piątek, 29 lipca 2016

Pełna konspiracja

 Przygotowania do przyjęcia urodzinowego dla dziecka to prawdziwe wyzwanie. Szczególnie gdy w domu jest ich aż piątka. Jest jeszcze gorzej niż z prezentami pod choinkę. W przypadku przyjęcia trzeba utrzymać w tajemnicy nie tylko prezenty ale też przygotowania do przyjęcia. Pełna konspiracja. Wymijające odpowiedzi, odwracanie uwagi dzieci i wszystkie inne sposoby aby dzieci nie dowiedziały się co się dzieje w domu. W końcu to ma być przyjęcie – niespodzianka. Pamiętacie jak dziadek kupował prezenty na mikołaja czy pod choinkę? Zawsze popełniał te same błędy. Pierwszy to pytanie dzieci co chciałyby dostać, a drugi to chowanie prezentów w miejscach, które dzieci mogłyby łatwo znaleźć. Chowanie czegoś pod łóżkiem to dla dzieci zbyt oczywista skrytka. Po pytaniu, dzieci od razu wiedziały, że prezenty zostaną kupione w najbliższym czasie, odczekały kilka dni i zaczęły poszukiwania. Oczywiście pierwszym miejscem, które przeszukały była ulubiona skrytka dziadka. Pod łóżkiem. Pierwszy raz dzieci znalazły prezenty tego samego dnia. Na szczęście zestawy puzzli firmy Trefl bardzo im się spodobały. Następnym razem skrytkę zdradził sam i to w najgłupszy możliwy sposób. Tym razem jego skrytką była szafka nad drzwiami. Pech chciał, że w momencie gdy dzieci wchodziły do domu dziadek szukał czegoś w owej nieszczęsnej szafce. Ponieważ jest to jedno z niewielu miejsc gdzie podczas porządków nie mam dostępu, panuje tam totalny bałagan. Jak to określił dziadek, jest to jego prywatna szafka i nikt oprócz niego nie ma prawa tam sprzątać. Jak sobie klient życzy. Dziadek stał na drabince, w momencie gdy dzieci otworzyły drzwi wystraszył się i nie chcąc stracić równowagi chwycił się drzwiczek od szafki a wtedy wszystko, co się w niej znajdowało wypadło na podłogę. Gry, puzzle i wszystkie inne prezenty znalazły się dokładnie pod nogami dzieci. Zaoszczędził im poszukiwań. Na zbliżające się urodziny kupił coś bez pytania dzieci, więc chyba do samego przyjęcia gra „Chińczyk/ Węże i drabiny- Star Wars” będzie bezpieczna. Ponieważ solenizantką jest Ania, nie mogłam kupić nic innego jak „Baśniowa kraina- puzzle romantic” Oby się spodobały.

środa, 27 lipca 2016

Gromnica w oknie

 Co mogą robić dzieci podczas deszczu? Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Podczas zwykłego deszczu można zorganizować dzieciom czas według własnego uznania, ale i tak nie wiele z tego wychodzi. Od wszystkiego, co wymyślą dorośli, wolą telewizję, gry na komputerze i wszystko co ma związek z elektroniczną rozrywką. Gorzej jest gdy pogoda jest podobna do tej, którą mieliśmy kilka dni temu. Ulewa, pioruny i grzmoty i do tego wichura. Słowem okropna burza. Natężenie deszczu można by określić mniej więcej tak: wyglądało jakby ktoś wylał wiadro wody na szybę. Wiatr był taki, że czasem wydawało się jakby deszcz padał do góry. Pamiętam z czasów swojej młodości, że moja mama, i wiele osób w całej wsi podczas burzy wystawiało do okna zapaloną gromnicę. Nigdy nie rozumiałam tej tradycji, a przy próbach wyjaśnienia mi tego gubiłam się przy drugim zdaniu. Jak można tak zagmatwać najprostszą rzecz. Może to zbieg okoliczności, ale tylko raz moja mama nie wystawiła świecy, po prostu brakło. Podczas burzy piorun uderzył bardzo blisko naszego domu. Wszystkie żarówki popękały a na ścianach można było zobaczyć czarne ślady w miejscach gdzie przeprowadzone były przewody elektryczne. Od tamtej pory nawet ja wystawiam gromnicę podczas burzy. Żadnego radia, telewizji i oczywiście komputera. Wszystko wyłączone a wszystkie lampy na baterie. Wtedy opanować sytuację z dziećmi wcale nie jest tak prosto. Każdy pomysł jest nudny, dziecinny i kilka innych określeń, których tu nie przytoczę. W naszej rodzinie jest taki sposób, który do tej pory zawsze się sprawdzał. Gry planszowe i puzzle. Niedawno odwiedziliśmy nasz ulubiony sklep z zabawkami, aby zakupić najnowsze produkty firmy Trefl „Baśniowa kraina- puzzle romantic” i zestaw puzzli „Droga mleczna” jednak jak się później okazało cały wieczór spędziliśmy na grze „Rodzina Treflików- loteryjka edukacyjna” Mimo szalejącej na zewnątrz burzy wszyscy bawiliśmy się dobrze, czasem tylko wystraszyły nas grzmoty. Na szczęście nic złego się nie stało. Czyżby gromnica pomogła?

poniedziałek, 25 lipca 2016

Przygotowania

 Jak ja nie lubię wszelkiego rodzaju przyjęć. Może inaczej. Nie lubię przygotowań tych przyjęć. O ile dla dzieci nie jest to wielkim kłopotem to zaplanować przyjęcie dla dorosłego solenizanta, a jeszcze gorzej gdy jest to na przykład jakaś rocznica gdy jubilatów jest dwójka, to już nie jest takie proste. A ze swojego doświadczenia wiem, że nie ma nic gorszego gdy jedno przyjęcie ma organizować kilka osób. Każdy ma inną „wizję” takiego przyjęcia i za wszelką cenę próbuje przekonać wszystkich pozostałych do swojej racji. Nie trudno przewidzieć jak kończy się taka współpraca. Jedna kłótnia za drugą i o wszystko. Kolor i kształt serwetek, rodzaj talerzy a nawet kolejność dań. Tylko jeden raz dałam się namówić na taką formę organizowania przyjęcia. Od tamtego czasu, gdy mam uczestniczyć w przygotowaniach na samym początku pytam o liczbę organizatorów. Jeśli tylko ja to w porządku, a jeśli nie to wycofuję się od razu. Lepiej mieć jednego wroga więcej ale święty spokój niż przez tydzień wysłuchiwać kłótni i wyzwisk a i tak na końcu znajdą się wrogowie, a żeby było ciekawiej, ci sami. Z dziećmi jest inaczej. Również ze swojego doświadczenia wiem, że zaplanowane przyjęcie i jego przebieg w praktyce rzadko idą w parze, ale w moim przypadku zawsze kończyło się szczęśliwie tylko czasem niespodziewanie. Jakieś dwa miesiące temu moja koleżanka organizowała przyjęcie urodzinowe dla swojej wnuczki. Miała zaplanowane wszystko od początku do końca. Nie przygotowała się jedynie na deszcz. Gry, zabawy, turnieje, wszystko. Niestety rozgrywane w ogrodzie. Zaczął padać deszcz i przyjęcie się skończyło po godzinie. Obiecała powtórkę, ale tym razem poprosiła mnie o pomoc. Ona zajęła się organizacją gier i zabaw na zewnątrz a ja na wypadek deszczu miałam przygotować przyjęcie w domu. Puzzle i gry planszowe, ciasta i na wszelki wypadek jeszcze jeden tort. Tym razem była piękna pogoda i przyjęcie trochę się przeciągnęło i wszystko co zostało przewidziane do domu udało się przenieść do ogrodu. Poza drugim tortem oczywiście. Przyjęcie się udało.

piątek, 22 lipca 2016

Dobra reklama

 Połowa wakacji. Dla jednych dopiero połowa, a dla innych już połowa. Zależy jak na to spojrzeć. Są dwa rodzaje uczniów. Ci, którzy nie lubią szkoły i ci, którzy nie mogą się doczekać powrotu do szkolnej ławy. Która postawa jest lepsza? Nie mniej i jedni, i drudzy zostali zaproszeni na dwudniową uroczystość pożegnania jednej kolonii i powitania drugiej grupy wczasowiczów. Pierwszy raz w naszej historii zdarza się coś takiego. W tym roku wyjazd jednych i przyjazd drugich zorganizowano tak, że przez dwa dni obydwie grupy świętują razem. Impreza na całą gminę. Zapytacie, jak to możliwe, że dwie grupy zmieszczą się w hotelu w tym samym czasie. Jeszcze przed wakacjami każdy, kto chciał zarezerwować miejsce u nas od razu był powiadomiony, że przez te dwa dni nie będzie ani jednego wolnego miejsca. Po wyjaśnieniu powodów takiej sytuacji niektórzy decydowali się na dłuższy pobyt, żeby tylko zobaczyć jak takie obchody mogą wyglądać. I takim sposobem do końca wakacji wszystkie miejsca w hotelu mamy zarezerwowane. Nikt nie spodziewał się takiego zainteresowania zwykłą imprezą, jakich podczas wakacji pewnie odbyły się setki w różnych miejscach w Polsce. Grunt to dobra reklama. Jednak w naszej uroczystości była jedna rzecz, która wyróżnia ją wśród innych. Ponieważ, jak to na koloniach bywa, każda grupa podzielona jest na kategorie wiekowe. Najstarsze grupy to młodzież 16 – 17 letnia więc specjalnie dla nich właśnie w te dwa wspólne dni zorganizowano coś w rodzaju randek w ciemno. Stolik, lampka, wymiana numerów telefonów i takie tam. Młodsze grupy miały możliwość wzięcia udziału w prezentacjach gier, puzzli i innych rzeczy związanych z rozrywką. Główną atrakcją był, chyba pierwszy na świecie, turniej układania puzzli pod wodą. Oczywiście wodoodpornych, które dostarczyła firma Trefl. Tylko najbardziej cierpliwi uczestnicy mieli szansę ukończyć wyzwania, które przygotowali organizatorzy. Ostatniego dnia na stole przy wyjściu pojawiło się ogromne pudło do którego można było wrzucić opinię na temat tych dni. Zobaczymy, czy taki rodzaj imprezy spodobał się jej uczestnikom.

środa, 20 lipca 2016

Tajemniczy gość

 Jakiś czas temu po naszej miejscowości zaczął chodzić tajemniczy, dziwnie ubrany człowiek. Nie robił nic. Tylko chodził i rozglądał się. Nie odzywał się do nikogo, a gdy ktoś pozdrowił go zwyczajowym: dzień dobry, odwracał głowę w inną stronę. Wszyscy wiedzieli o tej sytuacji, ale nikt nie wiedział kto to jest, skąd pochodzi, ani czego u nas szuka. Jak to w takich przypadkach bywa, wśród mieszkańców zaczęły krążyć teorie na jego temat. Wspomniałam o dziwnym ubraniu. Czarny frak i cylinder na głowie a w ręku laska. Typowy angielski dżentelmen. Jednak wszyscy wiedzą, że to ginący gatunek, więc skąd się u nas wziął? Dziwną sprawą jest to, że za każdym razem gdy pytaliśmy sołtysa o naszego gościa, uśmiechał się tylko i zmieniał temat. On coś wiedział. Trwało to tydzień. W tym czasie sołtys robił wszystko co tylko mógł, żeby odwrócić uwagę od tej sytuacji. Impreza, turniej sportowy, gry, zabawy, puzzle i wszystko inne co tylko wpadło mu do głowy. Nic nie pomagało. Zainteresowanie nielicznych wzbudzały najnowsze produkty firmy Trefl „ Baśniowa kraina- puzzle romantic” i gra „Farmer miki” Jednak nic nie mogło się równać z tym co miało nastąpić. Przez tydzień nie było innego tematu: Nasz gość. Kto to jest, skąd pochodzi i czego tu szuka. Po siedmiu dniach na tablicach ogłoszeń pojawił się plakat informujący o przyjeździe w nasze okolice słynnego na całym świecie cyrku. Ów człowiek był jego właścicielem i szukał na tyle dużego miejsca, żeby postawić namiot cyrkowy i wszystkie pojazdy. Pogłoski o tym wydarzeniu krążyły od jakiegoś czasu, ale nikt nie przypuszczał, że u nas będzie odpowiednie miejsce. Przez kilka dni trwały przygotowania. Każdy mieszkaniec gminy nie mógł się doczekać pierwszego przedstawienia. Kilometrowe kolejki do kasy nie odstraszały zainteresowanych. W planach były dwa przedstawienia, jednak było tak duże zainteresowanie, ze właściciel obiecał jeszcze dwa. Bilety na te dodatkowe rozeszły się w ciągu kilku godzin. Obiecano nam jeszcze jedną wizytę cyrku w przyszłe wakacje.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Niedopatrzenie

 Jak to mówią, nieszczęścia chodzą parami. Pisałam nie dawno, że moja koleżanka złamała nogę idąc po teoretycznie równym chodniku. Specjalnie użyłam słowa: teoretycznie, bo chodnik pół roku po remoncie powinien być równy. Wszyscy cieszyli się na wieść o tym, że wreszcie będziemy mieć piękny, nowy chodnik. Różowa kostka czy podjazdy dla wózków nie są jakimś szczególnym osiągnięciem, ale do tej pory chodnik miał ponad 20 cm wysokości, jak to mówili, żeby auta nie wjeżdżały na niego. Ale wjechanie wózkiem dla dzieci na tak wysoki chodnik nie było proste. Więc w tym przypadku podjazd dla wózków to jest osiągnięcie. Jednak co dobre nigdy nie trwa wiecznie. Kilka tygodni później rozpoczęła się budowa nowej kanalizacji i nasz nowy chodnik został prawie całkowicie rozkopany. Co prawda po zakończeniu robót naprawiono go, ale już po pierwszym deszczu kostka zaczęła się zapadać i takim właśnie sposobem na jednej z takich kostek moja koleżanka złamała nogę. Mówiłam o nieszczęściach. Dwa dni temu znalazłam się w podobnej sytuacji. Niestety moja noga została uszkodzona w wyniku mojego niedopatrzenia. Znacie powiedzenie, że przyzwyczajenie to druga natura człowieka? Do tej pory, żeby wejść na chodnik trzeba było pokonać wysokość ponad 20 cm. Odkąd mamy nowy chodnik, w miejscu podjazdu chodnik jest równy z asfaltem i jeszcze ta zapadnięta kostka. Takim sposobem wylądowałam w szpitalu. Noga w gipsie na 6 tygodni od kolana w dół. 3 godziny badań w szpitalu. Okazało się, że muszę zostać na kilka dni na obserwację. Przypomniałam sobie opiekę moich wnuczków. Gry, puzzle od rana do wieczora. Co dziennie inny zestaw. W domu zgoda, ale zestawy puzzli i gry w szpitalu trochę nie pasują. Na moje szczęście, mimo że córka kupiła dzieciom zestaw „Baśniowa kraina- puzzle romantic” i grę „Chińczyk – Tomek i przyjaciele”  nie przyniosły ich podczas odwiedzin. Niestety po dwóch dniach wróciłam do domu i opieka zaczęła się na nowo. Z ostatniego tłumaczenia nie nauczyły się nic.   

środa, 13 lipca 2016

Artykuł w lokalnej gazetce

 W naszej lokalnej gazetce przeczytałam ostatnio ciekawy artykuł. Tytuł może nie był zachęcający ale z braku zajęcia człowiek może przeczytać wszystko. Tytuł brzmiał: Co dzieci lubią poza zajęciami w szkole. Nie uważacie, że to trochę dziwny nagłówek? Wynika z niego, że dzieci lubią te zajęcia. Wszyscy wiemy, że to nie do końca prawda. Właśnie, gazetka. Nie pochwaliłam się, ale wydajemy swoją gazetkę w której oprócz artykułów z życia gminy można znaleźć wszystko o planach jakie urząd gminy ma wobec wszystkich miejscowości. Remonty, imprezy, wydarzenia kulturalne a nawet ostatnio podawano informacje dla chętnych na udział w pielgrzymce do Krakowa na Światowe Dni Młodzieży. Zaczęło się od gazetki szkolnej prowadzonej przez uczniów gimnazjum. Wspaniała robota. Dużo ogólnopolskich wydawców mogłoby uczyć się od tych młodych ludzi, jak się prowadzi gazetę. To właśnie podsunęło nowo wybranemu wójtowi pomysł. Skoro te szkoły mają być likwidowane to dlaczego nie wydawać gazetki na terenie całej gminy. Mamy już jedną ale poruszane są w niej tylko kwestie dotyczące miasta powiatowego, więc nic nam po niej. I tak od kilku miesięcy gazetkę można znaleźć w każdym kiosku. Na początku była rozdawana za darmo, ale na zebraniu wszyscy się zgodzili, że za tak dobrze wykonywaną pracę należy się chociaż symboliczna zapłata. Dotacja z gminy cena gazety w pełni wystarczają na prowadzenie tej działalności. Co do artykułu. We wszystkich szkołach w gminie przeprowadzono ankietę. Pytanie było proste. Co dzieci lubią robić po zajęciach w szkole. Pamiętam kilka odpowiedzi do wyboru. Gry, puzzle, czytanie książek i oczywiście ostatnią odpowiedzią było: INNE. Gier i puzzli prawie nikt nie zaznaczył. Z czytaniem książek było trochę lepiej, ale tylko w szkołach podstawowych. Natomiast INNE było wypełnione na każdej kartce. Niestety o tym co się tam znalazło strach pisać. Chyba najbardziej zbliżone odpowiedzi pasujące do zachowania ludzi były imprezy, gry komputerowe a w starszych klasach picie piwa. 15 letnie dzieci i picie piwa. Co będzie jak ci młodzi ludzie dorosną, i nie daj Boże zaczną rządzić tym krajem. Mam nadzieję, że tego nie dożyję.  

poniedziałek, 11 lipca 2016

Złamana noga

 Do tej pory wydawało mi się, że nogę na chodniku można złamać tylko w zimie. Niedawno zostałam wyprowadzona z błędu. Ale od początku. W zeszłym roku musieliśmy ponownie wybierać wójta. Nie wiadomo dlaczego, ale poprzedni zrezygnował ze stanowiska. Powodów było tyle ilu mówiących o tym odejściu. W każdym razie jak bywa to przed wyborami, każdy z kandydatów obiecywał złote góry byle tylko przekonać do siebie wyborców. Oczywiście na wszystkie spotkania wyborcze starałam się chodzić. Chciałam się dowiedzieć jakich obietnic tym razem nikt nie dotrzyma. Na każdym zebraniu było to samo. Obiecywano albo rzeczy które już mamy, albo takie które są nam w ogóle nie potrzebne. Chyba jedyną rzeczą jaką u nas trzeba by zrobić jest remont chodnika obok szkoły. Został zrobiony przy okazji budowy szkoły w 1966 roku i od tamtej pory nikt go nie naprawiał. Jeden z kandydatów obiecał nam nowy chodnik, więc wszyscy na niego głosowaliśmy. Nasze modły zostały wysłuchane. Nasz kandydat został nowym wójtem. Jak wiecie nasz sołtys nie należy do ludzi łatwo poddających się. Podczas każdej wizyty w urzędzie gminy przypominał mu o tej obietnicy. Po miesiącu takiego przypominania mieliśmy nasz wymarzony nowy chodnik. Niestety nie długo nim się cieszyliśmy. Po budowie nowej kanalizacji kostka niby została ułożona ponownie, ale przyszedł deszcz i zaczęła się zapadać. Chętnego do naprawy nie było. I tu dochodzimy do złamania nogi przez moją koleżankę. Idąc ze sklepu wpadła w takie miejsce. Noga w gipsie na sześć tygodni. Jej wnuczki są tak samo opiekuńcze jak moje, więc ani dnia nie spędziła sama. W przeciwieństwie do mnie bardzo lubi grać w chińczyka, więc bardzo ją ucieszyło gdy któregoś dnia wnuczki przyniosły zestaw „ Chińczyk/ Węże i drabiny- Star Wars” firmy Trefl. Jak później opowiadała, co dzień dzieci przynosiły puzzle, gry i wszystko co mogło rozweselić babcię. A co do chodnika, może przy następnych wyborach ktoś obieca naprawę. Zobaczymy.

środa, 6 lipca 2016

Dzień zabawek

 I się zaczęło. Mam na myśli zaproszenia na wszelkiego rodzaju imprezy. Urodziny, imieniny, zakończenie roku szkolnego, rozpoczęcie wakacji. W sumie każda okazja jest dobra na świętowanie. Jak pamiętacie, specjalistami w organizowaniu wszelkiego rodzaju imprez w naszej miejscowości są dyrektor szkoły i sołtys. Osobiście wolę małe przyjęcia, ale na te organizowane przez obu panów też chętnie chodzę. Zawsze coś się dzieje. Najbardziej podobają mi się prezentacje. Ostatnio pan dyrektor ogłosił, że 2 lipca obchodzimy dzień zabawek. Dzień dziecka rozumiem, dzień ziemi zgoda, ale dzień zabawek to coś nowego. Nikt nie wiedział jak ma wyglądać takie święto, ani jak sobie wyobrażają go sobie organizatorzy. Miało to być coś jak odpust parafialny z tą różnicą, że nie będzie trzeba nic kupować żeby można było się pobawić. Takie było wyjaśnienie. Podobno chętnych przedstawicieli producentów puzzli, gier i zabawek było tylu, że jedynym miejscem na organizację całego święta mogącym pomieścić taką ilość wystawców było boisko sportowe. Właściciele klubu nie ucieszyli się z tego pomysłu, ale po namowach organizatorów wreszcie się zgodzili. Jakiś czas temu dyrektor jednej z naszych firm postanowił zorganizować imprezę z okazji 50 rocznicy powstania firmy, właściciele stadionu chętnie się zgodzili, w końcu to największy sponsor drużyny. Po wszystkim okazało się, że trzeba się wycofać z rozgrywek do końca sezonu bo boisko nie nadawało się do gry. Na szczęście były tylko dwa mecze do końca. Wróćmy do tematu. Od samego rana zaczęli się zjeżdżać wystawcy. Każdy z nich przywiózł najnowsze produkty swoich firm. Jeden namiot wyróżniał się spośród wszystkich. Można było obejrzeć gry i zabawki wszystkich producentów, których zabrakło na naszym święcie. Między innymi firmy Trefl. Po zakończeniu wszystkich prezentacji ogłoszono, że każdy chętny na zakup prezentowanych produktów proszony jest o podejście do wybranych producentów. Wszyscy byli na to przygotowani, ale nikt nie spodziewał się aż takiego zainteresowania. Bardzo wielu gier po prostu brakło. Organizatorzy ogłosili, że to na pewno nie będzie ostatnie takie święto. Wszyscy bardzo się ucieszyli.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Same nowości

 Witajcie. Wreszcie nadeszły upragnione przez wszystkich uczniów wakacje. Plany na całe dwa miesiące przygotowywane są kilka miesięcy wcześniej. Nasze wyjazdy zaczną się dopiero w sierpniu, ale może to i dobrze. Każdy ma swoje hobby. Jedni zbierają znaczki inni monety. Jak pamiętacie naszą „obsesją” są puzzle. Jak tylko pojawiają się jakieś nowości na rynku od razu staramy się kupić owe zestawy. Dużym plusem są ceny puzzli. Przez nasze ręce przewinęły się produkty różnych producentów, ale firma Trefl zajmuje pierwsze miejsce wśród naszej kolekcji. Nie wiem dlaczego tak jest. Jak by zastanowić się nad powodem można powiedzieć, że ich gry, puzzle i zabawki wyróżniają się na tle innych. Oczywiście jest to tylko nasza opinia. Jedną z takich nowości są puzzle „ Farmer miki”. Każdy zna myszkę Miki. Więc jak tylko dowiedzieliśmy się, że w firmowym sklepie Trefla pojawiły się nowe zestawy od razu zaczęliśmy przeglądać oferty. Wymieniony przeze mnie zestaw od razu znalazł się w koszyku. W sumie kupiliśmy osiem zestawów z myślą o wyjeździe na urlop, ale niestety ani jednego nie będziemy mogli zabrać gdyż kilka dni po zakupie wszystkie zostały otwarte, ułożone a teraz zdobią naszą kolekcję. Niedługo zabraknie miejsca na ścianie na nowe zestawy. Dobrze napisałam, na ścianie. Każdy ułożony obrazek jest naklejany na kawałek kartonu i wieszany. Przy niektórych jest kartka z opisem okazji na jaką został kupiony. Trzeba było rozejrzeć się za jakąś grą, którą moglibyśmy zabrać na urlop. I znów przeglądanie ofert, ale tym razem bez dzieci. Ciekawą propozycją dla całej rodziny jest gra dla 1 – 4 graczy „ Rodzina Treflików- loteryjka edukacyjna” i oczywiście „ Chińczyk – Tomek i przyjaciele” Przyznam szczerze, że nigdy nie podobała mi się żadna odmiana Chińczyka, ale jak to mówią, co kto lubi, albo nie lubi.