piątek, 27 stycznia 2017

Bal karnawałowy

 Bal karnawałowy. U nas to wydarzenie połączone jest z imprezą zorganizowaną z okazji zakończenia ferii. Jak co roku będzie wybierana królowa i król balu. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest samodzielne wykonanie kostiumu. Tak jak w latach ubiegłych bal podzielono na kategorie wiekowe. Przedszkole osobno, szkoła podstawowa osobno i gimnazjum osobno. Dla tych ostatnich przeznaczono świetlicę w domu kultury. Cały wczorajszy dzień poświęcono na przygotowania kostiumów. Oczywiście w przedszkolu pomagały nauczycielki. W szkole podstawowej nie było już tak łatwo. Jak wiadomo, bardzo dużą rolę w przygotowaniu przebrania pełnią pieniądze. I jak wiadomo, jedni mają ich więcej a inni mniej. Żadna tajemnica. Po konsultacji z rodzicami organizatorzy dopisali jeden punkt do regulaminu. Koszt przygotowania kostiumu nie może przekroczyć 150 złotych. I tu zaczynały się problemy. Za kogo się przebrać, żeby nikt inny nie wpadł na ten sam pomysł. Nie jest żadnym sekretem, że w kręgu zainteresowań wielu dzieci jest wszystko związane z filmem „Kraina lodu” Ostatni produkt firmy Trefl „ Anna i Elsa -Puzzle Glam” mają chyba wszyscy. Agnieszka i Ania postanowiły przeprowadzić małe śledztwo. Chciały się dowiedzieć kto za kogo się przebierze. Nie wierzyłam, że ktokolwiek podzieli się swoimi pomysłami, ale one jakimś sposobem wypytały wszystkich. Nikt nie robił z tego jakiej wielkiej tajemnicy. W zeszłym roku, nasze dziewczynki przebrały się, co nikogo nie dziwiło, za główne bohaterki ulubionego filmu. Ponieważ nikt nie wpadł na ten sam pomysł, w tym roku znów postanowiły przebrać się za Annę i Elsę. Podczas swojego śledztwa znalazły jednego z kolegów, który postanowił przyjść na bal w kostiumie bałwanka Olafa, również z krainy lodu. Organizatorzy, jako pamiątkę z balu obiecali podarować każdemu uczestnikowi zestaw foto puzzli. Po ułożeniu obrazek będzie przedstawiał całą grupę i oczywiście zwycięzców konkursu na króla i królową. Kto wygra? Nie wiadomo. Dowiemy się dziś wieczorem. Trzymamy kciuki za nasze bohaterki.

środa, 25 stycznia 2017

Tu jestem, nie martwcie się

 Każde działanie ma swoje konsekwencje. Wcześniej czy później, ale ma. Po trzydniowym kuligu, a właściwie po dużej ilości wywrotek Agnieszka, Ania i wiele innych dzieci wylądowało u lekarza. Diagnoza: silne przeziębienie. Zalecenia: siedzenie w domu i oczywiście lekarstwa. Niektóre naprawdę paskudne w smaku. Żadne z dzieci nie przejmowało się tym za bardzo, bo kulig i tak się już skończył, a jak same mówiły, zajęcia i tak były nudne. Może oprócz prezentacji zabawek i gier. Co robić w długie zimowe wieczory, gdy na zewnątrz jest zimno, ciemno i mokro? U nas nie ma za bardzo z tym problemu. Jak już nie raz pisałam, bardzo lubimy grać w gry. Od bardzo dawna często gramy w „5 sekund” Ostatnio na rynku pojawiła się edycja specjalna, więc i ten zestaw zakupiliśmy zaraz po ukazaniu się w sklepie. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie żałujemy ani jednej złotówki wydanej na ten cel. Od świątecznego spotkania, dzieci grają w to jeszcze chętniej. Dlaczego? Oczywiście winny jest Sławek. Przez cały wieczór grał z nimi właśnie w „5 sekund junior” Przegrał tylko dwa razy. Z tego co wiem, specjalnie dał wygrać dzieciom. Wiele razy zastanawiałam się, dlaczego Ania i Agnieszka wraz z koleżankami tak często grają, i teraz już wiem. Wujek umówił się z nimi na następną rozgrywkę, więc trenują żeby tym razem wygrać za każdym razem. Znając Sławka, na pewno tak się stanie. Jednak od miesiąca nie można się z nim w żaden sposób skontaktować. Z dawnych czasów wiem, że po takim zniknięciu zawsze ma kłopoty. Wszystko wyjaśniło się wczoraj. Listonosz przyniósł list. W środku był zestaw foto puzzli z kartką: TU JESTEM. Po ułożeniu obrazek przedstawiał mały hotel w górach, w którym spędziliśmy święta w zeszłym roku. Przed budynkiem stał Sławek z łopatą do śniegu. Pod spodem podpis: pomagam przyjacielowi, nie martwcie się, wracam za tydzień. Dzieci były bardzo szczęśliwe. Już szykowały się na następną rozgrywkę.   

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Nikt się nie spodziewał

 Minął pierwszy tydzień ferii. Jak zapewne pamiętacie, przez ostatnie trzy dni jedynym punktem programu przygotowanego przez dyrektora szkoły był kulig. Pogoda była wspaniała. Mróz, śnieg i słońce. Plan zakładał, że kulig będzie nagrodą w rozgrywkach w grę „5 sekund edycja specjalna” Jednak zainteresowanie było tak duże, że kulig stał się jednym z punktów programu. Niestety w czwartek wieczorem pogoda zaczęła się „psuć” Zaczęło się robić coraz cieplej, śnieg zaczął się topić i całą zabawę odwołano. Piątkowe popołudnie przebiegało zgodnie z planami organizatorów. Odbyło się spotkanie z producentami gier planszowych. Nie raz wspominałam o koledze dyrektora z czasów studiów. Jest kolekcjonerem zabawek i gier. Kilka razy nasi uczniowie mieli okazję go odwiedzić w jego posiadłości. On również został zaproszony na prezentację. Zapewne wielu z Was oglądało w telewizji debaty przed wyborami. Tu wyglądało to podobnie. Kolekcjoner zabawek przeciwko producentowi. I jeden, i drugi opowiadali o tym samym. O grach i zabawkach. Nasz gość specjalny przedstawiał zabawki od początku wieku. Pokazywał jak wyglądały, a jeśli nie bardzo wiadomo było co to jest, jak się nimi bawić. Producenci prezentowali najnowsze produkty. Wiadomo, że w tym przypadku wszyscy znali prezentowane produkty i nikt nie musiał tłumaczyć zasad. Każdy wie jak układać puzzle. Producenci mieli ułatwione zadanie, bo mieli gry i zabawki odpowiadające zainteresowaniom dzisiejszych dzieci. Wiedzieli, że większość lubi filmy o krainie lodu i zestaw „ Anna i Elsa -Puzzle Glam” były oczywistym wyborem do prezentacji. Po zakończeniu słuchacze mogli zadawać pytania dotyczące prezentowanych produktów. Wielkim zaskoczeniem dla wszystkich był fakt, że prawie wszystkie pytania dotyczyły rozrywki z początku wieku. Im starsze zabawki, tym więcej dzieci chciały się o nich dowiedzieć. Pytane dlaczego odpowiadały, że najnowsze produkty znają, a w niektórych przypadkach te stare są lepsze i ciekawsze. Nikt się tego nie spodziewał.  

piątek, 20 stycznia 2017

Warto nawet zapłacić

 Ostatnio pisałam o planach zagospodarowania przez dyrektora szkoły wolnego czasu z racji ferii zimowych. Wśród wielu imprez przewidziano rodzinny turniej w grę „5 sekund edycja specjalna” i kulig. Pisałam, że kulig będzie główną atrakcją programu. Tu muszę Was przeprosić. Po dokładnym przeczytaniu programu, okazało się, że kulig to nie główna atrakcja a nagroda w turnieju. Nikt nie spodziewał się takiego zainteresowania kuligiem, więc ogłoszono, że jednak będzie to osobne wydarzenie. W tym miejscu mogę się pochwalić, że w naszej miejscowości mieszka jedyny w całej okolicy właściciel pary koni, sań i karety. Nie raz widziałam młode pary jadące do ślubu karetą. Piękny widok. Ale wróćmy do teraźniejszości. Cały turniej rozpoczął się we trzy dni temu. Ponieważ uczestników było więcej niż przewidywano, do zestawów gier dołączono kolejne. Tym razem „5 sekund junior” Dyrektor mówił, że to dla urozmaicenia rozgrywki. Po jednym dniu wyłoniono zwycięzców, rozdano medale i puchary. Jeszcze tego samego dnia zorganizowano pierwszy kulig. Pogoda była wspaniała. Słońce, mróz i ponad pół metra śniegu. Zima jak za starych dobrych czasów. Jak pisałam, chętnych było tylu, że nie można było pozwolić wszystkim naraz na uczestnictwo. W sumie zapisanych było 45 osób. Nikt nie spodziewał się takiego zainteresowania ze strony dorosłych. W moim wieku trochę nie wypada, ale gdybym miała 30 lat mniej to kto wie? Nie uwierzycie, ale nawet policja włączyła się w całe wydarzenie. W miarę potrzeb kierowali ruchem tak, żeby nie przeszkadzać uczestnikom. Wszyscy organizatorzy mówili, że liczyli tylko na dzieci. Śmiali się później, że trzeba było sprzedawać bilety. Wydaje mi się, że nie byłoby mniej chętnych. Według organizatorów wszystko miało zakończyć się na drugi dzień. Mija piąty dzień ferii i nic nie zapowiada tego, że nie będzie chętnych na następne kuligi. Wczoraj wieczorem pojawiły się plotki o opłatach. Z tego co mi wiadomo, nikt się tym nie przejmuje. Ludzie mówią, że za taką atrakcję warto zapłacić.   

czwartek, 19 stycznia 2017

Interwencja rodziców

 Jak ja nie lubię organizacji przyjęć. Jak wiecie mieszkam w małej miejscowości, gdzie wszyscy się znają i co dziwne w dzisiejszych czasach pomagają sobie bezinteresownie. We wszystkim. Wystarczy poprosić kogoś o pomoc i o ile nie nie zaszkodzimy nikomu swoim działaniem, każdy chętnie pomaga. Są jednak sytuacje, to wiedzą wszyscy, że trzeba pomóc choćby nie miało się ochoty. Właśnie taką sytuacją są przyjęcia urodzinowe. Nie raz już pisałam, że gdy organizator jest jeden, prawie zawsze wszystko się udaje. Ale gdy więcej osób jest odpowiedzialnych za układanie planu przyjęcia, zawsze robi się nerwowa atmosfera. Delikatnie mówiąc. Każdy ma inną wizję uroczystości. Im młodsza osoba, tym pomysły są bardziej, nazwijmy to dziwne. Nie raz miałam okazję uczestniczyć w takiej organizacji. Niektórzy zapominali, że to przyjęcie dla dziecka. Któregoś razu jedna osoba tak się zapędziła, że na przyjęciu dla pięciolatka chciała podawać wino. Ostatnie przyjęcie, żeby nie interwencja rodziców, okazałoby się całkowitą porażką. Poproszono mnie o pomoc w organizacji. Okazało się, że nie tylko mnie. Jeszcze pięciu organizatorów, pięć pomysłów i pięć powodów do kłótni. Przez trzy dni spieraliśmy się co do wielkości, wyglądu i kształtu tortu. Wiedzieliśmy, jakie zainteresowania ma solenizantka i chcieliśmy by tort przedstawiał coś związanego z bohaterkami filmu o krainie lodu. Jeden z pomysłów był taki: prostokątny tort, na nim zamek księżniczek a dookoła dziesięć świeczek. Innych pomysłów lepiej nie opiszę. I znowu awantura. W końcu przyszli rodzice z gotowym planem i poleceniem: ma być według ich planu. Nasz tort się spodobał szczególnie, że jednym z prezentów był zestaw puzzli „ Anna i Elsa -Puzzle Glam” Jako prezent dodatkowy rodzice kupili grę planszową „Snow Adventure” oczywiście o przygodach księżniczek i obiecali wieczorną rozgrywkę. Cały wieczór z wiecznie zapracowanymi rodzicami. Od całej klasy dostała, ostatnio bardzo popularne wśród naszych dzieci, ogromne foto puzzle przedstawiające całą klasę. Dzięki interwencji rodziców, całe przyjęcie udało się a solenizantka była bardzo zadowolona. Wydaje mi się, że nie z przyjęcia, ale z wieczoru z rodzicami.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Nareszcie ferie

 Każdy uczeń wie, że dziś rozpoczynają się ferie zimowe. Jak każdego roku, tak i w tym dyrektor szkoły wraz z sołtysem przygotowali plan zajęć dla wszystkich chętnych. Na tablicy ogłoszeń już od tygodnia wisi plakat z programem. Wiadomo, że nie wszystkie dzieci wyjadą na zimowiska czy z rodzicami. W ubiegłych latach każde ferie i wakacje były zorganizowane tak, że wszystkie dzieci miały co robić. Wystarczyło tylko przyjść. Nie trzeba było uczestniczyć we wszystkich spotkaniach. Co kto chciał. Zawsze wszystkie dni były zorganizowane tak, że tylko dzieci miały jakieś zajęcie. Niby nic w tym niezwykłego bo to przecież uczniowie mają ferie a nie dorośli. W tym roku panowie pomyśleli też o rodzicach. Jeden z dni przeznaczony będzie dla całej rodziny. Już w zeszły roku próbowano zrobić coś takiego, ale ja mogłam tylko zobaczyć jak to wygląda, bo cała nasza piątka dzieci wyjechała z rodzicami w góry. Mieliśmy jechać wszyscy, ale zachorowałam i musiałam zostać w domu. Oczywiście został ze mną mąż. W tym roku wszyscy zostają w domu, więc jeśli nic złego się nie wydarzy, w turnieju wezmę udział razem z Agnieszką. A właśnie, turniej. Jeden dzień przeznaczony jest dla całej rodziny. Zorganizowany zostanie turniej gry w „5 sekund edycja specjalna” Jak wiecie, jest to jedna z naszych ulubionych gier i myślę, że mamy szanse zająć jakieś dobre miejsce. Może nawet wygrać. Dla najmłodszych i tych, którzy nie lubią grać przygotowano zajęcia na basenie. Specjalnie na tę okazję zakupiono 120 piłek z Arielką, bohaterką filmu dla dzieci. Wyobraźcie sobie. 120 piłek w basenie. Na każdy dzień przygotowano coś innego. Prezentacje, wywiady, spotkania i co kto chce. Największą atrakcją będzie kulig. Ale o tym następnym razem. Na razie trzeba trenować do turnieju.  

piątek, 13 stycznia 2017

Wreszcie się udało

 Nasze przedszkole wreszcie zostało otwarte i zaczęto przyjmować pierwsze dzieci. Tak dla przypomnienia. Na początku wakacji rozpoczął się remont. Firma, która została zatrudniona pracowała tylko dwa tygodnie. Jej pracownicy zbyt dosłownie zrozumieli polecenie „wyrzucić wszystko” i każda rzecz, która była w sali wylatywała przez okno. Dywany, meble i całe wyposażenie. Wyrzucili wszystko oprócz jednego zestawu, gry „5 sekund junior” Jako jedyna rzecz, która wtedy została, dyrektorka kazała oprawić grę w ramkę. Umowa została rozwiązana. Kolejna firma pracowała sumiennie, nic nie wylatywało przez okna a każdą decyzję konsultowano z dyrekcją. Remont zakończył się w zaplanowanym terminie. Wielkie otwarcie miało miejsce na początku września. Tydzień później zdarzył się wypadek. W jednej z sal oderwał się ogromny kawałek sufitu. Na szczęście zdarzyło się to w nocy i nikogo w środku nie było. Trzecia firma miała najtrudniejsze zadanie. Z doświadczenia wiem, że nie ma nic gorszego jak poprawianie po kimś. Pracownicy zerwali wszystko ze ścian, sufitów i podłóg i zaczęli wszystko od początku. Każdego dnia po zakończeniu pracy przychodzili inspektorzy budowlani i oceniali postępy. W sumie remont trwał cztery miesiące. Zapytacie, dlaczego otwarcie nastąpiło dopiero w styczniu. Przez cały ten czas, codziennie „testowano” wszystkie sale. Wszystkie okna były otwarte. Nie ważne czy na zewnątrz był mróz, deszcz czy śnieg. Innym razem w środku panowały bardzo wysokie temperatury. Po miesiącu różnych testów inspektorzy zezwolili na otwarcie. Zaproszono wszystkich rodziców, najwyższe władze gminy i wszystkich małych przedszkolaków. Prezentem dla wszystkich dzieci było ogromne zdjęcie nowego budynku i placu zabaw przygotowane w formie foto puzzli, które dzieci musiały same ułożyć w pierwszy dzień zajęć. Zatrudnione zostały trzy przedszkolanki. Wiele razy przechodziłam koło budynku i nigdy nie słyszałam żeby którakolwiek z nauczycielek krzyczała na dzieci. Zawsze było słychać śmiech, piosenki i piski. Od wielu, wielu lat nie było w przedszkolu tyle radości co przez ostatnie dwa tygodnie. Inspektorzy zapowiedzieli kolejne kontrole nie tylko budynku ale i placu zabaw.

środa, 11 stycznia 2017

Przyjęcie na lodowisku

 Najlepszą przyjaciółką Agnieszki jest Marta. Dziewczynka o rok młodsza, do niedawna mieszkająca na naszej ulicy. Dlaczego do niedawna? Jedno wydarzenie sprawiło, że wraz z mamą musiały się przeprowadzić do mieszkania w bloku. Nie zrozumcie mnie źle. Nie widzę nic złego ani niezwykłego w mieszkaniu w bloku, ale ponieważ od dziecka mieszkam w tym samym domu, ciężko mi wyobrazić sobie sytuację, gdy miałabym zamieszkać w mieszkaniu o powierzchni 40 m2 gdy zawsze miałam do dyspozycji ponad 100m. Ale nie chciałam pisać o kłopotach mieszkaniowych. Marta miała urodziny na początku stycznia. W ubiegłych latach mama organizowała dla niej wielkie przyjęcia. Wiadomo, jedyne dziecko. Zawsze było mnóstwo gości. W tym roku chciała odwołać uroczystość z powodu braku miejsca. Bez uzgadniania z nami, Agnieszka zaproponowała, że tegoroczne przyjęcie może odbyć się u nas. Któregoś dnia odebrałam telefon z ogromnymi podziękowaniami, a ja w ogóle nie wiedziałam o co chodzi. Wtedy dopiero Agnieszka wszystko mi wyjaśniła. Gdybym znała wcześniej sytuację Marty i jej mamy, sama poddałabym taką propozycję. Zaplanowanie przyjęcia w lecie nie jest problemem. Cały ogród do dyspozycji. Zimą jest trochę trudniej. Ale gdy na zewnątrz jest -15 stopni, i to można wykorzystać. Tydzień przed uroczystością zaczęto budowę lodowiska. Ogród mamy duży więc o miejsce nie trzeba było się martwić. Dzień przed terminem wszystko było gotowe. Całe przyjęcie przygotowywała zewnętrzna firma. Jak to bywa na przyjęciach, był tort, życzenia i oczywiście prezenty. Od mamy dostała zestaw puzzli z bohaterkami filmu o krainie lodu „Anna i Elsa -Puzzle Glam” a od całej klasy ogromne zdjęcie w formie foto puzzli. Na środku zdjęcia była Marta z mamą a dookoła nich wszyscy uczestnicy przyjęcia. Nad nimi wielki napis WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI URODZIN. Byłam już na wielu przyjęciach organizowanych przez zewnętrzne firmy i wiele z nich to były całkowite porażki. Tym razem było inaczej. Wszyscy pracownicy firmy organizacyjnej to ludzie młodzi a nawet bardzo młodzi. Widać było, że traktują swoją pracę jak zabawę a nie jak w innych firmach przymus.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

W każdym dorosłym drzemie małe dziecko

 Z obserwacji wiem, że istnieje kilka rodzajów zabawek i gier. Są takie, które zaraz po kupieniu lądują w pudle albo w kącie. Są również takie zabawki, które po kupieniu stawia się na półce bo są zbyt ładne i mogą się zniszczyć. Ale są też gry, które potrafią dorosłego człowieka przemienić z powrotem w małe dziecko. Można powiedzieć, magia. W moim otoczeniu taką grą jest „5 sekund edycja specjalna” Jakiś czas temu zorganizowałam spotkanie z kilkoma przyjaciółkami. Sami wiecie. Kawa, ciasto i takie tam. Od początku było wiadome, że wszystkie zaproszone panie przyjdą z dziećmi. Właśnie dla nich kupiliśmy ten zestaw. W domu był jeszcze jeden „ 5 sekund junior” który jak się okazało, bardzo się przydał. Wszyscy przyszli, rozsiedliśmy się wygodnie w salonie, przyniosłam kawę i ciasto. Dzieci w innym pokoju zaczynały swoją rozgrywkę. Na początku było spokojnie. W końcu dzieci zaczęły się kłócić. Mama najbardziej aktywnego dziecka poszła zobaczyć co jest powodem awantury. My rozmawiałyśmy dalej. Po około pół godziny zorientowałyśmy się, że owa mama jeszcze nie wróciła. Następna uczestniczka poszła to sprawdzić. W sumie na spotkanie przyszło siedem osób, więc przy wciągającej dyskusji, braku jednej czy dwóch osób można nie zauważyć. Ale gdy wychodzi trzecia i czwarta osoba, trzeba to sprawdzić. Szczególnie, że kłótnia rozpoczynała się na nowo. Tym razem wszystkie panie, które poszły sprawdzić co się dzieje też brały w niej udział. Tym razem poszłyśmy wszystkie. Okazało się, że zamiast dowiedzieć się co było powodem kłótni, wszystkie „zaginione” siedziały wśród dzieci i grały z nimi. Co było robić. Dołączyłyśmy do gry. Takim sposobem grało 14 osób. Tu przydał się drugi zestaw. Gra zrobiła się tak wciągająca, że nikt nie patrzył na to ile ma lat. Dobra zabawa była najważniejsza. Dopiero po końcu rozgrywki każdy powrócił do swojej roli mamy czy babci. Jak mówiłam. Niektóre gry potrafią nawet z najpoważniejszego dorosłego wydobyć małe dziecko.

środa, 4 stycznia 2017

Spełnienie obietnicy

 Zdarzyło Wam się kiedyś, że musieliście coś zrobić, choć wcale nie mieliście na to ochoty? Po spotkaniu rodzinnym w drugi dzień świąt, podczas którego omal nie doszło do „wypadku” Dwóch moich zięciów prawie się pobiło o jakiś głupi mecz hokeja. Na szczęście udało się ich rozdzielić. To moje „coś” to była imprezka z okazji nowego roku. Pamiętacie jak Sławek obiecał dzieciom niespodziankę. Od tamtej pory nie było dnia, żeby nie pytały o następną uroczystość. Żeby było jeszcze lepiej, znajomi też zaczęli się o to dopytywać. Na początku nie chcieli powiedzieć, dlaczego im tak zależy. Okazało się, że gdy tylko wspominali o wyjściu z domu, dzieci od razu chciały iść do nas. Jak się okazało, że idą gdzieś indziej dzieci zaczynały płakać. W końcu nie było innego wyjścia jak się zgodzić. Gdy tylko wspomniałam o zaproszeniu rodziny dzieci prawie skakały z radości. Zaprosiliśmy prawie całą rodzinę. O Sławku jak zawsze zapomnieliśmy. Znów nie doceniliśmy naszych dzieci. Same zadzwoniły do wujka, żeby mieć pewność, że przyjdzie. Pisałam, że Sławek rzadko coś obiecuje i jeszcze rzadziej dotrzymuje obietnic. Jednak dzieci ani razu nie zawiódł. Tym razem też nie. Przygotowania zaczęły się od rana. Na szczęście pojawił się Sławek. Nigdy nie cieszyłam się tak z jego odwiedzin. Jak zwykle dzieci od razu zabrały go do swojego pokoju, a my mieliśmy spokój. A właśnie, obietnica. Miało to być coś do ich sklepu. Jak się domyślałam, były to banknoty, podobne do tych z gry „Monopol” i model kasy. Dodatkowo, żeby urozmaicić rzeczy do sprzedawania przyniósł zestawy gier „5 sekund junior” i puzzle „ Anna i Elsa -Puzzle Glam” Oczywiście zestawów było tyle ile dzieci. I tym razem, po zakończeniu przyjęcia dzieci też ciężko było zabrać do domów. Tym razem chyba obyło się bez obietnic.