Odkąd
pamiętam, a nie mam z nią kłopotu, na święta wielkanocne w
naszym domu, placki zawsze pieczone były w Wieli Piątek. Mama
bardzo przestrzegała tej tradycji i nie tylko ona. Większość
gospodyń z mojej rodzinnej wioski tak robiła. Przejęłam ten
zwyczaj. Od wielu lat od samego rana przygotowuję wszystkie ciasta,
to znaczy przygotowywałam. Dwa lata temu, w wyniku kilku pechowych
zbiegów okoliczności, okazało się, że mój mąż też ma
smykałkę do pieczenia ciast i od tamtego czasu to on się tym
zajmuje. Teraz, żebyście mnie źle nie zrozumieli. Lubię gdy
odwiedzają nas wnuki, ale nie dziś. Córka, chcąc mieć spokój,
przywozi dzieci do nas. Od czasu gdy dziadek krząta się po kuchni,
moim zadaniem jest pilnowanie maluchów. Wiadomo, że bardzo chciały
by pomagać mu w przygotowaniu i pieczeniu, ale jak kończy się ich
pomoc, wszyscy wiemy. Dwa razy więcej sprzątania i ponowna wizyta w
sklepie po nowe składniki. Miałam dopilnować, aby tak się nie
stało. Około południa dzieci jeszcze nie było. Już myślałam,
że w tym roku nas nie odwiedzą, ale w tym samym momencie rozległ
się dzwonek do drzwi, w których stanęli nasi goście. Od razu
skierowały się do kuchni z zamiarem pomocy. Na szczęście dziadek
wiedząc, że ma piec placki, wstał wcześniej, żeby zdążyć
przed ich przyjściem. Dziś miał więcej czasu. Za zwyczaj córka
przyjeżdża po nie wieczorem, więc trzeba było zorganizować
resztę dnia. Wszyscy wiemy jak można zająć ich czas. Specjalnie
na taką okazję udało mi się kupić zestaw foto puzzli. Obrazek
przedstawiał dziadka przygotowującego ciasto. Po wysłaniu zdjęcia
przedstawiciel firmy Trefl, bo to ona prowadzi sklep internetowy, w
którym złożyłam zamówienie, skontaktował się ze mną w celu
potwierdzenia czy na pewno wysłałam dobre zdjęcie. Pierwszy raz
zdarzyło się, że puzzle przedstawiały człowieka pracującego w
kuchni. Wszystko się udało. Dzieci zajęły się układaniem i nie
myślały o pomocy dziadkowi.
keep calm and.... trefl :)
piątek, 30 marca 2018
środa, 28 marca 2018
Pomniejszająca się rodzina
Jak
nie raz pisałam, mamy dużą rodzinę. Niestety, z biegiem lat coraz
bardziej liczba jej członków spada. Miesiąc temu pożegnaliśmy
mojego brata, a przed wczoraj wieczorem do szpitala został zabrany
brat męża. Od razu zrobiono mu podstawowe badania, wyniki były
dość szybko, ale o dziwo wszystkie wyszły w miarę dobrze.
Zobaczcie, ból nie do wytrzymania, nie pomagają żadne środki
przeciwbólowa, a wyniki badań w normie. Oczywiście został
zatrzymany w szpitalu na obserwację. Po bardziej szczegółowych
badaniach na wyniki trzeba jeszcze trochę poczekać. Lekarze
znaleźli jakiś lek, który pomógł uśmierzyć ból. Brat był
lubiany przez dzieci, więc gdy tylko dowiedziały się, że wujek
jest w szpitalu, od razu chciały do niego jechać. Niestety na
oddział, na którym leży nie wpuszczane są dzieci. Jednak nie dało
się im tego wytłumaczyć. Nie ważne, pojadą i już. O ile
Agnieszka i Anie zrozumiały zasady panujące w szpitalu, to
najmłodszej trójki nic nie przekonywało. Próbowaliśmy wszelkich
sposobów, aby zmieniły zdanie. Nic z tego. Jak wspomniałam brat
męża był lubiany przez dzieci, nie żeby dorośli nie przejmowali
się jego zdrowiem, ale nikt jakoś szczególnie nie panikował. Co
było robić. Może to mało wychowawcza metoda, ale w tym wypadku
cel uświęcał środki. Jedyny sposób jaki przyszedł nam do głowy,
to odwrócenie uwagi maluchów, gdy reszta będzie wychodziła z
domu. Co nadawało się do tego idealnie? Oczywiście zestaw puzzli i
gra. Na ochotnika dziadek zaoferował pomoc. Jak wszyscy wiedzieli,
jedyną grą o jakiej dziadek miał jakiekolwiek pojęcie była gra
„5 sekund junior” więc taką im zostawiliśmy. Niestety okazało
się, że do odwrócenia uwagi dzieci nie wystarczą puzzle. Gdy
zobaczyły jak samochód odjeżdża spod domu, od razu pobiegły do
drzwi. Na szczęście nie zapomnieliśmy ich zamknąć. Wróciły do
dziadka, ale nie miały ochoty na grę. Powiedziały tylko, że się
obraziły bo dziadek je oszukał. Jeszcze raz powtórzę. Może to
mało wychowawcze metoda, przekupstwo, ale w tym przypadku nie było
innego wyjścia.
poniedziałek, 26 marca 2018
Złośliwość rzeczy martwych
Znacie
powiedzenie: złośliwość rzeczy martwych? Mnie spotyka to coraz
częściej. A to komputer psuje się, gdy jest najbardziej potrzebny,
a to samochód odmawia posłuszeństwa w takich samych
okolicznościach, a ostatnio nawet pogoda jest przeciwko mnie i to
wcale nie jest przesada. Pamiętacie urodziny Ani? Gdy planowałam
przyjęcie w ogrodzie, spadł śnieg. Gdy udało mi się wymyślić
co z tym śniegiem można robić, zaczęło świecić słońce i
wszystko się topiło. Gdy teraz miałam zorganizować urodziny
najmłodszej dwójce wnuków w domu, że by nic mi nie przeszkodziło,
znów świeci słońce. Żeby było ciekawiej teraz nawet nasz
rodzinny dom mnie „nie lubi” Gdy już zaplanowałam przyjęcie,
zaczęłam przygotowywać ciasta i tort. Wtedy pękła rura i cała
kuchnia została zalana. Potrzebny był mały remont. Koniec tego
dobrego. Urodziny zostały zorganizowane u mojej córki. Na szczęście
wszystkie prezenty schowałam w innym pokoju i wysoko. Jednak coś
nie chciało, żeby przyjęcie się udało, albo w ogóle odbyło.
Wszystko zaczęło się dobrze. Prezenty, tort i początek zabaw.
Mieszkanie mają duże, więc było gdzie się bawić. Gdy zaczęła
się rozgrywka w „5 sekund junior” spaliła się żarówka. W
pokoju zrobiło się ciemno. Dzieci zamiast panikować, zaczęły się
cieszyć. Po wymianie żarówki zabawa zaczęła się od nowa. Karty,
puzzle i wszystko inne nie oderwało nikogo od zgaszonego światła.
Nagle druga żarówka się spaliła. Gospodarze jakby byli
przygotowani. Wymienili kolejną, ale tym razem ostatnią, tym razem
dzieci również się nie przestraszyły. Jednak gdyby sytuacja się
powtórzyła, trzeba by skończyć przyjęcie, nie było już
zapasowych żarówek. Oczywiście dzieciom powiedzieliśmy, że to
wszystko jest częścią przyjęcia. Zadowolone wróciły do domu.
Później wszystkim opowiadały o niesamowitych atrakcjach, jakie
przygotowali organizatorzy. Żeby tylko wiedziały, że nic co się
wydarzyło nie było zamierzone. Przyjęcie się udało. Jak mówiłam:
złośliwość rzeczy martwych.
piątek, 23 marca 2018
Dzień wagarowicza
Z
czym kojarzy się uczniom pierwszy dzień wiosny? Oczywiście z dniem
wagarowicza. W tym roku trochę się nie udał, bo jak każdy widzi
za oknem mamy zimę i mróz, a w takich warunkach włóczenie się po
ulicach nie jest za przyjemne. Zapytacie, skąd wiem, że młodzież
tak spędzi ten dzień? Wszyscy wiedzą, że dla większości młodych
ludzi jest to ulubiony sposób spędzania wolnego czasu, no może
oprócz wszelkiego rodzaju imprez. Przez takie podejście w zeszłym
roku prawie doszło do tragedii. Też był to pierwszy dzień wiosny.
Grupka przyjaciół oddawała się swojemu ulubionemu zajęciu. Przez
sam środek naszej miejscowości przebiega dość ruchliwa droga.
Wiele razy przed każdymi wyborami kandydaci obiecują jakąś
obwodnicę, ale gdy już się ich wybierze, okazuje się, że
miejscowość jest za mała na obwodnicę, a pieniądze można
spożytkować w inny, bardziej sensowny sposób. I tak w kółko. Ale
to temat na inną okazję. Wszystkie ulubione przez młodzież
miejsca leżą po obu stronach drogi. Wiadomo jak dziś młody
człowiek idzie ulicą. Komórka przed oczami i liczy się tylko to,
co dzieje się na ekranie. Piątka uczniów szła właśnie w taki
sposób. Nie rozglądając się na boki, weszli na jezdnię wprost
pod nadjeżdżającą ciężarówkę. Tylko dobre hamulce i
niesamowity refleks kierowcy zapobiegły tragedii. W tym roku
dyrektor szkoły postarał się, aby w dzień wagarowicza wszyscy
uczniowie byli bezpieczni. Zamiast lekcji, w domu kultury
zorganizowano uroczystość powitania wiosny. Oprócz występów
artystycznych odbyły się rozgrywki w „5 sekund edycja specjalna”
Dla spokojniejszych dzieci były puzzle i karty. Chętnych nie było
dużo dopóki organizatorzy nie ogłosili, jakie będą nagrody. Były
to dni zwolnienia z wezwań do odpowiedzi, w zależności od zajętego
miejsca. Wtedy zabrakło miejsc na listach chętnych. Rozgrywki były
bardzo emocjonujące, ale najważniejsze, że wszyscy byli
bezpieczni.
środa, 21 marca 2018
Konkurs
Każdego
roku przyjęcie urodzinowe Ani odbywało się w ogrodzie. Jeszcze
nigdy nie zdarzyło się, żeby pod koniec marca padał śnieg. No
może nie za życia Ani. Pomyślałam, że przecież można
zorganizować wszystko w domu. Ostatnio w telewizji widziałam
reportaż z pokazu budowli z lodu odbywającym się gdzieś na
północy Norwegii. Dlaczego nie zorganizować czegoś takiego u
nas. Oczywiście na dużo mniejszą skalę, jako jedna z zabaw na
przyjęciu. Co z tego, że za oknem zamiast kwiatków widać śnieg a
temperatura jest ujemna. Wśród zaproszonych gości rozeszła się
wiadomość o niespodziance, jaką szykują organizatorzy. Wszystkie
dzieci wiedziały tylko, że mają się ciepło ubrać i obowiązkowo
mieć rękawiczki. Przygotowałam specjalne karty, na których
narysowane były rzeczy, jakie uczestnicy mieli zbudować ze śniegu.
Nie było to nic wymyślnego, domek, bałwanek czy jakieś
zwierzątko. Na wszelki wypadek przygotowałam plan awaryjny. W dzień
przyjęcia bardzo się przydał. Od samego rana świeciło słońce,
śnieg zaczął się topić i o konkursie budowli ze śniegu trzeba
było zapomnieć. Jak mówiłam, byłam przygotowana. Szkoda tylko
zestawu kart. Przygotowanie ich zajęło mi ponad tydzień, a teraz
chyba do niczego się nie przydadzą. Jednak postanowiłam je
zatrzymać. Może któregoś dnia uda mi się spełnić
niespodziankę, którą obiecałam na przyjęcie. Mimo tego urodziny
się udały, dzieci były zajęte czymś innym. W ramach małego
zadośćuczynienia, pozwoliłam wszystkim wybrać gry, które
chciałyby wykorzystać. Myślałam, że będą wolały filmy lub gry
komputerowe, ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, chciały grać w „5
sekund junior” Zapytane dlaczego tak wybrały, odpowiedziały
zgodnie, że wiele razy Ania opowiadała o rodzinnych rozgrywkach,
jakie organizuje się w naszym domu i też chcą spróbować swoich
sił w starciu z dziadkami. Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłam.
Teraz wiem, że Ani naprawdę podobają się te nasze spotkania, że
nie robiła tego tylko dlatego, żeby staruszkom się nie nudziło.
Nikt nawet nie zauważył, kiedy za oknem zrobiło się ciemno.
poniedziałek, 19 marca 2018
Uniknęłam awantury
Czy
jedna awantura może wywołać drugą, jeszcze większą? Może,
chyba że się jej zapobiegnie. Czy to jest uczciwe czy nie, ocenicie
sami. W piątek Agnieszka po powrocie ze szkoły, rzuciła plecak pod
łóżko i od razu chciała wyjść spotkać się z przyjaciółką.
Umówiły się poprzedniego dnia, o czym mama została poinformowana.
Nie miała nic przeciwko, a przynajmniej nic nie mówiła. Gdy
koleżanki miały się spotkać, wszystko się zaczęło.
Powiedziała, że najpierw trzeba zjeść obiad, potem odrobić
lekcje i dopiero wtedy można spotykać się z przyjaciółmi, a do
tego jest za zimno, aby włóczyć się po ulicach. Zdenerwowana
Agnieszka wybiegła z domu, trzaskając drzwiami. To jest wersja
córki, którą przekazała mi przez telefon. Chwilę później
rozległ się dzwonek i w drzwiach stanęła przemarznięta Agnieszka
i jej koleżanka. Miałam zadzwonić do córki, ale dziewczynki
poprosiły, abym tego nie robiła. Ich wersja wydarzeń była trochę
inna. Mama zamiast spokojnie wyjaśnić sytuacją, od razu zaczęła
krzyczeć. Nie pomagały wyjaśnienia, że wcale nie mają zamiaru
włóczyć się po ulicach, tylko przygotowywać zadanie domowe. Pech
chciał, że rodzice koleżanki wyjechali i dziewczynki zastały
zamknięte drzwi. Nie mogły wrócić do domu, bo awantura była by
jeszcze większa, więc przyszły do mnie. Pozwoliłam im zostać, co
miałam zrobić. Przygotowałam gorącą herbatę i pomogłam
przygotować się do zadania domowego. Jakoś trzeba było
zorganizować resztę czasu. Zestaw puzzli świetnie nadawał się do
tego celu. Jak wiecie, puzzle od bardzo dawna pomagają Agnieszce w
uspokojeniu się. Jak się okazało, jej koleżance też szczególnie,
że wyjęłam zestaw „Anna i Elsa” Są to ulubione bohaterki z
animowanego filmu, dlatego układanie było jeszcze przyjemniejsze.
Po koleżankę przyjechali rodzice, a upewniwszy się, że córce
przeszła złość, odwiozłam Agnieszkę do domu. Nie wiem, czy
dobrze zrobiłam, przyjmując dziewczynki. Wiem jedno, uniknęliśmy
kolejnej awantury, może większej niż pierwsza.
piątek, 16 marca 2018
Porządki
Wielkimi
krokami zbliżają się święta. Jak każda szanująca się pani
domu, zabieram się za wielkie, przedświąteczne porządki. Żebyście
nie pomyśleli, że przez cały rok nie sprzątam, nie. Wszystko
zaplanowane jak przyjęcie urodzinowe, dziś sprzątamy tu, jutro
tam. Jak wiadomo każdy, nawet najlepszy plan może zepsuć jedno
nieoczekiwane zdarzenie. Z samego rana w drzwiach stanęła cała
piątka wnuczków. Myślałam, że nie uda mi się nic zrobić, ale
dzieci zgodnie oznajmiły, że przyszły pomóc babci w sprzątaniu.
Dziwne, przecież dziś powinny być w przedszkolu i szkole. Zbiegiem
okoliczności cała piątka jest chora. Pamiętacie ich pomoc w
jakimkolwiek sprzątaniu? Właśnie, potem miałam dwa razy tyle
roboty. Nie dało się im wytłumaczyć, że dziś zaplanowane są
porządki w najwyższych szafkach w kuchni, pomogą i już. Jedyne co
udało się osiągnąć to to, że tylko Ania i Agnieszka będą
pomagały, a młodsze dotrzymają towarzystwa dziadkowi. Bardziej
chodziło o to, żeby nie przeszkadzały, ale taki sposób
tłumaczenia im był skuteczniejszy. I tak ja zajęłam się
sprzątaniem, a dziadek wnuczkami. Żeby się nie nudziły, dostały
do ułożenia zestaw „ Anna
i Elsa -Puzzle Glam” Myślałam,
że to je zajmie. Na początku nawet był spokój. W pewnym momencie
dzieci wpadły do kuchni i oznajmiły, że dziadek śpi w fotelu i
żeby mu nie przeszkadzać to nam pomogą. Nic z tego. Obudziłyśmy
dziadka i układanie puzzli zaczęło się od nowa. Podczas takich
zabaw zawsze było głośno, a to jakiś fragment nie pasował do
innych, a to zmieniono kolejność układających, zawsze coś. Teraz
zapanowała cisza. Poszłam sprawdzić co się stało. Oczywiście
dziadek znowu usnął, a dzieci w poszukiwaniu innych gier
powyrzucały wszystko z szafek znajdujących się najniżej. Na
szczęście tam jeszcze nie było sprzątane. Wieczorem
dowiedziałam się, że córka wraz z mężem musiała wyjechać na
cały dzień i dzieci gdzieś musiały zostać. Wydaje mi się, że
powinna mnie o tym powiadomić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)