Jesień. Wiele firm zmienia swoją ofertę albo dodaje nowe usługi.
Zazwyczaj jest to porządkowanie posesji. Niektórzy co rok
korzystają z takich rozwiązań. W zeszłym roku dałam się namówić
na skorzystanie z oferty jednej z najlepszych firm w okolicy. Na co
dzień zajmują się sprzątaniem mieszkań i biur. O tej porze roku
rozszerzają swoją ofertę dzięki czemu zatrudnienie znajduje
kilka dodatkowych osób. Któregoś dnia wybrałyśmy się z
koleżanką do siedziby firmy, umówiłyśmy się na konkretny dzień
i oczywiście zostawiłyśmy zaliczkę. Całe sprzątanie okazało
się wielką katastrofą a do tego trochę kosztowną. Od samego rana
czekaliśmy z mężem na ekipę sprzątającą. Dzieci poszły do
szkoły, więc mieliśmy trochę spokoju. Po dwóch godzinach wróciły
do domu. Jakaś nauczycielka zachorowała i wszyscy zostali zwolnieni
wcześniej. Parę minut po 12 przyjechała ekipa sprzątająca.
Ponieważ od koleżanki dowiedziałam się, że u niej pracownicy
pojawili się po południu, postanowiliśmy z mężem zabezpieczyć
się przed pomocą dzieci. Wiadomo jak wygląda taka pomoc. Dzień
wcześniej wybraliśmy się na zakupy. Aby było czym zająć uwagę
naszych kochanych wnuków kupiliśmy gry z serii „Mały odkrywca
idzie do szkoły” Tak się złożyło, że chora nauczycielka
uczyła przyrody, więc nasz wybór padł na zestawy „Ekologia” i
„Prehistoria i dinozaury” Z początku działało. Po godzinie
dzieci uznały, że lepszą zabawą będzie pomoc w sprzątaniu
ogrodu. Na koniec dnia okazało się, że zginęła dmuchawa do liści
i kilka mniejszych narzędzi ale równie cennych. Cała wina spadła
na dzieci, które zapewniały o swojej niewinności. Pracownicy
powiadomili swoich szefów, a oni policję. Zanim pojawili się
funkcjonariusze ustaliliśmy, że pokryjemy koszt urządzeń. Rzadko
się zdarza, że przyjazd policji wybawi kogoś z kłopotów.
Zazwyczaj jest odwrotnie. Jednak nam się udało. Po ich przyjeździe
dowiedzieliśmy się, że w okolicy grasuje szajka złodziei
specjalizująca się w kradzieżach tego typu sprzętu. Spisaliśmy
zeznania i wszyscy rozeszli się do domów. Na drugi dzień
dostaliśmy telefon, że złodzieje zostali złapani i wszystkie
urządzenia zostały odzyskane. W tym roku sprzątam sama.
piątek, 28 października 2016
środa, 26 października 2016
Bramkarz zamiast talerza
Można by zacząć tak: dawno temu i bardzo daleko. Zaczyna się jak
niejedna bajka. Prawda? Niestety wydarzenia, które chcę Wam opisać
nie działy się ani dawno temu, ani bardzo daleko, ani tym bardziej
nie jest to bajka. Ale od początku. Jakieś dwa lata temu do domu
obok wprowadziła się czteroosobowa rodzina.
Rodzice i dwójka dzieci. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby
nie fakt, że ten dom od wielu lat stał pusty. Po okolicy krążyły
nawet plotki, że tam straszy. Taka bajka dla turystów. Wszyscy
wiedzieli, że było to miejsce gdzie określone grupy ludzi mogły
wypić jakieś wino czy piwo. Bardzo długo nie było nabywcy, choć
cena była bardzo niska jak na tak piękny dom. Nowi właścicieli
nie uwierzyli w naszą legendę i jak się później okazało, mieli
rację. Żadnych duchów. Niestety tu kończy się szczęśliwe życie
naszych bohaterów. Kilka miesięcy po zamieszkaniu w nowym domu
zmarł mąż właścicielki, pani Anny. Nie tylko rodzina bardzo to
przeżyła bo pan Adam brał czynny udział w życiu całej
miejscowości. Był radnym i zawsze starał się robić wszystko,
żeby u nas żyło się lepiej. Po jego śmierci zaczęły się
kłopoty pani Anny. Jej synowie nie poradzili sobie ze śmiercią
ojca i okazywali to przez demolowanie całego domu. Gdy pani Anna
była z nimi wszystko było w porządku. Wszystko zaczynało się gdy
wychodziła do pracy. Nie pomagała terapia. Jedyną rzeczą, która
ich uspokajała były puzzle. Ułożenie ostatnio zakupionego
zestawu firmy Trefl „Dachy Jerozolimy” Kiedy czasem musieli
rozładować emocje cała ich złość zamiast na garnki i talerze
kierowana była na kupiony specjalnie do tego celu zestaw „Kapsle –
hokej” Może nie jest to gra przeznaczona do rozładowywania
agresji, ale chyba lepiej zniszczyć parę krążków i kilku
bramkarzy niż kolejny zestaw naczyń. Po pewnym czasie chłopcy
zaczęli częściej wychodzić z domu, a nawet lepiej się uczyć.
Nie ważne co przyczyniło się do takiej zmiany, ważne że się
udało.
poniedziałek, 24 października 2016
Pamiętaj jak to jest być dzieckiem
W naszej miejscowości są trzy rodzaje ludzi. Tacy, z którymi
zawsze można porozmawiać, odpowiadają na pozdrowienia i tacy od
których lepiej trzymać się z daleka. Na każde słowo wybuchają
gniewem, nigdy nie odpowiadają na pozdrowienia i zawsze chodzą
wściekli na cały świat. Trzecią grupą są ludzie zawsze
uśmiechnięci, pozytywnie nastawieni do życia i mający dobry humor
bez względu na okoliczności. Do nich właśnie należy córka
jednej z moich koleżanek, Dorota. Ostatnio obchodziła osiemnaste
urodziny więc rodzice wyprawili jej uroczyste przyjęcie. Zaproszono
wszystkich znajomych jednak jej rówieśnicy postanowili zorganizować
imprezę na własną rękę. Przyjęcie – niespodziankę. Bardzo
pilnie strzegli tej tajemnicy, ale jak to z niespodziankami bywa,
szczególnie gdy wie o niej za dużo osób, szybko się wydała.
Jeden z kolegów Doroty podczas jakiejś uroczystości podzielił się
z nią owym sekretem. Najgorsze było to, że nawet o tym nie
pamiętał. Wtedy Dorota dowiedziała się, jaki prezent został dla
niej przygotowany. Było to ogromne pudło w którym było mniejsze
potem jeszcze mniejsze i tak dalej. W końcu w najmniejszym,
drewnianym pudełku była talia kart do gry w piotrusia z serii
„Gdzie jest Dory?” Do pudełka była dołączona kartka z
życzeniami: Obyś nigdy nie zapomniała jak to jest być dzieckiem.
Oczywiście w trakcie imprezy było wielkie zaskoczenie z takiego
prezentu. Ponieważ Dorota bardzo lubi takie psikusy w ramach zemsty
zaplanowała specjalną niespodziankę. W porozumieniu z właścicielem
klubu przygotowała specjalną salę na którą przeniosła się cała
impreza zaraz po zjedzeniu tortu i wypiciu szampana. Nikt się nie
spodziewał czegoś takiego. Na początku Dorota oznajmiła, że
nigdy nie zapomniała jak to jest być dzieckiem i ma na to dowód. W
przygotowanej sali rozstawione były stoliki na których rozłożone
były gry planszowe z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły”
Obowiązkiem każdego uczestnika imprezy miała być jedna rozgrywka
w wybrany zestaw. Wyszło na jaw, że jeden z kolegów zdradził
pomysł na prezent i takim sposobem Dorota mogła przygotować
obowiązkową rozgrywkę tak w ramach rewanżu za prezent.
piątek, 21 października 2016
Awaria prądu
Kolejne przyjęcie urodzinowe na które trzeba było iść. I kolejne
organizowane przez zawodowców. Niestety z doświadczenia wiem, że
im bardziej profesjonalna firma, tym większe szanse na to, że
przyjęcie się nie uda. Nie raz już opisywałam taką uroczystość.
Plan dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Jedna mała rzecz
i całe przyjęcie się sypie. Ale to co się stało na ostatnim,
przebija wszystkie wpadki jakie do tej pory widziałam. Ale od
początku. Urodziny obchodziła jedna z koleżanek Agnieszki. Do tej
pory wszystkie przyjęcia organizowała rodzina. Jednak w tym roku
rodzice postanowili powierzyć to zadanie firmie zajmującej się
takimi rzeczami. Wszyscy odradzali takie rozwiązanie, ale jak ktoś
się uprze to nie ma rady. Przygotowania trwały trzy dni. Co chwila
pod dom solenizantki podjeżdżały różne samochody z całym
wyposażeniem. Namioty, nagłośnienie a nawet meble ogrodowe. Dzień
przyjęcia. Po dotarciu na miejsce okazało się, że wszystko
wygląda dokładnie tak jak na wszystkich innych przyjęciach
organizowanych przez ową firmę. Na kilku z nich byłam. Osobny
namiot na prezenty wypełniony prawie po brzegi, kolor mebli był tak
charakterystyczny, że nie da się go zapomnieć. Białe w zielone i
czerwone kółka. Ponieważ wiedzieliśmy co może się zdarzyć
podczas tak dokładnie planowanego przyjęcia, w tajemnicy przed
wszystkimi dziadkowie opracowali plan awaryjny. Przyjęcie zaczęło
się w południe. Przewidziano różne zabawy oraz konkurs karaoke.
Po około dwóch godzinach cała dzielnica została pozbawiona prądu.
Prace konserwacyjne. Wszystkie gry i zabawy opierały się na
elektronice. I co teraz. Plan awaryjny. Wszyscy zostali zaproszeni do
domu. Tu czekał na dzieci poczęstunek i oczywiście tort. Zamiast
turnieju karaoke dziadkowie przygotowali turniej gier z serii „Mały
odkrywca idzie do szkoły” Dla chętnych były zestawy z serii
„Dino farm” Mimo braku prądu, wszystkie dzieci były zadowolone.
Oczywiście zaczęło się robić ciemno i przyjęcie trzeba było
zakończyć. Niechętnie, ale wszyscy musieli się rozejść. W
szkole komentowano przyjęcie tak: przyjęcie zaczęło się dopiero
gdy brakło prądu. Wcześniej było strasznie nudno. Ciekawa reklama
dla firmy. Prawda?
środa, 19 października 2016
Remont z dziećmi
Czy jest coś gorszego w domu niż remont? Wielu z Was powie że nie.
Wierzcie mi, że jest. Remont gdy w domu są dzieci. Ze swojego
doświadczenia wiem jak taki remont wygląda. Im dzieci są młodsze,
tym bardziej chcą pomagać i wszędzie ich pełno. Zamiast pracować,
trzeba ich pilnować. Takie właśnie prace prowadziła córka w
swoim mieszkaniu. Tak się zdarzyło, że po kilku latach trzeba było
zrobić malowanie i przy okazji wymianę mebli w największym pokoju.
Prace miały trwać trzy dni. Pierwsze dwa to malowanie i sprzątanie
a ostatni dzień przeznaczony był na zakup i ustawianie nowych
mebli. Zaczęło się jak zawsze przy takich pracach. Rozkręcanie
mebli i wyniesienie na śmietnik. W naszej miejscowości są jeszcze
domy w których nie ma doprowadzonego gazu a mieszkańcy używają
pieców kaflowych, więc wszystko co da się spalić od razu jest
zabierane. Ktoś zobaczył, że wynosimy deski z mebli i poprosił,
żeby zamiast do śmietnika od razu zanieść wszystko na jego
podwórko. Oczywiście zaoferował pomoc. Nam nie robiło to wielkiej
różnicy gdzie znajdą się wszystkie deski, a pomocnik nie musiał
chodzić kilka razy do śmietnika i z powrotem. Jak już wspomniałam,
dzieci na wszelkie sposoby pomagały. Po godzinie tej pomocy
brakowało już połowę narzędzi. Niczym nie dało się ich zająć
by tylko przestały pomagać. Sytuacji nie uratowała nawet gra „Dino
– farm” firmy Trefl. Takim sposobem rozkręcanie mebli trwało
dwa dni zamiast jednego. Dopiero w dzień malowania okazało się jak
dzieci potrafią pomóc. Rano rodzice wybrali się po farby. Kupili
dwa kolory. Chwila nieuwagi i przy ogromnej pomocy dzieci zawartość
jednej z puszek znalazła się na podłodze. Trzeba było pozbyć się
dzieci. Razem z mężem zabraliśmy je do nas. Na początku nie
bardzo chciały iść, ale obiecaliśmy im rozgrywkę w grę „Mały
odkrywca idzie do szkoły” Wybrały zestaw „Prehistoria i
dinozaury” Cały remont zakończył się po dwóch dniach.
poniedziałek, 17 października 2016
Ulubiona zabawka i sposób jej wykorzystania
Dawniej zadania domowe z języka polskiego wyglądały inaczej niż
dziś. Pisało się wypracowania z lektur albo wspomnienia z
wakacji. Tydzień temu w trzeciej klasie nauczycielka zadała
wypracowanie. Temat: Ulubiona zabawka i sposób jej wykorzystania.
Niby proste, bo chyba każde dziecko ma jakąś ulubioną rzecz, ale
napisać dwie kartki A4 na jej temat robi się trudniejsze gdy siada
się do pisania. Powiedzcie, ile można napisać o pluszowym misiu.
Jak się można było spodziewać wypracowania były bardzo różne.
Jedno z nich wyglądało tak: Nie mam swojej ulubionej zabawki.
Koniec. Nauczycielka dała autorowi szansę wymyślenia jakiegoś
przedmiotu i opisania go. Dzieci opisywały różne rzeczy.
Komputery, telefony i wszelką elektronikę. Jedna z uczennic, Magda
opisała grę planszową z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły”
Wymieniła kilka pozycji. Po odwiedzeniu strony internetowej sklepu
sprzedającego te zestawy okazuje się, że jest ich więcej niż
kilka bo aż osiem. Ekologia, prehistoria i dinozaury to tylko te,
które wymieniła. Ale nie to jest ważne. Jeśli chodzi o zabawę
wszystkie dzieci bawiły się nimi same. Magda opisała wszystkie
dni, kiedy wraz z całą rodziną siadają do stołu i grają nie
tylko w wymienione przez nią gry, ale wiele innych. Pisała o
wieczorach gdy odwiedzają dziadków czy wujków, zawsze odbywają
się rozgrywki w jakąś grę. Pisała, że bardzo lubi te spotkania.
Nie raz spotykała się z koleżankami w ich domach, ale nigdzie nie
było takiej atmosfery jak u niej w domu. Wszyscy dobrze się bawią,
jeśli wybuchają jakieś kłótnie to tylko dotyczące zasad gier.
Powiecie, że nie ma takich domów. Jedna z uczennic też opisała w
swojej pracy sytuację u siebie i na końcu wspomniała wizytę u
Magdy. Nie mogła uwierzyć, że dorośli ludzie mogą tak cieszyć
się z grania ze swoimi dziećmi i wnukami. Napisała, że bardzo
chciałaby aby u niej w domu też panowała taka atmosfera. Te dwie
prace otrzymały najlepsze oceny w całej klasie.
czwartek, 13 października 2016
Sposób na odwiedziny
Okazuje się, że im więcej ma się znajomych tym częściej
odwiedza się szpitale. Mówię tu o ludziach w moim wieku i o złym
stanie zdrowia. Mam wielu takich znajomych. Jeśli trafi się taka
sytuacja, wiadomo że trzeba odwiedzić takiego chorego. Kłopot w
tym, że na wiele oddziałów szpitalnych nie wpuszcza się dzieci.
Gdy na takim oddziale leży babcia albo dziadek to wszystkie wnuki
chcą ich odwiedzić. Przy wejściu do szpitala rodzice dowiadują
się, że na oddział wstęp mają tylko członkowie rodziny a dzieci
tylko w obecności dorosłych i to jedno naraz. A co jeśli wnuków
jest piątka? W naszej okolicy są dwa duże szpitale. Dyrekcja od
wielu lat zmaga się z tym problemem. Z pomocą przyszły nowo
wybrane władze powiatu. W kampanii wyborczej kandydaci obiecywali
zająć się tą sprawą, ale nikt nie wspomniał jak. W sumie się
nie dziwię, bo wiadomo jak to w kampanii wyborczej. Przeciwnik od
razu skorzystał by z takiego pomysłu i po małych przeróbkach
przedstawił go jako swój. Rzadko się zdarza, żeby po wyborach
ktoś spełnił obietnice, ale tym razem było inaczej. Od wielu lat
każdy przy kolejnych wyborach obiecuje remont szpitala. Nowa władza
wreszcie obietnicę spełniła. Wykorzystano na ten cel większość
środków pozyskanych z Unii Europejskiej. Przed wejściem wisi
ogromna tablica informująca o tym fakcie. Teraz najważniejsze.
Sprawę odwiedzin dzieci rozwiązano w bardzo prosty lecz pomysłowy
sposób. Jedną z dotychczasowych sal dla chorych przeznaczono na coś
w rodzaju świetlicy w której dzieci mogą w spokoju poczekać na
rodziców. Mają zapewnione zajęcie i opiekę. Wyposażenie
przypomina salę w przedszkolu. Największym zainteresowaniem cieszą
się zestawy gier „Mały odkrywca idzie do szkoły” Pozycji jest
tyle, że każde dziecko znajdzie coś dla siebie. Ekologia czy
Prehistoria i dinozaury to tylko niektóre z nich. Jest ich tyle, że
nie sposób wszystkich wymienić.
poniedziałek, 10 października 2016
Ale mama była wściekła
Witajcie.
Przyjęcia urodzinowe dzielą się na dwie kategorie. Takie które
się udają i takie, które się nie udają. Każdy kto organizuje
taką uroczystość ma nadzieję, że jego dzieło zaliczy się do
pierwszej kategorii. Jednak zdarza się tak, że jedna mała
dziewczynka potrafi zniszczyć nawet najlepiej przygotowane
przyjęcie. Dwa lata temu przedstawiłam Wam nowego wtedy ucznia w
klasie Agnieszki. Miał na imię Tomek. Jego rodzice mają dużą
firmę transportową jednak Tomek przez te lata nigdy i w żaden
sposób nie dawał do zrozumienia, że skoro ma więcej pieniędzy to
jest lepszy. W przeciwieństwie do jego mamy, która przy każdej
okazji o tym wspominała. Później Tomek przepraszał wszystkich,
którzy zostali obrażeni. Właśnie jego przyjęcie urodzinowe
chciałam opisać. Jak zwykle wszystko urządzała wynajęta firma.
Zaraz na początku przyjęcia mama Tomka ogłosiła, że firma jest
bardzo droga. I jak to na firmowych przyjęciach wszystko miało być
według ustalonego planu. Tyle czasu na posiłek, tyle czasu na
prezenty i tyle na zabawę. No i oczywiście tort. Też bardzo drogi.
Jak na każdym przyjęciu zaraz przy wejściu do ogrodu stał ogromny
namiot na prezenty, wypełniony pudłami i torbami po same brzegi. Od
razu mama solenizanta zabroniła się zbliżać. Gdy przyszedł czas
na prezenty Tomek otworzył tylko dwa. Od swojego taty grę językową
„Mały
odkrywca idzie do szkoły – English for you” i od całej klasy
Model
stadionu Santiago Bernabeu (Real Madrid CF) firmy
Trefl. Mama była wściekła. Przyszedł czas na zabawę w chowanego.
Przewidziano na to 3 godziny. Potem
miał być poczęstunek. Po około godzinie, podczas poszukiwań
jedna z opiekunek znalazła na drzewie kawałek materiału z bluzy
jednego z dzieci. Organizatorzy od razu wezwali policję. Rozpoczęły
się poszukiwania. 1,5 godziny chodzenia po ogrodzie i nic. Gdy
znaleziono uciekinierkę okazało się, że za długo obmyślała
gdzie się schować i w ostatniej chwili pobiegła do garażu. Wtedy
zahaczyła o drzewo i rozdarła bluzę. Tomek
powiedział tylko: dobrze mamie tak. I wszyscy zaczęli się śmiać.
czwartek, 6 października 2016
Kororowa bluzka
Czy kara może czegoś nauczyć? Zależy jaka to kara, komu się ją
wymierza i za co. W dzisiejszych czasach sytuacja gdy każde dziecko
ma swój komputer nie jest niczym niezwykłym. W okolicy
najpopularniejszą karą za większość przewinień jest, w
zależności od wieku, albo zakaz korzystania z komputera, albo zakaz
wyjścia z przyjaciółmi. Ostatnio Agnieszka została ukarana w ten
pierwszy sposób. Problem w tym, że Agnieszka nie przepada za
komputerami i traktuje je jak kolejną rzecz do szkoły jak zeszyt
czy książkę. Ale nie wszyscy o tym wiedzą. Taka kara chyba nie za
bardzo ją czegoś nauczy. Ja tu o wymierzaniu kary a nie napisałam
za co. Oczywiście chodzi o szkołę. Wiadomo jakie są dzieci. Rano
dwie koleżanki nie mogą wytrzymać bez siebie ani chwili, w
południe są największymi wrogami a wieczorem idą razem na rower i
żadna z nich nie pamięta o co właściwie się kłóciły. I tak w
kółko. Tym razem było trochę ostrzej. Na przerwie wszystkie
koleżanki podziwiały swoje kreacje. Jedna z dziewczynek, Magda
określiła bluzkę jako „bardzo kororową” Przez cały dzień
wszystkie dzieci śmiały się z niej, że nie potrafi mówić.
Ostatnia lekcja była najgorsza. Jednemu z uczniów już nie
wystarczyło wyśmiewanie się. W pewnym momencie zaczął wysypywać
wszystko z plecaka Magdy śmiejąc się, że może znajdzie tu coś
„kororowego” Agnieszka pospieszyła koleżance na pomoc. Zaczęła
się szarpanina i nie wiadomo kiedy plecak z całą zawartością
wpadł do ogromnego akwarium. Wezwano rodziców i tym sposobem
Agnieszka została ukarana. Czy słusznie? Rozsądźcie sami. Co do
komputera. Agnieszka zawsze wolała gry i książki. Kilka dni
wcześniej kupiliśmy zestawy gier „Mały
odkrywca idzie do szkoły” Tym
razem „Prehistoria i dinozaury” i „Ekologia” Więc zakaz
korzystania z komputera to tylko słowa, bo winowajczyni i tak woli
zagrać w gry planszowe. Szczególnie, że zakaz dotyczył tylko
rozrywki. Wszelkie zadania związane ze szkołą nie były objęte
karą.
wtorek, 4 października 2016
Wpadka po remoncie
Nasza miejscowość to bardzo specyficzne miejsce. Albo dzieje się
coś bardzo dobrego, albo bardzo złego. Rzadko kiedy można napisać:
Witajcie. W ostatnim czasie nie działo się nic. Nie ma tak łatwo.
Tym razem sytuacja wyglądała na groźną. Ale od początku. Na
początku wakacji rozpoczęto remont przedszkola? O tym wspominałam.
Został ogłoszony przetarg. Zwycięska firma rozpoczęła od razu.
Niestety pracownicy za bardzo wzięli sobie do serca słowa: wyrzucić
wszystko. Takim sposobem przez okna leciały gry, zabawki a w końcu
stoły i meble. Nie ważne, parter czy piętro. Straty były ogromne.
Umowę z firmą rozwiązano i ogłoszono nowy przetarg. Nowa firma
okazała się bardziej profesjonalna. Przynajmniej na początku.
Oprócz samego remontu trzeba było jeszcze posprzątać po starej
ekipie. Kilka rzeczy dało się odzyskać. Wyjątkowo odporne na lot
z piętra okazały się zestawy gier „Mały
odkrywca idzie do szkoły”
firmy Trefl. Tytuły „Prehistoria
i dinozaury” oraz „Ekologia” przetrwały nienaruszone. Inne
rzeczy miały mniej szczęścia. W zakup całego wyposażenia
włączyły się wszystkie zakłady pracy i jeden anonimowy sponsor.
Na początku września odbyło się uroczyste otwarcie. Oczywiście
zorganizowano imprezę połączoną ze zwiedzaniem nowego budynku.
Wszystko wyglądało pięknie. Niestety tylko wyglądało. Wczoraj
rano, gdy szłam na zakupy dowiedziałam się, że w nocy w jednej z
sal odpadł ogromny kawałek sufitu. Całe szczęście, że nikogo
nie było w środku. Gdy rodzice przyprowadzili dzieci do
przedszkola, na drzwiach zobaczyli kartkę z przeprosinami i
wyjaśnieniem czemu przedszkole jest zamknięte do odwołania. Dzieci
z najstarszej grupy mają możliwość, dzięki dyrektorowi naszej
szkoły, uczyć się w jednej z sal szkoły podstawowej.
Pierwszoklasiści
chętnie podzielili się miejscami z młodszymi kolegami. I tak
sześciolatki uczą się nowych rzeczy a pierwszaki mają powtórkę
z przedszkola. Wszyscy są zadowoleni. Może oprócz dyrekcji
przedszkola, która będzie musiała zacząć remont od początku.
Mam nadzieję, że i tym razem sponsorzy się znajdą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)