechała, był Sławek.
Doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu ciągnąć tam dzieci i
chcieliśmy zostawić całą piątkę pod jego opieką. Żeby nie
było im nudno zaopatrzyliśmy ich w grę „5 sekund” i najnowsze
dzieło firmy Trefl o tajemniczym tytule „Gra na kółkach”
(opis dostępny na stronie sklepu) Małe wyjaśnienie. Sławek od
początku nie był zainteresowany spadkiem, może dlatego, że
wiedział kim był ów krewny. Na miejscu okazało się, że czekają
na nas zarezerwowane i zapłacone przez nieboszczyka, pokoje
hotelowe. Chyba wiedział, że nie zostało mu wiele czasu, skoro
zrobił coś takiego. W kancelarii stawiliśmy się na umówiony
dzień. Okazało się, że rodzina była większa niż zakładaliśmy,
a nasz wujek nie należał do najbiedniejszych. W testamencie,
przedstawiona była ostatnia wola zmarłego, ale dotyczyła tylko
najcenniejszych przedmiotów. Było też napisane: resztę podzielcie
według uznania. Uwierzcie mi, że było co dzielić. Ostatnia część
była skierowana do nas. Wujek żałował okoliczności swojego
wyjazdu. Było mu bardzo przykro, że nie mógł poznać najmłodszych
członków rodziny. Wiele razy myślał o powrocie, ale ani czas, ani
stan zdrowia nie pozwoliły mu na to. Szkoda.
piątek, 5 stycznia 2018
Mały sklep też może
Sklepy
z zabawkami mają w dzisiejszych czasach ciężkie życie. Może nie
tylko z zabawkami. W dobie sklepów internetowych, bez wychodzenia z
domu możemy kupić prawie wszystko. Wiecie jak to jest, siadamy
przed ekranem i godzinami możemy przeglądać oferty wielu sklepów.
Wyobraźcie sobie takie rzeczy w realnym świecie. Jednak sklepy
internetowe mają jedną wadę. Nie można obejrzeć towaru. W
prawdzie widzimy jak dany towar wygląda, ale to już nie to samo.
Nic nie przebije widoku uśmiechniętych dzieci, gdy wraz z rodzicami
odwiedzają realny sklep. Są takie miejsca, do których nie dotarły
jeszcze wielkie galerie handlowe i małe sklepy mają się bardzo
dobrze. Mowa tu o naszej miejscowości. Do najbliższego marketu mamy
jakieś 15 kilometrów. Wiadomo, że na większe zakupy jedziemy tam,
ale gdy kupujemy jakieś gry, zawsze udajemy się do naszego sklepu.
W dużych sklepach nie ma tej atmosfery, towarzyszącej takim
zakupom. Mnóstwo ludzi, błąkanie się między regałami, a i tak
wiele razy kupuje się wszystko, tylko nie to, po co przyszliśmy. W
małym sklepie zaraz przy wejściu właściciel wita nas osobiście i
zawsze doradzi, dobrze doradzi. Wystarczy powiedzieć mu co chcemy
kupić i ewentualnie na jaką okazję. Za każdym razem wyjdziemy
zadowoleni. Tu mała ciekawostka, wiele razy przechodzę obok sklepu,
na przykład idąc na zakupy. Ani razu nie widziałam, żeby jakieś
dziecko wyszło nie zadowolone. Gdy ja szukałam jakiegoś
konkretnego zestawu, zawsze mogłam liczyć na właściciela. O ile
gra „5 sekund” jest wszędzie dostępna, to z zestawem puzzli
„Bajkowe księżniczki” nie było już tak łatwo. Rzadko się
zdarza, żeby reklamy mówiły całą prawdę o towarze, jednak w tym
przypadku napis na szybie wystawowej „MAMY WSZYSTKO” jest jak
najbardziej prawdziwy. Jedynym utrudnieniem jest fakt, że im towar
trudniej znaleźć, tym dłużej trzeba czekać. Z tego co wiem, nie
zdarzyło się jeszcze tak, żeby ktoś wyszedł nie otrzymawszy
zamówionego towaru. Jak widzicie, mały sklep też może przetrwać,
ale na zaufanie klientów pracuje się latami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)