wtorek, 29 sierpnia 2017

Chrzest

 W każdej rodzinie, gdy na świat przychodzi dziecko, panuje wielka radość. Wszyscy wymyślają imiona dla nowego członka rodziny, ale i tak ostatnie słowo mają rodzice. Nadchodzi dzień chrztu świętego. Oczywiście dla tych, którzy sobie tego życzą. Pierwsza okazja do świętowania, a właściwie druga. Pierwszą są narodziny dziecka. Organizowane jest uroczyste przyjęcie, przychodzą goście. Jeśli przyjęcie, to prezent. W rodzinnych stronach mojego męża, był taki zwyczaj, że gdy szło się na jakąś uroczystość do dziecka, a w domu było ich kilkoro, prezenty trzeba było dać wszystkim, bo przecież nie można sprawić przykrości pozostałym. Ten zwyczaj przeniósł się razem z nami do nowego domu. W okolicy szybko się przyjął. Nie raz wspominałam, że mam dużą rodzinę. Nie dawno jedna z moich sióstr została po raz pierwszy babcią. Radości i łez było mnóstwo i to ona zorganizowała ogromne przyjęcie z okazji chrztu. Na szczęście dla dziecka wybrano imię Łukasz. Dlaczego na szczęście? Przysłuchajcie się, jakie imiona nadaje się dziś dzieciom to zrozumiecie. Mówiłam, że jeśli w domu jest więcej dzieci, wszystkim daje się jakiś prezent. Ale nikt nie wiedział co zrobić, gdy w domu jest tylko jedno dziecko, ale na przyjęciu będzie ich więcej. Obdarować wszystkie, czy tylko głównego bohatera. Po wcześniejszych naradach uznaliśmy, że jednak trzeba kupić coś wszystkim dzieciom z tą różnicą, że najważniejsze z nich dostanie coś od każdego gościa z osobna, a reszta po jednym prezencie od wszystkich. Ostatnio w naszej okolicy pojawiła się moda na glutożelki. Osobiście nie wzięłabym tego do ręki, ale dla dzieci to świetna zabawa. Na stronie sklepu firmy Trefl znalazłam coś takiego. Nazywa się to „Warsztacik Glutożelków” Kategoria wiekowa +8, więc dla najstarszych dzieci będzie w sam raz. Głównemu bohaterowi przyjęcia kupiliśmy grawerowaną pamiątkę chrztu świętego. Zamiast kupować jakieś ubranka czy inne rzeczy, umówiliśmy się z rodzicami, że mały Łukaszek dostanie od nas pieniądze i niech oni kupią co będzie potrzebne.   

piątek, 25 sierpnia 2017

Zainteresowanie czy już obsesja

 Ludzie mają różne zainteresowania. Czasem w jednej rodzinie każdy interesuje się czym innym, a czasem kilka pokoleń tym samym. U nas jest to wszystko co ma jakikolwiek związek z pociągami. Był czas, że wszędzie, gdzie nie spojrzeć, plątały się modele lokomotyw, wagonów i książki o kolejnictwie. Wszystko zaczęło się od mojego taty. Pracował jako zawiadowca stacji. Pamiętam, gdy wracał do domu zawsze opowiadał co mu się przydarzyło, jakie pociągi przejeżdżały przez jego stację i jakich ludzi spotkał. Słuchaliśmy jak zaczarowani. Gdy przedstawiłam rodzinie swojego narzeczonego, obecnie męża, mój kochany tatuś od razu zaczął go wciągać w świat kolei i pociągów. Niestety mu się udało. Powiecie, to dobrze, że ma jakieś zainteresowania. Zgoda, ale zainteresowania a obsesja to co innego. Mieliśmy w domu modele i opisy chyba wszystkiego, co ma jakikolwiek związek z pociągami. Pewnego dnia, po wielkiej awanturze, wszystkie te zabawki wylądowały w garażu, który nie wiadomo czemu od razu został zamknięty na kłódkę. Myślałam, że będzie spokój. Okazało się, że wszystko zostało odbudowane. Ogromna makieta miasta. Drogi, budynki i oczywiście linie kolejowe. Naszego syna też zaczęły interesować pociągi. Wiele godzin spędzali z tatą w tym garażu, bawiąc się modelami. Niestety okazuje się, że nasze najmłodsze wnuki też mogą tak skończyć. Zauważyłam, że gdy tylko w telewizji nadawany jest jakiś program związany z pociągami, dzieci rzucają wszystko i siadają przed ekranem. Teraz gdy kupujemy jakieś karty albo puzzle, muszą być związane z koleją. Na stronie sklepu firmy Trefl znalazłam zestaw „Hejka Kolejka” Jest to model kolejki wykonany z drewna. Nie jest to może jakiś zaawansowany technicznie zestaw, ale myślę, że dla trzylatków w zupełności wystarczy. Mam nadzieję, że uda mi się uchronić dzieci przed wpadnięciem w obsesję. Z doświadczenia wiem, że to nic dobrego. Będą chciały interesować się pociągami, proszę bardzo. Przypilnuję jednak, żeby oprócz kolei w ich życiu liczyło się coś jeszcze.

środa, 23 sierpnia 2017

Zabawa w chowanie

 Od kilku dni pod naszą opiekę została oddana najmłodsza dwójka naszych wnuków. Tak się złożyło, że przez dwa tygodnie ich rodzice chodzą do pracy na tę samą zmianę. Gdy pięknie świeciło słońce, ze znalezieniem zajęcia nie było kłopotu. W ogrodzie mamy zainstalowany basen. Nie to żebym się chwaliła, ale nie jest to taki kupiony w markecie. Zestaw robiony na zamówienie przez znajomego, zajmującego się takimi projektami. Nie jest to ogromny basen, ma trzy metry długości i dwa szerokości i jest przystosowany zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Po prostu ma różne głębokości. Nasze kochane wnuki bardzo lubią zabawę w chowanego. Jednak nie chowają się dzieci, ale to one chowają jakiś przedmiot, a moim i dziadka zadaniem jest jego znalezienie. Ich skrytką zawsze jest basen. Siadają w wodzie i trzymają przedmiot pod nią. Wiadomo, że nie wszystko można zamoczyć, więc naszą chowaną zabawką jest „VTech- Grająca Rybka do Kąpieli” firmy Trefl. Ale pogoda się zepsuła, za oknami zaczął padać deszcz i zabawy na basenie musiały się skończyć. W domu było trochę trudniej. Na puzzle albo kalambury są za małe, ale na szczęście sklepy internetowe oferują całą gamę produktów, które mogą zainteresować małe dzieci. Takim produktem jest „Franek Sześcianek” Nazwa nie mówi zbyt wiele, ale po zapoznaniu się z opisem mogę Wam troszkę o nim opowiedzieć. Jak sama nazwa wskazuje, jest to sześcian. Na każdej jego ściance jest przygotowana inna zabawa. To chyba najważniejsze rzeczy. Po więcej informacji odsyłam na stronę sklepu. Niestety nasze wnuki są zbyt „żywe” i jest niewiele rzeczy, które mogłyby zatrzymać je w jednym miejscu, ale ten sześcian spełnił swoje zadanie. Przynajmniej przez dwa dni. Trzeba było wrócić do zabawy w chowanie. Nie wiem co ta zabawa w sobie ma, ale bawimy się w to już trzeci dzień, skrytka dzieci zawsze jest ta sama, w sumie nasza też. Za nic w świecie nie chcą bawić się w nic innego.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Wyprawka do szkoły

 Witajcie po dłuższej przerwie. Nie zagłębiając się w szczegóły, musiałam na trochę wyjechać. Ale do rzeczy. Jak to mówią, reklama jest dźwignią handlu. Większość to tylko słowa, ale trafiają się takie, które ukazują prawdę. Z doświadczenia wiem, że jest ich bardzo mało, ale jednak. Co zrobić, takie czasy i trzeba się przyzwyczaić. Na ogół nie wierzę reklamom, jednak czasem trzeba coś kupić, nie dlatego, że jest to wychwalane w reklamach, ale po prostu jest potrzebne. Każda okazja jest dobra, żeby układać reklamy. Obecnie taką okazją jest zbliżający się rok szkolny. Wszędzie można zobaczyć i usłyszeć oferty przyborów szkolnych. Każdy sklep próbuje prześcignąć konkurencję. Plecaki, kredki, piórniki i wiele, wiele innych przedmiotów trzeba kupić. Reklama może pomóc, ale nie może być jedynym źródłem informacji. Najlepiej iść do sklepu i samemu dokonać wyboru, a jeszcze lepiej aby takiego wyboru dokonali sami zainteresowani. W końcu to dzieci będą używać tych wszystkich przyborów. Jednak, jak wszyscy wiemy, zabranie dzieci na zakupy, szczególnie do dużych sklepów, prawie zawsze kończy się w dziale z zabawkami. W naszej rodzinie to na mnie spadł obowiązek przygotowania wyprawek dla wnucząt. Postanowiłam, że najpierw sama udam się do sklepu, aby zapoznać się z ofertą, a dopiero później zabiorę dzieci. W sklepie byłam świadkiem ciekawej sytuacji. Chodząc między regałami zauważyłam kilkoro dzieci, które za wszelką cenę ciągnęły chyba rodziców w jedno miejsce. Nie trudno się domyślić, że chodzi o dział z zabawkami. Przez głośniki przez cały czas słychać było ofertę właśnie z tego działu. Puzzle, karty a nawet stare, dobre warcaby. Głos namawiał do zakupów. Po godzinie słuchania tego samego też udałam się na wyżej wymieniony dział. Chyba wszystkie dzieci jakie były w sklepie, krążyły między regałami. Po kilku godzinach wróciłam do domu. Kupiłam kilka rzeczy. Po plecaki, piórniki czy ubrania trzeba zabrać dzieci. W tym przypadku to one muszą wybrać. Oczywiście dział z zabawkami też odwiedzimy.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Wielkie szczęście

 Mimo brzydkiej pogody, a może lepiej byłoby napisać strasznej, w naszej miejscowości niewiele się dzieje, jeśli chodzi o wichury, burze i wszystko co z tym związane. Deszcz, kilka piorunów i grzmotów. Nasza okolica ma chyba jakiegoś anioła stróża. Kilka lat temu mieliśmy nawet trąbę powietrzną. Szalała po lesie, zniszczyła wiele drzew, ale po dotarciu do naszych granic, zawróciła. Jak mówiłam, anioł stróż. Od tamtego czasu dzień 6 sierpnia to dodatkowe święto parafialne. Co roku tego dnia organizowana jest uroczystość na pamiątkę tamtego wydarzenia. Nie pomyślcie sobie, że świętujemy przejście trąby powietrznej, nie. Świętujemy ominięcie naszej miejscowości przez trąbę. Widząc, co obecnie dzieje się w naszym kraju po przejściu nawałnic, chyba mamy prawo do swojego święta. Wybaczcie, zaczęłam odbiegać od tematu. Uroczystość miała być zorganizowana przed kościołem, niestety pogoda na to nie pozwoliła. Od dwóch dni padał deszcz. Uroczysta msza w kościele, a resztę zorganizowano w domu kultury. Święto, jak to święto. Powitania ważnych osobistości, życzenia i przemówienia gości. Zauważyłam pewną prawidłowość. Im wyższe stanowisko, tym dłuższa przemowa. W sumie wszyscy mówili o tym samym, tylko używając innych słów. Trzy godziny słuchania jakie to my mamy szczęście. Trudno się nie zgodzić, ale czy nikt nie wpadł na to, żeby wygłosić jedną mowę w imieniu wszystkich? Nasza uroczystość różni się trochę od wszystkich innych, organizowanych przez cały rok. Wstęp mają wszyscy chętni, ale w występach i pokazach mogą brać udział wyłącznie mieszkańcy naszej parafii. Dla dzieci przygotowano rozgrywki w kalambury. Na tę okazję stworzono specjalne zestawy puzzli. Po ułożeniu powstaje obrazek przedstawiający trąbę powietrzną omijającą nasz kościół. Każda rodzina otrzymała takie puzzle w pierwszą rocznicę tego wydarzenia. Ktoś powie, że lepiej zapomnieć. A ja Wam mówię, że takie rzeczy trzeba pamiętać. Nie wszyscy w naszym kraju mają takie szczęście. Wystarczy obejrzeć jakiekolwiek wiadomości.

piątek, 11 sierpnia 2017

Coś nowego

 Ostatnio w naszej miejscowości nastała nowa moda. Co kilka dni odbywają się prezentacje gier i zabawek. Jedna z nich miała miejsce wczoraj. Organizatorami byli nasi dwaj geniusze, sołtys i dyrektor szkoły. Z doświadczenia wiem, że gdy oni biorą się za coś takiego, zawsze jest ciekawie. Temat przewodni prezentacji „ zabawki i gry z dawnych lat” Na początku wszyscy myśleli, że taki rodzaj rozrywki nie zainteresuje młodego pokolenia. Wyobraźcie sobie wyraz twarzy organizatorów, gdy na pokaz przyszły chyba wszystkie dzieci, które nie wyjechały na wakacje. O prowadzenie pokazu poproszono jedyną osobę, którą można uważać za eksperta w dziedzinie zabawek, czyli pana Adama, zaprzyjaźnionego kolekcjonera. Zgodził się bez namysłu, nawet obiecał przywieźć kilka eksponatów. Oczywiście słowa dotrzymał. W przeddzień całego wydarzenia organizatorzy zaczęli przygotowywać salę. Przygotowano plan prezentacji, ale prowadzący i na to był przygotowany. Powiedział, że jeśli ma prowadzić pokaz to na swoich zasadach. Szczególnie po przeczytaniu przygotowanego scenariusza. Wszystko zaczęło się o 9 rano. Na początku były powitania, podziękowania i takie tam. Pierwsze pytanie jakie pan Adam zadał, zatkało wszystkich zebranych. Poprosił, aby podać kilka przykładów zabawek, którymi bawili się rodzice albo dziadkowie. Po długiej chwili jedno dziecko wymieniło karty. W tym temacie wyjaśnień za dużo nie było. Wspomniano tylko grę „Piotruś” Wymieniano jeszcze puzzle, ale więcej przykładów nie było. Wtedy prowadzący pokazał pudełko warcabów. O ile o tej grze kilka osób potrafiło coś powiedzieć, to o grze z drugiej strony planszy nikt nic nie wiedział. Nawet dorośli mieli problem. Chodzi o grę „Młynek” Gra bardzo prosta, albo inaczej, zasady gry bardzo proste. Zablokować przeciwnika, to rozgrywka może być trudniejsza niż mogłoby się wydawać. Nie będę opisywać, jak może ona wyglądać, bo każda jest inna, ale jak w każdej grze w „Młynku” trzeba być skupionym, żeby nie przegrać zaraz po rozpoczęciu. Dzieciom bardzo spodobała się taka prezentacja. Po zakończeniu pytały, kiedy będzie następna. Tylko tym razem chciałyby zagrać w przedstawiane gry. Obiecano im to jeszcze przed końcem wakacji.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Nowość

 Na naszej tablicy ogłoszeń pojawiały się już różne plakaty. Imprezy, uroczystości, wszelkiego rodzaju zbiórki i rocznice. Do wyboru, do koloru. Wiele razy przechodziłam obok tej tablicy i zawsze było to samo. Ostatnio pojawiło się coś nowego. Na ogromnym plakacie było zaproszenie na prezentację. Jeden z dużych sklepów przedstawiał swoje najnowsze produkty. Czegoś takiego jeszcze nie było. Zaproszenie było kierowane przede wszystkim do dzieci z okolicy. W całe przedsięwzięcie włączył się Gminny Ośrodek Kultury, udostępniając salę kinową w domu kultury. Jest to największe klimatyzowane pomieszczenie na naszym terenie. Prezentacja trwała dwa dni. Pierwszego dnia, przedstawiciele opowiadali o produktach jakie zamierzają pokazać. Dopiero drugiego dnia wszystko się zaczęło. O umówionej godzinie wszystkie dzieci stawiły się przed wejściem. Po otwarciu drzwi obowiązywała jedna zasada. Kto pierwszy, ten lepszy. Jednak żadne dziecko z niej nie skorzystało. Wszyscy wchodzili spokojnie, a miejsc wystarczyło dla wszystkich. Zaraz za dziećmi wchodzili pracownicy sklepu, wnosząc wielkie pudła. Okazało się, że przedmiotem prezentacji miały być gry, zabawki i puzzle największych producentów. Wszystkimi produktami można było się pobawić, we wszystkie gry zagrać. Najmłodsi mieli najwięcej frajdy. Słyszeliście kiedyś o czymś takim jak „Franek Sześcianek” Ja też nie. Właśnie z prezentacji dowiedziałam się, że jest to mini plac zabaw. Na każdej ściance jest inna zabawa. Albo „Śmigi Wyścigi” następna nowość w ofercie firmy Trefl. Najprościej mówiąc, jest to zestaw czterech równoległych torów wyścigowych, na których najmłodsze dzieci mogą urządzać wyścigi. To tylko dwa z wielu prezentowanych zestawów. Jenak w całej prezentacji był jeden haczyk. Dzieci, które zdecydowały się na zabawę, musiały opowiedzieć wszystkim zebranym swoje wrażenia. Wszyscy zastanawiali się, po co przygotowano scenę i nagłośnienie. Teraz już wiadomo. Nie wszystkie dzieci miały na tyle odwagi aby wyjść i w obecności całej sali wygłosić swoje zdanie na temat konkretnych zabawek. Na koniec dnia wszyscy uczestnicy otrzymali w prezencie wybrany przez siebie zestaw.  

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Dożynki parafialne

 Już nie raz pisałam, że nasz sołtys jest geniuszem jeśli chodzi o organizację imprez. Przeżyłam już kilka lat, uczestniczyłam w wielu takich wydarzeniach, bardziej lub mniej udanych. Jednak te, organizowane przez naszego sołtysa zawsze są na najwyższym poziomie i oczywiście każda jest inna. Nie było takiej sytuacji, że któraś była podobna do poprzedniej. Inaczej jest z imprezami sportowymi. Wiadomo, że podczas zawodów muszą być przestrzegane zasady poszczególnych dyscyplin, a one bardzo rzadko się zmieniają, i wszystko wydaje się podobne do tego co już było na poprzednich uroczystościach. Inne są tylko dyscypliny. Jednak i w tym przypadku jest spore pole do popisu. W sobotę świętowano połowę wakacji. Dla niektórych jest to przypomnienie, że jeszcze tylko miesiąc został do rozpoczęcia roku szkolnego, dla innych zmiana turnusów. My mamy to szczęście, że na naszym terenie znajduje się kilka hoteli i kryta pływalnia, więc z wakacji najbardziej cieszą się prywatni przedsiębiorcy. Ale wróćmy do imprezy. Tak się akurat złożyło, że w tym samym dniu przypadały dożynki parafialne. Z całej okolicy zjeżdżają się przedstawiciele wszystkich miejscowości aby pokazać zwyczaje i stroje ludowe ze swoich ojczystych stron. Zapomniałam wspomnieć, że nasza gmina to jedno wielkie zbiorowisko ludzi z całego świata. Nie pomyliłam się, z całego świata. Świętowano cały dzień. W tym samym czasie trwały występy artystyczne i turnieje sportowe dla młodzieży. Dwie dyscypliny cieszyły się zainteresowaniem też wśród dorosłych. Stare, dobre warcaby i kalambury. Bardzo często na takich imprezach najmłodsze dzieci miały możliwość powalczyć w zawodach układania puzzli na czas, ale tym razem organizatorzy zrezygnowali z tego pomysłu. W zamian pozwolono im wziąć udział w kalamburach. Hasła były dużo łatwiejsze niż dla młodzieży, ale i tak było mnóstwo zabawy i śmiechu. Dodatkowym utrudnieniem były występy artystyczne. W przeciwieństwie do starszych uczestników, dzieciom to w ogóle nie przeszkadzało. Nikogo nie zdziwi fakt, że wszyscy uznali imprezę za bardzo udaną.

piątek, 4 sierpnia 2017

Rybka do kąpieli

 Nie wiem jak w Waszych rodzinach, ale w mojej dzieci podczas kąpieli bardzo lubią bawić się gumowymi kaczuszkami, żabkami i innego rodzaju zabawkami przeznaczonymi do tego celu. Oczywiście po takiej zabawie więcej wody jest na podłodze niż w wannie, ale zawsze można powycierać. Jak to mówią, nie ma nic na wieki. Przychodzi czas, gdy wszystkie gumowe kaczuszki, rybki i żabki trzeba wymienić. Nie raz przekonałam się, że największe szanse na kupienie potrzebnych rzeczy daje sklep internetowy firmy Trefl. Na pewno powiecie, przecież jest wiele innych sklepów. Dlaczego akurat ten? Nie raz szukałam różnych rzeczy i oprócz naszego osiedlowego sklepu z zabawkami, tylko ten sklep nigdy mnie nie zawiódł. Zawsze znalazłam to, czego szukałam. Tym razem było podobnie. Szukałam czegoś, czego moje wnuczki jeszcze nie miały. Już widzę reakcję Ani i Agnieszki gdybym nie wspomniała, że chodzi mi o dwójkę najmłodszych wnuków. Od razu udałam się na stronę Trefla. Po chwili poszukiwań, znalazłam. Od razu spodobał mi się zestaw „VTech- Grająca Rybka do Kąpieli” Cena wydawała mi się trochę za wysoka, ale powiem Wam szczerze, że ta zabawka warta jest każdej wydanej złotówki. Przy okazji kupiłam kilka gumowych kaczuszek. Przesyła dotarła dwa dni po złożeniu zamówienia. Wieczorem rozpakowałam zabawki i pokazałam dzieciom. Jeszcze nie widziałam, żeby tak szybko biegły do łazienki. Prawie zaczęły się bić, które pierwsze ma się kąpać z rybką. Okazało się, że zapomniałam o najważniejszej rzeczy. Rybka była jedna, a dzieci dwoje. Nie było innego wyjścia, trzeba było zamówić drugą. Zabawka tak się spodobała, że teraz gdy tylko jest mowa o wszelkiego rodzaju wodzie, czy o morzu, czy jakimś jeziorze, a nawet basenie, dzieci od razu biegną po swoje rybki. O gumowych kaczuszkach, żabkach i innych rzeczach nie chcą nawet słyszeć. I jeszcze jedna rzecz. W łazience na podłodze jest dużo mniej wody. W sumie rybka musi gdzieś pływać. Prawda?

środa, 2 sierpnia 2017

Wysłać chłopa na zakupy

 Pogoda jaka jest, każdy widzi. Nie pomaga nawet klimatyzacja, a właściwie coś co miało taki podpis. Nie znam się za bardzo na takich urządzeniach, więc myślałam, że wysłanie mojego męża wraz z synem po tego rodzaju sprzęt będzie dobrym pomysłem, ale się myliłam. Wyobraźcie sobie, że te dwa barany pojechały do sklepu ze sprzętem agd i kupiły najtańszy złom i to w dodatku w promocji. Po przyjeździe do domu od razu się tym chwalili. Myślałam, że ich zamorduję. W upalne dni większy efekt przynosi włączenie nawet najmniejszego wentylatora niż tego czegoś. Do morza mamy jakieś 600 km, jakikolwiek basen też odpada. Woda jest tam zawsze ciepła i w takie dni jest więcej ludzi niż we wszystkie inne dni razem. Dzieci mają lepiej. Podczas ostatnich zakupów natrafiliśmy na ciekawą ofertę. Znaleźliśmy ogromny, pompowany basen. W sam raz dla dzieci. Był tylko jeden problem. Woda nagrzewała się zbyt szybko. Jedynym dobrze klimatyzowanym obiektem dostępnym dla wszystkich jest świetlica domu kultury. Ogromna sala mogąca pomieścić wiele osób. Wcześniej była tam jedna z największych w okolicy sala kinowa. Gminny ośrodek kultury zorganizował tam zajęcia dla wszystkich mieszkańców. Wielu z nich nie miało ochoty na grę w warcaby czy układanie puzzli, ale poszli ze względu na klimatyzację. Z drugiej strony nawet puzzle czy stary jak świat „Młynek” pamiętacie taką grę, można jakoś przeżyć, byle tylko chłodno. Dziwnie byłoby przyjść na świetlicę i stać pod ścianą jak kołek, szczególnie, że wnuczki ciągle namawiają na jakąś grę. Jeśli będzie więcej takich dni, a w telewizji zapowiadają ich wiele, trzeba będzie uruchomić oszczędności i kupić porządną klimatyzację. Tym razem sama pojadę do sklepu. Jak mówiłam, nie jestem na czasie jeśli chodzi o taki sprzęt, ale przyznacie sami, że gorszego nie kupię. W dzisiejszych czasach sprzedawcy czasem pomagają w wyborze. Gdy tylko zacznę podejrzewać, że sprzedawca coś kręci, pójdę do innego sklepu, gdzie będą w stanie mi uczciwie doradzić.