środa, 30 grudnia 2015

Co on znów wymyślił

Jak pamiętacie zostaliśmy zaproszeni w góry na święta. Mieliśmy poprowadzić pensjonat. To znaczy Sławek obiecał przyjacielowi, że to on się tym zajmie. Nie mogliśmy pozwolić aby wszystkie obowiązki spadły na niego, więc zaproponowaliśmy pomoc szczególnie, że w ramach podziękowań cała nasza rodzina mogła spędzić ten czas na koszt właścicieli. Okazało się, że są to znajomi Sławka. Znacie ich. To ta sama para, której w młodości pomógł zerwać z przeszłością. Skorzystaliśmy z okazji, nie dlatego że był to wyjazd darmowy. Od dłuższego czasu planowaliśmy coś takiego, ale zawsze coś wypadło. Tym razem pojechaliśmy. Pierwsze zaskoczenie było przy ubieraniu choinki. U nas w domu choinka ma 1,8 metra wysokości i wszyscy uważają, że jest za wysoka a tam miała ponad 3 metry. Wszelkimi sposobami chcieliśmy zająć czymś dzieci ale taka choinka nie mogła się z niczym równać. Okazało się, że oprócz naszej piątki jest tam jeszcze 15 dzieci. Wieczorem pierwszego dnia świąt Sławek nagle musiał wyjechać. Nikt nie wiedział gdzie i dlaczego. Dowiedzieliśmy się na drugi dzień po południu. Wszyscy świętowali na sali balowej. W pewnym momencie usłyszeliśmy kolędę. Za chwilę w drzwiach stanął nie kto inny jak Święty Mikołaj. Wszystkie dzieci stanęły jak wryte. Dorośli wiedzieli, że trochę za późno na mikołaja, ale dzieciom to nie przeszkadzało. Mikołaj podszedł do choinki, przeprosił wszystkich za spóźnienie. Powiedział, że w tym roku nie udało mu się odwiedzić wszystkich dzieci jednego dnia a ponieważ tu są tylko grzeczne dzieci postanowił odwiedzić je specjalnie w święta. Każde dziecko zostało wezwane z imienia i nazwiska i każde dostało od mikołaja podpisany prezent. Nasze wnuki dostały przygotowane przez dziadka zestawy z serii "Sience4you" Najbardziej cieszyła się córka właścicieli Magda. Od mikołaja otrzymała zestaw puzzli z serii o krainie lodu, ostatniego którego brakowało jej do kolekcji. Wtedy zorientowaliśmy się, kto jest tym mikołajem. Tylko jedna osoba miała dostęp do nazwisk wszystkich dzieci. Sławek. To po to wyjechał. Dobrze się przygotował do roli. Dzieci długo nie zapomną tych świąt. Nasze też.

wtorek, 29 grudnia 2015

Niezwykła atmosfera

Po przyjeździe wszyscy przyjęli nas jak przyjaciół i od razu zaoferowali wszelką pomoc we wszystkich sprawach. Zaczęły się przygotowania do wigilii. W pensjonacie było około 50 osób z różnych stron Polski. Każdy z gości zaoferował pomoc, więc w czasie wieczerzy wigilijnej miały być potrawy z każdego regionu. Zabraliśmy się do pracy. Wszyscy mieli co robić. Nam przypadło najprostsze zadanie. Barszcz z uszkami. To znaczy myślałam, że to będzie proste. Przez trzy i pół godziny wraz z dwoma córkami lepiłyśmy uszka. Trzy i pół godziny. Nie jestem jakąś wybitną kucharką, ale wszystkim bardzo smakowały. Jak już pisałam Boże Narodzenie to święta rodzinne. Słowo "rodzinne" może mieć różne znaczenie. W tym przypadku było to około 70 osób. Goście i obsługa. Tak, nie przesłyszeliście się. Do wieczerzy wigilijnej zasiedli wspólnie szefowie, goście i pracownicy. Wszyscy równi i bez podziału na stanowiska. Jedna wielka, szczęśliwa rodzina. Po wieczerzy zaczęły się przygotowania do pasterki. Zapomniałam wspomnieć o bardzo ważnej rzeczy, choince. Na ogromnej sali balowej stało drzewko, które miało ponad trzy metry wysokości. W pensjonacie organizowane są też wesela, komunie i wszelkie możliwe imprezy więc sala jest bardzo potrzebna a w święta jest to idealne miejsce. Obsługa pomyślała też o gościach. W każdym pokoju była mała choinka. Zaraz po naszym przyjeździe dostarczona została owa choinka trzeba ją było przystroić. Wszystkie bombki, lampki i łańcuchy czekały na sali. Postanowiliśmy, że zajmiemy się tym na drugi dzień. Trzeba było coś wymyślić aby dzieci nam w tym nie przeszkadzały. Gry planszowe "5 sekund junior" i "Chińczyk – kraina lodu" miały załatwić sprawę. Niestety policzyliśmy tylko nasze zapominając o gościach. W sumie było 15 młodych ludzi, których nic nie mogło oderwać od ubierania choinki. Nie było wyjścia. Wieczorem pierwszego dnia świąt Sławek powiedział, że rano musi wyjechać w bardzo ważnej sprawie, ale wróci jak najszybciej jak się da. Ciekawe co wymyślił.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Boże Narodzenie

Boże Narodzenie to święta rodzinne. Tylko że słowo rodzina wcale nie musi odnosić się tylko do najbliższych. Opowiadałam Wam już trochę o przeszłości Sławka. Teraz opowiem troszkę więcej bo myślę, że jest to warte wzmianki szczególnie w święta. Jak wiecie Sławek przez pewien czas przebywał w zakładzie karnym. Jeden głupi błąd w młodości. Środowisko w którym się obracał też nie należało do najuczciwszych. Jednak pewnego dnia wszystko w jego życiu się zmieniło. Do grona jego "przyjaciół" dołączyła dwójka nastolatków. Ich życie było jeszcze bardziej trudne niż jego. Od najmłodszych lat wkoło nich był tylko alkohol i narkotyki. Od tego czasu Sławek robił wszystko aby ich z tego bagna wyciągnąć. Zajęło mu to długi czas, ale w końcu się udało. Nawet więcej. Po roku został zaproszony na ślub właśnie tej pary. Pamiętacie gdy po wyjściu na wolność Sławek został zaproszony do nas aby go przedstawić dzieciom. Jakiś czas później przyszedł z propozycją spędzenia świąt w pensjonacie w górach. Gdzie jest haczyk, zapytacie. Był tylko jeden. W ramach zapłaty trzeba było poprowadzić całą firmę podczas nieobecności właścicieli. Okazała się nimi owa para, która po ślubie wybudowała to miejsce. Od tamtej pory wiodło im się całkiem nieźle. Jak tu było się nie zgodzić. W dniu wyjazdu najdziwniej zachowywał się dziadek. Oprócz walizki zapakował do auta dziwne pudło. Nie można było do niego podejść bo dziadek od razu krzyczał. Tylko jednej osobie powiedział co jest w środku. Córce, która od razu powiedziała mnie. Pamiętacie jak dziadek schował prezenty i nie znalazł ich na czas? Teraz mu się udało i postanowił dać je pod choinkę. Były to zestawy "Układanki – puzzlopianki Fisher Price" i zestawy "Science4you" Przez całą drogę zastanawialiśmy się co nas tam czeka. Jak zostaniemy przyjęci jako nowi szefowie. Jak się okazało na miejscu wszyscy wiedzieli o tej sytuacji i jak tylko przyjechaliśmy przywitali nas jak starych dobrych przyjaciół a nie jak pracodawców. Ale o tym następnym razem.





środa, 23 grudnia 2015

Ferie świąteczne

 23 grudnia, środa. Prawie wszystkie szkoły dziś zaczynają ferie świąteczne. Dlaczego prawie? Można powiedzieć, że w naszej szkole rozpoczęły się one już 4 dni temu. Sprawka naszego dyrektora. Na poniedziałek i wtorek dla wszystkich dzieci zorganizował prezentację. Temat: Najlepszy prezent pod choinkę. Ponieważ nawet sala gimnastyczna okazała się za mała, za sprawą sołtysa Gminny ośrodek kultury udostępnił dużo większą halę sportową w tutejszym domu kultury. Zostało zaproszonych kilku przedstawicieli różnych firm produkujących zabawki, słodycze a nawet przybory szkolne. Jednak największe emocje budził zaproszony gość specjalny. Jak to określił dyrektor „znawca tematu” Kim był ów tajemniczy człowiek wiedział tylko on. We wtorek wszystko się wyjaśniło. Pamiętacie wycieczkę starszych klas do Warszawy? Wtedy dla młodszych dzieci zorganizowano wycieczkę – niespodziankę. Celem tej wycieczki był stary zamek. Jak się później okazało właścicielem był przyjaciel dyrektora, który gdy usłyszał o tej niesprawiedliwości (mam na myśli wycieczkę do Warszawy) sam zorganizował ten wyjazd. Jeszcze większym zaskoczeniem był fakt, że jest on również kolekcjonerem zabawek. Miał w swojej kolekcji przedmioty nawet z początku wieku i starsze. To właśnie on był tym tajemniczym gościem. Prezentacje zaczęły się już w poniedziałek rano. Nie mogło zabraknąć przedstawiciela naszej rodzimej fabryki zabawek. Jak można było się spodziewać ten temat budził największe zainteresowanie nie tylko maluchów ale i starszych dzieci, które też zostały zaproszone. Szczególnym zainteresowaniem cieszył się zegarek – zabawka „ VTech - Kidizoom Smart Watch” i zabawka edukacyjna „ABC Smartfonik” Widać, że nasze dzieci idą z duchem czasu choć gry planszowe i puzzle też zaciekawiły większą część słuchaczy. Jednak nic nie mogło się równać z opowieściami na temat zabawek przedstawionymi przez naszego tajemniczego gościa. Jako przykład przywiózł bliżej nie określony przedmiot. Agnieszka opisała go tak: to coś przypominało ufo i po naciśnięciu od góry zaczynał0 się obracać. Zaczęliśmy się śmiać. Syn na chwilę wyszedł z pokoju i po chwili przyniósł ów tajemniczy przedmiot. Jak się domyślacie był to blaszany bączek, który leżał na strychu przez wiele, wiele lat. Taka pamiątka.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Świetna skrytka

Chyba nie pomylę się jak powiem, że 6 grudnia to jeden z najważniejszych dni w roku dla wszystkich dzieci. Może nawet ważniejszy niż Dzień dziecka czy urodziny. Jednak najbardziej cieszą się właściciele sklepów z zabawkami. Ale ja nie o tym. Pamiętacie jak dziadek szukał najlepszej skrytki na kupione przez siebie prezenty? Dla chłopców model stadionu a dla dziewczynek zestaw „Craft Castle - Bajkowy Zamek Księżniczki” Jak schował to wszystko pod łóżkiem i jak dzieci szybko znalazły dziadkową kryjówkę? Na pewno. Trochę się zdziwiliśmy gdy dziadek piątce dzieci dał tylko dwa zestawy i powiedział, że tak będzie sprawiedliwie. Jeden wspólny prezent dla chłopców i jeden dla dziewczynek żeby było sprawiedliwie. Całe szczęście, że każdy z nas osobno kupił prezenty, więc każde z dzieci coś dostało tylko dla siebie. Pytaliśmy dlaczego tak zrobił. Na początku nie chciał powiedzieć, ale w końcu udało się wyciągnąć z niego całą prawdę. Okazało się, że kupił prezenty dla każdego dziecka a stadion i zamek to był dodatek. Dla trójki starszych przygotował zestawy z serii „Science4you” a dla bliźniaków „Układanki – puzzlopianki Fisher Price” Tak dla wyjaśnienia. Puzzlo-pianki to duże, miękkie, kolorowe puzzle, z których można budować figury przestrzenne. Oczywiście wszystko to kupił w naszym ulubionym sklepie internetowym firmy Trefl. Niestety paczka którą przywiózł kurier była na tyle duża, że nie dało się jej schować w całości, więc trzeba było ją otworzyć i wszystko pochować w różnych miejscach. Dziadek zrobił się trochę czerwony. Wystraszyliśmy się trochę, ale on mówił dalej. Dzieci znalazły te prezenty, które schował pod łóżkiem dużo wcześniej, gdy tylko zapytał co chcą dostać. Resztę miały otrzymać dopiero 6 grudnia. Niestety nie udało mu się ich wszystkich znaleźć. Skrytki okazały się na tyle dobre, że nawet on nie wiedział gdzie są. Po prostu zapomniał. Mamy nadzieję, że podczas porządków znajdziemy wszystkie zestawy. Jedynym plusem tej sytuacji jest to, że nie będzie musiał nic kupować na gwiazdkę. Pod warunkiem odnalezienia zguby.

piątek, 18 grudnia 2015

Pierwsza nagroda

 O tym, że Agnieszka zaprosiła do nas całą klasę w związku z prezentacją ulubionej zabawki to już wiecie. Niezwykłym zbiegiem okoliczności dzień wcześniej cała nasza rodzina wybrała się na zakupy do jednego z dużych sklepów, więc byłam przygotowana na taką wizytę. Zrobiło się z tego małe przyjęcie. Gdy Agnieszka pokazywała wszystkim swój zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” jeden z nauczycieli przypomniał jej o obiecanej historii zamku. Zaczęła od tego, że jest to drugi zestaw. Pierwszy został zniszczony i to aż dwa razy. Po pierwszym dało się go jeszcze naprawić choć wymagało to dużo pracy w czym pomagały jej koleżanki. Po drugim razie już nic nie dało się zrobić. Wszyscy pytali dlaczego jest on taki ważny, że nie wyrzuciła go od razu po pierwszym zniszczeniu i nie kupiła nowego. Wyjaśniła, że to był prezent od wujka gdy pierwszy raz go poznała. Pokazywany zestaw też jest prezentem. Wujek kupił go gdy dowiedział się o zniszczeniu tamtego. Każdy z gości był zachwycony tą historią. W szkole Agnieszka dostała pierwszą nagrodę za, jak to określili nauczyciele, nowatorskie podejście do tematu. A tłumacząc na język polski za to że jej historia zaciekawiła wszystkich. Opowiadała ją jeszcze raz tylko teraz przed całą szkołą. Wszyscy byli zgodni. Pierwsza nagroda słusznie trafiła w ręce Agnieszki. Pamiętacie nowego ucznia, który przyszedł do klasy Agnieszki? Tego, który pochodzi z bardzo bogatej rodziny. Kilka dni po naszym „przyjęciu” cała klasa została zaproszona do jego domu na prezentację serii zestawów puzzli przestrzennych przedstawiających modele stadionów. Jeden z nich przedstawił na konkursie w szkole. Był to zestaw „Model stadionu Camp Nou (Fc Barcelona)” Uczniowie nie bardzo mieli ochotę iść na taką prezentację. Wszyscy pamiętali przyjęcie urodzinowe jakie zorganizowali rodzice chłopca. Niestety tym razem było tak samo. Wszystko zostało przygotowane jakby mieli się pojawić nie uczniowie, ale jacyś prezydenci czy inni równie ważni goście. I znowu na drugi dzień zawstydzony kolega przepraszał wszystkich. Usłyszał tylko, że nie musi przepraszać i że niektórzy rodzice już tacy są. Nic na to nie poradzi.

środa, 16 grudnia 2015

Przeszła samą siebie

 Zapewne pamiętacie, że nasza Agnieszka miała zawsze „ciekawe” pomysły. Myśleliśmy, że najlepszym z nich było zostanie szefem kuchni w jakiejś znanej restauracji. Wszystko wydarzyło się podczas wakacyjnego wyjazdu na kolonię nad morze. Cały pobyt był zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach. Niestety organizatorzy nie przewidzieli deszczu. Na wysokości zadania stanął wtedy jeden z szefów kuchni z restauracji obsługującej cały ośrodek w którym grupa była zakwaterowana. Wpadł na pomysł, aby zorganizować warsztaty kulinarne dla wszystkich chętnych. Pomysł bardzo się spodobał nie tylko organizatorom ale przede wszystkim dzieciom. Właśnie po tej kolonii Agnieszka oznajmiła, że zawód kucharza to jej powołanie i w przyszłości chce zostać szefem kuchni. Niestety byliśmy w błędzie. Ostatnio wymyśliła coś lepszego. Nie były to jakieś plany na przyszłość, ale wszyscy domownicy byli równie zaskoczeni. Niedawno przyniosła ze szkoły wiadomości, że cały jeden dzień będzie przeznaczony na prezentację swojej ulubionej zabawki. Zaraz na początku dyrektor zaznaczył, że ma to być coś na miarę kategorii wiekowej. Żeby nie przynieść do szkoły jakiegoś misia. Jak wszyscy wiecie ulubioną zabawką Agnieszki jest zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” ale przez jego rozmiary nie mogła go zabrać do szkoły. Jeden z uczniów przyniósł podobny zestaw, ale był jeszcze w pudełku więc jemu się udało szczególnie, że mieszka niedaleko. Opowiadał, że jest to seria puzzli przestrzennych przedstawiających stadiony najbardziej znanych drużyn piłkarskich z całej Europy. Jego pierwszym zestawem jest „Model stadionu Camp Nou klubu Fc Barcelona” Ze względu na wymiary pokazuje tylko pudełko bo złożony model stoi u niego na biurku. Gdy nauczyciel zapytał Agnieszkę gdzie ma swoją ulubioną zabawkę zgodnie z prawdą powiedziała, że to podobny zestaw ale ponieważ ma go od dawna nie mogła przynieść nawet pudełka. Jeśli koniecznie musi pokazać to zaprasza wszystkich do domu. Zapewniła, że historia zestawu jest warta tej wycieczki. I tak cała klasa wraz z nauczycielami pojawiła się przed drzwiami. Na szczęście u mnie w domu zawsze jest posprzątane. Ten pomysł był chyba najbardziej zwariowany jaki mogła wymyślić Agnieszka. Przynajmniej na razie.  

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Egzamin

 Jak to jest, że większość zdających na prawo jazdy podchodzi do egzaminu jakby od niego zależało życie. Najgorzej jest w dniu egzaminu. Niektórzy nawet biorą coś na uspokojenie. Jedną z takich osób jest moja najmłodsza córka. Na szczęście udało mi się odwieść ją od tego zamiaru. Tydzień przed egzaminem zaczęła się naprawdę przejmować i nawet chciała zrezygnować bo nagle uświadomiła sobie, że nic nie wie o przepisach a o prowadzeniu auta jeszcze mniej. To są jej słowa. Cała rodzina zaczęła ją pocieszać i przekonywać do zmiany decyzji. Nic nie pomagało. Dopiero gdy dziadek powiedział, że jak nie spróbuje to się nie przekona postanowiła spróbować. Jak to mówią: grunt to dobra motywacja. W dzień egzaminu wszyscy chodzili jak na szpilkach. Nasz ośrodek egzaminacyjny nie należy do największych więc wyniki są znane kilka dni później. Okazało się, że testy zdała bezbłędnie. Trzeba było to uczcić. Dla żartu kupiliśmy jej dwa zestawy puzzli „Auta 2” i „Auta 2 – kolor puzzle” Po ułożeniu powstaje obrazek z bohaterami filmu. Dwa szeroko uśmiechnięte samochody. Mimo że córka ma 25 lat bardzo spodobał jej się ten żart. Skomentowała to jednym zdaniem „mam nadzieję, że będę tak wyglądać po egzaminie praktycznym” Kilka dni później pojechała. Niestety za pierwszym razem nie udało się. Znów chciała zrezygnować i znów dziadek „coś” jej powiedział. Nie chcieli powiedzieć co. Na drugi dzień pojechała ustalić następny termin. Miała dwa tygodnie na przygotowania. Później dowiedzieliśmy się co takiego wymyślił dziadek, że córka zmieniła zdanie. Codziennie razem znikali na kilka godzin i codziennie córka wracała bardziej zadowolona. Dziadek miał inne nastawienie. Przez kilka pierwszych dni przychodził do domu blady jak ściana. Gdy córki nie było w domu wyjaśnił dlaczego. W tym czasie gdy ich nie było dziadek uczył ją jeździć naszym samochodem. Powiedział, że to jego najgłupszy pomysł i już wie dlaczego oblała egzamin. Ale obiecał. Z każdym dniem było lepiej. Akurat tak się składa, że gdy piszę te słowa córka właśnie zdaje swój kolejny egzamin. Zobaczymy jakim nauczycielem jest dziadek.

czwartek, 10 grudnia 2015

Nic się nie nauczył

 Zapewne wielu z Was pamięta opisywaną przeze mnie sytuację gdy w zeszłym roku dziadek schował prezenty do szafki. Oczywiście dzieci szybko je znalazły a dziadek musiał postarać się o nowe. Od tamtej pory wiedział, że albo kupuje się prezent tuż przed okazją do jego wręczenia, albo trzeba znaleźć lepszą skrytkę niż szafa. Od tamtej pory szukał odpowiedniego miejsca na najlepszą. Ponieważ wnucząt mamy aż piątkę, a może tylko piątkę zależy od podejścia okazji do kupowania prezentów jest trochę to dziadek po zeszłorocznej wpadce nic się nie nauczył. Za każdym razem solenizant znajdował swój prezent dużo wcześniej. Dziadek zawsze pytał co dziecko chciało by z okazji swojego święta. Ta był jego pierwszy błąd. Drugim było chowanie prezentu w miejscach gdzie dzieci łatwo mogły je znaleźć. Raz jego skrytką była szafka prawie pod samym sufitem. Wydawało by się, że nikt tam nie zajrzy bo jest za wysoko. Ale i w tym przypadku dzieci okazały się dobrymi detektywami. Trochę przypadkiem, ale i tak się udało. Trafiło się, że cała piątka była u nas. W owej szafce trzymaliśmy wszelkiego rodzaju sprzęt sportowy. Dzieci chciały pograć w piłkę więc dziadek im ją dostał. Niestety gdy schodził z drabiny z szafki wypadło pudełko puzzli „Alpy Bawarskie, Niemcy” firmy Trefl. Okazało się, że to właśnie był prezent dla jednego z nich. W tym roku znów dziadka prześladował pech. W nie raz chwalonym sklepie internetowym zakupił „Model stadionu Juve (Juventus F. C.) Jest to zestaw przestrzennych puzzli, które po złożeniu tworzą model stadionu. Trochę przypomina tak uwielbiany przez Agnieszkę „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Jednak przez rozmiary pudełka 325x240x210 mm nie za bardzo miał gdzie go schować. Pod łóżkiem wydawało się dobrym miejscem. Niestety zapytał dzieci co chciałyby dostać. To był dla nich znak do rozpoczęcia poszukiwań. Zgadnijcie, gdzie szukały najpierw? Tak jest. Pod łóżkiem. W samą porę zauważył to dziadek i zanim dzieci otworzyły pudło powiedział, że tym razem będzie to niespodzianka i żeby zaczekały. Na szczęście zawinął go w jakąś szmatę i nie było widać co jest w środku.

wtorek, 8 grudnia 2015

Zawiedzione dzieci

 Już wspominałam, jak dzieci cieszyły się z otrzymanych prezentów. Szczególnie Agnieszka gdy otrzymała od nas „Domino – kraina lodu” firmy Trefl. Na początku grudnia zaplanowaliśmy małe przyjęcie z okazji mikołajek co bardzo ucieszyło dzieci. 5 grudnia przybyli prawie wszyscy. Jak myślicie, kogo zabrakło? Oczywiście Sławka. Od razu uznałyśmy z córką, że na pewno w coś się wpakował i będą z tego tylko kłopoty. Jak zwykle zresztą. Wszystkie dzieci zaraz po otrzymaniu prezentów od razu je otworzyły i jak było widać bardzo im się spodobały. Jednak wszyscy zauważyli, że z dziećmi jest coś nie tak. Nikt nie wiedział co. Rozglądały się cały czas jakby kogoś szukały. Chcieliśmy się dowiedzieć co się dzieje, ale nic nie powiedziały. Wieczorem wszyscy się rozeszli a dzieci były coraz smutniejsze. Zaczęłam się dopytywać i w końcu się udało. Najpierw poszeptały między sobą a potem spytały dlaczego nie było wujka Sławka. Powiedziałam, że nie mógł przyjść. No co, musiałam coś wymyślić. Nie powiem im przecież, że nie został zaproszony. W niedzielę wieczorem wszystkie wnuki wpadły do kuchni z wrzaskiem jakby się coś stało. Strasznie się wystraszyłam, ale dzieci wyjaśniły, że właśnie dzwonił wujek. Nie wiem czemu powiedziały, że mnie nie ma. Miał zadzwonić wieczorem i zadzwonił. Chodziło o prezenty dla dzieci. Niestety nie zdążył ich kupić i chciał zabrać całą piątkę na zakupy. W jednym ze sklepów widział serię puzzli o dinozaurach „Dinozaury – puzzle 4 w 1” i „Dobry dinozaur – puzzle 4 w 1” ale nie wiedział czy dzieciom się spodoba i przed zakupem chciałby im ją pokazać. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy miała związek z pieniędzmi. Sławek jakby wiedział o czym myślę od razu powiedział, że o pieniądze nie muszę się martwić bo niedawno dostał uczciwą pracę. Specjalnie podkreślił, że uczciwą. W sumie to mu się nie dziwię. Pamiętacie sprawę z paragonem? Z naszymi oskarżeniami wtedy chyba trochę przesadziłyśmy. Nawet więcej niż trochę.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Promocja, promocja i jeszcze raz promocja

 Grudzień to ciekawy miesiąc. Z jednej strony święta, spotkania z rodziną i życzenia. Z drugiej zakupy i bieganie po wszystkich sklepach szczególnie jak są jakieś promocje. Tego nie lubię najbardziej, promocji. W jednym kabarecie słyszałam wyjaśnienie słowa promocja. Jest to oferowanie za połowę ceny czegoś, czego normalnie nikt by za darmo nie chciał. Niestety większość ludzi na słowo „promocja” głupieje. Od najmniejszego sklepiku osiedlowego do wielkich galerii handlowych jest to najbardziej widoczne słowo na wszystkich wystawach. Ale co zrobić? Jak mus to mus. W grudniu też trzeba jeść, pić i mieć w co się ubrać. Co gorsza trzeba było odwiedzić wszystkie w okolicy bo w tym roku listy do Świętego Mikołaja były dość długie. W sumie piątka wnuków. Najciekawszy list z listą prezentów napisała Agnieszka. Spodziewaliśmy się nie wiadomo jakich wymyślnych rzeczy a ona napisała tylko: Święty Mikołaju w tym roku proszę o coś nowego. Niech to będzie niespodzianka. Pamiętacie jej „obsesję” na temat wszystkich zabawek, gier i puzzli na temat serii o krainie lodu? Pomyślałyśmy z jej mamą, że dobrze byłoby znaleźć coś nowego właśnie z tej serii. Jednak w żadnym ze sklepów w okolicy nic takiego nie było. Jedynie co udało nam się spotkać rzeczy, które miała już w swojej kolekcji. W czasie tych wędrówek kupiłyśmy prezenty dla pozostałych dzieci. O ile produkty z serii „I love art” firmy Trefl łatwo było zdobyć to już figurkę jednorożca i kilku innych zwierzątek o które prosiła Ania już było trudniej. Przypomniałam sobie sklep internetowy właśnie firmy Trefl. Tam znalazłam wszystkie zwierzaki. Jakie było moje zdziwienie gdy podczas przeglądania oferty natrafiłam na „Domino – kraina lodu” Wiedziałam, że nie ważne ile by kosztowało trzeba będzie je kupić. W końcu to kraina lodu. Agnieszka na pewno będzie zadowolona. Po sprawdzeniu ceny jeszcze bardziej się ucieszyłam bo cena była kilkakrotnie niższa niż się spodziewałam. Trzeba było widzieć twarz Agnieszki. Takiej zadowolonej już dawno jej nie widzieliśmy.

piątek, 4 grudnia 2015

Kolejny zestaw

Pamiętacie jak Agnieszka zniszczyła prezent od wujka Sławka? Zgadza się, zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Wróciła wtedy ze szkoły strasznie wściekła i rzuciła plecakiem w ścianę ale na jego drodze stał zamek. Niestety nie dało się go już posklejać więc chcieliśmy kupić nowy, ale Agnieszka powiedziała, że to już nie będzie prezent od wujka. Kilka dni później przyniosła do domu ogromne pudło. Nikt nie wiedział skąd go ma i co to jest. Wystraszyliśmy się trochę. Mała dziewczynka przynosi prezent do domu i nie chce powiedzieć od kogo. Jeszcze mówi, że to tajemnica. Na drugi dzień zadzwonił Sławek i wyjaśnił wszystko. Prezent był od niego bo zrobiło mu się szkoda Agnieszki gdy spotkał ją w sklepie i opowiedziała mu co się stało. Ciekawe, gdy my chcieliśmy kupić nowy to nie chciała, a od wujka przyjęła bez wahania. Ostatnio wspominałam o sklepie internetowym z zabawkami. Ogromna ilość towarów sprawia, że można spędzić cały dzień przeglądając oferty i nie zdecydować się na nic bo wszystko jest ciekawe. Jednak niektóre rzeczy są ciekawsze od innych. Wczoraj natrafiłam na coś takiego. Pomyślałam, że skoro Agnieszka tak bardzo lubi swój zamek to można kupić jeszcze jakiś zestaw do kolekcji a ponieważ zbliżają się święta to na prezent będzie jak znalazł. Miałam do wyboru trzy zestawy: „Craft Castle - Bajkowy Zamek Księżniczki” drugi to „Craft Castle - Zaczarowany Zamek Zosi” i na koniec „Craft House - Farma Applejack” Wszystkie zestawy to przestrzenne, tekturowe modele konstrukcyjne do samodzielnego składania. Widziałam ile radości sprawiło Agnieszce składanie takiego zestawu. Jakimś sposobem dowiedziała się o moich zamiarach. Dziś rano chodziła po kuchni dziwnie zdenerwowana. W końcu zdobyła się na odwagę i powiedziała, że tylko jeden zamek może stać w jej pokoju i jeśli jeszcze nic nie kupiłam to nie chce kolejnych zestawów i żebym się nie złościła. Może to i dobrze bo nietrafiony prezent jest gorszy niż jego brak. Przynajmniej tak mówią. 








czwartek, 3 grudnia 2015

Świąteczne promocje

 Chyba nie ma nic gorszego niż chodzenie po dużych sklepach w czasie świątecznych promocji. A nie. Jest. Chodzenie po takich sklepach z piątką dzieci z których każde zainteresowane jest czymś innym. Trzeba mieć oczy i uszy wszędzie. Już raz zdarzyło się, że zginęła nam wnuczka. Co prawda znalazłyśmy ją, ale ta wizyta w sklepie sporo nas kosztowała. Siedziała sobie spokojnie przy półce z puzzlami a na podłodze były otwarte cztery zestawy. Pechowo wybrała najdroższe z możliwych. Niestety ich promocja nie obejmowała i trzeba było za nie zapłacić. Lepiej nie powiem ile. W tym roku oprócz wizyty w tradycyjnych sklepach przeglądałam też oferty sklepów internetowych. Moją szczególną uwagę przykuła oferta jednego z nich. Zawsze pisałam, że nie podam adresu bo byłaby to reklama, ale teraz zrobię wyjątek bo każdy kto chce kupić jakąś grę lub zabawkę powinien tam zajrzeć. http://www.trefl.com/ to jest ten sklep. Już nie raz kupowałam w tym sklepie i jeszcze ani raz się nie zawiodłam. Mają ogromny wybór wszelkiego rodzaju zabawek, gier planszowych dla każdej kategorii wiekowej naszych pociech. Podczas przeglądania oferty szczególnie spodobały mi się trzy rzeczy. Były to gry towarzyskie. Jak pamiętacie cała nasza rodzina lubi tego rodzaju rozrywkę, ale z tymi tytułami spotkałam się pierwszy raz. Dwie z nich „Farma” i „Basen” należą do serii gier edukacyjnych „Koala mądrala uczy i bawi” W prosty i zabawny sposób przedstawiają najmłodszym ogólne zasady panujące w tych miejscach. Trzecia z gier nosi tytuł „Family bingo” i jest przeznaczona dla starszych dzieci i nie tylko. Zasady są ogólnie znane: ułożyć cztery żetony na swojej planszy z tą różnicą, że aby zdobyć żeton trzeba wykonać zadanie wylosowane przez prowadzącego. Brzmi ciekawie, prawda? Jednak nie tylko mnie spodobały się te gry. Wszystkie trzy zostały wyróżnione w konkursie „Świat przyjazny dziecku” organizowanym przez Komitet ochrony praw dziecka. To chyba też coś znaczy.