Jak pamiętacie zostaliśmy
zaproszeni w góry na święta. Mieliśmy poprowadzić pensjonat. To
znaczy Sławek obiecał przyjacielowi, że to on się tym zajmie. Nie
mogliśmy pozwolić aby wszystkie obowiązki spadły na niego, więc
zaproponowaliśmy pomoc szczególnie, że w ramach podziękowań cała
nasza rodzina mogła spędzić ten czas na koszt właścicieli.
Okazało się, że są to znajomi Sławka. Znacie ich. To ta sama
para, której w młodości pomógł zerwać z przeszłością.
Skorzystaliśmy z okazji, nie dlatego że był to wyjazd darmowy. Od
dłuższego czasu planowaliśmy coś takiego, ale zawsze coś wypadło.
Tym razem pojechaliśmy. Pierwsze zaskoczenie było przy ubieraniu
choinki. U nas w domu choinka ma 1,8 metra wysokości i wszyscy
uważają, że jest za wysoka a tam miała ponad 3 metry. Wszelkimi
sposobami chcieliśmy zająć czymś dzieci ale taka choinka nie
mogła się z niczym równać. Okazało się, że oprócz naszej
piątki jest tam jeszcze 15 dzieci. Wieczorem pierwszego dnia świąt
Sławek nagle musiał wyjechać. Nikt nie wiedział gdzie i dlaczego.
Dowiedzieliśmy się na drugi dzień po południu. Wszyscy świętowali
na sali balowej. W pewnym momencie usłyszeliśmy kolędę. Za chwilę
w drzwiach stanął nie kto inny jak Święty Mikołaj. Wszystkie
dzieci stanęły jak wryte. Dorośli wiedzieli, że trochę za późno
na mikołaja, ale dzieciom to nie przeszkadzało. Mikołaj podszedł
do choinki, przeprosił wszystkich za spóźnienie. Powiedział, że
w tym roku nie udało mu się odwiedzić wszystkich dzieci jednego
dnia a ponieważ tu są tylko grzeczne dzieci postanowił odwiedzić
je specjalnie w święta. Każde dziecko zostało wezwane z imienia i
nazwiska i każde dostało od mikołaja podpisany prezent. Nasze
wnuki dostały przygotowane przez dziadka zestawy z serii
"Sience4you" Najbardziej cieszyła się córka właścicieli
Magda. Od mikołaja otrzymała zestaw puzzli z serii o krainie lodu,
ostatniego którego brakowało jej do kolekcji. Wtedy zorientowaliśmy
się, kto jest tym mikołajem. Tylko jedna osoba miała dostęp do
nazwisk wszystkich dzieci. Sławek. To po to wyjechał. Dobrze się
przygotował do roli. Dzieci długo nie zapomną tych świąt. Nasze
też.
środa, 30 grudnia 2015
wtorek, 29 grudnia 2015
Niezwykła atmosfera
Po przyjeździe wszyscy
przyjęli nas jak przyjaciół i od razu zaoferowali wszelką pomoc
we wszystkich sprawach. Zaczęły się przygotowania do wigilii. W
pensjonacie było około 50 osób z różnych stron Polski. Każdy z
gości zaoferował pomoc, więc w czasie wieczerzy wigilijnej miały
być potrawy z każdego regionu. Zabraliśmy się do pracy. Wszyscy
mieli co robić. Nam przypadło najprostsze zadanie. Barszcz z
uszkami. To znaczy myślałam, że to będzie proste. Przez trzy i
pół godziny wraz z dwoma córkami lepiłyśmy uszka. Trzy i pół
godziny. Nie jestem jakąś wybitną kucharką, ale wszystkim bardzo
smakowały. Jak już pisałam Boże Narodzenie to święta rodzinne.
Słowo "rodzinne" może mieć różne znaczenie. W tym
przypadku było to około 70 osób. Goście i obsługa. Tak, nie
przesłyszeliście się. Do wieczerzy wigilijnej zasiedli wspólnie
szefowie, goście i pracownicy. Wszyscy równi i bez podziału na
stanowiska. Jedna wielka, szczęśliwa rodzina. Po wieczerzy zaczęły
się przygotowania do pasterki. Zapomniałam wspomnieć o bardzo
ważnej rzeczy, choince. Na ogromnej sali balowej stało drzewko,
które miało ponad trzy metry wysokości. W pensjonacie organizowane
są też wesela, komunie i wszelkie możliwe imprezy więc sala jest
bardzo potrzebna a w święta jest to idealne miejsce. Obsługa
pomyślała też o gościach. W każdym pokoju była mała choinka.
Zaraz po naszym przyjeździe dostarczona została owa choinka trzeba
ją było przystroić. Wszystkie bombki, lampki i łańcuchy czekały
na sali. Postanowiliśmy, że zajmiemy się tym na drugi dzień.
Trzeba było coś wymyślić aby dzieci nam w tym nie przeszkadzały.
Gry planszowe "5 sekund junior" i "Chińczyk –
kraina lodu" miały załatwić sprawę. Niestety policzyliśmy
tylko nasze zapominając o gościach. W sumie było 15 młodych
ludzi, których nic nie mogło oderwać od ubierania choinki. Nie
było wyjścia. Wieczorem pierwszego dnia świąt Sławek powiedział,
że rano musi wyjechać w bardzo ważnej sprawie, ale wróci jak
najszybciej jak się da. Ciekawe co wymyślił.
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Boże Narodzenie
Boże Narodzenie to święta
rodzinne. Tylko że słowo rodzina wcale nie musi odnosić się tylko
do najbliższych. Opowiadałam Wam już trochę o przeszłości
Sławka. Teraz opowiem troszkę więcej bo myślę, że jest to warte
wzmianki szczególnie w święta. Jak wiecie Sławek przez pewien
czas przebywał w zakładzie karnym. Jeden głupi błąd w młodości.
Środowisko w którym się obracał też nie należało do
najuczciwszych. Jednak pewnego dnia wszystko w jego życiu się
zmieniło. Do grona jego "przyjaciół" dołączyła dwójka
nastolatków. Ich życie było jeszcze bardziej trudne niż jego. Od
najmłodszych lat wkoło nich był tylko alkohol i narkotyki. Od
tego czasu Sławek robił wszystko aby ich z tego bagna wyciągnąć.
Zajęło mu to długi czas, ale w końcu się udało. Nawet więcej.
Po roku został zaproszony na ślub właśnie tej pary. Pamiętacie
gdy po wyjściu na wolność Sławek został zaproszony do nas aby go
przedstawić dzieciom. Jakiś czas później przyszedł z propozycją
spędzenia świąt w pensjonacie w górach. Gdzie jest haczyk,
zapytacie. Był tylko jeden. W ramach zapłaty trzeba było
poprowadzić całą firmę podczas nieobecności właścicieli.
Okazała się nimi owa para, która po ślubie wybudowała to
miejsce. Od tamtej pory wiodło im się całkiem nieźle. Jak tu było
się nie zgodzić. W dniu wyjazdu najdziwniej zachowywał się
dziadek. Oprócz walizki zapakował do auta dziwne pudło. Nie można
było do niego podejść bo dziadek od razu krzyczał. Tylko jednej
osobie powiedział co jest w środku. Córce, która od razu
powiedziała mnie. Pamiętacie jak dziadek schował prezenty i nie
znalazł ich na czas? Teraz mu się udało i postanowił dać je pod
choinkę. Były to zestawy "Układanki – puzzlopianki Fisher
Price" i zestawy "Science4you" Przez całą drogę
zastanawialiśmy się co nas tam czeka. Jak zostaniemy przyjęci jako
nowi szefowie. Jak się okazało na miejscu wszyscy wiedzieli o tej
sytuacji i jak tylko przyjechaliśmy przywitali nas jak starych
dobrych przyjaciół a nie jak pracodawców. Ale o tym następnym
razem.
środa, 23 grudnia 2015
Ferie świąteczne
23 grudnia, środa. Prawie wszystkie szkoły dziś zaczynają ferie
świąteczne. Dlaczego prawie? Można powiedzieć, że w naszej
szkole rozpoczęły się one już 4 dni temu. Sprawka naszego
dyrektora. Na poniedziałek i wtorek dla wszystkich dzieci
zorganizował prezentację. Temat: Najlepszy prezent pod choinkę.
Ponieważ nawet sala gimnastyczna okazała się za mała, za sprawą
sołtysa Gminny ośrodek kultury udostępnił dużo większą halę
sportową w tutejszym domu kultury. Zostało zaproszonych kilku
przedstawicieli różnych firm produkujących zabawki, słodycze a
nawet przybory szkolne. Jednak największe emocje budził zaproszony
gość specjalny. Jak to określił dyrektor „znawca tematu” Kim
był ów tajemniczy człowiek wiedział tylko on. We wtorek wszystko
się wyjaśniło. Pamiętacie wycieczkę starszych klas do Warszawy?
Wtedy dla młodszych dzieci zorganizowano wycieczkę –
niespodziankę. Celem tej wycieczki był stary zamek. Jak się
później okazało właścicielem był przyjaciel dyrektora, który
gdy usłyszał o tej niesprawiedliwości (mam na myśli wycieczkę do
Warszawy) sam zorganizował ten wyjazd. Jeszcze większym
zaskoczeniem był fakt, że jest on również kolekcjonerem zabawek.
Miał w swojej kolekcji przedmioty nawet z początku wieku i starsze.
To właśnie on był tym tajemniczym gościem. Prezentacje zaczęły
się już w poniedziałek rano. Nie mogło zabraknąć
przedstawiciela naszej rodzimej fabryki zabawek. Jak można było
się spodziewać ten temat budził największe zainteresowanie nie
tylko maluchów ale i starszych dzieci, które też zostały
zaproszone. Szczególnym zainteresowaniem cieszył się zegarek –
zabawka „ VTech - Kidizoom Smart Watch” i zabawka edukacyjna „ABC
Smartfonik” Widać, że nasze dzieci idą z duchem czasu choć gry
planszowe i puzzle też zaciekawiły większą część słuchaczy.
Jednak nic nie mogło się równać z opowieściami na temat zabawek
przedstawionymi przez naszego tajemniczego gościa. Jako przykład
przywiózł bliżej nie określony przedmiot. Agnieszka opisała go
tak: to coś przypominało ufo i po naciśnięciu od góry zaczynał0
się obracać. Zaczęliśmy się śmiać. Syn na chwilę wyszedł z
pokoju i po chwili przyniósł ów tajemniczy przedmiot. Jak się
domyślacie był to blaszany bączek, który leżał na strychu przez
wiele, wiele lat. Taka pamiątka.
poniedziałek, 21 grudnia 2015
Świetna skrytka
Chyba
nie pomylę się jak powiem, że 6 grudnia to jeden z najważniejszych
dni w roku dla wszystkich dzieci. Może nawet ważniejszy niż Dzień
dziecka czy urodziny. Jednak najbardziej cieszą się właściciele
sklepów z zabawkami. Ale ja nie o tym. Pamiętacie jak dziadek
szukał najlepszej skrytki na kupione przez siebie prezenty? Dla
chłopców model stadionu a dla dziewczynek zestaw „Craft Castle -
Bajkowy Zamek Księżniczki” Jak schował to wszystko pod łóżkiem
i jak dzieci szybko znalazły dziadkową kryjówkę? Na pewno. Trochę
się zdziwiliśmy gdy dziadek piątce dzieci dał tylko dwa zestawy i
powiedział, że tak będzie sprawiedliwie. Jeden wspólny prezent
dla chłopców i jeden dla dziewczynek żeby było sprawiedliwie.
Całe szczęście, że każdy z nas osobno kupił prezenty, więc
każde z dzieci coś dostało tylko dla siebie. Pytaliśmy dlaczego
tak zrobił. Na początku nie chciał powiedzieć, ale w końcu udało
się wyciągnąć z niego całą prawdę. Okazało się, że kupił
prezenty dla każdego dziecka a stadion i zamek to był dodatek. Dla
trójki starszych przygotował zestawy z serii „Science4you” a
dla bliźniaków „Układanki – puzzlopianki Fisher Price” Tak
dla wyjaśnienia. Puzzlo-pianki
to duże, miękkie, kolorowe puzzle, z których można budować
figury przestrzenne. Oczywiście
wszystko to kupił w naszym ulubionym sklepie internetowym firmy
Trefl. Niestety paczka którą przywiózł kurier była na tyle duża,
że nie dało się jej schować w całości, więc trzeba było ją
otworzyć i wszystko pochować w różnych miejscach. Dziadek zrobił
się trochę czerwony. Wystraszyliśmy się trochę, ale on mówił
dalej. Dzieci znalazły te prezenty, które schował pod łóżkiem
dużo wcześniej, gdy tylko zapytał co chcą dostać. Resztę miały
otrzymać dopiero 6 grudnia. Niestety nie udało mu się ich
wszystkich znaleźć. Skrytki okazały się na tyle dobre, że nawet
on nie wiedział gdzie
są. Po prostu zapomniał. Mamy nadzieję, że podczas porządków
znajdziemy wszystkie zestawy. Jedynym plusem tej sytuacji jest to, że
nie będzie musiał nic kupować na gwiazdkę. Pod warunkiem
odnalezienia zguby.
piątek, 18 grudnia 2015
Pierwsza nagroda
O tym, że Agnieszka zaprosiła do nas całą klasę w związku z
prezentacją ulubionej zabawki to już wiecie. Niezwykłym zbiegiem
okoliczności dzień wcześniej cała nasza rodzina wybrała się na
zakupy do jednego z dużych sklepów, więc byłam przygotowana na
taką wizytę. Zrobiło się z tego małe przyjęcie. Gdy Agnieszka
pokazywała wszystkim swój zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek
Anny i Elsy” jeden z nauczycieli przypomniał jej o obiecanej
historii zamku. Zaczęła od tego, że jest to drugi zestaw. Pierwszy
został zniszczony i to aż dwa razy. Po pierwszym dało się go
jeszcze naprawić choć wymagało to dużo pracy w czym pomagały jej
koleżanki. Po drugim razie już nic nie dało się zrobić. Wszyscy
pytali dlaczego jest on taki ważny, że nie wyrzuciła go od razu po
pierwszym zniszczeniu i nie kupiła nowego. Wyjaśniła, że to był
prezent od wujka gdy pierwszy raz go poznała. Pokazywany zestaw też
jest prezentem. Wujek kupił go gdy dowiedział się o zniszczeniu
tamtego. Każdy z gości był zachwycony tą historią. W szkole
Agnieszka dostała pierwszą nagrodę za, jak to określili
nauczyciele, nowatorskie podejście do tematu. A tłumacząc na język
polski za to że jej historia zaciekawiła wszystkich. Opowiadała ją
jeszcze raz tylko teraz przed całą szkołą. Wszyscy byli zgodni.
Pierwsza nagroda słusznie trafiła w ręce Agnieszki. Pamiętacie
nowego ucznia, który przyszedł do klasy Agnieszki? Tego, który
pochodzi z bardzo bogatej rodziny. Kilka dni po naszym „przyjęciu”
cała klasa została zaproszona do jego domu na prezentację serii
zestawów puzzli przestrzennych przedstawiających modele stadionów.
Jeden z nich przedstawił na konkursie w szkole. Był to zestaw
„Model stadionu Camp Nou (Fc Barcelona)” Uczniowie nie bardzo
mieli ochotę iść na taką prezentację. Wszyscy pamiętali
przyjęcie urodzinowe jakie zorganizowali rodzice chłopca. Niestety
tym razem było tak samo. Wszystko zostało przygotowane jakby mieli
się pojawić nie uczniowie, ale jacyś prezydenci czy inni równie
ważni goście. I znowu na drugi dzień zawstydzony kolega
przepraszał wszystkich. Usłyszał tylko, że nie musi przepraszać
i że niektórzy rodzice już tacy są. Nic na to nie poradzi.
środa, 16 grudnia 2015
Przeszła samą siebie
Zapewne pamiętacie, że nasza Agnieszka miała zawsze „ciekawe”
pomysły. Myśleliśmy, że najlepszym z nich było zostanie szefem
kuchni w jakiejś znanej restauracji. Wszystko wydarzyło się
podczas wakacyjnego wyjazdu na kolonię nad morze. Cały pobyt był
zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach. Niestety organizatorzy
nie przewidzieli deszczu. Na wysokości zadania stanął wtedy jeden
z szefów kuchni z restauracji obsługującej cały ośrodek w którym
grupa była zakwaterowana. Wpadł na pomysł, aby zorganizować
warsztaty kulinarne dla wszystkich chętnych. Pomysł bardzo się
spodobał nie tylko organizatorom ale przede wszystkim dzieciom.
Właśnie po tej kolonii Agnieszka oznajmiła, że zawód kucharza to
jej powołanie i w przyszłości chce zostać szefem kuchni. Niestety
byliśmy w błędzie. Ostatnio wymyśliła coś lepszego. Nie były
to jakieś plany na przyszłość, ale wszyscy domownicy byli równie
zaskoczeni. Niedawno przyniosła ze szkoły wiadomości, że cały
jeden dzień będzie przeznaczony na prezentację swojej ulubionej
zabawki. Zaraz na początku dyrektor zaznaczył, że ma to być coś
na miarę kategorii wiekowej. Żeby nie przynieść do szkoły
jakiegoś misia. Jak wszyscy wiecie ulubioną zabawką Agnieszki jest
zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” ale przez
jego rozmiary nie mogła go zabrać do szkoły. Jeden z uczniów
przyniósł podobny zestaw, ale był jeszcze w pudełku więc jemu
się udało szczególnie, że mieszka niedaleko. Opowiadał, że jest
to seria puzzli przestrzennych przedstawiających stadiony
najbardziej znanych drużyn piłkarskich z całej Europy. Jego
pierwszym zestawem jest „Model stadionu Camp Nou klubu Fc
Barcelona” Ze względu na wymiary pokazuje tylko pudełko bo
złożony model stoi u niego na biurku. Gdy nauczyciel zapytał
Agnieszkę gdzie ma swoją ulubioną zabawkę zgodnie z prawdą
powiedziała, że to podobny zestaw ale ponieważ ma go od dawna nie
mogła przynieść nawet pudełka. Jeśli koniecznie musi pokazać to
zaprasza wszystkich do domu. Zapewniła, że historia zestawu jest
warta tej wycieczki. I tak cała klasa wraz z nauczycielami pojawiła
się przed drzwiami. Na szczęście u mnie w domu zawsze jest
posprzątane. Ten pomysł był chyba najbardziej zwariowany jaki
mogła wymyślić Agnieszka. Przynajmniej na razie.
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Egzamin
Jak to jest, że większość zdających na prawo jazdy podchodzi do
egzaminu jakby od niego zależało życie. Najgorzej jest w dniu
egzaminu. Niektórzy nawet biorą coś na uspokojenie. Jedną z
takich osób jest moja najmłodsza córka. Na szczęście udało mi
się odwieść ją od tego zamiaru. Tydzień przed egzaminem zaczęła
się naprawdę przejmować i nawet chciała zrezygnować bo nagle
uświadomiła sobie, że nic nie wie o przepisach a o prowadzeniu
auta jeszcze mniej. To są jej słowa. Cała rodzina zaczęła ją
pocieszać i przekonywać do zmiany decyzji. Nic nie pomagało.
Dopiero gdy dziadek powiedział, że jak nie spróbuje to się nie
przekona postanowiła spróbować. Jak to mówią: grunt to dobra
motywacja. W dzień egzaminu wszyscy chodzili jak na szpilkach. Nasz
ośrodek egzaminacyjny nie należy do największych więc wyniki są
znane kilka dni później. Okazało się, że testy zdała
bezbłędnie. Trzeba było to uczcić. Dla żartu kupiliśmy jej dwa
zestawy puzzli „Auta 2” i „Auta 2 – kolor puzzle” Po
ułożeniu powstaje obrazek z bohaterami filmu. Dwa szeroko
uśmiechnięte samochody. Mimo że córka ma 25 lat bardzo spodobał
jej się ten żart. Skomentowała to jednym zdaniem „mam nadzieję,
że będę tak wyglądać po egzaminie praktycznym” Kilka dni
później pojechała. Niestety za pierwszym razem nie udało się.
Znów chciała zrezygnować i znów dziadek „coś” jej
powiedział. Nie chcieli powiedzieć co. Na drugi dzień pojechała
ustalić następny termin. Miała dwa tygodnie na przygotowania.
Później dowiedzieliśmy się co takiego wymyślił dziadek, że
córka zmieniła zdanie. Codziennie razem znikali na kilka godzin i
codziennie córka wracała bardziej zadowolona. Dziadek miał inne
nastawienie. Przez kilka pierwszych dni przychodził do domu blady
jak ściana. Gdy córki nie było w domu wyjaśnił dlaczego. W tym
czasie gdy ich nie było dziadek uczył ją jeździć naszym
samochodem. Powiedział, że to jego najgłupszy pomysł i już wie
dlaczego oblała egzamin. Ale obiecał. Z każdym dniem było lepiej.
Akurat tak się składa, że gdy piszę te słowa córka właśnie
zdaje swój kolejny egzamin. Zobaczymy jakim nauczycielem jest
dziadek.
czwartek, 10 grudnia 2015
Nic się nie nauczył
Zapewne wielu z Was pamięta opisywaną przeze mnie sytuację gdy w
zeszłym roku dziadek schował prezenty do szafki. Oczywiście dzieci
szybko je znalazły a dziadek musiał postarać się o nowe. Od
tamtej pory wiedział, że albo kupuje się prezent tuż przed okazją
do jego wręczenia, albo trzeba znaleźć lepszą skrytkę niż
szafa. Od tamtej pory szukał odpowiedniego miejsca na najlepszą.
Ponieważ wnucząt mamy aż piątkę, a może tylko piątkę zależy
od podejścia okazji do kupowania prezentów jest trochę to dziadek
po zeszłorocznej wpadce nic się nie nauczył. Za każdym razem
solenizant znajdował swój prezent dużo wcześniej. Dziadek zawsze
pytał co dziecko chciało by z okazji swojego święta. Ta był jego
pierwszy błąd. Drugim było chowanie prezentu w miejscach gdzie
dzieci łatwo mogły je znaleźć. Raz jego skrytką była szafka
prawie pod samym sufitem. Wydawało by się, że nikt tam nie zajrzy
bo jest za wysoko. Ale i w tym przypadku dzieci okazały się dobrymi
detektywami. Trochę przypadkiem, ale i tak się udało. Trafiło
się, że cała piątka była u nas. W owej szafce trzymaliśmy
wszelkiego rodzaju sprzęt sportowy. Dzieci chciały pograć w piłkę
więc dziadek im ją dostał. Niestety gdy schodził z drabiny z
szafki wypadło pudełko puzzli „Alpy Bawarskie, Niemcy” firmy
Trefl. Okazało się, że to właśnie był prezent dla jednego z
nich. W tym roku znów dziadka prześladował pech. W nie raz
chwalonym sklepie internetowym zakupił „Model stadionu Juve
(Juventus F. C.) Jest to zestaw przestrzennych puzzli, które po
złożeniu tworzą model stadionu. Trochę przypomina tak uwielbiany
przez Agnieszkę „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy”
Jednak przez rozmiary pudełka 325x240x210 mm nie za bardzo miał
gdzie go schować. Pod łóżkiem wydawało się dobrym miejscem.
Niestety zapytał dzieci co chciałyby dostać. To był dla nich znak
do rozpoczęcia poszukiwań. Zgadnijcie, gdzie szukały najpierw? Tak
jest. Pod łóżkiem. W samą porę zauważył to dziadek i zanim
dzieci otworzyły pudło powiedział, że tym razem będzie to
niespodzianka i żeby zaczekały. Na szczęście zawinął go w jakąś
szmatę i nie było widać co jest w środku.
wtorek, 8 grudnia 2015
Zawiedzione dzieci
Już wspominałam, jak dzieci cieszyły się z otrzymanych prezentów.
Szczególnie Agnieszka gdy otrzymała od nas „Domino – kraina
lodu” firmy Trefl. Na początku grudnia zaplanowaliśmy małe
przyjęcie z okazji mikołajek co bardzo ucieszyło dzieci. 5 grudnia
przybyli prawie wszyscy. Jak myślicie, kogo zabrakło? Oczywiście
Sławka. Od razu uznałyśmy z córką, że na pewno w coś się
wpakował i będą z tego tylko kłopoty. Jak zwykle zresztą.
Wszystkie dzieci zaraz po otrzymaniu prezentów od razu je otworzyły
i jak było widać bardzo im się spodobały. Jednak wszyscy
zauważyli, że z dziećmi jest coś nie tak. Nikt nie wiedział co.
Rozglądały się cały czas jakby kogoś szukały. Chcieliśmy się
dowiedzieć co się dzieje, ale nic nie powiedziały. Wieczorem
wszyscy się rozeszli a dzieci były coraz smutniejsze. Zaczęłam
się dopytywać i w końcu się udało. Najpierw poszeptały między
sobą a potem spytały dlaczego nie było wujka Sławka.
Powiedziałam, że nie mógł przyjść. No co, musiałam coś
wymyślić. Nie powiem im przecież, że nie został zaproszony. W
niedzielę wieczorem wszystkie wnuki wpadły do kuchni z wrzaskiem
jakby się coś stało. Strasznie się wystraszyłam, ale dzieci
wyjaśniły, że właśnie dzwonił wujek. Nie wiem czemu
powiedziały, że mnie nie ma. Miał zadzwonić wieczorem i
zadzwonił. Chodziło o prezenty dla dzieci. Niestety nie zdążył
ich kupić i chciał zabrać całą piątkę na zakupy. W jednym ze
sklepów widział serię puzzli o dinozaurach „Dinozaury – puzzle
4 w 1” i „Dobry dinozaur – puzzle 4 w 1” ale nie wiedział
czy dzieciom się spodoba i przed zakupem chciałby im ją pokazać.
Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy miała związek z
pieniędzmi. Sławek jakby wiedział o czym myślę od razu
powiedział, że o pieniądze nie muszę się martwić bo niedawno
dostał uczciwą pracę. Specjalnie podkreślił, że uczciwą. W
sumie to mu się nie dziwię. Pamiętacie sprawę z paragonem? Z
naszymi oskarżeniami wtedy chyba trochę przesadziłyśmy. Nawet
więcej niż trochę.
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Promocja, promocja i jeszcze raz promocja
Grudzień to ciekawy miesiąc. Z jednej strony święta, spotkania z
rodziną i życzenia. Z drugiej zakupy i bieganie po wszystkich
sklepach szczególnie jak są jakieś promocje. Tego nie lubię
najbardziej, promocji. W jednym kabarecie słyszałam wyjaśnienie
słowa promocja. Jest to oferowanie za połowę ceny czegoś, czego
normalnie nikt by za darmo nie chciał. Niestety większość ludzi
na słowo „promocja” głupieje. Od najmniejszego sklepiku
osiedlowego do wielkich galerii handlowych jest to najbardziej
widoczne słowo na wszystkich wystawach. Ale co zrobić? Jak mus to
mus. W grudniu też trzeba jeść, pić i mieć w co się ubrać. Co
gorsza trzeba było odwiedzić wszystkie w okolicy bo w tym roku
listy do Świętego Mikołaja były dość długie. W sumie piątka
wnuków. Najciekawszy list z listą prezentów napisała Agnieszka.
Spodziewaliśmy się nie wiadomo jakich wymyślnych rzeczy a ona
napisała tylko: Święty Mikołaju w tym roku proszę o coś nowego.
Niech to będzie niespodzianka. Pamiętacie jej „obsesję” na
temat wszystkich zabawek, gier i puzzli na temat serii o krainie
lodu? Pomyślałyśmy z jej mamą, że dobrze byłoby znaleźć coś
nowego właśnie z tej serii. Jednak w żadnym ze sklepów w okolicy
nic takiego nie było. Jedynie co udało nam się spotkać rzeczy,
które miała już w swojej kolekcji. W czasie tych wędrówek
kupiłyśmy prezenty dla pozostałych dzieci. O ile produkty z serii
„I love art” firmy Trefl łatwo było zdobyć to już figurkę
jednorożca i kilku innych zwierzątek o które prosiła Ania już
było trudniej. Przypomniałam sobie sklep internetowy właśnie
firmy Trefl. Tam znalazłam wszystkie zwierzaki. Jakie było moje
zdziwienie gdy podczas przeglądania oferty natrafiłam na „Domino
– kraina lodu” Wiedziałam, że nie ważne ile by kosztowało
trzeba będzie je kupić. W końcu to kraina lodu. Agnieszka na pewno
będzie zadowolona. Po sprawdzeniu ceny jeszcze bardziej się
ucieszyłam bo cena była kilkakrotnie niższa niż się
spodziewałam. Trzeba było widzieć twarz Agnieszki. Takiej
zadowolonej już dawno jej nie widzieliśmy.
piątek, 4 grudnia 2015
Kolejny zestaw
Pamiętacie jak Agnieszka
zniszczyła prezent od wujka Sławka? Zgadza się, zestaw „Craft
Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Wróciła wtedy ze szkoły
strasznie wściekła i rzuciła plecakiem w ścianę ale na jego
drodze stał zamek. Niestety nie dało się go już posklejać więc
chcieliśmy kupić nowy, ale Agnieszka powiedziała, że to już nie
będzie prezent od wujka. Kilka dni później przyniosła do domu
ogromne pudło. Nikt nie wiedział skąd go ma i co to jest.
Wystraszyliśmy się trochę. Mała dziewczynka przynosi prezent do
domu i nie chce powiedzieć od kogo. Jeszcze mówi, że to tajemnica.
Na drugi dzień zadzwonił Sławek i wyjaśnił wszystko. Prezent był
od niego bo zrobiło mu się szkoda Agnieszki gdy spotkał ją w
sklepie i opowiedziała mu co się stało. Ciekawe, gdy my chcieliśmy
kupić nowy to nie chciała, a od wujka przyjęła bez wahania.
Ostatnio wspominałam o sklepie internetowym z zabawkami. Ogromna
ilość towarów sprawia, że można spędzić cały dzień
przeglądając oferty i nie zdecydować się na nic bo wszystko jest
ciekawe. Jednak niektóre rzeczy są ciekawsze od innych. Wczoraj
natrafiłam na coś takiego. Pomyślałam, że skoro Agnieszka tak
bardzo lubi swój zamek to można kupić jeszcze jakiś zestaw do
kolekcji a ponieważ zbliżają się święta to na prezent będzie
jak znalazł. Miałam do wyboru trzy zestawy: „Craft Castle -
Bajkowy Zamek Księżniczki” drugi to „Craft Castle - Zaczarowany
Zamek Zosi” i na koniec „Craft House - Farma Applejack”
Wszystkie zestawy to przestrzenne, tekturowe modele konstrukcyjne do
samodzielnego składania. Widziałam ile radości sprawiło Agnieszce
składanie takiego zestawu. Jakimś sposobem dowiedziała się o
moich zamiarach. Dziś rano chodziła po kuchni dziwnie zdenerwowana.
W końcu zdobyła się na odwagę i powiedziała, że tylko jeden
zamek może stać w jej pokoju i jeśli jeszcze nic nie kupiłam to
nie chce kolejnych zestawów i żebym się nie złościła. Może to
i dobrze bo nietrafiony prezent jest gorszy niż jego brak.
Przynajmniej tak mówią.
czwartek, 3 grudnia 2015
Świąteczne promocje
Chyba nie ma nic gorszego niż chodzenie po dużych sklepach w czasie
świątecznych promocji. A nie. Jest. Chodzenie po takich sklepach z
piątką dzieci z których każde zainteresowane jest czymś innym.
Trzeba mieć oczy i uszy wszędzie. Już raz zdarzyło się, że
zginęła nam wnuczka. Co prawda znalazłyśmy ją, ale ta wizyta w
sklepie sporo nas kosztowała. Siedziała sobie spokojnie przy półce
z puzzlami a na podłodze były otwarte cztery zestawy. Pechowo
wybrała najdroższe z możliwych. Niestety ich promocja nie
obejmowała i trzeba było za nie zapłacić. Lepiej nie powiem ile.
W tym roku oprócz wizyty w tradycyjnych sklepach przeglądałam też
oferty sklepów internetowych. Moją szczególną uwagę przykuła
oferta jednego z nich. Zawsze pisałam, że nie podam adresu bo
byłaby to reklama, ale teraz zrobię wyjątek bo każdy kto chce
kupić jakąś grę lub zabawkę powinien tam zajrzeć.
http://www.trefl.com/ to jest ten
sklep. Już nie raz kupowałam w tym sklepie i jeszcze ani raz się
nie zawiodłam. Mają ogromny wybór wszelkiego rodzaju zabawek, gier
planszowych dla każdej kategorii wiekowej naszych pociech. Podczas
przeglądania oferty szczególnie spodobały mi się trzy rzeczy.
Były to gry towarzyskie. Jak pamiętacie cała nasza rodzina lubi
tego rodzaju rozrywkę, ale z tymi tytułami spotkałam się pierwszy
raz. Dwie z nich „Farma” i „Basen” należą do serii gier
edukacyjnych „Koala mądrala uczy i bawi” W prosty i zabawny
sposób przedstawiają najmłodszym ogólne zasady panujące w tych
miejscach. Trzecia z gier nosi tytuł „Family bingo” i jest
przeznaczona dla starszych dzieci i nie tylko. Zasady są ogólnie
znane: ułożyć cztery żetony na swojej planszy z tą różnicą,
że aby zdobyć żeton trzeba wykonać zadanie wylosowane przez
prowadzącego. Brzmi ciekawie, prawda? Jednak nie tylko mnie
spodobały się te gry. Wszystkie trzy zostały wyróżnione w
konkursie „Świat przyjazny dziecku” organizowanym przez Komitet
ochrony praw dziecka. To chyba też coś znaczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)