poniedziałek, 26 czerwca 2017

A to niespodzianka

 Ostatnio pisałam, że do naszej miejscowości przyjechał cyrk. Wydarzenie bardzo ważne, bo jak wszyscy wiecie na przedstawienia przyjeżdżają też ludzie z daleka czasem na kilka dni. Muszą coś jeść i gdzie spać, a zabrać prowiantu na wszystkie dni jest trochę trudno. Najbliższą miejscowością była nasza. Wszyscy potrzebujący jedzenia i noclegu odwiedzali nas. Najbardziej cieszyli się właściciele sklepów i hotelarze. Wierzcie lub nie, ale takiego oblężenia klientów nie mieliśmy od bardzo dawna. Nie napisałam Wam jeszcze jednej rzeczy. Na ostatni występ większość biletów wykupiły dzieci, więc prawie przez cały czas głównie do nich był kierowany pokaz. W końcu klaun – iluzjonista nie zdarza się co dzień. Wiadomo jak to w cyrku. Tresura zwierząt, akrobacje, ale jak wcześniej największym zainteresowaniem cieszyły się występy klaunów. Co do klauna. Po odjeździe artystów, wśród mieszkańców rozeszła się plotka, że jeden z nich ma zamiar odwiedzić nas raz jeszcze. Niestety nikt nie wiedział ani kiedy to ma nastąpić, ani kto był tym klaunem. Pojawiło się kilka nowych osób, ale żadna nie przypominała owego artysty. Na tablicy ogłoszeń pojawiło się zaproszenie na darmowe pokazy. Jak nie trudno się domyślić, wszystkie miejsca były zajęte. Ostatni z występów odbył się w szkole na akademii z okazji zakończenia roku. Dzieci domagały się powtórki sztuczki z bańkami mydlanymi. Udało się. Jak wcześniej, do każdej sztuczki potrzebny był ochotnik, albo dwóch. Najwięcej śmiechu było przy wykorzystaniu zestawu „Kalambury de LUXE” firmy Trefl. Najważniejszym punktem programu miało być ujawnienie tożsamości klauna. Nikt się tego nie spodziewał, ale klaunem okazała się dziewczyna mieszkająca dawno temu w naszej miejscowości. Ale maski nie zdjęła. Wiedzieliśmy tylko, że po ukończeniu studiów wyjechała za granicę. Okazało się, że zaczęła pracować w cyrku właśnie jako klaun. Powiedziała, że odkryła w sobie powołanie. Rozśmieszanie dzieci. Robi to od kilku lat, i jak widać po jej występach, stała się mistrzynią, albo raczej mistrzem. Obiecała, że jeszcze nas odwiedzi. Nie możemy się doczekać. Zwłaszcza dzieci.

piątek, 23 czerwca 2017

Niesamowite wrażenia

 Zakończenie roku szkolnego. Jedyna rzecz o której myślą dziś uczniowie. Świadectwo do ręki i do domu. Nareszcie wakacje. Ponieważ my lata szkolne mamy już za sobą, zajmiemy się czymś innym. W nasze okolice przyjechał cyrk. Na tablicach ogłoszeń wiele razy pojawiały się plakaty o przedstawieniach, ale chcąc się na nie wybrać, trzeba było jechać prawie 50 kilometrów. Przyjemność żadna. Wielu z Was zapyta, dlaczego cyrk przyjeżdża dopiero teraz? Powód jest bardzo prosty. Do tej pory nie było gdzie rozstawić namiotu cyrkowego, a o reszcie sprzętu nie wspomnę. Ale teraz jest. W zeszłym roku nadleśnictwo zaczęło „operację” czyszczenia lasu. Wycinali ogromne ilości drzew. Takim sposobem powstał plac, na którym cyrkowcy mogli się zmieścić. Gdy pojawiły się pogłoski o tym wydarzeniu na początku wszyscy,nawet uczniowie rozmawiali tylko o tym. Kila razy miałam okazję być na takim przedstawieniu, wrażenia niesamowite. Przyszedł dzień przyjazdu. Zwykle na naszych ulicach spotyka się wielu ludzi, ale tego dnia nie było nikogo. Jakby miasto wymarło. Zgadnijcie dlaczego. Jasne, że tak. Wszyscy poszli zobaczyć jak cyrkowcy rozkładają namiot. Wielu naszych mieszkańców chciało pomóc, ale nie było takiej potrzeby. Drugiego dnia pobytu miało odbyć się pierwsze przedstawienie. W sumie miały być trzy. Okazało się, że zainteresowanie było ogromne i z trzech przedstawień zrobiło się pięć. Każdemu podobało się co innego. Dzieciom, oprócz tygrysów, podobały się występy klaunów. Jeden z nich często potrzebował asystentów. Każde dziecko chciało zostać zaproszone na arenę. Wiele razy widziałam, jak jakiś iluzjonista zamykał w bańce mydlanej jakieś dziecko, ale pierwszy raz komuś udało się to z dwójką dzieci w jednej bańce. Oczywiście pokaz z kartami też na długo zapadnie w pamięć. Na pewno nie raz budowaliście domek z kart. Moja najwyższa budowla miała dwa piętra. Przy trzecim wszystko się waliło. Klaunowi w specjalnym, szklanym sześcianie udało się ustawić ich aż osiem. Dom był ogromny. Gdy sześcian się rozpadł, budowla stała nadal. Rozpadła się dopiero, gdy klaun poprosił o zdmuchnięcie jej całą widownię. Byłam na wszystkich pięciu przedstawieniach.

środa, 21 czerwca 2017

Pewność siebie może zgubić

 Wakacje wakacjami, a przyjęcie urodzinowe trzeba zorganizować. Wiadomo, że pod koniec czerwca wszyscy uczniowie nie myślą już o szkole, lekcjach i książkach, ale gdy trafia się jakaś mała imprezka to czemu nie iść, szczególnie gdy są to urodziny kolegi czy koleżanki. Nie raz pisałam o firmach organizujących takie uroczystości. Człowiek przychodzi do biura, kładzie pieniądze na stół i mówi: Poproszę przyjęcie urodzinowe i więcej nic go nie obchodzi. Przynajmniej tak powinno być. Widziałam już różne przyjęcia organizowane przez „profesjonalistów” Ze swojego doświadczenia wiem, że im bardziej pewni siebie są pracownicy, tym większe szanse na całkowitą klapę. Tak właśnie było z pierwszym przyjęciem organizowanym przez najstarszą firmę w okolicy, na które zostałam zaproszona. Przy przygotowaniach nie można było o nic zapytać, żeby nie zostać, delikatnie mówiąc, przepędzonym. Przyjęcie rozpoczęło się jak zwykle. Powitania, życzenia, wręczanie prezentów i w końcu zabawy. W trakcie przygotowań do podania tortu dzieci bawiły się w coś w rodzaju berka. Zdarzył się mały wypadek. Jedno z nich biegnąc obok stołu na którym stał tort, potknęło się i przewróciło razem z całym stołem. Tort na ziemi, dziecko płacze a organizatorzy, którzy mieli być przygotowani na wszystko, nagle gdzieś zniknęli. Rodzice musieli przeprosić wszystkich gości i zakończyć przyjęcie. Uczestnicy, w ramach przeprosin, zostali zaproszeni na przyjęcie - przeprosiny. Tym razem gospodarze organizowali je sami. Gdy wszyscy przybyli w wyznaczonym dniu, przyjęcie rozpoczęło się od tortu. Grom i zabawom nie było końca. Gdy zaczął padać deszcz wszystko błyskawicznie przeniesiono do domu, gdzie czekały następne atrakcje. Rodzice solenizanta chwalili się, że wszystkie przygotowane, najnowsze zestawy puzzli i kart sprowadzili od producenta i na pewno nikt nie ma takich w domu. Szczególnie dumni byli z zestawu „W Krainie Lodu – Puzzle Mini” Po zakończeniu przyjęcia okazało się, że byli w błędzie. W naszym ulubionym sklepie wszystkie zestawy można kupić od jakiegoś czasu. Nikt im o tym nie powiedział. Niech się cieszą.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Plany na urlop

 Znów robi się co raz cieplej, zbliża się koniec roku szkolnego, wszyscy snują plany na wakacje. Jak wszystkim wiadomo, teoria rzadko pokrywa się z praktyką, ale marzenia o idealnym urlopie ludzie mieli, mają i mieć będą. Co z tego wychodzi to inna sprawa i nie jest ważne czy to wakacje, czy ferie zimowe. Cała nasza rodzina też takie plany miała. Gdy ogłoszono kiedy w naszym województwie będą ferie, cała nasza rodzina zastanawiała się, gdzie spędzimy owe dwa tygodnie. Wybór padł na góry. Pamiętacie hotel prowadzony przez przyjaciół Sławka? Pisałam już o nich jakiś czas temu. Pierwszy raz zetknęliśmy się z nimi, gdy potrzebowali pomocy. Chodziło o prowadzenie hotelu podczas ich nieobecności. Ponieważ jest to mały pensjonat, Sławek się zgodził. Nas wziął do pomocy. Tak się złożyło, że były to święta. To tak dla przypomnienia. Wiele razy tam jeździliśmy i zawsze byliśmy zadowoleni. W tym roku też mieliśmy tam spędzić ferie zimowe. Dzieci cieszyły się na długo przed wyjazdem, my zresztą też. Dwa tygodnie spokoju. Jak zwykle Agnieszka i Ania musiały mieć wszystkie ubrania kupione specjalnie na tę okazję. Po sklepach z odzieżą chodziliśmy dwa dni. Wiadomo, że nie można kupić czegokolwiek tylko dwójce wnuków. Trzeciego dnia musieliśmy zabrać pozostałych na zakupy. One zamiast ubrań wolały odwiedzić sklep z zabawkami. Ale niespodzianka, prawda? Cała trójka uparła się, aby kupić im zestawy puzzli. Mają w domu nie wiadomo ile zestawów, więc robiliśmy wszystko, żeby zainteresowały się czymś innym. Udało się. Na początku był to zestaw do baniek mydlanych, ale gdy wyobraziłam sobie co może stać się po drodze, zaproponowałam im zestaw kart do grania podczas podróży. Niestety tak łatwo nie dały się przekupić. Karty to było za mało. W dniu wyjazdu okazało się, że nasze auto nie ma zmienionych opon na zimowe. Żeby jechać pociągiem, mieliśmy za dużo bagaży. W warsztacie nie za bardzo się spieszyli i wyjechaliśmy dopiero po czterech dniach. Jak mówiłam, teoria rzadko sprawdza się w praktyce.

piątek, 16 czerwca 2017

Szkolne zwyczaje

 W dzisiejszych czasach szkoła to dziwne miejsce. Według wszystkiego co pamiętam ze swoich szkolnych lat i gdy moje dzieci uczęszczały na zajęcia, nigdy nie było takiej sytuacji, że nauczyciele sami decydowali czy dzieci mają, czy nie mają przychodzić na lekcje. Takim dniem jest właśnie dzień dzisiejszy. Jak wszyscy wiecie wczoraj było święto. We wszystkich szkołach, sklepach i niektórych zakładach jest to dzień wolny od pracy. Jednak dziś jest normalny dzień i wszyscy pracownicy stawiają się na swoje stanowiska. Nie raz słyszeliście, jak mówiono Wam w czasach szkolnych, że Waszym stanowiskiem pracy jest szkolna ławka, czyli idąc tym tokiem rozumowania obecność w szkole w dniu dzisiejszym jest obowiązkowa. Jednak najwyraźniej dzisiejsi nauczyciele uważają inaczej. Dziś rano w drzwiach naszego domu pojawiła się Agnieszka. Z jej wyjaśnień wynikało, że dziś nie musi iść do szkoły, bo wychowawczyni uznała dzisiejszy dzień za wolny. Przeznaczyła go na ulubione gry i zabawy. Oczywiście w domu. Nikt nie wie dlaczego. Na początku nie bardzo chciałam w to wierzyć. Układanie puzzli zamiast lekcji? Zadzwoniłam do córki, żeby dowiedzieć się czy ta opowieść to prawda. Okazało się, że tak. We środę Agnieszka przyniosła ze szkoły taką wiadomość. Potwierdzeniem, że wszystkie dzieci przekazały rodzicom, był podpis na kartce, którą trzeba było oddać wychowawczyni. Co było robić. Nie, żebym nie lubiła odwiedzin wnuczek, ale nie podobały mi się okoliczności. Po śniadaniu zaczęliśmy zabawę. To znaczy, ja, dziadek i kilka koleżanek, które zaprosiła Agnieszka. Najnowsze dzieło firmy Trefl „Kalambury de LUXE” wydawało się idealnym rozwiązaniem dla tak dużej grupy osób. Około 15 do córki zadzwoniła nauczycielka z pytaniem, dlaczego całej klasy nie było na lekcjach. Okazało się, że kartki przekazane przez wychowawczynię, były podrobione przez uczniów. Swoje dzieci zawsze uczyłam, że kłamstwo to coś złego. Chyba dobrze się wywiązałam z tego obowiązku. Niestety dzisiejsze dzieci są bardziej odporne na wszystkie zasady. Jakie będą konsekwencje działania dzieci, okaże się w poniedziałek.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Prawie jak przyjęcie weselne

 Połowa czerwca, coraz bliżej do zakończenia roku szkolnego. W naszej szkole dzieci zamiast chodzić na lekcje, często jeżdżą na wycieczki albo uczestniczą w różnych imprezach. Co do wycieczek. Wiadomo, że na taki wyjazd trzeba się przygotować. Szczególnie gdy ma ona trwać więcej niż jeden dzień. Dziś wycieczka to prawie jak udział w przyjęciu weselnym. Która z Was, moje miłe panie, na dwóch kolejnych przyjęciach weselnych miała na sobie taką samą kreację? Z wycieczkami jest podobnie. Zgoda. Chłopcy nie przejmują się tym za bardzo. Z dziewczynkami jest inaczej. Im starsza, tym gorzej. Żadna nie wyobraża sobie, że na kolejną wycieczkę mogłaby wziąć ubrania, które miała na poprzedniej. Mówiłam, jak z weselem. Na wieść o wyjeździe trzeba szykować się na zakupy, duuuuże zakupy. Plecak, ubrania, buty. Wszystko musi być nowe. Cała szafa ubrań, na nie jednej z nich powinien wisieć napis „Uwaga, otwarcie grozi zasypaniem” ale gdy organizowana jest wycieczka trzeba kupować wszystko. Żeby jeszcze po takich zakupach zrobić porządek i wyrzucić zniszczone albo stare ubrania. Nie. Okazuje się, że właśnie te są ulubione i nie można się ich pozbyć. Co jednak zrobić gdy w domu są jeszcze inne dzieci? Ich też nie można pominąć i na drugi dzień znów odwiedzamy sklepy, tyle że tym razem z zabawkami, i robimy zakupy od nowa. Tak było i tym razem. Agnieszka pojechała na wycieczkę, a my odwiedzaliśmy nasz ulubiony sklep. Akurat tak się złożyło, że trafiliśmy na dostawę nowego towaru. Jak zwykle wśród gier i puzzli wielu producentów nie mogło zabraknąć najnowszych produktów firmy Trefl. Moja najmłodsza wnuczka od zawsze lubiła zabawę w dom. Od razu zauważyła zestaw „Kuchenka Helenka” Miała już podobny zestaw, ale ten spodobał się jej od razu. Pomyślałam sobie, czemu nie? Popołudnia przy herbatce z koleżankami. Wszystkie wiele się nauczyły. Proszę, dziękuję, przepraszam. Teraz tak samo zachowują się w życiu codziennym. Oby tak dalej.

piątek, 9 czerwca 2017

Rodzaje przyjęć

 Przyjęcia urodzinowe dzielą się na takie, które się udają i na takie, które są całkowitą klapą. Ale jest też trzeci rodzaj. Mieszanka dwóch wspomnianych przeze mnie. Na początku wszystko idzie świetnie, i w pewnym momencie wszystko się psuje. Najczęściej powodem jest zmiana pogody. Wtedy trzeba przenieść wszystko do domu. I tu nie zawsze organizatorzy są na to przygotowani. Inaczej sprawa ma się wtedy, gdy całe przyjęcie przygotowane jest w jakimś budynku. Im większa sala, tym więcej rzeczy może pójść źle. Byłam na takim przyjęciu. Rodzice solenizanta przygotowali się chyba na wszystko. Nikt nie przypuszczał nawet, że dekoracja z balonami, podwieszona pod sufitem może spaść. Nie wiem jak, ale organizatorzy i na takie zdarzenie byli przygotowani. Szybko zarządzili zabawę w zbieranie balonów. I takim sposobem wpadkę dekoratorów przemienili w super zawody. Oczywiście dziecko, które zebrało najwięcej balonów otrzymało w nagrodę zestaw puzzli. Przyjęcie się udało i nikt nie zauważył nawet, że wydarzyło się coś, czego nie było w planach. Z innej beczki. Jak wiadomo wiele dzieci lubi bohaterów filmów animowanych „Kraina lodu” i „Auta” Na podstawie tych dwóch bajek, i nie tylko tych, powstała cała masa gier, puzzli i kart. Do wyboru, do koloru. Najnowszym dziełem firmy Trefl jest „Namiocik zabawka” Zestaw posiada nadruki z bohaterami właśnie tych filmów. Oczywiście rodzajów nadruków jest o wiele więcej, ale wspominam tylko te dwa, ponieważ moje wnuki bardzo lubią tych bohaterów. Często na przyjęciach używa się tego rodzaju produktów, żeby urozmaicić zabawę. Na ostatnim przyjęciu mieliśmy ich naprawdę dużo. Do każdej rozgrywki i zabawy użyliśmy jakiegoś przedmiotu. Wszyscy czekali, kiedy coś się stanie. Na szczęście wszystko poszło zgodnie z planem i nie musieliśmy ratować się jakimiś rezerwowymi pomysłami. Dzieci były zadowolone. Myślę, że nawet gdyby jednak coś się wydarzyło, a organizatorzy w porę by zareagowali, i tak nikt by tego nie zauważył. Dobra zabawa jest świetnym sposobem, aby odwrócić uwagę od jakiejś drobnej wpadki.

środa, 7 czerwca 2017

Nowe rodziny

W naszej miejscowości z roku na rok ubywało dzieci. Nie myślcie o niczym złym. Po prostu dzieci dorosły a małych nie przybywało. Na mojej ulicy nie było małego dziecka od prawie 15 lat. Te, które mieszkały, dorosły i nawet jak założyły swoje rodziny to wyjeżdżały za granicę, albo wyprowadzały się do miasta. Ale ostatnio sytuacja się poprawia. Tylko na naszej ulicy „pojawiło się” sześć rodzin z małymi dziećmi. Zapytacie, skąd wiem takie rzeczy? Nasza miejscowość jest mała, wszyscy wiedzą o wszystkim. Nie raz pisałam, że lubię spokój, ale nawet nie macie pojęcia jak się ucieszyłam, gdy pierwszego dnia usłyszałam za oknem krzyki dzieci. Prawdę mówiąc, bardzo mi tego brakowało. Powiecie, przecież masz piątkę wnuków, zapewniam Was, że to nie to samo. Wnuki przychodzą w odwiedziny. Fakt, że czasem codziennie, ale uwierzcie mi, to nie to samo. W sobotę zostaliśmy zaproszeni na przyjęcie powitalne. Kilka domów dalej wprowadziła się rodzina z dwójką dzieci. Osiem i dwa lata. Widać było już wyraźnie, że nie długo będzie trzecie. Wiecie co mam na myśli. Za zwyczaj tylko rodzice cieszą się z nowego członka rodziny, ale tym razem cieszyli się wszyscy. A więc, przyjęcie. Nowym mieszkańcom pasowało przynieść jakiś prezent. Za zwyczaj jest to jakieś ciasto i butelka wina, ale tym razem musiało się obyć bez alkoholu, przynajmniej dla pani domu. Z dziećmi było prościej. Wcześniej dowiedzieliśmy się, czym nasi nowi mali sąsiedzi lubią się bawić. Dla dwulatka zestaw „VTech – Tor DELUX ” wydał nam się odpowiedni. Z ośmiolatką nie było już tak łatwo. Ania od razu zaprzyjaźniła się z nową koleżanką Kamilą i to od niej dowiedziałam się, że bardzo lubi układać puzzle. A to niespodzianka. Dla niej kupiliśmy zestaw „W Krainie Lodu – Puzzle Mini” Kulturalne dzieci. Przypadkiem zauważyłam, że już mają takie zestawy, ale ani słowem o tym nie wspomniały. Oba prezenty bardzo się spodobały i już. Mam nadzieję, że będzie się im tu dobrze mieszkać.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Impreza na pożegnanie

W tym roku 1 czerwca wypadał we czwartek, ale to nie żadna tajemnica, wystarczy zajrzeć do kalendarza. Jednak chyba nie wszyscy o tym wiedzieli, albo mieli jakiś ukryty cel. Taką osobą jest nasz dyrektor szkoły. Postanowił, że wszelkie obchody Dnia dziecka odbędą się 2 czerwca. Ogłosił dzień wolny od zajęć. Wszystkie dzieci miały przyjść do szkoły jak zwykle, ale zamiast lekcji na boisku sportowym odbędzie się wielka impreza z niespodzianką. Jak to zwykle bywa w taki dzień, plan ułożony był podobnie. Na początek powitania przybyłych gości, rodziców i przedstawicieli tegorocznych sponsorów. Jak pamiętacie, dyrektor ma różnych ciekawych znajomych. Kolekcjonera zabawek już znacie. Oczywiście on też dostał zaproszenie. Okazało się też, że w tym roku jeden z nauczycieli odchodzi na emeryturę. Właśnie dlatego całą uroczystość zorganizowano 2 a nie 1 czerwca. Pisałam o znajomych dyrektora. Wśród nich znalazła się koleżanka ze studiów. Obecnie prowadzi dużą sieć cukierni. Z okazji pożegnania nauczyciela i dnia dziecka podarowała ogromny tort. Możecie sobie wyobrazić tort dla prawie 300 osób? Jak co roku przygotowano zawody sportowe, turnieje układania puzzli, i konkurs wiedzy o naszej miejscowości. W tym roku przygotowano jeszcze jedną grę, kalambury. Do tego celu wykorzystano wielokrotnie nagradzany zestaw firmy Trefl „Kalambury de LUXE” Wiadomo, że sportowców w naszej szkole mamy wielu. Niektórzy z nich mają duże sukcesy nawet w zawodach krajowych, jednak ta gra przyciągnęła najwięcej chętnych. Znów wrócę do znajomych dyrektora. Jeśli myślicie, że kolekcjonerzy i cukiernicy to wszystko na co go stać, to jesteście w błędzie. Niespodzianką, a zarazem główną atrakcją imprezy był występ jednego z bardzo znanych artystów sceny muzycznej. Z wiadomych przyczyn nie mogę podać jego nazwiska ani nawet pseudonimu, ale możecie mi wierzyć, że znacie go wszyscy. Koncert trochę się przeciągnął, ale dzieci i nie tylko one były bardzo zadowolone. Na dodatek na drugi dzień nie trzeba było wstawać do szkoły. 

czwartek, 1 czerwca 2017

Początek kariery

 Co może się zdarzyć na przyjęciu urodzinowym? Wszystko. Każdy organizator uważa, że jest na wszystko przygotowany. Jak nie raz się przekonałam, nie ma możliwości przewidzieć wszystkiego. Chyba największą wpadką podczas przyjęcia urodzinowego, swoją drogą przygotowanego przez profesjonalną firmę, był brak planu awaryjnego na wypadek zmiany pogody. Tylko refleks rodziców solenizanta uratował przyjęcie. Teraz przykład z mojej kariery w roli organizatora. Na szczęście nie była to aż taka katastrofa, bo tak trzeba nazwać takie niedopatrzenie jeśli chodzi o profesjonalną firmę. Na ostatnim przyjęciu urodzinowym z okazji szóstych urodzin, też myśleliśmy, że wszystko udało nam się przewidzieć. Mieliśmy nawet drugi tort, tak na wszelki wypadek. Z początku wszystko szło świetnie. Powitania, prezenty, nawet drugi tort nie był potrzebny. Głównym punktem programu był występ klauna. Z potwierdzonych źródeł wiedzieliśmy, że są to bardzo lubiane występy. Niestety przez starsze dzieci, ale o tym już nikt nie wspomniał. Gdy nasz specjalny gość wyszedł na scenę, dzieci zaczęły krzyczeć i wszystkie uciekły. Klaunowi podziękowaliśmy za fatygę, oczywiście musieliśmy zapłacić jak za pełny występ. Zaczęliśmy szukać dzieci. Ktoś wpadł na pomysł, żeby z tego szukania zrobić kolejną zabawę. Udało się. W tym czasie trzeba było coś wymyślić. Przypomnieliśmy sobie o naszych nowych sąsiadach. Ich siedemnastoletni syn był początkującym iluzjonistą. Zgodził się. Znaleźliśmy wszystkich uciekinierów i pokaz mógł się rozpocząć. Na początku było wyciągnięcie królika z kapelusza. Młody magik pokazywał sztuczki z kartami, piłkami i innymi rzeczami. Po chwili zniknął w kłębach dymu. Gdy znów się pojawił dostał ogromne brawa. Ale największą atrakcją dla dzieci był pokaz baniek mydlanych. Świeciło słońce, więc bańki mieniły się wszystkimi kolorami tęczy. Nasz magik zaproponował jednej z uczestniczek przyjęcia wejście do środka bańki mydlanej. Gdy to się udało, wszystkie dzieci chciały to powtórzyć i to nie jeden raz. Cały występ został nagrany. Miał trwać około godziny, trwał ponad trzy. Chyba rozpoczęliśmy karierę naszego iluzjonisty. Jest zapraszany na każde przyjęcie urodzinowe. Wszyscy życzymy mu powodzenia.