Jak pamiętacie zostaliśmy
zaproszeni w góry na święta. Mieliśmy poprowadzić pensjonat. To
znaczy Sławek obiecał przyjacielowi, że to on się tym zajmie. Nie
mogliśmy pozwolić aby wszystkie obowiązki spadły na niego, więc
zaproponowaliśmy pomoc szczególnie, że w ramach podziękowań cała
nasza rodzina mogła spędzić ten czas na koszt właścicieli.
Okazało się, że są to znajomi Sławka. Znacie ich. To ta sama
para, której w młodości pomógł zerwać z przeszłością.
Skorzystaliśmy z okazji, nie dlatego że był to wyjazd darmowy. Od
dłuższego czasu planowaliśmy coś takiego, ale zawsze coś wypadło.
Tym razem pojechaliśmy. Pierwsze zaskoczenie było przy ubieraniu
choinki. U nas w domu choinka ma 1,8 metra wysokości i wszyscy
uważają, że jest za wysoka a tam miała ponad 3 metry. Wszelkimi
sposobami chcieliśmy zająć czymś dzieci ale taka choinka nie
mogła się z niczym równać. Okazało się, że oprócz naszej
piątki jest tam jeszcze 15 dzieci. Wieczorem pierwszego dnia świąt
Sławek nagle musiał wyjechać. Nikt nie wiedział gdzie i dlaczego.
Dowiedzieliśmy się na drugi dzień po południu. Wszyscy świętowali
na sali balowej. W pewnym momencie usłyszeliśmy kolędę. Za chwilę
w drzwiach stanął nie kto inny jak Święty Mikołaj. Wszystkie
dzieci stanęły jak wryte. Dorośli wiedzieli, że trochę za późno
na mikołaja, ale dzieciom to nie przeszkadzało. Mikołaj podszedł
do choinki, przeprosił wszystkich za spóźnienie. Powiedział, że
w tym roku nie udało mu się odwiedzić wszystkich dzieci jednego
dnia a ponieważ tu są tylko grzeczne dzieci postanowił odwiedzić
je specjalnie w święta. Każde dziecko zostało wezwane z imienia i
nazwiska i każde dostało od mikołaja podpisany prezent. Nasze
wnuki dostały przygotowane przez dziadka zestawy z serii
"Sience4you" Najbardziej cieszyła się córka właścicieli
Magda. Od mikołaja otrzymała zestaw puzzli z serii o krainie lodu,
ostatniego którego brakowało jej do kolekcji. Wtedy zorientowaliśmy
się, kto jest tym mikołajem. Tylko jedna osoba miała dostęp do
nazwisk wszystkich dzieci. Sławek. To po to wyjechał. Dobrze się
przygotował do roli. Dzieci długo nie zapomną tych świąt. Nasze
też.
środa, 30 grudnia 2015
wtorek, 29 grudnia 2015
Niezwykła atmosfera
Po przyjeździe wszyscy
przyjęli nas jak przyjaciół i od razu zaoferowali wszelką pomoc
we wszystkich sprawach. Zaczęły się przygotowania do wigilii. W
pensjonacie było około 50 osób z różnych stron Polski. Każdy z
gości zaoferował pomoc, więc w czasie wieczerzy wigilijnej miały
być potrawy z każdego regionu. Zabraliśmy się do pracy. Wszyscy
mieli co robić. Nam przypadło najprostsze zadanie. Barszcz z
uszkami. To znaczy myślałam, że to będzie proste. Przez trzy i
pół godziny wraz z dwoma córkami lepiłyśmy uszka. Trzy i pół
godziny. Nie jestem jakąś wybitną kucharką, ale wszystkim bardzo
smakowały. Jak już pisałam Boże Narodzenie to święta rodzinne.
Słowo "rodzinne" może mieć różne znaczenie. W tym
przypadku było to około 70 osób. Goście i obsługa. Tak, nie
przesłyszeliście się. Do wieczerzy wigilijnej zasiedli wspólnie
szefowie, goście i pracownicy. Wszyscy równi i bez podziału na
stanowiska. Jedna wielka, szczęśliwa rodzina. Po wieczerzy zaczęły
się przygotowania do pasterki. Zapomniałam wspomnieć o bardzo
ważnej rzeczy, choince. Na ogromnej sali balowej stało drzewko,
które miało ponad trzy metry wysokości. W pensjonacie organizowane
są też wesela, komunie i wszelkie możliwe imprezy więc sala jest
bardzo potrzebna a w święta jest to idealne miejsce. Obsługa
pomyślała też o gościach. W każdym pokoju była mała choinka.
Zaraz po naszym przyjeździe dostarczona została owa choinka trzeba
ją było przystroić. Wszystkie bombki, lampki i łańcuchy czekały
na sali. Postanowiliśmy, że zajmiemy się tym na drugi dzień.
Trzeba było coś wymyślić aby dzieci nam w tym nie przeszkadzały.
Gry planszowe "5 sekund junior" i "Chińczyk –
kraina lodu" miały załatwić sprawę. Niestety policzyliśmy
tylko nasze zapominając o gościach. W sumie było 15 młodych
ludzi, których nic nie mogło oderwać od ubierania choinki. Nie
było wyjścia. Wieczorem pierwszego dnia świąt Sławek powiedział,
że rano musi wyjechać w bardzo ważnej sprawie, ale wróci jak
najszybciej jak się da. Ciekawe co wymyślił.
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Boże Narodzenie
Boże Narodzenie to święta
rodzinne. Tylko że słowo rodzina wcale nie musi odnosić się tylko
do najbliższych. Opowiadałam Wam już trochę o przeszłości
Sławka. Teraz opowiem troszkę więcej bo myślę, że jest to warte
wzmianki szczególnie w święta. Jak wiecie Sławek przez pewien
czas przebywał w zakładzie karnym. Jeden głupi błąd w młodości.
Środowisko w którym się obracał też nie należało do
najuczciwszych. Jednak pewnego dnia wszystko w jego życiu się
zmieniło. Do grona jego "przyjaciół" dołączyła dwójka
nastolatków. Ich życie było jeszcze bardziej trudne niż jego. Od
najmłodszych lat wkoło nich był tylko alkohol i narkotyki. Od
tego czasu Sławek robił wszystko aby ich z tego bagna wyciągnąć.
Zajęło mu to długi czas, ale w końcu się udało. Nawet więcej.
Po roku został zaproszony na ślub właśnie tej pary. Pamiętacie
gdy po wyjściu na wolność Sławek został zaproszony do nas aby go
przedstawić dzieciom. Jakiś czas później przyszedł z propozycją
spędzenia świąt w pensjonacie w górach. Gdzie jest haczyk,
zapytacie. Był tylko jeden. W ramach zapłaty trzeba było
poprowadzić całą firmę podczas nieobecności właścicieli.
Okazała się nimi owa para, która po ślubie wybudowała to
miejsce. Od tamtej pory wiodło im się całkiem nieźle. Jak tu było
się nie zgodzić. W dniu wyjazdu najdziwniej zachowywał się
dziadek. Oprócz walizki zapakował do auta dziwne pudło. Nie można
było do niego podejść bo dziadek od razu krzyczał. Tylko jednej
osobie powiedział co jest w środku. Córce, która od razu
powiedziała mnie. Pamiętacie jak dziadek schował prezenty i nie
znalazł ich na czas? Teraz mu się udało i postanowił dać je pod
choinkę. Były to zestawy "Układanki – puzzlopianki Fisher
Price" i zestawy "Science4you" Przez całą drogę
zastanawialiśmy się co nas tam czeka. Jak zostaniemy przyjęci jako
nowi szefowie. Jak się okazało na miejscu wszyscy wiedzieli o tej
sytuacji i jak tylko przyjechaliśmy przywitali nas jak starych
dobrych przyjaciół a nie jak pracodawców. Ale o tym następnym
razem.
środa, 23 grudnia 2015
Ferie świąteczne
23 grudnia, środa. Prawie wszystkie szkoły dziś zaczynają ferie
świąteczne. Dlaczego prawie? Można powiedzieć, że w naszej
szkole rozpoczęły się one już 4 dni temu. Sprawka naszego
dyrektora. Na poniedziałek i wtorek dla wszystkich dzieci
zorganizował prezentację. Temat: Najlepszy prezent pod choinkę.
Ponieważ nawet sala gimnastyczna okazała się za mała, za sprawą
sołtysa Gminny ośrodek kultury udostępnił dużo większą halę
sportową w tutejszym domu kultury. Zostało zaproszonych kilku
przedstawicieli różnych firm produkujących zabawki, słodycze a
nawet przybory szkolne. Jednak największe emocje budził zaproszony
gość specjalny. Jak to określił dyrektor „znawca tematu” Kim
był ów tajemniczy człowiek wiedział tylko on. We wtorek wszystko
się wyjaśniło. Pamiętacie wycieczkę starszych klas do Warszawy?
Wtedy dla młodszych dzieci zorganizowano wycieczkę –
niespodziankę. Celem tej wycieczki był stary zamek. Jak się
później okazało właścicielem był przyjaciel dyrektora, który
gdy usłyszał o tej niesprawiedliwości (mam na myśli wycieczkę do
Warszawy) sam zorganizował ten wyjazd. Jeszcze większym
zaskoczeniem był fakt, że jest on również kolekcjonerem zabawek.
Miał w swojej kolekcji przedmioty nawet z początku wieku i starsze.
To właśnie on był tym tajemniczym gościem. Prezentacje zaczęły
się już w poniedziałek rano. Nie mogło zabraknąć
przedstawiciela naszej rodzimej fabryki zabawek. Jak można było
się spodziewać ten temat budził największe zainteresowanie nie
tylko maluchów ale i starszych dzieci, które też zostały
zaproszone. Szczególnym zainteresowaniem cieszył się zegarek –
zabawka „ VTech - Kidizoom Smart Watch” i zabawka edukacyjna „ABC
Smartfonik” Widać, że nasze dzieci idą z duchem czasu choć gry
planszowe i puzzle też zaciekawiły większą część słuchaczy.
Jednak nic nie mogło się równać z opowieściami na temat zabawek
przedstawionymi przez naszego tajemniczego gościa. Jako przykład
przywiózł bliżej nie określony przedmiot. Agnieszka opisała go
tak: to coś przypominało ufo i po naciśnięciu od góry zaczynał0
się obracać. Zaczęliśmy się śmiać. Syn na chwilę wyszedł z
pokoju i po chwili przyniósł ów tajemniczy przedmiot. Jak się
domyślacie był to blaszany bączek, który leżał na strychu przez
wiele, wiele lat. Taka pamiątka.
poniedziałek, 21 grudnia 2015
Świetna skrytka
Chyba
nie pomylę się jak powiem, że 6 grudnia to jeden z najważniejszych
dni w roku dla wszystkich dzieci. Może nawet ważniejszy niż Dzień
dziecka czy urodziny. Jednak najbardziej cieszą się właściciele
sklepów z zabawkami. Ale ja nie o tym. Pamiętacie jak dziadek
szukał najlepszej skrytki na kupione przez siebie prezenty? Dla
chłopców model stadionu a dla dziewczynek zestaw „Craft Castle -
Bajkowy Zamek Księżniczki” Jak schował to wszystko pod łóżkiem
i jak dzieci szybko znalazły dziadkową kryjówkę? Na pewno. Trochę
się zdziwiliśmy gdy dziadek piątce dzieci dał tylko dwa zestawy i
powiedział, że tak będzie sprawiedliwie. Jeden wspólny prezent
dla chłopców i jeden dla dziewczynek żeby było sprawiedliwie.
Całe szczęście, że każdy z nas osobno kupił prezenty, więc
każde z dzieci coś dostało tylko dla siebie. Pytaliśmy dlaczego
tak zrobił. Na początku nie chciał powiedzieć, ale w końcu udało
się wyciągnąć z niego całą prawdę. Okazało się, że kupił
prezenty dla każdego dziecka a stadion i zamek to był dodatek. Dla
trójki starszych przygotował zestawy z serii „Science4you” a
dla bliźniaków „Układanki – puzzlopianki Fisher Price” Tak
dla wyjaśnienia. Puzzlo-pianki
to duże, miękkie, kolorowe puzzle, z których można budować
figury przestrzenne. Oczywiście
wszystko to kupił w naszym ulubionym sklepie internetowym firmy
Trefl. Niestety paczka którą przywiózł kurier była na tyle duża,
że nie dało się jej schować w całości, więc trzeba było ją
otworzyć i wszystko pochować w różnych miejscach. Dziadek zrobił
się trochę czerwony. Wystraszyliśmy się trochę, ale on mówił
dalej. Dzieci znalazły te prezenty, które schował pod łóżkiem
dużo wcześniej, gdy tylko zapytał co chcą dostać. Resztę miały
otrzymać dopiero 6 grudnia. Niestety nie udało mu się ich
wszystkich znaleźć. Skrytki okazały się na tyle dobre, że nawet
on nie wiedział gdzie
są. Po prostu zapomniał. Mamy nadzieję, że podczas porządków
znajdziemy wszystkie zestawy. Jedynym plusem tej sytuacji jest to, że
nie będzie musiał nic kupować na gwiazdkę. Pod warunkiem
odnalezienia zguby.
piątek, 18 grudnia 2015
Pierwsza nagroda
O tym, że Agnieszka zaprosiła do nas całą klasę w związku z
prezentacją ulubionej zabawki to już wiecie. Niezwykłym zbiegiem
okoliczności dzień wcześniej cała nasza rodzina wybrała się na
zakupy do jednego z dużych sklepów, więc byłam przygotowana na
taką wizytę. Zrobiło się z tego małe przyjęcie. Gdy Agnieszka
pokazywała wszystkim swój zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek
Anny i Elsy” jeden z nauczycieli przypomniał jej o obiecanej
historii zamku. Zaczęła od tego, że jest to drugi zestaw. Pierwszy
został zniszczony i to aż dwa razy. Po pierwszym dało się go
jeszcze naprawić choć wymagało to dużo pracy w czym pomagały jej
koleżanki. Po drugim razie już nic nie dało się zrobić. Wszyscy
pytali dlaczego jest on taki ważny, że nie wyrzuciła go od razu po
pierwszym zniszczeniu i nie kupiła nowego. Wyjaśniła, że to był
prezent od wujka gdy pierwszy raz go poznała. Pokazywany zestaw też
jest prezentem. Wujek kupił go gdy dowiedział się o zniszczeniu
tamtego. Każdy z gości był zachwycony tą historią. W szkole
Agnieszka dostała pierwszą nagrodę za, jak to określili
nauczyciele, nowatorskie podejście do tematu. A tłumacząc na język
polski za to że jej historia zaciekawiła wszystkich. Opowiadała ją
jeszcze raz tylko teraz przed całą szkołą. Wszyscy byli zgodni.
Pierwsza nagroda słusznie trafiła w ręce Agnieszki. Pamiętacie
nowego ucznia, który przyszedł do klasy Agnieszki? Tego, który
pochodzi z bardzo bogatej rodziny. Kilka dni po naszym „przyjęciu”
cała klasa została zaproszona do jego domu na prezentację serii
zestawów puzzli przestrzennych przedstawiających modele stadionów.
Jeden z nich przedstawił na konkursie w szkole. Był to zestaw
„Model stadionu Camp Nou (Fc Barcelona)” Uczniowie nie bardzo
mieli ochotę iść na taką prezentację. Wszyscy pamiętali
przyjęcie urodzinowe jakie zorganizowali rodzice chłopca. Niestety
tym razem było tak samo. Wszystko zostało przygotowane jakby mieli
się pojawić nie uczniowie, ale jacyś prezydenci czy inni równie
ważni goście. I znowu na drugi dzień zawstydzony kolega
przepraszał wszystkich. Usłyszał tylko, że nie musi przepraszać
i że niektórzy rodzice już tacy są. Nic na to nie poradzi.
środa, 16 grudnia 2015
Przeszła samą siebie
Zapewne pamiętacie, że nasza Agnieszka miała zawsze „ciekawe”
pomysły. Myśleliśmy, że najlepszym z nich było zostanie szefem
kuchni w jakiejś znanej restauracji. Wszystko wydarzyło się
podczas wakacyjnego wyjazdu na kolonię nad morze. Cały pobyt był
zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach. Niestety organizatorzy
nie przewidzieli deszczu. Na wysokości zadania stanął wtedy jeden
z szefów kuchni z restauracji obsługującej cały ośrodek w którym
grupa była zakwaterowana. Wpadł na pomysł, aby zorganizować
warsztaty kulinarne dla wszystkich chętnych. Pomysł bardzo się
spodobał nie tylko organizatorom ale przede wszystkim dzieciom.
Właśnie po tej kolonii Agnieszka oznajmiła, że zawód kucharza to
jej powołanie i w przyszłości chce zostać szefem kuchni. Niestety
byliśmy w błędzie. Ostatnio wymyśliła coś lepszego. Nie były
to jakieś plany na przyszłość, ale wszyscy domownicy byli równie
zaskoczeni. Niedawno przyniosła ze szkoły wiadomości, że cały
jeden dzień będzie przeznaczony na prezentację swojej ulubionej
zabawki. Zaraz na początku dyrektor zaznaczył, że ma to być coś
na miarę kategorii wiekowej. Żeby nie przynieść do szkoły
jakiegoś misia. Jak wszyscy wiecie ulubioną zabawką Agnieszki jest
zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” ale przez
jego rozmiary nie mogła go zabrać do szkoły. Jeden z uczniów
przyniósł podobny zestaw, ale był jeszcze w pudełku więc jemu
się udało szczególnie, że mieszka niedaleko. Opowiadał, że jest
to seria puzzli przestrzennych przedstawiających stadiony
najbardziej znanych drużyn piłkarskich z całej Europy. Jego
pierwszym zestawem jest „Model stadionu Camp Nou klubu Fc
Barcelona” Ze względu na wymiary pokazuje tylko pudełko bo
złożony model stoi u niego na biurku. Gdy nauczyciel zapytał
Agnieszkę gdzie ma swoją ulubioną zabawkę zgodnie z prawdą
powiedziała, że to podobny zestaw ale ponieważ ma go od dawna nie
mogła przynieść nawet pudełka. Jeśli koniecznie musi pokazać to
zaprasza wszystkich do domu. Zapewniła, że historia zestawu jest
warta tej wycieczki. I tak cała klasa wraz z nauczycielami pojawiła
się przed drzwiami. Na szczęście u mnie w domu zawsze jest
posprzątane. Ten pomysł był chyba najbardziej zwariowany jaki
mogła wymyślić Agnieszka. Przynajmniej na razie.
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Egzamin
Jak to jest, że większość zdających na prawo jazdy podchodzi do
egzaminu jakby od niego zależało życie. Najgorzej jest w dniu
egzaminu. Niektórzy nawet biorą coś na uspokojenie. Jedną z
takich osób jest moja najmłodsza córka. Na szczęście udało mi
się odwieść ją od tego zamiaru. Tydzień przed egzaminem zaczęła
się naprawdę przejmować i nawet chciała zrezygnować bo nagle
uświadomiła sobie, że nic nie wie o przepisach a o prowadzeniu
auta jeszcze mniej. To są jej słowa. Cała rodzina zaczęła ją
pocieszać i przekonywać do zmiany decyzji. Nic nie pomagało.
Dopiero gdy dziadek powiedział, że jak nie spróbuje to się nie
przekona postanowiła spróbować. Jak to mówią: grunt to dobra
motywacja. W dzień egzaminu wszyscy chodzili jak na szpilkach. Nasz
ośrodek egzaminacyjny nie należy do największych więc wyniki są
znane kilka dni później. Okazało się, że testy zdała
bezbłędnie. Trzeba było to uczcić. Dla żartu kupiliśmy jej dwa
zestawy puzzli „Auta 2” i „Auta 2 – kolor puzzle” Po
ułożeniu powstaje obrazek z bohaterami filmu. Dwa szeroko
uśmiechnięte samochody. Mimo że córka ma 25 lat bardzo spodobał
jej się ten żart. Skomentowała to jednym zdaniem „mam nadzieję,
że będę tak wyglądać po egzaminie praktycznym” Kilka dni
później pojechała. Niestety za pierwszym razem nie udało się.
Znów chciała zrezygnować i znów dziadek „coś” jej
powiedział. Nie chcieli powiedzieć co. Na drugi dzień pojechała
ustalić następny termin. Miała dwa tygodnie na przygotowania.
Później dowiedzieliśmy się co takiego wymyślił dziadek, że
córka zmieniła zdanie. Codziennie razem znikali na kilka godzin i
codziennie córka wracała bardziej zadowolona. Dziadek miał inne
nastawienie. Przez kilka pierwszych dni przychodził do domu blady
jak ściana. Gdy córki nie było w domu wyjaśnił dlaczego. W tym
czasie gdy ich nie było dziadek uczył ją jeździć naszym
samochodem. Powiedział, że to jego najgłupszy pomysł i już wie
dlaczego oblała egzamin. Ale obiecał. Z każdym dniem było lepiej.
Akurat tak się składa, że gdy piszę te słowa córka właśnie
zdaje swój kolejny egzamin. Zobaczymy jakim nauczycielem jest
dziadek.
czwartek, 10 grudnia 2015
Nic się nie nauczył
Zapewne wielu z Was pamięta opisywaną przeze mnie sytuację gdy w
zeszłym roku dziadek schował prezenty do szafki. Oczywiście dzieci
szybko je znalazły a dziadek musiał postarać się o nowe. Od
tamtej pory wiedział, że albo kupuje się prezent tuż przed okazją
do jego wręczenia, albo trzeba znaleźć lepszą skrytkę niż
szafa. Od tamtej pory szukał odpowiedniego miejsca na najlepszą.
Ponieważ wnucząt mamy aż piątkę, a może tylko piątkę zależy
od podejścia okazji do kupowania prezentów jest trochę to dziadek
po zeszłorocznej wpadce nic się nie nauczył. Za każdym razem
solenizant znajdował swój prezent dużo wcześniej. Dziadek zawsze
pytał co dziecko chciało by z okazji swojego święta. Ta był jego
pierwszy błąd. Drugim było chowanie prezentu w miejscach gdzie
dzieci łatwo mogły je znaleźć. Raz jego skrytką była szafka
prawie pod samym sufitem. Wydawało by się, że nikt tam nie zajrzy
bo jest za wysoko. Ale i w tym przypadku dzieci okazały się dobrymi
detektywami. Trochę przypadkiem, ale i tak się udało. Trafiło
się, że cała piątka była u nas. W owej szafce trzymaliśmy
wszelkiego rodzaju sprzęt sportowy. Dzieci chciały pograć w piłkę
więc dziadek im ją dostał. Niestety gdy schodził z drabiny z
szafki wypadło pudełko puzzli „Alpy Bawarskie, Niemcy” firmy
Trefl. Okazało się, że to właśnie był prezent dla jednego z
nich. W tym roku znów dziadka prześladował pech. W nie raz
chwalonym sklepie internetowym zakupił „Model stadionu Juve
(Juventus F. C.) Jest to zestaw przestrzennych puzzli, które po
złożeniu tworzą model stadionu. Trochę przypomina tak uwielbiany
przez Agnieszkę „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy”
Jednak przez rozmiary pudełka 325x240x210 mm nie za bardzo miał
gdzie go schować. Pod łóżkiem wydawało się dobrym miejscem.
Niestety zapytał dzieci co chciałyby dostać. To był dla nich znak
do rozpoczęcia poszukiwań. Zgadnijcie, gdzie szukały najpierw? Tak
jest. Pod łóżkiem. W samą porę zauważył to dziadek i zanim
dzieci otworzyły pudło powiedział, że tym razem będzie to
niespodzianka i żeby zaczekały. Na szczęście zawinął go w jakąś
szmatę i nie było widać co jest w środku.
wtorek, 8 grudnia 2015
Zawiedzione dzieci
Już wspominałam, jak dzieci cieszyły się z otrzymanych prezentów.
Szczególnie Agnieszka gdy otrzymała od nas „Domino – kraina
lodu” firmy Trefl. Na początku grudnia zaplanowaliśmy małe
przyjęcie z okazji mikołajek co bardzo ucieszyło dzieci. 5 grudnia
przybyli prawie wszyscy. Jak myślicie, kogo zabrakło? Oczywiście
Sławka. Od razu uznałyśmy z córką, że na pewno w coś się
wpakował i będą z tego tylko kłopoty. Jak zwykle zresztą.
Wszystkie dzieci zaraz po otrzymaniu prezentów od razu je otworzyły
i jak było widać bardzo im się spodobały. Jednak wszyscy
zauważyli, że z dziećmi jest coś nie tak. Nikt nie wiedział co.
Rozglądały się cały czas jakby kogoś szukały. Chcieliśmy się
dowiedzieć co się dzieje, ale nic nie powiedziały. Wieczorem
wszyscy się rozeszli a dzieci były coraz smutniejsze. Zaczęłam
się dopytywać i w końcu się udało. Najpierw poszeptały między
sobą a potem spytały dlaczego nie było wujka Sławka.
Powiedziałam, że nie mógł przyjść. No co, musiałam coś
wymyślić. Nie powiem im przecież, że nie został zaproszony. W
niedzielę wieczorem wszystkie wnuki wpadły do kuchni z wrzaskiem
jakby się coś stało. Strasznie się wystraszyłam, ale dzieci
wyjaśniły, że właśnie dzwonił wujek. Nie wiem czemu
powiedziały, że mnie nie ma. Miał zadzwonić wieczorem i
zadzwonił. Chodziło o prezenty dla dzieci. Niestety nie zdążył
ich kupić i chciał zabrać całą piątkę na zakupy. W jednym ze
sklepów widział serię puzzli o dinozaurach „Dinozaury – puzzle
4 w 1” i „Dobry dinozaur – puzzle 4 w 1” ale nie wiedział
czy dzieciom się spodoba i przed zakupem chciałby im ją pokazać.
Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy miała związek z
pieniędzmi. Sławek jakby wiedział o czym myślę od razu
powiedział, że o pieniądze nie muszę się martwić bo niedawno
dostał uczciwą pracę. Specjalnie podkreślił, że uczciwą. W
sumie to mu się nie dziwię. Pamiętacie sprawę z paragonem? Z
naszymi oskarżeniami wtedy chyba trochę przesadziłyśmy. Nawet
więcej niż trochę.
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Promocja, promocja i jeszcze raz promocja
Grudzień to ciekawy miesiąc. Z jednej strony święta, spotkania z
rodziną i życzenia. Z drugiej zakupy i bieganie po wszystkich
sklepach szczególnie jak są jakieś promocje. Tego nie lubię
najbardziej, promocji. W jednym kabarecie słyszałam wyjaśnienie
słowa promocja. Jest to oferowanie za połowę ceny czegoś, czego
normalnie nikt by za darmo nie chciał. Niestety większość ludzi
na słowo „promocja” głupieje. Od najmniejszego sklepiku
osiedlowego do wielkich galerii handlowych jest to najbardziej
widoczne słowo na wszystkich wystawach. Ale co zrobić? Jak mus to
mus. W grudniu też trzeba jeść, pić i mieć w co się ubrać. Co
gorsza trzeba było odwiedzić wszystkie w okolicy bo w tym roku
listy do Świętego Mikołaja były dość długie. W sumie piątka
wnuków. Najciekawszy list z listą prezentów napisała Agnieszka.
Spodziewaliśmy się nie wiadomo jakich wymyślnych rzeczy a ona
napisała tylko: Święty Mikołaju w tym roku proszę o coś nowego.
Niech to będzie niespodzianka. Pamiętacie jej „obsesję” na
temat wszystkich zabawek, gier i puzzli na temat serii o krainie
lodu? Pomyślałyśmy z jej mamą, że dobrze byłoby znaleźć coś
nowego właśnie z tej serii. Jednak w żadnym ze sklepów w okolicy
nic takiego nie było. Jedynie co udało nam się spotkać rzeczy,
które miała już w swojej kolekcji. W czasie tych wędrówek
kupiłyśmy prezenty dla pozostałych dzieci. O ile produkty z serii
„I love art” firmy Trefl łatwo było zdobyć to już figurkę
jednorożca i kilku innych zwierzątek o które prosiła Ania już
było trudniej. Przypomniałam sobie sklep internetowy właśnie
firmy Trefl. Tam znalazłam wszystkie zwierzaki. Jakie było moje
zdziwienie gdy podczas przeglądania oferty natrafiłam na „Domino
– kraina lodu” Wiedziałam, że nie ważne ile by kosztowało
trzeba będzie je kupić. W końcu to kraina lodu. Agnieszka na pewno
będzie zadowolona. Po sprawdzeniu ceny jeszcze bardziej się
ucieszyłam bo cena była kilkakrotnie niższa niż się
spodziewałam. Trzeba było widzieć twarz Agnieszki. Takiej
zadowolonej już dawno jej nie widzieliśmy.
piątek, 4 grudnia 2015
Kolejny zestaw
Pamiętacie jak Agnieszka
zniszczyła prezent od wujka Sławka? Zgadza się, zestaw „Craft
Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Wróciła wtedy ze szkoły
strasznie wściekła i rzuciła plecakiem w ścianę ale na jego
drodze stał zamek. Niestety nie dało się go już posklejać więc
chcieliśmy kupić nowy, ale Agnieszka powiedziała, że to już nie
będzie prezent od wujka. Kilka dni później przyniosła do domu
ogromne pudło. Nikt nie wiedział skąd go ma i co to jest.
Wystraszyliśmy się trochę. Mała dziewczynka przynosi prezent do
domu i nie chce powiedzieć od kogo. Jeszcze mówi, że to tajemnica.
Na drugi dzień zadzwonił Sławek i wyjaśnił wszystko. Prezent był
od niego bo zrobiło mu się szkoda Agnieszki gdy spotkał ją w
sklepie i opowiedziała mu co się stało. Ciekawe, gdy my chcieliśmy
kupić nowy to nie chciała, a od wujka przyjęła bez wahania.
Ostatnio wspominałam o sklepie internetowym z zabawkami. Ogromna
ilość towarów sprawia, że można spędzić cały dzień
przeglądając oferty i nie zdecydować się na nic bo wszystko jest
ciekawe. Jednak niektóre rzeczy są ciekawsze od innych. Wczoraj
natrafiłam na coś takiego. Pomyślałam, że skoro Agnieszka tak
bardzo lubi swój zamek to można kupić jeszcze jakiś zestaw do
kolekcji a ponieważ zbliżają się święta to na prezent będzie
jak znalazł. Miałam do wyboru trzy zestawy: „Craft Castle -
Bajkowy Zamek Księżniczki” drugi to „Craft Castle - Zaczarowany
Zamek Zosi” i na koniec „Craft House - Farma Applejack”
Wszystkie zestawy to przestrzenne, tekturowe modele konstrukcyjne do
samodzielnego składania. Widziałam ile radości sprawiło Agnieszce
składanie takiego zestawu. Jakimś sposobem dowiedziała się o
moich zamiarach. Dziś rano chodziła po kuchni dziwnie zdenerwowana.
W końcu zdobyła się na odwagę i powiedziała, że tylko jeden
zamek może stać w jej pokoju i jeśli jeszcze nic nie kupiłam to
nie chce kolejnych zestawów i żebym się nie złościła. Może to
i dobrze bo nietrafiony prezent jest gorszy niż jego brak.
Przynajmniej tak mówią.
czwartek, 3 grudnia 2015
Świąteczne promocje
Chyba nie ma nic gorszego niż chodzenie po dużych sklepach w czasie
świątecznych promocji. A nie. Jest. Chodzenie po takich sklepach z
piątką dzieci z których każde zainteresowane jest czymś innym.
Trzeba mieć oczy i uszy wszędzie. Już raz zdarzyło się, że
zginęła nam wnuczka. Co prawda znalazłyśmy ją, ale ta wizyta w
sklepie sporo nas kosztowała. Siedziała sobie spokojnie przy półce
z puzzlami a na podłodze były otwarte cztery zestawy. Pechowo
wybrała najdroższe z możliwych. Niestety ich promocja nie
obejmowała i trzeba było za nie zapłacić. Lepiej nie powiem ile.
W tym roku oprócz wizyty w tradycyjnych sklepach przeglądałam też
oferty sklepów internetowych. Moją szczególną uwagę przykuła
oferta jednego z nich. Zawsze pisałam, że nie podam adresu bo
byłaby to reklama, ale teraz zrobię wyjątek bo każdy kto chce
kupić jakąś grę lub zabawkę powinien tam zajrzeć.
http://www.trefl.com/ to jest ten
sklep. Już nie raz kupowałam w tym sklepie i jeszcze ani raz się
nie zawiodłam. Mają ogromny wybór wszelkiego rodzaju zabawek, gier
planszowych dla każdej kategorii wiekowej naszych pociech. Podczas
przeglądania oferty szczególnie spodobały mi się trzy rzeczy.
Były to gry towarzyskie. Jak pamiętacie cała nasza rodzina lubi
tego rodzaju rozrywkę, ale z tymi tytułami spotkałam się pierwszy
raz. Dwie z nich „Farma” i „Basen” należą do serii gier
edukacyjnych „Koala mądrala uczy i bawi” W prosty i zabawny
sposób przedstawiają najmłodszym ogólne zasady panujące w tych
miejscach. Trzecia z gier nosi tytuł „Family bingo” i jest
przeznaczona dla starszych dzieci i nie tylko. Zasady są ogólnie
znane: ułożyć cztery żetony na swojej planszy z tą różnicą,
że aby zdobyć żeton trzeba wykonać zadanie wylosowane przez
prowadzącego. Brzmi ciekawie, prawda? Jednak nie tylko mnie
spodobały się te gry. Wszystkie trzy zostały wyróżnione w
konkursie „Świat przyjazny dziecku” organizowanym przez Komitet
ochrony praw dziecka. To chyba też coś znaczy.
czwartek, 26 listopada 2015
Dalej nam głupio
Pamiętacie jak ja i córka oskarżyłyśmy Sławka o to, że
przyniósł dla dzieci kradzione prezenty a on zostawił na stole
paragon na nie? Do dziś nam głupio. Wprawdzie przeprosiłyśmy go
ale od tamtej pory jego nastawienie do wszelkiego rodzaju kontaktu z
nami trochę się zmieniło. Nawet przez telefon odnosi się
wrażenie, że odbiera go bo tak wypada. Każda próba zaproszenia
jest odrzucana z jakiegoś powodu. Od tamtego pechowego dnia minęło
już ponad dwa miesiące. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że już
brakuje powodów jakie wymyślamy gdy dzieci pytają o następną
wizytę i dlaczego nie mogą do wujka nawet zadzwonić. Któregoś
dnia trzeba będzie im powiedzieć. Będzie ciężko szczególnie, że
prezenty bardzo im się spodobały. Gdy Agnieszka rzuciła plecakiem
i przez przypadek trafiła w poklejony już zestaw „Craft Castle -
Królewski Zamek Anny i Elsy” Tak, poklejony. Pierwszy raz został
zniszczony gdy najmłodsze wnuki przewróciły stół na którym
stał. Wtedy Agnieszka z koleżankami posklejały go. Pytane dlaczego
odpowiadały, że to był prezent. Niestety od Sławka. Tym razem nie
da się już go naprawić. Poszliśmy do sklepu by kupić nowy, ale
na półkach zobaczyliśmy złożony zestaw. Wyglądał strasznie.
Ani jednej naklejki, ani jednego pomalowanego miejsca. Zamek
Agnieszki to było prawdziwe „dzieło sztuki” Tym nieszczęsnym
plecakiem zniszczyła też kilka innych rzeczy między innymi dwa
zestawy puzzli z serii o księżniczce Zosi „ Jej wysokość Zosia”
i „Wesoły dzień Zosi” ale żal jej było tylko zamku. Puzzle
dostała od nas na urodziny. Mówiła, że to tylko puzzle i można
kupić nowe a prezent od wujka przepadł i nawet nie może mu o tym
powiedzieć. Któregoś dnia wróciła do domu z wielkim pudłem.
Pytałam skąd go ma, ale w odpowiedzi usłyszałam, że to tajemnica
i jak powie to będziemy się wściekać. Jakie było nasze
zdziwienie gdy zadzwonił telefon. To był Sławek. Powiedział tylko
żeby się nie martwić, że to on kupił ten zestaw jak usłyszał
od Agnieszki o tym co się stało. To był jego pierwszy telefon od
dwóch miesięcy.
środa, 25 listopada 2015
Prawdziwa tragedia
Pamiętacie pod jakim warunkiem Agnieszka pojechała na wycieczkę do
Warszawy? Miała poprawić oceny i zachowanie. W piątek po powrocie
ze szkoły oznajmiła, że nauczyciel przyrody na poniedziałek
zapowiedział sprawdzian. Już w sobotę rano w naszym domu pojawiły
się koleżanki Agnieszki. Jak zawsze miały się razem uczyć.
Przypomniałam sobie jak kiedyś podczas odrabiania lekcji
zauważyłam, że w plecaku oprócz książek miały grę planszową
„ 5 sekund Junior” Przyznały wtedy, że często zamiast się
uczyć w tajemnicy w nią grały. Postanowiłam zajrzeć do nich do
pokoju aby sprawdzić czy tym razem się uczą czy grają. Zabrałam
tacę z kanapkami i poszłam na górę. Wszystkie dziewczynki
siedziały wokół wielkiego stołu na którym było tyle książek,
że nie było gdzie położyć jedzenia. Na nauce spędziły całą
sobotę i prawie całą niedzielę. Dobrze przygotowana, w
poniedziałek rano Agnieszka poszła na lekcje. Po powrocie
powiedziała, że wyniki będą na drugi dzień. Całe popołudnie
upłynęło na układaniu puzzli. Oczywiście o odrobieniu lekcji też
nie zapomniała. We wtorek czekaliśmy na powrót Agnieszki z
niecierpliwością. Też chcieliśmy znać wyniki. Wreszcie przyszła.
Tak wściekłej jeszcze jej nie widziałam. Nic nie powiedziała
tylko poszła do pokoju. Rzuciła plecakiem w ścianę. Niestety tak
pechowo, że trafiła nim w swój posklejany zestaw „Craft Castle -
Królewski Zamek Anny i Elsy” Gdy zobaczyła co się stało siadła
na łóżko i zaczęła płakać. Od razu do niej poszłam. Zamek
leżał na ziemi całkowicie połamany. Agnieszka opowiedziała mi o
tym co się wydarzyło w szkole. W piątek nauczyciel podał
wszystkie działy, z których będzie sprawdzian a jak się okazało
pytania dotyczyły zupełnie innego materiału. Oczywiście prawie
cała klasa dostała oceny niedostateczne. Agnieszka była jedną z
nich. Zamku było trochę szkoda ale bardziej Agnieszki i całej jej
klasy. Chyba więcej dzieci powiedziało o tym swoim rodzicom bo już
na drugi dzień nauczyciel ogłosił, że nastąpiła pomyłka i
sprawdzian zostanie powtórzony.
wtorek, 24 listopada 2015
Cztery zamiast trzech
Już nie raz słyszeliście jak wychwalałam nasze firmy za
angażowanie się we wszelkie imprezy organizowane w naszej
miejscowości. A właśnie. Umówmy się, że od teraz zamiast pisać
„firmy znajdujące się w naszej miejscowości” będę po prostu
pisać „nasze firmy” będzie prościej i krócej. W wycieczkę
szkolną do Warszawy oczywiście też. Na zebraniu dowiedzieliśmy
się, że już na miejscu czeka na dzieci jeszcze jedna
niespodzianka, ale o tym później. Jak już wspominałam koszt
wyjazdu wyniósł 250 złotych od osoby. Dyrektor podał całkowity
koszt. Była to kwota około 1200 zł. Wyobrażacie sobie? Tyle
pieniędzy na 3 dni. Po dokładniejszych wyliczeniach okazało się,
że taka cena w Warszawie to wcale nie jest tak dużo biorąc pod
uwagę wyżywienie, zakwaterowanie i wszelkie bilety wstępu.
Wszystkie firmy pomogły w każdy możliwy sposób. Z wyliczeń
wynikało, że większą część tej sumy to cena zakwaterowania.
Okazało się, że hotel w którym będą mieszkać dzieci to
zabytkowy dworek należący do jednego głównego właściciela
firmy, która dostarczyła gry planszowe na podróż. To właśnie on
sfinansował całe zakwaterowanie. Podczas podróży gry „ 5
sekund” i „ 5 sekund Junior” spełniły swoją rolę skutecznie
zajmując dzieci. Nauczyciele nie mieli za dużo roboty z
uspokajaniem dzieci. Tylko w razie kłótni w sprawie gry. Teraz o
zapowiedzianej niespodziance. Firma produkująca zabawki ma kilka
oddziałów w całej Polsce. Każdy oddział ma swojego dyrektora,
ale całość należy do jednego człowieka, który tylko raz był u
nas gdy rozpoczynała się budowa. Teraz miało nastąpić drugie
spotkanie ale tym razem z dziećmi. Przed wyjazdem dyrektor wezwał
wszystkich rodziców do siebie i zapytał czy wyrazimy zgodę na
czterodniowy pobyt dzieci na wycieczce. Nikt nie wiedział czemu
łącznie z dyrektorem. Powiedział tylko, że to właścicielowi
dworku, na tym zależy. Wszyscy się zgodzili. Okazało się, że
szefem całej firmy jest przemiły starszy pan, który bardzo lubi
dzieci i już od najmłodszych lat chciał je uszczęśliwiać i
dlatego teraz ma tak dużą firmę produkującą zabawki. Chyba udało
mu się zrealizować marzenie.
poniedziałek, 23 listopada 2015
Niezwykła książka
Jakiś tydzień temu Agnieszka po powrocie ze szkoły oznajmiła, że
książki omawianej na lekcji nie ma w bibliotece i trzeba iść do
księgarni i kupić. Jak mus to mus. Wybraliśmy się do najbardziej
znanych ale w żadnej z nich nie było poszukiwanej książki. Na
samym końcu miałyśmy iść do antykwariatu gdzie można było
kupić używane książki. Jeśli można gdzieś taką kupić to
właśnie tam. Pomyliłam się. Również w tym sklepie nie było.
Specjalnie użyłam słowa „sklep” gdyż oprócz książek można
również kupić kwiaty. Jest to jedyna kwiaciarnia w okolicy z
której można wysłać kwiaty pod wskazany adres. Już nie raz
korzystałam z takiej formy. Ale wróćmy do książki. Po wycieczce
po całym mieście zostało już tylko jedno miejsce gdzie na pewno
będzie możliwość ją kupić. Miałam nadzieję, że nie będzie
trzeba tam iść. Niestety stało się inaczej. Zapewne zapytacie, co
takiego jest w tym miejscu, że nie chciałam tam iść. Otóż jest
to dość duży budynek w którym oprócz księgarni jest też bardzo
dobrze zaopatrzony sklep z zabawkami. Pamiętacie, jak w zeszłym
roku szukałam dla Agnieszki prezentu na mikołaja? Na urodziny
obiecałam jej zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i
Elsy” ale nie udało mi się go nigdzie znaleźć a w tym sklepie
dowiedziałam się, że cokolwiek jest mi potrzebne wystarczy
powiedzieć a właściciel jest w stanie sprowadzić, jak to określił
wszystko. W ciągu tygodnia mogłam odebrać nie tylko tak
poszukiwany zestaw, ale i zegarek – zabawkę „ VTech - Kidizoom
Smart Watch” którego też próżno było szukać w innych
sklepach. Teraz te wszystkie rzeczy można znaleźć nawet w
najmniejszych sklepach. Jak można się domyślić po wejściu
Agnieszka całkowicie zapomniała o książce i od razu skierowała
się w stronę gier i zabawek. Jak już wspominałam nie tylko
niezwykłe zabawki można było tam kupić ale i naszą książkę
też. Oprócz niej kupiłyśmy jeszcze puzzle „ Przyjaciele z
Krainy Lodu” Jak mogłam odmówić. Przecież to moja wnuczka.
piątek, 20 listopada 2015
Mały kłopot z wnuczką
Bywają takie dni, że nic nie chce się robić. Na pewno też czasem
tak macie i wiecie jak to jest. Jednak są sytuacje, które
rozjaśniają nawet te najgorsze. Dla mnie takimi wydarzeniami są
spotkania z moimi wnuczkami. Oczywiście całą piątkę traktuję
jednakowo, ale przy najmłodszej jest zawsze najwięcej zabawy,
śmiechu a czasem i kłopotów. Tak, kłopotów. We wtorek wybrałam
się na zakupy do jednego z dużych sklepów. Nigdy nie zgadniecie
kogo tam spotkałam. Między półkami biegała mała dziewczynka. Na
początku nie poznałam jej, ale gdy tylko się do mnie odwróciła
wiedziałam, że to Julia, moja najmłodsza wnuczka. Zdziwił mnie
fakt, że biega tu sama, ale po chwili zobaczyłam jej mamę jak
biegła za nią trochę już zdenerwowana. Z doświadczenia wiem, że
małe dzieci tak mają, że im bardziej się je goni tym bardziej one
uciekają mając przy tym niezłą zabawę. Dorośli czasem o tym
zapominają. Zaczęłyśmy rozmawiać i wtedy zauważyłam, że Julii
znowu nie ma. Tym razem szukałyśmy jej we dwie. Po godzinie
chodzenia między półkami córka chciała udać się do ochrony,
aby pomogła szukać. Udało mi się przekonać ją, że jeszcze
trochę jej poszukamy i wtedy razem pójdziemy do ochrony. Po
następnej godzinie chodzenia w kółko córka przypomniała sobie,
że już kiedyś była podobna sytuacja. Wstyd się przyznać, ale
wtedy „zniknęła” cała piątka. I wtedy nas olśniło.
Chodziłyśmy po całym sklepie a nie byłyśmy w najbardziej
oczywistym miejscu. Zgadza się. Dział z zabawkami. Często z całą
rodziną odwiedzamy ten sklep i zawsze pierwsze kroki kierujemy
właśnie do tej części. Jak się nie trudno domyślić tam właśnie
ją znalazłyśmy. Był tylko jeden kłopot. Nasza mała Julia
siedziała na podłodze a dookoła niej były pootwierane pudełka z
puzzlami. Jakimś dziwnym trafem była to seria o księżniczce Zosi.
„ Wesoły dzień Zosi” i „Jej wysokość Zosia „ to tylko dwa
zestawy. Trzeba było zapłacić za wszystkie zniszczone przez Julię
zabawki.
czwartek, 19 listopada 2015
Obiecana wycieczka
Wreszcie doszła do skutku obiecana przez dyrektora wycieczka do
Warszawy. Już o niej wspominałam. Na początku roku szkolnego
dyrektor szkoły chciał zorganizować dla czwartej, piątej i
szóstej klasy trzydniową wycieczkę do Warszawy. Oprócz zwiedzania
miejsc obowiązkowych dla każdego turysty czyli Zamek Królewski czy
Pałac Kultury i Nauki najwięcej czasu mieli spędzić w Centrum
Nauki „Kopernik” Myślę, że większość z Was słyszała o tym
miejscu. Ale wróćmy do samej wycieczki. Nie odbyła się z powodu
jednego zaświadczenia, które było potrzebne do wyjazdu tak dużej
grupy. Niestety na nie trzeba było czekać do trzech miesięcy. Dwa
tygodnie temu odbyło się zebranie, na którym dyrektor oznajmił,
że wreszcie taką zgodę otrzymał i wyjazd jest już możliwy.
Pamiętacie moją wnuczkę Agnieszkę? W zeszłym roku miała całkiem
dobre oceny, ale teraz od samego początku jej podejście do nauki
trochę się zmieniło. A właściwie całkiem. Problemy z
zachowaniem, dużo gorsze oceny. Nikt nie wie dlaczego a ona sama nie
chce nic powiedzieć. Jedynym sposobem na zmianę sytuacji jaki
wymyślili jej rodzice było to, że nie pojedzie na wycieczkę jeśli
jej zachowanie i oceny się nie poprawią. Chyba się trochę
przejęła bo od tego czasu zaczęła się więcej uczyć. Możliwe,
że podziałało. Agnieszka obiecała poprawę. W szkole już
wcześniej wszyscy wiedzieli o zgodzie na wyjazd, więc wszystkie
dzieci zaczęły się pakować jeszcze przed zebraniem.
Dowiedzieliśmy się, że w Warszawie wszystko jest już
zorganizowane, ale podczas podróży dzieci też powinny mieć jakieś
zajęcie. W sumie to ładne kilka godzin a nikt nie wierzył w to, że
dzieci będą spały. Wyjazd był zaplanowany na 3.30 rano.
Nauczyciele wiedzieli co trzeba zrobić aby jakoś ten czas
wykorzystać. Gry planszowe „ 5 sekund” i „ 5 sekund Junior”
były świetnym pomysłem. Jak można się domyślić jedna z firm z
naszej miejscowości przekazała odpowiednią sumę na ich zakup. W
każde przedsięwzięcie angażują się nasze firmy. Dobrze mieć
kogoś takiego. Cała wycieczka kosztowała rodziców tylko 250
złotych na osobę resztę pieniędzy przekazali właściciele firm.
środa, 18 listopada 2015
Obowiązki ucznia
Jak dzieci odrabiają lekcje. A właściwie powinnam zapytać czy
dzieci w dzisiejszych czasach w ogóle odrabiają lekcje. Przyjmijmy
na chwilę, że każdy uczeń z radością odrabia zadania domowe.
Niestety jest to tylko teoria. Wszyscy dobrze wiemy jak to w dziś
wygląda. Zaraz po wejściu do domu plecak ląduje w kącie a dzieci
myślą tylko o tym jak wyrwać się z domu. Gdy moje dzieci chodziły
do podstawówki zaraz po powrocie ze szkoły dawały wszystkie
zeszyty do sprawdzenia i dopiero wtedy mogły gdzieś wyjść.
Wiedziały, że zadanie domowe jest po to żeby je odrobić.
Obowiązek ucznia. Nie to żeby w domu panowała jakaś żelazna
dyscyplina, ale tak się nauczyły już w pierwszych klasach i tak
zostało. Z drugiej strony były trochę inne czasy. Gdy jakiś uczeń
nie przygotował się do lekcji albo nie potrafił się w ich czasie
zachować nauczyciele nie raz przywoływali takiego człowieka do
porządku nawet czasem za pomocą linijki. Piekąca dłoń na jakiś
czas uspokajała niesfornego ucznia. Dobrze wiecie, że tak było.
Nie obrażając nikogo, ale na pewno wielu z Was nie raz oberwało
taką linijką. Kilka dni temu przyszła do nas moja wnuczka z
zapytaniem czy może się u nas pouczyć i czy jej pomożemy. Miała
kilka zadań do zrobienia i jakąś lekturę do przeczytania. Miała
jakieś 100 stron. Okazało się, że książka powinna być już
przeczytana bo zaczynali ją omawiać na lekcje a Ania dopiero
zaczynała ją czytać. Mieli na to cały miesiąc. Rozłożyła
zeszyty na stole i zabrała się za zadania. Pech chciał, że gdy
wstawała zaczepiła krzesłem o plecak a z niego wypadły dwie gry
planszowe „ 5 sekund Junior” i „ Memos - Kraina Lodu”
Poprosiła żeby nic nie mówić mamie bo będzie zła. Opowiedziała
mi jak to z koleżankami zamiast się razem uczyć często grała w
te gry. Dlatego teraz ma takie zaległości w lekturze. Chyba nie
tylko moja wnuczka robi takie rzeczy. Prawda?
poniedziałek, 16 listopada 2015
Wpadka
Możecie się ze mną zgodzić albo nie ale w prawie każdej rodzinie
jest taka osoba o której się nie mówi, której nie przedstawia się
znajomym. W naszej rodzinie jest nią jeden z naszych synów Sławek.
Już kiedyś o nim pisałam. Jego przeszłość zadecydowała o tym,
że rodzina niechętnie o nim wspominała. Ale jak pamiętacie zerwał
z dawnym życiem więc uznaliśmy, że teraz można przedstawić go
dzieciom oczywiście pomijając niektóre fakty z jego życia. Wielu
z Was pamięta też przyjęcie zorganizowane przez Sławka dla małej
Natalii, o którym nikomu nie powiedział a za co dostał od nas
wszystkich nazwijmy to delikatnie niezły ochrzan. Niestety nie do
końca słuszny. Jak się później okazało powiedział o całym
planie ojcu a ten miał przekazać to nam o czym, jak to miał w
zwyczaju zapomniał. My zamiast wysłuchać co ma do powiedzenia od
razu zaczęłyśmy na niego wrzeszczeć. Ja i moje dwie synowe.
Jedynymi osobami, które stanęły w obronie Sławka były dzieci.
Już nie raz były świadkami naszych kłótni i zawsze stawały po
jego stronie. Raz nawet powiedziały, że jak będziemy stale
krzyczeć na wujka to przestaną nas lubić. Wstyd się przyznać ale
większość kobiet w naszej rodzinie to straszne panikary. Z byle
powodu od razu zakładamy najgorszy scenariusz. Najgorszą wpadkę z
tego powodu zaliczyłyśmy gdy Sławek przyszedł do nas po raz
pierwszy i jako prezenty powitalne przyniósł dzieciom zegarki –
zabawki „ VTech - Kidizoom Smart Watch” i zestawy „Craft Castle
- Królewski Zamek Anny i Elsy” Znając jego przeszłość od
razu założyłyśmy, że muszą to być bardzo drogie rzeczy i na
pewno są kradzione. Zrobiłyśmy mu straszną awanturę. On nic nie
powiedział tylko zostawił na stole paragon z te wszystkie rzeczy i
wyszedł. Cena na paragonie była prawie dziesięciokrotnie niższa
niż założyłyśmy. Dzieci później pytały dlaczego wujek już
poszedł. Było nam trochę wstyd i na drugi dzień zaprosiłam go do
nas. Na szczęście nie obraził się. Jestem przyzwyczajony. Tak
powiedział.
piątek, 13 listopada 2015
Reprymenda
Jakiś czas temu pisałam o uroczystości jaką zorganizowaliśmy dla
wszystkich solenizantów w naszej rodzinie. Tym co nie czytali
wyjaśnię. W październiku większa część rodziny ma swoje
święto. Urodziny, imieniny albo jakąś rocznicę, więc gdyby
każdy organizował przyjęcie dla siebie trzeba by chodzić z
jednego na drugie. Postanowiliśmy zorganizować jedno duże dla
wszystkich w jeden dzień. Tyle wyjaśnienia. Sławka też pewnie
pamiętacie. Tak, to ulubiony wujek wszystkich naszych wnuków do
dziś nikt nie wie dlaczego. Całe zamieszanie powstało właśnie z
jego powodu a właściwie z powodu tego co zrobił. Poprosiliśmy go,
aby podczas naszego przyjęcia zaopiekował się dziećmi na co
bardzo chętnie się zgodził, ale pod warunkiem, że to on wybierze
miejsce gdzie dzieci będą w czasie przyjęcia. Już samo to było
co najmniej dziwne. Podczas planowania nie uwzględniliśmy
najmłodszej solenizantki, wnuczki Natalii. W prawdzie ma dopiero 5
lat ale jej urodziny też wypadają pod koniec października. Jednak
Sławek o tym pomyślał a właściwie tylko o tym. Okazało się, że
w tajemnicy przed wszystkimi z okazji urodzin Natalii zabrał
wszystkie dzieci na organizowaną w hali widowiskowo - sportowej
prezentację gier planszowych i puzzli. Ponieważ była to seria o
krainie lodu, a wiedział jak dzieci lubią tych bohaterów to taki
prezent wydawał mu się odpowiedni. Nie mylił się. Gry planszowe
„Memos - Kraina Lodu” i puzzle „Przyjaciele z Krainy Lodu”
były lepszym prezentem niż jakiekolwiek przyjęcie. Jedyny kłopot
polegał na tym, że nikomu o tym nie powiedział. Potem tłumaczył
się, że nie było okazji a z drugiej strony chyba byli zadowoleni z
nieobecności dzieci. Miał trochę racji, ale powiedzieć i tak
powinien bo przecież nawet on, a właściwie szczególnie on
wiedział jakie panikary mamy w rodzinie. Ale o tym innym razem.
Całej awanturze przyglądały się nasze wnuki, choć nie powinno
ich być w domu. Od razu stanęły w obronie swojego ulubionego
wujka. Trzeba było dać sobie spokój bo z piątką dzieci nie ma
się co kłócić. I tak się nie wygra.
czwartek, 12 listopada 2015
Konkurs
Od kilku dni pada deszcz. Wszyscy wiecie jak wtedy wygląda świat.
Właśnie, smutno i ponuro. Jeśli my to zauważamy pomyślcie jak
odczuwają to dzieci. Dobrym przykładem są tu moje wnuki. W takie
dni chodzą po domu przygnębione, nic je nie cieszy i nie mogą
sobie znaleźć miejsca. Musimy się bardzo postarać aby je jakoś
rozweselić. Czasem się udaje a czasem nie. Tym razem dobrym
pomysłem było wykorzystanie gier planszowych „5 sekund” i „5
sekund Junior” Jak zapewne niektórzy z Was pamiętają Agnieszka
wraz z kilkoma koleżankami grała w te gry w ramach treningu po
całkowitej porażce z męską drużyną z tej samej klasy. Turniej
odbył się w zeszłym roku w dniu dziecka. Do końca roku szkolnego
chłopcy śmiali się z nich więc postanowiły trenować żeby nie
dać się już pokonać. Po pewnym czasie na większość pytań
odpowiadały szybko i poprawnie w tytułowe 5 sekund więc grały
coraz rzadziej. Pytane dlaczego odpowiadały, że to żadne wyzwanie
dopowiadać na te same pytania. I tu sprawdził się nasz pomysł.
Ogłosiliśmy mały konkurs, którego celem było wymyślenie i
napisanie jak najwięcej pytań do tych gier. Nagrodą dla zwycięzcy
miało być wyjście do kina na zbliżającą się premierę jednego
filmu, którego tytułu podać nie mogę bo była by to reklama.
Oczywiście od początku cała piątka miała już dawno obiecane
bilety na ten film jako nagrodę za dobre wyniki w nauce, ale na
nasze szczęście nie zwróciły na to uwagi. Prognoza pogody dla
naszego regionu przewidywała opady przez najbliższe trzy dni, więc
tyle miał trwać konkurs. Zaraz po powrocie ze szkoły wszystkie
dzieci również koleżanki Agnieszki zabierały się do pisania.
Swoją drogą ciekawe skąd się dowiedziały. Ale skoro ich rodzice
pokryją ceny biletów to czemu nie. W sumie było dziesięciu
uczestników więc nowych pytań trochę się nazbierało. Nie
liczyliśmy, ale było ich prawie tyle samo co w grze. O wyjściu do
kina przypomniały sobie dopiero po ogłoszeniu, że w konkursie był
remis.
poniedziałek, 9 listopada 2015
Opieka nad dziećmi
Październik to w naszej rodzinie bardzo ciekawy miesiąc. Jak
pamiętacie nasza rodzina liczy „kilka osób” i tak się złożyło,
że właśnie w tym miesiącu aż 14 osób obchodzi swoje święto.
Jak nie imieniny to urodziny albo jakaś inna rocznica. I niestety na
każdej trzeba być. W tym roku cała rodzina po burzliwych rozmowach
doszła do wniosku, że ponieważ prawie wszystkie uroczystości
wypadają blisko siebie można zorganizować jedną dużą imprezę.
Pierwsza z okazji przypadała już 5 października a ostatnia 22 więc
wszyscy się zgodzili aby przyjęcie zorganizować 11 w sobotę. Nie
wszystkim pasował plan imprezy bo od razu zostało zapowiedziane, że
nie będzie żadnego alkoholu. Przy całym tym planowaniu nikt nie
pomyślał, że oprócz dorosłych na przyjęciu będą też dzieci.
Trzeba było dla nich coś wymyślić. Ale co można zaplanować dla
piątki dzieci w wieku od 3 do 12 lat. Nikt nie miał pomysłu.
Wszyscy wiedzieli tylko, że trzeba im znaleźć zajęcie na te kilka
godzin. Było tylko jedno wyjście. Powiedzieliśmy im, że będą
miały osobne przyjęcie pod warunkiem, że będą bardzo grzeczne i
będą miały kogoś dorosłego do opieki. Problem w tym, że nie
znalazł się żaden ochotnik do tego zadania. Dzieci chwilę stały
a potem każde z nich zaczęło wołać: Wujek Sławek, wujek Sławek.
Wtedy wszyscy zauważyliśmy, że nie ma go między nami.
Zadzwoniliśmy do niego z propozycją opieki nad dziećmi w czasie
zorganizowanego dla nich przyjęcia a on z radością się zgodził
pod warunkiem, że to on wybierze miejsce tego przyjęcia. To było
dziwne nawet jak na niego. Zawsze miał „ciekawe” pomysły. Nie
skojarzyliśmy ale jego chrześnica miała urodziny właśnie w tym
dniu i w tajemnicy przed wszystkimi zorganizował dla wszystkich
dzieci wycieczkę do centrum gier planszowych gdzie miała odbyć się
prezentacja serii o krainie lodu gry planszowej „ Memos - Kraina
Lodu” i puzzli „Przyjaciele z Krainy Lodu” Dzieci na pewno
bardziej cieszyły się z takiego obrotu sprawy.
piątek, 6 listopada 2015
Przyjęcie niespodzianka
Witajcie po dłuższej przerwie. O urodzinach pisałam już kilka
razy ale że każde przyjęcie potrafi czymś zaskoczyć
postanowiłam opowiedzieć Wam o moich urodzinach. Jak wiadomo kobiet
o wiek się nie pyta więc napiszę tak: kilka tygodni temu
skończyłam ileś tam lat. Ponieważ jak co roku z tej okazji cała
rodzina spotykała się u nas zaplanowałam małe przyjęcie. Ciasto,
filiżanka kawy słowem nic specjalnego a dla dzieci gry planszowe „
5 sekund” i „ 5 sekund Junior” żeby miały zajęcie i nie
przeszkadzały. W tym roku na dwa dni przed urodzinami przyjechał do
nas mój syn i oznajmił, że jestem pilnie potrzebna w domu naszych
rodziców w jakiejś bardzo ważnej sprawie, ale tak się fatalnie
złożyło, że dokładnie w dniu urodzin. Na początku miałam
dzwonić do wszystkich znajomych z przeprosinami i zaproszeniem na
inny dzień ale syn powiedział, że to nie potrwa długo i na pewno
zdążę wrócić na czas. Ponieważ miałam obiecane, że spotkanie
z przyjaciółmi jednak się odbędzie zabrałam się za pieczenie
ciast. Jak zawsze przed podaniem na stół trzeba było sprawdzić
czy nadają się do jedzenia więc jak zwykle pierwszy kawałek
przypadał mnie. Nie jestem jakimś cukiernikiem ale wyszły
znakomicie. Już wiele osób chciało abym podzieliła się
przepisami, ale jest to „tajemnica rodzinna przekazywana z matki na
córkę” i nikt nie ma prawa ich poznać. Cały czas zastanawiałam
się co może być tak ważnego i to w takim dniu. Podczas jazdy
próbowałam się dowiedzieć co to za ważna sprawa ale Marek
powiedział, że on nic nie wie i ma mnie tylko przywieść. Po
przyjeździe do domu rodziców zauważyłam, że okna są zasłonięte.
Po wejściu do środka nagle zapaliły się światła a w pokoju
czekali wszyscy znajomi i cała rodzina. Gdy nas zobaczyli wszyscy
zaczęli krzyczeć „NIESPODZIANKA” Prawie dostałam ataku serca.
Cała rodzina postanowiła zorganizować dla mnie takie przyjęcie.
Na ogół nie lubię niespodzianek, ale ta jakoś wyjątkowo mi się
spodobała.
piątek, 23 października 2015
Mała Wielka gra
Już nie raz chwaliłam naszego sołtysa za jego świetne pomysły
jeśli chodzi o organizację wszelkiego rodzaju imprez. Tym razem
wraz z dyrektorem szkoły zorganizowali jak to nazwali „Małą
wielką grę” Regulamin miał być podany w ciągu kilku dni. Już
następnego dnia na tablicy ogłoszeń wisiała informacja o zebraniu
w tej sprawie. Na początku trzeba wspomnieć czego dotyczył
turniej. Nazwali to „ Konkurs wiedzy o dawnej rozrywce czyli czym
się bawili nasi rodzice” Trochę długie ale temat ciekawy. Żeby
wziąć udział w konkursie trzeba było przejść eliminacje. One
też były dość ciekawe. Dotyczyły dzisiejszych gier planszowych i
puzzli. Jednak nikt nie spodziewał się pytań o najnowsze zdobycze
techniki. Przecież tak można nazwać zegarek zabawkę „VTech -
Kidizoom Smart Watch” Moje wnuczki też zgłosiły się na
eliminacje bo było o co walczyć. Za pierwsze miejsce nagrodą była
dwutygodniowa ochrona przed wezwaniem do odpowiedzi, za drugie
miejsce tydzień a za trzecie dowolnie wybrany dzień. Tydzień
później ogłoszono listę uczestników i termin rozpoczęcia
turnieju. Pierwsze pytanie też zaskoczyło wszystkich. Prowadzący
zapytał czy zna ktoś grę „Memos - Kraina Lodu” Wszyscy
zawodnicy trochę się wystraszyli bo z 22 osób znały ją tylko
dwie i tak się składa, że były to moje wnuczki. Często razem w
nią graliśmy. Prowadzący dodał, że nie ma się czym przejmować
bo to było pytanie poza konkursem. Było wiele ciekawych pytań.
Najciekawsze z nich było takie: Wyjaśnij na czym polegała gra w
ziemniaka albo w chowanego. Odpowiedzi były różne. Przy niektórych
odpowiedziach lepiej było zostawić puste miejsca. Na przykład gra
w ziemniaka polegała na obrzucaniu ziemniakami ludzi idących ulicą.
O grze w chowanego nie wspomnę bo taka odpowiedź nie przystoi
uczciwym ludziom. Albo napiszę ku przestrodze dzisiejszych dzieci.
Odpowiedź brzmiała tak: gra w chowanego polegała na tym, że
kradło się jakiś przedmiot a potem go chowało żeby właściciel
go szukał. Skąd takie pomysły nie wiem. Przecież żadna z naszych
gier nie polegała na robieniu ludziom krzywdy. Ale to wiecie
wszyscy. Prawda?
czwartek, 22 października 2015
Remont zamku
Po tym jak rodzeństwo zniszczyło ulubiony zestaw Agnieszki „Craft
Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” myślałam, że będzie zła
albo zrobi jakąś awanturę. Nic takiego się nie stało. Razem z
koleżankami, zamiast go wyrzucić, postanowiły posklejać
zniszczony zamek. Jedna z nich pobiegła do sklepu i kupiła klej i
taśmę klejącą po czym wszystkie zamknęły się w pokoju a po
kilku godzinach pokazały naprawiony zestaw. Mówiliśmy, że
przecież można kupić nowy, przecież to tylko zamek. Nie zgodziła
się. Powiedziała, że ten „tylko zamek” dostała na urodziny i
za wszelką cenę będzie go ratować a to jak on wygląda teraz to
tylko mały remont i jeszcze wiele pracy i czasu poświęci żeby
doprowadzić go do poprzedniego stanu. Nie ma co myśleć o kupieniu
nowego bo to już nie będzie ten sam. Teraz, jeszcze nie skończony,
stoi na drewnianej szafce. Tego maluchy nie przewrócą. Jeśli
chodzi o puzzle to było 5 zestawów ale Agnieszka pamiętała tylko
dwa „ Przyjaciele z Krainy Lodu” i najnowszy zestaw z nową
bohaterką. Jest nią księżniczka Zosia. Pierwsza część nosi
nazwę „ Wesoły dzień Zosi” Innych tytułów nie pamiętała
ale przypomni sobie gdy już będą ułożone. Na pewno pierwszy do
porządku zostanie doprowadzony zamek a to może trochę potrwać.
Trochę mi ulżyło, że nie będę musiała szukać zestawu z serii
o krainie lodu, który ostatnio było ciężko zdobyć. Wpadłam na
pewien pomysł. Jak wiecie całą robotę przy remoncie zamku
Agnieszka wykonuje razem z koleżankami więc jeśli tak im się ten
zestaw podoba to może na mikołaja można kupić każdej z nich taki
zestaw. Zobaczymy co powiedzą ich rodzice. Każdą wolną chwilę
dziewczynki poświęcają na klejenie, malowanie i wszelkie
ozdabianie zamku. Wcale się nie zdziwię gdy puzzle zostaną w pudle
i nie będą układane. Najważniejszy jest zamek. To jest numer
jeden na liście.
środa, 21 października 2015
Ciekawe podejście
Ostatnia przygoda z pilnowaniem wnuków okazała się katastrofą.
Gdy wyszłam odebrać telefon maluchy przewróciły duży szklany
stół na którym stał poskładany i pięknie pomalowany zestaw
„Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” a obok w rządku
oprawione w ramki wszystkie części puzzli o krainie lodu.
Oczywiście po spadnięciu na podłogę ramki się rozpadły a puzzle
wymieszały. Na szczęście w tym czasie Agnieszka była w szkole i
nie widziała całego zdarzenia. Jest trochę nerwowa jeśli chodzi o
ten zamek. Jeśli jakieś dziecko podeszło do owego stołu już się
denerwowała a co dopiero byłoby teraz. Zebrałam do jednego pudła
całe potłuczone szkło a do drugiego wszystkie puzzle z zamiarem
wyrzucenia ich do śmieci. Później ze szkoły przyszła Agnieszka.
Była bardzo wesoła przynajmniej do momentu wejścia do pokoju.
Zawsze zaraz po powrocie najpierw szła obejrzeć swój wspaniały
zamek. Patrzyła na niego jakby to była najwspanialsza rzecz na
świecie. Jednak dziś było inaczej. Agnieszka weszła, popatrzyła
i zrobiła się czerwona ze złości. Myślałam, że zacznie
krzyczeć na rodzeństwo, ale ona powiedziała żeby nic nie ruszać,
odwróciła się i wyszła z domu. Po kilku godzinach wróciła razem
z trzema koleżankami. Wszystkie były dziwnie spokojne. Pozbierały
resztki zamku, poszły do pokoju Agnieszki i zaczęły bardzo cicho o
czymś rozmawiać. Po kilku godzinach jedna z nich wybiegła z domu.
Ja zaczęłam przeglądać oferty sklepów internetowych w
poszukiwaniu zestawu „Przyjaciele z Krainy Lodu” który ostatnim
razem bardzo trudno było zdobyć. Po chwili koleżanka wróciła.
Agnieszka zawołała nasz wszystkich do pokoju. No to teraz się
zacznie. Myślałam, że zrobi straszną awanturę, ale po wejściu
zobaczyłam na stole poklejony zamek. Dziewczynki powiedziały, że
to tylko model i zawsze można go naprawić a teraz będzie jej się
podobał jeszcze bardziej a co do puzzli to trzeba będzie kupić
tylko nowe ramki a wszystkie części poskłada się jeszcze raz.
Zajmie to trochę czasu ale będzie przy tym dużo zabawy i nie
będzie ich składać sama. Ciekawe jak im pójdzie.
wtorek, 20 października 2015
Co za nieszczęście
Kiedyś wspominałam, że czasem przypada mi w udziale opiekować się
swoimi wnukami. Wspominałam też, że upilnowanie całej piątki bez
pomocy jest bardzo trudne. Niedawno przekonałam się o tym. Któregoś
dnia zadzwoniła moja córka z prośbą abym przez kilka godzin
zaopiekowała się najmłodszą dwójką ponieważ Agnieszka była w
szkole a z opiekunka tego dnia miała wolne. Na miejscu dowiedziałam
się, że córkę pilnie wzywają do biura a jej mąż wyjechał
dzień wcześniej na jakąś konferencję. Maluchy cały czas biegały
po domu. Dom jest duży więc i miejsca miały dość. Najwięcej
kłopotu sprawiało mi dogonienie ich na schodach bo nie jestem już
osobą najmłodszą. W pewnym momencie zrobiło się cicho. Trochę
się przestraszyłam, ale po wejściu do salonu na stole zobaczyłam
kartkę od córki, na której było napisane, że o godzinie 14 w
telewizji jest ulubiona bajka i dzieci same siadają przed ekranem i
trzeba tylko włączyć telewizor. Tak zrobiłam. Bajki trwały około
godziny. Potem poszliśmy do pokoju zabaw. Było to pomieszczenie
przeznaczone na wszystkie zabawki, żeby nie walały się po całym
domu. Ciekawe rozwiązanie. Pod oknem na wielkim szklanym stole stał
pomalowany przez Agnieszkę zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek
Anny i Elsy” a obok oprawione w ramki ułożone puzzle z serii o
krainie lodu. O misiach, klockach i samochodach nie wspomnę. Zamiast
bawić się grzecznie dzieci zaczęły rzucać wszystkim co wpadło
im w ręce. W pewnym momencie zadzwonił telefon. Wyszłam tylko na
chwilę i wtedy stało się. Usłyszałam brzęk tłuczonego szkła i
krzyk dzieci. Wbiegłam do pokoju a nad potłuczonym stołem stały
dzieci. Cieszyły się a jedyne co mówiły to słowo „spadło”
Największe szkody były wśród puzzli. Wszystkie ramki rozpadły
się i puzzle się wymieszały. Teraz trzeba będzie kupić wszystkie
zestawy jeszcze raz. Najwięcej kłopotu będzie ze znalezieniem
zestawu „ Przyjaciele z Krainy Lodu” Ostatnim razem szukałam go
przez prawie dwa tygodnie. Sprawdziłam wiele sklepów z zabawkami a
ten zestaw był tylko w jednym. Może tym razem też będę miała
trochę szczęścia.
poniedziałek, 19 października 2015
Fundamenty przyjaźni
Czasem jest tak, że rodzice pracują a dziećmi opiekuje się ktoś
z rodziny. W naszej rodzinie ten zaszczyt przypadł mnie. Nie żebym
się skarżyła, ale piątka wnuków może człowieka trochę
zmęczyć. Dwie najstarsze czyli Agnieszka i Ania są na tyle duże,
że nie trzeba mieć ich stale na oku. Z najmłodszymi jest gorzej.
Wszystko chcą ruszać, otwierać i przewracać jak nie da się
podnieść. Gdyby nie pomoc męża byłoby ciężko ich upilnować.
Ania uczy się w piątej klasie szkoły podstawowej. Ostatnio
zauważyłam, że wraca ze szkoły jakaś smutna. Zawsze bardzo
wesoła i uśmiechnięta dziewczynka teraz nie miała ochoty na nic.
Pytana o powód takiego humoru zawsze odpowiadała to samo: W sumie
to nic. Niestety na dokładkę tydzień temu zachorowała i lekarz
dał jej zwolnienie na pięć dni. Wtedy dowiedziałam się o co
chodziło. Cała klasa była jak jedna wielka rodzina ale jak w
każdej jednych się lubi bardziej a innych mniej. Tu jest tak samo.
Ania i trzy koleżanki stanowiły taką grupkę. Wszędzie chodziły
razem. Zdarzało się, że nawet uczyły się razem. Jednak ostatnio
się pokłóciły. Chodziło o jakąś drobnostkę, przynajmniej dla
nas dorosłych, ale każda z nich śmiertelnie obraziła się na
resztę. Wyglądało to na koniec przyjaźni. A do tego jeszcze ta
choroba. Różnymi sposobami próbowaliśmy pocieszyć Anię ale
żaden nie działał. Kupiliśmy jej puzzle z jej ulubionej serii o
krainie lodu „ Przyjaciele z Krainy Lodu” to też nic nie dało.
Któregoś dnia zadzwonił telefon. Powiecie, a co w tym dziwnego.
Przecież telefon dzwoni dziesiątki a może i setki razy dziennie.
Ten był inny. Ani od razu poprawił się humor a na jej twarzy
pojawił się dawno nie widziany uśmiech. Po południu wszystkie
obrażone koleżanki przyszły z wizytą a na przeprosiny przyniosły
zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Każda
koleżanka przepraszała wszystkie pozostałe, więc zajęło to
trochę czasu. Później obiecały sobie, że już żadna rzecz nie
narazi ich przyjaźni i zabrały się za składanie zestawu.
Oczywiście znowu razem.
piątek, 16 października 2015
Czym jest rozrywka
Na początku roku szkolnego dyrektor zorganizował wyjście do kina
dla całej szkoły. Na ekrany kin wchodził najnowszy film bardzo
znanego reżysera. Film, który przez wszystkich krytyków w mediach
i prasie okrzyknięty został najlepszym dziełem w całej twórczości
reżysera. Byli przekonani, że to dzieło na pewno zdobędzie
Oskara. Okazało się, że dyrektor gimnazjum miał ten sam pomysł.
Dwa dni po wizycie w kinie nauczyciele we wszystkich klasach
poprosili o napisanie krótkiej recenzji. Prawie wszystkie pokrywały
się z tym co mówili krytycy. Jednak nie wszystkie i nie byłoby w
tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że wszystkie nieprzychylne recenzje
napisali uczniowie tej samej klasy. Pisali tak: jedynym plusem było
to, że nie było lekcji. Na najbliższej wywiadówce poruszono ten
temat. Jedno z rodziców wyjaśniło sprawę. Po prostu dzieci mają
inną definicję rozrywki. W domu kultury organizowane są spotkania
dla dzieci i młodzieży na których można pograć w gry planszowe,
poukładać puzzle albo poczytać książki. Zawsze jest pełna sala.
Bardzo dużą popularnością cieszą się puzzle z serii o krainie
lodu „ Przyjaciele z Krainy Lodu” a gra „ 5 sekund Junior” ma
swoich stałych graczy. W ramach eksperymentu zaproszono równoległą
klasę na to spotkanie i poproszono ich o opisanie swoich wrażeń z
tego spotkania w celu porównania. Okazało się, że dobra zabawa
dla naszych graczy to nie tylko gapienie się w ekran ale może być
sposobem na ćwiczenie koncentracji, pamięci albo zagłębienie się
w przygody ulubionego bohatera a żaden film nie może równać się
z dobrze napisaną książką. Recenzje naszych gości były
dokładnie odwrotne. Pisali, że to nie dla nich, że są na to za
poważni albo że to dla dzieci. Nie widzieli w takich spotkaniach
ani jednego plusa. Niepotrzebna strata czasu. Lepiej obejrzeć jakiś
film lub zagrać w grę komputerową. Które podejście jest lepsze.
To już musicie ocenić sami. My jesteśmy dumni z naszych dzieci.
czwartek, 15 października 2015
Czarna owca
Witajcie. Nikt z nas nie ma pojęcia dlaczego dzieci tak bardzo
polubiły swojego wujka Sławka. To ten, który nie dawno wyszedł z
zakładu karnego. Żadna z naszych pociech do tej pory nawet nie
wiedziała o jego istnieniu. Zapytacie, dlaczego nikt im nic nie
powiedział. Jak w wielu rodzinach tak i w naszej trafiła się
„czarna owca” Człowiek, którego nie przedstawia się znajomym
ani o nim nie rozmawia. Nawet w domu. W naszym był nim właśnie
Sławek. Jednak była osoba, która nie podporządkowała się i
przez cały czas utrzymywała z nim kontakt. Dziś opowiem Wam
trochę, może ktoś z Was pomoże nam zrozumieć co niektórzy
ludzie w sobie mają, że dzieci ich tak lubią. Już od najmłodszych
lat był utrapieniem dla swoich rodziców i nie tylko dla nich.
Skarżył się na niego prawie każdy we wsi. Jako nastolatek zaczął
obracać się w podejrzanym towarzystwie. Po kilku latach takiego
życia do ich grupy dołączył dużo młodszy chłopak wraz ze swoją
dziewczyną. I oni też bardzo polubili Sławka. Kradzieże,
narkotyki to było ich życie codzienne. Ta grupa była jedyną
rodziną jaką mieli. Pojawienie się tej dwójki zmieniło podejście
Sławka do tej sytuacji i od tej pory każde jego działanie miało
na celu wyciągnięcie owej dwójki z dotychczasowego życia. W końcu
udało mu się to. Niestety jeden głupi błąd po jakiejś imprezie
na wiele lat rozdzielił przyjaciół. Sławek dostał wyrok ale
młodzi już jako małżeństwo osiedlili się w górach i od tamtej
pory prowadzą pensjonat. Właśnie tam będziemy mieli okazję
spędzić święta. Jak pamiętacie zaprosiliśmy nowego członka
rodziny i po wyjściu na wolność Sławek pojawił się u nas w
domu. Był to jeden z najbardziej nerwowych dni w życiu dzieci,
które od razu przyjęły go do rodziny nie pytając o jego
przeszłość. A prezent powitalny w postaci zestawów „ Craft
Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” a dla chłopców zegarki „
VTech - Kidizoom Smart Watch” dostały dopiero po wyjściu Sławka
więc to nie miało chyba wpływu na nastawienie dzieci do niego. W
takim razie co to było?
środa, 14 października 2015
Niesamowita okazja
Wspominałam ostatnio o wizycie Sławka, młodszego brata mojego
męża. Przez telefon brzmiał bardzo tajemniczo, ale wszystko się
wyjaśniło gdy do nas przyszedł. No prawie wszystko. Nie wiedzieć
czemu nasze wnuki od pierwszego spotkania bardzo polubiły nowego
wujka. Specjalnie użyłam słowa „nowego” gdyż nawet najstarsza
wnuczka Agnieszka niedawno dowiedziała się o jego istnieniu.
Powodem tego był fakt przebywania Sławka w zakładzie karnym. Żeby
dzieci nie przeszkadzały w rozmowie kupiliśmy 5 zestawów puzzli
żeby je czymś zająć a z wujkiem mogły spotkać się dopiero po
ułożeniu wszystkich. Niestety nie doceniliśmy ich. 3 zestawy
ułożyły od razu. Trochę więcej kłopotu miały z zestawami „
Barbie i jej super przyjaciele” i „Avengers - Puzzle Magic Decor”
Jednak możliwość spotkania ze Sławkiem była niezłą motywacją
i ułożenie wszystkich zestawów zajęło im prawie dwie godziny. Na
tym skończyły się nasze rozmowy. Dowiedzieliśmy się tylko, że
chodzi o wyjazd na święta w góry do jakiegoś pensjonatu.
Doszliśmy do wniosku, że jedynym rozwiązaniem będzie spotkanie
gdy wszystkie dzieci będą w szkole i przedszkolu. Dwa dni później
nadarzyła się okazja. Ale od początku. Jeszcze przed wyrokiem
Sławek obracał się w co najmniej podejrzanym towarzystwie. Jeden
głupi błąd i na wiele lat wylądował w zakładzie karnym. Jednak
miało to też dobrą stronę. Po tym wydarzeniu jego najlepszemu
przyjacielowi udało się zerwać z dawnym życiem i razem z rodziną
osiedlił się w górach gdzie prowadzą dość duży pensjonat. Tak
niefortunnie się złożyło, że przed świętami wszyscy muszą
wyjechać w jakiejś sprawie rodzinnej. Jako że prawie wszystkie
pokoje zostały już zarezerwowane ów przyjaciel poprosił Sławka
aby pod jego nieobecność poprowadził pensjonat. Do tej pracy
oprócz stałego personelu potrzeba czterech osób, więc miał z
kogo wybierać. W podziękowaniu za taką przysługę cała nasza
rodzina będzie mogła na koszt właściciela spędzić święta i
Nowy Rok w pensjonacie. Jednak trzeba się zdecydować szybko żeby w
razie odmowy był czas na znalezienie kogoś innego. Ale jak tu nie
wykorzystać takiej okazji.
poniedziałek, 12 października 2015
Ważna sprawa
Jakiś czas temu zapowiedział się z drugą wizytą dawno nie
widziany członek naszej rodziny. Chodzi tu o brata mojego męża.
Jak zapewne pamiętacie przebywał on w nazwijmy to zamknięciu a po
opuszczeniu owego miejsca postanowił nas odwiedzić a właściwie to
my go zaprosiliśmy. Ponieważ nasze wnuki jeszcze wtedy go nie znały
to z jednej strony nie mogły się doczekać aby go poznać a z
drugiej strony były bardzo zdenerwowane. Jednak wszystko poszło
dobrze i nie wiedzieć czemu dzieci od razu go polubiły. Mówiły,
że to najfajniejszy wujek ze wszystkich. Teraz zadzwonił z
wiadomością, że ma bardzo ważną sprawę i chciałby się z nami
spotkać i to możliwie szybko. Trochę nas to zaniepokoiło. Jaką
ważną sprawę może mieć ktoś kto na wolności przebywa ok roku.
Jak już wspomniałam był to ulubiony wujek dzieci trzeba było coś
wymyślić aby nie przeszkadzały podczas naszych rozmów i
postanowiliśmy znaleźć im jakieś zajęcie. Nie było to łatwe.
Wszystkie nasze pomysły przegrywały ze spotkaniem z wujkiem. Wstyd
się przyznać, ale musieliśmy uciec się do niezbyt uczciwego
sposobu. W sklepie z zabawkami kupiliśmy serię puzzli „Farma -
Puzzle Ramkowe” i „ Avengers - Puzzle Magic Decor” i kilka
innych. W sumie było 5 zestawów. Obiecaliśmy dzieciom nagrodę za
ich ułożenie. Wiem, że taki sposób nie przystoi rodzicom i
dziadkom, ale niestety wszystkie inne sposoby zawiodły. Umówiliśmy
się, że w dniu przyjazdu wujka Sławka otrzymają nagrodę i będą
mogły spotkać się ze swoim ulubieńcem dopiero wtedy gdy ułożą
wszystkie kupione zestawy. Niestety nie doceniliśmy naszych
kochanych wnucząt. Wszystkie puzzle zostały ułożone w ciągu 2
godzin od momentu przyjścia Sławka od którego dowiedzieliśmy się
tylko tyle, że na święta Bożego Narodzenia jest możliwość
wyjechania całej naszej rodziny w góry tylko trzeba decydować się
szybko. Wtedy do pokoju wbiegły dzieci i na tym skończyły się
nasze rozmowy. My mamy tydzień na zastanowienie a wujek nie mógł
odmówić dzieciom spaceru. Wrócili dopiero wieczorem. Dzieci nie
mogą doczekać się kolejnej wizyty.
piątek, 9 października 2015
Najlepszy prezent
Czym jest dla uczniów rok szkolny? Dla jednych jest to czas na
zdobywanie wiedzy. Dla innych czas zmarnowany a dla jeszcze innych
czas oczekiwania na następne wakacje, który należy jakoś przeżyć.
Jest jednak grupa uczniów, która jak najszybciej chce wrócić do
szkoły nie tylko w celu kontynuowania nauki ale po prostu brakuje im
przyjaciół. Są to na przykład osoby chore, które muszą
przebywać w domu albo co gorsza w szpitalu. Na ich miejscu też
chcielibyście wrócić. Jedną z takich osób była koleżanka z
drużyny Agnieszki trenującej grę „ 5 sekund Junior” Pamiętacie
ich potajemne treningi. Na początku wakacji miała wydawałoby się
niegroźny wypadek na rowerze. Przewróciła się przy zjeździe z
chodnika i trochę się potłukła a przynajmniej tak powiedzieli
lekarze. Dwa tygodnie temu, po tym jak Kamilę znów zaczęła boleć
ręka rodzice zawieźli ją do szpitala gdzie okazało się, że ten
wypadek jednak był groźny. Nie pamiętam dokładnie, ale wtedy
pękła jej jakaś kość a lekarz tego nie zauważył. Ciekawe
dlaczego. W każdym razie musiała w szpitalu zostać. Wszyscy
odwiedzający widzieli jak Kamila chodziła po korytarzach i jaką
miała smutną minę. Nawet jak przyszli jej rodzice ani raz się nie
uśmiechnęła. Po tygodniu lekarz powiedział, że jeszcze kilka dni
i będzie mogła zostać wypisana do domu. Trochę poprawiło jej to
humor, ale tylko trochę. Pytana dlaczego ma taką posępną minę
mówiła, że chodzi o te „kilka dni” to znaczy ile. Gdy od
pielęgniarki dowiedziała się, że zostanie wypisana następnego
dnia nie wiele brakło a rzuciłaby się jej na szyję.
Zaplanowaliśmy małe przyjęcie na jej powrót. Ponieważ podczas
wizyt u nas zawsze mówiła jak bardzo podobał jej się zestaw
„Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” który razem z
Agnieszką malowały postanowiliśmy jej taki kupić jako prezent
powitalny. Jednak żaden prezent nie był w stanie sprawić takiej
radości jak powrót do domu i do najbliższych.
środa, 7 października 2015
Dobry przyjaciel
Ostatnio wspominałam o wycieczce jaką zorganizował nowy dyrektor
szkoły dla klas 1-3. Sprawa wycieczki była poruszana w związku z
planowanym wyjazdem do Warszawy klas 4-6. Jak to nazwał dyrektor
wycieczka niespodzianka żeby nikomu nie było przykro. Do samego
końca nikt nic nie wiedział na temat wyjazdu. Okazało się że
jednak ktoś wiedział. Zaraz na początku roku po zamknięciu listy
chętnych każde dziecko zostało poproszone do gabinetu pielęgniarki
gdzie zostało zmierzone i zważone. Nikt nie wiedział dlaczego a
wtajemniczeni w odpowiedzi na każde pytanie dziwnie się uśmiechali
i odsyłali do dyrektora a on zawsze mówił to samo: niespodzianka.
Do każdego rodzica dotarł list ze szkoły z prośbą o stawienie
się dzieci w umówionym dniu przed szkołą. Co było dziwne dziecko
nie mogło zabrać nic oprócz butelki wody mineralnej. Wycieczka na
dwa dni. W autobusie okazało się, że na wszystkich czeka śniadanie
a na obiad zatrzymamy się w restauracji. Podróż trwała około 5
godzin. Ostatnie pół godziny jechaliśmy przez bardzo gęsty las.
Było prawie ciemno. Nagle naszym oczom ukazał się stary zamek. W
środku panował półmrok a był środek dnia. Na ścianach paliły
się pochodnie. Wtedy pojawił się gospodarz i to dosłownie.
Przywitał wszystkich „grobowym głosem” i zaprosił do środka a
potem zaczął się śmiać. Coś przerażającego. Następna sala,
jadalnia też wyglądała jak ze średniowiecza. Po poczęstunku
znów pojawił się nasz gospodarz i tym razem normalnym głosem
wyjaśnił, że jest starym przyjacielem dyrektora i gdy usłyszał
o kłopotach w organizacji wycieczki postanowił pomóc i sfinansować
ten wyjazd. Jest mu bardzo miło nas gościć i miał nadzieję, że
małe przedstawienie się podobało. Okazało się, że jest też
kolekcjonerem zabawek. Jego kolekcja zawierała zabawki i gry z
każdego roku od początku wieku. Obok zabawek z naszych czasów jak
na przykład zegarek zabawka „ VTech - Kidizoom Smart Watch” czy
seria puzzli „Avengers - Puzzle Magic Decor” były zabawki sprzed
wojny. Na górze w przygotowanych pokojach na wszystkich czekały
średniowieczne kostiumy. Teraz wiadomo po co ta pielęgniarka.
poniedziałek, 5 października 2015
Wycieczka niespodzanka
Na początku roku szkolnego a właściwie to jeszcze pod koniec
wakacji nowy dyrektor szkoły zaprosił wszystkich rodziców na
zebranie w sprawie wycieczki, która miała się odbyć w połowie
października. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie trzy sprawy.
Miała to być wycieczka do Warszawy i trwać trzy dni. Jechać
mogli na nią wszyscy uczniowie z klas 4 do 6 a całkowity koszt
wyjazdu czyli obiad w restauracji w trakcie podróży, a na miejscu
zakwaterowanie, wszystkie bilety i przewodnicy, wyniósł około 450
złotych i dlatego został złożony wniosek o dofinansowanie z
jakiegoś programu. Dyrektor wyjaśniał co to za program, ale i tak
nikt nie wiedział o co chodzi. Okazało się, że całkowity koszt
miał wynosić 120 złotych od osoby. Dofinansowanie nie zostało
przyznane, ale na tą wiadomość od razu zareagowały wszystkie
nasze zakłady pracy. Niestety każdy dobry plan ma dziurę. W tym
przypadku było nią jakieś zezwolenie na organizację tak dużej
wycieczki. Trzy klasy po około 25 osób a do tego opiekunowie i
nazbierały się dwa duże autobusy. Na owe zezwolenie trzeba czekać
co najmniej trzy miesiące. Dyrektor obiecał, że z opóźnieniem
ale wycieczka się odbędzie a żeby młodszym klasom nie było
smutno dla nich będzie wycieczka niespodzianka. Nawet w dniu wyjazdu
nie powiedział dokąd jedziemy. Takiego podekscytowania u dzieci
jeszcze nie widziałam. Ostatnie pół godziny jechaliśmy przez
bardzo gęsty las. Było prawie ciemno. W końcu naszym oczom ukazał
się stary zamek i jak to w takich miejscach bywa przywitał nas
ubrany w czarny frak kamerdyner. W środku panował półmrok a na
ścianach paliły się pochodnie. Nagle drzwi się zamknęły a
bardzo tajemniczy i przerażający głos przywitał wszystkich i
zaprosił do środka. Ale gdy zaczął się śmiać miałam ochotę
uciekać. Nie tylko ja. W następnym pomieszczeniu było zupełnie
inaczej. Jak się później okazało cała posiadłość należy do
kolekcjonera gier i zabawek. Miał w swojej kolekcji eksponaty chyba
z każdego roku. Od drewnianych zabawek po gry planszowe jak „
Kalejdoskop 50 gier” przez puzzle aż po zabawki z naszych czasów.
Zegarek zabawka „ VTech - Kidizoom Smart Watch” był tego
najlepszym przykładem. Okazało się, że to był stary szkolny
kolega dyrektora. Ale o tym następnym razem.
poniedziałek, 28 września 2015
Planowanie przyjęcia
W przyszłym miesiącu nasza wnuczka Agnieszka będzie obchodzić
swoje urodziny. Już jakiś czas temu obiecaliśmy jej zorganizować
przyjęcie z wielkim tortem. Już od tygodnia jedynym zajęciem
oprócz nauki jest planowanie przyjęcia. Kogo zaprosić, kogo gdzie
posadzić, co podać do jedzenia i picia to jedyne tematy na które
chciała rozmawiać. Wszystko inne było nie ważne. Pamiętacie
treningi z koleżankami w grę „5 sekund Junior” Agnieszka była
tak pochłonięta tym planowaniem, że kiedyś nawet o nich
zapomniała. Na szczęście koleżanki okazały się bardzo
wyrozumiałe i umówiły się na inny termin. Tym razem trzeba będzie
dopilnować by to spotkanie się odbyło. Ale nie tylko ona była tak
podekscytowana urodzinami. Dziadek już dwa tygodnie temu kupił
wnuczce prezent. Wszyscy wkoło wiedzą, że nasze wnuczki i nie
tylko one uwielbiają wszelkiego rodzaju puzzle i gry planszowe więc
dziadek przymierzał się do kupienia czegoś z serii o krainie lodu,
ale Agnieszka ma już wszystkie części. Podsunęliśmy mu pomysł,
że może zainteresuje ją jakaś inna bohaterka. Wybór padł na
królewnę Zosię. Na początek dziadek kupił zestaw puzzli „Jej
wysokość Zosia” i schował go w najniższej szafce w pokoju i to
był jego błąd. Wspominałam już nie raz, że wśród naszych
wnuków są też bliźniaki, które mają prawie dwa latka. Często
nas odwiedzają a ich ulubioną zabawą jest robienie porządków
tylko że w ich przypadku wygląda to tak, że wyciągają wszystkie
ubrania z szafki na podłogę a potem wrzucają to z powrotem
oczywiście do innej. Na nieszczęście dla dziadka w jednej z szafek
znalazły zakupione puzzle i jak to dzieci za wszelką cenę
postanowiły dostać się do środka pudełka. Zanim się
zorientowaliśmy wszystkie części były na podłodze, pudełko całe
podarte a maluchy się cieszyły. Całe szczęście Agnieszki nie
było wtedy w domu i nie widziała co się stało z jej prezentem.
Chcąc nie chcąc dziadek musiał iść do sklepu i kupić puzzle
jeszcze raz. Tym razem schował je w najwyższej szafie jaka była w
domu.
piątek, 25 września 2015
Co dzadek to dziadek
Po ostatniej wycieczce po sklepach z zabawkami dziadek oświadczył,
że jego zdrowie zostało wystawione na poważne zagrożenie i za
żadne skarby świata nie da się namówić na jakąkolwiek wyprawę
z taką ilością dzieci. Ale jak to każdy dziadek swoje mówi a
swoje robi szczególnie dla swoich ukochanych wnucząt. Tym razem też
tak było. Gdy tylko Agnieszka i Ania przyszły w sprawie następnego
wyjazdu nie dokończyły jeszcze mówić a dziadek już się zgodził.
Zaczęliśmy się z niego śmiać a on powiedział tylko tyle. No co
przecież to moje wnuczki. Ale na co się zgodził? Na początku roku
szkolnego w każdej szkole pani albo pan dyrektor ogłosili co
następuje: Za trzy tygodnie odbędą się międzyszkolne zawody
drużynowe i ping-ponga. Wszystkich chętnych do drużyny zapraszamy
do zapisów. Po tygodniu okazało się, że nie ma ani jednego
zgłoszenia. Zebrani na sali gimnastycznej uczniowie za
skompletowanie drużyny mieli obiecane wolne od zajęć na czas
mistrzostw. Tego samego dnia zgłosiło się 45 osób z których
wybrano 6 najlepszych. Moje wnuki nie zgłosiły się a pytane
dlaczego odpowiadały, że co jest zabawnego w waleniu rakietką w
piłkę i że jak mają już w coś grać to wolą w „5 sekund” i
„5 sekund Junior” a dziewczynki dorzuciły do tego zestaw „Craft
Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” ale jako kibice to bardzo
chętnie. Na to właśnie zgodził się dziadek. Ponieważ bus był
wynajęty dla drużyny, zawodników rezerwowych i trenerów wszyscy
kibice musieli dojechać na własną rękę. Nasz samochód może
pomieścić aż 7 osób więc oprócz dziadka, Ani i Agnieszki mogli
zabrać jeszcze troje dzieci. Na szczęście tym razem dzieci
zachowywały się bardzo grzecznie a cała droga zleciała im na
rozmowach o zawodach. Po powrocie wszyscy byli zadowoleni nawet
dziadek. Mówił, że na takie emocje zgodzi się zawsze i to nie
tylko ze względu na wnuczki. Wygrała drużyna z sąsiedniej
miejscowości ale i tak zabawa była przednia. Przynajmniej z
opowiadań.
czwartek, 24 września 2015
Nie można odmówić wnuczce
Witajcie. Chyba macie już dość czytania o mnie więc dziś
będziecie mieli okazję poznać mojego męża a przynajmniej jego
wrażenia z wycieczki jaką obiecał kilka tygodni temu swoim
ukochanym wnukom. Miało to wyglądać tak, że cały dzień
przeznaczony był na wizyty we wszystkich galeriach handlowych i
sklepach z zabawkami w mieście czyli około 15 miejsc. Cała piątka
dzieci nie mogła się doczekać. Ponieważ najmłodsze bliźniaki
nie chodziły jeszcze do przedszkola postanowiliśmy, że zostaną w
domu z nami. Niestety dzień w którym miało się to odbyć był
dniem w którym Agnieszka umówiła się na spotkanie z koleżankami.
Pamiętacie treningi w grę „5 sekund Junior” Ale i na to
znalazła sposób. Dziadek zgodził się żeby koleżanki też
pojechały, jeśli mamy im pozwolą. I tak szóstka dzieci i dziadek
z grubym portfelem wyruszyli w drogę. Po ośmiu godzinach w drzwiach
pojawiły się wszystkie dzieci obładowane torbami i pudłami. Po 15
minutach w domu pojawił się ledwo żywy dziadek, który oznajmił,
że jeśli kiedykolwiek jeszcze wpadnie na taki genialny pomysł to
niech go od razu ktoś zastrzeli. Jego słowa. Potem zaczął
opowiadać jak przebiegała ta wyprawa w taki sposób jakby to była
fabuła jakiegoś strasznego horroru. W największym skrócie. Zaraz
po wyjeździe dzieci zaczęły wydzierać się na siebie, który
sklep odwiedzą pierwszy i co kto kupi. Dziadek za wszelką cenę
próbował uspokoić wszystkich i dopiero jak zagroził powrotem
dzieci trochę się uspokoiły ale nie na długo. Na parkingu przed
sklepem znowu prawie się pobiły kto wchodzi pierwszy. Potem o to
gdzie najpierw pójdą. Wreszcie dziadek zadecydował, że to on
decyduje o wszystkim. Dzieci niechętnie ale się zgodziły. Przyszła
kolej na galerię handlową. Dzieci biegały między regałami aż
wreszcie wszystkie znalazły się przy ostatnim pudełku puzzli
„Avengers - Puzzle Magic Decor” i zaczęła się wojna bo każde
chciało go mieć. Dziadek postanowił kupić go dla siebie żeby
dzieci nie miały się o co bić. Po powrocie do domu wszyscy byli
zadowoleni. No może nie wszyscy. Wieczorem odwieźliśmy wszystkie
dzieci do domów. Wszystkie mamy zwróciły pieniądze i podziękowały
za opiekę nad córkami.
środa, 23 września 2015
Dotrzymać obietnicę
Małymi krokami zbliża się 6 grudnia. Ponieważ los obdarzył mnie
piątką wnucząt postanowiłam już teraz zacząć się zastanawiać
co im kupić. Za pewne powiecie, że to za wcześnie. Może macie
trochę racji, ale znając gust moich pociech nawet w takim czasie
mogę mieć mały kłopot ze znalezieniem niektórych rzeczy
zwłaszcza, że w zeszłym roku obiecałam Agnieszce konkretny
prezent, ale o tym za chwilę. Rok temu na początku listopada też
myślałam, że to jeszcze za wcześnie. Byłam w błędzie. O ile
znalezienie prezentów dla czwórki dzieci zajęło mi jakieś trzy
tygodnie to dla Agnieszki mi się w ogóle nie udało chociaż jej
obiecałam. Jak niektórzy z Was pamiętają ona lubi puzzle i gry
planszowe Niektórzy po ułożeniu chowają do szuflady w nadziei, że
za jakiś czas ktoś będzie chciał ułożyć je jeszcze raz i tak w
kółko. Agnieszka po ułożeniu przykleja obrazek na kawałek
tektury i w ramce wiesza na ścianie. Uwierzcie mi jak powiem, że na
jednej ze ścian już nie ma miejsca a pokój ma dość duży. Na
szczęście zostały jej jeszcze dwie. Ma całe serie. Jak tylko
pojawia się nowa część zaraz biegnie do sklepu i ją kupuje potem
układa i wiesza na ścianie. Z całej serii o krainie lodu brakuje
jej jeszcze tylko jednej części. Jest to gra planszowa „Memos -
Kraina Lodu” W zeszłym roku na urodziny dostała od nas inną
część też związaną z Anną i Elsą czyli zestaw „Craft Castle
- Królewski Zamek Anny i Elsy” Stoi na specjalnym stole do dziś,
pięknie pomalowany. Owej gry poszukuję już od miesiąca. W każdym
sklepie z zabawkami do którego wchodzę sprzedawca mówi, że może
będą w przyszłym miesiącu. W sklepach internetowych nie jest
lepiej. Od obsługi klienta też słyszę zawsze to samo. Towar jest
chwilowo niedostępny i że w najbliższym czasie ma to się zmienić.
Mam nadzieję, że tak będzie i uda mi się wywiązać z obietnicy
danej Agnieszce.
wtorek, 22 września 2015
45 lat przedszkola
W tym roku nasze przedszkole obchodziło 45 rocznicę otwarcia. Ale
od samego początku. W zakładach pracy od początku pracowało dużo
młodych ludzi dyrekcja jednego z nich postanowiła wybudować
przedszkole. Później w ramach programu „Tysiąc szkół na tysiąc
lecie państwa polskiego” wybudowano szkołę podstawową na około
600 dzieci. Z czasem jak zakłady się rozrastały przedszkole i
szkoła zaczęły zapełniać się dziećmi. Ponieważ właścicielem
przedszkola był jeden z zakładów pracy kierowniczką została żona
jednego z ówczesnych dyrektorów. Sprawowała tę funkcję przez
prawie 35 lat. Mówiąc wybudowano przedszkole nie miałam na myśli
tylko budynku, ale i wszystko co znajdowało się wkoło niego.
Chodzi tu między innymi o plac zabaw na którym oprócz małego
parku z ławkami znajdowały się przeróżne rzeczy przy których,
na których i w których można było się bawić. Najfajniejszym
elementem tego placu był tramwaj do którego można było wejść i
udawać, że się go prowadzi. Drabinki, piaskownica czy makieta
pociągu też miały swój urok ale według dzieci nic nie mogło się
z nim równać. Specjalnie użyłam czasu przeszłego bo przy każdej
zmianie dyrektora następowała przebudowa placu zabaw. Teraz jest
już trzeci dyrektor i z dawnego nie zostało już nic. Cały
dodawany sprzęt jest unowocześniany i jak to mówią pracownicy do
stosowany do dzisiejszych standardów. Przed wakacjami znów zmienił
się dyrektor i na samym początku w porozumieniu z właścicielami
postanowił wyremontować tym razem budynek. Jak się okazało nie
tylko z zewnątrz ale i w środku też. Przez całe wakacje ekipa
budowlana pracowała od rana do wieczora. Jak to u nas bywa w remont
włączyły się również zakłady pracy oczywiście finansowo.
Jeden z nich, wiadomo który zafundował całe wyposażenie. Dla
najmłodszych przygotowano misie, klocki, kredki i inne. Dla
starszych gry i puzzle. „Memos - Kraina Lodu” czy gra „5 sekund
Junior” to tylko niektóre z nich. Czy im się podobają nie wiem.
Podobno rodzaj zabawek i gier planszowych był konsultowany z osobami
odpowiedzialnymi za prawidłowy rozwój dzieci.
poniedziałek, 21 września 2015
TEGO JESZCZE NIE BYŁO czyli małe targi zabawek.
Muszę podzielić się z Wami tą wiadomością. Pamiętacie nasze
targi zabawek? Pod koniec imprezy zorganizowanej u nas przez
dyrektora szkoły i sołtysa okazało się, że wśród gości byli
też dziennikarze. Nikt nie wiedział skąd, ani jak się o tym
dowiedzieli. Jak to u nas bywa od razu zaczęto snuć teorie na ten
temat. Najlepsza z nich mówiła o tym, że to przedstawiciele
zaproszonych firm sami powiadomili ich i dlatego przywieźli chyba
wszystkie swoje produkty. Dziennikarze zobaczą, opiszą gazeta
wydrukuje i będzie darmowa reklama. Każdy miał teorię. Inną
sprawą jest skąd cała gmina dowiedziała się o imprezie. Już w
niedzielę wszystko się wyjaśniło. Nasza szkoła jest za mała i
dlatego do gimnazjum dzieci chodzą do innej miejscowości. Wiadomo
jak to uczniowie. Na lekcjach siedzą cicho a przynajmniej większość
a na przerwach przecież trzeba o czymś rozmawiać. Wiadomo o czym.
Takie wydarzenie nie mogło długo zachować się w tajemnicy.
Najpierw wiedzieli koledzy potem rodzice a jak wiadomo każdy z nich
pracuje w innym zawodzie. Wśród nich byli też pracownicy gazet a
że były to jedyne takie targi może i w całym kraju to żaden
wydawca nie mógł tego przegapić. Jednak nikt nie zauważył, że
podczas imprezy po całym boisku kręcił się jakiś człowiek z
kamerą. W środę rano na drzwiach szkoły była przyklejona kartka
z linkiem do znanej strony z filmami. Po wejściu na ową stronkę
dużymi literami podany był tytuł filmu: TEGO JESZCZE NIE BYŁO
czyli małe targi zabawek. Na filmie oprócz wszystkich prezentacji
była pokazana konkurencja układanie puzzli na czas. W opisie autor
napisał „Jej wysokość Zosia” i „Wesoły dzień Zosi” - tak
się układa puzzle. Niestety już na drugi dzień film został
skasowany. Pisało coś o naruszeniu praw autorskich. W środę w
lokalnej gazecie pojawił się artykuł. Był taki jak wszystkie
opisujące przebieg jakiejś imprezy. Kto był, z kim i w jakim celu.
Żadnego wywiadu. Najbardziej szkoda tego usuniętego filmu. Był
naprawdę godny polecenia. Szkoda.
piątek, 18 września 2015
Małe targi zabawek
Jak już wspominałam w minioną sobotę odbyły się zorganizowane
przez dyrektora szkoły i sołtysa „małe targi zabawek” dla
uczniów i przedszkolaków. Ponieważ była to jedyna taka impreza w
całej gminie a może i w województwie wszystko musiało być
zorganizowane bez żadnego błędu. Już od samego rana w piątek
zaczęły się wielkie przygotowania. Duża sala, scena, nagłośnienie
słowem wszystko. Przy takiej okazji zaproszeni producenci poprosili
o listę uczestników imprezy jak to określili w celach
informacyjnych. Wiek, klasa i takie tam. Jak to zwykle bywa z planami
i tym razem teoria z praktyką nie miała nic wspólnego. Po całej
gminie rozeszła się wieść o planowanych targach więc w piątek
po południu zamiast listy z naszej szkoły i przedszkola
organizatorzy otrzymali listy chętnych z prawie każdej szkoły w
gminie. Wpadka? Nie. Na tablicy ogłoszeń pojawiła się
informacja, że ze względów na tak ogromne zainteresowanie cała
impreza zostaje przeniesiona na boisko sportowe i dlatego zostaje
przesunięta godzina otwarcia z 9 na 11. Do późnych godzin w piątek
i od rana w sobotę wszystko było przenoszone, ale udało się. Jak
pisałam po wszystkich prezentacjach dzieci zaczęły zadawać
pytania o pomysły, sposoby produkcji. Po godzinie tych pytań jeden
uczeń pierwszej klasy zapytał o coś o co chyba wszystkie dzieci
chciały zapytać od samego początku „Kiedy wreszcie zaczniemy w
nie grać” Wydaje mi się, że wszyscy producenci przewidzieli taki
obrót sprawy bo jakimś dziwnym sposobem zamiast przyjechać
samochodami osobowymi na parking obok stadionu podjechały ogromne
ciężarówki. W trakcie pytań wnoszono coraz więcej pudeł i jak
można się domyślić były w nich nie tylko obiecane gry „Memos -
Kraina Lodu” i „5 sekund Junior” ale nawet świecące w
ciemności „Avengers - Puzzle Magic Decor” chociaż był środek
dnia. Pod koniec imprezy okazało się, że oprócz zaproszonych
gości pojawili się dziennikarze, więc dla wszystkich firm taka
impreza to idealny sposób na reklamę. Teraz wiadomo dlaczego
pokazali chyba wszystkie swoje produkty. Brawo za pomysł.
środa, 16 września 2015
Jak spędzić wakacje w domu
Nie tylko w szkole opowiada się o wrażeniach z wakacji. Najstarsza
grupa naszego przedszkola też zajęła się tym tematem zaraz na
początku. Jak zwykle opowieści były różne. Jedne wesołe a inne
nie bo co wesołego jest w dwóch miesiącach spędzonych w domu. Ale
i wtedy wakacje nie muszą być takie złe. Wystarczy jedna osoba
potrafiąca znaleźć choć jedną rzecz, która może zaciekawić
dzieci i to wszystko zorganizować. My na szczęście mamy takiego
człowieka. Jest nim oczywiście nasz sołtys. Swoją drogą nie mam
pojęcia skąd on bierze pomysły na to wszystko. I w te wakacje nie
zawiódł. Jak wszyscy uczniowie wiedzą w czasie tych dwóch
miesięcy brama szkolna powinna być zamknięta nawet na łańcuch
jeśli jest taka możliwość. Przez cały sierpień nasza była
otwarta. Żeby nikt nie pomyślał, że straszenie otwartą szkołą
było sposobem na spędzanie wakacji chcę od razu wyjaśnić na czym
polegał ów pomysł. Za zgodą jeszcze starego dyrektora cała sala
gimnastyczna została przygotowana do różnego rodzaju zawodów i
turniejów. Ponieważ mamy dość dużą salę można było
przygotować wiele konkurencji. Dodatkową atrakcją dla
przedszkolaków była możliwość wizyty w szkole jeszcze przed
rozpoczęciem roku szkolnego. Na tę część naszych mieszkańców
liczyliśmy najbardziej to też głównie dla nich wszystko zostało
przygotowane. W organizację włączyły się też zakłady pracy
szczególnie producent zabawek. „Memos
- Kraina Lodu” czy „5
sekund Junior” to tylko niewielka część gier planszowych jakie
zostały przez nich dostarczone. Główne nagrody we wszystkich
konkursach też. Żeby nikt nie był głodny podczas tych
wszystkich zmagań posiłki zostały zamówione w firmie
kateringowej. Tu również znalazł się sponsor. Jak już nie raz
mogliście się przekonać w każde przedsięwzięcie włączają się
wszyscy. Tak więc nawet dzieci, które z różnych powodów nie
wyjeżdżają na wakacje zawsze mogą liczyć na jakieś atrakcje. Są
ludzie którzy na pewno o to zadbają.
poniedziałek, 14 września 2015
Pomysł nowego dyrektora
Najmłodszym członkiem naszej
małej społeczności, jak już wielu z Was zapewne pamięta, jest
niedawno wybudowana fabryka zabawek a dokładniej jej pracownicy.
Dlaczego o tym wspominam. Ano dlatego, że jednym z zajmujących
wyższe stanowisko jest wszystkim dobrze znany człowiek, który
pełni też jeszcze jedną ważną funkcję. Jako że nasza szkoła w
połowie wakacji straciła dyrektora ktoś musiał chwilowo zająć
jego miejsca. Po naradzie ogłoszono, że do mianowania nowego, co ma
nastąpić pod koniec października zastępował go będzie właśnie
on, ponieważ miał doświadczenie w kierowaniu szkołą. Nie naszą
ale jednak. Przy przeglądaniu dokumentów natrafiono na jak to
nazwać „raport” z zeszłorocznej wycieczki targi zabawek. Może
pamiętacie jak dzieci przechodziły obojętnie obok stanowisk z
wszelkiego rodzaju grami i zabawkami na miarę XXI wieku. Mnóstwo
światełek dźwięków i innej elektroniki. Nagle wszystkie dzieci
zatrzymały się przy jednym z namiotów w którym bardzo podobna do
naszej firma produkująca zabawki pokazywała swoje produkty. Jak
się okazało były to gry i zabawki całkowicie pozbawione jakiejś
najnowszej technologii. I to dzieci zainteresowało najbardziej. Jak
można było kiedyś bawić się, jak to określiły „czymś takim”
Ze sprawozdania wynikało też, że dzieci nie za bardzo chciały
opuścić ten namiot mimo że trzeba było już wracać. Nowy
dyrektor w porozumieniu z sołtysem ogłosił, że w najbliższą
sobotę i niedzielę odbędą się nasze małe targi gier i zabawek.
Przedstawiciele kilku firm z których każda przedstawi tak
interesujące wtedy gry. Każdy z zaproszonych gości pokaże i omówi
jeden rodzaj rozrywki tak aby dokładnie pokazać zasady jakie przy
nich obowiązują. Oczywiście nasza fabryka też dostała
zaproszenie i prośbę o przedstawienie serii puzzli „Jej
wysokość Zosia” i
„Wesoły dzień Zosi”
Inne firmy mają
pokazać gry rozwijające pamięć „Memos
- Kraina Lodu” i „5
sekund” Jedna z firm
została poproszona o przedstawienie jednej rzeczy z zabawek godnych
XXI wieku. Wybór padł na zegarek-zabawkę „VTech
- Kidizoom Smart Watch” Później
słuchacze będą mieli możliwość skomentowania prezentacji. Nie
mogę się doczekać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)