środa, 30 grudnia 2015

Co on znów wymyślił

Jak pamiętacie zostaliśmy zaproszeni w góry na święta. Mieliśmy poprowadzić pensjonat. To znaczy Sławek obiecał przyjacielowi, że to on się tym zajmie. Nie mogliśmy pozwolić aby wszystkie obowiązki spadły na niego, więc zaproponowaliśmy pomoc szczególnie, że w ramach podziękowań cała nasza rodzina mogła spędzić ten czas na koszt właścicieli. Okazało się, że są to znajomi Sławka. Znacie ich. To ta sama para, której w młodości pomógł zerwać z przeszłością. Skorzystaliśmy z okazji, nie dlatego że był to wyjazd darmowy. Od dłuższego czasu planowaliśmy coś takiego, ale zawsze coś wypadło. Tym razem pojechaliśmy. Pierwsze zaskoczenie było przy ubieraniu choinki. U nas w domu choinka ma 1,8 metra wysokości i wszyscy uważają, że jest za wysoka a tam miała ponad 3 metry. Wszelkimi sposobami chcieliśmy zająć czymś dzieci ale taka choinka nie mogła się z niczym równać. Okazało się, że oprócz naszej piątki jest tam jeszcze 15 dzieci. Wieczorem pierwszego dnia świąt Sławek nagle musiał wyjechać. Nikt nie wiedział gdzie i dlaczego. Dowiedzieliśmy się na drugi dzień po południu. Wszyscy świętowali na sali balowej. W pewnym momencie usłyszeliśmy kolędę. Za chwilę w drzwiach stanął nie kto inny jak Święty Mikołaj. Wszystkie dzieci stanęły jak wryte. Dorośli wiedzieli, że trochę za późno na mikołaja, ale dzieciom to nie przeszkadzało. Mikołaj podszedł do choinki, przeprosił wszystkich za spóźnienie. Powiedział, że w tym roku nie udało mu się odwiedzić wszystkich dzieci jednego dnia a ponieważ tu są tylko grzeczne dzieci postanowił odwiedzić je specjalnie w święta. Każde dziecko zostało wezwane z imienia i nazwiska i każde dostało od mikołaja podpisany prezent. Nasze wnuki dostały przygotowane przez dziadka zestawy z serii "Sience4you" Najbardziej cieszyła się córka właścicieli Magda. Od mikołaja otrzymała zestaw puzzli z serii o krainie lodu, ostatniego którego brakowało jej do kolekcji. Wtedy zorientowaliśmy się, kto jest tym mikołajem. Tylko jedna osoba miała dostęp do nazwisk wszystkich dzieci. Sławek. To po to wyjechał. Dobrze się przygotował do roli. Dzieci długo nie zapomną tych świąt. Nasze też.

wtorek, 29 grudnia 2015

Niezwykła atmosfera

Po przyjeździe wszyscy przyjęli nas jak przyjaciół i od razu zaoferowali wszelką pomoc we wszystkich sprawach. Zaczęły się przygotowania do wigilii. W pensjonacie było około 50 osób z różnych stron Polski. Każdy z gości zaoferował pomoc, więc w czasie wieczerzy wigilijnej miały być potrawy z każdego regionu. Zabraliśmy się do pracy. Wszyscy mieli co robić. Nam przypadło najprostsze zadanie. Barszcz z uszkami. To znaczy myślałam, że to będzie proste. Przez trzy i pół godziny wraz z dwoma córkami lepiłyśmy uszka. Trzy i pół godziny. Nie jestem jakąś wybitną kucharką, ale wszystkim bardzo smakowały. Jak już pisałam Boże Narodzenie to święta rodzinne. Słowo "rodzinne" może mieć różne znaczenie. W tym przypadku było to około 70 osób. Goście i obsługa. Tak, nie przesłyszeliście się. Do wieczerzy wigilijnej zasiedli wspólnie szefowie, goście i pracownicy. Wszyscy równi i bez podziału na stanowiska. Jedna wielka, szczęśliwa rodzina. Po wieczerzy zaczęły się przygotowania do pasterki. Zapomniałam wspomnieć o bardzo ważnej rzeczy, choince. Na ogromnej sali balowej stało drzewko, które miało ponad trzy metry wysokości. W pensjonacie organizowane są też wesela, komunie i wszelkie możliwe imprezy więc sala jest bardzo potrzebna a w święta jest to idealne miejsce. Obsługa pomyślała też o gościach. W każdym pokoju była mała choinka. Zaraz po naszym przyjeździe dostarczona została owa choinka trzeba ją było przystroić. Wszystkie bombki, lampki i łańcuchy czekały na sali. Postanowiliśmy, że zajmiemy się tym na drugi dzień. Trzeba było coś wymyślić aby dzieci nam w tym nie przeszkadzały. Gry planszowe "5 sekund junior" i "Chińczyk – kraina lodu" miały załatwić sprawę. Niestety policzyliśmy tylko nasze zapominając o gościach. W sumie było 15 młodych ludzi, których nic nie mogło oderwać od ubierania choinki. Nie było wyjścia. Wieczorem pierwszego dnia świąt Sławek powiedział, że rano musi wyjechać w bardzo ważnej sprawie, ale wróci jak najszybciej jak się da. Ciekawe co wymyślił.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Boże Narodzenie

Boże Narodzenie to święta rodzinne. Tylko że słowo rodzina wcale nie musi odnosić się tylko do najbliższych. Opowiadałam Wam już trochę o przeszłości Sławka. Teraz opowiem troszkę więcej bo myślę, że jest to warte wzmianki szczególnie w święta. Jak wiecie Sławek przez pewien czas przebywał w zakładzie karnym. Jeden głupi błąd w młodości. Środowisko w którym się obracał też nie należało do najuczciwszych. Jednak pewnego dnia wszystko w jego życiu się zmieniło. Do grona jego "przyjaciół" dołączyła dwójka nastolatków. Ich życie było jeszcze bardziej trudne niż jego. Od najmłodszych lat wkoło nich był tylko alkohol i narkotyki. Od tego czasu Sławek robił wszystko aby ich z tego bagna wyciągnąć. Zajęło mu to długi czas, ale w końcu się udało. Nawet więcej. Po roku został zaproszony na ślub właśnie tej pary. Pamiętacie gdy po wyjściu na wolność Sławek został zaproszony do nas aby go przedstawić dzieciom. Jakiś czas później przyszedł z propozycją spędzenia świąt w pensjonacie w górach. Gdzie jest haczyk, zapytacie. Był tylko jeden. W ramach zapłaty trzeba było poprowadzić całą firmę podczas nieobecności właścicieli. Okazała się nimi owa para, która po ślubie wybudowała to miejsce. Od tamtej pory wiodło im się całkiem nieźle. Jak tu było się nie zgodzić. W dniu wyjazdu najdziwniej zachowywał się dziadek. Oprócz walizki zapakował do auta dziwne pudło. Nie można było do niego podejść bo dziadek od razu krzyczał. Tylko jednej osobie powiedział co jest w środku. Córce, która od razu powiedziała mnie. Pamiętacie jak dziadek schował prezenty i nie znalazł ich na czas? Teraz mu się udało i postanowił dać je pod choinkę. Były to zestawy "Układanki – puzzlopianki Fisher Price" i zestawy "Science4you" Przez całą drogę zastanawialiśmy się co nas tam czeka. Jak zostaniemy przyjęci jako nowi szefowie. Jak się okazało na miejscu wszyscy wiedzieli o tej sytuacji i jak tylko przyjechaliśmy przywitali nas jak starych dobrych przyjaciół a nie jak pracodawców. Ale o tym następnym razem.





środa, 23 grudnia 2015

Ferie świąteczne

 23 grudnia, środa. Prawie wszystkie szkoły dziś zaczynają ferie świąteczne. Dlaczego prawie? Można powiedzieć, że w naszej szkole rozpoczęły się one już 4 dni temu. Sprawka naszego dyrektora. Na poniedziałek i wtorek dla wszystkich dzieci zorganizował prezentację. Temat: Najlepszy prezent pod choinkę. Ponieważ nawet sala gimnastyczna okazała się za mała, za sprawą sołtysa Gminny ośrodek kultury udostępnił dużo większą halę sportową w tutejszym domu kultury. Zostało zaproszonych kilku przedstawicieli różnych firm produkujących zabawki, słodycze a nawet przybory szkolne. Jednak największe emocje budził zaproszony gość specjalny. Jak to określił dyrektor „znawca tematu” Kim był ów tajemniczy człowiek wiedział tylko on. We wtorek wszystko się wyjaśniło. Pamiętacie wycieczkę starszych klas do Warszawy? Wtedy dla młodszych dzieci zorganizowano wycieczkę – niespodziankę. Celem tej wycieczki był stary zamek. Jak się później okazało właścicielem był przyjaciel dyrektora, który gdy usłyszał o tej niesprawiedliwości (mam na myśli wycieczkę do Warszawy) sam zorganizował ten wyjazd. Jeszcze większym zaskoczeniem był fakt, że jest on również kolekcjonerem zabawek. Miał w swojej kolekcji przedmioty nawet z początku wieku i starsze. To właśnie on był tym tajemniczym gościem. Prezentacje zaczęły się już w poniedziałek rano. Nie mogło zabraknąć przedstawiciela naszej rodzimej fabryki zabawek. Jak można było się spodziewać ten temat budził największe zainteresowanie nie tylko maluchów ale i starszych dzieci, które też zostały zaproszone. Szczególnym zainteresowaniem cieszył się zegarek – zabawka „ VTech - Kidizoom Smart Watch” i zabawka edukacyjna „ABC Smartfonik” Widać, że nasze dzieci idą z duchem czasu choć gry planszowe i puzzle też zaciekawiły większą część słuchaczy. Jednak nic nie mogło się równać z opowieściami na temat zabawek przedstawionymi przez naszego tajemniczego gościa. Jako przykład przywiózł bliżej nie określony przedmiot. Agnieszka opisała go tak: to coś przypominało ufo i po naciśnięciu od góry zaczynał0 się obracać. Zaczęliśmy się śmiać. Syn na chwilę wyszedł z pokoju i po chwili przyniósł ów tajemniczy przedmiot. Jak się domyślacie był to blaszany bączek, który leżał na strychu przez wiele, wiele lat. Taka pamiątka.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Świetna skrytka

Chyba nie pomylę się jak powiem, że 6 grudnia to jeden z najważniejszych dni w roku dla wszystkich dzieci. Może nawet ważniejszy niż Dzień dziecka czy urodziny. Jednak najbardziej cieszą się właściciele sklepów z zabawkami. Ale ja nie o tym. Pamiętacie jak dziadek szukał najlepszej skrytki na kupione przez siebie prezenty? Dla chłopców model stadionu a dla dziewczynek zestaw „Craft Castle - Bajkowy Zamek Księżniczki” Jak schował to wszystko pod łóżkiem i jak dzieci szybko znalazły dziadkową kryjówkę? Na pewno. Trochę się zdziwiliśmy gdy dziadek piątce dzieci dał tylko dwa zestawy i powiedział, że tak będzie sprawiedliwie. Jeden wspólny prezent dla chłopców i jeden dla dziewczynek żeby było sprawiedliwie. Całe szczęście, że każdy z nas osobno kupił prezenty, więc każde z dzieci coś dostało tylko dla siebie. Pytaliśmy dlaczego tak zrobił. Na początku nie chciał powiedzieć, ale w końcu udało się wyciągnąć z niego całą prawdę. Okazało się, że kupił prezenty dla każdego dziecka a stadion i zamek to był dodatek. Dla trójki starszych przygotował zestawy z serii „Science4you” a dla bliźniaków „Układanki – puzzlopianki Fisher Price” Tak dla wyjaśnienia. Puzzlo-pianki to duże, miękkie, kolorowe puzzle, z których można budować figury przestrzenne. Oczywiście wszystko to kupił w naszym ulubionym sklepie internetowym firmy Trefl. Niestety paczka którą przywiózł kurier była na tyle duża, że nie dało się jej schować w całości, więc trzeba było ją otworzyć i wszystko pochować w różnych miejscach. Dziadek zrobił się trochę czerwony. Wystraszyliśmy się trochę, ale on mówił dalej. Dzieci znalazły te prezenty, które schował pod łóżkiem dużo wcześniej, gdy tylko zapytał co chcą dostać. Resztę miały otrzymać dopiero 6 grudnia. Niestety nie udało mu się ich wszystkich znaleźć. Skrytki okazały się na tyle dobre, że nawet on nie wiedział gdzie są. Po prostu zapomniał. Mamy nadzieję, że podczas porządków znajdziemy wszystkie zestawy. Jedynym plusem tej sytuacji jest to, że nie będzie musiał nic kupować na gwiazdkę. Pod warunkiem odnalezienia zguby.

piątek, 18 grudnia 2015

Pierwsza nagroda

 O tym, że Agnieszka zaprosiła do nas całą klasę w związku z prezentacją ulubionej zabawki to już wiecie. Niezwykłym zbiegiem okoliczności dzień wcześniej cała nasza rodzina wybrała się na zakupy do jednego z dużych sklepów, więc byłam przygotowana na taką wizytę. Zrobiło się z tego małe przyjęcie. Gdy Agnieszka pokazywała wszystkim swój zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” jeden z nauczycieli przypomniał jej o obiecanej historii zamku. Zaczęła od tego, że jest to drugi zestaw. Pierwszy został zniszczony i to aż dwa razy. Po pierwszym dało się go jeszcze naprawić choć wymagało to dużo pracy w czym pomagały jej koleżanki. Po drugim razie już nic nie dało się zrobić. Wszyscy pytali dlaczego jest on taki ważny, że nie wyrzuciła go od razu po pierwszym zniszczeniu i nie kupiła nowego. Wyjaśniła, że to był prezent od wujka gdy pierwszy raz go poznała. Pokazywany zestaw też jest prezentem. Wujek kupił go gdy dowiedział się o zniszczeniu tamtego. Każdy z gości był zachwycony tą historią. W szkole Agnieszka dostała pierwszą nagrodę za, jak to określili nauczyciele, nowatorskie podejście do tematu. A tłumacząc na język polski za to że jej historia zaciekawiła wszystkich. Opowiadała ją jeszcze raz tylko teraz przed całą szkołą. Wszyscy byli zgodni. Pierwsza nagroda słusznie trafiła w ręce Agnieszki. Pamiętacie nowego ucznia, który przyszedł do klasy Agnieszki? Tego, który pochodzi z bardzo bogatej rodziny. Kilka dni po naszym „przyjęciu” cała klasa została zaproszona do jego domu na prezentację serii zestawów puzzli przestrzennych przedstawiających modele stadionów. Jeden z nich przedstawił na konkursie w szkole. Był to zestaw „Model stadionu Camp Nou (Fc Barcelona)” Uczniowie nie bardzo mieli ochotę iść na taką prezentację. Wszyscy pamiętali przyjęcie urodzinowe jakie zorganizowali rodzice chłopca. Niestety tym razem było tak samo. Wszystko zostało przygotowane jakby mieli się pojawić nie uczniowie, ale jacyś prezydenci czy inni równie ważni goście. I znowu na drugi dzień zawstydzony kolega przepraszał wszystkich. Usłyszał tylko, że nie musi przepraszać i że niektórzy rodzice już tacy są. Nic na to nie poradzi.

środa, 16 grudnia 2015

Przeszła samą siebie

 Zapewne pamiętacie, że nasza Agnieszka miała zawsze „ciekawe” pomysły. Myśleliśmy, że najlepszym z nich było zostanie szefem kuchni w jakiejś znanej restauracji. Wszystko wydarzyło się podczas wakacyjnego wyjazdu na kolonię nad morze. Cały pobyt był zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach. Niestety organizatorzy nie przewidzieli deszczu. Na wysokości zadania stanął wtedy jeden z szefów kuchni z restauracji obsługującej cały ośrodek w którym grupa była zakwaterowana. Wpadł na pomysł, aby zorganizować warsztaty kulinarne dla wszystkich chętnych. Pomysł bardzo się spodobał nie tylko organizatorom ale przede wszystkim dzieciom. Właśnie po tej kolonii Agnieszka oznajmiła, że zawód kucharza to jej powołanie i w przyszłości chce zostać szefem kuchni. Niestety byliśmy w błędzie. Ostatnio wymyśliła coś lepszego. Nie były to jakieś plany na przyszłość, ale wszyscy domownicy byli równie zaskoczeni. Niedawno przyniosła ze szkoły wiadomości, że cały jeden dzień będzie przeznaczony na prezentację swojej ulubionej zabawki. Zaraz na początku dyrektor zaznaczył, że ma to być coś na miarę kategorii wiekowej. Żeby nie przynieść do szkoły jakiegoś misia. Jak wszyscy wiecie ulubioną zabawką Agnieszki jest zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” ale przez jego rozmiary nie mogła go zabrać do szkoły. Jeden z uczniów przyniósł podobny zestaw, ale był jeszcze w pudełku więc jemu się udało szczególnie, że mieszka niedaleko. Opowiadał, że jest to seria puzzli przestrzennych przedstawiających stadiony najbardziej znanych drużyn piłkarskich z całej Europy. Jego pierwszym zestawem jest „Model stadionu Camp Nou klubu Fc Barcelona” Ze względu na wymiary pokazuje tylko pudełko bo złożony model stoi u niego na biurku. Gdy nauczyciel zapytał Agnieszkę gdzie ma swoją ulubioną zabawkę zgodnie z prawdą powiedziała, że to podobny zestaw ale ponieważ ma go od dawna nie mogła przynieść nawet pudełka. Jeśli koniecznie musi pokazać to zaprasza wszystkich do domu. Zapewniła, że historia zestawu jest warta tej wycieczki. I tak cała klasa wraz z nauczycielami pojawiła się przed drzwiami. Na szczęście u mnie w domu zawsze jest posprzątane. Ten pomysł był chyba najbardziej zwariowany jaki mogła wymyślić Agnieszka. Przynajmniej na razie.  

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Egzamin

 Jak to jest, że większość zdających na prawo jazdy podchodzi do egzaminu jakby od niego zależało życie. Najgorzej jest w dniu egzaminu. Niektórzy nawet biorą coś na uspokojenie. Jedną z takich osób jest moja najmłodsza córka. Na szczęście udało mi się odwieść ją od tego zamiaru. Tydzień przed egzaminem zaczęła się naprawdę przejmować i nawet chciała zrezygnować bo nagle uświadomiła sobie, że nic nie wie o przepisach a o prowadzeniu auta jeszcze mniej. To są jej słowa. Cała rodzina zaczęła ją pocieszać i przekonywać do zmiany decyzji. Nic nie pomagało. Dopiero gdy dziadek powiedział, że jak nie spróbuje to się nie przekona postanowiła spróbować. Jak to mówią: grunt to dobra motywacja. W dzień egzaminu wszyscy chodzili jak na szpilkach. Nasz ośrodek egzaminacyjny nie należy do największych więc wyniki są znane kilka dni później. Okazało się, że testy zdała bezbłędnie. Trzeba było to uczcić. Dla żartu kupiliśmy jej dwa zestawy puzzli „Auta 2” i „Auta 2 – kolor puzzle” Po ułożeniu powstaje obrazek z bohaterami filmu. Dwa szeroko uśmiechnięte samochody. Mimo że córka ma 25 lat bardzo spodobał jej się ten żart. Skomentowała to jednym zdaniem „mam nadzieję, że będę tak wyglądać po egzaminie praktycznym” Kilka dni później pojechała. Niestety za pierwszym razem nie udało się. Znów chciała zrezygnować i znów dziadek „coś” jej powiedział. Nie chcieli powiedzieć co. Na drugi dzień pojechała ustalić następny termin. Miała dwa tygodnie na przygotowania. Później dowiedzieliśmy się co takiego wymyślił dziadek, że córka zmieniła zdanie. Codziennie razem znikali na kilka godzin i codziennie córka wracała bardziej zadowolona. Dziadek miał inne nastawienie. Przez kilka pierwszych dni przychodził do domu blady jak ściana. Gdy córki nie było w domu wyjaśnił dlaczego. W tym czasie gdy ich nie było dziadek uczył ją jeździć naszym samochodem. Powiedział, że to jego najgłupszy pomysł i już wie dlaczego oblała egzamin. Ale obiecał. Z każdym dniem było lepiej. Akurat tak się składa, że gdy piszę te słowa córka właśnie zdaje swój kolejny egzamin. Zobaczymy jakim nauczycielem jest dziadek.

czwartek, 10 grudnia 2015

Nic się nie nauczył

 Zapewne wielu z Was pamięta opisywaną przeze mnie sytuację gdy w zeszłym roku dziadek schował prezenty do szafki. Oczywiście dzieci szybko je znalazły a dziadek musiał postarać się o nowe. Od tamtej pory wiedział, że albo kupuje się prezent tuż przed okazją do jego wręczenia, albo trzeba znaleźć lepszą skrytkę niż szafa. Od tamtej pory szukał odpowiedniego miejsca na najlepszą. Ponieważ wnucząt mamy aż piątkę, a może tylko piątkę zależy od podejścia okazji do kupowania prezentów jest trochę to dziadek po zeszłorocznej wpadce nic się nie nauczył. Za każdym razem solenizant znajdował swój prezent dużo wcześniej. Dziadek zawsze pytał co dziecko chciało by z okazji swojego święta. Ta był jego pierwszy błąd. Drugim było chowanie prezentu w miejscach gdzie dzieci łatwo mogły je znaleźć. Raz jego skrytką była szafka prawie pod samym sufitem. Wydawało by się, że nikt tam nie zajrzy bo jest za wysoko. Ale i w tym przypadku dzieci okazały się dobrymi detektywami. Trochę przypadkiem, ale i tak się udało. Trafiło się, że cała piątka była u nas. W owej szafce trzymaliśmy wszelkiego rodzaju sprzęt sportowy. Dzieci chciały pograć w piłkę więc dziadek im ją dostał. Niestety gdy schodził z drabiny z szafki wypadło pudełko puzzli „Alpy Bawarskie, Niemcy” firmy Trefl. Okazało się, że to właśnie był prezent dla jednego z nich. W tym roku znów dziadka prześladował pech. W nie raz chwalonym sklepie internetowym zakupił „Model stadionu Juve (Juventus F. C.) Jest to zestaw przestrzennych puzzli, które po złożeniu tworzą model stadionu. Trochę przypomina tak uwielbiany przez Agnieszkę „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Jednak przez rozmiary pudełka 325x240x210 mm nie za bardzo miał gdzie go schować. Pod łóżkiem wydawało się dobrym miejscem. Niestety zapytał dzieci co chciałyby dostać. To był dla nich znak do rozpoczęcia poszukiwań. Zgadnijcie, gdzie szukały najpierw? Tak jest. Pod łóżkiem. W samą porę zauważył to dziadek i zanim dzieci otworzyły pudło powiedział, że tym razem będzie to niespodzianka i żeby zaczekały. Na szczęście zawinął go w jakąś szmatę i nie było widać co jest w środku.

wtorek, 8 grudnia 2015

Zawiedzione dzieci

 Już wspominałam, jak dzieci cieszyły się z otrzymanych prezentów. Szczególnie Agnieszka gdy otrzymała od nas „Domino – kraina lodu” firmy Trefl. Na początku grudnia zaplanowaliśmy małe przyjęcie z okazji mikołajek co bardzo ucieszyło dzieci. 5 grudnia przybyli prawie wszyscy. Jak myślicie, kogo zabrakło? Oczywiście Sławka. Od razu uznałyśmy z córką, że na pewno w coś się wpakował i będą z tego tylko kłopoty. Jak zwykle zresztą. Wszystkie dzieci zaraz po otrzymaniu prezentów od razu je otworzyły i jak było widać bardzo im się spodobały. Jednak wszyscy zauważyli, że z dziećmi jest coś nie tak. Nikt nie wiedział co. Rozglądały się cały czas jakby kogoś szukały. Chcieliśmy się dowiedzieć co się dzieje, ale nic nie powiedziały. Wieczorem wszyscy się rozeszli a dzieci były coraz smutniejsze. Zaczęłam się dopytywać i w końcu się udało. Najpierw poszeptały między sobą a potem spytały dlaczego nie było wujka Sławka. Powiedziałam, że nie mógł przyjść. No co, musiałam coś wymyślić. Nie powiem im przecież, że nie został zaproszony. W niedzielę wieczorem wszystkie wnuki wpadły do kuchni z wrzaskiem jakby się coś stało. Strasznie się wystraszyłam, ale dzieci wyjaśniły, że właśnie dzwonił wujek. Nie wiem czemu powiedziały, że mnie nie ma. Miał zadzwonić wieczorem i zadzwonił. Chodziło o prezenty dla dzieci. Niestety nie zdążył ich kupić i chciał zabrać całą piątkę na zakupy. W jednym ze sklepów widział serię puzzli o dinozaurach „Dinozaury – puzzle 4 w 1” i „Dobry dinozaur – puzzle 4 w 1” ale nie wiedział czy dzieciom się spodoba i przed zakupem chciałby im ją pokazać. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy miała związek z pieniędzmi. Sławek jakby wiedział o czym myślę od razu powiedział, że o pieniądze nie muszę się martwić bo niedawno dostał uczciwą pracę. Specjalnie podkreślił, że uczciwą. W sumie to mu się nie dziwię. Pamiętacie sprawę z paragonem? Z naszymi oskarżeniami wtedy chyba trochę przesadziłyśmy. Nawet więcej niż trochę.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Promocja, promocja i jeszcze raz promocja

 Grudzień to ciekawy miesiąc. Z jednej strony święta, spotkania z rodziną i życzenia. Z drugiej zakupy i bieganie po wszystkich sklepach szczególnie jak są jakieś promocje. Tego nie lubię najbardziej, promocji. W jednym kabarecie słyszałam wyjaśnienie słowa promocja. Jest to oferowanie za połowę ceny czegoś, czego normalnie nikt by za darmo nie chciał. Niestety większość ludzi na słowo „promocja” głupieje. Od najmniejszego sklepiku osiedlowego do wielkich galerii handlowych jest to najbardziej widoczne słowo na wszystkich wystawach. Ale co zrobić? Jak mus to mus. W grudniu też trzeba jeść, pić i mieć w co się ubrać. Co gorsza trzeba było odwiedzić wszystkie w okolicy bo w tym roku listy do Świętego Mikołaja były dość długie. W sumie piątka wnuków. Najciekawszy list z listą prezentów napisała Agnieszka. Spodziewaliśmy się nie wiadomo jakich wymyślnych rzeczy a ona napisała tylko: Święty Mikołaju w tym roku proszę o coś nowego. Niech to będzie niespodzianka. Pamiętacie jej „obsesję” na temat wszystkich zabawek, gier i puzzli na temat serii o krainie lodu? Pomyślałyśmy z jej mamą, że dobrze byłoby znaleźć coś nowego właśnie z tej serii. Jednak w żadnym ze sklepów w okolicy nic takiego nie było. Jedynie co udało nam się spotkać rzeczy, które miała już w swojej kolekcji. W czasie tych wędrówek kupiłyśmy prezenty dla pozostałych dzieci. O ile produkty z serii „I love art” firmy Trefl łatwo było zdobyć to już figurkę jednorożca i kilku innych zwierzątek o które prosiła Ania już było trudniej. Przypomniałam sobie sklep internetowy właśnie firmy Trefl. Tam znalazłam wszystkie zwierzaki. Jakie było moje zdziwienie gdy podczas przeglądania oferty natrafiłam na „Domino – kraina lodu” Wiedziałam, że nie ważne ile by kosztowało trzeba będzie je kupić. W końcu to kraina lodu. Agnieszka na pewno będzie zadowolona. Po sprawdzeniu ceny jeszcze bardziej się ucieszyłam bo cena była kilkakrotnie niższa niż się spodziewałam. Trzeba było widzieć twarz Agnieszki. Takiej zadowolonej już dawno jej nie widzieliśmy.

piątek, 4 grudnia 2015

Kolejny zestaw

Pamiętacie jak Agnieszka zniszczyła prezent od wujka Sławka? Zgadza się, zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Wróciła wtedy ze szkoły strasznie wściekła i rzuciła plecakiem w ścianę ale na jego drodze stał zamek. Niestety nie dało się go już posklejać więc chcieliśmy kupić nowy, ale Agnieszka powiedziała, że to już nie będzie prezent od wujka. Kilka dni później przyniosła do domu ogromne pudło. Nikt nie wiedział skąd go ma i co to jest. Wystraszyliśmy się trochę. Mała dziewczynka przynosi prezent do domu i nie chce powiedzieć od kogo. Jeszcze mówi, że to tajemnica. Na drugi dzień zadzwonił Sławek i wyjaśnił wszystko. Prezent był od niego bo zrobiło mu się szkoda Agnieszki gdy spotkał ją w sklepie i opowiedziała mu co się stało. Ciekawe, gdy my chcieliśmy kupić nowy to nie chciała, a od wujka przyjęła bez wahania. Ostatnio wspominałam o sklepie internetowym z zabawkami. Ogromna ilość towarów sprawia, że można spędzić cały dzień przeglądając oferty i nie zdecydować się na nic bo wszystko jest ciekawe. Jednak niektóre rzeczy są ciekawsze od innych. Wczoraj natrafiłam na coś takiego. Pomyślałam, że skoro Agnieszka tak bardzo lubi swój zamek to można kupić jeszcze jakiś zestaw do kolekcji a ponieważ zbliżają się święta to na prezent będzie jak znalazł. Miałam do wyboru trzy zestawy: „Craft Castle - Bajkowy Zamek Księżniczki” drugi to „Craft Castle - Zaczarowany Zamek Zosi” i na koniec „Craft House - Farma Applejack” Wszystkie zestawy to przestrzenne, tekturowe modele konstrukcyjne do samodzielnego składania. Widziałam ile radości sprawiło Agnieszce składanie takiego zestawu. Jakimś sposobem dowiedziała się o moich zamiarach. Dziś rano chodziła po kuchni dziwnie zdenerwowana. W końcu zdobyła się na odwagę i powiedziała, że tylko jeden zamek może stać w jej pokoju i jeśli jeszcze nic nie kupiłam to nie chce kolejnych zestawów i żebym się nie złościła. Może to i dobrze bo nietrafiony prezent jest gorszy niż jego brak. Przynajmniej tak mówią. 








czwartek, 3 grudnia 2015

Świąteczne promocje

 Chyba nie ma nic gorszego niż chodzenie po dużych sklepach w czasie świątecznych promocji. A nie. Jest. Chodzenie po takich sklepach z piątką dzieci z których każde zainteresowane jest czymś innym. Trzeba mieć oczy i uszy wszędzie. Już raz zdarzyło się, że zginęła nam wnuczka. Co prawda znalazłyśmy ją, ale ta wizyta w sklepie sporo nas kosztowała. Siedziała sobie spokojnie przy półce z puzzlami a na podłodze były otwarte cztery zestawy. Pechowo wybrała najdroższe z możliwych. Niestety ich promocja nie obejmowała i trzeba było za nie zapłacić. Lepiej nie powiem ile. W tym roku oprócz wizyty w tradycyjnych sklepach przeglądałam też oferty sklepów internetowych. Moją szczególną uwagę przykuła oferta jednego z nich. Zawsze pisałam, że nie podam adresu bo byłaby to reklama, ale teraz zrobię wyjątek bo każdy kto chce kupić jakąś grę lub zabawkę powinien tam zajrzeć. http://www.trefl.com/ to jest ten sklep. Już nie raz kupowałam w tym sklepie i jeszcze ani raz się nie zawiodłam. Mają ogromny wybór wszelkiego rodzaju zabawek, gier planszowych dla każdej kategorii wiekowej naszych pociech. Podczas przeglądania oferty szczególnie spodobały mi się trzy rzeczy. Były to gry towarzyskie. Jak pamiętacie cała nasza rodzina lubi tego rodzaju rozrywkę, ale z tymi tytułami spotkałam się pierwszy raz. Dwie z nich „Farma” i „Basen” należą do serii gier edukacyjnych „Koala mądrala uczy i bawi” W prosty i zabawny sposób przedstawiają najmłodszym ogólne zasady panujące w tych miejscach. Trzecia z gier nosi tytuł „Family bingo” i jest przeznaczona dla starszych dzieci i nie tylko. Zasady są ogólnie znane: ułożyć cztery żetony na swojej planszy z tą różnicą, że aby zdobyć żeton trzeba wykonać zadanie wylosowane przez prowadzącego. Brzmi ciekawie, prawda? Jednak nie tylko mnie spodobały się te gry. Wszystkie trzy zostały wyróżnione w konkursie „Świat przyjazny dziecku” organizowanym przez Komitet ochrony praw dziecka. To chyba też coś znaczy.

czwartek, 26 listopada 2015

Dalej nam głupio

 Pamiętacie jak ja i córka oskarżyłyśmy Sławka o to, że przyniósł dla dzieci kradzione prezenty a on zostawił na stole paragon na nie? Do dziś nam głupio. Wprawdzie przeprosiłyśmy go ale od tamtej pory jego nastawienie do wszelkiego rodzaju kontaktu z nami trochę się zmieniło. Nawet przez telefon odnosi się wrażenie, że odbiera go bo tak wypada. Każda próba zaproszenia jest odrzucana z jakiegoś powodu. Od tamtego pechowego dnia minęło już ponad dwa miesiące. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że już brakuje powodów jakie wymyślamy gdy dzieci pytają o następną wizytę i dlaczego nie mogą do wujka nawet zadzwonić. Któregoś dnia trzeba będzie im powiedzieć. Będzie ciężko szczególnie, że prezenty bardzo im się spodobały. Gdy Agnieszka rzuciła plecakiem i przez przypadek trafiła w poklejony już zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Tak, poklejony. Pierwszy raz został zniszczony gdy najmłodsze wnuki przewróciły stół na którym stał. Wtedy Agnieszka z koleżankami posklejały go. Pytane dlaczego odpowiadały, że to był prezent. Niestety od Sławka. Tym razem nie da się już go naprawić. Poszliśmy do sklepu by kupić nowy, ale na półkach zobaczyliśmy złożony zestaw. Wyglądał strasznie. Ani jednej naklejki, ani jednego pomalowanego miejsca. Zamek Agnieszki to było prawdziwe „dzieło sztuki” Tym nieszczęsnym plecakiem zniszczyła też kilka innych rzeczy między innymi dwa zestawy puzzli z serii o księżniczce Zosi „ Jej wysokość Zosia” i „Wesoły dzień Zosi” ale żal jej było tylko zamku. Puzzle dostała od nas na urodziny. Mówiła, że to tylko puzzle i można kupić nowe a prezent od wujka przepadł i nawet nie może mu o tym powiedzieć. Któregoś dnia wróciła do domu z wielkim pudłem. Pytałam skąd go ma, ale w odpowiedzi usłyszałam, że to tajemnica i jak powie to będziemy się wściekać. Jakie było nasze zdziwienie gdy zadzwonił telefon. To był Sławek. Powiedział tylko żeby się nie martwić, że to on kupił ten zestaw jak usłyszał od Agnieszki o tym co się stało. To był jego pierwszy telefon od dwóch miesięcy.  

środa, 25 listopada 2015

Prawdziwa tragedia

 Pamiętacie pod jakim warunkiem Agnieszka pojechała na wycieczkę do Warszawy? Miała poprawić oceny i zachowanie. W piątek po powrocie ze szkoły oznajmiła, że nauczyciel przyrody na poniedziałek zapowiedział sprawdzian. Już w sobotę rano w naszym domu pojawiły się koleżanki Agnieszki. Jak zawsze miały się razem uczyć. Przypomniałam sobie jak kiedyś podczas odrabiania lekcji zauważyłam, że w plecaku oprócz książek miały grę planszową „ 5 sekund Junior” Przyznały wtedy, że często zamiast się uczyć w tajemnicy w nią grały. Postanowiłam zajrzeć do nich do pokoju aby sprawdzić czy tym razem się uczą czy grają. Zabrałam tacę z kanapkami i poszłam na górę. Wszystkie dziewczynki siedziały wokół wielkiego stołu na którym było tyle książek, że nie było gdzie położyć jedzenia. Na nauce spędziły całą sobotę i prawie całą niedzielę. Dobrze przygotowana, w poniedziałek rano Agnieszka poszła na lekcje. Po powrocie powiedziała, że wyniki będą na drugi dzień. Całe popołudnie upłynęło na układaniu puzzli. Oczywiście o odrobieniu lekcji też nie zapomniała. We wtorek czekaliśmy na powrót Agnieszki z niecierpliwością. Też chcieliśmy znać wyniki. Wreszcie przyszła. Tak wściekłej jeszcze jej nie widziałam. Nic nie powiedziała tylko poszła do pokoju. Rzuciła plecakiem w ścianę. Niestety tak pechowo, że trafiła nim w swój posklejany zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Gdy zobaczyła co się stało siadła na łóżko i zaczęła płakać. Od razu do niej poszłam. Zamek leżał na ziemi całkowicie połamany. Agnieszka opowiedziała mi o tym co się wydarzyło w szkole. W piątek nauczyciel podał wszystkie działy, z których będzie sprawdzian a jak się okazało pytania dotyczyły zupełnie innego materiału. Oczywiście prawie cała klasa dostała oceny niedostateczne. Agnieszka była jedną z nich. Zamku było trochę szkoda ale bardziej Agnieszki i całej jej klasy. Chyba więcej dzieci powiedziało o tym swoim rodzicom bo już na drugi dzień nauczyciel ogłosił, że nastąpiła pomyłka i sprawdzian zostanie powtórzony.  

wtorek, 24 listopada 2015

Cztery zamiast trzech

 Już nie raz słyszeliście jak wychwalałam nasze firmy za angażowanie się we wszelkie imprezy organizowane w naszej miejscowości. A właśnie. Umówmy się, że od teraz zamiast pisać „firmy znajdujące się w naszej miejscowości” będę po prostu pisać „nasze firmy” będzie prościej i krócej. W wycieczkę szkolną do Warszawy oczywiście też. Na zebraniu dowiedzieliśmy się, że już na miejscu czeka na dzieci jeszcze jedna niespodzianka, ale o tym później. Jak już wspominałam koszt wyjazdu wyniósł 250 złotych od osoby. Dyrektor podał całkowity koszt. Była to kwota około 1200 zł. Wyobrażacie sobie? Tyle pieniędzy na 3 dni. Po dokładniejszych wyliczeniach okazało się, że taka cena w Warszawie to wcale nie jest tak dużo biorąc pod uwagę wyżywienie, zakwaterowanie i wszelkie bilety wstępu. Wszystkie firmy pomogły w każdy możliwy sposób. Z wyliczeń wynikało, że większą część tej sumy to cena zakwaterowania. Okazało się, że hotel w którym będą mieszkać dzieci to zabytkowy dworek należący do jednego głównego właściciela firmy, która dostarczyła gry planszowe na podróż. To właśnie on sfinansował całe zakwaterowanie. Podczas podróży gry „ 5 sekund” i „ 5 sekund Junior” spełniły swoją rolę skutecznie zajmując dzieci. Nauczyciele nie mieli za dużo roboty z uspokajaniem dzieci. Tylko w razie kłótni w sprawie gry. Teraz o zapowiedzianej niespodziance. Firma produkująca zabawki ma kilka oddziałów w całej Polsce. Każdy oddział ma swojego dyrektora, ale całość należy do jednego człowieka, który tylko raz był u nas gdy rozpoczynała się budowa. Teraz miało nastąpić drugie spotkanie ale tym razem z dziećmi. Przed wyjazdem dyrektor wezwał wszystkich rodziców do siebie i zapytał czy wyrazimy zgodę na czterodniowy pobyt dzieci na wycieczce. Nikt nie wiedział czemu łącznie z dyrektorem. Powiedział tylko, że to właścicielowi dworku, na tym zależy. Wszyscy się zgodzili. Okazało się, że szefem całej firmy jest przemiły starszy pan, który bardzo lubi dzieci i już od najmłodszych lat chciał je uszczęśliwiać i dlatego teraz ma tak dużą firmę produkującą zabawki. Chyba udało mu się zrealizować marzenie.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Niezwykła książka

 Jakiś tydzień temu Agnieszka po powrocie ze szkoły oznajmiła, że książki omawianej na lekcji nie ma w bibliotece i trzeba iść do księgarni i kupić. Jak mus to mus. Wybraliśmy się do najbardziej znanych ale w żadnej z nich nie było poszukiwanej książki. Na samym końcu miałyśmy iść do antykwariatu gdzie można było kupić używane książki. Jeśli można gdzieś taką kupić to właśnie tam. Pomyliłam się. Również w tym sklepie nie było. Specjalnie użyłam słowa „sklep” gdyż oprócz książek można również kupić kwiaty. Jest to jedyna kwiaciarnia w okolicy z której można wysłać kwiaty pod wskazany adres. Już nie raz korzystałam z takiej formy. Ale wróćmy do książki. Po wycieczce po całym mieście zostało już tylko jedno miejsce gdzie na pewno będzie możliwość ją kupić. Miałam nadzieję, że nie będzie trzeba tam iść. Niestety stało się inaczej. Zapewne zapytacie, co takiego jest w tym miejscu, że nie chciałam tam iść. Otóż jest to dość duży budynek w którym oprócz księgarni jest też bardzo dobrze zaopatrzony sklep z zabawkami. Pamiętacie, jak w zeszłym roku szukałam dla Agnieszki prezentu na mikołaja? Na urodziny obiecałam jej zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” ale nie udało mi się go nigdzie znaleźć a w tym sklepie dowiedziałam się, że cokolwiek jest mi potrzebne wystarczy powiedzieć a właściciel jest w stanie sprowadzić, jak to określił wszystko. W ciągu tygodnia mogłam odebrać nie tylko tak poszukiwany zestaw, ale i zegarek – zabawkę „ VTech - Kidizoom Smart Watch” którego też próżno było szukać w innych sklepach. Teraz te wszystkie rzeczy można znaleźć nawet w najmniejszych sklepach. Jak można się domyślić po wejściu Agnieszka całkowicie zapomniała o książce i od razu skierowała się w stronę gier i zabawek. Jak już wspominałam nie tylko niezwykłe zabawki można było tam kupić ale i naszą książkę też. Oprócz niej kupiłyśmy jeszcze puzzle „ Przyjaciele z Krainy Lodu” Jak mogłam odmówić. Przecież to moja wnuczka.

piątek, 20 listopada 2015

Mały kłopot z wnuczką

 Bywają takie dni, że nic nie chce się robić. Na pewno też czasem tak macie i wiecie jak to jest. Jednak są sytuacje, które rozjaśniają nawet te najgorsze. Dla mnie takimi wydarzeniami są spotkania z moimi wnuczkami. Oczywiście całą piątkę traktuję jednakowo, ale przy najmłodszej jest zawsze najwięcej zabawy, śmiechu a czasem i kłopotów. Tak, kłopotów. We wtorek wybrałam się na zakupy do jednego z dużych sklepów. Nigdy nie zgadniecie kogo tam spotkałam. Między półkami biegała mała dziewczynka. Na początku nie poznałam jej, ale gdy tylko się do mnie odwróciła wiedziałam, że to Julia, moja najmłodsza wnuczka. Zdziwił mnie fakt, że biega tu sama, ale po chwili zobaczyłam jej mamę jak biegła za nią trochę już zdenerwowana. Z doświadczenia wiem, że małe dzieci tak mają, że im bardziej się je goni tym bardziej one uciekają mając przy tym niezłą zabawę. Dorośli czasem o tym zapominają. Zaczęłyśmy rozmawiać i wtedy zauważyłam, że Julii znowu nie ma. Tym razem szukałyśmy jej we dwie. Po godzinie chodzenia między półkami córka chciała udać się do ochrony, aby pomogła szukać. Udało mi się przekonać ją, że jeszcze trochę jej poszukamy i wtedy razem pójdziemy do ochrony. Po następnej godzinie chodzenia w kółko córka przypomniała sobie, że już kiedyś była podobna sytuacja. Wstyd się przyznać, ale wtedy „zniknęła” cała piątka. I wtedy nas olśniło. Chodziłyśmy po całym sklepie a nie byłyśmy w najbardziej oczywistym miejscu. Zgadza się. Dział z zabawkami. Często z całą rodziną odwiedzamy ten sklep i zawsze pierwsze kroki kierujemy właśnie do tej części. Jak się nie trudno domyślić tam właśnie ją znalazłyśmy. Był tylko jeden kłopot. Nasza mała Julia siedziała na podłodze a dookoła niej były pootwierane pudełka z puzzlami. Jakimś dziwnym trafem była to seria o księżniczce Zosi. „ Wesoły dzień Zosi” i „Jej wysokość Zosia „ to tylko dwa zestawy. Trzeba było zapłacić za wszystkie zniszczone przez Julię zabawki.  

czwartek, 19 listopada 2015

Obiecana wycieczka

 Wreszcie doszła do skutku obiecana przez dyrektora wycieczka do Warszawy. Już o niej wspominałam. Na początku roku szkolnego dyrektor szkoły chciał zorganizować dla czwartej, piątej i szóstej klasy trzydniową wycieczkę do Warszawy. Oprócz zwiedzania miejsc obowiązkowych dla każdego turysty czyli Zamek Królewski czy Pałac Kultury i Nauki najwięcej czasu mieli spędzić w Centrum Nauki „Kopernik” Myślę, że większość z Was słyszała o tym miejscu. Ale wróćmy do samej wycieczki. Nie odbyła się z powodu jednego zaświadczenia, które było potrzebne do wyjazdu tak dużej grupy. Niestety na nie trzeba było czekać do trzech miesięcy. Dwa tygodnie temu odbyło się zebranie, na którym dyrektor oznajmił, że wreszcie taką zgodę otrzymał i wyjazd jest już możliwy. Pamiętacie moją wnuczkę Agnieszkę? W zeszłym roku miała całkiem dobre oceny, ale teraz od samego początku jej podejście do nauki trochę się zmieniło. A właściwie całkiem. Problemy z zachowaniem, dużo gorsze oceny. Nikt nie wie dlaczego a ona sama nie chce nic powiedzieć. Jedynym sposobem na zmianę sytuacji jaki wymyślili jej rodzice było to, że nie pojedzie na wycieczkę jeśli jej zachowanie i oceny się nie poprawią. Chyba się trochę przejęła bo od tego czasu zaczęła się więcej uczyć. Możliwe, że podziałało. Agnieszka obiecała poprawę. W szkole już wcześniej wszyscy wiedzieli o zgodzie na wyjazd, więc wszystkie dzieci zaczęły się pakować jeszcze przed zebraniem. Dowiedzieliśmy się, że w Warszawie wszystko jest już zorganizowane, ale podczas podróży dzieci też powinny mieć jakieś zajęcie. W sumie to ładne kilka godzin a nikt nie wierzył w to, że dzieci będą spały. Wyjazd był zaplanowany na 3.30 rano. Nauczyciele wiedzieli co trzeba zrobić aby jakoś ten czas wykorzystać. Gry planszowe „ 5 sekund” i „ 5 sekund Junior” były świetnym pomysłem. Jak można się domyślić jedna z firm z naszej miejscowości przekazała odpowiednią sumę na ich zakup. W każde przedsięwzięcie angażują się nasze firmy. Dobrze mieć kogoś takiego. Cała wycieczka kosztowała rodziców tylko 250 złotych na osobę resztę pieniędzy przekazali właściciele firm.  

środa, 18 listopada 2015

Obowiązki ucznia

 Jak dzieci odrabiają lekcje. A właściwie powinnam zapytać czy dzieci w dzisiejszych czasach w ogóle odrabiają lekcje. Przyjmijmy na chwilę, że każdy uczeń z radością odrabia zadania domowe. Niestety jest to tylko teoria. Wszyscy dobrze wiemy jak to w dziś wygląda. Zaraz po wejściu do domu plecak ląduje w kącie a dzieci myślą tylko o tym jak wyrwać się z domu. Gdy moje dzieci chodziły do podstawówki zaraz po powrocie ze szkoły dawały wszystkie zeszyty do sprawdzenia i dopiero wtedy mogły gdzieś wyjść. Wiedziały, że zadanie domowe jest po to żeby je odrobić. Obowiązek ucznia. Nie to żeby w domu panowała jakaś żelazna dyscyplina, ale tak się nauczyły już w pierwszych klasach i tak zostało. Z drugiej strony były trochę inne czasy. Gdy jakiś uczeń nie przygotował się do lekcji albo nie potrafił się w ich czasie zachować nauczyciele nie raz przywoływali takiego człowieka do porządku nawet czasem za pomocą linijki. Piekąca dłoń na jakiś czas uspokajała niesfornego ucznia. Dobrze wiecie, że tak było. Nie obrażając nikogo, ale na pewno wielu z Was nie raz oberwało taką linijką. Kilka dni temu przyszła do nas moja wnuczka z zapytaniem czy może się u nas pouczyć i czy jej pomożemy. Miała kilka zadań do zrobienia i jakąś lekturę do przeczytania. Miała jakieś 100 stron. Okazało się, że książka powinna być już przeczytana bo zaczynali ją omawiać na lekcje a Ania dopiero zaczynała ją czytać. Mieli na to cały miesiąc. Rozłożyła zeszyty na stole i zabrała się za zadania. Pech chciał, że gdy wstawała zaczepiła krzesłem o plecak a z niego wypadły dwie gry planszowe „ 5 sekund Junior” i „ Memos - Kraina Lodu” Poprosiła żeby nic nie mówić mamie bo będzie zła. Opowiedziała mi jak to z koleżankami zamiast się razem uczyć często grała w te gry. Dlatego teraz ma takie zaległości w lekturze. Chyba nie tylko moja wnuczka robi takie rzeczy. Prawda?

poniedziałek, 16 listopada 2015

Wpadka

 Możecie się ze mną zgodzić albo nie ale w prawie każdej rodzinie jest taka osoba o której się nie mówi, której nie przedstawia się znajomym. W naszej rodzinie jest nią jeden z naszych synów Sławek. Już kiedyś o nim pisałam. Jego przeszłość zadecydowała o tym, że rodzina niechętnie o nim wspominała. Ale jak pamiętacie zerwał z dawnym życiem więc uznaliśmy, że teraz można przedstawić go dzieciom oczywiście pomijając niektóre fakty z jego życia. Wielu z Was pamięta też przyjęcie zorganizowane przez Sławka dla małej Natalii, o którym nikomu nie powiedział a za co dostał od nas wszystkich nazwijmy to delikatnie niezły ochrzan. Niestety nie do końca słuszny. Jak się później okazało powiedział o całym planie ojcu a ten miał przekazać to nam o czym, jak to miał w zwyczaju zapomniał. My zamiast wysłuchać co ma do powiedzenia od razu zaczęłyśmy na niego wrzeszczeć. Ja i moje dwie synowe. Jedynymi osobami, które stanęły w obronie Sławka były dzieci. Już nie raz były świadkami naszych kłótni i zawsze stawały po jego stronie. Raz nawet powiedziały, że jak będziemy stale krzyczeć na wujka to przestaną nas lubić. Wstyd się przyznać ale większość kobiet w naszej rodzinie to straszne panikary. Z byle powodu od razu zakładamy najgorszy scenariusz. Najgorszą wpadkę z tego powodu zaliczyłyśmy gdy Sławek przyszedł do nas po raz pierwszy i jako prezenty powitalne przyniósł dzieciom zegarki – zabawki „ VTech - Kidizoom Smart Watch” i zestawy „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Znając jego przeszłość od razu założyłyśmy, że muszą to być bardzo drogie rzeczy i na pewno są kradzione. Zrobiłyśmy mu straszną awanturę. On nic nie powiedział tylko zostawił na stole paragon z te wszystkie rzeczy i wyszedł. Cena na paragonie była prawie dziesięciokrotnie niższa niż założyłyśmy. Dzieci później pytały dlaczego wujek już poszedł. Było nam trochę wstyd i na drugi dzień zaprosiłam go do nas. Na szczęście nie obraził się. Jestem przyzwyczajony. Tak powiedział.   

piątek, 13 listopada 2015

Reprymenda

 Jakiś czas temu pisałam o uroczystości jaką zorganizowaliśmy dla wszystkich solenizantów w naszej rodzinie. Tym co nie czytali wyjaśnię. W październiku większa część rodziny ma swoje święto. Urodziny, imieniny albo jakąś rocznicę, więc gdyby każdy organizował przyjęcie dla siebie trzeba by chodzić z jednego na drugie. Postanowiliśmy zorganizować jedno duże dla wszystkich w jeden dzień. Tyle wyjaśnienia. Sławka też pewnie pamiętacie. Tak, to ulubiony wujek wszystkich naszych wnuków do dziś nikt nie wie dlaczego. Całe zamieszanie powstało właśnie z jego powodu a właściwie z powodu tego co zrobił. Poprosiliśmy go, aby podczas naszego przyjęcia zaopiekował się dziećmi na co bardzo chętnie się zgodził, ale pod warunkiem, że to on wybierze miejsce gdzie dzieci będą w czasie przyjęcia. Już samo to było co najmniej dziwne. Podczas planowania nie uwzględniliśmy najmłodszej solenizantki, wnuczki Natalii. W prawdzie ma dopiero 5 lat ale jej urodziny też wypadają pod koniec października. Jednak Sławek o tym pomyślał a właściwie tylko o tym. Okazało się, że w tajemnicy przed wszystkimi z okazji urodzin Natalii zabrał wszystkie dzieci na organizowaną w hali widowiskowo - sportowej prezentację gier planszowych i puzzli. Ponieważ była to seria o krainie lodu, a wiedział jak dzieci lubią tych bohaterów to taki prezent wydawał mu się odpowiedni. Nie mylił się. Gry planszowe „Memos - Kraina Lodu” i puzzle „Przyjaciele z Krainy Lodu” były lepszym prezentem niż jakiekolwiek przyjęcie. Jedyny kłopot polegał na tym, że nikomu o tym nie powiedział. Potem tłumaczył się, że nie było okazji a z drugiej strony chyba byli zadowoleni z nieobecności dzieci. Miał trochę racji, ale powiedzieć i tak powinien bo przecież nawet on, a właściwie szczególnie on wiedział jakie panikary mamy w rodzinie. Ale o tym innym razem. Całej awanturze przyglądały się nasze wnuki, choć nie powinno ich być w domu. Od razu stanęły w obronie swojego ulubionego wujka. Trzeba było dać sobie spokój bo z piątką dzieci nie ma się co kłócić. I tak się nie wygra.

czwartek, 12 listopada 2015

Konkurs

 Od kilku dni pada deszcz. Wszyscy wiecie jak wtedy wygląda świat. Właśnie, smutno i ponuro. Jeśli my to zauważamy pomyślcie jak odczuwają to dzieci. Dobrym przykładem są tu moje wnuki. W takie dni chodzą po domu przygnębione, nic je nie cieszy i nie mogą sobie znaleźć miejsca. Musimy się bardzo postarać aby je jakoś rozweselić. Czasem się udaje a czasem nie. Tym razem dobrym pomysłem było wykorzystanie gier planszowych „5 sekund” i „5 sekund Junior” Jak zapewne niektórzy z Was pamiętają Agnieszka wraz z kilkoma koleżankami grała w te gry w ramach treningu po całkowitej porażce z męską drużyną z tej samej klasy. Turniej odbył się w zeszłym roku w dniu dziecka. Do końca roku szkolnego chłopcy śmiali się z nich więc postanowiły trenować żeby nie dać się już pokonać. Po pewnym czasie na większość pytań odpowiadały szybko i poprawnie w tytułowe 5 sekund więc grały coraz rzadziej. Pytane dlaczego odpowiadały, że to żadne wyzwanie dopowiadać na te same pytania. I tu sprawdził się nasz pomysł. Ogłosiliśmy mały konkurs, którego celem było wymyślenie i napisanie jak najwięcej pytań do tych gier. Nagrodą dla zwycięzcy miało być wyjście do kina na zbliżającą się premierę jednego filmu, którego tytułu podać nie mogę bo była by to reklama. Oczywiście od początku cała piątka miała już dawno obiecane bilety na ten film jako nagrodę za dobre wyniki w nauce, ale na nasze szczęście nie zwróciły na to uwagi. Prognoza pogody dla naszego regionu przewidywała opady przez najbliższe trzy dni, więc tyle miał trwać konkurs. Zaraz po powrocie ze szkoły wszystkie dzieci również koleżanki Agnieszki zabierały się do pisania. Swoją drogą ciekawe skąd się dowiedziały. Ale skoro ich rodzice pokryją ceny biletów to czemu nie. W sumie było dziesięciu uczestników więc nowych pytań trochę się nazbierało. Nie liczyliśmy, ale było ich prawie tyle samo co w grze. O wyjściu do kina przypomniały sobie dopiero po ogłoszeniu, że w konkursie był remis.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Opieka nad dziećmi

 Październik to w naszej rodzinie bardzo ciekawy miesiąc. Jak pamiętacie nasza rodzina liczy „kilka osób” i tak się złożyło, że właśnie w tym miesiącu aż 14 osób obchodzi swoje święto. Jak nie imieniny to urodziny albo jakaś inna rocznica. I niestety na każdej trzeba być. W tym roku cała rodzina po burzliwych rozmowach doszła do wniosku, że ponieważ prawie wszystkie uroczystości wypadają blisko siebie można zorganizować jedną dużą imprezę. Pierwsza z okazji przypadała już 5 października a ostatnia 22 więc wszyscy się zgodzili aby przyjęcie zorganizować 11 w sobotę. Nie wszystkim pasował plan imprezy bo od razu zostało zapowiedziane, że nie będzie żadnego alkoholu. Przy całym tym planowaniu nikt nie pomyślał, że oprócz dorosłych na przyjęciu będą też dzieci. Trzeba było dla nich coś wymyślić. Ale co można zaplanować dla piątki dzieci w wieku od 3 do 12 lat. Nikt nie miał pomysłu. Wszyscy wiedzieli tylko, że trzeba im znaleźć zajęcie na te kilka godzin. Było tylko jedno wyjście. Powiedzieliśmy im, że będą miały osobne przyjęcie pod warunkiem, że będą bardzo grzeczne i będą miały kogoś dorosłego do opieki. Problem w tym, że nie znalazł się żaden ochotnik do tego zadania. Dzieci chwilę stały a potem każde z nich zaczęło wołać: Wujek Sławek, wujek Sławek. Wtedy wszyscy zauważyliśmy, że nie ma go między nami. Zadzwoniliśmy do niego z propozycją opieki nad dziećmi w czasie zorganizowanego dla nich przyjęcia a on z radością się zgodził pod warunkiem, że to on wybierze miejsce tego przyjęcia. To było dziwne nawet jak na niego. Zawsze miał „ciekawe” pomysły. Nie skojarzyliśmy ale jego chrześnica miała urodziny właśnie w tym dniu i w tajemnicy przed wszystkimi zorganizował dla wszystkich dzieci wycieczkę do centrum gier planszowych gdzie miała odbyć się prezentacja serii o krainie lodu gry planszowej „ Memos - Kraina Lodu” i puzzli „Przyjaciele z Krainy Lodu” Dzieci na pewno bardziej cieszyły się z takiego obrotu sprawy.  

piątek, 6 listopada 2015

Przyjęcie niespodzianka

 Witajcie po dłuższej przerwie. O urodzinach pisałam już kilka razy ale że każde przyjęcie potrafi czymś zaskoczyć postanowiłam opowiedzieć Wam o moich urodzinach. Jak wiadomo kobiet o wiek się nie pyta więc napiszę tak: kilka tygodni temu skończyłam ileś tam lat. Ponieważ jak co roku z tej okazji cała rodzina spotykała się u nas zaplanowałam małe przyjęcie. Ciasto, filiżanka kawy słowem nic specjalnego a dla dzieci gry planszowe „ 5 sekund” i „ 5 sekund Junior” żeby miały zajęcie i nie przeszkadzały. W tym roku na dwa dni przed urodzinami przyjechał do nas mój syn i oznajmił, że jestem pilnie potrzebna w domu naszych rodziców w jakiejś bardzo ważnej sprawie, ale tak się fatalnie złożyło, że dokładnie w dniu urodzin. Na początku miałam dzwonić do wszystkich znajomych z przeprosinami i zaproszeniem na inny dzień ale syn powiedział, że to nie potrwa długo i na pewno zdążę wrócić na czas. Ponieważ miałam obiecane, że spotkanie z przyjaciółmi jednak się odbędzie zabrałam się za pieczenie ciast. Jak zawsze przed podaniem na stół trzeba było sprawdzić czy nadają się do jedzenia więc jak zwykle pierwszy kawałek przypadał mnie. Nie jestem jakimś cukiernikiem ale wyszły znakomicie. Już wiele osób chciało abym podzieliła się przepisami, ale jest to „tajemnica rodzinna przekazywana z matki na córkę” i nikt nie ma prawa ich poznać. Cały czas zastanawiałam się co może być tak ważnego i to w takim dniu. Podczas jazdy próbowałam się dowiedzieć co to za ważna sprawa ale Marek powiedział, że on nic nie wie i ma mnie tylko przywieść. Po przyjeździe do domu rodziców zauważyłam, że okna są zasłonięte. Po wejściu do środka nagle zapaliły się światła a w pokoju czekali wszyscy znajomi i cała rodzina. Gdy nas zobaczyli wszyscy zaczęli krzyczeć „NIESPODZIANKA” Prawie dostałam ataku serca. Cała rodzina postanowiła zorganizować dla mnie takie przyjęcie. Na ogół nie lubię niespodzianek, ale ta jakoś wyjątkowo mi się spodobała.

piątek, 23 października 2015

Mała Wielka gra

 Już nie raz chwaliłam naszego sołtysa za jego świetne pomysły jeśli chodzi o organizację wszelkiego rodzaju imprez. Tym razem wraz z dyrektorem szkoły zorganizowali jak to nazwali „Małą wielką grę” Regulamin miał być podany w ciągu kilku dni. Już następnego dnia na tablicy ogłoszeń wisiała informacja o zebraniu w tej sprawie. Na początku trzeba wspomnieć czego dotyczył turniej. Nazwali to „ Konkurs wiedzy o dawnej rozrywce czyli czym się bawili nasi rodzice” Trochę długie ale temat ciekawy. Żeby wziąć udział w konkursie trzeba było przejść eliminacje. One też były dość ciekawe. Dotyczyły dzisiejszych gier planszowych i puzzli. Jednak nikt nie spodziewał się pytań o najnowsze zdobycze techniki. Przecież tak można nazwać zegarek zabawkę „VTech - Kidizoom Smart Watch” Moje wnuczki też zgłosiły się na eliminacje bo było o co walczyć. Za pierwsze miejsce nagrodą była dwutygodniowa ochrona przed wezwaniem do odpowiedzi, za drugie miejsce tydzień a za trzecie dowolnie wybrany dzień. Tydzień później ogłoszono listę uczestników i termin rozpoczęcia turnieju. Pierwsze pytanie też zaskoczyło wszystkich. Prowadzący zapytał czy zna ktoś grę „Memos - Kraina Lodu” Wszyscy zawodnicy trochę się wystraszyli bo z 22 osób znały ją tylko dwie i tak się składa, że były to moje wnuczki. Często razem w nią graliśmy. Prowadzący dodał, że nie ma się czym przejmować bo to było pytanie poza konkursem. Było wiele ciekawych pytań. Najciekawsze z nich było takie: Wyjaśnij na czym polegała gra w ziemniaka albo w chowanego. Odpowiedzi były różne. Przy niektórych odpowiedziach lepiej było zostawić puste miejsca. Na przykład gra w ziemniaka polegała na obrzucaniu ziemniakami ludzi idących ulicą. O grze w chowanego nie wspomnę bo taka odpowiedź nie przystoi uczciwym ludziom. Albo napiszę ku przestrodze dzisiejszych dzieci. Odpowiedź brzmiała tak: gra w chowanego polegała na tym, że kradło się jakiś przedmiot a potem go chowało żeby właściciel go szukał. Skąd takie pomysły nie wiem. Przecież żadna z naszych gier nie polegała na robieniu ludziom krzywdy. Ale to wiecie wszyscy. Prawda?  

czwartek, 22 października 2015

Remont zamku

 Po tym jak rodzeństwo zniszczyło ulubiony zestaw Agnieszki „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” myślałam, że będzie zła albo zrobi jakąś awanturę. Nic takiego się nie stało. Razem z koleżankami, zamiast go wyrzucić, postanowiły posklejać zniszczony zamek. Jedna z nich pobiegła do sklepu i kupiła klej i taśmę klejącą po czym wszystkie zamknęły się w pokoju a po kilku godzinach pokazały naprawiony zestaw. Mówiliśmy, że przecież można kupić nowy, przecież to tylko zamek. Nie zgodziła się. Powiedziała, że ten „tylko zamek” dostała na urodziny i za wszelką cenę będzie go ratować a to jak on wygląda teraz to tylko mały remont i jeszcze wiele pracy i czasu poświęci żeby doprowadzić go do poprzedniego stanu. Nie ma co myśleć o kupieniu nowego bo to już nie będzie ten sam. Teraz, jeszcze nie skończony, stoi na drewnianej szafce. Tego maluchy nie przewrócą. Jeśli chodzi o puzzle to było 5 zestawów ale Agnieszka pamiętała tylko dwa „ Przyjaciele z Krainy Lodu” i najnowszy zestaw z nową bohaterką. Jest nią księżniczka Zosia. Pierwsza część nosi nazwę „ Wesoły dzień Zosi” Innych tytułów nie pamiętała ale przypomni sobie gdy już będą ułożone. Na pewno pierwszy do porządku zostanie doprowadzony zamek a to może trochę potrwać. Trochę mi ulżyło, że nie będę musiała szukać zestawu z serii o krainie lodu, który ostatnio było ciężko zdobyć. Wpadłam na pewien pomysł. Jak wiecie całą robotę przy remoncie zamku Agnieszka wykonuje razem z koleżankami więc jeśli tak im się ten zestaw podoba to może na mikołaja można kupić każdej z nich taki zestaw. Zobaczymy co powiedzą ich rodzice. Każdą wolną chwilę dziewczynki poświęcają na klejenie, malowanie i wszelkie ozdabianie zamku. Wcale się nie zdziwię gdy puzzle zostaną w pudle i nie będą układane. Najważniejszy jest zamek. To jest numer jeden na liście.  

środa, 21 października 2015

Ciekawe podejście

 Ostatnia przygoda z pilnowaniem wnuków okazała się katastrofą. Gdy wyszłam odebrać telefon maluchy przewróciły duży szklany stół na którym stał poskładany i pięknie pomalowany zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” a obok w rządku oprawione w ramki wszystkie części puzzli o krainie lodu. Oczywiście po spadnięciu na podłogę ramki się rozpadły a puzzle wymieszały. Na szczęście w tym czasie Agnieszka była w szkole i nie widziała całego zdarzenia. Jest trochę nerwowa jeśli chodzi o ten zamek. Jeśli jakieś dziecko podeszło do owego stołu już się denerwowała a co dopiero byłoby teraz. Zebrałam do jednego pudła całe potłuczone szkło a do drugiego wszystkie puzzle z zamiarem wyrzucenia ich do śmieci. Później ze szkoły przyszła Agnieszka. Była bardzo wesoła przynajmniej do momentu wejścia do pokoju. Zawsze zaraz po powrocie najpierw szła obejrzeć swój wspaniały zamek. Patrzyła na niego jakby to była najwspanialsza rzecz na świecie. Jednak dziś było inaczej. Agnieszka weszła, popatrzyła i zrobiła się czerwona ze złości. Myślałam, że zacznie krzyczeć na rodzeństwo, ale ona powiedziała żeby nic nie ruszać, odwróciła się i wyszła z domu. Po kilku godzinach wróciła razem z trzema koleżankami. Wszystkie były dziwnie spokojne. Pozbierały resztki zamku, poszły do pokoju Agnieszki i zaczęły bardzo cicho o czymś rozmawiać. Po kilku godzinach jedna z nich wybiegła z domu. Ja zaczęłam przeglądać oferty sklepów internetowych w poszukiwaniu zestawu „Przyjaciele z Krainy Lodu” który ostatnim razem bardzo trudno było zdobyć. Po chwili koleżanka wróciła. Agnieszka zawołała nasz wszystkich do pokoju. No to teraz się zacznie. Myślałam, że zrobi straszną awanturę, ale po wejściu zobaczyłam na stole poklejony zamek. Dziewczynki powiedziały, że to tylko model i zawsze można go naprawić a teraz będzie jej się podobał jeszcze bardziej a co do puzzli to trzeba będzie kupić tylko nowe ramki a wszystkie części poskłada się jeszcze raz. Zajmie to trochę czasu ale będzie przy tym dużo zabawy i nie będzie ich składać sama. Ciekawe jak im pójdzie.  

wtorek, 20 października 2015

Co za nieszczęście

 Kiedyś wspominałam, że czasem przypada mi w udziale opiekować się swoimi wnukami. Wspominałam też, że upilnowanie całej piątki bez pomocy jest bardzo trudne. Niedawno przekonałam się o tym. Któregoś dnia zadzwoniła moja córka z prośbą abym przez kilka godzin zaopiekowała się najmłodszą dwójką ponieważ Agnieszka była w szkole a z opiekunka tego dnia miała wolne. Na miejscu dowiedziałam się, że córkę pilnie wzywają do biura a jej mąż wyjechał dzień wcześniej na jakąś konferencję. Maluchy cały czas biegały po domu. Dom jest duży więc i miejsca miały dość. Najwięcej kłopotu sprawiało mi dogonienie ich na schodach bo nie jestem już osobą najmłodszą. W pewnym momencie zrobiło się cicho. Trochę się przestraszyłam, ale po wejściu do salonu na stole zobaczyłam kartkę od córki, na której było napisane, że o godzinie 14 w telewizji jest ulubiona bajka i dzieci same siadają przed ekranem i trzeba tylko włączyć telewizor. Tak zrobiłam. Bajki trwały około godziny. Potem poszliśmy do pokoju zabaw. Było to pomieszczenie przeznaczone na wszystkie zabawki, żeby nie walały się po całym domu. Ciekawe rozwiązanie. Pod oknem na wielkim szklanym stole stał pomalowany przez Agnieszkę zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” a obok oprawione w ramki ułożone puzzle z serii o krainie lodu. O misiach, klockach i samochodach nie wspomnę. Zamiast bawić się grzecznie dzieci zaczęły rzucać wszystkim co wpadło im w ręce. W pewnym momencie zadzwonił telefon. Wyszłam tylko na chwilę i wtedy stało się. Usłyszałam brzęk tłuczonego szkła i krzyk dzieci. Wbiegłam do pokoju a nad potłuczonym stołem stały dzieci. Cieszyły się a jedyne co mówiły to słowo „spadło” Największe szkody były wśród puzzli. Wszystkie ramki rozpadły się i puzzle się wymieszały. Teraz trzeba będzie kupić wszystkie zestawy jeszcze raz. Najwięcej kłopotu będzie ze znalezieniem zestawu „ Przyjaciele z Krainy Lodu” Ostatnim razem szukałam go przez prawie dwa tygodnie. Sprawdziłam wiele sklepów z zabawkami a ten zestaw był tylko w jednym. Może tym razem też będę miała trochę szczęścia.

poniedziałek, 19 października 2015

Fundamenty przyjaźni

 Czasem jest tak, że rodzice pracują a dziećmi opiekuje się ktoś z rodziny. W naszej rodzinie ten zaszczyt przypadł mnie. Nie żebym się skarżyła, ale piątka wnuków może człowieka trochę zmęczyć. Dwie najstarsze czyli Agnieszka i Ania są na tyle duże, że nie trzeba mieć ich stale na oku. Z najmłodszymi jest gorzej. Wszystko chcą ruszać, otwierać i przewracać jak nie da się podnieść. Gdyby nie pomoc męża byłoby ciężko ich upilnować. Ania uczy się w piątej klasie szkoły podstawowej. Ostatnio zauważyłam, że wraca ze szkoły jakaś smutna. Zawsze bardzo wesoła i uśmiechnięta dziewczynka teraz nie miała ochoty na nic. Pytana o powód takiego humoru zawsze odpowiadała to samo: W sumie to nic. Niestety na dokładkę tydzień temu zachorowała i lekarz dał jej zwolnienie na pięć dni. Wtedy dowiedziałam się o co chodziło. Cała klasa była jak jedna wielka rodzina ale jak w każdej jednych się lubi bardziej a innych mniej. Tu jest tak samo. Ania i trzy koleżanki stanowiły taką grupkę. Wszędzie chodziły razem. Zdarzało się, że nawet uczyły się razem. Jednak ostatnio się pokłóciły. Chodziło o jakąś drobnostkę, przynajmniej dla nas dorosłych, ale każda z nich śmiertelnie obraziła się na resztę. Wyglądało to na koniec przyjaźni. A do tego jeszcze ta choroba. Różnymi sposobami próbowaliśmy pocieszyć Anię ale żaden nie działał. Kupiliśmy jej puzzle z jej ulubionej serii o krainie lodu „ Przyjaciele z Krainy Lodu” to też nic nie dało. Któregoś dnia zadzwonił telefon. Powiecie, a co w tym dziwnego. Przecież telefon dzwoni dziesiątki a może i setki razy dziennie. Ten był inny. Ani od razu poprawił się humor a na jej twarzy pojawił się dawno nie widziany uśmiech. Po południu wszystkie obrażone koleżanki przyszły z wizytą a na przeprosiny przyniosły zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Każda koleżanka przepraszała wszystkie pozostałe, więc zajęło to trochę czasu. Później obiecały sobie, że już żadna rzecz nie narazi ich przyjaźni i zabrały się za składanie zestawu. Oczywiście znowu razem.

piątek, 16 października 2015

Czym jest rozrywka

 Na początku roku szkolnego dyrektor zorganizował wyjście do kina dla całej szkoły. Na ekrany kin wchodził najnowszy film bardzo znanego reżysera. Film, który przez wszystkich krytyków w mediach i prasie okrzyknięty został najlepszym dziełem w całej twórczości reżysera. Byli przekonani, że to dzieło na pewno zdobędzie Oskara. Okazało się, że dyrektor gimnazjum miał ten sam pomysł. Dwa dni po wizycie w kinie nauczyciele we wszystkich klasach poprosili o napisanie krótkiej recenzji. Prawie wszystkie pokrywały się z tym co mówili krytycy. Jednak nie wszystkie i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że wszystkie nieprzychylne recenzje napisali uczniowie tej samej klasy. Pisali tak: jedynym plusem było to, że nie było lekcji. Na najbliższej wywiadówce poruszono ten temat. Jedno z rodziców wyjaśniło sprawę. Po prostu dzieci mają inną definicję rozrywki. W domu kultury organizowane są spotkania dla dzieci i młodzieży na których można pograć w gry planszowe, poukładać puzzle albo poczytać książki. Zawsze jest pełna sala. Bardzo dużą popularnością cieszą się puzzle z serii o krainie lodu „ Przyjaciele z Krainy Lodu” a gra „ 5 sekund Junior” ma swoich stałych graczy. W ramach eksperymentu zaproszono równoległą klasę na to spotkanie i poproszono ich o opisanie swoich wrażeń z tego spotkania w celu porównania. Okazało się, że dobra zabawa dla naszych graczy to nie tylko gapienie się w ekran ale może być sposobem na ćwiczenie koncentracji, pamięci albo zagłębienie się w przygody ulubionego bohatera a żaden film nie może równać się z dobrze napisaną książką. Recenzje naszych gości były dokładnie odwrotne. Pisali, że to nie dla nich, że są na to za poważni albo że to dla dzieci. Nie widzieli w takich spotkaniach ani jednego plusa. Niepotrzebna strata czasu. Lepiej obejrzeć jakiś film lub zagrać w grę komputerową. Które podejście jest lepsze. To już musicie ocenić sami. My jesteśmy dumni z naszych dzieci.  

czwartek, 15 października 2015

Czarna owca

 Witajcie. Nikt z nas nie ma pojęcia dlaczego dzieci tak bardzo polubiły swojego wujka Sławka. To ten, który nie dawno wyszedł z zakładu karnego. Żadna z naszych pociech do tej pory nawet nie wiedziała o jego istnieniu. Zapytacie, dlaczego nikt im nic nie powiedział. Jak w wielu rodzinach tak i w naszej trafiła się „czarna owca” Człowiek, którego nie przedstawia się znajomym ani o nim nie rozmawia. Nawet w domu. W naszym był nim właśnie Sławek. Jednak była osoba, która nie podporządkowała się i przez cały czas utrzymywała z nim kontakt. Dziś opowiem Wam trochę, może ktoś z Was pomoże nam zrozumieć co niektórzy ludzie w sobie mają, że dzieci ich tak lubią. Już od najmłodszych lat był utrapieniem dla swoich rodziców i nie tylko dla nich. Skarżył się na niego prawie każdy we wsi. Jako nastolatek zaczął obracać się w podejrzanym towarzystwie. Po kilku latach takiego życia do ich grupy dołączył dużo młodszy chłopak wraz ze swoją dziewczyną. I oni też bardzo polubili Sławka. Kradzieże, narkotyki to było ich życie codzienne. Ta grupa była jedyną rodziną jaką mieli. Pojawienie się tej dwójki zmieniło podejście Sławka do tej sytuacji i od tej pory każde jego działanie miało na celu wyciągnięcie owej dwójki z dotychczasowego życia. W końcu udało mu się to. Niestety jeden głupi błąd po jakiejś imprezie na wiele lat rozdzielił przyjaciół. Sławek dostał wyrok ale młodzi już jako małżeństwo osiedlili się w górach i od tamtej pory prowadzą pensjonat. Właśnie tam będziemy mieli okazję spędzić święta. Jak pamiętacie zaprosiliśmy nowego członka rodziny i po wyjściu na wolność Sławek pojawił się u nas w domu. Był to jeden z najbardziej nerwowych dni w życiu dzieci, które od razu przyjęły go do rodziny nie pytając o jego przeszłość. A prezent powitalny w postaci zestawów „ Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” a dla chłopców zegarki „ VTech - Kidizoom Smart Watch” dostały dopiero po wyjściu Sławka więc to nie miało chyba wpływu na nastawienie dzieci do niego. W takim razie co to było?

środa, 14 października 2015

Niesamowita okazja

 Wspominałam ostatnio o wizycie Sławka, młodszego brata mojego męża. Przez telefon brzmiał bardzo tajemniczo, ale wszystko się wyjaśniło gdy do nas przyszedł. No prawie wszystko. Nie wiedzieć czemu nasze wnuki od pierwszego spotkania bardzo polubiły nowego wujka. Specjalnie użyłam słowa „nowego” gdyż nawet najstarsza wnuczka Agnieszka niedawno dowiedziała się o jego istnieniu. Powodem tego był fakt przebywania Sławka w zakładzie karnym. Żeby dzieci nie przeszkadzały w rozmowie kupiliśmy 5 zestawów puzzli żeby je czymś zająć a z wujkiem mogły spotkać się dopiero po ułożeniu wszystkich. Niestety nie doceniliśmy ich. 3 zestawy ułożyły od razu. Trochę więcej kłopotu miały z zestawami „ Barbie i jej super przyjaciele” i „Avengers - Puzzle Magic Decor” Jednak możliwość spotkania ze Sławkiem była niezłą motywacją i ułożenie wszystkich zestawów zajęło im prawie dwie godziny. Na tym skończyły się nasze rozmowy. Dowiedzieliśmy się tylko, że chodzi o wyjazd na święta w góry do jakiegoś pensjonatu. Doszliśmy do wniosku, że jedynym rozwiązaniem będzie spotkanie gdy wszystkie dzieci będą w szkole i przedszkolu. Dwa dni później nadarzyła się okazja. Ale od początku. Jeszcze przed wyrokiem Sławek obracał się w co najmniej podejrzanym towarzystwie. Jeden głupi błąd i na wiele lat wylądował w zakładzie karnym. Jednak miało to też dobrą stronę. Po tym wydarzeniu jego najlepszemu przyjacielowi udało się zerwać z dawnym życiem i razem z rodziną osiedlił się w górach gdzie prowadzą dość duży pensjonat. Tak niefortunnie się złożyło, że przed świętami wszyscy muszą wyjechać w jakiejś sprawie rodzinnej. Jako że prawie wszystkie pokoje zostały już zarezerwowane ów przyjaciel poprosił Sławka aby pod jego nieobecność poprowadził pensjonat. Do tej pracy oprócz stałego personelu potrzeba czterech osób, więc miał z kogo wybierać. W podziękowaniu za taką przysługę cała nasza rodzina będzie mogła na koszt właściciela spędzić święta i Nowy Rok w pensjonacie. Jednak trzeba się zdecydować szybko żeby w razie odmowy był czas na znalezienie kogoś innego. Ale jak tu nie wykorzystać takiej okazji.   

poniedziałek, 12 października 2015

Ważna sprawa

 Jakiś czas temu zapowiedział się z drugą wizytą dawno nie widziany członek naszej rodziny. Chodzi tu o brata mojego męża. Jak zapewne pamiętacie przebywał on w nazwijmy to zamknięciu a po opuszczeniu owego miejsca postanowił nas odwiedzić a właściwie to my go zaprosiliśmy. Ponieważ nasze wnuki jeszcze wtedy go nie znały to z jednej strony nie mogły się doczekać aby go poznać a z drugiej strony były bardzo zdenerwowane. Jednak wszystko poszło dobrze i nie wiedzieć czemu dzieci od razu go polubiły. Mówiły, że to najfajniejszy wujek ze wszystkich. Teraz zadzwonił z wiadomością, że ma bardzo ważną sprawę i chciałby się z nami spotkać i to możliwie szybko. Trochę nas to zaniepokoiło. Jaką ważną sprawę może mieć ktoś kto na wolności przebywa ok roku. Jak już wspomniałam był to ulubiony wujek dzieci trzeba było coś wymyślić aby nie przeszkadzały podczas naszych rozmów i postanowiliśmy znaleźć im jakieś zajęcie. Nie było to łatwe. Wszystkie nasze pomysły przegrywały ze spotkaniem z wujkiem. Wstyd się przyznać, ale musieliśmy uciec się do niezbyt uczciwego sposobu. W sklepie z zabawkami kupiliśmy serię puzzli „Farma - Puzzle Ramkowe” i „ Avengers - Puzzle Magic Decor” i kilka innych. W sumie było 5 zestawów. Obiecaliśmy dzieciom nagrodę za ich ułożenie. Wiem, że taki sposób nie przystoi rodzicom i dziadkom, ale niestety wszystkie inne sposoby zawiodły. Umówiliśmy się, że w dniu przyjazdu wujka Sławka otrzymają nagrodę i będą mogły spotkać się ze swoim ulubieńcem dopiero wtedy gdy ułożą wszystkie kupione zestawy. Niestety nie doceniliśmy naszych kochanych wnucząt. Wszystkie puzzle zostały ułożone w ciągu 2 godzin od momentu przyjścia Sławka od którego dowiedzieliśmy się tylko tyle, że na święta Bożego Narodzenia jest możliwość wyjechania całej naszej rodziny w góry tylko trzeba decydować się szybko. Wtedy do pokoju wbiegły dzieci i na tym skończyły się nasze rozmowy. My mamy tydzień na zastanowienie a wujek nie mógł odmówić dzieciom spaceru. Wrócili dopiero wieczorem. Dzieci nie mogą doczekać się kolejnej wizyty.

piątek, 9 października 2015

Najlepszy prezent

 Czym jest dla uczniów rok szkolny? Dla jednych jest to czas na zdobywanie wiedzy. Dla innych czas zmarnowany a dla jeszcze innych czas oczekiwania na następne wakacje, który należy jakoś przeżyć. Jest jednak grupa uczniów, która jak najszybciej chce wrócić do szkoły nie tylko w celu kontynuowania nauki ale po prostu brakuje im przyjaciół. Są to na przykład osoby chore, które muszą przebywać w domu albo co gorsza w szpitalu. Na ich miejscu też chcielibyście wrócić. Jedną z takich osób była koleżanka z drużyny Agnieszki trenującej grę „ 5 sekund Junior” Pamiętacie ich potajemne treningi. Na początku wakacji miała wydawałoby się niegroźny wypadek na rowerze. Przewróciła się przy zjeździe z chodnika i trochę się potłukła a przynajmniej tak powiedzieli lekarze. Dwa tygodnie temu, po tym jak Kamilę znów zaczęła boleć ręka rodzice zawieźli ją do szpitala gdzie okazało się, że ten wypadek jednak był groźny. Nie pamiętam dokładnie, ale wtedy pękła jej jakaś kość a lekarz tego nie zauważył. Ciekawe dlaczego. W każdym razie musiała w szpitalu zostać. Wszyscy odwiedzający widzieli jak Kamila chodziła po korytarzach i jaką miała smutną minę. Nawet jak przyszli jej rodzice ani raz się nie uśmiechnęła. Po tygodniu lekarz powiedział, że jeszcze kilka dni i będzie mogła zostać wypisana do domu. Trochę poprawiło jej to humor, ale tylko trochę. Pytana dlaczego ma taką posępną minę mówiła, że chodzi o te „kilka dni” to znaczy ile. Gdy od pielęgniarki dowiedziała się, że zostanie wypisana następnego dnia nie wiele brakło a rzuciłaby się jej na szyję. Zaplanowaliśmy małe przyjęcie na jej powrót. Ponieważ podczas wizyt u nas zawsze mówiła jak bardzo podobał jej się zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” który razem z Agnieszką malowały postanowiliśmy jej taki kupić jako prezent powitalny. Jednak żaden prezent nie był w stanie sprawić takiej radości jak powrót do domu i do najbliższych.

środa, 7 października 2015

Dobry przyjaciel

 Ostatnio wspominałam o wycieczce jaką zorganizował nowy dyrektor szkoły dla klas 1-3. Sprawa wycieczki była poruszana w związku z planowanym wyjazdem do Warszawy klas 4-6. Jak to nazwał dyrektor wycieczka niespodzianka żeby nikomu nie było przykro. Do samego końca nikt nic nie wiedział na temat wyjazdu. Okazało się że jednak ktoś wiedział. Zaraz na początku roku po zamknięciu listy chętnych każde dziecko zostało poproszone do gabinetu pielęgniarki gdzie zostało zmierzone i zważone. Nikt nie wiedział dlaczego a wtajemniczeni w odpowiedzi na każde pytanie dziwnie się uśmiechali i odsyłali do dyrektora a on zawsze mówił to samo: niespodzianka. Do każdego rodzica dotarł list ze szkoły z prośbą o stawienie się dzieci w umówionym dniu przed szkołą. Co było dziwne dziecko nie mogło zabrać nic oprócz butelki wody mineralnej. Wycieczka na dwa dni. W autobusie okazało się, że na wszystkich czeka śniadanie a na obiad zatrzymamy się w restauracji. Podróż trwała około 5 godzin. Ostatnie pół godziny jechaliśmy przez bardzo gęsty las. Było prawie ciemno. Nagle naszym oczom ukazał się stary zamek. W środku panował półmrok a był środek dnia. Na ścianach paliły się pochodnie. Wtedy pojawił się gospodarz i to dosłownie. Przywitał wszystkich „grobowym głosem” i zaprosił do środka a potem zaczął się śmiać. Coś przerażającego. Następna sala, jadalnia też wyglądała jak ze średniowiecza. Po poczęstunku znów pojawił się nasz gospodarz i tym razem normalnym głosem wyjaśnił, że jest starym przyjacielem dyrektora i gdy usłyszał o kłopotach w organizacji wycieczki postanowił pomóc i sfinansować ten wyjazd. Jest mu bardzo miło nas gościć i miał nadzieję, że małe przedstawienie się podobało. Okazało się, że jest też kolekcjonerem zabawek. Jego kolekcja zawierała zabawki i gry z każdego roku od początku wieku. Obok zabawek z naszych czasów jak na przykład zegarek zabawka „ VTech - Kidizoom Smart Watch” czy seria puzzli „Avengers - Puzzle Magic Decor” były zabawki sprzed wojny. Na górze w przygotowanych pokojach na wszystkich czekały średniowieczne kostiumy. Teraz wiadomo po co ta pielęgniarka.  

poniedziałek, 5 października 2015

Wycieczka niespodzanka

 Na początku roku szkolnego a właściwie to jeszcze pod koniec wakacji nowy dyrektor szkoły zaprosił wszystkich rodziców na zebranie w sprawie wycieczki, która miała się odbyć w połowie października. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie trzy sprawy. Miała to być wycieczka do Warszawy i trwać trzy dni. Jechać mogli na nią wszyscy uczniowie z klas 4 do 6 a całkowity koszt wyjazdu czyli obiad w restauracji w trakcie podróży, a na miejscu zakwaterowanie, wszystkie bilety i przewodnicy, wyniósł około 450 złotych i dlatego został złożony wniosek o dofinansowanie z jakiegoś programu. Dyrektor wyjaśniał co to za program, ale i tak nikt nie wiedział o co chodzi. Okazało się, że całkowity koszt miał wynosić 120 złotych od osoby. Dofinansowanie nie zostało przyznane, ale na tą wiadomość od razu zareagowały wszystkie nasze zakłady pracy. Niestety każdy dobry plan ma dziurę. W tym przypadku było nią jakieś zezwolenie na organizację tak dużej wycieczki. Trzy klasy po około 25 osób a do tego opiekunowie i nazbierały się dwa duże autobusy. Na owe zezwolenie trzeba czekać co najmniej trzy miesiące. Dyrektor obiecał, że z opóźnieniem ale wycieczka się odbędzie a żeby młodszym klasom nie było smutno dla nich będzie wycieczka niespodzianka. Nawet w dniu wyjazdu nie powiedział dokąd jedziemy. Takiego podekscytowania u dzieci jeszcze nie widziałam. Ostatnie pół godziny jechaliśmy przez bardzo gęsty las. Było prawie ciemno. W końcu naszym oczom ukazał się stary zamek i jak to w takich miejscach bywa przywitał nas ubrany w czarny frak kamerdyner. W środku panował półmrok a na ścianach paliły się pochodnie. Nagle drzwi się zamknęły a bardzo tajemniczy i przerażający głos przywitał wszystkich i zaprosił do środka. Ale gdy zaczął się śmiać miałam ochotę uciekać. Nie tylko ja. W następnym pomieszczeniu było zupełnie inaczej. Jak się później okazało cała posiadłość należy do kolekcjonera gier i zabawek. Miał w swojej kolekcji eksponaty chyba z każdego roku. Od drewnianych zabawek po gry planszowe jak „ Kalejdoskop 50 gier” przez puzzle aż po zabawki z naszych czasów. Zegarek zabawka „ VTech - Kidizoom Smart Watch” był tego najlepszym przykładem. Okazało się, że to był stary szkolny kolega dyrektora. Ale o tym następnym razem.

poniedziałek, 28 września 2015

Planowanie przyjęcia

 W przyszłym miesiącu nasza wnuczka Agnieszka będzie obchodzić swoje urodziny. Już jakiś czas temu obiecaliśmy jej zorganizować przyjęcie z wielkim tortem. Już od tygodnia jedynym zajęciem oprócz nauki jest planowanie przyjęcia. Kogo zaprosić, kogo gdzie posadzić, co podać do jedzenia i picia to jedyne tematy na które chciała rozmawiać. Wszystko inne było nie ważne. Pamiętacie treningi z koleżankami w grę „5 sekund Junior” Agnieszka była tak pochłonięta tym planowaniem, że kiedyś nawet o nich zapomniała. Na szczęście koleżanki okazały się bardzo wyrozumiałe i umówiły się na inny termin. Tym razem trzeba będzie dopilnować by to spotkanie się odbyło. Ale nie tylko ona była tak podekscytowana urodzinami. Dziadek już dwa tygodnie temu kupił wnuczce prezent. Wszyscy wkoło wiedzą, że nasze wnuczki i nie tylko one uwielbiają wszelkiego rodzaju puzzle i gry planszowe więc dziadek przymierzał się do kupienia czegoś z serii o krainie lodu, ale Agnieszka ma już wszystkie części. Podsunęliśmy mu pomysł, że może zainteresuje ją jakaś inna bohaterka. Wybór padł na królewnę Zosię. Na początek dziadek kupił zestaw puzzli „Jej wysokość Zosia” i schował go w najniższej szafce w pokoju i to był jego błąd. Wspominałam już nie raz, że wśród naszych wnuków są też bliźniaki, które mają prawie dwa latka. Często nas odwiedzają a ich ulubioną zabawą jest robienie porządków tylko że w ich przypadku wygląda to tak, że wyciągają wszystkie ubrania z szafki na podłogę a potem wrzucają to z powrotem oczywiście do innej. Na nieszczęście dla dziadka w jednej z szafek znalazły zakupione puzzle i jak to dzieci za wszelką cenę postanowiły dostać się do środka pudełka. Zanim się zorientowaliśmy wszystkie części były na podłodze, pudełko całe podarte a maluchy się cieszyły. Całe szczęście Agnieszki nie było wtedy w domu i nie widziała co się stało z jej prezentem. Chcąc nie chcąc dziadek musiał iść do sklepu i kupić puzzle jeszcze raz. Tym razem schował je w najwyższej szafie jaka była w domu.

piątek, 25 września 2015

Co dzadek to dziadek

 Po ostatniej wycieczce po sklepach z zabawkami dziadek oświadczył, że jego zdrowie zostało wystawione na poważne zagrożenie i za żadne skarby świata nie da się namówić na jakąkolwiek wyprawę z taką ilością dzieci. Ale jak to każdy dziadek swoje mówi a swoje robi szczególnie dla swoich ukochanych wnucząt. Tym razem też tak było. Gdy tylko Agnieszka i Ania przyszły w sprawie następnego wyjazdu nie dokończyły jeszcze mówić a dziadek już się zgodził. Zaczęliśmy się z niego śmiać a on powiedział tylko tyle. No co przecież to moje wnuczki. Ale na co się zgodził? Na początku roku szkolnego w każdej szkole pani albo pan dyrektor ogłosili co następuje: Za trzy tygodnie odbędą się międzyszkolne zawody drużynowe i ping-ponga. Wszystkich chętnych do drużyny zapraszamy do zapisów. Po tygodniu okazało się, że nie ma ani jednego zgłoszenia. Zebrani na sali gimnastycznej uczniowie za skompletowanie drużyny mieli obiecane wolne od zajęć na czas mistrzostw. Tego samego dnia zgłosiło się 45 osób z których wybrano 6 najlepszych. Moje wnuki nie zgłosiły się a pytane dlaczego odpowiadały, że co jest zabawnego w waleniu rakietką w piłkę i że jak mają już w coś grać to wolą w „5 sekund” i „5 sekund Junior” a dziewczynki dorzuciły do tego zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” ale jako kibice to bardzo chętnie. Na to właśnie zgodził się dziadek. Ponieważ bus był wynajęty dla drużyny, zawodników rezerwowych i trenerów wszyscy kibice musieli dojechać na własną rękę. Nasz samochód może pomieścić aż 7 osób więc oprócz dziadka, Ani i Agnieszki mogli zabrać jeszcze troje dzieci. Na szczęście tym razem dzieci zachowywały się bardzo grzecznie a cała droga zleciała im na rozmowach o zawodach. Po powrocie wszyscy byli zadowoleni nawet dziadek. Mówił, że na takie emocje zgodzi się zawsze i to nie tylko ze względu na wnuczki. Wygrała drużyna z sąsiedniej miejscowości ale i tak zabawa była przednia. Przynajmniej z opowiadań.  

czwartek, 24 września 2015

Nie można odmówić wnuczce

 Witajcie. Chyba macie już dość czytania o mnie więc dziś będziecie mieli okazję poznać mojego męża a przynajmniej jego wrażenia z wycieczki jaką obiecał kilka tygodni temu swoim ukochanym wnukom. Miało to wyglądać tak, że cały dzień przeznaczony był na wizyty we wszystkich galeriach handlowych i sklepach z zabawkami w mieście czyli około 15 miejsc. Cała piątka dzieci nie mogła się doczekać. Ponieważ najmłodsze bliźniaki nie chodziły jeszcze do przedszkola postanowiliśmy, że zostaną w domu z nami. Niestety dzień w którym miało się to odbyć był dniem w którym Agnieszka umówiła się na spotkanie z koleżankami. Pamiętacie treningi w grę „5 sekund Junior” Ale i na to znalazła sposób. Dziadek zgodził się żeby koleżanki też pojechały, jeśli mamy im pozwolą. I tak szóstka dzieci i dziadek z grubym portfelem wyruszyli w drogę. Po ośmiu godzinach w drzwiach pojawiły się wszystkie dzieci obładowane torbami i pudłami. Po 15 minutach w domu pojawił się ledwo żywy dziadek, który oznajmił, że jeśli kiedykolwiek jeszcze wpadnie na taki genialny pomysł to niech go od razu ktoś zastrzeli. Jego słowa. Potem zaczął opowiadać jak przebiegała ta wyprawa w taki sposób jakby to była fabuła jakiegoś strasznego horroru. W największym skrócie. Zaraz po wyjeździe dzieci zaczęły wydzierać się na siebie, który sklep odwiedzą pierwszy i co kto kupi. Dziadek za wszelką cenę próbował uspokoić wszystkich i dopiero jak zagroził powrotem dzieci trochę się uspokoiły ale nie na długo. Na parkingu przed sklepem znowu prawie się pobiły kto wchodzi pierwszy. Potem o to gdzie najpierw pójdą. Wreszcie dziadek zadecydował, że to on decyduje o wszystkim. Dzieci niechętnie ale się zgodziły. Przyszła kolej na galerię handlową. Dzieci biegały między regałami aż wreszcie wszystkie znalazły się przy ostatnim pudełku puzzli „Avengers - Puzzle Magic Decor” i zaczęła się wojna bo każde chciało go mieć. Dziadek postanowił kupić go dla siebie żeby dzieci nie miały się o co bić. Po powrocie do domu wszyscy byli zadowoleni. No może nie wszyscy. Wieczorem odwieźliśmy wszystkie dzieci do domów. Wszystkie mamy zwróciły pieniądze i podziękowały za opiekę nad córkami.

środa, 23 września 2015

Dotrzymać obietnicę

 Małymi krokami zbliża się 6 grudnia. Ponieważ los obdarzył mnie piątką wnucząt postanowiłam już teraz zacząć się zastanawiać co im kupić. Za pewne powiecie, że to za wcześnie. Może macie trochę racji, ale znając gust moich pociech nawet w takim czasie mogę mieć mały kłopot ze znalezieniem niektórych rzeczy zwłaszcza, że w zeszłym roku obiecałam Agnieszce konkretny prezent, ale o tym za chwilę. Rok temu na początku listopada też myślałam, że to jeszcze za wcześnie. Byłam w błędzie. O ile znalezienie prezentów dla czwórki dzieci zajęło mi jakieś trzy tygodnie to dla Agnieszki mi się w ogóle nie udało chociaż jej obiecałam. Jak niektórzy z Was pamiętają ona lubi puzzle i gry planszowe Niektórzy po ułożeniu chowają do szuflady w nadziei, że za jakiś czas ktoś będzie chciał ułożyć je jeszcze raz i tak w kółko. Agnieszka po ułożeniu przykleja obrazek na kawałek tektury i w ramce wiesza na ścianie. Uwierzcie mi jak powiem, że na jednej ze ścian już nie ma miejsca a pokój ma dość duży. Na szczęście zostały jej jeszcze dwie. Ma całe serie. Jak tylko pojawia się nowa część zaraz biegnie do sklepu i ją kupuje potem układa i wiesza na ścianie. Z całej serii o krainie lodu brakuje jej jeszcze tylko jednej części. Jest to gra planszowa „Memos - Kraina Lodu” W zeszłym roku na urodziny dostała od nas inną część też związaną z Anną i Elsą czyli zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Stoi na specjalnym stole do dziś, pięknie pomalowany. Owej gry poszukuję już od miesiąca. W każdym sklepie z zabawkami do którego wchodzę sprzedawca mówi, że może będą w przyszłym miesiącu. W sklepach internetowych nie jest lepiej. Od obsługi klienta też słyszę zawsze to samo. Towar jest chwilowo niedostępny i że w najbliższym czasie ma to się zmienić. Mam nadzieję, że tak będzie i uda mi się wywiązać z obietnicy danej Agnieszce.

wtorek, 22 września 2015

45 lat przedszkola

 W tym roku nasze przedszkole obchodziło 45 rocznicę otwarcia. Ale od samego początku. W zakładach pracy od początku pracowało dużo młodych ludzi dyrekcja jednego z nich postanowiła wybudować przedszkole. Później w ramach programu „Tysiąc szkół na tysiąc lecie państwa polskiego” wybudowano szkołę podstawową na około 600 dzieci. Z czasem jak zakłady się rozrastały przedszkole i szkoła zaczęły zapełniać się dziećmi. Ponieważ właścicielem przedszkola był jeden z zakładów pracy kierowniczką została żona jednego z ówczesnych dyrektorów. Sprawowała tę funkcję przez prawie 35 lat. Mówiąc wybudowano przedszkole nie miałam na myśli tylko budynku, ale i wszystko co znajdowało się wkoło niego. Chodzi tu między innymi o plac zabaw na którym oprócz małego parku z ławkami znajdowały się przeróżne rzeczy przy których, na których i w których można było się bawić. Najfajniejszym elementem tego placu był tramwaj do którego można było wejść i udawać, że się go prowadzi. Drabinki, piaskownica czy makieta pociągu też miały swój urok ale według dzieci nic nie mogło się z nim równać. Specjalnie użyłam czasu przeszłego bo przy każdej zmianie dyrektora następowała przebudowa placu zabaw. Teraz jest już trzeci dyrektor i z dawnego nie zostało już nic. Cały dodawany sprzęt jest unowocześniany i jak to mówią pracownicy do stosowany do dzisiejszych standardów. Przed wakacjami znów zmienił się dyrektor i na samym początku w porozumieniu z właścicielami postanowił wyremontować tym razem budynek. Jak się okazało nie tylko z zewnątrz ale i w środku też. Przez całe wakacje ekipa budowlana pracowała od rana do wieczora. Jak to u nas bywa w remont włączyły się również zakłady pracy oczywiście finansowo. Jeden z nich, wiadomo który zafundował całe wyposażenie. Dla najmłodszych przygotowano misie, klocki, kredki i inne. Dla starszych gry i puzzle. „Memos - Kraina Lodu” czy gra „5 sekund Junior” to tylko niektóre z nich. Czy im się podobają nie wiem. Podobno rodzaj zabawek i gier planszowych był konsultowany z osobami odpowiedzialnymi za prawidłowy rozwój dzieci.  

poniedziałek, 21 września 2015

TEGO JESZCZE NIE BYŁO czyli małe targi zabawek.

  Muszę podzielić się z Wami tą wiadomością. Pamiętacie nasze targi zabawek? Pod koniec imprezy zorganizowanej u nas przez dyrektora szkoły i sołtysa okazało się, że wśród gości byli też dziennikarze. Nikt nie wiedział skąd, ani jak się o tym dowiedzieli. Jak to u nas bywa od razu zaczęto snuć teorie na ten temat. Najlepsza z nich mówiła o tym, że to przedstawiciele zaproszonych firm sami powiadomili ich i dlatego przywieźli chyba wszystkie swoje produkty. Dziennikarze zobaczą, opiszą gazeta wydrukuje i będzie darmowa reklama. Każdy miał teorię. Inną sprawą jest skąd cała gmina dowiedziała się o imprezie. Już w niedzielę wszystko się wyjaśniło. Nasza szkoła jest za mała i dlatego do gimnazjum dzieci chodzą do innej miejscowości. Wiadomo jak to uczniowie. Na lekcjach siedzą cicho a przynajmniej większość a na przerwach przecież trzeba o czymś rozmawiać. Wiadomo o czym. Takie wydarzenie nie mogło długo zachować się w tajemnicy. Najpierw wiedzieli koledzy potem rodzice a jak wiadomo każdy z nich pracuje w innym zawodzie. Wśród nich byli też pracownicy gazet a że były to jedyne takie targi może i w całym kraju to żaden wydawca nie mógł tego przegapić. Jednak nikt nie zauważył, że podczas imprezy po całym boisku kręcił się jakiś człowiek z kamerą. W środę rano na drzwiach szkoły była przyklejona kartka z linkiem do znanej strony z filmami. Po wejściu na ową stronkę dużymi literami podany był tytuł filmu: TEGO JESZCZE NIE BYŁO czyli małe targi zabawek. Na filmie oprócz wszystkich prezentacji była pokazana konkurencja układanie puzzli na czas. W opisie autor napisał „Jej wysokość Zosia” i „Wesoły dzień Zosi” - tak się układa puzzle. Niestety już na drugi dzień film został skasowany. Pisało coś o naruszeniu praw autorskich. W środę w lokalnej gazecie pojawił się artykuł. Był taki jak wszystkie opisujące przebieg jakiejś imprezy. Kto był, z kim i w jakim celu. Żadnego wywiadu. Najbardziej szkoda tego usuniętego filmu. Był naprawdę godny polecenia. Szkoda.

piątek, 18 września 2015

Małe targi zabawek

 Jak już wspominałam w minioną sobotę odbyły się zorganizowane przez dyrektora szkoły i sołtysa „małe targi zabawek” dla uczniów i przedszkolaków. Ponieważ była to jedyna taka impreza w całej gminie a może i w województwie wszystko musiało być zorganizowane bez żadnego błędu. Już od samego rana w piątek zaczęły się wielkie przygotowania. Duża sala, scena, nagłośnienie słowem wszystko. Przy takiej okazji zaproszeni producenci poprosili o listę uczestników imprezy jak to określili w celach informacyjnych. Wiek, klasa i takie tam. Jak to zwykle bywa z planami i tym razem teoria z praktyką nie miała nic wspólnego. Po całej gminie rozeszła się wieść o planowanych targach więc w piątek po południu zamiast listy z naszej szkoły i przedszkola organizatorzy otrzymali listy chętnych z prawie każdej szkoły w gminie. Wpadka? Nie. Na tablicy ogłoszeń pojawiła się informacja, że ze względów na tak ogromne zainteresowanie cała impreza zostaje przeniesiona na boisko sportowe i dlatego zostaje przesunięta godzina otwarcia z 9 na 11. Do późnych godzin w piątek i od rana w sobotę wszystko było przenoszone, ale udało się. Jak pisałam po wszystkich prezentacjach dzieci zaczęły zadawać pytania o pomysły, sposoby produkcji. Po godzinie tych pytań jeden uczeń pierwszej klasy zapytał o coś o co chyba wszystkie dzieci chciały zapytać od samego początku „Kiedy wreszcie zaczniemy w nie grać” Wydaje mi się, że wszyscy producenci przewidzieli taki obrót sprawy bo jakimś dziwnym sposobem zamiast przyjechać samochodami osobowymi na parking obok stadionu podjechały ogromne ciężarówki. W trakcie pytań wnoszono coraz więcej pudeł i jak można się domyślić były w nich nie tylko obiecane gry „Memos - Kraina Lodu” i „5 sekund Junior” ale nawet świecące w ciemności „Avengers - Puzzle Magic Decor” chociaż był środek dnia. Pod koniec imprezy okazało się, że oprócz zaproszonych gości pojawili się dziennikarze, więc dla wszystkich firm taka impreza to idealny sposób na reklamę. Teraz wiadomo dlaczego pokazali chyba wszystkie swoje produkty. Brawo za pomysł.  

środa, 16 września 2015

Jak spędzić wakacje w domu

 Nie tylko w szkole opowiada się o wrażeniach z wakacji. Najstarsza grupa naszego przedszkola też zajęła się tym tematem zaraz na początku. Jak zwykle opowieści były różne. Jedne wesołe a inne nie bo co wesołego jest w dwóch miesiącach spędzonych w domu. Ale i wtedy wakacje nie muszą być takie złe. Wystarczy jedna osoba potrafiąca znaleźć choć jedną rzecz, która może zaciekawić dzieci i to wszystko zorganizować. My na szczęście mamy takiego człowieka. Jest nim oczywiście nasz sołtys. Swoją drogą nie mam pojęcia skąd on bierze pomysły na to wszystko. I w te wakacje nie zawiódł. Jak wszyscy uczniowie wiedzą w czasie tych dwóch miesięcy brama szkolna powinna być zamknięta nawet na łańcuch jeśli jest taka możliwość. Przez cały sierpień nasza była otwarta. Żeby nikt nie pomyślał, że straszenie otwartą szkołą było sposobem na spędzanie wakacji chcę od razu wyjaśnić na czym polegał ów pomysł. Za zgodą jeszcze starego dyrektora cała sala gimnastyczna została przygotowana do różnego rodzaju zawodów i turniejów. Ponieważ mamy dość dużą salę można było przygotować wiele konkurencji. Dodatkową atrakcją dla przedszkolaków była możliwość wizyty w szkole jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego. Na tę część naszych mieszkańców liczyliśmy najbardziej to też głównie dla nich wszystko zostało przygotowane. W organizację włączyły się też zakłady pracy szczególnie producent zabawek. „Memos - Kraina Lodu” czy „5 sekund Junior” to tylko niewielka część gier planszowych jakie zostały przez nich dostarczone. Główne nagrody we wszystkich konkursach też. Żeby nikt nie był głodny podczas tych wszystkich zmagań posiłki zostały zamówione w firmie kateringowej. Tu również znalazł się sponsor. Jak już nie raz mogliście się przekonać w każde przedsięwzięcie włączają się wszyscy. Tak więc nawet dzieci, które z różnych powodów nie wyjeżdżają na wakacje zawsze mogą liczyć na jakieś atrakcje. Są ludzie którzy na pewno o to zadbają.  

poniedziałek, 14 września 2015

Pomysł nowego dyrektora

Najmłodszym członkiem naszej małej społeczności, jak już wielu z Was zapewne pamięta, jest niedawno wybudowana fabryka zabawek a dokładniej jej pracownicy. Dlaczego o tym wspominam. Ano dlatego, że jednym z zajmujących wyższe stanowisko jest wszystkim dobrze znany człowiek, który pełni też jeszcze jedną ważną funkcję. Jako że nasza szkoła w połowie wakacji straciła dyrektora ktoś musiał chwilowo zająć jego miejsca. Po naradzie ogłoszono, że do mianowania nowego, co ma nastąpić pod koniec października zastępował go będzie właśnie on, ponieważ miał doświadczenie w kierowaniu szkołą. Nie naszą ale jednak. Przy przeglądaniu dokumentów natrafiono na jak to nazwać „raport” z zeszłorocznej wycieczki targi zabawek. Może pamiętacie jak dzieci przechodziły obojętnie obok stanowisk z wszelkiego rodzaju grami i zabawkami na miarę XXI wieku. Mnóstwo światełek dźwięków i innej elektroniki. Nagle wszystkie dzieci zatrzymały się przy jednym z namiotów w którym bardzo podobna do naszej firma produkująca zabawki pokazywała swoje produkty. Jak się okazało były to gry i zabawki całkowicie pozbawione jakiejś najnowszej technologii. I to dzieci zainteresowało najbardziej. Jak można było kiedyś bawić się, jak to określiły „czymś takim” Ze sprawozdania wynikało też, że dzieci nie za bardzo chciały opuścić ten namiot mimo że trzeba było już wracać. Nowy dyrektor w porozumieniu z sołtysem ogłosił, że w najbliższą sobotę i niedzielę odbędą się nasze małe targi gier i zabawek. Przedstawiciele kilku firm z których każda przedstawi tak interesujące wtedy gry. Każdy z zaproszonych gości pokaże i omówi jeden rodzaj rozrywki tak aby dokładnie pokazać zasady jakie przy nich obowiązują. Oczywiście nasza fabryka też dostała zaproszenie i prośbę o przedstawienie serii puzzli „Jej wysokość Zosia” i „Wesoły dzień Zosi” Inne firmy mają pokazać gry rozwijające pamięć „Memos - Kraina Lodu” i „5 sekund” Jedna z firm została poproszona o przedstawienie jednej rzeczy z zabawek godnych XXI wieku. Wybór padł na zegarek-zabawkę „VTech - Kidizoom Smart Watch” Później słuchacze będą mieli możliwość skomentowania prezentacji. Nie mogę się doczekać.