W przyszłym miesiącu nasza wnuczka Agnieszka będzie obchodzić
swoje urodziny. Już jakiś czas temu obiecaliśmy jej zorganizować
przyjęcie z wielkim tortem. Już od tygodnia jedynym zajęciem
oprócz nauki jest planowanie przyjęcia. Kogo zaprosić, kogo gdzie
posadzić, co podać do jedzenia i picia to jedyne tematy na które
chciała rozmawiać. Wszystko inne było nie ważne. Pamiętacie
treningi z koleżankami w grę „5 sekund Junior” Agnieszka była
tak pochłonięta tym planowaniem, że kiedyś nawet o nich
zapomniała. Na szczęście koleżanki okazały się bardzo
wyrozumiałe i umówiły się na inny termin. Tym razem trzeba będzie
dopilnować by to spotkanie się odbyło. Ale nie tylko ona była tak
podekscytowana urodzinami. Dziadek już dwa tygodnie temu kupił
wnuczce prezent. Wszyscy wkoło wiedzą, że nasze wnuczki i nie
tylko one uwielbiają wszelkiego rodzaju puzzle i gry planszowe więc
dziadek przymierzał się do kupienia czegoś z serii o krainie lodu,
ale Agnieszka ma już wszystkie części. Podsunęliśmy mu pomysł,
że może zainteresuje ją jakaś inna bohaterka. Wybór padł na
królewnę Zosię. Na początek dziadek kupił zestaw puzzli „Jej
wysokość Zosia” i schował go w najniższej szafce w pokoju i to
był jego błąd. Wspominałam już nie raz, że wśród naszych
wnuków są też bliźniaki, które mają prawie dwa latka. Często
nas odwiedzają a ich ulubioną zabawą jest robienie porządków
tylko że w ich przypadku wygląda to tak, że wyciągają wszystkie
ubrania z szafki na podłogę a potem wrzucają to z powrotem
oczywiście do innej. Na nieszczęście dla dziadka w jednej z szafek
znalazły zakupione puzzle i jak to dzieci za wszelką cenę
postanowiły dostać się do środka pudełka. Zanim się
zorientowaliśmy wszystkie części były na podłodze, pudełko całe
podarte a maluchy się cieszyły. Całe szczęście Agnieszki nie
było wtedy w domu i nie widziała co się stało z jej prezentem.
Chcąc nie chcąc dziadek musiał iść do sklepu i kupić puzzle
jeszcze raz. Tym razem schował je w najwyższej szafie jaka była w
domu.
poniedziałek, 28 września 2015
piątek, 25 września 2015
Co dzadek to dziadek
Po ostatniej wycieczce po sklepach z zabawkami dziadek oświadczył,
że jego zdrowie zostało wystawione na poważne zagrożenie i za
żadne skarby świata nie da się namówić na jakąkolwiek wyprawę
z taką ilością dzieci. Ale jak to każdy dziadek swoje mówi a
swoje robi szczególnie dla swoich ukochanych wnucząt. Tym razem też
tak było. Gdy tylko Agnieszka i Ania przyszły w sprawie następnego
wyjazdu nie dokończyły jeszcze mówić a dziadek już się zgodził.
Zaczęliśmy się z niego śmiać a on powiedział tylko tyle. No co
przecież to moje wnuczki. Ale na co się zgodził? Na początku roku
szkolnego w każdej szkole pani albo pan dyrektor ogłosili co
następuje: Za trzy tygodnie odbędą się międzyszkolne zawody
drużynowe i ping-ponga. Wszystkich chętnych do drużyny zapraszamy
do zapisów. Po tygodniu okazało się, że nie ma ani jednego
zgłoszenia. Zebrani na sali gimnastycznej uczniowie za
skompletowanie drużyny mieli obiecane wolne od zajęć na czas
mistrzostw. Tego samego dnia zgłosiło się 45 osób z których
wybrano 6 najlepszych. Moje wnuki nie zgłosiły się a pytane
dlaczego odpowiadały, że co jest zabawnego w waleniu rakietką w
piłkę i że jak mają już w coś grać to wolą w „5 sekund” i
„5 sekund Junior” a dziewczynki dorzuciły do tego zestaw „Craft
Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” ale jako kibice to bardzo
chętnie. Na to właśnie zgodził się dziadek. Ponieważ bus był
wynajęty dla drużyny, zawodników rezerwowych i trenerów wszyscy
kibice musieli dojechać na własną rękę. Nasz samochód może
pomieścić aż 7 osób więc oprócz dziadka, Ani i Agnieszki mogli
zabrać jeszcze troje dzieci. Na szczęście tym razem dzieci
zachowywały się bardzo grzecznie a cała droga zleciała im na
rozmowach o zawodach. Po powrocie wszyscy byli zadowoleni nawet
dziadek. Mówił, że na takie emocje zgodzi się zawsze i to nie
tylko ze względu na wnuczki. Wygrała drużyna z sąsiedniej
miejscowości ale i tak zabawa była przednia. Przynajmniej z
opowiadań.
czwartek, 24 września 2015
Nie można odmówić wnuczce
Witajcie. Chyba macie już dość czytania o mnie więc dziś
będziecie mieli okazję poznać mojego męża a przynajmniej jego
wrażenia z wycieczki jaką obiecał kilka tygodni temu swoim
ukochanym wnukom. Miało to wyglądać tak, że cały dzień
przeznaczony był na wizyty we wszystkich galeriach handlowych i
sklepach z zabawkami w mieście czyli około 15 miejsc. Cała piątka
dzieci nie mogła się doczekać. Ponieważ najmłodsze bliźniaki
nie chodziły jeszcze do przedszkola postanowiliśmy, że zostaną w
domu z nami. Niestety dzień w którym miało się to odbyć był
dniem w którym Agnieszka umówiła się na spotkanie z koleżankami.
Pamiętacie treningi w grę „5 sekund Junior” Ale i na to
znalazła sposób. Dziadek zgodził się żeby koleżanki też
pojechały, jeśli mamy im pozwolą. I tak szóstka dzieci i dziadek
z grubym portfelem wyruszyli w drogę. Po ośmiu godzinach w drzwiach
pojawiły się wszystkie dzieci obładowane torbami i pudłami. Po 15
minutach w domu pojawił się ledwo żywy dziadek, który oznajmił,
że jeśli kiedykolwiek jeszcze wpadnie na taki genialny pomysł to
niech go od razu ktoś zastrzeli. Jego słowa. Potem zaczął
opowiadać jak przebiegała ta wyprawa w taki sposób jakby to była
fabuła jakiegoś strasznego horroru. W największym skrócie. Zaraz
po wyjeździe dzieci zaczęły wydzierać się na siebie, który
sklep odwiedzą pierwszy i co kto kupi. Dziadek za wszelką cenę
próbował uspokoić wszystkich i dopiero jak zagroził powrotem
dzieci trochę się uspokoiły ale nie na długo. Na parkingu przed
sklepem znowu prawie się pobiły kto wchodzi pierwszy. Potem o to
gdzie najpierw pójdą. Wreszcie dziadek zadecydował, że to on
decyduje o wszystkim. Dzieci niechętnie ale się zgodziły. Przyszła
kolej na galerię handlową. Dzieci biegały między regałami aż
wreszcie wszystkie znalazły się przy ostatnim pudełku puzzli
„Avengers - Puzzle Magic Decor” i zaczęła się wojna bo każde
chciało go mieć. Dziadek postanowił kupić go dla siebie żeby
dzieci nie miały się o co bić. Po powrocie do domu wszyscy byli
zadowoleni. No może nie wszyscy. Wieczorem odwieźliśmy wszystkie
dzieci do domów. Wszystkie mamy zwróciły pieniądze i podziękowały
za opiekę nad córkami.
środa, 23 września 2015
Dotrzymać obietnicę
Małymi krokami zbliża się 6 grudnia. Ponieważ los obdarzył mnie
piątką wnucząt postanowiłam już teraz zacząć się zastanawiać
co im kupić. Za pewne powiecie, że to za wcześnie. Może macie
trochę racji, ale znając gust moich pociech nawet w takim czasie
mogę mieć mały kłopot ze znalezieniem niektórych rzeczy
zwłaszcza, że w zeszłym roku obiecałam Agnieszce konkretny
prezent, ale o tym za chwilę. Rok temu na początku listopada też
myślałam, że to jeszcze za wcześnie. Byłam w błędzie. O ile
znalezienie prezentów dla czwórki dzieci zajęło mi jakieś trzy
tygodnie to dla Agnieszki mi się w ogóle nie udało chociaż jej
obiecałam. Jak niektórzy z Was pamiętają ona lubi puzzle i gry
planszowe Niektórzy po ułożeniu chowają do szuflady w nadziei, że
za jakiś czas ktoś będzie chciał ułożyć je jeszcze raz i tak w
kółko. Agnieszka po ułożeniu przykleja obrazek na kawałek
tektury i w ramce wiesza na ścianie. Uwierzcie mi jak powiem, że na
jednej ze ścian już nie ma miejsca a pokój ma dość duży. Na
szczęście zostały jej jeszcze dwie. Ma całe serie. Jak tylko
pojawia się nowa część zaraz biegnie do sklepu i ją kupuje potem
układa i wiesza na ścianie. Z całej serii o krainie lodu brakuje
jej jeszcze tylko jednej części. Jest to gra planszowa „Memos -
Kraina Lodu” W zeszłym roku na urodziny dostała od nas inną
część też związaną z Anną i Elsą czyli zestaw „Craft Castle
- Królewski Zamek Anny i Elsy” Stoi na specjalnym stole do dziś,
pięknie pomalowany. Owej gry poszukuję już od miesiąca. W każdym
sklepie z zabawkami do którego wchodzę sprzedawca mówi, że może
będą w przyszłym miesiącu. W sklepach internetowych nie jest
lepiej. Od obsługi klienta też słyszę zawsze to samo. Towar jest
chwilowo niedostępny i że w najbliższym czasie ma to się zmienić.
Mam nadzieję, że tak będzie i uda mi się wywiązać z obietnicy
danej Agnieszce.
wtorek, 22 września 2015
45 lat przedszkola
W tym roku nasze przedszkole obchodziło 45 rocznicę otwarcia. Ale
od samego początku. W zakładach pracy od początku pracowało dużo
młodych ludzi dyrekcja jednego z nich postanowiła wybudować
przedszkole. Później w ramach programu „Tysiąc szkół na tysiąc
lecie państwa polskiego” wybudowano szkołę podstawową na około
600 dzieci. Z czasem jak zakłady się rozrastały przedszkole i
szkoła zaczęły zapełniać się dziećmi. Ponieważ właścicielem
przedszkola był jeden z zakładów pracy kierowniczką została żona
jednego z ówczesnych dyrektorów. Sprawowała tę funkcję przez
prawie 35 lat. Mówiąc wybudowano przedszkole nie miałam na myśli
tylko budynku, ale i wszystko co znajdowało się wkoło niego.
Chodzi tu między innymi o plac zabaw na którym oprócz małego
parku z ławkami znajdowały się przeróżne rzeczy przy których,
na których i w których można było się bawić. Najfajniejszym
elementem tego placu był tramwaj do którego można było wejść i
udawać, że się go prowadzi. Drabinki, piaskownica czy makieta
pociągu też miały swój urok ale według dzieci nic nie mogło się
z nim równać. Specjalnie użyłam czasu przeszłego bo przy każdej
zmianie dyrektora następowała przebudowa placu zabaw. Teraz jest
już trzeci dyrektor i z dawnego nie zostało już nic. Cały
dodawany sprzęt jest unowocześniany i jak to mówią pracownicy do
stosowany do dzisiejszych standardów. Przed wakacjami znów zmienił
się dyrektor i na samym początku w porozumieniu z właścicielami
postanowił wyremontować tym razem budynek. Jak się okazało nie
tylko z zewnątrz ale i w środku też. Przez całe wakacje ekipa
budowlana pracowała od rana do wieczora. Jak to u nas bywa w remont
włączyły się również zakłady pracy oczywiście finansowo.
Jeden z nich, wiadomo który zafundował całe wyposażenie. Dla
najmłodszych przygotowano misie, klocki, kredki i inne. Dla
starszych gry i puzzle. „Memos - Kraina Lodu” czy gra „5 sekund
Junior” to tylko niektóre z nich. Czy im się podobają nie wiem.
Podobno rodzaj zabawek i gier planszowych był konsultowany z osobami
odpowiedzialnymi za prawidłowy rozwój dzieci.
poniedziałek, 21 września 2015
TEGO JESZCZE NIE BYŁO czyli małe targi zabawek.
Muszę podzielić się z Wami tą wiadomością. Pamiętacie nasze
targi zabawek? Pod koniec imprezy zorganizowanej u nas przez
dyrektora szkoły i sołtysa okazało się, że wśród gości byli
też dziennikarze. Nikt nie wiedział skąd, ani jak się o tym
dowiedzieli. Jak to u nas bywa od razu zaczęto snuć teorie na ten
temat. Najlepsza z nich mówiła o tym, że to przedstawiciele
zaproszonych firm sami powiadomili ich i dlatego przywieźli chyba
wszystkie swoje produkty. Dziennikarze zobaczą, opiszą gazeta
wydrukuje i będzie darmowa reklama. Każdy miał teorię. Inną
sprawą jest skąd cała gmina dowiedziała się o imprezie. Już w
niedzielę wszystko się wyjaśniło. Nasza szkoła jest za mała i
dlatego do gimnazjum dzieci chodzą do innej miejscowości. Wiadomo
jak to uczniowie. Na lekcjach siedzą cicho a przynajmniej większość
a na przerwach przecież trzeba o czymś rozmawiać. Wiadomo o czym.
Takie wydarzenie nie mogło długo zachować się w tajemnicy.
Najpierw wiedzieli koledzy potem rodzice a jak wiadomo każdy z nich
pracuje w innym zawodzie. Wśród nich byli też pracownicy gazet a
że były to jedyne takie targi może i w całym kraju to żaden
wydawca nie mógł tego przegapić. Jednak nikt nie zauważył, że
podczas imprezy po całym boisku kręcił się jakiś człowiek z
kamerą. W środę rano na drzwiach szkoły była przyklejona kartka
z linkiem do znanej strony z filmami. Po wejściu na ową stronkę
dużymi literami podany był tytuł filmu: TEGO JESZCZE NIE BYŁO
czyli małe targi zabawek. Na filmie oprócz wszystkich prezentacji
była pokazana konkurencja układanie puzzli na czas. W opisie autor
napisał „Jej wysokość Zosia” i „Wesoły dzień Zosi” - tak
się układa puzzle. Niestety już na drugi dzień film został
skasowany. Pisało coś o naruszeniu praw autorskich. W środę w
lokalnej gazecie pojawił się artykuł. Był taki jak wszystkie
opisujące przebieg jakiejś imprezy. Kto był, z kim i w jakim celu.
Żadnego wywiadu. Najbardziej szkoda tego usuniętego filmu. Był
naprawdę godny polecenia. Szkoda.
piątek, 18 września 2015
Małe targi zabawek
Jak już wspominałam w minioną sobotę odbyły się zorganizowane
przez dyrektora szkoły i sołtysa „małe targi zabawek” dla
uczniów i przedszkolaków. Ponieważ była to jedyna taka impreza w
całej gminie a może i w województwie wszystko musiało być
zorganizowane bez żadnego błędu. Już od samego rana w piątek
zaczęły się wielkie przygotowania. Duża sala, scena, nagłośnienie
słowem wszystko. Przy takiej okazji zaproszeni producenci poprosili
o listę uczestników imprezy jak to określili w celach
informacyjnych. Wiek, klasa i takie tam. Jak to zwykle bywa z planami
i tym razem teoria z praktyką nie miała nic wspólnego. Po całej
gminie rozeszła się wieść o planowanych targach więc w piątek
po południu zamiast listy z naszej szkoły i przedszkola
organizatorzy otrzymali listy chętnych z prawie każdej szkoły w
gminie. Wpadka? Nie. Na tablicy ogłoszeń pojawiła się
informacja, że ze względów na tak ogromne zainteresowanie cała
impreza zostaje przeniesiona na boisko sportowe i dlatego zostaje
przesunięta godzina otwarcia z 9 na 11. Do późnych godzin w piątek
i od rana w sobotę wszystko było przenoszone, ale udało się. Jak
pisałam po wszystkich prezentacjach dzieci zaczęły zadawać
pytania o pomysły, sposoby produkcji. Po godzinie tych pytań jeden
uczeń pierwszej klasy zapytał o coś o co chyba wszystkie dzieci
chciały zapytać od samego początku „Kiedy wreszcie zaczniemy w
nie grać” Wydaje mi się, że wszyscy producenci przewidzieli taki
obrót sprawy bo jakimś dziwnym sposobem zamiast przyjechać
samochodami osobowymi na parking obok stadionu podjechały ogromne
ciężarówki. W trakcie pytań wnoszono coraz więcej pudeł i jak
można się domyślić były w nich nie tylko obiecane gry „Memos -
Kraina Lodu” i „5 sekund Junior” ale nawet świecące w
ciemności „Avengers - Puzzle Magic Decor” chociaż był środek
dnia. Pod koniec imprezy okazało się, że oprócz zaproszonych
gości pojawili się dziennikarze, więc dla wszystkich firm taka
impreza to idealny sposób na reklamę. Teraz wiadomo dlaczego
pokazali chyba wszystkie swoje produkty. Brawo za pomysł.
środa, 16 września 2015
Jak spędzić wakacje w domu
Nie tylko w szkole opowiada się o wrażeniach z wakacji. Najstarsza
grupa naszego przedszkola też zajęła się tym tematem zaraz na
początku. Jak zwykle opowieści były różne. Jedne wesołe a inne
nie bo co wesołego jest w dwóch miesiącach spędzonych w domu. Ale
i wtedy wakacje nie muszą być takie złe. Wystarczy jedna osoba
potrafiąca znaleźć choć jedną rzecz, która może zaciekawić
dzieci i to wszystko zorganizować. My na szczęście mamy takiego
człowieka. Jest nim oczywiście nasz sołtys. Swoją drogą nie mam
pojęcia skąd on bierze pomysły na to wszystko. I w te wakacje nie
zawiódł. Jak wszyscy uczniowie wiedzą w czasie tych dwóch
miesięcy brama szkolna powinna być zamknięta nawet na łańcuch
jeśli jest taka możliwość. Przez cały sierpień nasza była
otwarta. Żeby nikt nie pomyślał, że straszenie otwartą szkołą
było sposobem na spędzanie wakacji chcę od razu wyjaśnić na czym
polegał ów pomysł. Za zgodą jeszcze starego dyrektora cała sala
gimnastyczna została przygotowana do różnego rodzaju zawodów i
turniejów. Ponieważ mamy dość dużą salę można było
przygotować wiele konkurencji. Dodatkową atrakcją dla
przedszkolaków była możliwość wizyty w szkole jeszcze przed
rozpoczęciem roku szkolnego. Na tę część naszych mieszkańców
liczyliśmy najbardziej to też głównie dla nich wszystko zostało
przygotowane. W organizację włączyły się też zakłady pracy
szczególnie producent zabawek. „Memos
- Kraina Lodu” czy „5
sekund Junior” to tylko niewielka część gier planszowych jakie
zostały przez nich dostarczone. Główne nagrody we wszystkich
konkursach też. Żeby nikt nie był głodny podczas tych
wszystkich zmagań posiłki zostały zamówione w firmie
kateringowej. Tu również znalazł się sponsor. Jak już nie raz
mogliście się przekonać w każde przedsięwzięcie włączają się
wszyscy. Tak więc nawet dzieci, które z różnych powodów nie
wyjeżdżają na wakacje zawsze mogą liczyć na jakieś atrakcje. Są
ludzie którzy na pewno o to zadbają.
poniedziałek, 14 września 2015
Pomysł nowego dyrektora
Najmłodszym członkiem naszej
małej społeczności, jak już wielu z Was zapewne pamięta, jest
niedawno wybudowana fabryka zabawek a dokładniej jej pracownicy.
Dlaczego o tym wspominam. Ano dlatego, że jednym z zajmujących
wyższe stanowisko jest wszystkim dobrze znany człowiek, który
pełni też jeszcze jedną ważną funkcję. Jako że nasza szkoła w
połowie wakacji straciła dyrektora ktoś musiał chwilowo zająć
jego miejsca. Po naradzie ogłoszono, że do mianowania nowego, co ma
nastąpić pod koniec października zastępował go będzie właśnie
on, ponieważ miał doświadczenie w kierowaniu szkołą. Nie naszą
ale jednak. Przy przeglądaniu dokumentów natrafiono na jak to
nazwać „raport” z zeszłorocznej wycieczki targi zabawek. Może
pamiętacie jak dzieci przechodziły obojętnie obok stanowisk z
wszelkiego rodzaju grami i zabawkami na miarę XXI wieku. Mnóstwo
światełek dźwięków i innej elektroniki. Nagle wszystkie dzieci
zatrzymały się przy jednym z namiotów w którym bardzo podobna do
naszej firma produkująca zabawki pokazywała swoje produkty. Jak
się okazało były to gry i zabawki całkowicie pozbawione jakiejś
najnowszej technologii. I to dzieci zainteresowało najbardziej. Jak
można było kiedyś bawić się, jak to określiły „czymś takim”
Ze sprawozdania wynikało też, że dzieci nie za bardzo chciały
opuścić ten namiot mimo że trzeba było już wracać. Nowy
dyrektor w porozumieniu z sołtysem ogłosił, że w najbliższą
sobotę i niedzielę odbędą się nasze małe targi gier i zabawek.
Przedstawiciele kilku firm z których każda przedstawi tak
interesujące wtedy gry. Każdy z zaproszonych gości pokaże i omówi
jeden rodzaj rozrywki tak aby dokładnie pokazać zasady jakie przy
nich obowiązują. Oczywiście nasza fabryka też dostała
zaproszenie i prośbę o przedstawienie serii puzzli „Jej
wysokość Zosia” i
„Wesoły dzień Zosi”
Inne firmy mają
pokazać gry rozwijające pamięć „Memos
- Kraina Lodu” i „5
sekund” Jedna z firm
została poproszona o przedstawienie jednej rzeczy z zabawek godnych
XXI wieku. Wybór padł na zegarek-zabawkę „VTech
- Kidizoom Smart Watch” Później
słuchacze będą mieli możliwość skomentowania prezentacji. Nie
mogę się doczekać.
piątek, 11 września 2015
Kółko fotograficzne
Wydarzenia w szkole to coś o czym można pisać bardzo wiele.
Niektóre są dobre a niektóre złe. Jak wszędzie. Na pewno jedną
z rzeczy, którą można uznać za niedobrą jest ilość lekcji. 7
albo 8 lekcji dla dzieci w czwartej klasie szkoły podstawowej to
chyba trochę za dużo jak na jeden dzień. Ale to tylko moje skromne
zdanie. Ciekawym pomysłem jest zorganizowanie, kiedyś nazywało się
to, kółek zainteresowań. Dzisiaj chyba też, ale mniejsza o nazwę.
Największym zainteresowaniem cieszy się kółko fotograficzne. W
naszej miejscowości niedawno została otwarta filia dużej firmy
fotograficznej. Dyrektorem został jeden z naszych zasłużonych
mieszkańców i to właśnie on wpadł na pomysł żeby dzieci
nauczyły się czegoś więcej o fotografii niż tylko bieganie z
komórkami i pstrykanie zdjęć byle czego i byle jak. Jego słowa. Z
prawie każdej klasy uczniowie chcieli należeć do tego zespołu
ale jak to wszędzie bywa chętnych było kilka razy więcej niż
miejsc. Rekrutację przeprowadzono w dość nietypowy sposób.
Któregoś dnia na tablicach ogłoszeń pojawiła się wiadomość o
spotkaniu wszystkich kandydatów z bardzo ważnym gościem w sprawie
przyjęcia do kółka fotograficznego. Na sali nie było ani jednego
wolnego miejsca. Przyszli wszyscy chętni a inni z ciekawości. Na
sali pojawił się właściciel owej firmy fotograficznej. Na
wiadomość o tak wielkim zainteresowaniu pomysłem naszego dyrektora
i kłopotem z ilością kandydatów postanowił ogłosić konkurs
oczywiście fotograficzny. Tematem zdjęć miała być, i tu była
największa niespodzianka, ulubiona gra lub zabawka. Żeby było
ciekawiej zdjęcia miały być zrobione właśnie telefonem
komórkowym. Dał na to tydzień. Zdjęcia były najróżniejsze i
tematy też. Oczywiście moje wszystkie wnuki wzięły się ostro do
roboty. Nawet ilość czasu spędzonego w szkole nie przeszkadzała
im w zdobywaniu coraz to więcej zdjęć ale żadne nie spełniało
ich oczekiwań. Wreszcie Ania i Agnieszka wpadły na pomysł. W
całkowitej ciemności zrobiły zdjęcie puzzli „Avengers - Puzzle
Magic Decor” i zestawu „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i
Elsy „ Na taki pomysł nikt nie wpadł. Zostały przyjęte i na
razie są bardzo zadowolone.
środa, 9 września 2015
Nowy członek rodziny
Większość z Was zapewne pamięta jak wyglądał początek roku
szkolnego 20 – 25 lat temu. Młodszym przypomnę jak to było. 1
września wszystko się zaczynało. To chyba jedyna rzecz, która się
nie zmieniła. O godzinie 9 rano słuchało się przemówienia
Ministra Edukacji a dopiero potem rozpoczynało się całe „święto”
Przez pierwszy tydzień, przynajmniej u nas w szkole, plan lekcji był
podawany tylko na następny dzień. Przez pierwsze dwa tygodnie
lekcje polegały głównie na opowiadaniu wrażeń z wakacji. Gdzie
kto był co widział i takie tam. Dopiero później, gdy plan lekcji
był już podany na cały tydzień i wiadomo było, że już się nie
zmieni zaczynała się nauka. Dziś jest to trochę inaczej. Już
trzeciego dnia nauczycielka języka polskiego zadała dzieciom
wypracowanie. Temat: Najciekawsze zdarzenie podczas wakacji. Pracę
trzeba było oddać w ciągu pięciu dni. Bardzo często piszę o
Agnieszce, ale to zadanie przypadło mojej starszej wnuczce Ani,
uczennicy pierwszej klasy gimnazjum. Pierwszego dnia nic nie mogła
wymyślić. Z pomocą przyszedł jej tata. Tytuł wypracowania: Nowy
członek rodziny. Zapytacie co może być ciekawego w tej postaci? Od
początku. W połowie wakacji rodzice Ani zapowiedzieli przyjazd
kogoś specjalnego bo jak mówili, już czas aby wszyscy go poznali.
Dorośli członkowie rodziny wiedzieli, że chodzi o najstarszego
syna Tomka, który ujmijmy to tak, od kilku lat przebywał w
zamknięciu. Dzieci bardzo się denerwowały i nie tylko one.
Nadszedł dzień przyjazdu. Nikt nie wierzył gdy pod dom podjechał
wspaniały samochód a z niego wysiadł zapowiadany gość. Okazało
się, że od jakiegoś czasu powodzi mu się całkiem dobrze. Na
początku wszystkie dzieci podchodziły do niego dość nieśmiało
do momentu gdy jako prezent powitalny dostały puzzle i gry
planszowe. Od brata dowiedział się, wśród ulubionych są puzzle
„Barbie - super księżniczka” albo „Barbie i jej super
przyjaciele” i takie właśnie specjalnie dla nich kupił.
Oczywiście prezentów było dużo więcej ale o innych nie warto
wspominać. Tak Ania i reszta rodzeństwa poznała swojego brata.
Zobaczymy jaką ocenę dostanie za swoje wypracowanie.
poniedziałek, 7 września 2015
Sposób na naukę
Pierwszy września - pierwszy dzień roku szkolnego. Ta data
przyprawia o ból głowy prawie wszystkich uczniów. Powiedziałam
prawie. Jest jedna grupa uczniów, która nie może doczekać się
tego dnia. Dla nich pierwszy dzwonek to przeżycie na które czekają
całe dwa miesiące wakacji. Ta grupa to oczywiście
pierwszoklasiści. Jednak wszyscy dobrze wiedzą, że z upływem
czasu nawet oni przestają ten dźwięk lubić no chyba że oznajmia
koniec lekcji. Z początkiem roku szkolnego trzeba zmienić wakacyjny
plan zajęć. Zamiast spania do południa wstawanie o 7 rano. Zamiast
całego dnia gier i zabaw nauka i odrabianie lekcji. Jednak niektóre
zajęcia dla niektórych pozostają bez zmian. Jednym z takich zajęć
jest trening ale nie byle jaki. Na pewno pamiętacie moją wnuczkę
Agnieszkę i jej drużynę, która przez całe dwa miesiące
trenowała grę „5 sekund” i „5 sekund Junior” Jak zapewne
pamiętacie na imprezie z okazji dnia dziecka odbył się turniej w
te właśnie gry. Niestety wtedy nie poszło im najlepiej i przegrały
z drużyną z klasy. Na uroczystości z okazji zakończenia wakacji
trening przyniósł efekty i dziewczynki zajęły drugie miejsce. Po
delikatnej modyfikacji owe gry świetnie nadają się do nauki.
Zmiana pytań pomaga nie tylko ćwiczyć pamięć, ale i może służyć
do powtarzania już zdobytych wiadomości i to z każdego przedmiotu.
Przykład: język polski. Wymienić dwa wyrazy pisane przez rz. Albo
matematyka: wymienić dwa działania których wynik wynosi na
przykład 24. Możliwości jest bardzo dużo. Połączenie nauki i
zabawy w jedno. Nie należy też zapominać, że taka gra jest też,
przynajmniej dla Agnieszki i jej drużyny, świetnym treningiem przed
następnym turniejem. Może tym razem pierwsze miejsce i nagrody
typu „VTech - Kidizoom Smart Watch” przypadną im. Na razie
jednak muszą więcej uwagi skupić na nauce nowych rzeczy. Co
dziennie po powrocie ze szkoły Agnieszka opowiada czego się
nauczyła a potem siadamy i razem dopisujemy na kolejnych kartach
pytania o nowe rzeczy. Nauka wcale nie musi być nudna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)