Znowu przyjęcie urodzinowe. Jednak tym razem solenizantem nie jest
dziecko a osoba dorosła czyli mój syn. Może to i lepiej. Po tych
wszystkich imprezach dla dzieci jest to jakaś odmiana.
Przygotowania, w które włączyli się wszyscy domownicy, zaczęły
się dzień wcześniej. Każdy dostał coś do roboty. Ja razem z
dziećmi mieliśmy posprzątać teren wkoło domu. Ponieważ było
bardzo ciepło to nawet się ucieszyłam z takiego zadania. Jak nigdy
wcześniej dzieci pomagały mi bez żadnego sprzeciwu. Dziwne, nie?
Przez okna co chwila było słychać jakąś sprzeczkę a to o
talerze, a to o lampki do wina innym razem o rodzaj i ilość ciast.
Każdy chciał co innego a przecież to solenizant powinien o
wszystkim decydować. Jednak nikt się tym nie przejmował. Po całym
dniu wszystko było gotowe. W sobotę od rana zaczęło się
przymierzanie strojów czasem kupionych specjalnie na tę okazję. I
znowu sprzeczki. Krawat nie pasuje do koszuli albo pasek do sukienki,
albo strój męża nie pasuje kolorami do stroju żony. Istne
wariactwo. Najlepiej miały dzieci bo one nie musiały się za bardzo
starać. Dla nich była przygotowana osobna sala żeby jak to
określono, nie przeszkadzały dorosłym w zabawie. Około południa
wszyscy zaczęli się schodzić. Podano obiad i deser i zaczęło się
świętowanie. Prawie przez całe przyjęcie panowała bardzo miła
atmosfera. Dzieci już wcześniej wiedziały, że będą same
świętowały więc przyniosły ze sobą jakieś dziwne pudła. W
połowie przyjęcia trzeba było sprawdzić co się stało, że nasze
pociechy jeszcze się nie kłócą. Jakim cudem tak długo
wytrzymały. Mnie przypadło to zadanie. Na górze, gdzie dzieci
miały być panowała podejrzana cisza. Zajrzałam do pokoju a tam
wszystkie siedziały przy owych pudłach, w których w tajemnicy
przed rodzicami przyniosły gry planszowe i puzzle. Jak mówiły
„Barbie i jej super przyjaciele” i „Kąpiel Prosiaczka” jakoś
pomogą im przetrwać to przyjęcie. Wiedziały, że będzie
strasznie nudno a przy puzzlach jakoś to przetrwają. Gdy to
powtórzyłam wszyscy na przyjęciu zaczęli się śmiać a dzieciom
pozwoliliśmy zejść do nas, ale nie chciały. Powiedziały: teraz
to się bawcie sami i zostały na górze.
środa, 26 sierpnia 2015
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
Nowa świetlica
Od czasu wyboru naszego sołtysa w każdej sprawie dotyczącej naszej
miejscowości były organizowane zebrania informacyjne. Na początku
roku rozeszła się plotka o ponownym otwarciu świetlicy, więc i
tym razem takie zorganizowano. Dowiedzieliśmy się prawie
wszystkiego na ten temat. Jak już kiedyś pisałam dawna świetlica
została zamknięta bardzo dawno temu i dlatego trzeba zrobić
generalny remont. Wśród wszystkich mieszkańców mamy kilku
specjalistów, którzy wiedzą jak wypełnić wniosek o
dofinansowanie więc poszło to bardzo szybko. Dawna świetlica
miała dostęp do kuchni, więc i tu miało być tak samo. Ponieważ
sala była bardzo duża dlatego miała być podzielona na dwie
części. O ile w jednej na samym początku planowano wstawić stoły
i stołki jak w każdej świetlicy to nikt nie wiedział jak
wykorzystać drugą. Ogłoszono coś w rodzaju konkursu na najlepszy
pomysł. Były najróżniejsze od dyskoteki po salon gier, ale na
żaden nie zgodzili się urzędnicy. Wreszcie na kolejnym zebraniu
dowiedzieliśmy się co będzie w drugiej sali. Wyjaśnienie było
takie. Piętro wyżej znajduje się biblioteka. Ponieważ jak w
każdej obowiązuje absolutna cisza istniejący klub książki przy
każdym spotkaniu przeszkadzał w zachowaniu tej ciszy i nie raz
dochodziło z tego powodu do sprzeczek. Rozwiązaniem było
przeniesienie siedziby klubu do drugiej sali świetlicy. Spotkania
miały się odbywać gdy świetlica jest już zamknięta więc nawet
gdyby w trakcie dyskusje doszło do jakiejś kłótni nikomu by to
nie przeszkadzało. W czasie gdy świetlica byłaby otwarta o owej
sali, oczywiście wyciszonej, zorganizowana miała być czytelnia.
Każdy chętny mógł po wypożyczeniu książki z biblioteki w
spokoju i przy filiżance gorącej kawy zagłębić się w treść
swojej ulubionej lektury. Drugą część przygotowano w bardziej
rozrywkowy sposób czyli duży ekran projekcyjny, gry planszowe itd.
Na początku był pomysł aby i tu obowiązywała cisza, ale grając
w takie gry jak „Memos - Kraina Lodu” i „5 sekund Junior”
trudno ten warunek spełnić więc z tego rozwiązania zrezygnowano.
Bardzo uroczyste otwarcie odbyło się na początku wakacji w czasie
Dnia Jagody. Oficjalnie świetlica zaczęła działać, ale o tym
innym razem.
piątek, 21 sierpnia 2015
Druga szansa
Od kilku kadencji mamy tego samego sołtysa. Ale to już wiecie.
Zaraz po objęciu urzędu trochę się u nas zmieniło. Więcej
remontów, nowe budynki itd. Zmieniła się też jeszcze jedna rzecz,
która chyba bardziej ucieszyła wszystkich szczególnie młodych. Do
tej pory wszystkie uroczystości były organizowane w innych
miejscowościach a teraz z okazji prawie wszystkich świąt również
i u nas. Było też kilka imprez, że tak powiem, specjalnych. Jedną
z okazji było zakończenie wakacji. Rozumiem świętowanie
rozpoczęcia, ale cieszyć się z zakończenia? Jednak na plakatach
był napis: pożegnanie wakacji. Chyba że tak. Jak zwykle zaczęło
się od pomysłów. Nie wiedziałam dlaczego, ale moja wnuczka była
dziwnie ucieszona z powodu tej imprezy. Kilka razy powiedziała, że
razem z koleżankami pójdą na zebranie i przedstawią swój pomysł.
Nikt nie wiedział co im chodziło po głowie. Na jedno spotkanie
zaproszono wszystkich. Miał być podany ważny komunikat dotyczący
programu święta. Jak się okazało pomysłem był turniej gry „5
sekund” i „5 sekund Junior” Trochę dziwne jak na pożegnanie
wakacji. Jeszcze ciekawsza była dalsza część. Jak pewnie wielu z
Was pamięta drużyna Agnieszki na uroczystości dnia dziecka w takim
samym turnieju przegrała już na początku przegrała z drużyną
chłopców z tej samej klasy, którzy z tego powodu dokuczali im
przez długi czas. Pamiętacie zapewne potajemne treningi
dziewczynek. Teraz, jak to określiły, czas na zemstę. Nie chodziło
o nagrody choć było o co walczyć. Zestaw „Craft Castle -
Królewski Zamek Anny i Elsy” i zegarek-zabawka „VTech - Kidizoom
Smart Watch” mówią same za siebie. Jednak prawdziwą motywacją
była ZEMSTA, ZEMSTA I JESZCZE RAZ ZEMSTA. Długie godziny treningów
przyniosły rezultaty i już w drugiej rundzie dziewczynki pokonały
przeciwników. Nie wygrały ale jak mówiły cel został osiągnięty.
Chłopcy już się z nich nie będą śmiali. Pytane co dalej
odpowiadały, że nie przestaną trenować tylko nie będzie to już
tajemnica. Może w następnym turnieju zdobędą główne nagrody a
może znów będą miały jakiś ukryty cel. Zobaczymy.
środa, 19 sierpnia 2015
Przyjęcia zgodne z planem?
Przyjęcia urodzinowe to w naszej okolicy można powiedzieć tradycja
albo zasada, że jak nie wyprawić urodzin swojemu dziecku skoro
wszystkie inne takie przyjęcia miały. Z tego powodu tych przyjęć
urodzinowych już trochę zaliczyłam. Raz jako opieka innym razem
jako gość no i oczywiście jako gospodarz. Na każdym przyjęciu
zastanawiała mnie jedna rzecz. Czy można zorganizować przyjęcie
tak, żeby od początku do końca wszystko poszło zgodnie z planem.
Przy organizacji takiej imprezy pracuje zazwyczaj kilka osób albo
cała firma zależy u kogo, ale wszędzie zaczyna się tak samo:
kartka, długopis i pomysły na program uroczystości. I tu zaczynają
się kłopoty. O ile na początku wszystko idzie dobrze czyli posiłek
i pierwsze zabawy to już dalej nie jest tak różowo. Zawsze jakieś
wydarzenie zakłóci porządek jaki przewidzieli organizatorzy. Dwa
najciekawsze przykłady. Opisywałam kiedyś jak do klasy Agnieszki
przeniósł się nowy uczeń. Jego rodzice byli bogatymi ludźmi i
bardzo lubili się tym chwalić. Na szczęście dla wszystkich i dla
niego samego on był zupełnie inny. Nigdy nie pokazywał, że jest
lepszy bo ma więcej pieniędzy. Na jego przyjęcie urodzinowe
została zaproszona cała klasa. Wszystko szło zgodnie z planem aż
do otwierania prezentów. Solenizant otwarł tylko prezent od swoich
kolegów. Była to gra „Memos - Kraina Lodu„ i świecące w
ciemności „Avengers - Puzzle Magic Decor” bo jak powiedział
były dla niego a nie na pokaz jak reszta. Inny przykład. Przyjęcie
z niespodzianką. Takie przyjęcie trudno zaplanować bo za dużo
rzeczy może pójść nie tak. I tu też początek był według
planu, ale potem zaczął padać deszcz i reszta przyjęcia odbyła
się w domu. Dalej. Według planu niespodzianką była wizyta
właściciela sklepu z zabawkami, który miał krótko opowiedzieć o
puzzlach i grach planszowych. Ten wykład trwał ponad dwie godziny.
Według planu miały być jeszcze gry i zabawy ale na to nie
starczyło już czasu. Nawet na przyjęciach zaplanowanych z
najdrobniejszymi szczegółami gdy gośćmi są dzieci zawsze wydarzy
się coś co niszczy cały plan. Może to i dobrze. Przynajmniej nie
jest nudno.
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Remont szkoły
Jak już kiedyś pisałam, w naszej miejscowości jest kilka zakładów
pracy kiedyś bardzo dużych i znanych. Ludzie z całej okolicy
znajdowali tam zatrudnienie więc po kilku latach zaczęto budowę
przedszkola. W latach sześćdziesiątych, w ramach programu „Tysiąc
szkół na tysiąclecie państwa polskiego” została wybudowana
szkoła. Nie wiem jak w innych szkołach z tego programu, ale nasza
była wyposażona w najnowocześniejszą jak na owe czasy salę
telewizyjną w całej gminie. Dosłownie wszystko było sterowane z
konsoli wbudowanej w biurko nauczyciela od drzwi na korytarz po
zasłony. Wszystko: światło, telewizor, projektor, ekran do niego a
nawet drzwi do szafek uruchamiane było elektrycznie. Ale nic nie
jest wieczne i w roku 1985 zaczął się remont szkoły. Niestety z
tych wszystkich gadżetów nic już nie zostało. Nadeszły czasy, że
jak inne tak i naszą miejscowość zaczęło opuszczać coraz więcej
młodych a co za tym idzie było coraz mniej dzieci. Jak wszyscy
wiedzą kilka lat temu uchwalono przepis, że dzieci w wieku 6 lat
mogą iść do pierwszej klasy. Zaczęły się kontrole szkół pod
kontem przygotowania do tego faktu. Nasza nie była na to
przygotowana. Zaczął się kolejny remont w trakcie którego oprócz
dostosowania pomieszczeń dla sześciolatków nie zapomniano też o
wyposażeniu sali komputerowej. Nie obyło się bez malowania z
zewnątrz. W naszej miejscowości żaden mur ani ściana długo w
czystości się nie utrzymuje. Zaraz po świeżym malowaniu pojawiają
się czasem całkiem bezsensowne napisy a taki napis był na szkole.
Ale wróćmy do wyposażenia sal dla sześciolatków. Poza wszelkimi
książkami znalazły się też różne gry planszowe i inne zabawki.
W remont włączyły się nasze zakłady pracy nie tylko finansowo.
Niektóre wysłały do pracy swoje grupy remontowe. Fabryka zabawek
wyposażyła salę we wszystkie potrzebne rzeczy. Znalazły się więc
takie gry jak „Memos - Kraina Lodu” czy „Kalejdoskop 50 gier”
no i oczywiście nie mogło zabraknąć „5 sekund” i „5 sekund
Junior” Tym razem kontrolerzy byli zachwyceni.
piątek, 14 sierpnia 2015
Imprezy gminne i parafialne
W skład naszej gminy wchodzi około 15 miejscowości. Niestety ilość
radnych jest proporcjonalna do i ilości mieszkańców poszczególnych
miejscowości. Dlaczego niestety? Każdą inwestycję musi
przegłosować rada gminy a ponieważ główna miejscowość ma
większą liczbę ludności niż wszystkie inne miejscowości razem
to i z liczbą radnych jest tak samo. Czyli całością wydawanych
pieniędzy rządzi jedna miejscowość a co za tym idzie ciężko
jest uzyskać jakiekolwiek środki na przykład na organizację
imprez. W naszej gminie i pewnie nie tylko w naszej, każdą
organizowaną imprezę trzeba zgłosić do urzędu gminy. Na nasze
szczęście mamy też gminny ośrodek kultury i to ta instytucja
jakieś fundusze na takie cele przeznacza. Czy to dzień dziecka czy
wspominany nie raz Dzień Jagody czy dożynki gminne i parafialne. A
nie, parafialne nie. Z wszelkimi imprezami parafialnymi jest inaczej.
Wszystkie są organizowane, jak to się kiedyś mówiło, w czynie
społecznym. Organizacja i finansowanie należy przede wszystkim do
rady parafialnej i hojnych parafian, których jest prawie dwa
tysiące, więc każda impreza jest na wysokim poziomie. W naszej
miejscowości jest kilka dawniej bardzo dużych i znanych w całej
Polsce zakładów pracy a jeden z członków rady jest też prezesem
klubu sportowego dlatego stadion zawsze jest udostępniany za darmo
jako miejsce do organizowania święta. Warto wspomnieć, że zakłady
pracy też mają swój wkład jako sponsorzy nie tylko imprez
parafialnych ale i gminnych, które się u nas odbywają. Jakiś rok
temu w naszej miejscowości została wybudowana filia jednego z
producentów zabawek. Jako że był to ich pierwszy odpust
parafialny, również i oni chcieli mieć swój wkład w organizację.
Oprócz wpłacenia „odpowiedniej” kwoty na konto parafialne
zafundowali wszystkie nagrody w loteriach i zawodach sportowych. Dla
najmłodszych były to między innymi puzzle „Jej wysokośc Zosia”
i „Wesoły dzień Zosi „ gry planszowe „Memos - Kraina Lodu”
i „5 sekund Junior” a dla starszych zegarki-zabawki „VTech -
Kidizoom Smart Watch” i zestawy „Craft Castle - Królewski Zamek
Anny i Elsy” Ależ była zabawa.
środa, 12 sierpnia 2015
Ach te zawody !!!
Język polski to bardzo ciekawa rzecz. Podobno jest jednym z
najtrudniejszych do nauki. Jedno słowo w zależności od sytuacji
może mieć wiele znaczeń. Jest wiele takich słów. Mnie chodzi o
słowo: ZAWODY. W zależności od sytuacji zawody mogą być:
wyuczone, wykonywane, sportowe i oczywiście miłosne. Jedno słowo a
tyle znaczeń. Zawody sportowe to też bardzo szerokie pojęcie bo
ile jest dyscyplin sportowych. Ale dość tego wykładu. Jak już
kiedyś pisałam, od kilku lat pod koniec pierwszego tygodnia wakacji
w naszej miejscowości organizowane jest wielkie święto znane pod
nazwą „Dzień Jagody” Co rok organizatorzy pilnują żeby
impreza była lepsza od poprzedniej. Mamy dwa miejsca idealnie
nadające się do tego celu. Boisko sportowe i plac przed domem
kultury. W tym roku wybrano to drugie. Sam dom kultury w dzisiejszych
czasach nie jest może jakimś specjalnym miejscem, ale kiedyś było
to główne centrum rozrywki w okolicy. Świetlica, biblioteka, dwie
sale telewizyjne i ogromna sala kinowa gdzie na każdy seans
brakowało biletów. Dziś została tylko biblioteka. Dawną
świetlicę można wynająć na jakieś przyjęcie a sala kinowa na
co dzień służy do organizowania zebrań. Jednak w tym roku to
miejsce również zostało wykorzystane przez organizatorów. Miały
się tam odbyć rozgrywki drużynowe w grę „5 sekund Junior” i
„5 sekund” firmy Trefl. Zasady były zapożyczone z mistrzostw
piłkarskich. Grupy i tak dalej. Zainteresowani wiedzą o co chodzi.
Był to świetny sprawdzian dla drużyny mojej wnuczki Agnieszki,
która wraz z koleżankami w tajemnicy przed wszystkimi trenowała
właśnie te gry. Dziewczynkom poszło znakomicie. Najpierw zajęły
pierwsze miejsce w swojej grupie a potem wygrywały z każdą
drużyną. Ostatecznie zajęły drugie miejsce. Jako nagrodę każda
z dziewczynek dostała medal i zestaw „Craft Castle - Królewski
Zamek Anny i Elsy” również firmy Trefl. Po rozdaniu nagród
powiedziały, że bardzo się cieszą z drugiego miejsca choćby ze
względu na nagrody. Za pierwsze miejsce oprócz medalu zwycięzcy
otrzymali zegarki zabawki „VTech - Kidizoom Smart Watch” Ciekawe
jak będzie wyglądał Dzień Jagody w przyszłym roku. Pożyjemy
zobaczymy.
wtorek, 11 sierpnia 2015
Tajemnicze spotkania
Od jakiegoś czasu moja wnuczka wraz ze swoimi koleżankami spotykają
się w każdą sobotę i niedziele. Kiedy pytamy w jakim celu te
spotkania zawsze otrzymujemy taką samą odpowiedź: TAJEMNICA.
Ostatnio obiecała, że powie mi co to za tajemnica. Ale od początku.
Jak to bywa w większości klas także i ta w której uczy się moja
wnuczka jest podzielona na mniejsze grupki. Każdy trzyma się ze
„swoimi” Jedną z takich grup tworzy właśnie Agnieszka i jej
pięć koleżanek. W zeszłym roku dyrektor szkoły wraz z
nauczycielami zorganizowali wielką imprezę z okazji dnia dziecka.
Obchody były bardzo huczne. W trakcie całego dnia wszystkie dzieci
mogły brać udział w różnego rodzaju grach i zabawach. Gry
towarzyskie, zawody sportowe, drużynowe i indywidualne. Nie sposób
wszystkiego wymienić. Trzeba przyznać, że organizatorzy spisali
się znakomicie. Nie mam pojęcia skąd mieli pomysły na te
wszystkie gry i zabawy. Głównym punktem programu były drużynowe
rozgrywki w gry planszowe „Memos - Kraina Lodu” i „5 sekund
Junior” Zasady tej ostatniej zostały trochę zmienione ze względu
na to, że w jednej rozgrywce brało udział aż osiem osób, dwie
drużyny po cztery osoby. W tym celu pytania zostały wymieszane z
tymi z gry „5 sekund” więc pytań było na tyle dużo, że nawet
przy drugiej i trzeciej rozgrywce nie było powtórek. Wygrywała ta
drużyna, która zwyciężyła w trzech grach. Moja wnuczka z
koleżankami niestety przegrała już pierwszy mecz niestety wynikiem
3:0 i tym samym odpadły z turnieju już na samym początku. Pech
chciał, że ich przeciwnikami była drużyna chłopców z tej samej
klasy. Przez następne dwa tygodnie przy każdej możliwej okazji
przypominali dziewczynkom ten fakt śmiejąc się z nich przy całej
klasie. Po końcu roku Agnieszka z koleżankami zaczęły organizować
owe tajemnicze spotkania za każdym razem u kogoś innego. Gdy
przyszła kolej na moją wnuczkę poprosiła mnie o pomoc w
organizacji. Wtedy dowiedziałam się po co to robią. Otóż
postanowiły przygotować się do następnych zawodów a żeby nikt
nie śmiał się z ich trenowania grają w tajemnicy. I tak wszystko
się wyjaśniło, ale nie mówcie nikomu.
piątek, 7 sierpnia 2015
Pole namiotowe
W
naszej rodzinie wyjazdy wakacyjne zawsze były planowane z
kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. W tym roku było trochę inaczej.
Na początku wakacji zadzwoniła do mnie siostra mieszkająca na
stałe w Grecji. Zaczęła opowiadać o bardzo pięknej pogodzie, o
domu w którym mieszka wraz z rodziną i kilku innych rzeczach. Widać
było, że coś kręci. Po tych wszystkich opisach wreszcie
powiedziała o co chodzi. Pole namiotowe. Jedynym minusem był fakt,
że trzeba było się decydować szybko bo chętnych było więcej
niż miejsc. Ciekawe co tam wymyśliła. Mieliśmy dwie możliwości
do wyboru: ten sam hotel od niepamiętnych czasów albo wycieczka do
Grecji na trzy tygodnie. Nie trudno się domyślić co wybraliśmy.
Na lotnisku w Atenach czekał na nas samochód i po dwóch godzinach
jazdy dotarliśmy do domu siostry. Na drugi dzień rano zabraliśmy
wszystkie potrzebne rzeczy i wyruszyliśmy na tajemnicze pole
namiotowe. Kilka razy zdarzyło mi się spać pod namiotem ale tym
razem nie wiedziałam czego się spodziewać. Na miejscu okazało
się, że faktycznie były tam namioty, ale pole wyglądało inaczej
niż te, które widziałam do tej pory. Ogromne, ogrodzone a przy
bramie strażnik. Wszędzie drzewa. Na pewno każdy z Was wie jak
wygląda parking przed Galeriami Handlowymi. Tu było podobnie. Każdy
namiot miał swoje miejsce z numerem. Między namiotami alejki. Kila
ujęć wody. Coś niesamowitego. Przy ogrodzeniu stał drewniany
budynek w którym mieściła się stołówka i świetlica oczywiście
dla chętnych. My nie korzystaliśmy z nich. Namiot to namiot.
Któregoś dnia po śniadaniu wszystkie dzieci gdzieś zniknęły.
Przeszukaliśmy cały teren. Wreszcie ktoś wpadł na pomysł żeby
zajrzeć do świetlicy. Wszystkie nasze pociechy siedziały sobie
przy stole i grały w gry „Memos - Kraina Lodu” i „5 sekund
Junior” To było tylko raz bo w trakcie naszego pobytu okazało się
jeszcze, że niedaleko znajduje się park wodny, ścieżki do
biegania a dla bardziej odważnych jaskinie do zwiedzania. Wyjazd
mieliśmy bardzo udany. Jeżeli tylko będzie taka możliwość to w
przyszłym roku też tam pojadę tylko tym razem będę korzystać ze
stołówki.
środa, 5 sierpnia 2015
Upalny dzień
Co
można robić w domu gdy za oknem mamy ponad 35 stopni. Wiadomo, że
nic się nie chce. Ale przecież nie można nic nie robić. Ponieważ
w większych domach często instalowana jest klimatyzacja więc jest
trochę chłodniej. U nas na szczęście mamy ją już jakiś czas.
Pamiętam jaka była kłótnia gdy mieliśmy pojechać do firmy,
która instaluje tego typu urządzenia. Któryś z sąsiadów wezwał
policję ale skończyło się na upomnieniu. W sumie był środek
dnia. Wreszcie się dogadaliśmy i tydzień później mogliśmy
cieszyć się dużo niższą temperaturą niż na zewnątrz. Jednak
każde urządzenie ma swoje ograniczenia i przy tak wysokich
temperaturach na wiele się nie zdała zwłaszcza przy tak dużym
domu jak nasz. Nie żebym się chwaliła. No ale jakoś trzeba sobie
radzić. Pozamykane okna, zasłonięte żaluzje i włączona
klimatyzacja i jakoś dało się wytrzymać. Teraz trzeba znaleźć
jakieś zajęcie przy którym jak najmniej trzeba się ruszać. W grę
wchodziły trzy rzeczy. Oglądanie telewizji w której i tak nie ma
nic ciekawego, rodzinne czytanie książek albo rozgrywki w ulubione
gry planszowe. Wybór należał do dzieci. Ponieważ jest środek
wakacji wiadomo było że książki odpadają i zabraliśmy się za
niedawno zakupione gry. Dziwnym trafem kupiliśmy zestaw „Kalejdoskop
50 gier” i „5 sekund Junior” firmy Trefl, więc nie było
możliwości, że zabraknie nam pomysłów na zabawę. Ponieważ było
nas trochę za dużo do jednej gry podzieliliśmy wszystkie między
siebie tak, że każdy grał w to co mu najbardziej odpowiadało.
Największym powodzeniem wśród dzieci cieszyło się „ 5 sekund
Junior” a i wśród dorosłych też byli chętni do grania więc po
zakończeniu jednej rozgrywki do kolejnej zasiadali następni
zawodnicy. Tak na grze zleciał cały dzień i wszyscy dobrze się
bawili. Ciekawym pomysłem jest zakup gry dla starszych dzieci „5
sekund” i wymieszanie kart z pytaniami. Nawet wymienienie w
tytułowe 5 sekund trzech przedmiotów w kuchni sprawiały dużą
trudność nawet dorosłym. To był nasz sposób spędzenia upalnego
dnia w domu. Może komuś się spodoba.
Subskrybuj:
Posty (Atom)