Może
Wy macie jakieś pomysły, jak grzecznie wyprosić kogoś z domu, ale
tak, żeby się nie obraził. Miałam kilka pomysłów, jednak
wszystkie właśnie tak się kończyły. Dlaczego o tym wspominam?
Zacznijmy tak: w sobotę byłam chora, konkretnie od samego rana
bolała mnie głowa. Nie, nie, w piątek nie było żadnej imprezy.
Po prostu czasem tak mam. I właśnie o to chodzi, czasem. Nie jest
to jakiś okropny ból, ale ponieważ zdarza się rzadko, wydaje mi
się, że zaraz będę umierać. Każdy krzyk, każde trzaśnięcie
drzwiami jest nie do wytrzymania. Niestety moje wnuczki nie rozumieją
tego. Chora to chora i trzeba się babcią opiekować. Wiele razy
tłumaczyłam im, że opieka nie polega na przychodzeniu co 5 minut z
pytaniami, czy czegoś nie potrzebuję, ale na przykład na
dotrzymywaniu towarzystwa, a gdy będę czegoś potrzebować to sama
poproszę. Z dotrzymaniem towarzystwa nie ma kłopotu, zawsze
przyniosą jakieś puzzle czy karty, ale tym razem to nie pomaga, a
wręcz przeciwnie. W przypadku bólu głowy potrzebny jest spokój i
cisza. Zestaw puzzli to bardzo dobra rzecz, aby się czymś zająć i
nie myśleć o swoim stanie. Ale co zrobić, moim wnuczkom tego nie
da się wytłumaczyć. Jak to mówią: nie pomoże prośba, nie
pomoże groźba, właściwie to nic nie pomaga. Będą się opiekować
babcią i już. W sobotę, zaraz po przyjściu moich opiekunów,
dziadek zadzwonił do ich rodziców, wyjaśnił sytuację i udało
się pozbyć całej piątki. Nie za bardzo chciały iść, dopiero
obietnica wizyty w galerii handlowej je przekonała. Sam na sam z
puzzlami, tego mi było trzeba i jakoś przeżyłam ten dzień. Jak
widzicie jedynym sposobem na pozbycie się dzieci był podstęp, w
tym przypadku przekupstwo. Jednak przyznacie mi rację, jeśli
powiem, że nie można uczyć dzieci takich rzeczy. Jeśli macie
jakieś pomysły, jak wyprosić dzieci, żeby poskutkowało i nikt
się nie obraził, to proszę o pomoc.
poniedziałek, 26 lutego 2018
piątek, 23 lutego 2018
Kłótnia o wszystko
Nie
raz pisałam, że moja córka podjęła pracę w jednej z firm
znajdującej się w naszej okolicy. Pracuje na zmiany. Rzadko, ale
jednak czasem się zdarza, że i ona, i jej mąż pracują w tym
samym czasie i dzieci podczas ich nieobecności są u nas. Tak było
przez ostatni tydzień, a jeszcze do tego mamy ferie zimowe. Zwykle,
gdy zmiany się pokrywały, dzieci były w szkole, a gdy rodziców
nie było w domu po południu, wtedy mieliśmy odwiedziny. Bardzo
lubię, gdy wnuki nas odwiedzają, ale tym razem mogę powiedzieć,
że cały dzień to trochę za długo. Zaraz zobaczycie dlaczego. Z
mężem mamy już swoje lata i od awantur i krzyków trochę
odwykliśmy. Nie raz odwiedzała nas cała piątka wnuków i zawsze
panowała miła atmosfera. Można powiedzieć, że prawie nigdy się
nie kłóciły, a gdy już to o jakieś drobnostki. Zasady podczas
gry, albo czy jakiś element zestawu puzzli pasuje do reszty obrazka,
ale zawsze kończyło się to zgodą. Teraz tylko pierwszego dnia był
spokój. Później kłóciły się dosłownie o wszystko. Gdy
dowiedziałam się, że cały tydzień będą z nami, w pobliskim
sklepie kupiłam zestawy gier z serii „Mały odkrywca idzie do
szkoły” Zawsze lubiliśmy w to grać, więc pomyślałam, że tym
razem też tak będzie. Już podczas otwierania pudełka dziewczynki
zaczęły kłócić się o kolor kart, których miałyśmy używać.
Każda próba rozpoczęcia jakiejkolwiek zabawy czy gry kończyła
się awanturą. Nie wiem, co się stało, co tak odmieniło obie
dziewczynki. Gdy zapytałam o to córkę, ta wyjaśniła mi, że
zawsze tak się zachowują, gdy zmiany jej i męża się pokrywają,
tylko wtedy chodzą do przedszkola i szkoły. Wtedy pół dnia mają
być razem, ale jakoś udaje się je rozdzielić. Dlatego wiele
razy mieliśmy pod opieką tylko młodszą wnuczkę. Wydaje mi się,
że o takim fakcie powinna mi powiedzieć wcześniej. Czemu tego nie
zrobiła, nie wiem.
środa, 21 lutego 2018
Konkurencja
Pytanie:
co może zrobić firma, żeby zniszczyć konkurencję? Odpowiedź:
bardzo dużo, prawie wszystko, to zależy od uczciwości firmy.
Rozumiem, uczciwą konkurencję na rynku. Jakość świadczonych
usług, konkurencyjne ceny, ale to jak potraktowano jedną z
miejscowych firm, przekroczyło wszystkie zasady uczciwości.
Pamiętacie nowo otwartą firmę organizującą przyjęcia i sposób
w jaki wszyscy się o tym dowiedzieli? W skrócie, właściciele
zorganizowali urodziny swojemu synowi, wszystko się udało mimo
zmiany pogody, a przy wyjściu każdy gość dostał wizytówkę z
nazwą i adresem organizatora. W okolicy mamy już kilka takich firm,
ale tylko ta przy układaniu planu przyjęcia, wzięła pod uwagę
możliwość spadnięcia deszczu. W każdym innym przypadku,
niespodziewane wydarzenie kończyło przyjęcie. Zamiast poprawić
jakość swoich usług, konkurencyjna firma postanowiła zniszczyć
przeciwnika. Nasi bohaterowie zostali wynajęci do zorganizowania
przyjęcia urodzinowego jednego z uczniów. Wszyscy odradzali
przyjęcia tego zlecenia, bo każdy mieszkaniec naszej miejscowości
wiedział o pokrewieństwie z właścicielem konkurencyjnej firmy i
znał metody traktowania przeciwnika. Ostrzeżenia nie pomagały.
Poczyniono przygotowania, ustalono plan przyjęcia i zaproszono
gości, wśród nich kilku kolegów solenizanta, znanych z pakowania
się w kłopoty. Na początku wszystko szło dobrze. Życzenia,
prezenty. Wszystko zaczęło się, gdy na salę wjechał tort. Po
awanturze o jego kawałek, reszta razem z podstawą wylądowała na
podłodze. Przyjechał drugi. Później podczas zabawy wybuchła
kolejna awantura, tym razem o zasady z gry. I tak dalej, i tak dalej.
Każda gra i zabawa tak samo się kończyła. W końcu okazało się,
że przygotowane pudełka z przygotowanymi puzzlami są pootwierane a
wszystkie elementy wymieszane, organizatorzy zaczęli się martwić.
Przed przyjęciem sprawdzili i opakowania były jeszcze w folii.
Okazało się, że to nie koniec. Jako główną atrakcję przyjęcia
przygotowano rozgrywkę w ulubioną grę solenizanta „Mistakos”
firmy
Trefl. Po otwarciu pudełek wszyscy zobaczyli połamane wszystkie
elementy. To zakończyło przyjęcie. Wszyscy wiedzieli, kto zadbał
o to, by przyjęcie okazało się katastrofą. Organizatorzy
wyciągnęli wnioski i od tamtej pory każde ich przyjęcie kończy
się zadowolonymi minami uczestników.
poniedziałek, 19 lutego 2018
Nowa firma
W
okolicy powstała nowa firma zajmująca się organizowaniem przyjęć.
Wszyscy mieszkańcy dowiedzieli się o tym w dość oryginalny
sposób. Ale od początku. W klasie Agnieszki pojawił się nowy
uczeń. Wraz z rodzicami przeniósł się z jednego z dużych miast.
Chcieliśmy ich powitać w naszej małej społeczności, ale oni
postanowili przedstawić się wszystkim, organizując przyjęcie.
Akurat tak się złożyło, że ich syn obchodził wtedy urodziny.
Ponieważ mieliśmy już przypadek, gdy nowa rodzina chciała się
przedstawić pozostałym i nikt nie zapamiętał tego dobrze. Przez
cały dzień pod dom przyjeżdżały samochody od organizatorów
przyjęcia. Kilka ciężarówek z meblami, namiotami i jedzeniem. Tym
razem, nasi nowi mieszkańcy postanowili zorganizować wszystko sami.
Przez cały czas przygotowań pod ich dom przyjechała tylko jedna
ciężarówka z meblami ogrodowymi, nic więcej. Na przyjęcie
urodzinowe zaproszeni byli wszyscy mieszkańcy. Od początku wiadomo
było, że będzie to połączone z przedstawieniem rodziny całej
miejscowości. Krążyły plotki, że organizacją wszystkiego zajęła
się firma, ale nikt nie wiedział jaka firma, skąd i jak to będzie
wyglądać. Wiadomo, na przyjęcie urodzinowe trzeba kupić prezent,
ale w tym przypadku pomyśleliśmy też o jakimś powitalnym. W
swojej ofercie firma Trefl posiada „Foto puzzle” Mamy wielu
zapalonych fotografów, więc do producenta wysłaliśmy zdjęcie
naszej okolicy. Zestaw składa się z 2000 elementów i po ułożeniu
można powiesić go na ścianie. Zapytacie, dlaczego zestaw puzzli?
Przecież można było wymyślić bardziej oryginalny prezent.
Dlatego, że gdy sołtys poszedł zaprosić całą rodzinę na
planowane przyjęcie, na ścianie zobaczył wiele takich obrazków.
Czyli ludzie lubią puzzle. W trakcie uroczystości urodzinowych
zaczął padać deszcz. Jak wiadomo, gdy organizatorem jest firma,
takie przyjęcie się kończy, bo nikt nie przewidział zmiany
pogody. Tu było inaczej. Wszyscy byli zadowoleni, bo przyjęcie
skończyło się w domu, wszystko według planu. Przy wyjściu, każdy
otrzymał wizytówkę, z której wynikało, że organizatorem
przyjęcia była firma, należąca do naszych gospodarzy. Jedyna
firma, która w planie uwzględniła zmianę pogody. Nie zła
reklama, prawda?
piątek, 16 lutego 2018
Płyn w basenie
Wielu
z Was pamięta, jak wygląda życie na kolonii czy obozie na przykład
harcerskim. Wycieczki, rajdy a gdy to możliwe zajęcia sportowe.
Grupa uczniów, która zakwaterowana jest w naszym hotelu ma
możliwość korzystania z krytej pływalni. Taka możliwość jest
wliczona w cenę pokoju. Ale jest jeszcze czas w ciągu dnia, której
nie lubią koloniści. Podsumowanie całego dnia a konkretniej
nagrody i kary za zachowanie. Kary są bardzo rzadko stosowane, ale
czasem się zdarzają. Żebyście nie pomyśleli, że ktoś tu bije
dzieci. Nic z tych rzeczy. Karą może być zakaz udziału w
wycieczce. Na początku tygodnia mieliśmy taką sytuację. W każdy
poniedziałek basen jest zamknięty z powodu wymiany wody. Nie
wiadomo jak, ale kilkoro dzieci wlało do wody płyn do naczyń. W
basenie zrobiło się mnóstwo piany, od razu została wezwana służba
sanitarna i policja. Po przeprowadzeniu kontroli wody, sprawcy sami
się przyznali i zostali ukarani właśnie zakazem udziału w
wycieczce. Ponieważ od początku ferii z tą grupką były
największe kłopoty, organizator wycieczki poprosił nauczycielki o
zorganizowanie czasu ukaranym, żeby nie włóczyli się sami po
miejscowości. Na początku nie wiadomo było co zaproponować
dzieciom, wszystko im się nie podobało. Puzzle, karty, wszystko
lądowało na podłodze Z pomocą przyszły produkty firmy Trefl.
Przynajmniej przez jakiś czas. Gra „Kapsle-
hokej” przez
ponad godzinę zapewniła spokojną rozgrywkę, dopóki wszyscy grali
uczciwie. Później zaczęły się kłótnie i trzeba było zmienić
grę. Gdy reszta grupy wróciła z wycieczki, opiekun grupy chciał
się dowiedzieć, jak zachowywali się ukarani. Pracownicy
opowiedzieli o rozgrywkach, naginając trochę prawdę. Nie
wspomnieli o awanturze ponieważ dzieci obiecały poprawę. Jak do
tej pory udaje im się dotrzymywać obietnicy, ale jak długo to
potrwa, zobaczymy.
środa, 14 lutego 2018
Wyjście z sytuacji
Zorganizowanie
przyjęcia urodzinowego, gdy wszystko idzie dobrze, to żadna sztuka.
Trudniej gdy od samego początku pojawiają się same problemy. Moja
najlepsza przyjaciółka, Halinka postanowiła zorganizować swojej
wnuczce takie przyjęcie. 5 lat to już poważny wiek. Rodzicom
spodobał się ten pomysł. Ułożyła plan uroczystości, zamówiła
ogromny tort i zaprosiła gości. Specjalnie na tę okazję zamówiła
nowe zestawy gier i puzzli. Czekały spokojnie, schowane pod łóżkiem.
Niestety dwa dni przed przyjęciem w domu pękł kaloryfer i całe
mieszkanie zostało zalane. Tylko dzięki uprzejmości gospodarza
domu kultury udało się znaleźć salę. Jednak coś nie chciało,
żeby to przyjęcie się udało. Tej samej nocy ktoś, do dziś nie
wiadomo kto, wybił szybę właśnie w tej sali. Mało brakowało, a
wszystko trzeba by odwołać. Gdy wnuczka się o tym dowiedziała,
bardzo się zmartwiła. Wierzcie mi, ale nie wiele jest na świecie
rzeczy smutniejszych niż mina zawiedzionego dziecka. Znacie mój
charakter. Od razu zaproponowałam pomoc. W końcu to przyjaciółka
rodziny. Był tort, zaproszeni goście, trzeba było tylko znaleźć
miejsce. Jak wiecie mamy duży dom i pomieszczenie kilkunastu osób
nie sprawia jakiegoś dużego kłopotu. Gdzieś na dnie szafy zawsze
mam schowane kilka gier. Tak na wszelki wypadek. Zobaczcie jaki zbieg
okoliczności. Chciałam kupić coś z serii „Mały odkrywca idzie
do szkoły” ale akurat nie było tych zestawów w sklepie. Gry
„Mistakos”
i
„Gdzie jest Dory?” kupiłam zamiast nich.
Teraz się przydały. Ale co zrobić z gośćmi? Pani Halinka
wymyśliła sposób, jak bez kolejnego powiadomienia o zmianie
miejsca przenieść wszystkich do nas. Gdy pojawili się przed domem
kultury, zastali zamknięte drzwi i stojący przed nimi zielony bus z
głową dinozaura na dachu. Kierowca wyjaśnił, że to część
przyjęcia. Dzieci były zachwycone, nie co dzień mają okazję
przejechać się dinozaurem. Wszyscy jechali na przyjęcie a my
kończyłyśmy przygotowania. Wszystko się udało, a dzieci nawet
nie zauważyły, że były jakiekolwiek kłopoty.
poniedziałek, 12 lutego 2018
Zapraszamy do nas
Ferie
zimowe, okres na który czekają nie tylko uczniowie, ale i
właściciele hoteli czy schronisk. Jeszcze lepiej, gdy miejscowość
położona jest w jakimś malowniczym miejscu, a spełnieniem marzeń
może być na przykład wyciąg narciarski. Nasza miejscowość może
pochwalić się i jednym, i drugim. Więc mamy: położenie w
malowniczym miejscu, wyciąg narciarski, a jak by komuś było mało,
to możemy dorzucić hotel z krytą pływalnią wliczoną w cenę
pokoju. Ale wyszła reklama, prawda? W tym roku, na początku zimy
mieliśmy wielką uroczystość. Po ponad czterech latach wyciąg
znów został otwarty. Wielu z Was zapyta: po co go w ogóle
zamykali? Teren należy do zarządu lasów państwowych, i był
wynajmowany. Gdy kończyła się umowa z poprzednim właścicielem,
całe wyposażenie w tajemniczych okolicznościach spłonęło.
Ludzie mówili, że ktoś specjalnie wzniecił pożar, ale nigdy tego
nie udowodniono. Przez cztery sezony cały teren był opuszczony.
Zaraz po wakacjach jacyś ludzie zaczęli zwozić sprzęt i
przebudowywać wszystko. Na otwarciu było bardzo dużo ludzi.
Właściciele wszystkich sklepów już zacierali ręce. Wiadomo, nikt
kto przyjeżdża na cały dzień, nie zabiera ze sobą tyle jedzenia,
lepiej pójść do sklepu na miejscu. Od bardzo dawna na ferie zimowe
i wakacje hotel również jest pełny. Coś ludzi do nas przyciąga.
O ile przez prawie cały dzień chodzą na różne wycieczki albo
rajdy, to wieczorem trzeba zapewnić im jakąś rozrywkę. Nie jest
to obowiązkiem pracowników hotelu, ale jak to mówią: nasz klient,
nasz pan. Dorośli organizują sobie czas sami, z dziećmi jest
trudniej. Z pomocą przyszli nauczyciele i przedszkolanki. Gry,
zabawy, karty, puzzle. Do wyboru, do koloru. Co wieczór coś innego.
Specjalnie dla jednej z grup dyrekcja zamówiła w sklepie firmy
Trefl zestawy z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Ludzie,
podczas ferii przypominać dzieciom o szkole? Tylko dzięki
refleksowi pracowników udało się uniknąć tej gafy. Szybko
sprowadzono inne zestawy, nie związane ze szkołą i wszystkie
dzieci są zadowolone. Oby tak zostało.
piątek, 9 lutego 2018
Sposób na uratowanie przyjęcia
Powiedzcie
mi, jak zaplanować jakiekolwiek przyjęcie w ogrodzie, gdy mamy tak
zmienną pogodę. Nie raz ludzie próbowali, z lepszym albo gorszym
skutkiem. Przyznaję się bez bicia, że też byłam wśród nich.
Rzecz jasna nie udało się, ale nie była to też całkowita
katastrofa. Byłam na kilku podobnych, organizowanych zarówno przez
rodziców jak i profesjonalne firmy. Przyjęcie dokładnie
zaplanowane. Co, kto i kiedy ma robić. Jakie ma być jedzenie, tort
i cała reszta. Wystarczyła jedna rzecz, która nie była
uwzględniona i wszystko się sypało. Rozważni rodzice, mimo
zapewnień organizatorów, że nic nie jest w stanie przerwać
przyjęcia, przygotowywali plan awaryjny. Bardzo często z niego
korzystano. Organizując ostatnie ze swoich przyjęć, skorzystałam
z tego pomysłu. Na wszelki wypadek przygotowałam dwa plany
przyjęcia. Nie były zaplanowane co do sekundy, jak robią to firmy,
ale całkowitego zamieszania też nie było. W moim przypadku plan
awaryjny przydał się od razu. Ponieważ za oknem od kilku dni padał
śnieg, temperatura prawie przez cały czas była poniżej zera,
miejscem przyjęcia miał być ogród. Wraz z mężem przygotowaliśmy
małe lodowisko i miejsce do ulepienia kilku bałwanów. To miał być
jeden z przygotowanych konkursów. Dwa dni przed przyjęciem
temperatura zaczęła rosnąć, śnieg topnieć i z bałwanów i
lodowiska trzeba było zrezygnować. Na taki właśnie wypadek
przygotowałam kilka konkursów, które rozgrywały się w domu. Gra
w karty i kilka innych. Przydał się też zakupiony nie dawno zestaw
o grecko brzmiącej nazwie „Mistakos”
Opis
tej wciągającej gry jest dostępny na stronie firmy Trefl. Ona
zniszczyła mój plan przyjęcia, oczywiście w pozytywnym znaczeniu.
Przyjęcie miało trwać około 4-5 godzin, jednak dzieci
tak się wciągnęły w rozgrywkę, że dopiero późnym wieczorem,
po ośmiu godzinach zabawy, gdy rodzice zaczęli przyjeżdżać po
swoje pociech, wszyscy zorientowali się ile czasu upłynęło. Mogę
powiedzieć, że mimo kilku przeszkód przyjęcie się udało.
środa, 7 lutego 2018
Ach ten mój charakter
Witajcie.
Muszę się wam do czegoś przyznać. Jak wiecie, lubię pomagać
innym, mąż uważa, że czasem nawet tym, którzy tej pomocy nie
chcą. Jedna z ostatnich takich pomocy okazała się katastrofą.
Można powiedzieć, że niestety mnie to niczego nie nauczyło. W
poniedziałek zaprowadziłam naszą najmłodszą dwójkę wnuków do
przedszkola. Na miejscu okazało się, że jedna z przedszkolanek
zachorowała i grupa 20 dzieci została pod opieką praktykantki.
Dyrektorka od razu zauważyła, że dla jednej przedszkolanki 20
osób to za dużo, więc powiadomiła rodziców dzieci o konieczności
zabrania ich pociech do domu, dopóki druga przedszkolanka nie wróci
do pracy. Wiadomo, że rodzice wielu dzieci pracują i w tym czasie
nie mają jak zapewnić opieki swoim dzieciom, dlatego nie bardzo
podobał im się ten pomysł. Oczywiście mój charakter kazał mi
zaoferować pomoc w opiece nad tymi dziećmi. W sumie była ich
siódemka, nie licząc naszej dwójki. Jeszcze głupszym pomysłem
było miejsce, gdzie miało to być, nasz dom. Nad tym ostatnim nie
zastanowiłam się w ogóle. Trzeba było zostać w przedszkolu. O
umówionej godzinie wszyscy rodzice przyprowadzili dzieci do nas. Mąż
od razu mówił, że to jest bardzo zły pomysł, ale nie chciałam
go słuchać. Miałam ułożony cały plan jak i czym zająć
przedszkolaków. Przygotowałam gry, puzzle i inne zabawki. Wyjęłam
nawet ostatnio kupioną grę karcianą w Piotrusia „Gdzie jest
Dory?” Myślałam, że będę mieć wszystko pod kontrolą i to
mnie zgubiło. Na początku wszystko szło dobrze. Dzieci dobrze się
bawiły, nawet zaczęliśmy czytać bajki, to znaczy ja zaczęłam a
dzieci słuchały. W końcu zaczęli przychodzić rodzice. Gdy
rodzice zabrali pierwsze dziecko, usłyszałam straszny huk i krzyk
dzieci. Mamy, a właściwie mieliśmy dość pokaźną bibliotekę.
Ten huk to był odgłos przewracających się regałów z książkami.
Wiele z nich zostało zniszczonych. Nie były to jakieś „białe
kruki” ale i tych zwykłych szkoda. Na szczęście dzieciom nic się
nie stało. Obiecałam sobie, że już nigdy nie wyrwę się z
podobnym pomysłem, ale nikt w to nie wierzy.
poniedziałek, 5 lutego 2018
Jak odzyskać spokój
Sobota
była dziwnym dniem. Najpierw całą noc nie mogłam spać, nie
wiadomo dlaczego. Od samego rana miałam bardzo zły humor, wszystko
mnie denerwowało, miałam wrażenie, że wydrapię oczy każdemu,
kto tyko się do mnie odezwie. Też tak czasem macie, prawda? A
najlepsze jest to, że ludzie uważają mnie za osobę bardzo
spokojną, może nawet za bardzo. Wszyscy w domu wiedzą, że gdy mam
taki zły humor, lepiej zostawić mnie w spokoju i nie wchodzić mi
w drogę. Jedyną osobą, która odważyła się do mnie przyjść
była Agnieszka. Weszła do kuchni w taki sposób jak gdyby za chwilę
miało wydarzyć się coś bardzo złego. Jednak tym razem było
inaczej. Powiedziała tylko, że przyszła poczta i zostawiła
komputer na stole. Trochę ryzykowne zagranie, ale udało się. Gdy
już trochę się uspokoiłam, sprawdziłam co było tak ważnego, że
Agnieszka postanowiła zaryzykować utratę komputera. Jak
pamiętacie, właściciel sklepu z zabawkami rozpoczął sprzedaż
internetową. Żeby być powiadamianym o najnowszych ofertach i
promocjach, wiele osób zarejestrowało się na stronie sklepu. Małe
wyjaśnienie. Jedynym sklepem internetowym, który swoją drogą ma
najlepszą ofertę jeśli chodzi o zabawki, puzzle i gry, jest sklep
firmy Trefl. Jeszcze nigdy nie zawiodłam się na ich produktach i
każdemu mogę je polecić. W wiadomości było napisane, że właśnie
w sobotę organizowana jest wielka promocja na najnowsze dzieła
Trefla i wszyscy są zaproszeni. Jeśli tak ładnie zapraszają, to
czemu nie skorzystać? Wybraliśmy się całą rodziną. Wierzcie lub
nie, ale po kilku godzinach chodzenia między regałami wszyscy
mieliśmy co nieść. Moją uwagę przykuły dwa zestawy edukacyjne
„Mały
odkrywca idzie do szkoły- prehistoria i dinozaury”
i „Mały odkrywca idzie do szkoły- Ekologia” Już
jakiś czas temu widziałam reklamę tych produktów, ale dopiero
teraz znalazłam je na sklepowych półkach. Po powrocie do domu
miałam już dobry humor.
Subskrybuj:
Posty (Atom)