piątek, 28 października 2016

Winne zawsze są dzieci

 Jesień. Wiele firm zmienia swoją ofertę albo dodaje nowe usługi. Zazwyczaj jest to porządkowanie posesji. Niektórzy co rok korzystają z takich rozwiązań. W zeszłym roku dałam się namówić na skorzystanie z oferty jednej z najlepszych firm w okolicy. Na co dzień zajmują się sprzątaniem mieszkań i biur. O tej porze roku rozszerzają swoją ofertę dzięki czemu zatrudnienie znajduje kilka dodatkowych osób. Któregoś dnia wybrałyśmy się z koleżanką do siedziby firmy, umówiłyśmy się na konkretny dzień i oczywiście zostawiłyśmy zaliczkę. Całe sprzątanie okazało się wielką katastrofą a do tego trochę kosztowną. Od samego rana czekaliśmy z mężem na ekipę sprzątającą. Dzieci poszły do szkoły, więc mieliśmy trochę spokoju. Po dwóch godzinach wróciły do domu. Jakaś nauczycielka zachorowała i wszyscy zostali zwolnieni wcześniej. Parę minut po 12 przyjechała ekipa sprzątająca. Ponieważ od koleżanki dowiedziałam się, że u niej pracownicy pojawili się po południu, postanowiliśmy z mężem zabezpieczyć się przed pomocą dzieci. Wiadomo jak wygląda taka pomoc. Dzień wcześniej wybraliśmy się na zakupy. Aby było czym zająć uwagę naszych kochanych wnuków kupiliśmy gry z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Tak się złożyło, że chora nauczycielka uczyła przyrody, więc nasz wybór padł na zestawy „Ekologia” i „Prehistoria i dinozaury” Z początku działało. Po godzinie dzieci uznały, że lepszą zabawą będzie pomoc w sprzątaniu ogrodu. Na koniec dnia okazało się, że zginęła dmuchawa do liści i kilka mniejszych narzędzi ale równie cennych. Cała wina spadła na dzieci, które zapewniały o swojej niewinności. Pracownicy powiadomili swoich szefów, a oni policję. Zanim pojawili się funkcjonariusze ustaliliśmy, że pokryjemy koszt urządzeń. Rzadko się zdarza, że przyjazd policji wybawi kogoś z kłopotów. Zazwyczaj jest odwrotnie. Jednak nam się udało. Po ich przyjeździe dowiedzieliśmy się, że w okolicy grasuje szajka złodziei specjalizująca się w kradzieżach tego typu sprzętu. Spisaliśmy zeznania i wszyscy rozeszli się do domów. Na drugi dzień dostaliśmy telefon, że złodzieje zostali złapani i wszystkie urządzenia zostały odzyskane. W tym roku sprzątam sama.   

środa, 26 października 2016

Bramkarz zamiast talerza

 Można by zacząć tak: dawno temu i bardzo daleko. Zaczyna się jak niejedna bajka. Prawda? Niestety wydarzenia, które chcę Wam opisać nie działy się ani dawno temu, ani bardzo daleko, ani tym bardziej nie jest to bajka. Ale od początku. Jakieś dwa lata temu do domu obok wprowadziła się czteroosobowa rodzina.
Rodzice i dwójka dzieci. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że ten dom od wielu lat stał pusty. Po okolicy krążyły nawet plotki, że tam straszy. Taka bajka dla turystów. Wszyscy wiedzieli, że było to miejsce gdzie określone grupy ludzi mogły wypić jakieś wino czy piwo. Bardzo długo nie było nabywcy, choć cena była bardzo niska jak na tak piękny dom. Nowi właścicieli nie uwierzyli w naszą legendę i jak się później okazało, mieli rację. Żadnych duchów. Niestety tu kończy się szczęśliwe życie naszych bohaterów. Kilka miesięcy po zamieszkaniu w nowym domu zmarł mąż właścicielki, pani Anny. Nie tylko rodzina bardzo to przeżyła bo pan Adam brał czynny udział w życiu całej miejscowości. Był radnym i zawsze starał się robić wszystko, żeby u nas żyło się lepiej. Po jego śmierci zaczęły się kłopoty pani Anny. Jej synowie nie poradzili sobie ze śmiercią ojca i okazywali to przez demolowanie całego domu. Gdy pani Anna była z nimi wszystko było w porządku. Wszystko zaczynało się gdy wychodziła do pracy. Nie pomagała terapia. Jedyną rzeczą, która ich uspokajała były puzzle. Ułożenie ostatnio zakupionego zestawu firmy Trefl „Dachy Jerozolimy” Kiedy czasem musieli rozładować emocje cała ich złość zamiast na garnki i talerze kierowana była na kupiony specjalnie do tego celu zestaw „Kapsle – hokej” Może nie jest to gra przeznaczona do rozładowywania agresji, ale chyba lepiej zniszczyć parę krążków i kilku bramkarzy niż kolejny zestaw naczyń. Po pewnym czasie chłopcy zaczęli częściej wychodzić z domu, a nawet lepiej się uczyć. Nie ważne co przyczyniło się do takiej zmiany, ważne że się udało.  

poniedziałek, 24 października 2016

Pamiętaj jak to jest być dzieckiem

 W naszej miejscowości są trzy rodzaje ludzi. Tacy, z którymi zawsze można porozmawiać, odpowiadają na pozdrowienia i tacy od których lepiej trzymać się z daleka. Na każde słowo wybuchają gniewem, nigdy nie odpowiadają na pozdrowienia i zawsze chodzą wściekli na cały świat. Trzecią grupą są ludzie zawsze uśmiechnięci, pozytywnie nastawieni do życia i mający dobry humor bez względu na okoliczności. Do nich właśnie należy córka jednej z moich koleżanek, Dorota. Ostatnio obchodziła osiemnaste urodziny więc rodzice wyprawili jej uroczyste przyjęcie. Zaproszono wszystkich znajomych jednak jej rówieśnicy postanowili zorganizować imprezę na własną rękę. Przyjęcie – niespodziankę. Bardzo pilnie strzegli tej tajemnicy, ale jak to z niespodziankami bywa, szczególnie gdy wie o niej za dużo osób, szybko się wydała. Jeden z kolegów Doroty podczas jakiejś uroczystości podzielił się z nią owym sekretem. Najgorsze było to, że nawet o tym nie pamiętał. Wtedy Dorota dowiedziała się, jaki prezent został dla niej przygotowany. Było to ogromne pudło w którym było mniejsze potem jeszcze mniejsze i tak dalej. W końcu w najmniejszym, drewnianym pudełku była talia kart do gry w piotrusia z serii „Gdzie jest Dory?” Do pudełka była dołączona kartka z życzeniami: Obyś nigdy nie zapomniała jak to jest być dzieckiem. Oczywiście w trakcie imprezy było wielkie zaskoczenie z takiego prezentu. Ponieważ Dorota bardzo lubi takie psikusy w ramach zemsty zaplanowała specjalną niespodziankę. W porozumieniu z właścicielem klubu przygotowała specjalną salę na którą przeniosła się cała impreza zaraz po zjedzeniu tortu i wypiciu szampana. Nikt się nie spodziewał czegoś takiego. Na początku Dorota oznajmiła, że nigdy nie zapomniała jak to jest być dzieckiem i ma na to dowód. W przygotowanej sali rozstawione były stoliki na których rozłożone były gry planszowe z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Obowiązkiem każdego uczestnika imprezy miała być jedna rozgrywka w wybrany zestaw. Wyszło na jaw, że jeden z kolegów zdradził pomysł na prezent i takim sposobem Dorota mogła przygotować obowiązkową rozgrywkę tak w ramach rewanżu za prezent.

piątek, 21 października 2016

Awaria prądu

 Kolejne przyjęcie urodzinowe na które trzeba było iść. I kolejne organizowane przez zawodowców. Niestety z doświadczenia wiem, że im bardziej profesjonalna firma, tym większe szanse na to, że przyjęcie się nie uda. Nie raz już opisywałam taką uroczystość. Plan dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Jedna mała rzecz i całe przyjęcie się sypie. Ale to co się stało na ostatnim, przebija wszystkie wpadki jakie do tej pory widziałam. Ale od początku. Urodziny obchodziła jedna z koleżanek Agnieszki. Do tej pory wszystkie przyjęcia organizowała rodzina. Jednak w tym roku rodzice postanowili powierzyć to zadanie firmie zajmującej się takimi rzeczami. Wszyscy odradzali takie rozwiązanie, ale jak ktoś się uprze to nie ma rady. Przygotowania trwały trzy dni. Co chwila pod dom solenizantki podjeżdżały różne samochody z całym wyposażeniem. Namioty, nagłośnienie a nawet meble ogrodowe. Dzień przyjęcia. Po dotarciu na miejsce okazało się, że wszystko wygląda dokładnie tak jak na wszystkich innych przyjęciach organizowanych przez ową firmę. Na kilku z nich byłam. Osobny namiot na prezenty wypełniony prawie po brzegi, kolor mebli był tak charakterystyczny, że nie da się go zapomnieć. Białe w zielone i czerwone kółka. Ponieważ wiedzieliśmy co może się zdarzyć podczas tak dokładnie planowanego przyjęcia, w tajemnicy przed wszystkimi dziadkowie opracowali plan awaryjny. Przyjęcie zaczęło się w południe. Przewidziano różne zabawy oraz konkurs karaoke. Po około dwóch godzinach cała dzielnica została pozbawiona prądu. Prace konserwacyjne. Wszystkie gry i zabawy opierały się na elektronice. I co teraz. Plan awaryjny. Wszyscy zostali zaproszeni do domu. Tu czekał na dzieci poczęstunek i oczywiście tort. Zamiast turnieju karaoke dziadkowie przygotowali turniej gier z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Dla chętnych były zestawy z serii „Dino farm” Mimo braku prądu, wszystkie dzieci były zadowolone. Oczywiście zaczęło się robić ciemno i przyjęcie trzeba było zakończyć. Niechętnie, ale wszyscy musieli się rozejść. W szkole komentowano przyjęcie tak: przyjęcie zaczęło się dopiero gdy brakło prądu. Wcześniej było strasznie nudno. Ciekawa reklama dla firmy. Prawda?

środa, 19 października 2016

Remont z dziećmi

 Czy jest coś gorszego w domu niż remont? Wielu z Was powie że nie. Wierzcie mi, że jest. Remont gdy w domu są dzieci. Ze swojego doświadczenia wiem jak taki remont wygląda. Im dzieci są młodsze, tym bardziej chcą pomagać i wszędzie ich pełno. Zamiast pracować, trzeba ich pilnować. Takie właśnie prace prowadziła córka w swoim mieszkaniu. Tak się zdarzyło, że po kilku latach trzeba było zrobić malowanie i przy okazji wymianę mebli w największym pokoju. Prace miały trwać trzy dni. Pierwsze dwa to malowanie i sprzątanie a ostatni dzień przeznaczony był na zakup i ustawianie nowych mebli. Zaczęło się jak zawsze przy takich pracach. Rozkręcanie mebli i wyniesienie na śmietnik. W naszej miejscowości są jeszcze domy w których nie ma doprowadzonego gazu a mieszkańcy używają pieców kaflowych, więc wszystko co da się spalić od razu jest zabierane. Ktoś zobaczył, że wynosimy deski z mebli i poprosił, żeby zamiast do śmietnika od razu zanieść wszystko na jego podwórko. Oczywiście zaoferował pomoc. Nam nie robiło to wielkiej różnicy gdzie znajdą się wszystkie deski, a pomocnik nie musiał chodzić kilka razy do śmietnika i z powrotem. Jak już wspomniałam, dzieci na wszelkie sposoby pomagały. Po godzinie tej pomocy brakowało już połowę narzędzi. Niczym nie dało się ich zająć by tylko przestały pomagać. Sytuacji nie uratowała nawet gra „Dino – farm” firmy Trefl. Takim sposobem rozkręcanie mebli trwało dwa dni zamiast jednego. Dopiero w dzień malowania okazało się jak dzieci potrafią pomóc. Rano rodzice wybrali się po farby. Kupili dwa kolory. Chwila nieuwagi i przy ogromnej pomocy dzieci zawartość jednej z puszek znalazła się na podłodze. Trzeba było pozbyć się dzieci. Razem z mężem zabraliśmy je do nas. Na początku nie bardzo chciały iść, ale obiecaliśmy im rozgrywkę w grę „Mały odkrywca idzie do szkoły” Wybrały zestaw „Prehistoria i dinozaury” Cały remont zakończył się po dwóch dniach.  

poniedziałek, 17 października 2016

Ulubiona zabawka i sposób jej wykorzystania

 Dawniej zadania domowe z języka polskiego wyglądały inaczej niż dziś. Pisało się wypracowania z lektur albo wspomnienia z wakacji. Tydzień temu w trzeciej klasie nauczycielka zadała wypracowanie. Temat: Ulubiona zabawka i sposób jej wykorzystania. Niby proste, bo chyba każde dziecko ma jakąś ulubioną rzecz, ale napisać dwie kartki A4 na jej temat robi się trudniejsze gdy siada się do pisania. Powiedzcie, ile można napisać o pluszowym misiu. Jak się można było spodziewać wypracowania były bardzo różne. Jedno z nich wyglądało tak: Nie mam swojej ulubionej zabawki. Koniec. Nauczycielka dała autorowi szansę wymyślenia jakiegoś przedmiotu i opisania go. Dzieci opisywały różne rzeczy. Komputery, telefony i wszelką elektronikę. Jedna z uczennic, Magda opisała grę planszową z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Wymieniła kilka pozycji. Po odwiedzeniu strony internetowej sklepu sprzedającego te zestawy okazuje się, że jest ich więcej niż kilka bo aż osiem. Ekologia, prehistoria i dinozaury to tylko te, które wymieniła. Ale nie to jest ważne. Jeśli chodzi o zabawę wszystkie dzieci bawiły się nimi same. Magda opisała wszystkie dni, kiedy wraz z całą rodziną siadają do stołu i grają nie tylko w wymienione przez nią gry, ale wiele innych. Pisała o wieczorach gdy odwiedzają dziadków czy wujków, zawsze odbywają się rozgrywki w jakąś grę. Pisała, że bardzo lubi te spotkania. Nie raz spotykała się z koleżankami w ich domach, ale nigdzie nie było takiej atmosfery jak u niej w domu. Wszyscy dobrze się bawią, jeśli wybuchają jakieś kłótnie to tylko dotyczące zasad gier. Powiecie, że nie ma takich domów. Jedna z uczennic też opisała w swojej pracy sytuację u siebie i na końcu wspomniała wizytę u Magdy. Nie mogła uwierzyć, że dorośli ludzie mogą tak cieszyć się z grania ze swoimi dziećmi i wnukami. Napisała, że bardzo chciałaby aby u niej w domu też panowała taka atmosfera. Te dwie prace otrzymały najlepsze oceny w całej klasie.   

czwartek, 13 października 2016

Sposób na odwiedziny

 Okazuje się, że im więcej ma się znajomych tym częściej odwiedza się szpitale. Mówię tu o ludziach w moim wieku i o złym stanie zdrowia. Mam wielu takich znajomych. Jeśli trafi się taka sytuacja, wiadomo że trzeba odwiedzić takiego chorego. Kłopot w tym, że na wiele oddziałów szpitalnych nie wpuszcza się dzieci. Gdy na takim oddziale leży babcia albo dziadek to wszystkie wnuki chcą ich odwiedzić. Przy wejściu do szpitala rodzice dowiadują się, że na oddział wstęp mają tylko członkowie rodziny a dzieci tylko w obecności dorosłych i to jedno naraz. A co jeśli wnuków jest piątka? W naszej okolicy są dwa duże szpitale. Dyrekcja od wielu lat zmaga się z tym problemem. Z pomocą przyszły nowo wybrane władze powiatu. W kampanii wyborczej kandydaci obiecywali zająć się tą sprawą, ale nikt nie wspomniał jak. W sumie się nie dziwię, bo wiadomo jak to w kampanii wyborczej. Przeciwnik od razu skorzystał by z takiego pomysłu i po małych przeróbkach przedstawił go jako swój. Rzadko się zdarza, żeby po wyborach ktoś spełnił obietnice, ale tym razem było inaczej. Od wielu lat każdy przy kolejnych wyborach obiecuje remont szpitala. Nowa władza wreszcie obietnicę spełniła. Wykorzystano na ten cel większość środków pozyskanych z Unii Europejskiej. Przed wejściem wisi ogromna tablica informująca o tym fakcie. Teraz najważniejsze. Sprawę odwiedzin dzieci rozwiązano w bardzo prosty lecz pomysłowy sposób. Jedną z dotychczasowych sal dla chorych przeznaczono na coś w rodzaju świetlicy w której dzieci mogą w spokoju poczekać na rodziców. Mają zapewnione zajęcie i opiekę. Wyposażenie przypomina salę w przedszkolu. Największym zainteresowaniem cieszą się zestawy gier „Mały odkrywca idzie do szkoły” Pozycji jest tyle, że każde dziecko znajdzie coś dla siebie. Ekologia czy Prehistoria i dinozaury to tylko niektóre z nich. Jest ich tyle, że nie sposób wszystkich wymienić.  

poniedziałek, 10 października 2016

Ale mama była wściekła

Witajcie. Przyjęcia urodzinowe dzielą się na dwie kategorie. Takie które się udają i takie, które się nie udają. Każdy kto organizuje taką uroczystość ma nadzieję, że jego dzieło zaliczy się do pierwszej kategorii. Jednak zdarza się tak, że jedna mała dziewczynka potrafi zniszczyć nawet najlepiej przygotowane przyjęcie. Dwa lata temu przedstawiłam Wam nowego wtedy ucznia w klasie Agnieszki. Miał na imię Tomek. Jego rodzice mają dużą firmę transportową jednak Tomek przez te lata nigdy i w żaden sposób nie dawał do zrozumienia, że skoro ma więcej pieniędzy to jest lepszy. W przeciwieństwie do jego mamy, która przy każdej okazji o tym wspominała. Później Tomek przepraszał wszystkich, którzy zostali obrażeni. Właśnie jego przyjęcie urodzinowe chciałam opisać. Jak zwykle wszystko urządzała wynajęta firma. Zaraz na początku przyjęcia mama Tomka ogłosiła, że firma jest bardzo droga. I jak to na firmowych przyjęciach wszystko miało być według ustalonego planu. Tyle czasu na posiłek, tyle czasu na prezenty i tyle na zabawę. No i oczywiście tort. Też bardzo drogi. Jak na każdym przyjęciu zaraz przy wejściu do ogrodu stał ogromny namiot na prezenty, wypełniony pudłami i torbami po same brzegi. Od razu mama solenizanta zabroniła się zbliżać. Gdy przyszedł czas na prezenty Tomek otworzył tylko dwa. Od swojego taty grę językową „Mały odkrywca idzie do szkoły – English for you” i od całej klasy Model stadionu Santiago Bernabeu (Real Madrid CF) firmy Trefl. Mama była wściekła. Przyszedł czas na zabawę w chowanego. Przewidziano na to 3 godziny. Potem miał być poczęstunek. Po około godzinie, podczas poszukiwań jedna z opiekunek znalazła na drzewie kawałek materiału z bluzy jednego z dzieci. Organizatorzy od razu wezwali policję. Rozpoczęły się poszukiwania. 1,5 godziny chodzenia po ogrodzie i nic. Gdy znaleziono uciekinierkę okazało się, że za długo obmyślała gdzie się schować i w ostatniej chwili pobiegła do garażu. Wtedy zahaczyła o drzewo i rozdarła bluzę. Tomek powiedział tylko: dobrze mamie tak. I wszyscy zaczęli się śmiać.

czwartek, 6 października 2016

Kororowa bluzka

 Czy kara może czegoś nauczyć? Zależy jaka to kara, komu się ją wymierza i za co. W dzisiejszych czasach sytuacja gdy każde dziecko ma swój komputer nie jest niczym niezwykłym. W okolicy najpopularniejszą karą za większość przewinień jest, w zależności od wieku, albo zakaz korzystania z komputera, albo zakaz wyjścia z przyjaciółmi. Ostatnio Agnieszka została ukarana w ten pierwszy sposób. Problem w tym, że Agnieszka nie przepada za komputerami i traktuje je jak kolejną rzecz do szkoły jak zeszyt czy książkę. Ale nie wszyscy o tym wiedzą. Taka kara chyba nie za bardzo ją czegoś nauczy. Ja tu o wymierzaniu kary a nie napisałam za co. Oczywiście chodzi o szkołę. Wiadomo jakie są dzieci. Rano dwie koleżanki nie mogą wytrzymać bez siebie ani chwili, w południe są największymi wrogami a wieczorem idą razem na rower i żadna z nich nie pamięta o co właściwie się kłóciły. I tak w kółko. Tym razem było trochę ostrzej. Na przerwie wszystkie koleżanki podziwiały swoje kreacje. Jedna z dziewczynek, Magda określiła bluzkę jako „bardzo kororową” Przez cały dzień wszystkie dzieci śmiały się z niej, że nie potrafi mówić. Ostatnia lekcja była najgorsza. Jednemu z uczniów już nie wystarczyło wyśmiewanie się. W pewnym momencie zaczął wysypywać wszystko z plecaka Magdy śmiejąc się, że może znajdzie tu coś „kororowego” Agnieszka pospieszyła koleżance na pomoc. Zaczęła się szarpanina i nie wiadomo kiedy plecak z całą zawartością wpadł do ogromnego akwarium. Wezwano rodziców i tym sposobem Agnieszka została ukarana. Czy słusznie? Rozsądźcie sami. Co do komputera. Agnieszka zawsze wolała gry i książki. Kilka dni wcześniej kupiliśmy zestawy gier „Mały odkrywca idzie do szkoły” Tym razem „Prehistoria i dinozaury” i „Ekologia” Więc zakaz korzystania z komputera to tylko słowa, bo winowajczyni i tak woli zagrać w gry planszowe. Szczególnie, że zakaz dotyczył tylko rozrywki. Wszelkie zadania związane ze szkołą nie były objęte karą.

wtorek, 4 października 2016

Wpadka po remoncie

 Nasza miejscowość to bardzo specyficzne miejsce. Albo dzieje się coś bardzo dobrego, albo bardzo złego. Rzadko kiedy można napisać: Witajcie. W ostatnim czasie nie działo się nic. Nie ma tak łatwo. Tym razem sytuacja wyglądała na groźną. Ale od początku. Na początku wakacji rozpoczęto remont przedszkola? O tym wspominałam. Został ogłoszony przetarg. Zwycięska firma rozpoczęła od razu. Niestety pracownicy za bardzo wzięli sobie do serca słowa: wyrzucić wszystko. Takim sposobem przez okna leciały gry, zabawki a w końcu stoły i meble. Nie ważne, parter czy piętro. Straty były ogromne. Umowę z firmą rozwiązano i ogłoszono nowy przetarg. Nowa firma okazała się bardziej profesjonalna. Przynajmniej na początku. Oprócz samego remontu trzeba było jeszcze posprzątać po starej ekipie. Kilka rzeczy dało się odzyskać. Wyjątkowo odporne na lot z piętra okazały się zestawy gier „Mały odkrywca idzie do szkoły” firmy Trefl. Tytuły „Prehistoria i dinozaury” oraz „Ekologia” przetrwały nienaruszone. Inne rzeczy miały mniej szczęścia. W zakup całego wyposażenia włączyły się wszystkie zakłady pracy i jeden anonimowy sponsor. Na początku września odbyło się uroczyste otwarcie. Oczywiście zorganizowano imprezę połączoną ze zwiedzaniem nowego budynku. Wszystko wyglądało pięknie. Niestety tylko wyglądało. Wczoraj rano, gdy szłam na zakupy dowiedziałam się, że w nocy w jednej z sal odpadł ogromny kawałek sufitu. Całe szczęście, że nikogo nie było w środku. Gdy rodzice przyprowadzili dzieci do przedszkola, na drzwiach zobaczyli kartkę z przeprosinami i wyjaśnieniem czemu przedszkole jest zamknięte do odwołania. Dzieci z najstarszej grupy mają możliwość, dzięki dyrektorowi naszej szkoły, uczyć się w jednej z sal szkoły podstawowej. Pierwszoklasiści chętnie podzielili się miejscami z młodszymi kolegami. I tak sześciolatki uczą się nowych rzeczy a pierwszaki mają powtórkę z przedszkola. Wszyscy są zadowoleni. Może oprócz dyrekcji przedszkola, która będzie musiała zacząć remont od początku. Mam nadzieję, że i tym razem sponsorzy się znajdą.