W każdej rodzinie, gdy na świat przychodzi dziecko, panuje wielka
radość. Wszyscy wymyślają imiona dla nowego członka rodziny,
ale i tak ostatnie słowo mają rodzice. Nadchodzi dzień chrztu
świętego. Oczywiście dla tych, którzy sobie tego życzą.
Pierwsza okazja do świętowania, a właściwie druga. Pierwszą są
narodziny dziecka. Organizowane jest uroczyste przyjęcie, przychodzą
goście. Jeśli przyjęcie, to prezent. W rodzinnych stronach mojego
męża, był taki zwyczaj, że gdy szło się na jakąś uroczystość
do dziecka, a w domu było ich kilkoro, prezenty trzeba było dać
wszystkim, bo przecież nie można sprawić przykrości pozostałym.
Ten zwyczaj przeniósł się razem z nami do nowego domu. W okolicy
szybko się przyjął. Nie raz wspominałam, że mam dużą rodzinę.
Nie dawno jedna z moich sióstr została po raz pierwszy babcią.
Radości i łez było mnóstwo i to ona zorganizowała ogromne
przyjęcie z okazji chrztu. Na szczęście dla dziecka wybrano imię
Łukasz. Dlaczego na szczęście? Przysłuchajcie się, jakie imiona
nadaje się dziś dzieciom to zrozumiecie. Mówiłam, że jeśli w
domu jest więcej dzieci, wszystkim daje się jakiś prezent. Ale
nikt nie wiedział co zrobić, gdy w domu jest tylko jedno dziecko,
ale na przyjęciu będzie ich więcej. Obdarować wszystkie, czy
tylko głównego bohatera. Po wcześniejszych naradach uznaliśmy, że
jednak trzeba kupić coś wszystkim dzieciom z tą różnicą, że
najważniejsze z nich dostanie coś od każdego gościa z osobna, a
reszta po jednym prezencie od wszystkich. Ostatnio w naszej okolicy
pojawiła się moda na glutożelki. Osobiście nie wzięłabym tego
do ręki, ale dla dzieci to świetna zabawa. Na stronie sklepu firmy
Trefl znalazłam coś takiego. Nazywa się to „Warsztacik
Glutożelków” Kategoria wiekowa +8, więc dla najstarszych dzieci
będzie w sam raz. Głównemu bohaterowi przyjęcia kupiliśmy
grawerowaną pamiątkę chrztu świętego. Zamiast kupować jakieś
ubranka czy inne rzeczy, umówiliśmy się z rodzicami, że mały
Łukaszek dostanie od nas pieniądze i niech oni kupią co będzie
potrzebne.
wtorek, 29 sierpnia 2017
piątek, 25 sierpnia 2017
Zainteresowanie czy już obsesja
Ludzie mają różne zainteresowania. Czasem w jednej rodzinie każdy
interesuje się czym innym, a czasem kilka pokoleń tym samym. U nas
jest to wszystko co ma jakikolwiek związek z pociągami. Był czas,
że wszędzie, gdzie nie spojrzeć, plątały się modele lokomotyw,
wagonów i książki o kolejnictwie. Wszystko zaczęło się od
mojego taty. Pracował jako zawiadowca stacji. Pamiętam, gdy wracał
do domu zawsze opowiadał co mu się przydarzyło, jakie pociągi
przejeżdżały przez jego stację i jakich ludzi spotkał.
Słuchaliśmy jak zaczarowani. Gdy przedstawiłam rodzinie swojego
narzeczonego, obecnie męża, mój kochany tatuś od razu zaczął go
wciągać w świat kolei i pociągów. Niestety mu się udało.
Powiecie, to dobrze, że ma jakieś zainteresowania. Zgoda, ale
zainteresowania a obsesja to co innego. Mieliśmy w domu modele i
opisy chyba wszystkiego, co ma jakikolwiek związek z pociągami.
Pewnego dnia, po wielkiej awanturze, wszystkie te zabawki wylądowały
w garażu, który nie wiadomo czemu od razu został zamknięty na
kłódkę. Myślałam, że będzie spokój. Okazało się, że
wszystko zostało odbudowane. Ogromna makieta miasta. Drogi, budynki
i oczywiście linie kolejowe. Naszego syna też zaczęły interesować
pociągi. Wiele godzin spędzali z tatą w tym garażu, bawiąc się
modelami. Niestety okazuje się, że nasze najmłodsze wnuki też
mogą tak skończyć. Zauważyłam, że gdy tylko w telewizji
nadawany jest jakiś program związany z pociągami, dzieci rzucają
wszystko i siadają przed ekranem. Teraz gdy kupujemy jakieś karty
albo puzzle, muszą być związane z koleją. Na stronie sklepu firmy
Trefl znalazłam zestaw „Hejka Kolejka” Jest to model kolejki
wykonany z drewna. Nie jest to może jakiś zaawansowany technicznie
zestaw, ale myślę, że dla trzylatków w zupełności wystarczy.
Mam nadzieję, że uda mi się uchronić dzieci przed wpadnięciem w
obsesję. Z doświadczenia wiem, że to nic dobrego. Będą chciały
interesować się pociągami, proszę bardzo. Przypilnuję jednak,
żeby oprócz kolei w ich życiu liczyło się coś jeszcze.
środa, 23 sierpnia 2017
Zabawa w chowanie
Od kilku dni pod naszą opiekę została oddana najmłodsza dwójka
naszych wnuków. Tak się złożyło, że przez dwa tygodnie ich
rodzice chodzą do pracy na tę samą zmianę. Gdy pięknie świeciło
słońce, ze znalezieniem zajęcia nie było kłopotu. W ogrodzie
mamy zainstalowany basen. Nie to żebym się chwaliła, ale nie jest
to taki kupiony w markecie. Zestaw robiony na zamówienie przez
znajomego, zajmującego się takimi projektami. Nie jest to ogromny
basen, ma trzy metry długości i dwa szerokości i jest
przystosowany zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Po prostu ma
różne głębokości. Nasze kochane wnuki bardzo lubią zabawę w
chowanego. Jednak nie chowają się dzieci, ale to one chowają jakiś
przedmiot, a moim i dziadka zadaniem jest jego znalezienie. Ich
skrytką zawsze jest basen. Siadają w wodzie i trzymają przedmiot
pod nią. Wiadomo, że nie wszystko można zamoczyć, więc naszą
chowaną zabawką jest „VTech- Grająca Rybka do Kąpieli” firmy
Trefl. Ale pogoda się zepsuła, za oknami zaczął padać deszcz i
zabawy na basenie musiały się skończyć. W domu było trochę
trudniej. Na puzzle albo kalambury są za małe, ale na szczęście
sklepy internetowe oferują całą gamę produktów, które mogą
zainteresować małe dzieci. Takim produktem jest „Franek
Sześcianek” Nazwa nie mówi zbyt wiele, ale po zapoznaniu się z
opisem mogę Wam troszkę o nim opowiedzieć. Jak sama nazwa
wskazuje, jest to sześcian. Na każdej jego ściance jest
przygotowana inna zabawa. To chyba najważniejsze rzeczy. Po więcej
informacji odsyłam na stronę sklepu. Niestety nasze wnuki są zbyt
„żywe” i jest niewiele rzeczy, które mogłyby zatrzymać je w
jednym miejscu, ale ten sześcian spełnił swoje zadanie.
Przynajmniej przez dwa dni. Trzeba było wrócić do zabawy w
chowanie. Nie wiem co ta zabawa w sobie ma, ale bawimy się w to już
trzeci dzień, skrytka dzieci zawsze jest ta sama, w sumie nasza też.
Za nic w świecie nie chcą bawić się w nic innego.
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
Wyprawka do szkoły
Witajcie po dłuższej przerwie. Nie zagłębiając się w szczegóły,
musiałam na trochę wyjechać. Ale do rzeczy. Jak to mówią,
reklama jest dźwignią handlu. Większość to tylko słowa, ale
trafiają się takie, które ukazują prawdę. Z doświadczenia wiem,
że jest ich bardzo mało, ale jednak. Co zrobić, takie czasy i
trzeba się przyzwyczaić. Na ogół nie wierzę reklamom, jednak
czasem trzeba coś kupić, nie dlatego, że jest to wychwalane w
reklamach, ale po prostu jest potrzebne. Każda okazja jest dobra,
żeby układać reklamy. Obecnie taką okazją jest zbliżający się
rok szkolny. Wszędzie można zobaczyć i usłyszeć oferty przyborów
szkolnych. Każdy sklep próbuje prześcignąć konkurencję.
Plecaki, kredki, piórniki i wiele, wiele innych przedmiotów trzeba
kupić. Reklama może pomóc, ale nie może być jedynym źródłem
informacji. Najlepiej iść do sklepu i samemu dokonać wyboru, a
jeszcze lepiej aby takiego wyboru dokonali sami zainteresowani. W
końcu to dzieci będą używać tych wszystkich przyborów. Jednak,
jak wszyscy wiemy, zabranie dzieci na zakupy, szczególnie do dużych
sklepów, prawie zawsze kończy się w dziale z zabawkami. W naszej
rodzinie to na mnie spadł obowiązek przygotowania wyprawek dla
wnucząt. Postanowiłam, że najpierw sama udam się do sklepu, aby
zapoznać się z ofertą, a dopiero później zabiorę dzieci. W
sklepie byłam świadkiem ciekawej sytuacji. Chodząc między
regałami zauważyłam kilkoro dzieci, które za wszelką cenę
ciągnęły chyba rodziców w jedno miejsce. Nie trudno się
domyślić, że chodzi o dział z zabawkami. Przez głośniki przez
cały czas słychać było ofertę właśnie z tego działu. Puzzle,
karty a nawet stare, dobre warcaby. Głos namawiał do zakupów. Po
godzinie słuchania tego samego też udałam się na wyżej
wymieniony dział. Chyba wszystkie dzieci jakie były w sklepie,
krążyły między regałami. Po kilku godzinach wróciłam do domu.
Kupiłam kilka rzeczy. Po plecaki, piórniki czy ubrania trzeba
zabrać dzieci. W tym przypadku to one muszą wybrać. Oczywiście
dział z zabawkami też odwiedzimy.
poniedziałek, 14 sierpnia 2017
Wielkie szczęście
Mimo brzydkiej pogody, a może lepiej byłoby napisać strasznej, w
naszej miejscowości niewiele się dzieje, jeśli chodzi o wichury,
burze i wszystko co z tym związane. Deszcz, kilka piorunów i
grzmotów. Nasza okolica ma chyba jakiegoś anioła stróża. Kilka
lat temu mieliśmy nawet trąbę powietrzną. Szalała po lesie,
zniszczyła wiele drzew, ale po dotarciu do naszych granic,
zawróciła. Jak mówiłam, anioł stróż. Od tamtego czasu dzień 6
sierpnia to dodatkowe święto parafialne. Co roku tego dnia
organizowana jest uroczystość na pamiątkę tamtego wydarzenia. Nie
pomyślcie sobie, że świętujemy przejście trąby powietrznej,
nie. Świętujemy ominięcie naszej miejscowości przez trąbę.
Widząc, co obecnie dzieje się w naszym kraju po przejściu
nawałnic, chyba mamy prawo do swojego święta. Wybaczcie, zaczęłam
odbiegać od tematu. Uroczystość miała być zorganizowana przed
kościołem, niestety pogoda na to nie pozwoliła. Od dwóch dni
padał deszcz. Uroczysta msza w kościele, a resztę zorganizowano w
domu kultury. Święto, jak to święto. Powitania ważnych
osobistości, życzenia i przemówienia gości. Zauważyłam pewną
prawidłowość. Im wyższe stanowisko, tym dłuższa przemowa. W
sumie wszyscy mówili o tym samym, tylko używając innych słów.
Trzy godziny słuchania jakie to my mamy szczęście. Trudno się nie
zgodzić, ale czy nikt nie wpadł na to, żeby wygłosić jedną mowę
w imieniu wszystkich? Nasza uroczystość różni się trochę od
wszystkich innych, organizowanych przez cały rok. Wstęp mają
wszyscy chętni, ale w występach i pokazach mogą brać udział
wyłącznie mieszkańcy naszej parafii. Dla dzieci przygotowano
rozgrywki w kalambury. Na tę okazję stworzono specjalne zestawy
puzzli. Po ułożeniu powstaje obrazek przedstawiający trąbę
powietrzną omijającą nasz kościół. Każda rodzina otrzymała
takie puzzle w pierwszą rocznicę tego wydarzenia. Ktoś powie, że
lepiej zapomnieć. A ja Wam mówię, że takie rzeczy trzeba
pamiętać. Nie wszyscy w naszym kraju mają takie szczęście.
Wystarczy obejrzeć jakiekolwiek wiadomości.
piątek, 11 sierpnia 2017
Coś nowego
Ostatnio w naszej miejscowości nastała nowa moda. Co kilka dni
odbywają się prezentacje gier i zabawek. Jedna z nich miała
miejsce wczoraj. Organizatorami byli nasi dwaj geniusze, sołtys i
dyrektor szkoły. Z doświadczenia wiem, że gdy oni biorą się za
coś takiego, zawsze jest ciekawie. Temat przewodni prezentacji „
zabawki i gry z dawnych lat” Na początku wszyscy myśleli, że
taki rodzaj rozrywki nie zainteresuje młodego pokolenia. Wyobraźcie
sobie wyraz twarzy organizatorów, gdy na pokaz przyszły chyba
wszystkie dzieci, które nie wyjechały na wakacje. O prowadzenie
pokazu poproszono jedyną osobę, którą można uważać za eksperta
w dziedzinie zabawek, czyli pana Adama, zaprzyjaźnionego
kolekcjonera. Zgodził się bez namysłu, nawet obiecał przywieźć
kilka eksponatów. Oczywiście słowa dotrzymał. W przeddzień
całego wydarzenia organizatorzy zaczęli przygotowywać salę.
Przygotowano plan prezentacji, ale prowadzący i na to był
przygotowany. Powiedział, że jeśli ma prowadzić pokaz to na
swoich zasadach. Szczególnie po przeczytaniu przygotowanego
scenariusza. Wszystko zaczęło się o 9 rano. Na początku były
powitania, podziękowania i takie tam. Pierwsze pytanie jakie pan
Adam zadał, zatkało wszystkich zebranych. Poprosił, aby podać
kilka przykładów zabawek, którymi bawili się rodzice albo
dziadkowie. Po długiej chwili jedno dziecko wymieniło karty. W tym
temacie wyjaśnień za dużo nie było. Wspomniano tylko grę
„Piotruś” Wymieniano jeszcze puzzle, ale więcej przykładów
nie było. Wtedy prowadzący pokazał pudełko warcabów. O ile o tej
grze kilka osób potrafiło coś powiedzieć, to o grze z drugiej
strony planszy nikt nic nie wiedział. Nawet dorośli mieli problem.
Chodzi o grę „Młynek” Gra bardzo prosta, albo inaczej, zasady
gry bardzo proste. Zablokować przeciwnika, to rozgrywka może być
trudniejsza niż mogłoby się wydawać. Nie będę opisywać, jak
może ona wyglądać, bo każda jest inna, ale jak w każdej grze w
„Młynku” trzeba być skupionym, żeby nie przegrać zaraz po
rozpoczęciu. Dzieciom bardzo spodobała się taka prezentacja. Po
zakończeniu pytały, kiedy będzie następna. Tylko tym razem
chciałyby zagrać w przedstawiane gry. Obiecano im to jeszcze przed
końcem wakacji.
wtorek, 8 sierpnia 2017
Nowość
Na naszej tablicy ogłoszeń pojawiały się już różne plakaty.
Imprezy, uroczystości, wszelkiego rodzaju zbiórki i rocznice. Do
wyboru, do koloru. Wiele razy przechodziłam obok tej tablicy i
zawsze było to samo. Ostatnio pojawiło się coś nowego. Na
ogromnym plakacie było zaproszenie na prezentację. Jeden z dużych
sklepów przedstawiał swoje najnowsze produkty. Czegoś takiego
jeszcze nie było. Zaproszenie było kierowane przede wszystkim do
dzieci z okolicy. W całe przedsięwzięcie włączył się Gminny
Ośrodek Kultury, udostępniając salę kinową w domu kultury. Jest
to największe klimatyzowane pomieszczenie na naszym terenie.
Prezentacja trwała dwa dni. Pierwszego dnia, przedstawiciele
opowiadali o produktach jakie zamierzają pokazać. Dopiero drugiego
dnia wszystko się zaczęło. O umówionej godzinie wszystkie dzieci
stawiły się przed wejściem. Po otwarciu drzwi obowiązywała jedna
zasada. Kto pierwszy, ten lepszy. Jednak żadne dziecko z niej nie
skorzystało. Wszyscy wchodzili spokojnie, a miejsc wystarczyło dla
wszystkich. Zaraz za dziećmi wchodzili pracownicy sklepu, wnosząc
wielkie pudła. Okazało się, że przedmiotem prezentacji miały być
gry, zabawki i puzzle największych producentów. Wszystkimi
produktami można było się pobawić, we wszystkie gry zagrać.
Najmłodsi mieli najwięcej frajdy. Słyszeliście kiedyś o czymś
takim jak „Franek Sześcianek” Ja też nie. Właśnie z
prezentacji dowiedziałam się, że jest to mini plac zabaw. Na
każdej ściance jest inna zabawa. Albo „Śmigi Wyścigi”
następna nowość w ofercie firmy Trefl. Najprościej mówiąc, jest
to zestaw czterech równoległych torów wyścigowych, na których
najmłodsze dzieci mogą urządzać wyścigi. To tylko dwa z wielu
prezentowanych zestawów. Jenak w całej prezentacji był jeden
haczyk. Dzieci, które zdecydowały się na zabawę, musiały
opowiedzieć wszystkim zebranym swoje wrażenia. Wszyscy zastanawiali
się, po co przygotowano scenę i nagłośnienie. Teraz już wiadomo.
Nie wszystkie dzieci miały na tyle odwagi aby wyjść i w obecności
całej sali wygłosić swoje zdanie na temat konkretnych zabawek. Na
koniec dnia wszyscy uczestnicy otrzymali w prezencie wybrany przez
siebie zestaw.
poniedziałek, 7 sierpnia 2017
Dożynki parafialne
Już nie raz pisałam, że nasz sołtys jest geniuszem jeśli chodzi
o organizację imprez. Przeżyłam już kilka lat, uczestniczyłam w
wielu takich wydarzeniach, bardziej lub mniej udanych. Jednak te,
organizowane przez naszego sołtysa zawsze są na najwyższym
poziomie i oczywiście każda jest inna. Nie było takiej sytuacji,
że któraś była podobna do poprzedniej. Inaczej jest z imprezami
sportowymi. Wiadomo, że podczas zawodów muszą być przestrzegane
zasady poszczególnych dyscyplin, a one bardzo rzadko się zmieniają,
i wszystko wydaje się podobne do tego co już było na poprzednich
uroczystościach. Inne są tylko dyscypliny. Jednak i w tym przypadku
jest spore pole do popisu. W sobotę świętowano połowę wakacji.
Dla niektórych jest to przypomnienie, że jeszcze tylko miesiąc
został do rozpoczęcia roku szkolnego, dla innych zmiana turnusów.
My mamy to szczęście, że na naszym terenie znajduje się kilka
hoteli i kryta pływalnia, więc z wakacji najbardziej cieszą się
prywatni przedsiębiorcy. Ale wróćmy do imprezy. Tak się akurat
złożyło, że w tym samym dniu przypadały dożynki parafialne. Z
całej okolicy zjeżdżają się przedstawiciele wszystkich
miejscowości aby pokazać zwyczaje i stroje ludowe ze swoich
ojczystych stron. Zapomniałam wspomnieć, że nasza gmina to jedno
wielkie zbiorowisko ludzi z całego świata. Nie pomyliłam się, z
całego świata. Świętowano cały dzień. W tym samym czasie
trwały występy artystyczne i turnieje sportowe dla młodzieży.
Dwie dyscypliny cieszyły się zainteresowaniem też wśród
dorosłych. Stare, dobre warcaby i kalambury. Bardzo często na
takich imprezach najmłodsze dzieci miały możliwość powalczyć w
zawodach układania puzzli na czas, ale tym razem organizatorzy
zrezygnowali z tego pomysłu. W zamian pozwolono im wziąć udział w
kalamburach. Hasła były dużo łatwiejsze niż dla młodzieży, ale
i tak było mnóstwo zabawy i śmiechu. Dodatkowym utrudnieniem były
występy artystyczne. W przeciwieństwie do starszych uczestników,
dzieciom to w ogóle nie przeszkadzało. Nikogo nie zdziwi fakt, że
wszyscy uznali imprezę za bardzo udaną.
piątek, 4 sierpnia 2017
Rybka do kąpieli
Nie wiem jak w Waszych rodzinach, ale w mojej dzieci podczas kąpieli
bardzo lubią bawić się gumowymi kaczuszkami, żabkami i innego
rodzaju zabawkami przeznaczonymi do tego celu. Oczywiście po takiej
zabawie więcej wody jest na podłodze niż w wannie, ale zawsze
można powycierać. Jak to mówią, nie ma nic na wieki. Przychodzi
czas, gdy wszystkie gumowe kaczuszki, rybki i żabki trzeba wymienić.
Nie raz przekonałam się, że największe szanse na kupienie
potrzebnych rzeczy daje sklep internetowy firmy Trefl. Na pewno
powiecie, przecież jest wiele innych sklepów. Dlaczego akurat ten?
Nie raz szukałam różnych rzeczy i oprócz naszego osiedlowego
sklepu z zabawkami, tylko ten sklep nigdy mnie nie zawiódł. Zawsze
znalazłam to, czego szukałam. Tym razem było podobnie. Szukałam
czegoś, czego moje wnuczki jeszcze nie miały. Już widzę reakcję
Ani i Agnieszki gdybym nie wspomniała, że chodzi mi o dwójkę
najmłodszych wnuków. Od razu udałam się na stronę Trefla. Po
chwili poszukiwań, znalazłam. Od razu spodobał mi się zestaw
„VTech- Grająca Rybka do Kąpieli” Cena wydawała mi się trochę
za wysoka, ale powiem Wam szczerze, że ta zabawka warta jest każdej
wydanej złotówki. Przy okazji kupiłam kilka gumowych kaczuszek.
Przesyła dotarła dwa dni po złożeniu zamówienia. Wieczorem
rozpakowałam zabawki i pokazałam dzieciom. Jeszcze nie widziałam,
żeby tak szybko biegły do łazienki. Prawie zaczęły się bić,
które pierwsze ma się kąpać z rybką. Okazało się, że
zapomniałam o najważniejszej rzeczy. Rybka była jedna, a dzieci
dwoje. Nie było innego wyjścia, trzeba było zamówić drugą.
Zabawka tak się spodobała, że teraz gdy tylko jest mowa o
wszelkiego rodzaju wodzie, czy o morzu, czy jakimś jeziorze, a nawet
basenie, dzieci od razu biegną po swoje rybki. O gumowych
kaczuszkach, żabkach i innych rzeczach nie chcą nawet słyszeć. I
jeszcze jedna rzecz. W łazience na podłodze jest dużo mniej wody.
W sumie rybka musi gdzieś pływać. Prawda?
środa, 2 sierpnia 2017
Wysłać chłopa na zakupy
Pogoda jaka jest, każdy widzi. Nie pomaga nawet klimatyzacja, a
właściwie coś co miało taki podpis. Nie znam się za bardzo na
takich urządzeniach, więc myślałam, że wysłanie mojego męża
wraz z synem po tego rodzaju sprzęt będzie dobrym pomysłem, ale
się myliłam. Wyobraźcie sobie, że te dwa barany pojechały do
sklepu ze sprzętem agd i kupiły najtańszy złom i to w dodatku w
promocji. Po przyjeździe do domu od razu się tym chwalili.
Myślałam, że ich zamorduję. W upalne dni większy efekt przynosi
włączenie nawet najmniejszego wentylatora niż tego czegoś. Do
morza mamy jakieś 600 km, jakikolwiek basen też odpada. Woda jest
tam zawsze ciepła i w takie dni jest więcej ludzi niż we wszystkie
inne dni razem. Dzieci mają lepiej. Podczas ostatnich zakupów
natrafiliśmy na ciekawą ofertę. Znaleźliśmy ogromny, pompowany
basen. W sam raz dla dzieci. Był tylko jeden problem. Woda
nagrzewała się zbyt szybko. Jedynym dobrze klimatyzowanym obiektem
dostępnym dla wszystkich jest świetlica domu kultury. Ogromna sala
mogąca pomieścić wiele osób. Wcześniej była tam jedna z
największych w okolicy sala kinowa. Gminny ośrodek kultury
zorganizował tam zajęcia dla wszystkich mieszkańców. Wielu z nich
nie miało ochoty na grę w warcaby czy układanie puzzli, ale poszli
ze względu na klimatyzację. Z drugiej strony nawet puzzle czy stary
jak świat „Młynek” pamiętacie taką grę, można jakoś
przeżyć, byle tylko chłodno. Dziwnie byłoby przyjść na
świetlicę i stać pod ścianą jak kołek, szczególnie, że
wnuczki ciągle namawiają na jakąś grę. Jeśli będzie więcej
takich dni, a w telewizji zapowiadają ich wiele, trzeba będzie
uruchomić oszczędności i kupić porządną klimatyzację. Tym
razem sama pojadę do sklepu. Jak mówiłam, nie jestem na czasie
jeśli chodzi o taki sprzęt, ale przyznacie sami, że gorszego nie
kupię. W dzisiejszych czasach sprzedawcy czasem pomagają w wyborze.
Gdy tylko zacznę podejrzewać, że sprzedawca coś kręci, pójdę
do innego sklepu, gdzie będą w stanie mi uczciwie doradzić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)