Przygotowania do przyjęcia urodzinowego dla dziecka to prawdziwe
wyzwanie. Szczególnie gdy w domu jest ich aż piątka. Jest jeszcze
gorzej niż z prezentami pod choinkę. W przypadku przyjęcia trzeba
utrzymać w tajemnicy nie tylko prezenty ale też przygotowania do
przyjęcia. Pełna konspiracja. Wymijające odpowiedzi, odwracanie
uwagi dzieci i wszystkie inne sposoby aby dzieci nie dowiedziały się
co się dzieje w domu. W końcu to ma być przyjęcie –
niespodzianka. Pamiętacie jak dziadek kupował prezenty na mikołaja
czy pod choinkę? Zawsze popełniał te same błędy. Pierwszy to
pytanie dzieci co chciałyby dostać, a drugi to chowanie prezentów
w miejscach, które dzieci mogłyby łatwo znaleźć. Chowanie czegoś
pod łóżkiem to dla dzieci zbyt oczywista skrytka. Po pytaniu,
dzieci od razu wiedziały, że prezenty zostaną kupione w
najbliższym czasie, odczekały kilka dni i zaczęły poszukiwania.
Oczywiście pierwszym miejscem, które przeszukały była ulubiona
skrytka dziadka. Pod łóżkiem. Pierwszy raz dzieci znalazły
prezenty tego samego dnia. Na szczęście zestawy puzzli firmy Trefl
bardzo im się spodobały. Następnym razem skrytkę zdradził sam i
to w najgłupszy możliwy sposób. Tym razem jego skrytką była
szafka nad drzwiami. Pech chciał, że w momencie gdy dzieci
wchodziły do domu dziadek szukał czegoś w owej nieszczęsnej
szafce. Ponieważ jest to jedno z niewielu miejsc gdzie podczas
porządków nie mam dostępu, panuje tam totalny bałagan. Jak to
określił dziadek, jest to jego prywatna szafka i nikt oprócz niego
nie ma prawa tam sprzątać. Jak sobie klient życzy. Dziadek stał
na drabince, w momencie gdy dzieci otworzyły drzwi wystraszył się
i nie chcąc stracić równowagi chwycił się drzwiczek od szafki a
wtedy wszystko, co się w niej znajdowało wypadło na podłogę.
Gry, puzzle i wszystkie inne prezenty znalazły się dokładnie pod
nogami dzieci. Zaoszczędził im poszukiwań. Na zbliżające się
urodziny kupił coś bez pytania dzieci, więc chyba do samego
przyjęcia gra „Chińczyk/ Węże i drabiny- Star Wars” będzie
bezpieczna. Ponieważ solenizantką jest Ania, nie mogłam kupić nic
innego jak „Baśniowa kraina- puzzle romantic” Oby się
spodobały.
piątek, 29 lipca 2016
środa, 27 lipca 2016
Gromnica w oknie
Co mogą robić dzieci podczas deszczu? Nie ma na to jednoznacznej
odpowiedzi. Podczas zwykłego deszczu można zorganizować dzieciom
czas według własnego uznania, ale i tak nie wiele z tego wychodzi.
Od wszystkiego, co wymyślą dorośli, wolą telewizję, gry na
komputerze i wszystko co ma związek z elektroniczną rozrywką.
Gorzej jest gdy pogoda jest podobna do tej, którą mieliśmy kilka
dni temu. Ulewa, pioruny i grzmoty i do tego wichura. Słowem okropna
burza. Natężenie deszczu można by określić mniej więcej tak:
wyglądało jakby ktoś wylał wiadro wody na szybę. Wiatr był
taki, że czasem wydawało się jakby deszcz padał do góry.
Pamiętam z czasów swojej młodości, że moja mama, i wiele osób w
całej wsi podczas burzy wystawiało do okna zapaloną gromnicę.
Nigdy nie rozumiałam tej tradycji, a przy próbach wyjaśnienia mi
tego gubiłam się przy drugim zdaniu. Jak można tak zagmatwać
najprostszą rzecz. Może to zbieg okoliczności, ale tylko raz moja
mama nie wystawiła świecy, po prostu brakło. Podczas burzy piorun
uderzył bardzo blisko naszego domu. Wszystkie żarówki popękały a
na ścianach można było zobaczyć czarne ślady w miejscach gdzie
przeprowadzone były przewody elektryczne. Od tamtej pory nawet ja
wystawiam gromnicę podczas burzy. Żadnego radia, telewizji i
oczywiście komputera. Wszystko wyłączone a wszystkie lampy na
baterie. Wtedy opanować sytuację z dziećmi wcale nie jest tak
prosto. Każdy pomysł jest nudny, dziecinny i kilka innych określeń,
których tu nie przytoczę. W naszej rodzinie jest taki sposób,
który do tej pory zawsze się sprawdzał. Gry planszowe i puzzle.
Niedawno odwiedziliśmy nasz ulubiony sklep z zabawkami, aby zakupić
najnowsze produkty firmy Trefl „Baśniowa kraina- puzzle romantic”
i zestaw puzzli „Droga mleczna”
jednak jak się później okazało cały wieczór spędziliśmy na
grze „Rodzina Treflików- loteryjka edukacyjna” Mimo szalejącej
na zewnątrz burzy wszyscy bawiliśmy się dobrze, czasem tylko
wystraszyły nas grzmoty. Na szczęście nic złego się nie stało.
Czyżby gromnica pomogła?
poniedziałek, 25 lipca 2016
Przygotowania
Jak ja nie lubię wszelkiego rodzaju przyjęć. Może inaczej. Nie
lubię przygotowań tych przyjęć. O ile dla dzieci nie jest to
wielkim kłopotem to zaplanować przyjęcie dla dorosłego
solenizanta, a jeszcze gorzej gdy jest to na przykład jakaś
rocznica gdy jubilatów jest dwójka, to już nie jest takie proste.
A ze swojego doświadczenia wiem, że nie ma nic gorszego gdy jedno
przyjęcie ma organizować kilka osób. Każdy ma inną „wizję”
takiego przyjęcia i za wszelką cenę próbuje przekonać wszystkich
pozostałych do swojej racji. Nie trudno przewidzieć jak kończy się
taka współpraca. Jedna kłótnia za drugą i o wszystko. Kolor i
kształt serwetek, rodzaj talerzy a nawet kolejność dań. Tylko
jeden raz dałam się namówić na taką formę organizowania
przyjęcia. Od tamtego czasu, gdy mam uczestniczyć w przygotowaniach
na samym początku pytam o liczbę organizatorów. Jeśli tylko ja to
w porządku, a jeśli nie to wycofuję się od razu. Lepiej mieć
jednego wroga więcej ale święty spokój niż przez tydzień
wysłuchiwać kłótni i wyzwisk a i tak na końcu znajdą się
wrogowie, a żeby było ciekawiej, ci sami. Z dziećmi jest inaczej.
Również ze swojego doświadczenia wiem, że zaplanowane przyjęcie
i jego przebieg w praktyce rzadko idą w parze, ale w moim przypadku
zawsze kończyło się szczęśliwie tylko czasem niespodziewanie.
Jakieś dwa miesiące temu moja koleżanka organizowała przyjęcie
urodzinowe dla swojej wnuczki. Miała zaplanowane wszystko od
początku do końca. Nie przygotowała się jedynie na deszcz. Gry,
zabawy, turnieje, wszystko. Niestety rozgrywane w ogrodzie. Zaczął
padać deszcz i przyjęcie się skończyło po godzinie. Obiecała
powtórkę, ale tym razem poprosiła mnie o pomoc. Ona zajęła się
organizacją gier i zabaw na zewnątrz a ja na wypadek deszczu miałam
przygotować przyjęcie w domu. Puzzle i gry planszowe, ciasta i na
wszelki wypadek jeszcze jeden tort. Tym razem była piękna pogoda i
przyjęcie trochę się przeciągnęło i wszystko co zostało
przewidziane do domu udało się przenieść do ogrodu. Poza drugim
tortem oczywiście. Przyjęcie się udało.
piątek, 22 lipca 2016
Dobra reklama
Połowa wakacji. Dla jednych dopiero połowa, a dla innych już
połowa. Zależy jak na to spojrzeć. Są dwa rodzaje uczniów. Ci,
którzy nie lubią szkoły i ci, którzy nie mogą się doczekać
powrotu do szkolnej ławy. Która postawa jest lepsza? Nie mniej i
jedni, i drudzy zostali zaproszeni na dwudniową uroczystość
pożegnania jednej kolonii i powitania drugiej grupy wczasowiczów.
Pierwszy raz w naszej historii zdarza się coś takiego. W tym roku
wyjazd jednych i przyjazd drugich zorganizowano tak, że przez dwa
dni obydwie grupy świętują razem. Impreza na całą gminę.
Zapytacie, jak to możliwe, że dwie grupy zmieszczą się w hotelu w
tym samym czasie. Jeszcze przed wakacjami każdy, kto chciał
zarezerwować miejsce u nas od razu był powiadomiony, że przez te
dwa dni nie będzie ani jednego wolnego miejsca. Po wyjaśnieniu
powodów takiej sytuacji niektórzy decydowali się na dłuższy
pobyt, żeby tylko zobaczyć jak takie obchody mogą wyglądać. I
takim sposobem do końca wakacji wszystkie miejsca w hotelu mamy
zarezerwowane. Nikt nie spodziewał się takiego zainteresowania
zwykłą imprezą, jakich podczas wakacji pewnie odbyły się setki w
różnych miejscach w Polsce. Grunt to dobra reklama. Jednak w naszej
uroczystości była jedna rzecz, która wyróżnia ją wśród
innych. Ponieważ, jak to na koloniach bywa, każda grupa podzielona
jest na kategorie wiekowe. Najstarsze grupy to młodzież 16 – 17
letnia więc specjalnie dla nich właśnie w te dwa wspólne dni
zorganizowano coś w rodzaju randek w ciemno. Stolik, lampka, wymiana
numerów telefonów i takie tam. Młodsze grupy miały możliwość
wzięcia udziału w prezentacjach gier, puzzli i innych rzeczy
związanych z rozrywką. Główną atrakcją był, chyba pierwszy na
świecie, turniej układania puzzli pod wodą. Oczywiście
wodoodpornych, które dostarczyła firma Trefl. Tylko najbardziej
cierpliwi uczestnicy mieli szansę ukończyć wyzwania, które
przygotowali organizatorzy. Ostatniego dnia na stole przy wyjściu
pojawiło się ogromne pudło do którego można było wrzucić
opinię na temat tych dni. Zobaczymy, czy taki rodzaj imprezy
spodobał się jej uczestnikom.
środa, 20 lipca 2016
Tajemniczy gość
Jakiś czas temu po naszej miejscowości zaczął chodzić
tajemniczy, dziwnie ubrany człowiek. Nie robił nic. Tylko chodził
i rozglądał się. Nie odzywał się do nikogo, a gdy ktoś
pozdrowił go zwyczajowym: dzień dobry, odwracał głowę w inną
stronę. Wszyscy wiedzieli o tej sytuacji, ale nikt nie wiedział kto
to jest, skąd pochodzi, ani czego u nas szuka. Jak to w takich
przypadkach bywa, wśród mieszkańców zaczęły krążyć teorie na
jego temat. Wspomniałam o dziwnym ubraniu. Czarny frak i cylinder na
głowie a w ręku laska. Typowy angielski dżentelmen. Jednak wszyscy
wiedzą, że to ginący gatunek, więc skąd się u nas wziął?
Dziwną sprawą jest to, że za każdym razem gdy pytaliśmy sołtysa
o naszego gościa, uśmiechał się tylko i zmieniał temat. On coś
wiedział. Trwało to tydzień. W tym czasie sołtys robił wszystko
co tylko mógł, żeby odwrócić uwagę od tej sytuacji. Impreza,
turniej sportowy, gry, zabawy, puzzle i wszystko inne co tylko wpadło
mu do głowy. Nic nie pomagało. Zainteresowanie nielicznych
wzbudzały najnowsze produkty firmy Trefl „ Baśniowa kraina-
puzzle romantic” i gra „Farmer miki” Jednak nic nie mogło się
równać z tym co miało nastąpić. Przez tydzień nie było innego
tematu: Nasz gość. Kto to jest, skąd pochodzi i czego tu szuka. Po
siedmiu dniach na tablicach ogłoszeń pojawił się plakat
informujący o przyjeździe w nasze okolice słynnego na całym
świecie cyrku. Ów człowiek był jego właścicielem i szukał na
tyle dużego miejsca, żeby postawić namiot cyrkowy i wszystkie
pojazdy. Pogłoski o tym wydarzeniu krążyły od jakiegoś czasu,
ale nikt nie przypuszczał, że u nas będzie odpowiednie miejsce.
Przez kilka dni trwały przygotowania. Każdy mieszkaniec gminy nie
mógł się doczekać pierwszego przedstawienia. Kilometrowe kolejki
do kasy nie odstraszały zainteresowanych. W planach były dwa
przedstawienia, jednak było tak duże zainteresowanie, ze właściciel
obiecał jeszcze dwa. Bilety na te dodatkowe rozeszły się w ciągu
kilku godzin. Obiecano nam jeszcze jedną wizytę cyrku w przyszłe
wakacje.
poniedziałek, 18 lipca 2016
Niedopatrzenie
Jak to mówią, nieszczęścia chodzą parami. Pisałam nie dawno, że
moja koleżanka złamała nogę idąc po teoretycznie równym
chodniku. Specjalnie użyłam słowa: teoretycznie, bo chodnik pół
roku po remoncie powinien być równy. Wszyscy cieszyli się na wieść
o tym, że wreszcie będziemy mieć piękny, nowy chodnik. Różowa
kostka czy podjazdy dla wózków nie są jakimś szczególnym
osiągnięciem, ale do tej pory chodnik miał ponad 20 cm wysokości,
jak to mówili, żeby auta nie wjeżdżały na niego. Ale wjechanie
wózkiem dla dzieci na tak wysoki chodnik nie było proste. Więc w
tym przypadku podjazd dla wózków to jest osiągnięcie. Jednak co
dobre nigdy nie trwa wiecznie. Kilka tygodni później rozpoczęła
się budowa nowej kanalizacji i nasz nowy chodnik został prawie
całkowicie rozkopany. Co prawda po zakończeniu robót naprawiono
go, ale już po pierwszym deszczu kostka zaczęła się zapadać i
takim właśnie sposobem na jednej z takich kostek moja koleżanka
złamała nogę. Mówiłam o nieszczęściach. Dwa dni temu znalazłam
się w podobnej sytuacji. Niestety moja noga została uszkodzona w
wyniku mojego niedopatrzenia. Znacie powiedzenie, że przyzwyczajenie
to druga natura człowieka? Do tej pory, żeby wejść na chodnik
trzeba było pokonać wysokość ponad 20 cm. Odkąd mamy nowy
chodnik, w miejscu podjazdu chodnik jest równy z asfaltem i jeszcze
ta zapadnięta kostka. Takim sposobem wylądowałam w szpitalu. Noga
w gipsie na 6 tygodni od kolana w dół. 3 godziny badań w szpitalu.
Okazało się, że muszę zostać na kilka dni na obserwację.
Przypomniałam sobie opiekę moich wnuczków. Gry, puzzle od rana do
wieczora. Co dziennie inny zestaw. W domu zgoda, ale zestawy puzzli i
gry w szpitalu trochę nie pasują. Na moje szczęście, mimo że
córka kupiła dzieciom zestaw „Baśniowa kraina- puzzle romantic”
i grę „Chińczyk – Tomek i przyjaciele” nie przyniosły
ich podczas odwiedzin. Niestety po dwóch dniach wróciłam do domu i
opieka zaczęła się na nowo. Z ostatniego tłumaczenia nie nauczyły
się nic.
środa, 13 lipca 2016
Artykuł w lokalnej gazetce
W naszej lokalnej gazetce przeczytałam ostatnio ciekawy artykuł.
Tytuł może nie był zachęcający ale z braku zajęcia człowiek
może przeczytać wszystko. Tytuł brzmiał: Co dzieci lubią poza
zajęciami w szkole. Nie uważacie, że to trochę dziwny nagłówek?
Wynika z niego, że dzieci lubią te zajęcia. Wszyscy wiemy, że to
nie do końca prawda. Właśnie, gazetka. Nie pochwaliłam się, ale
wydajemy swoją gazetkę w której oprócz artykułów z życia gminy
można znaleźć wszystko o planach jakie urząd gminy ma wobec
wszystkich miejscowości. Remonty, imprezy, wydarzenia kulturalne a
nawet ostatnio podawano informacje dla chętnych na udział w
pielgrzymce do Krakowa na Światowe Dni Młodzieży. Zaczęło się
od gazetki szkolnej prowadzonej przez uczniów gimnazjum. Wspaniała
robota. Dużo ogólnopolskich wydawców mogłoby uczyć się od tych
młodych ludzi, jak się prowadzi gazetę. To właśnie podsunęło
nowo wybranemu wójtowi pomysł. Skoro te szkoły mają być
likwidowane to dlaczego nie wydawać gazetki na terenie całej gminy.
Mamy już jedną ale poruszane są w niej tylko kwestie dotyczące
miasta powiatowego, więc nic nam po niej. I tak od kilku miesięcy
gazetkę można znaleźć w każdym kiosku. Na początku była
rozdawana za darmo, ale na zebraniu wszyscy się zgodzili, że za tak
dobrze wykonywaną pracę należy się chociaż symboliczna zapłata.
Dotacja z gminy cena gazety w pełni wystarczają na prowadzenie tej
działalności. Co do artykułu. We wszystkich szkołach w gminie
przeprowadzono ankietę. Pytanie było proste. Co dzieci lubią robić
po zajęciach w szkole. Pamiętam kilka odpowiedzi do wyboru. Gry,
puzzle, czytanie książek i oczywiście ostatnią odpowiedzią było:
INNE. Gier i puzzli prawie nikt nie zaznaczył. Z czytaniem książek
było trochę lepiej, ale tylko w szkołach podstawowych. Natomiast
INNE było wypełnione na każdej kartce. Niestety o tym co się tam
znalazło strach pisać. Chyba najbardziej zbliżone odpowiedzi
pasujące do zachowania ludzi były imprezy, gry komputerowe a w
starszych klasach picie piwa. 15 letnie dzieci i picie piwa. Co
będzie jak ci młodzi ludzie dorosną, i nie daj Boże zaczną
rządzić tym krajem. Mam nadzieję, że tego nie dożyję.
poniedziałek, 11 lipca 2016
Złamana noga
Do tej pory wydawało mi się, że nogę na chodniku można złamać
tylko w zimie. Niedawno zostałam wyprowadzona z błędu. Ale od
początku. W zeszłym roku musieliśmy ponownie wybierać wójta. Nie
wiadomo dlaczego, ale poprzedni zrezygnował ze stanowiska. Powodów
było tyle ilu mówiących o tym odejściu. W każdym razie jak bywa
to przed wyborami, każdy z kandydatów obiecywał złote góry byle
tylko przekonać do siebie wyborców. Oczywiście na wszystkie
spotkania wyborcze starałam się chodzić. Chciałam się dowiedzieć
jakich obietnic tym razem nikt nie dotrzyma. Na każdym zebraniu było
to samo. Obiecywano albo rzeczy które już mamy, albo takie które
są nam w ogóle nie potrzebne. Chyba jedyną rzeczą jaką u nas
trzeba by zrobić jest remont chodnika obok szkoły. Został zrobiony
przy okazji budowy szkoły w 1966 roku i od tamtej pory nikt go nie
naprawiał. Jeden z kandydatów obiecał nam nowy chodnik, więc
wszyscy na niego głosowaliśmy. Nasze modły zostały wysłuchane.
Nasz kandydat został nowym wójtem. Jak wiecie nasz sołtys nie
należy do ludzi łatwo poddających się. Podczas każdej wizyty w
urzędzie gminy przypominał mu o tej obietnicy. Po miesiącu takiego
przypominania mieliśmy nasz wymarzony nowy chodnik. Niestety nie
długo nim się cieszyliśmy. Po budowie nowej kanalizacji kostka
niby została ułożona ponownie, ale przyszedł deszcz i zaczęła
się zapadać. Chętnego do naprawy nie było. I tu dochodzimy do
złamania nogi przez moją koleżankę. Idąc ze sklepu wpadła w
takie miejsce. Noga w gipsie na sześć tygodni. Jej wnuczki są tak
samo opiekuńcze jak moje, więc ani dnia nie spędziła sama. W
przeciwieństwie do mnie bardzo lubi grać w chińczyka, więc bardzo
ją ucieszyło gdy któregoś dnia wnuczki przyniosły zestaw „
Chińczyk/ Węże i drabiny- Star Wars” firmy Trefl. Jak później
opowiadała, co dzień dzieci przynosiły puzzle, gry i wszystko co
mogło rozweselić babcię. A co do chodnika, może przy następnych
wyborach ktoś obieca naprawę. Zobaczymy.
środa, 6 lipca 2016
Dzień zabawek
I się zaczęło. Mam na myśli zaproszenia na wszelkiego rodzaju
imprezy. Urodziny, imieniny, zakończenie roku szkolnego, rozpoczęcie
wakacji. W sumie każda okazja jest dobra na świętowanie. Jak
pamiętacie, specjalistami w organizowaniu wszelkiego rodzaju imprez
w naszej miejscowości są dyrektor szkoły i sołtys. Osobiście
wolę małe przyjęcia, ale na te organizowane przez obu panów też
chętnie chodzę. Zawsze coś się dzieje. Najbardziej podobają mi
się prezentacje. Ostatnio pan dyrektor ogłosił, że 2 lipca
obchodzimy dzień zabawek. Dzień dziecka rozumiem, dzień ziemi
zgoda, ale dzień zabawek to coś nowego. Nikt nie wiedział jak ma
wyglądać takie święto, ani jak sobie wyobrażają go sobie
organizatorzy. Miało to być coś jak odpust parafialny z tą
różnicą, że nie będzie trzeba nic kupować żeby można było
się pobawić. Takie było wyjaśnienie. Podobno chętnych
przedstawicieli producentów puzzli, gier i zabawek było tylu, że
jedynym miejscem na organizację całego święta mogącym pomieścić
taką ilość wystawców było boisko sportowe. Właściciele klubu
nie ucieszyli się z tego pomysłu, ale po namowach organizatorów
wreszcie się zgodzili. Jakiś czas temu dyrektor jednej z naszych
firm postanowił zorganizować imprezę z okazji 50 rocznicy
powstania firmy, właściciele stadionu chętnie się zgodzili, w
końcu to największy sponsor drużyny. Po wszystkim okazało się,
że trzeba się wycofać z rozgrywek do końca sezonu bo boisko nie
nadawało się do gry. Na szczęście były tylko dwa mecze do końca.
Wróćmy do tematu. Od samego rana zaczęli się zjeżdżać
wystawcy. Każdy z nich przywiózł najnowsze produkty swoich firm.
Jeden namiot wyróżniał się spośród wszystkich. Można było
obejrzeć gry i zabawki wszystkich producentów, których zabrakło
na naszym święcie. Między innymi firmy Trefl. Po zakończeniu
wszystkich prezentacji ogłoszono, że każdy chętny na zakup
prezentowanych produktów proszony jest o podejście do wybranych
producentów. Wszyscy byli na to przygotowani, ale nikt nie
spodziewał się aż takiego zainteresowania. Bardzo wielu gier po
prostu brakło. Organizatorzy ogłosili, że to na pewno nie będzie
ostatnie takie święto. Wszyscy bardzo się ucieszyli.
poniedziałek, 4 lipca 2016
Same nowości
Witajcie. Wreszcie nadeszły upragnione przez wszystkich uczniów
wakacje. Plany na całe dwa miesiące przygotowywane są kilka
miesięcy wcześniej. Nasze wyjazdy zaczną się dopiero w sierpniu,
ale może to i dobrze. Każdy ma swoje hobby. Jedni zbierają znaczki
inni monety. Jak pamiętacie naszą „obsesją” są puzzle. Jak
tylko pojawiają się jakieś nowości na rynku od razu staramy się
kupić owe zestawy. Dużym plusem są ceny puzzli. Przez nasze ręce
przewinęły się produkty różnych producentów, ale firma Trefl
zajmuje pierwsze miejsce wśród naszej kolekcji. Nie wiem dlaczego
tak jest. Jak by zastanowić się nad powodem można powiedzieć, że
ich gry, puzzle i zabawki wyróżniają się na tle innych.
Oczywiście jest to tylko nasza opinia. Jedną z takich nowości są
puzzle „ Farmer miki”.
Każdy zna myszkę Miki. Więc jak tylko dowiedzieliśmy się, że w
firmowym sklepie Trefla pojawiły się nowe zestawy od razu
zaczęliśmy przeglądać oferty. Wymieniony przeze mnie zestaw od
razu znalazł się w koszyku. W sumie kupiliśmy osiem zestawów z
myślą o wyjeździe na urlop, ale niestety ani jednego nie będziemy
mogli zabrać gdyż kilka dni po zakupie wszystkie zostały otwarte,
ułożone a teraz zdobią naszą kolekcję. Niedługo zabraknie
miejsca na ścianie na nowe zestawy. Dobrze napisałam, na ścianie.
Każdy ułożony obrazek jest naklejany na kawałek kartonu i
wieszany. Przy niektórych jest kartka z opisem okazji na jaką
został kupiony. Trzeba było rozejrzeć się za jakąś grą, którą
moglibyśmy zabrać na urlop. I znów przeglądanie ofert, ale tym
razem bez dzieci. Ciekawą propozycją dla całej rodziny jest gra
dla 1 – 4 graczy „ Rodzina Treflików- loteryjka edukacyjna” i
oczywiście „ Chińczyk – Tomek i przyjaciele” Przyznam
szczerze, że nigdy nie podobała mi się żadna odmiana Chińczyka,
ale jak to mówią, co kto lubi, albo nie lubi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)