środa, 28 grudnia 2016

Wyszło szydło z worka

 Ostatnio pisałam o spotkaniu rodzinnym i o kłopotach jakie od początku sprawiały dzieci. Każda nasza decyzja była zła. Nie ten pokój do zabawy, nie takie miejsca przy stole. Wszystko źle. Sytuacja zmieniła się dopiero gdy w drzwiach stanęła najbardziej nieoczekiwana osoba. Nikt nawet nie pomyślał żeby go zaprosić. Chodzi mi o Sławka. Wśród dzieci od razu zapanowała zgoda. Wujek zdążył się tylko przywitać i przeprosić za nieoczekiwane odwiedziny. Dzieci od razu zabrały go do pokoju. Teraz nikt nawet nie wspomniał, że pokój jest nie dobry. Przez cały czas dzieci zachowywały się jakby ich nie było. Jedyny problem pojawił się, gdy trzeba było wracać do domu. Nic nie pomagało. Ani prośby, ani groźby, ani nawet próba przekupienia dzieci. Po chwili rozmowy ze Sławkiem wszystkie dzieci, trochę smutne ale wróciły do domu. Wujek coś im obiecał. Właśnie, wujek. Wszystkie dzieci nazywały go wujkiem. Nikt nie wie w co się bawili, ani co to za obietnica. Mogłam się tylko domyślać. Ulubioną zabawą Ani i Agnieszki jest zabawa w sklep. Poza tym gdy weszłam do pokoju, wszystko było poukładane. Wczoraj usłyszałam rozmowę dziewczynek. Wujek obiecał przynieść na następny raz coś do sklepu, żeby było czym płacić. Myślę, że mogą to być pieniądze jakich używa się w grze „Monopoly” Wiedzieliśmy, że wśród zabawek nie ma niczego, co nadawałoby się dla dwulatków. Niby bez okazji kupiliśmy zestaw „ Baby cubes na farmie” Rodzice Ani chyba wpadli na ten sam pomysł. Oni wybrali zestaw puzzli „ Anna i Elsa- puzzle glam” którego też nie było w naszym domu. Moje podejrzenia co do sklepu rozwiała wczorajsza paczka, która przyszła do Agnieszki. Była to zabawka, model kasy której używa się w prawdziwych sklepach. Całkiem dobry pomysł. Nauka i zabawa w jednym. Wszystkie dzieci bawią się w sklep, a Ania i Agnieszka przy okazji płacenia i wydawania reszty będą ćwiczyć liczenie. Zobaczymy co z tego wyniknie.

wtorek, 27 grudnia 2016

Spotkanie rodzinne

 Jak to mówią: święta, święta i po świętach. Nasze udały się w tym roku jak nigdy przedtem. Pamiętam, jak byłam jeszcze dzieckiem, gdy cała rodzina spotykała się w drugi dzień świąt. W zależności od gości spotkania przebiegały w spokojnej atmosferze, a czasem trzeba było rozdzielać członków rodziny, żeby nie doszło do jakiegoś nieszczęścia. Z biegiem lat, gdy cała rodzina rozjechała się po świecie, w odwiedziny do rodzinnego domu przychodziło coraz mniej osób. Jednak od kilku lat, gdy rodzina zaczęła wracać do Polski, czasem w powiększonym składzie, takie spotkania rozpoczęły się na nowo. W tym roku było jeszcze więcej osób, bo zaprosiliśmy również znajomych. Nie żebym miała coś przeciwko dzieciom, ale nasza piątka i czwórka, która przyszła z rodzicami to było trochę za dużo. Dzieci w wieku od 3 do 16 lat. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach młodzież nie za bardzo chce się bawić z małymi dziećmi. Gdy wszyscy zaproszeni już się zebrali, zasiedliśmy do uroczystego obiadu. Dorośli osobno a dzieci osobno. Nie bardzo wiadomo było gdzie posadzić młodzież. Sami mieli podjąć decyzję. Wiadomo co wybrali. Na początku Agnieszka i Ania trochę marudziły, ale całą awanturę przerwał nieoczekiwany gość. W drzwiach pojawił się Sławek. Wszystkie dzieci myślały już tylko o jednym. Jak najszybciej zjeść obiad i rozpocząć zabawę z wujkiem. Nie raz się przekonaliśmy, że dzieci oddawały wszystko i przy każdej okazji za czas spędzony ze Sławkiem. Pamiętam jedno z przyjęć Agnieszki. Dostała dużo życzeń i jeszcze więcej prezentów, bardziej lub mniej wyszukanych. Jednak otworzyła tylko jeden. Zwykły zestaw puzzli „ Anna i Elsa- puzzle glam” Zgadnijcie od kogo? Żadnego wrażenia nie zrobił na niej zestaw puzzli sensorycznych z bohaterami filmu „Auta” Wszyscy świętowali, a ona od razu zabrała się do układania swojego zestawu. Oczywiście z wujkiem. Dzięki jednej osobie, przez cały dzień wszystkie dzieci zachowywały się jakby ich nie było. Tylko jedna rzecz pozwoliła zabrać wszystkie dzieci do domu. Obietnica złożona dzieciom przez Sławka. Nie wiadomo jaka.

środa, 21 grudnia 2016

Lepiej pilnować dzieci

 Odkąd pamiętam, w domu zawsze mieliśmy żywą choinkę. Gdy byłam dzieckiem, tata razem z wujkiem szli do lasu i przynosili piękne drzewko i w wigilię. Gdy dorośli przygotowywali się do wieczerzy, wszystkie dzieci zajęte były przystrajaniem choinki. Później gdy zaczęto zakładać szkółki drzew i nie wolno było już wycinać choinek w lesie, kupowaliśmy je zawsze od tego samego sprzedawcy. Pięćdziesiąt lat nic się nie zmieniało. Aż do zeszłego roku. Jak w każdym roku, mąż przywiózł drzewko tydzień wcześniej. Wtedy nasze wnuki poprosiły o pozwolenie ubrania choinki także u nas. Nie widzieliśmy w tym nic złego. Nam zabierało to pół dnia. Niestety zostawiliśmy je bez opieki. Zadowoleni, że dzieci się nie kłócą, zajęliśmy się swoimi sprawami. Pożałowaliśmy tego dopiero gdy przyszliśmy obejrzeć efekty ich pracy. Góra choinki była pięknie przystrojona, rozłożone lampki, zawieszone bombki a nawet gwiazda na czubku. Niestety dół wyglądał gorzej. Wszystkie igły z najniższych gałęzi były poobrywane i leżały na podłodze. Dzieci powiedziały, że przy wieszaniu bombek wyżej, igły kuły je w ręce i dlatego trzeba było je poobrywać. Nie było czasu na szukanie nowej choinki, więc gałęzie bez igieł zostały odcięte i choinka zamiast dwóch metrów miała metr i sześćdziesiąt centymetrów. Na początku wydawała się bardzo mała. W tym roku mieliśmy dwie możliwości. Albo nie pozwolić dzieciom na powtórkę z zeszłego roku, albo kupić sztuczną choinkę. Nawet zestaw „ Auta – puzzle sensoryczne- fun for everyone” który kupiliśmy, żeby odwrócić uwagę dzieci od choinki nie pomógł. Takim sposobem, pod czujnym okiem dorosłych, pozwoliliśmy im ustroić nasze drzewko. Oczywiście żywe. Tym razem nie oberwały ani jednej igły. W nagrodę za pomoc dokupiliśmy jeszcze jeden zestaw „ Anna i Elsa- puzzle glam” Pod choinkę mamy dla wszystkich dzieci inną niespodziankę. Ale o tym następnym razem.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Kupowanie prezentów

 Witajcie. Dziś małe przemyślenia dotyczące kupowania prezentów. Szczególnie jeśli chodzi o dzieci. Przekonałam się, że im młodsze dzieci, tym większe kłopoty. Prezent musi się spodobać i w dzisiejszych czasach, gdy większość ludzi nie należy do milionerów, nie może kosztować majątku. Jaki sens kupowania czegoś, co kosztuje kilkaset złotych, gdy w większości przypadków po tygodniu zabawka ląduje w kącie a u dzieci lubiących porządek, w pudle z zabawkami. Najprostszym sposobem byłoby po prostu zapytać co dzieci chciałyby dostać. Jednak u nas nie zdaje to egzaminu. Mój mąż zawsze popełnia ten błąd. Dzieci zapytane o oczekiwania co do prezentów, wiedzą już o planowanej wyprawie dziadka do sklepu. Czekają kilka dni i rozpoczynają poszukiwania. Drugim błędem, który popełnia dziadek jest chowanie zakupów zawsze w tym samym miejscu. Pod łóżkiem. Oczywiście jest to pierwsze miejsce, które sprawdzają mali detektywi. Dziadek musi kupować prezenty jeszcze raz. Druga rzecz. Prezent musi się podobać. Tym razem moja wpadka. Jeśli dobrze pamiętam, było to na któreś urodziny Agnieszki. Od dnia premiery lubiła bohaterki filmu „Kraina lodu” Kupiłam jej zestaw „ Anna i Elsa- puzzle glam” Trzy dni chodziła zmieszana, zawstydzona i zdenerwowana. Zawsze w mojej obecności. W końcu dowiedziałam się, że prezent był trochę nie trafiony bo kilka dni wcześniej dostała ten sam zestaw od Sławka. Nie chciała mi sprawić przykrości i nie wiedziała jak mi o tym powiedzieć. Razem poszłyśmy do sklepu i wymieniłyśmy na inny zestaw. Oczywiście z bohaterkami filmu. Sprzedawca nie chciał się zgodzić, ale w końcu odpuścił. Od tamtego wydarzenia, zawsze umawiam się z nim, że w razie czego mogę prezent wymienić. Najgorzej było wybrać prezent dla najmłodszego wnuczka. Ma dwa lata. W ofercie firmy Trefl pojawiła się odpowiednia zabawka. Kategoria wiekowa +1 i nie kosztuje majątku. Jest to zestaw „ Baby cubes na farmie” Może w tym roku wszystkie kupione przez nas prezenty spodobają się wszystkim i nie będzie trzeba ich wymieniać.

czwartek, 15 grudnia 2016

Świąteczne porządki

 Kilka razy w roku, chyba w każdym domu, gospodynie biorą się za generalne porządki. Właśnie teraz nadchodzi jedna z takich okazji. Jedni mają mniej roboty inni więcej. Ameryki nie odkryłam. Jednak są tacy, którzy całe porządki muszą powtarzać dwa razy. Pierwszy raz tak jak wszyscy, a drugi ponieważ przy pierwszym pomagały dzieci. U nas w domu były trzy sprzątania. Po kilkunastu latach przyszedł czas na wymianę mebli w kuchni. Te które mieliśmy na początku były białe, a z upływem lat mimo mycia i dbania o nie zrobiły się szare. Tak się złożyło, że wszystkie nasze wnuki wraz z rodzicami pojechały w odwiedziny do dawno nie widzianej ciotki. Cała rodzina bardzo ją lubiła, więc wizyta trwała tydzień. Mieliśmy czas na kupienie i wymianę zniszczonych mebli. Nadchodzą święta, cały dom pięknie wysprzątany i wracają dzieci. Od razu zauważyły, że w kuchni coś się zmieniło. Agnieszka i Ania pochwaliły meble i uciekły do pokoju. Chciałam się dowiedzieć, do czego tak się spieszyły. Zawsze gdy kupowaliśmy nowe rzeczy, najpierw dokładnie je oglądały, dopiero potem chwaliły albo nie. Po ich powrocie zauważyłam, że oprócz swoich plecaków z ubraniami przywiozły jakieś pudła. Od razu rozpakowały plecaki, co również było dziwne, dopiero potem zabrały się za otwieranie pudełek. Gdy mnie zobaczyły, opowiedziały mi o tych pudłach. Były to zestawy puzzli „ Anna i Elsa- puzzle glam” i „ Auta – puzzle sensoryczne- fun for everyone” Dostały je od ciotki za grzeczne zachowanie podczas całej wizyty. Ciotka powiedziała, że tak grzecznych dzieci dawno nie gościła w swoim domu. Niestety zapomniałam o najmłodszych wnukach. Gdy usłyszałam spadające garnki od razu pobiegłam do kuchni. Na podłodze siedziała cała trójka, cała w mące. Wszystkie szafki były pootwierane, a wszystko co było w torebkach i woreczkach wysypane na podłogę. Myślałam, że wybuchnę. Takim sposobem były trzy sprzątania. Pierwszy raz ja wysprzątałam cały dom, drugi raz dzieci „wysprzątały” szafki w kuchni i trzeci raz ja jeszcze raz całą kuchnię.  

wtorek, 13 grudnia 2016

Dwóch solenizantów, jedno przyjęcie

 Rzadko się zdarza, że w jednej rodzinie, jednego dnia urodziny obchodzą dwie osoby. Jeszcze ciekawiej jest gdy jeden z solenizantów obchodził w tym roku trzydzieste piąte urodziny a drugi siódme. Trzeba zorganizować dwa przyjęcia, jedno dla dzieci i jedno dla rodziców. Żeby było jeszcze ciekawiej w tym roku tym dniem była sobota. Przygotowania zaczęły się już w poniedziałek. O ile dla dorosłych nie było dużo do planowania, to dla dzieci trzeba było się trochę natrudzić. Najtrudniej było namówić kogoś, żeby przypilnował dzieci podczas ich zabaw. W dzień przyjęć okazało się, że chętnych do pilnowania jest więcej niż potrzeba. Rodzice niektórych dzieci chyba przeczuwali jakąś katastrofę i zaoferowali swoją pomoc. Przyjęcia dla dorosłych nie ma co opisywać, bo od samego początku nic ciekawego się nie działo. U dzieci początek też nie zapowiadał nic niezwykłego. Tort, prezenty, zabawy. Co do prezentów. Mały solenizant, Tomek od swoich kolegów dostał jeden prezent od wszystkich. Był to zestaw puzzli sensorycznych z bohaterami filmu „Auta” Swoją drogą, jego ulubiony. Po kilku godzinach, gdy dorośli zaczęli już się dobrze bawić, dzieci zaczęły coraz częściej przychodzić do pokoju gdzie co chwila słychać było śpiew. Próbowano przegonić dzieci, ale jak wiadomo im bardziej czegoś się zakazuje, tym bardziej dzieci nie słuchają. Skończyła się „dobra zabawa” wśród dorosłych. Obydwa przyjęcia trzeba było przenieść do największego pokoju. Takim sposobem z dwóch przyjęć zrobiło się jedno duże. Nie wiem czy to zbieg okoliczności, czy ktoś przewidział taki rozwój wypadków, ale niektórzy z dorosłych mieli też prezent dla Tomka. Ktoś kupił piłkę, ktoś inny zestaw przyborów szkolnych, jednak najlepszym wyborem był zestaw „Auta – talia tematyczna” Takim sposobem dzieci i dorośli bawili się razem. Jak nie trudno się domyślić, dorośli musieli dostosować się do planu przyjęcia dla dzieci i przyłączyli się do niektórych gier i zabaw. Po zakończeniu uroczystości, wszyscy zgodnie uznali, że przyjęcie się udało.

piątek, 9 grudnia 2016

Pierwsze urodziny

 Znowu przyjęcie urodzinowe. Tym razem inne niż wszystkie. Jedna z moich koleżanek zorganizowała przyjęcie urodzinowe dla swojej wnuczki. Co w tym niezwykłego? To były pierwsze urodziny pierwszej wnuczki. Pamiętam jak cała rodzina cieszyła się gdy Kasia się urodziła. Nie wiem kto bardziej, rodzice czy dziadkowie. W każdym razie pierwsze urodziny organizowała babcia. Oczywiście lista gości była uzgodniona z rodzicami, a ponieważ dobrze znamy i rodziców, i dziadków więc na tej liście się znaleźliśmy. Z zaproszeniem na uroczystość przyszła sama solenizantka. Zapytacie, jak to możliwe skoro ma dopiero rok. Któregoś dnia cała rodzina przyszła w odwiedziny. Kasia na rękach u babci i głosem babci przekazała nam zaproszenie. Jak można było odmówić. Niestety o uroczystości dowiedziały się nasze wnuki. Uparły się, że też pójdą. Po co dzieci na takiej imprezie. Jeszcze gorzej było, gdy wybieraliśmy się po prezent. Po przejrzeniu ofert dziesiątków sklepów internetowych nie udało nam się znaleźć nic ciekawego. Albo cena za wysoka, albo kategoria wiekowa nie ta. Jak już znaleźliśmy coś ciekawego, okazało się, że towar jest już wycofany ze sprzedaży. Mimo brzydkiej pogody trzeba było wybrać się do tradycyjnego sklepu. Pamiętacie sklep z napisem „Mamy wszystko” Właściciel znów pokazał, że ten napis nie kłamie. Opowiedzieliśmy mu dla kogo ma być prezent, a on pokazał nam zestaw „ Baby cubes na farmie” Zadowoleni z zakupu, wróciliśmy do domu i tu czekała na nas niespodzianka. Nasze kochane wnuki oświadczyły, że skoro nie mogą iść na przyjęcie to chciałyby przez ten czas mieć jakieś zajęcie. Trzeba było jeszcze raz odwiedzić sklep. Na nasze szczęście talie tematyczne z bohaterami filmu „Auta” zajęły je na tyle, że zdążyliśmy wrócić z uroczystości. W nagrodę za dobre zachowanie podczas naszej nieobecności rodzice podarowali im zestaw „ Anna i Elsa- puzzle glam” Oby się nie przyzwyczaiły, że za dobre zachowanie zawsze coś dostaną.

czwartek, 8 grudnia 2016

Czy awaria może być dobra

 Czy awaria może korzystnie wpływać na dzieci? Zależy czego awaria, jak długo trwa i jak zorganizuje się dzieciom czas w czasie jej trwania. Na naszym terenie jest trzech dużych dostawców internetu. Wiadomo, różne firmy, różne oferty i ceny. Każdy ma coś ciekawego do zaoferowania oprócz czasu trwania umowy. W każdym przypadku jest to okres trzech lat. Do niedawna, gdy mieliśmy tylko jednego dostawcę i nie było wyboru wszyscy korzystali z jego usług i byli zadowoleni. Firma była bardzo solidna a awarie bardzo rzadkie, a kiedy już się pojawiały to były usuwane bardzo szybko. Jednym słowem nie było na co narzekać. Nic nie trwa wiecznie. Firma zbankrutowała i trzeba było poszukać czegoś innego. Tydzień nie mogliśmy się zdecydować. W końcu wybraliśmy dostawcę i tu zaczęły się nasze kłopoty. Awarie są częste, trwające kilka godzin. W biurze obsługi klienta zawsze słyszymy to samo: przepraszamy za niedogodności, awaria zostanie usunięta tak szybko jak się da. Ale ostatnia awaria była inna niż wszystkie. Oprócz braku możliwości korzystania z internetu, nie można było się skontaktować z żadnym pracownikiem firmy. Wszyscy klienci dostali tradycyjny list z przeprosinami. Ludzie byli wściekli. Odkąd dzieci uznały, że są już na tyle duże, że mogą grać w gry sieciowe bardzo dużo czasu spędzały przed komputerem. W czasie awarii nie bardzo miały co robić. Trzeba było zorganizować im czas. Pierwszego dnia nie udało się ich niczym zainteresować. Przypomnieliśmy sobie, że kiedyś bardzo lubiły gry planszowe i puzzle. Ze starej skrzyni wyciągnęliśmy grę „Abecadło” ale trudno grać w grę dla trzylatków z trzynastoletnimi pannami. Specjalnie dla nich kupiliśmy zestaw puzzli z serii o krainie lodu „ Anna i Elsa- puzzle glam” Dobrze pamiętałam, że i Agnieszka, i Ania bardzo lubiły zestawy z tymi bohaterkami. Czyli denerwująca wszystkich awaria, może przynieść coś dobrego. Oderwanie dzieci od ekranu komputera można nazwać czymś dobrym. Oby wszyscy rodzice na to wpadli.

środa, 7 grudnia 2016

Tym razem się udało

 Jak już wspominałam, dyrektor szkoły ogłosił, że dzień 6 grudnia będzie wolny od zajęć. Tego dnia zostało zorganizowane spotkanie ze Świętym Mikołajem. Po dziwnym wydarzeniu w kościele dyrekcja postanowiła zatrudnić dwie osoby, na wszelki wypadek gdyby jeden z panów nie mógł przyjść. Proboszcz o tym nie pomyślał i w niedzielę rano odwołał spotkanie. Jakimś dziwnym sposobem pojawił się Mikołaj ze swoimi prezentami a wszystko co przygotował sponsor zostało przekazane do szkoły. Tu przygotowanie paczek wyglądało trochę inaczej. Po tym jak dyrektor poinformował rodziców o planach spotkania z Mikołajem, rodzice mieli sami ustalić w jakiej formie zostanie to przeprowadzone. Możliwości były dwie. Albo rodzice sami przygotowują paczki dla swoich dzieci i gotowe przynoszą do szkoły, albo zbierane są pieniądze i każde dziecko dostanie taką samą paczkę. No i jeszcze dochodzi do tego wszystko co zostało przekazane z kościoła. Jedni rodzice chcieli zebrać pieniądze i przygotować paczki dla wszystkich, żeby każde dziecko dostało to samo. Oczywiście byli tacy, którzy chcieli pokazać, że mają więcej pieniędzy od innych i nie chcieli się na to zgodzić. Ponieważ przez dwa dni nie dało się dojść do porozumienia, dyrektor musiał podjąć decyzję. Rodzice podczas swoich sporów nie wzięli pod uwagę, że jeszcze są paczki przekazane przez księdza. Żeby każda ze stron była zadowolona, przynajmniej częściowo, dyrektor kazał podzielić dodatkowe paczki między uczniów tak jaka chciała jedna część rodziców, a żeby zadowolić tych, którzy chcieli sami kupować prezenty, pozwolił na jedną grę planszową lub zabawkę. Z takiego rozwiązania wszyscy byli zadowoleni. Ponieważ nasze dziewczynki na spotkaniu w kościele dostały zestawy puzzli „ Anna i Elsa- puzzle glam” i „Auta – puzzle sensoryczne- fun for everyone” postanowiliśmy kupić im jakieś gry. Spotkanie z Mikołajem przebiegło bez żadnych zastrzeżeń.  

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Skąd Mikołaj wiedział?

Od około tygodnia cała szkoła żyje tylko jednym wydarzeniem. Dyrektor ogłosił, że dzień 6 grudnia będzie dniem wolnym od zajęć. W zamian zorganizowane zostanie spotkanie ze Świętym Mikołajem. W zeszłą niedzielę ksiądz proboszcz również zaprosił wszystkich na takie spotkanie. Odbyło się wczoraj. Odkąd w naszej parafii zaczął pracować, co rok organizowane jest takie spotkanie. Jak zwykle głównym sponsorem był jeden z dużych sklepów, którego nazwy nie wspomnę, bo byłaby to reklama. Wszystkim zajęły się osoby, które od wielu lat pomagają w organizowaniu uroczystości w naszej parafii. Ale od początku. Jak będzie zorganizowane spotkanie wiedziało tylko kilka osób: ksiądz, rada parafialna, organista i oczywiście Święty Mikołaj. Od wielu lat jest nim ta sama osoba. Przez cały tydzień, w wielkiej tajemnicy organizatorzy przygotowywali paczki. W niedzielę po mszy o godzinie jedenastej odbyło się spotkanie. Nie przebiegło jednak tak, jak planowano. Od wielu lat wyglądało podobnie. Wszystkie dzieci po mszy zostawały w kościele. Gdy reszta wiernych udała się do domu, pojawiał się Mikołaj. W sobotę wieczorem okazało się, że osoba, która miała być Mikołajem zachorowała i nie mogła uczestniczyć w spotkaniu. Na znalezienie nowego nie było czasu, więc proboszcz po wielkich przeprosinach odwołał spotkanie. Po mszy o jedenastej wszystkie dzieci jednak zostały. Nawet ksiądz nie wiedział co się dzieje. Po chwili wszedł Święty Mikołaj z wielkim workiem na plecach a przed wejściem stała duża ciężarówka. Od razu powiedział, że w worku nie ma prezentów tylko widokówki z rysunkami i że przy wyjściu każde dziecko dostanie to co miało na rysunku. Obrazki były różne. Niektóre przedstawiały zabawki inne przybory szkolne jeszcze inne gry planszowe. Najdziwniejsze jest to, że każdy wylosował to co chciał dostać. Agnieszka i Ania też były na tym spotkaniu. One dostały zestawy puzzli „ Anna i Elsa- puzzle glam” i „ Auta – puzzle sensoryczne- fun for everyone” Paczki przygotowane przez organizatorów zostały przekazane do szkoły. Nikt nie wie kto był Mikołajem, ani skąd wiedział, że planowane spotkanie się nie odbędzie.