poniedziałek, 26 lutego 2018

Jak kogoś wyprosić

Może Wy macie jakieś pomysły, jak grzecznie wyprosić kogoś z domu, ale tak, żeby się nie obraził. Miałam kilka pomysłów, jednak wszystkie właśnie tak się kończyły. Dlaczego o tym wspominam? Zacznijmy tak: w sobotę byłam chora, konkretnie od samego rana bolała mnie głowa. Nie, nie, w piątek nie było żadnej imprezy. Po prostu czasem tak mam. I właśnie o to chodzi, czasem. Nie jest to jakiś okropny ból, ale ponieważ zdarza się rzadko, wydaje mi się, że zaraz będę umierać. Każdy krzyk, każde trzaśnięcie drzwiami jest nie do wytrzymania. Niestety moje wnuczki nie rozumieją tego. Chora to chora i trzeba się babcią opiekować. Wiele razy tłumaczyłam im, że opieka nie polega na przychodzeniu co 5 minut z pytaniami, czy czegoś nie potrzebuję, ale na przykład na dotrzymywaniu towarzystwa, a gdy będę czegoś potrzebować to sama poproszę. Z dotrzymaniem towarzystwa nie ma kłopotu, zawsze przyniosą jakieś puzzle czy karty, ale tym razem to nie pomaga, a wręcz przeciwnie. W przypadku bólu głowy potrzebny jest spokój i cisza. Zestaw puzzli to bardzo dobra rzecz, aby się czymś zająć i nie myśleć o swoim stanie. Ale co zrobić, moim wnuczkom tego nie da się wytłumaczyć. Jak to mówią: nie pomoże prośba, nie pomoże groźba, właściwie to nic nie pomaga. Będą się opiekować babcią i już. W sobotę, zaraz po przyjściu moich opiekunów, dziadek zadzwonił do ich rodziców, wyjaśnił sytuację i udało się pozbyć całej piątki. Nie za bardzo chciały iść, dopiero obietnica wizyty w galerii handlowej je przekonała. Sam na sam z puzzlami, tego mi było trzeba i jakoś przeżyłam ten dzień. Jak widzicie jedynym sposobem na pozbycie się dzieci był podstęp, w tym przypadku przekupstwo. Jednak przyznacie mi rację, jeśli powiem, że nie można uczyć dzieci takich rzeczy. Jeśli macie jakieś pomysły, jak wyprosić dzieci, żeby poskutkowało i nikt się nie obraził, to proszę o pomoc.

piątek, 23 lutego 2018

Kłótnia o wszystko

Nie raz pisałam, że moja córka podjęła pracę w jednej z firm znajdującej się w naszej okolicy. Pracuje na zmiany. Rzadko, ale jednak czasem się zdarza, że i ona, i jej mąż pracują w tym samym czasie i dzieci podczas ich nieobecności są u nas. Tak było przez ostatni tydzień, a jeszcze do tego mamy ferie zimowe. Zwykle, gdy zmiany się pokrywały, dzieci były w szkole, a gdy rodziców nie było w domu po południu, wtedy mieliśmy odwiedziny. Bardzo lubię, gdy wnuki nas odwiedzają, ale tym razem mogę powiedzieć, że cały dzień to trochę za długo. Zaraz zobaczycie dlaczego. Z mężem mamy już swoje lata i od awantur i krzyków trochę odwykliśmy. Nie raz odwiedzała nas cała piątka wnuków i zawsze panowała miła atmosfera. Można powiedzieć, że prawie nigdy się nie kłóciły, a gdy już to o jakieś drobnostki. Zasady podczas gry, albo czy jakiś element zestawu puzzli pasuje do reszty obrazka, ale zawsze kończyło się to zgodą. Teraz tylko pierwszego dnia był spokój. Później kłóciły się dosłownie o wszystko. Gdy dowiedziałam się, że cały tydzień będą z nami, w pobliskim sklepie kupiłam zestawy gier z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Zawsze lubiliśmy w to grać, więc pomyślałam, że tym razem też tak będzie. Już podczas otwierania pudełka dziewczynki zaczęły kłócić się o kolor kart, których miałyśmy używać. Każda próba rozpoczęcia jakiejkolwiek zabawy czy gry kończyła się awanturą. Nie wiem, co się stało, co tak odmieniło obie dziewczynki. Gdy zapytałam o to córkę, ta wyjaśniła mi, że zawsze tak się zachowują, gdy zmiany jej i męża się pokrywają, tylko wtedy chodzą do przedszkola i szkoły. Wtedy pół dnia mają być razem, ale jakoś udaje się je rozdzielić. Dlatego wiele razy mieliśmy pod opieką tylko młodszą wnuczkę. Wydaje mi się, że o takim fakcie powinna mi powiedzieć wcześniej. Czemu tego nie zrobiła, nie wiem.

środa, 21 lutego 2018

Konkurencja

Pytanie: co może zrobić firma, żeby zniszczyć konkurencję? Odpowiedź: bardzo dużo, prawie wszystko, to zależy od uczciwości firmy. Rozumiem, uczciwą konkurencję na rynku. Jakość świadczonych usług, konkurencyjne ceny, ale to jak potraktowano jedną z miejscowych firm, przekroczyło wszystkie zasady uczciwości. Pamiętacie nowo otwartą firmę organizującą przyjęcia i sposób w jaki wszyscy się o tym dowiedzieli? W skrócie, właściciele zorganizowali urodziny swojemu synowi, wszystko się udało mimo zmiany pogody, a przy wyjściu każdy gość dostał wizytówkę z nazwą i adresem organizatora. W okolicy mamy już kilka takich firm, ale tylko ta przy układaniu planu przyjęcia, wzięła pod uwagę możliwość spadnięcia deszczu. W każdym innym przypadku, niespodziewane wydarzenie kończyło przyjęcie. Zamiast poprawić jakość swoich usług, konkurencyjna firma postanowiła zniszczyć przeciwnika. Nasi bohaterowie zostali wynajęci do zorganizowania przyjęcia urodzinowego jednego z uczniów. Wszyscy odradzali przyjęcia tego zlecenia, bo każdy mieszkaniec naszej miejscowości wiedział o pokrewieństwie z właścicielem konkurencyjnej firmy i znał metody traktowania przeciwnika. Ostrzeżenia nie pomagały. Poczyniono przygotowania, ustalono plan przyjęcia i zaproszono gości, wśród nich kilku kolegów solenizanta, znanych z pakowania się w kłopoty. Na początku wszystko szło dobrze. Życzenia, prezenty. Wszystko zaczęło się, gdy na salę wjechał tort. Po awanturze o jego kawałek, reszta razem z podstawą wylądowała na podłodze. Przyjechał drugi. Później podczas zabawy wybuchła kolejna awantura, tym razem o zasady z gry. I tak dalej, i tak dalej. Każda gra i zabawa tak samo się kończyła. W końcu okazało się, że przygotowane pudełka z przygotowanymi puzzlami są pootwierane a wszystkie elementy wymieszane, organizatorzy zaczęli się martwić. Przed przyjęciem sprawdzili i opakowania były jeszcze w folii. Okazało się, że to nie koniec. Jako główną atrakcję przyjęcia przygotowano rozgrywkę w ulubioną grę solenizanta „Mistakos” firmy Trefl. Po otwarciu pudełek wszyscy zobaczyli połamane wszystkie elementy. To zakończyło przyjęcie. Wszyscy wiedzieli, kto zadbał o to, by przyjęcie okazało się katastrofą. Organizatorzy wyciągnęli wnioski i od tamtej pory każde ich przyjęcie kończy się zadowolonymi minami uczestników.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Nowa firma

W okolicy powstała nowa firma zajmująca się organizowaniem przyjęć. Wszyscy mieszkańcy dowiedzieli się o tym w dość oryginalny sposób. Ale od początku. W klasie Agnieszki pojawił się nowy uczeń. Wraz z rodzicami przeniósł się z jednego z dużych miast. Chcieliśmy ich powitać w naszej małej społeczności, ale oni postanowili przedstawić się wszystkim, organizując przyjęcie. Akurat tak się złożyło, że ich syn obchodził wtedy urodziny. Ponieważ mieliśmy już przypadek, gdy nowa rodzina chciała się przedstawić pozostałym i nikt nie zapamiętał tego dobrze. Przez cały dzień pod dom przyjeżdżały samochody od organizatorów przyjęcia. Kilka ciężarówek z meblami, namiotami i jedzeniem. Tym razem, nasi nowi mieszkańcy postanowili zorganizować wszystko sami. Przez cały czas przygotowań pod ich dom przyjechała tylko jedna ciężarówka z meblami ogrodowymi, nic więcej. Na przyjęcie urodzinowe zaproszeni byli wszyscy mieszkańcy. Od początku wiadomo było, że będzie to połączone z przedstawieniem rodziny całej miejscowości. Krążyły plotki, że organizacją wszystkiego zajęła się firma, ale nikt nie wiedział jaka firma, skąd i jak to będzie wyglądać. Wiadomo, na przyjęcie urodzinowe trzeba kupić prezent, ale w tym przypadku pomyśleliśmy też o jakimś powitalnym. W swojej ofercie firma Trefl posiada „Foto puzzle” Mamy wielu zapalonych fotografów, więc do producenta wysłaliśmy zdjęcie naszej okolicy. Zestaw składa się z 2000 elementów i po ułożeniu można powiesić go na ścianie. Zapytacie, dlaczego zestaw puzzli? Przecież można było wymyślić bardziej oryginalny prezent. Dlatego, że gdy sołtys poszedł zaprosić całą rodzinę na planowane przyjęcie, na ścianie zobaczył wiele takich obrazków. Czyli ludzie lubią puzzle. W trakcie uroczystości urodzinowych zaczął padać deszcz. Jak wiadomo, gdy organizatorem jest firma, takie przyjęcie się kończy, bo nikt nie przewidział zmiany pogody. Tu było inaczej. Wszyscy byli zadowoleni, bo przyjęcie skończyło się w domu, wszystko według planu. Przy wyjściu, każdy otrzymał wizytówkę, z której wynikało, że organizatorem przyjęcia była firma, należąca do naszych gospodarzy. Jedyna firma, która w planie uwzględniła zmianę pogody. Nie zła reklama, prawda?

piątek, 16 lutego 2018

Płyn w basenie

Wielu z Was pamięta, jak wygląda życie na kolonii czy obozie na przykład harcerskim. Wycieczki, rajdy a gdy to możliwe zajęcia sportowe. Grupa uczniów, która zakwaterowana jest w naszym hotelu ma możliwość korzystania z krytej pływalni. Taka możliwość jest wliczona w cenę pokoju. Ale jest jeszcze czas w ciągu dnia, której nie lubią koloniści. Podsumowanie całego dnia a konkretniej nagrody i kary za zachowanie. Kary są bardzo rzadko stosowane, ale czasem się zdarzają. Żebyście nie pomyśleli, że ktoś tu bije dzieci. Nic z tych rzeczy. Karą może być zakaz udziału w wycieczce. Na początku tygodnia mieliśmy taką sytuację. W każdy poniedziałek basen jest zamknięty z powodu wymiany wody. Nie wiadomo jak, ale kilkoro dzieci wlało do wody płyn do naczyń. W basenie zrobiło się mnóstwo piany, od razu została wezwana służba sanitarna i policja. Po przeprowadzeniu kontroli wody, sprawcy sami się przyznali i zostali ukarani właśnie zakazem udziału w wycieczce. Ponieważ od początku ferii z tą grupką były największe kłopoty, organizator wycieczki poprosił nauczycielki o zorganizowanie czasu ukaranym, żeby nie włóczyli się sami po miejscowości. Na początku nie wiadomo było co zaproponować dzieciom, wszystko im się nie podobało. Puzzle, karty, wszystko lądowało na podłodze Z pomocą przyszły produkty firmy Trefl. Przynajmniej przez jakiś czas. Gra „Kapsle- hokej” przez ponad godzinę zapewniła spokojną rozgrywkę, dopóki wszyscy grali uczciwie. Później zaczęły się kłótnie i trzeba było zmienić grę. Gdy reszta grupy wróciła z wycieczki, opiekun grupy chciał się dowiedzieć, jak zachowywali się ukarani. Pracownicy opowiedzieli o rozgrywkach, naginając trochę prawdę. Nie wspomnieli o awanturze ponieważ dzieci obiecały poprawę. Jak do tej pory udaje im się dotrzymywać obietnicy, ale jak długo to potrwa, zobaczymy.

środa, 14 lutego 2018

Wyjście z sytuacji

Zorganizowanie przyjęcia urodzinowego, gdy wszystko idzie dobrze, to żadna sztuka. Trudniej gdy od samego początku pojawiają się same problemy. Moja najlepsza przyjaciółka, Halinka postanowiła zorganizować swojej wnuczce takie przyjęcie. 5 lat to już poważny wiek. Rodzicom spodobał się ten pomysł. Ułożyła plan uroczystości, zamówiła ogromny tort i zaprosiła gości. Specjalnie na tę okazję zamówiła nowe zestawy gier i puzzli. Czekały spokojnie, schowane pod łóżkiem. Niestety dwa dni przed przyjęciem w domu pękł kaloryfer i całe mieszkanie zostało zalane. Tylko dzięki uprzejmości gospodarza domu kultury udało się znaleźć salę. Jednak coś nie chciało, żeby to przyjęcie się udało. Tej samej nocy ktoś, do dziś nie wiadomo kto, wybił szybę właśnie w tej sali. Mało brakowało, a wszystko trzeba by odwołać. Gdy wnuczka się o tym dowiedziała, bardzo się zmartwiła. Wierzcie mi, ale nie wiele jest na świecie rzeczy smutniejszych niż mina zawiedzionego dziecka. Znacie mój charakter. Od razu zaproponowałam pomoc. W końcu to przyjaciółka rodziny. Był tort, zaproszeni goście, trzeba było tylko znaleźć miejsce. Jak wiecie mamy duży dom i pomieszczenie kilkunastu osób nie sprawia jakiegoś dużego kłopotu. Gdzieś na dnie szafy zawsze mam schowane kilka gier. Tak na wszelki wypadek. Zobaczcie jaki zbieg okoliczności. Chciałam kupić coś z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” ale akurat nie było tych zestawów w sklepie. Gry „Mistakos” i „Gdzie jest Dory?” kupiłam zamiast nich. Teraz się przydały. Ale co zrobić z gośćmi? Pani Halinka wymyśliła sposób, jak bez kolejnego powiadomienia o zmianie miejsca przenieść wszystkich do nas. Gdy pojawili się przed domem kultury, zastali zamknięte drzwi i stojący przed nimi zielony bus z głową dinozaura na dachu. Kierowca wyjaśnił, że to część przyjęcia. Dzieci były zachwycone, nie co dzień mają okazję przejechać się dinozaurem. Wszyscy jechali na przyjęcie a my kończyłyśmy przygotowania. Wszystko się udało, a dzieci nawet nie zauważyły, że były jakiekolwiek kłopoty.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Zapraszamy do nas

Ferie zimowe, okres na który czekają nie tylko uczniowie, ale i właściciele hoteli czy schronisk. Jeszcze lepiej, gdy miejscowość położona jest w jakimś malowniczym miejscu, a spełnieniem marzeń może być na przykład wyciąg narciarski. Nasza miejscowość może pochwalić się i jednym, i drugim. Więc mamy: położenie w malowniczym miejscu, wyciąg narciarski, a jak by komuś było mało, to możemy dorzucić hotel z krytą pływalnią wliczoną w cenę pokoju. Ale wyszła reklama, prawda? W tym roku, na początku zimy mieliśmy wielką uroczystość. Po ponad czterech latach wyciąg znów został otwarty. Wielu z Was zapyta: po co go w ogóle zamykali? Teren należy do zarządu lasów państwowych, i był wynajmowany. Gdy kończyła się umowa z poprzednim właścicielem, całe wyposażenie w tajemniczych okolicznościach spłonęło. Ludzie mówili, że ktoś specjalnie wzniecił pożar, ale nigdy tego nie udowodniono. Przez cztery sezony cały teren był opuszczony. Zaraz po wakacjach jacyś ludzie zaczęli zwozić sprzęt i przebudowywać wszystko. Na otwarciu było bardzo dużo ludzi. Właściciele wszystkich sklepów już zacierali ręce. Wiadomo, nikt kto przyjeżdża na cały dzień, nie zabiera ze sobą tyle jedzenia, lepiej pójść do sklepu na miejscu. Od bardzo dawna na ferie zimowe i wakacje hotel również jest pełny. Coś ludzi do nas przyciąga. O ile przez prawie cały dzień chodzą na różne wycieczki albo rajdy, to wieczorem trzeba zapewnić im jakąś rozrywkę. Nie jest to obowiązkiem pracowników hotelu, ale jak to mówią: nasz klient, nasz pan. Dorośli organizują sobie czas sami, z dziećmi jest trudniej. Z pomocą przyszli nauczyciele i przedszkolanki. Gry, zabawy, karty, puzzle. Do wyboru, do koloru. Co wieczór coś innego. Specjalnie dla jednej z grup dyrekcja zamówiła w sklepie firmy Trefl zestawy z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Ludzie, podczas ferii przypominać dzieciom o szkole? Tylko dzięki refleksowi pracowników udało się uniknąć tej gafy. Szybko sprowadzono inne zestawy, nie związane ze szkołą i wszystkie dzieci są zadowolone. Oby tak zostało.

piątek, 9 lutego 2018

Sposób na uratowanie przyjęcia

Powiedzcie mi, jak zaplanować jakiekolwiek przyjęcie w ogrodzie, gdy mamy tak zmienną pogodę. Nie raz ludzie próbowali, z lepszym albo gorszym skutkiem. Przyznaję się bez bicia, że też byłam wśród nich. Rzecz jasna nie udało się, ale nie była to też całkowita katastrofa. Byłam na kilku podobnych, organizowanych zarówno przez rodziców jak i profesjonalne firmy. Przyjęcie dokładnie zaplanowane. Co, kto i kiedy ma robić. Jakie ma być jedzenie, tort i cała reszta. Wystarczyła jedna rzecz, która nie była uwzględniona i wszystko się sypało. Rozważni rodzice, mimo zapewnień organizatorów, że nic nie jest w stanie przerwać przyjęcia, przygotowywali plan awaryjny. Bardzo często z niego korzystano. Organizując ostatnie ze swoich przyjęć, skorzystałam z tego pomysłu. Na wszelki wypadek przygotowałam dwa plany przyjęcia. Nie były zaplanowane co do sekundy, jak robią to firmy, ale całkowitego zamieszania też nie było. W moim przypadku plan awaryjny przydał się od razu. Ponieważ za oknem od kilku dni padał śnieg, temperatura prawie przez cały czas była poniżej zera, miejscem przyjęcia miał być ogród. Wraz z mężem przygotowaliśmy małe lodowisko i miejsce do ulepienia kilku bałwanów. To miał być jeden z przygotowanych konkursów. Dwa dni przed przyjęciem temperatura zaczęła rosnąć, śnieg topnieć i z bałwanów i lodowiska trzeba było zrezygnować. Na taki właśnie wypadek przygotowałam kilka konkursów, które rozgrywały się w domu. Gra w karty i kilka innych. Przydał się też zakupiony nie dawno zestaw o grecko brzmiącej nazwie „Mistakos” Opis tej wciągającej gry jest dostępny na stronie firmy Trefl. Ona zniszczyła mój plan przyjęcia, oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Przyjęcie miało trwać około 4-5 godzin, jednak dzieci tak się wciągnęły w rozgrywkę, że dopiero późnym wieczorem, po ośmiu godzinach zabawy, gdy rodzice zaczęli przyjeżdżać po swoje pociech, wszyscy zorientowali się ile czasu upłynęło. Mogę powiedzieć, że mimo kilku przeszkód przyjęcie się udało.

środa, 7 lutego 2018

Ach ten mój charakter

Witajcie. Muszę się wam do czegoś przyznać. Jak wiecie, lubię pomagać innym, mąż uważa, że czasem nawet tym, którzy tej pomocy nie chcą. Jedna z ostatnich takich pomocy okazała się katastrofą. Można powiedzieć, że niestety mnie to niczego nie nauczyło. W poniedziałek zaprowadziłam naszą najmłodszą dwójkę wnuków do przedszkola. Na miejscu okazało się, że jedna z przedszkolanek zachorowała i grupa 20 dzieci została pod opieką praktykantki. Dyrektorka od razu zauważyła, że dla jednej przedszkolanki 20 osób to za dużo, więc powiadomiła rodziców dzieci o konieczności zabrania ich pociech do domu, dopóki druga przedszkolanka nie wróci do pracy. Wiadomo, że rodzice wielu dzieci pracują i w tym czasie nie mają jak zapewnić opieki swoim dzieciom, dlatego nie bardzo podobał im się ten pomysł. Oczywiście mój charakter kazał mi zaoferować pomoc w opiece nad tymi dziećmi. W sumie była ich siódemka, nie licząc naszej dwójki. Jeszcze głupszym pomysłem było miejsce, gdzie miało to być, nasz dom. Nad tym ostatnim nie zastanowiłam się w ogóle. Trzeba było zostać w przedszkolu. O umówionej godzinie wszyscy rodzice przyprowadzili dzieci do nas. Mąż od razu mówił, że to jest bardzo zły pomysł, ale nie chciałam go słuchać. Miałam ułożony cały plan jak i czym zająć przedszkolaków. Przygotowałam gry, puzzle i inne zabawki. Wyjęłam nawet ostatnio kupioną grę karcianą w Piotrusia „Gdzie jest Dory?” Myślałam, że będę mieć wszystko pod kontrolą i to mnie zgubiło. Na początku wszystko szło dobrze. Dzieci dobrze się bawiły, nawet zaczęliśmy czytać bajki, to znaczy ja zaczęłam a dzieci słuchały. W końcu zaczęli przychodzić rodzice. Gdy rodzice zabrali pierwsze dziecko, usłyszałam straszny huk i krzyk dzieci. Mamy, a właściwie mieliśmy dość pokaźną bibliotekę. Ten huk to był odgłos przewracających się regałów z książkami. Wiele z nich zostało zniszczonych. Nie były to jakieś „białe kruki” ale i tych zwykłych szkoda. Na szczęście dzieciom nic się nie stało. Obiecałam sobie, że już nigdy nie wyrwę się z podobnym pomysłem, ale nikt w to nie wierzy.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Jak odzyskać spokój

Sobota była dziwnym dniem. Najpierw całą noc nie mogłam spać, nie wiadomo dlaczego. Od samego rana miałam bardzo zły humor, wszystko mnie denerwowało, miałam wrażenie, że wydrapię oczy każdemu, kto tyko się do mnie odezwie. Też tak czasem macie, prawda? A najlepsze jest to, że ludzie uważają mnie za osobę bardzo spokojną, może nawet za bardzo. Wszyscy w domu wiedzą, że gdy mam taki zły humor, lepiej zostawić mnie w spokoju i nie wchodzić mi w drogę. Jedyną osobą, która odważyła się do mnie przyjść była Agnieszka. Weszła do kuchni w taki sposób jak gdyby za chwilę miało wydarzyć się coś bardzo złego. Jednak tym razem było inaczej. Powiedziała tylko, że przyszła poczta i zostawiła komputer na stole. Trochę ryzykowne zagranie, ale udało się. Gdy już trochę się uspokoiłam, sprawdziłam co było tak ważnego, że Agnieszka postanowiła zaryzykować utratę komputera. Jak pamiętacie, właściciel sklepu z zabawkami rozpoczął sprzedaż internetową. Żeby być powiadamianym o najnowszych ofertach i promocjach, wiele osób zarejestrowało się na stronie sklepu. Małe wyjaśnienie. Jedynym sklepem internetowym, który swoją drogą ma najlepszą ofertę jeśli chodzi o zabawki, puzzle i gry, jest sklep firmy Trefl. Jeszcze nigdy nie zawiodłam się na ich produktach i każdemu mogę je polecić. W wiadomości było napisane, że właśnie w sobotę organizowana jest wielka promocja na najnowsze dzieła Trefla i wszyscy są zaproszeni. Jeśli tak ładnie zapraszają, to czemu nie skorzystać? Wybraliśmy się całą rodziną. Wierzcie lub nie, ale po kilku godzinach chodzenia między regałami wszyscy mieliśmy co nieść. Moją uwagę przykuły dwa zestawy edukacyjne „Mały odkrywca idzie do szkoły- prehistoria i dinozaury” i „Mały odkrywca idzie do szkoły- Ekologia” Już jakiś czas temu widziałam reklamę tych produktów, ale dopiero teraz znalazłam je na sklepowych półkach. Po powrocie do domu miałam już dobry humor.