poniedziałek, 29 maja 2017

Ten wyjazd to była katastrofa

 Witajcie. Ostatnio pisałam o wyjeździe na ognisko, zorganizowanym przez dyrektora szkoły z okazji Dnia Matki. Zaproszone zostały wszystkie mamy. Jednym z punktów programu była niespodzianka. Tylko wtajemniczeni wiedzieli co to będzie. W tajemnicy przed wszystkimi nauczyciele i dzieci przygotowały akademię właśnie dla wszystkich uczestniczek wyjazdu. Po występach artystycznych, każda mama miała być wywołana z imienia i nazwiska, miała wyjść na scenę aby odebrać specjalne życzenia i kwiaty. Brzmi pięknie, prawda? Niestety tylko brzmi. Na miejscu okazało się, że będzie jeszcze jedna atrakcja. Spływ kajakowy po Wiśle. Tego też nikt się nie spodziewał. W ostatniej chwili zmieniono cel podróży. W autobusie, gdy dzieci były zajęte grą w karty i śpiewaniem piosenek, dyrektor tłumaczył, że nadarzyła się okazja i trzeba było z niej skorzystać. Nikt nie znał prawdziwego powodu. Teraz mogę Wam powiedzieć. Chodziło o scenę. Potrzebne było miejsce do przygotowania akademii. W nowym miejscu często odbywały się różnego rodzaju imprezy, więc scena była już przygotowana. Rano była piękna pogoda, spływ kajakowy wszystkim się podobał. Niektórzy musieli się przebrać, ale ogólnie było fajnie. Około południa zaczęło się chmurzyć, ale akademia zaczęła się zgodnie z planem. W momencie, gdy zaczęły się życzenia zaczął padać deszcz. Błyskawice, pioruny. Burza trwała może pół godziny. Wszyscy przemoczeni musieli uciekać do budynku. Wyjazd okazał się katastrofą. Powtórkę akademii obiecano w naszym domu kultury. Podróż powrotna też nie należała do przyjemnych. Zestawy kart latały po całym autobusie. Na każdą próbę rozpoczęcia jakiejś piosenki dzieci reagowały krzykiem. Całą niedzielę Agnieszka i Ania nie odezwały się ani słowem. Jedynym ich zajęciem było układanie puzzli. Nie rozmawiały nawet ze sobą. Wieczorem bez słowa położyły się spać. Dziś rano również w ciszy poszły do szkoły. Córka dzwoniła do wychowawczyni, dowiedziała się, że dzieciom jest bardzo przykro z powodu takiego zakończenia. Nie chciały jeszcze bardziej martwić swoich mam i dlatego wolały się nie odzywać. Po południu wszystko powinno wrócić do normy.

piątek, 26 maja 2017

Cel uświęca srodki

 Prognozy pogody rzadko sprawdzają się jeśli chodzi o naszą okolicę i opady deszczu. Jednak ostatnio komuś się to udało. Już dawno na tablicy ogłoszeń wisiał plakat informujący o wyjeździe na ognisko. Data wyjazdu to 27 maja, czyli jutro. Jak napisano na ogłoszeniu, jest to prezent z okazji Dnia Matki. Zaproszone były wszystkie mamy ze swoimi pociechami. Zapewne wielu z Was zapyta, po co dzieci na takim wyjeździe. Przecież to prezent dla mam. Oprócz oczywistych punktów programu, organizatorzy przewidzieli niespodziankę. Na innym ogłoszeniu dyrekcja szkoły zapraszała wszystkie dzieci na dodatkowe zajęcia. Według informacji, będzie to czas dla tych, którzy nie mają się czym zająć po lekcjach. Odrabianie zadań domowych pod okiem nauczycieli, granie w karty i układanie puzzli. Można było nawet przynieść swoje zestawy. Wszystko miało trwać około dwóch, trzech godzin. Nie zły pomysł, prawda? Dziwnym trafem oba ogłoszenia pojawiły się tego samego dnia. Jakoś nie mogłam uwierzyć, że wszystkie dzieci zapisane na wyjazd tak chętnie chodzą na dodatkowe zajęcia. W wielkiej tajemnicy Agnieszka powiedziała mi o powodzie tych spotkań. Odrabianie lekcji było jak najbardziej prawdziwe. Po powrocie wszystkie zadania były zrobione, ale karty i puzzle podane były by ukryć prawdziwy powód. Po odrobieniu wszystkich zadań domowych, dzieci przygotowywały akademię z okazji Dnia Matki. To właśnie była ta niespodzianka przygotowana przez organizatorów. Wielu nieświadomych rodziców kupiło swoim córkom zestawy „Galaktyczna przygoda Barbie” albo inne z bogatej oferty firmy Trefl. Gdy rodziców nie było w domu, razem z Agnieszką układałyśmy właśnie ten zestaw. Nie można było pozwolić, żeby mama coś podejrzewała. Jak niespodzianka, to niespodzianka. Wyjazd zaplanowano na 7 rano, a powrót około 19. Według mnie, taka niespodzianka spodoba się wszystkim mamom, ale sposób jej przygotowania już nie. Jak by nie było, jest to małe oszustwo. Nie wiem, może dyrektor uznał, że w tym jednym przypadku cel uświęca środki? Oby nie stosował tej zasady zbyt często.

środa, 24 maja 2017

Ciągle pada

 Witajcie. Znacie piosenkę Czerwonych gitar „Ciągle pada” U nas od dwóch dni jest właśnie taka pogoda. Ciemno, mokro i ponuro. Wczoraj wieczorem nad naszą miejscowością przeszła straszna burza. Grzmot za grzmotem, błysk za błyskiem. Mnie osobiście bardzo podobają się błyskawice. Niesamowite zjawisko. Jednak nie wszyscy mają takie podejście. Prawie każde z naszych wnuków boi się burzy. Jedynie Ania poszła w moje ślady. Na szczęście mieszkamy na bardzo piaszczystym terenie a w pobliżu nie ma żadnej dużej rzeki, więc mimo tak wielkiego deszczu na razie nie mieliśmy kłopotów z powodziami. Co można robić z dziećmi, gdy na zewnątrz pada deszcz i nie zanosi się na to, że przestanie. Każdy ma swoje metody. O ile starsze dzieci pół dnia spędzają w szkole, a po południu odrabiają lekcje, to z małymi jest gorzej. Od rana do wieczora trzeba je czymś zająć. Według mnie, żadnego dziecka nie powinno się zostawiać samego w czasie burzy, szczególnie gdy się jej boją. Ponieważ zbliżają się urodziny naszych najmłodszych wnuków, w naszym ulubionym sklepie z zabawkami kupiłam zestawy „VTech - Autko Policja” Dla tych, którzy nie orientują się w temacie. Jest to zabawka dla dzieci w kategorii wiekowej +1. Autko mówi, śpiewa i gra. Bardzo dobra zabawka pomagająca w rozwijaniu wyobraźni małych dzieci. W prawdzie kupiliśmy je jako prezent na urodziny, ale w tym wypadku bardzo się przydały. Mieliśmy już różne gry, puzzle i zabawki, ale żadna z nich nie zaciekawiła żadnego z dzieci na dłużej niż trzy, cztery godziny. Tym razem nawet grzmoty i błyskawice nie zdołały oderwać ich od nowej zabawki. W pewnym momencie nastąpiła awaria prądu. W domu mamy dość mocne lampki na baterie, więc resztę wieczoru z Anią i Agnieszką grałyśmy w karty. Dziadek pilnował najmłodszej dwójki dzieci. Nie miał dużo do roboty. Nawet brak prądu nie zwrócił ich uwagi. Dziś od samego rana znów pada deszcz.

piątek, 19 maja 2017

Co za dużo to nie zdrowo

 Robi się coraz cieplej, zbliża się koniec roku szkolnego. Wszyscy nauczyciele i rodzice zaczynają się martwić o oceny uczniów. Jak można się domyślić, najbardziej zainteresowani przejmują się tym najmniej. Zasada: jakoś to będzie jest wszechobecna. Na szczęście od każdej reguły są wyjątki. Nie raz pisałam o Agnieszce i jej koleżankach. Ta piątka wszystko robi wspólnie. Razem się bawią, uczą i robią wszystko inne co dzisiejsza młodzież powinna robić a czasem to czego im nie wolno. W szkole mają dobre oceny, ale pod koniec roku szkolnego bardzo dużo się uczą. Ostatni weekend właśnie tak spędziły. Piątek po południu, całą sobotę i gdybym nie wkroczyła do akcji pewnie uczyły by się też całą niedzielę. W piątek po lekcjach wszystkie koleżanki odwiedziły Agnieszkę. W pokoju było bardzo cicho, więc pomyślałam, więc postanowiłam zajrzeć. Dziewczynki siedziały nad książkami. Na początku pomyślałam, że to dobrze. W sobotę rano znów przyszły. W pokoju znowu panowała cisza. Myślałam, że skoro wczoraj się uczyły, to może układają jakieś puzzle czy grają w jakąś grę. Dałam im spokój. Ale gdy w niedzielę sytuacja się powtórzyła, nie wytrzymałam i zajrzałam do pokoju. Wszystkie dziewczynki znów siedziały nad książkami. Nie wiedziałam co zrobić. Z jednej strony dobrze, że się uczą. Ale z drugiej trzy dni od rana do wieczora siedzieć z nosem w książkach to trochę za dużo. Mówiłam im, że tak nie można, ale nie słuchały. Gdy zapytałam o posiłek, nie były głodne. Jakieś napoje, nie chciało im się pić. Po siedmiu godzinach nauki, Agnieszka zawołała mnie do pokoju. Myślałam, że coś się stało. Okazało się, że skończyły naukę i jak nie mam nic do roboty to mogę się do nich przyłączyć. Zaczęłyśmy grać w karty. Firma Trefl ma w swojej ofercie bogatą kolekcję, więc było z czego wybierać. Zaznaczę, że mamy wszystkie zestawy. Powiedziały, że w tym tygodniu mają dużo sprawdzianów i musiały się do nich przygotować.

środa, 17 maja 2017

Zmiana metod nauczania

 To, że klasa Agnieszki pojechała na zieloną szkołę, już wiecie. Wiecie też, że Agnieszka i jej cztery koleżanki zostały. Po zeszłorocznym wyjeździe cała klasa zgodnie oznajmiła, że za żadne skarby nie pojedzie już na coś takiego. Każdy dzień zaplanowany co do minuty, nawet „czas wolny” Jak sama nazwa wskazuje, każdy na własną rękę ten czas sobie organizuje. Jedyną wolnością była możliwość wyboru gry czy puzzli do układania. Ewentualnie można było iść do sali telewizyjnej na jakiś film. Nauczyciele zastanawiali się, czy organizować taki wyjazd w tym roku, ale gdy tylko ogłosili, że jest taka możliwość prawie wszystkie dzieci od razu zgłosiły chęć wyjazdu. Nie było wiadomo co zrobić z pozostałą piątką. Nie opłacało się prowadzić lekcji dla pięciu uczniów. Wymyślono, że podczas nieobecności reszty klasy Agnieszka i jej koleżanki na zajęcia będą chodziły do klasy o rok starszej. Rodzicom nie za bardzo to pasowało. Po konsultacji z nauczycielami ustalono coś innego. Przez pierwszy tydzień wszystkie uczennice będą brały udział w dodatkowych zajęciach mających na celu powtórkę całego materiału i poprawienie ocen. Moim skromnym zdaniem to jest lepsze rozwiązanie. Jednak na początku nie za bardzo wierzyłam, że to się uda. W czasie jednej lekcji przy pełnej klasie nauczycielka zdąży wezwać do odpowiedzi sześć, siedem osób. Tu jest ich pięć. Po pierwszym dniu Agnieszka przyszła do domu bardzo szczęśliwa. Wiele razy byłam świadkiem jej powrotu i prawie zawsze była albo smutna, albo zła. Radość widziałam baaaardzo rzadko. Dowiedziałam się, że lekcje nie wyglądają tak jak zwykle. Do tej pory na wszystkich lekcjach podawane były tylko suche fakty. Tym razem dziewczynki mają do swojej dyspozycji różne, nazwijmy to, pomoce naukowe. Nie wiem jak można uczyć się na przykład języka polskiego przy pomocy puzzli albo kart. Okazało się, że drugi tydzień będzie wyglądał podobnie. Podczas tych dwóch tygodni wszystkie dziewczynki poprawiły oceny. Coś w tym musi być, że po zmianie sposobu nauczania dzieci od razu zmieniły podejście do szkoły.

poniedziałek, 15 maja 2017

Dziwne włamanie

 Witajcie. O dobrych rzeczach pisze się łatwo. Urodziny, przyjęcia czy szkolne wycieczki. Prawie zawsze kończą się dobrze i wszyscy są zadowoleni. Ale przychodzi czas, gdy trzeba opisać jakieś złe wydarzenie. Szczególnie jeśli chodzi o postawę ludzi zamieszanych. Ostatnio w naszej okolicy doszło do serii włamań do sklepów. Zwykle złodzieje kradną zawartość kasy lub jakieś wartościowe przedmioty. Aha, żeby nikt z Was nie pomyślał, że mam z tymi włamaniami coś wspólnego. O tym co zostało skradzione i z którego sklepu, przeczytałam w lokalnej prasie. Jak mówiłam, włamania zaczęły się około miesiąca temu. W sumie było ich siedem. Z pierwszego sklepu, a właściwie kiosku ruchu, skradziono tylko zawartość kasy. Policja założyła, że to włamanie jest takie samo jak inne i od razu przesłuchała ludzi, którzy gdy jest popełniane jakieś wykroczenie zawsze zatrzymywani są pierwsi. Okazali się niewinni. Złodzieje nie ograniczyli się tylko do kiosku ruchu. Okradali różne sklepy, a na końcu sklep z zabawkami. O ile we wszystkich włamaniach przede wszystkim ginęły pieniądze, złodzieje kradli też duże ilości towaru. Szczególnie upatrzyli sobie alkohol i papierosy. Według pokręconej logiki nic w tym dziwnego. Jednak sklep z zabawkami to inna bajka. Włamanie było w nocy. We wszystkich sklepach wybita została szyba wystawowa i tamtędy złodzieje dostali się do środka. Nie wiadomo dlaczego, ostatnie włamanie było inne. Sprawcy weszli do sklepu tylnym wejściem. Nie ruszyli kasy. Rano, gdy właściciel przyszedł otworzyć sklep, zauważył na szybie wystawowej pod znanym wszystkim napisem „Mamy wszystko czego potrzebujesz” dopisaną jeszcze jedną linijkę: To jest szczera prawda. Brzmi to dziwnie. Przez trzy dni nikt nie wiedział co to znaczy. Okazało się, że celem złodziei były zestawy puzzli. Po dokładnym sprawdzeniu stanu magazynu, właściciel zauważył, że brakuje wszystkich zestawów „VTech - Autko Policja” Nie wiadomo dlaczego akurat te przedmioty. Przecież są to ogólnodostępne zestawy firmy Trefl. Policja uważa, że to ostatnie włamanie nie ma nic wspólnego z poprzednimi. 

czwartek, 11 maja 2017

Co jest ważniejsze

 Małe miejscowości mają to do siebie, że jest tam cicho i spokojnie. Przez długi czas może nic się nie wydarzyć i wszyscy mieszkańcy uważają to za coś normalnego. Jednak czasami, przy różnych uroczystościach może się to zmienić. Mogą to być święta parafialne. W maju, od początku istnienia naszej parafii obchodzimy dwie ważne uroczystości. Odpust parafialny i uroczystość pierwszej komunii świętej. Przez wszystkie lata te dwa święta były obchodzone w różne niedziele. W tym roku rada parafialna postanowiła połączyć obie uroczystości. 14 maja mieliśmy podwójne święto. Specjalnie na te okazje zaproszenie przyjął ksiądz biskup. Zawsze przyjeżdżał jakiś jego zastępca, ale ponieważ uroczystość była podwójna, zaszczycił nas swoją obecnością. Pierwsza komunia święta to w życiu każdego dziecka dzień szczególny. A przynajmniej powinien taki być. Jednak nie zawsze tak jest. W dzisiejszych czasach ważniejsze od samego święta jest przyjęcie, ilość zaproszonych gości a dla dzieci oczywiście prezenty. Ktoś powie: takie czasy. Tylko że to nie jest wina czasów ani dzieci. No ale skoro już tak jest to nic na to nie poradzimy. Córka znajomej szła w tym roku do pierwszej komunii. Zostaliśmy zaproszeni. Nie można było się wyłamać i o jakimś prezencie trzeba było pomyśleć. Znając religijność tej rodziny postanowiłam zapytać Marysię co jej kupić. Wiem, że nie powinnam, ale po tym jakie propozycje znalazłam w internecie, wolałam dowiedzieć się tego od niej. Dowiedziałam się, że najważniejszy prezent dostanie w niedzielę, a reszta to tylko dodatek. Nie miała konkretnych wymagań. Cokolwiek kupiliśmy miało być podpisane z jakiej to okazji. Zdecydowaliśmy się na dwa zestawy puzzli „Galaktyczna przygoda Barbie” z drugim mieliśmy więcej kłopotu. Ciężko jest znaleźć puzzle z okazji pierwszej komunii. Ale od czego są foto puzzle. Wiele razy kupowaliśmy taki zestaw. Myślałam, że firma Trefl ma coś takiego w swojej ofercie, ale niestety. Zamówiliśmy u konkurencji. Prezent bardzo się spodobał. 

środa, 10 maja 2017

Dwa przyjęcia w jednym

 Pogoda jaka jest, każdy widzi. Od rana świeci słońce, za chwilę pada deszcz, a wczoraj w naszej okolicy padał śnieg. Wyobraźcie sobie sytuację, że musicie zorganizować przyjęcie urodzinowe dla dziecka. Jak się zabrać do pracy? Gdyby na zewnątrz cały dzień świeciło słońce nie byłoby problemu. Ogród jest duży, więc miejsca do zabawy nie braknie. Całe przyjęcie przygotowane w ogrodzie. Ale co zrobić jeśli zacznie padać? I w drugą stronę. Można zorganizować przyjęcie w domu. Ale aż żal byłoby patrzeć w okno gdyby okazało się, że na zewnątrz pięknie świeci słońce a wszyscy goście siedzą w domu. Jedynym wyjściem przy tak zmiennej pogodzie jest przygotowanie się na obie możliwości. Jednym słowem, można przygotować plan przyjęcia uwzględniając obie sytuacje. Nawet gdyby zdarzyło się tak, że w trakcie zabaw w ogrodzie zacznie padać deszcz, można szybko przenieść dalszą część przyjęcia do domu, gdzie czekają na gości gry, puzzle czy gra w karty. Miałam okazję uczestniczyć w przyjęciu, które przygotowywała wynajęta firma. Przez kilka dni świeciło słońce, więc cała uroczystość miała odbyć się w ogrodzie. Na początku wszystko szło zgodnie z planem. Powitania, tort, prezenty i zabawy. Pod koniec zaczął padać deszcz. Jak mówili organizatorzy, byli przygotowani na wszystko. Jak się okazało, nie przewidzieli zmiany pogody. Ale był ktoś, kto był na to przygotowany. Rodzice solenizantki, w tajemnicy przed wszystkimi przygotowali plan awaryjny właśnie na wypadek zmiany pogody. Wszystko skończyło się dobrze. Nikt nawet nie zorientował się, że zmienił się organizator. Prezenty trochę zmokły, ale najważniejszy ocalał. Była to gra planszowa „Grzybobranie w zielonym gaju” firmy Trefl. Ten zestaw solenizantka dostała od dawno nie widzianej babci, której jak wszyscy wiedzieli, rodzina nie darzyła sympatią i szacunkiem. Ale nikt nie wie dlaczego. Dziesiąte urodziny wnuczki były okazją do spotkania, które przebiegło nadzwyczaj spokojnie. W końcu taka okazja zdarza się raz w życiu.

poniedziałek, 8 maja 2017

Nie żałują ani przez chwilę

 W zeszłym roku klasa Agnieszki pojechała na zieloną szkołę. Wszyscy bardzo cieszyli się na taki wyjazd. Może oprócz rodziców. Ktoś przecież musiał za to zapłacić. Myśleliśmy, że wszyscy wrócą zadowoleni i gdy taki wyjazd będzie organizowany w tym roku wszystkie dzieci też nie będą mogły się doczekać. Zielona szkoła trwa dwa tygodnie. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Każdego dnia Agnieszka dzwoniła i opowiadała jak to tam jest źle i jak najszybciej chce wracać do domu. Z rozmów z innymi rodzicami dowiedziałam się, że nie tylko Agnieszka tak miała. Po powrocie wszystkie dzieci mówiły, że za żadne skarby na coś takiego nie pojadą. Nie wiadomo było czy w tym roku organizować podobny wyjazd czy nie, skoro nikt nie chce jechać. Gdy podano do wiadomości, że jednak wyjazd na zieloną szkołę jednak dojdzie do skutku wszystkie dzieci, oprócz Agnieszki od razu się zapisały. Dlaczego na zeszłorocznym wyjeździe było tak źle? Chodziło o plan dnia. Organizatorzy zaplanowali wszystko bardzo dokładnie. W skrócie wyglądało to mniej więcej tak: rano pobudka, śniadanie a od 9 do 12 lekcje. Godzina 13 obiad, później godzina odpoczynku po obiedzie. Od 15 do 16.30 odrabianie lekcji. Między 16.30 a 18 dzieci miały mieć czas wolny. O 18 kolacja a po niej spotkanie całej grupy i podsumowanie dnia. Organizatorzy nazwali to godziną szczerości. O 21 wszyscy kładli się spać. I tak każdego dnia. Wspominałam o czasie wolnym. W zasadzie był to czas wolny ale od zajęć lekcyjnych. Przez półtorej godziny, pod nadzorem wychowawców dzieci mogły grać w karty, układać puzzle a w sali telewizyjnej obejrzeć jakiś film albo program. Na szczęście wszystkie zestawy puzzli to były najnowsze produkty. Po powrocie mówiła, że to były najnudniejsze dwa tygodnie w całym roku szkolnym. Jedynym plusem było to, że wszyscy przywieźli tylko dobre stopnie. Jak się później okazało nie zostały one wpisane do dziennika. Na tegoroczny wyjazd nie pojechały tylko Agnieszka i jej koleżanka. Nie żałują tego ani przez chwilę.

piątek, 5 maja 2017

Moja mała zemsta

 Witajcie po dłuższej przerwie, ale wiecie jak to jest. Długi weekend, wyjazd do rodziny i takie tam. Niestety nie wszystkim dane było cieszyć się z takich odwiedzin. Agnieszka zachorowała i ktoś musiał z nią zostać. Prawdę mówiąc, nie spieszyło mi się za bardzo aby spotkać się z całą rodziną. Na pewno wielu z Was ma tak samo. Jechać kawał drogi, żeby wysłuchiwać kłótni członków rodziny. Nie było chętnych żeby zostać w domu z chorym dzieckiem, więc gdy wszyscy podawali tysiąc powodów, dzięki którym mogą się od tego wymigać, poczekałam aż wszyscy skończą i skoro nikt nie podjął się tego zadania, sama zaoferowałam, że zostanę. Trochę wyglądało to jakbym robiła reszcie łaskę, ale nie chciałam, żeby się zorientowali, że wolę zostać. I tak od piątku do wtorku zostałyśmy z Agnieszką same. Może to niezbyt uczciwe z mojej strony, ale postanowiłam pokazać jej jak może czuć się chory gdy ktoś opiekuje się nim tak, jak moje wnuczki mną. Przez cały dzień w kółko słyszałam: babciu może chcesz herbatę, może kawę, może w coś zagramy, a gdy chciały mnie karmić podczas obiadu nie wytrzymałam i zrobiłam im małą awanturę. Przeprosiły i obiecały poprawę. Niestety następnego dnia wszystko zaczęło się od nowa. Postanowiłam pokazać Agnieszce jak to jest, oczywiście nie tak natrętnie, ale jednak. Co chwila chodziłam do jej pokoju i pytałam czy czegoś nie potrzebuje. Pod koniec pierwszego dnia z zestawem puzzli „Galaktyczna przygoda Barbie” poszłam do pokoju Agnieszki. Gdy weszłam, od razu usłyszałam, że teraz wie jak ja się czułam i więcej się to nie powtórzy. To znaczy taka opieka nade mną. Mam nadzieję, że czegoś się nauczyła. Opieka, zgoda. Można zagrać w karty, ułożyć puzzle, można robić całą masę innych rzeczy, ale pomoc na siłę, to nie przejdzie. Taka pomoc może jeszcze bardziej dobić chorego niż sama choroba. We wtorek wszyscy wrócili. Nie myliłam się. Nie było ani dnia, żeby ktoś nie wszczynał awantury.