Bal karnawałowy. U nas to wydarzenie połączone jest z imprezą
zorganizowaną z okazji zakończenia ferii. Jak co roku będzie
wybierana królowa i król balu. Warunkiem uczestnictwa w konkursie
jest samodzielne wykonanie kostiumu. Tak jak w latach ubiegłych bal
podzielono na kategorie wiekowe. Przedszkole osobno, szkoła
podstawowa osobno i gimnazjum osobno. Dla tych ostatnich przeznaczono
świetlicę w domu kultury. Cały wczorajszy dzień poświęcono na
przygotowania kostiumów. Oczywiście w przedszkolu pomagały
nauczycielki. W szkole podstawowej nie było już tak łatwo. Jak
wiadomo, bardzo dużą rolę w przygotowaniu przebrania pełnią
pieniądze. I jak wiadomo, jedni mają ich więcej a inni mniej.
Żadna tajemnica. Po konsultacji z rodzicami organizatorzy dopisali
jeden punkt do regulaminu. Koszt przygotowania kostiumu nie może
przekroczyć 150 złotych. I tu zaczynały się problemy. Za kogo się
przebrać, żeby nikt inny nie wpadł na ten sam pomysł. Nie jest
żadnym sekretem, że w kręgu zainteresowań wielu dzieci jest
wszystko związane z filmem „Kraina lodu” Ostatni produkt firmy
Trefl „ Anna
i Elsa -Puzzle Glam” mają chyba wszyscy. Agnieszka i Ania
postanowiły przeprowadzić małe śledztwo. Chciały się dowiedzieć
kto za kogo się przebierze. Nie wierzyłam, że ktokolwiek podzieli
się swoimi pomysłami, ale one jakimś sposobem wypytały
wszystkich. Nikt nie robił z tego jakiej wielkiej tajemnicy. W
zeszłym roku, nasze dziewczynki przebrały się, co nikogo nie
dziwiło, za główne bohaterki ulubionego filmu. Ponieważ nikt nie
wpadł na ten sam pomysł, w tym roku znów
postanowiły
przebrać
się za Annę i Elsę. Podczas swojego śledztwa znalazły jednego z
kolegów, który postanowił przyjść na bal w kostiumie bałwanka
Olafa, również z krainy lodu. Organizatorzy, jako pamiątkę z balu
obiecali podarować każdemu uczestnikowi zestaw foto puzzli. Po
ułożeniu obrazek będzie przedstawiał całą grupę i oczywiście
zwycięzców konkursu na króla i królową. Kto wygra? Nie wiadomo.
Dowiemy się dziś wieczorem. Trzymamy kciuki za nasze bohaterki.
piątek, 27 stycznia 2017
środa, 25 stycznia 2017
Tu jestem, nie martwcie się
Każde działanie ma swoje konsekwencje. Wcześniej czy później,
ale ma. Po trzydniowym kuligu, a właściwie po dużej ilości
wywrotek Agnieszka, Ania i wiele innych dzieci wylądowało u
lekarza. Diagnoza: silne przeziębienie. Zalecenia: siedzenie w domu
i oczywiście lekarstwa. Niektóre naprawdę paskudne w smaku. Żadne
z dzieci nie przejmowało się tym za bardzo, bo kulig i tak się już
skończył, a jak same mówiły, zajęcia i tak były nudne. Może
oprócz prezentacji zabawek i gier. Co robić w długie zimowe
wieczory, gdy na zewnątrz jest zimno, ciemno i mokro? U nas nie ma
za bardzo z tym problemu. Jak już nie raz pisałam, bardzo lubimy
grać w gry. Od bardzo dawna często gramy w „5 sekund” Ostatnio
na rynku pojawiła się edycja specjalna, więc i ten zestaw
zakupiliśmy zaraz po ukazaniu się w sklepie. Z czystym sumieniem
mogę powiedzieć, że nie żałujemy ani jednej złotówki wydanej
na ten cel. Od świątecznego spotkania, dzieci grają w to jeszcze
chętniej. Dlaczego? Oczywiście winny jest Sławek. Przez cały
wieczór grał z nimi właśnie w „5 sekund junior” Przegrał
tylko dwa razy. Z tego co wiem, specjalnie dał wygrać dzieciom.
Wiele razy zastanawiałam się, dlaczego Ania i Agnieszka wraz z
koleżankami tak często grają, i teraz już wiem. Wujek umówił
się z nimi na następną rozgrywkę, więc trenują żeby tym razem
wygrać za każdym razem. Znając Sławka, na pewno tak się stanie.
Jednak od miesiąca nie można się z nim w żaden sposób
skontaktować. Z dawnych czasów wiem, że po takim zniknięciu
zawsze ma kłopoty. Wszystko wyjaśniło się wczoraj. Listonosz
przyniósł list. W środku był zestaw foto puzzli z kartką: TU
JESTEM. Po ułożeniu obrazek przedstawiał mały hotel w górach, w
którym spędziliśmy święta w zeszłym roku. Przed budynkiem stał
Sławek z łopatą do śniegu. Pod spodem podpis: pomagam
przyjacielowi, nie martwcie się, wracam za tydzień. Dzieci były
bardzo szczęśliwe. Już szykowały się na następną rozgrywkę.
poniedziałek, 23 stycznia 2017
Nikt się nie spodziewał
Minął pierwszy tydzień ferii. Jak zapewne pamiętacie, przez
ostatnie trzy dni jedynym punktem programu przygotowanego przez
dyrektora szkoły był kulig. Pogoda była wspaniała. Mróz, śnieg
i słońce. Plan zakładał, że kulig będzie nagrodą w rozgrywkach
w grę „5 sekund edycja specjalna” Jednak zainteresowanie było
tak duże, że kulig stał się jednym z punktów programu. Niestety
w czwartek wieczorem pogoda zaczęła się „psuć” Zaczęło się
robić coraz cieplej, śnieg zaczął się topić i całą zabawę
odwołano. Piątkowe popołudnie przebiegało zgodnie z planami
organizatorów. Odbyło się spotkanie z producentami gier
planszowych. Nie raz wspominałam o koledze dyrektora z czasów
studiów. Jest kolekcjonerem zabawek i gier. Kilka razy nasi
uczniowie mieli okazję go odwiedzić w jego posiadłości. On
również został zaproszony na prezentację. Zapewne wielu z Was
oglądało w telewizji debaty przed wyborami. Tu wyglądało to
podobnie. Kolekcjoner zabawek przeciwko producentowi. I jeden, i
drugi opowiadali o tym samym. O grach i zabawkach. Nasz gość
specjalny przedstawiał zabawki od początku wieku. Pokazywał jak
wyglądały, a jeśli nie bardzo wiadomo było co to jest, jak się
nimi bawić. Producenci prezentowali najnowsze produkty. Wiadomo, że
w tym przypadku wszyscy znali prezentowane produkty i nikt nie musiał
tłumaczyć zasad. Każdy wie jak układać puzzle. Producenci mieli
ułatwione zadanie, bo mieli gry i zabawki odpowiadające
zainteresowaniom dzisiejszych dzieci. Wiedzieli, że większość
lubi filmy o krainie lodu i zestaw „ Anna
i Elsa -Puzzle Glam” były
oczywistym wyborem do prezentacji. Po
zakończeniu słuchacze mogli zadawać pytania dotyczące
prezentowanych produktów. Wielkim zaskoczeniem dla wszystkich był
fakt, że prawie wszystkie pytania dotyczyły rozrywki z początku
wieku. Im starsze zabawki, tym więcej dzieci chciały się o nich
dowiedzieć. Pytane dlaczego odpowiadały, że najnowsze produkty
znają, a w niektórych przypadkach te stare są lepsze i ciekawsze.
Nikt się tego nie spodziewał.
piątek, 20 stycznia 2017
Warto nawet zapłacić
Ostatnio pisałam o planach zagospodarowania przez dyrektora szkoły
wolnego czasu z racji ferii zimowych. Wśród wielu imprez
przewidziano rodzinny turniej w grę „5 sekund edycja specjalna”
i kulig. Pisałam, że kulig będzie główną atrakcją programu. Tu
muszę Was przeprosić. Po dokładnym przeczytaniu programu, okazało
się, że kulig to nie główna atrakcja a nagroda w turnieju. Nikt
nie spodziewał się takiego zainteresowania kuligiem, więc
ogłoszono, że jednak będzie to osobne wydarzenie. W tym miejscu
mogę się pochwalić, że w naszej miejscowości mieszka jedyny w
całej okolicy właściciel pary koni, sań i karety. Nie raz
widziałam młode pary jadące do ślubu karetą. Piękny widok. Ale
wróćmy do teraźniejszości. Cały turniej rozpoczął się we trzy
dni temu. Ponieważ uczestników było więcej niż przewidywano, do
zestawów gier dołączono kolejne. Tym razem „5 sekund junior”
Dyrektor mówił, że to dla urozmaicenia rozgrywki. Po jednym dniu
wyłoniono zwycięzców, rozdano medale i puchary. Jeszcze tego
samego dnia zorganizowano pierwszy kulig. Pogoda była wspaniała.
Słońce, mróz i ponad pół metra śniegu. Zima jak za starych
dobrych czasów. Jak pisałam, chętnych było tylu, że nie można
było pozwolić wszystkim naraz na uczestnictwo. W sumie zapisanych
było 45 osób. Nikt nie spodziewał się takiego zainteresowania ze
strony dorosłych. W moim wieku trochę nie wypada, ale gdybym miała
30 lat mniej to kto wie? Nie uwierzycie, ale nawet policja włączyła
się w całe wydarzenie. W miarę potrzeb kierowali ruchem tak, żeby
nie przeszkadzać uczestnikom. Wszyscy organizatorzy mówili, że
liczyli tylko na dzieci. Śmiali się później, że trzeba było
sprzedawać bilety. Wydaje mi się, że nie byłoby mniej chętnych.
Według organizatorów wszystko miało zakończyć się na drugi
dzień. Mija piąty dzień ferii i nic nie zapowiada tego, że nie
będzie chętnych na następne kuligi. Wczoraj wieczorem pojawiły
się plotki o opłatach. Z tego co mi wiadomo, nikt się tym nie
przejmuje. Ludzie mówią, że za taką atrakcję warto zapłacić.
czwartek, 19 stycznia 2017
Interwencja rodziców
Jak ja nie lubię organizacji przyjęć. Jak wiecie mieszkam w małej
miejscowości, gdzie wszyscy się znają i co dziwne w dzisiejszych
czasach pomagają sobie bezinteresownie. We wszystkim. Wystarczy
poprosić kogoś o pomoc i o ile nie nie zaszkodzimy nikomu swoim
działaniem, każdy chętnie pomaga. Są jednak sytuacje, to wiedzą
wszyscy, że trzeba pomóc choćby nie miało się ochoty. Właśnie
taką sytuacją są przyjęcia urodzinowe. Nie raz już pisałam, że
gdy organizator jest jeden, prawie zawsze wszystko się udaje. Ale
gdy więcej osób jest odpowiedzialnych za układanie planu
przyjęcia, zawsze robi się nerwowa atmosfera. Delikatnie mówiąc.
Każdy ma inną wizję uroczystości. Im młodsza osoba, tym pomysły
są bardziej, nazwijmy to dziwne. Nie raz miałam okazję
uczestniczyć w takiej organizacji. Niektórzy zapominali, że to
przyjęcie dla dziecka. Któregoś razu jedna osoba tak się
zapędziła, że na przyjęciu dla pięciolatka chciała podawać
wino. Ostatnie przyjęcie, żeby nie interwencja rodziców, okazałoby
się całkowitą porażką. Poproszono mnie o pomoc w organizacji.
Okazało się, że nie tylko mnie. Jeszcze pięciu organizatorów,
pięć pomysłów i pięć powodów do kłótni. Przez trzy dni
spieraliśmy się co do wielkości, wyglądu i kształtu tortu.
Wiedzieliśmy, jakie zainteresowania ma solenizantka i chcieliśmy by
tort przedstawiał coś związanego z bohaterkami filmu o krainie
lodu. Jeden z pomysłów był taki: prostokątny tort, na nim zamek
księżniczek a dookoła dziesięć świeczek. Innych pomysłów
lepiej nie opiszę. I znowu awantura. W końcu przyszli rodzice z
gotowym planem i poleceniem: ma być według ich planu. Nasz tort się
spodobał szczególnie, że jednym z prezentów był zestaw puzzli „
Anna
i Elsa -Puzzle Glam” Jako
prezent dodatkowy rodzice kupili grę planszową „Snow Adventure”
oczywiście o przygodach księżniczek i obiecali wieczorną
rozgrywkę. Cały wieczór z wiecznie zapracowanymi rodzicami. Od
całej klasy dostała, ostatnio bardzo popularne wśród naszych
dzieci, ogromne foto puzzle przedstawiające całą klasę. Dzięki
interwencji rodziców, całe przyjęcie udało się a solenizantka
była bardzo zadowolona. Wydaje mi się, że nie z przyjęcia, ale z
wieczoru z rodzicami.
poniedziałek, 16 stycznia 2017
Nareszcie ferie
Każdy uczeń wie, że dziś rozpoczynają się ferie zimowe. Jak
każdego roku, tak i w tym dyrektor szkoły wraz z sołtysem
przygotowali plan zajęć dla wszystkich chętnych. Na tablicy
ogłoszeń już od tygodnia wisi plakat z programem. Wiadomo, że nie
wszystkie dzieci wyjadą na zimowiska czy z rodzicami. W ubiegłych
latach każde ferie i wakacje były zorganizowane tak, że wszystkie
dzieci miały co robić. Wystarczyło tylko przyjść. Nie trzeba
było uczestniczyć we wszystkich spotkaniach. Co kto chciał. Zawsze
wszystkie dni były zorganizowane tak, że tylko dzieci miały jakieś
zajęcie. Niby nic w tym niezwykłego bo to przecież uczniowie mają
ferie a nie dorośli. W tym roku panowie pomyśleli też o rodzicach.
Jeden z dni przeznaczony będzie dla całej rodziny. Już w zeszły
roku próbowano zrobić coś takiego, ale ja mogłam tylko zobaczyć
jak to wygląda, bo cała nasza piątka dzieci wyjechała z rodzicami
w góry. Mieliśmy jechać wszyscy, ale zachorowałam i musiałam
zostać w domu. Oczywiście został ze mną mąż. W tym roku wszyscy
zostają w domu, więc jeśli nic złego się nie wydarzy, w turnieju
wezmę udział razem z Agnieszką. A właśnie, turniej. Jeden dzień
przeznaczony jest dla całej rodziny. Zorganizowany zostanie turniej
gry w „5 sekund edycja specjalna” Jak wiecie, jest to jedna z
naszych ulubionych gier i myślę, że mamy szanse zająć jakieś
dobre miejsce. Może nawet wygrać. Dla najmłodszych i tych, którzy
nie lubią grać przygotowano zajęcia na basenie. Specjalnie na tę
okazję zakupiono 120 piłek z Arielką, bohaterką filmu dla dzieci.
Wyobraźcie sobie. 120 piłek w basenie. Na każdy dzień
przygotowano coś innego. Prezentacje, wywiady, spotkania i co kto
chce. Największą atrakcją będzie kulig. Ale o tym następnym
razem. Na razie trzeba trenować do turnieju.
piątek, 13 stycznia 2017
Wreszcie się udało
Nasze przedszkole wreszcie zostało otwarte i zaczęto przyjmować
pierwsze dzieci. Tak dla przypomnienia. Na początku wakacji
rozpoczął się remont. Firma, która została zatrudniona pracowała
tylko dwa tygodnie. Jej pracownicy zbyt dosłownie zrozumieli
polecenie „wyrzucić wszystko” i każda rzecz, która była w
sali wylatywała przez okno. Dywany, meble i całe wyposażenie.
Wyrzucili wszystko oprócz jednego zestawu, gry „5 sekund junior”
Jako jedyna rzecz, która wtedy została, dyrektorka kazała oprawić
grę w ramkę. Umowa została rozwiązana. Kolejna firma pracowała
sumiennie, nic nie wylatywało przez okna a każdą decyzję
konsultowano z dyrekcją. Remont zakończył się w zaplanowanym
terminie. Wielkie otwarcie miało miejsce na początku września.
Tydzień później zdarzył się wypadek. W jednej z sal oderwał się
ogromny kawałek sufitu. Na szczęście zdarzyło się to w nocy i
nikogo w środku nie było. Trzecia firma miała najtrudniejsze
zadanie. Z doświadczenia wiem, że nie ma nic gorszego jak
poprawianie po kimś. Pracownicy zerwali wszystko ze ścian, sufitów
i podłóg i zaczęli wszystko od początku. Każdego dnia po
zakończeniu pracy przychodzili inspektorzy budowlani i oceniali
postępy. W sumie remont trwał cztery miesiące. Zapytacie,
dlaczego otwarcie nastąpiło dopiero w styczniu. Przez cały ten
czas, codziennie „testowano” wszystkie sale. Wszystkie okna były
otwarte. Nie ważne czy na zewnątrz był mróz, deszcz czy śnieg.
Innym razem w środku panowały bardzo wysokie temperatury. Po
miesiącu różnych testów inspektorzy zezwolili na otwarcie.
Zaproszono wszystkich rodziców, najwyższe władze gminy i
wszystkich małych przedszkolaków. Prezentem dla wszystkich dzieci
było ogromne zdjęcie nowego budynku i placu zabaw przygotowane w
formie foto puzzli, które dzieci musiały same ułożyć w pierwszy
dzień zajęć. Zatrudnione zostały trzy przedszkolanki. Wiele razy
przechodziłam koło budynku i nigdy nie słyszałam żeby
którakolwiek z nauczycielek krzyczała na dzieci. Zawsze było
słychać śmiech, piosenki i piski. Od wielu, wielu lat nie było w
przedszkolu tyle radości co przez ostatnie dwa tygodnie. Inspektorzy
zapowiedzieli kolejne kontrole nie tylko budynku ale i placu zabaw.
środa, 11 stycznia 2017
Przyjęcie na lodowisku
Najlepszą przyjaciółką Agnieszki jest Marta. Dziewczynka o rok
młodsza, do niedawna mieszkająca na naszej ulicy. Dlaczego do
niedawna? Jedno wydarzenie sprawiło, że wraz z mamą musiały się
przeprowadzić do mieszkania w bloku. Nie zrozumcie mnie źle. Nie
widzę nic złego ani niezwykłego w mieszkaniu w bloku, ale ponieważ
od dziecka mieszkam w tym samym domu, ciężko mi wyobrazić sobie
sytuację, gdy miałabym zamieszkać w mieszkaniu o powierzchni 40 m2
gdy zawsze miałam do dyspozycji ponad 100m. Ale nie chciałam
pisać o kłopotach mieszkaniowych. Marta miała urodziny na początku
stycznia. W ubiegłych latach mama organizowała dla niej wielkie
przyjęcia. Wiadomo, jedyne dziecko. Zawsze było mnóstwo gości. W
tym roku chciała odwołać uroczystość z powodu braku miejsca. Bez
uzgadniania z nami, Agnieszka zaproponowała, że tegoroczne
przyjęcie może odbyć się u nas. Któregoś dnia odebrałam
telefon z ogromnymi podziękowaniami, a ja w ogóle nie wiedziałam o
co chodzi. Wtedy dopiero Agnieszka wszystko mi wyjaśniła. Gdybym
znała wcześniej sytuację Marty i jej mamy, sama poddałabym taką
propozycję. Zaplanowanie przyjęcia w lecie nie jest problemem. Cały
ogród do dyspozycji. Zimą jest trochę trudniej. Ale gdy na
zewnątrz jest -15 stopni, i to można wykorzystać. Tydzień przed
uroczystością zaczęto budowę lodowiska. Ogród mamy duży więc o
miejsce nie trzeba było się martwić. Dzień przed terminem
wszystko było gotowe. Całe przyjęcie przygotowywała zewnętrzna
firma. Jak to bywa na przyjęciach, był tort, życzenia i oczywiście
prezenty. Od mamy dostała zestaw puzzli z bohaterkami filmu o
krainie lodu „Anna
i Elsa -Puzzle Glam” a od całej klasy ogromne zdjęcie w formie
foto puzzli. Na środku zdjęcia była Marta z mamą a dookoła nich
wszyscy uczestnicy przyjęcia. Nad nimi wielki napis WSZYSTKIEGO
NAJLEPSZEGO Z OKAZJI URODZIN. Byłam już na wielu przyjęciach
organizowanych przez zewnętrzne firmy i wiele z nich to były
całkowite porażki. Tym
razem było inaczej.
Wszyscy
pracownicy firmy organizacyjnej to ludzie młodzi a nawet bardzo
młodzi. Widać było, że traktują swoją pracę jak zabawę a nie
jak w innych firmach przymus.
poniedziałek, 9 stycznia 2017
W każdym dorosłym drzemie małe dziecko
Z obserwacji wiem, że istnieje kilka rodzajów zabawek i gier. Są
takie, które zaraz po kupieniu lądują w pudle albo w kącie. Są
również takie zabawki, które po kupieniu stawia się na półce bo
są zbyt ładne i mogą się zniszczyć. Ale są też gry, które
potrafią dorosłego człowieka przemienić z powrotem w małe
dziecko. Można powiedzieć, magia. W moim otoczeniu taką grą jest
„5
sekund edycja specjalna” Jakiś czas temu zorganizowałam spotkanie
z kilkoma przyjaciółkami. Sami wiecie. Kawa, ciasto i takie tam. Od
początku było wiadome, że wszystkie zaproszone panie przyjdą z
dziećmi. Właśnie dla nich kupiliśmy ten zestaw. W domu był
jeszcze jeden „ 5 sekund junior” który jak się okazało, bardzo
się przydał. Wszyscy
przyszli, rozsiedliśmy się wygodnie w salonie, przyniosłam kawę i
ciasto. Dzieci w innym pokoju zaczynały swoją rozgrywkę. Na
początku było spokojnie. W końcu dzieci zaczęły się kłócić.
Mama najbardziej aktywnego dziecka poszła zobaczyć co jest powodem
awantury. My rozmawiałyśmy dalej. Po około pół godziny
zorientowałyśmy się, że owa mama jeszcze nie wróciła. Następna
uczestniczka poszła to sprawdzić. W sumie na spotkanie przyszło
siedem osób, więc przy wciągającej dyskusji, braku jednej czy
dwóch osób można nie zauważyć. Ale gdy wychodzi trzecia i
czwarta osoba, trzeba to sprawdzić. Szczególnie, że kłótnia
rozpoczynała się na nowo. Tym razem wszystkie panie, które poszły
sprawdzić co się dzieje też brały w niej udział. Tym razem
poszłyśmy wszystkie. Okazało się, że zamiast dowiedzieć się co
było powodem kłótni, wszystkie „zaginione” siedziały wśród
dzieci i grały z nimi. Co było robić. Dołączyłyśmy do gry.
Takim sposobem grało 14 osób. Tu
przydał się drugi zestaw. Gra zrobiła się tak wciągająca, że
nikt nie patrzył na to ile ma lat. Dobra zabawa była najważniejsza.
Dopiero po końcu rozgrywki każdy powrócił do swojej roli mamy czy
babci. Jak mówiłam. Niektóre gry potrafią nawet z
najpoważniejszego dorosłego wydobyć małe dziecko.
środa, 4 stycznia 2017
Spełnienie obietnicy
Zdarzyło Wam się kiedyś, że musieliście coś zrobić, choć
wcale nie mieliście na to ochoty? Po spotkaniu rodzinnym w drugi
dzień świąt, podczas którego omal nie doszło do „wypadku”
Dwóch moich zięciów prawie się pobiło o jakiś głupi mecz
hokeja. Na szczęście udało się ich rozdzielić. To moje „coś”
to była imprezka z okazji nowego roku. Pamiętacie jak Sławek
obiecał dzieciom niespodziankę. Od tamtej pory nie było dnia, żeby
nie pytały o następną uroczystość. Żeby było jeszcze lepiej,
znajomi też zaczęli się o to dopytywać. Na początku nie chcieli
powiedzieć, dlaczego im tak zależy. Okazało się, że gdy tylko
wspominali o wyjściu z domu, dzieci od razu chciały iść do nas.
Jak się okazało, że idą gdzieś indziej dzieci zaczynały płakać.
W końcu nie było innego wyjścia jak się zgodzić. Gdy tylko
wspomniałam o zaproszeniu rodziny dzieci prawie skakały z radości.
Zaprosiliśmy prawie całą rodzinę. O Sławku jak zawsze
zapomnieliśmy. Znów nie doceniliśmy naszych dzieci. Same
zadzwoniły do wujka, żeby mieć pewność, że przyjdzie. Pisałam,
że Sławek rzadko coś obiecuje i jeszcze rzadziej dotrzymuje
obietnic. Jednak dzieci ani razu nie zawiódł. Tym razem też nie.
Przygotowania zaczęły się od rana. Na szczęście pojawił się
Sławek. Nigdy nie cieszyłam się tak z jego odwiedzin. Jak zwykle
dzieci od razu zabrały go do swojego pokoju, a my mieliśmy spokój.
A właśnie, obietnica. Miało to być coś do ich sklepu. Jak się
domyślałam, były to banknoty, podobne do tych z gry „Monopol”
i model kasy. Dodatkowo, żeby urozmaicić rzeczy do sprzedawania
przyniósł zestawy gier „5 sekund junior” i puzzle „ Anna
i Elsa -Puzzle Glam” Oczywiście
zestawów było tyle ile dzieci. I tym razem, po zakończeniu
przyjęcia dzieci też ciężko było zabrać do domów. Tym razem
chyba obyło się bez obietnic.
Subskrybuj:
Posty (Atom)