Ostatnio pisałam, że do naszej miejscowości przyjechał cyrk.
Wydarzenie bardzo ważne, bo jak wszyscy wiecie na przedstawienia
przyjeżdżają też ludzie z daleka czasem na kilka dni. Muszą coś
jeść i gdzie spać, a zabrać prowiantu na wszystkie dni jest
trochę trudno. Najbliższą miejscowością była nasza. Wszyscy
potrzebujący jedzenia i noclegu odwiedzali nas. Najbardziej cieszyli
się właściciele sklepów i hotelarze. Wierzcie lub nie, ale
takiego oblężenia klientów nie mieliśmy od bardzo dawna. Nie
napisałam Wam jeszcze jednej rzeczy. Na ostatni występ większość
biletów wykupiły dzieci, więc prawie przez cały czas głównie do
nich był kierowany pokaz. W końcu klaun – iluzjonista nie zdarza
się co dzień. Wiadomo jak to w cyrku. Tresura zwierząt, akrobacje,
ale jak wcześniej największym zainteresowaniem cieszyły się
występy klaunów. Co do klauna. Po odjeździe artystów, wśród
mieszkańców rozeszła się plotka, że jeden z nich ma zamiar
odwiedzić nas raz jeszcze. Niestety nikt nie wiedział ani kiedy to
ma nastąpić, ani kto był tym klaunem. Pojawiło się kilka nowych
osób, ale żadna nie przypominała owego artysty. Na tablicy
ogłoszeń pojawiło się zaproszenie na darmowe pokazy. Jak nie
trudno się domyślić, wszystkie miejsca były zajęte. Ostatni z
występów odbył się w szkole na akademii z okazji zakończenia
roku. Dzieci domagały się powtórki sztuczki z bańkami mydlanymi.
Udało się. Jak wcześniej, do każdej sztuczki potrzebny był
ochotnik, albo dwóch. Najwięcej śmiechu było przy wykorzystaniu
zestawu „Kalambury
de LUXE” firmy Trefl. Najważniejszym punktem programu miało być
ujawnienie tożsamości klauna. Nikt się tego nie spodziewał, ale
klaunem okazała się dziewczyna mieszkająca dawno temu
w naszej miejscowości. Ale maski nie zdjęła. Wiedzieliśmy tylko,
że po ukończeniu studiów wyjechała za granicę. Okazało się, że
zaczęła pracować w cyrku właśnie jako klaun. Powiedziała, że
odkryła w sobie powołanie. Rozśmieszanie dzieci. Robi to od kilku
lat, i jak widać po jej występach, stała się mistrzynią, albo
raczej mistrzem. Obiecała, że jeszcze nas odwiedzi. Nie możemy się
doczekać. Zwłaszcza dzieci.
poniedziałek, 26 czerwca 2017
piątek, 23 czerwca 2017
Niesamowite wrażenia
Zakończenie roku szkolnego. Jedyna rzecz o której myślą dziś
uczniowie. Świadectwo do ręki i do domu. Nareszcie wakacje.
Ponieważ my lata szkolne mamy już za sobą, zajmiemy się czymś
innym. W nasze okolice przyjechał cyrk. Na tablicach ogłoszeń
wiele razy pojawiały się plakaty o przedstawieniach, ale chcąc się
na nie wybrać, trzeba było jechać prawie 50 kilometrów.
Przyjemność żadna. Wielu z Was zapyta, dlaczego cyrk przyjeżdża
dopiero teraz? Powód jest bardzo prosty. Do tej pory nie było gdzie
rozstawić namiotu cyrkowego, a o reszcie sprzętu nie wspomnę. Ale
teraz jest. W zeszłym roku nadleśnictwo zaczęło „operację”
czyszczenia lasu. Wycinali ogromne ilości drzew. Takim sposobem
powstał plac, na którym cyrkowcy mogli się zmieścić. Gdy
pojawiły się pogłoski o tym wydarzeniu na początku wszyscy,nawet
uczniowie rozmawiali tylko o tym. Kila razy miałam okazję być na
takim przedstawieniu, wrażenia niesamowite. Przyszedł dzień
przyjazdu. Zwykle na naszych ulicach spotyka się wielu ludzi, ale
tego dnia nie było nikogo. Jakby miasto wymarło. Zgadnijcie
dlaczego. Jasne, że tak. Wszyscy poszli zobaczyć jak cyrkowcy
rozkładają namiot. Wielu naszych mieszkańców chciało pomóc, ale
nie było takiej potrzeby. Drugiego dnia pobytu miało odbyć się
pierwsze przedstawienie. W sumie miały być trzy. Okazało się, że
zainteresowanie było ogromne i z trzech przedstawień zrobiło się
pięć. Każdemu podobało się co innego. Dzieciom, oprócz
tygrysów, podobały się występy klaunów. Jeden z nich często
potrzebował asystentów. Każde dziecko chciało zostać zaproszone
na arenę. Wiele razy widziałam, jak jakiś iluzjonista zamykał w
bańce mydlanej jakieś dziecko, ale pierwszy raz komuś udało się
to z dwójką dzieci w jednej bańce. Oczywiście pokaz z kartami też
na długo zapadnie w pamięć. Na pewno nie raz budowaliście domek z
kart. Moja najwyższa budowla miała dwa piętra. Przy trzecim
wszystko się waliło. Klaunowi w specjalnym, szklanym sześcianie
udało się ustawić ich aż osiem. Dom był ogromny. Gdy sześcian
się rozpadł, budowla stała nadal. Rozpadła się dopiero, gdy
klaun poprosił o zdmuchnięcie jej całą widownię. Byłam na
wszystkich pięciu przedstawieniach.
środa, 21 czerwca 2017
Pewność siebie może zgubić
Wakacje wakacjami, a przyjęcie urodzinowe trzeba zorganizować.
Wiadomo, że pod koniec czerwca wszyscy uczniowie nie myślą już o
szkole, lekcjach i książkach, ale gdy trafia się jakaś mała
imprezka to czemu nie iść, szczególnie gdy są to urodziny kolegi
czy koleżanki. Nie raz pisałam o firmach organizujących takie
uroczystości. Człowiek przychodzi do biura, kładzie pieniądze na
stół i mówi: Poproszę przyjęcie urodzinowe i więcej nic go nie
obchodzi. Przynajmniej tak powinno być. Widziałam już różne
przyjęcia organizowane przez „profesjonalistów” Ze swojego
doświadczenia wiem, że im bardziej pewni siebie są pracownicy, tym
większe szanse na całkowitą klapę. Tak właśnie było z
pierwszym przyjęciem organizowanym przez najstarszą firmę w
okolicy, na które zostałam zaproszona. Przy przygotowaniach nie
można było o nic zapytać, żeby nie zostać, delikatnie mówiąc,
przepędzonym. Przyjęcie rozpoczęło się jak zwykle. Powitania,
życzenia, wręczanie prezentów i w końcu zabawy. W trakcie
przygotowań do podania tortu dzieci bawiły się w coś w rodzaju
berka. Zdarzył się mały wypadek. Jedno z nich biegnąc obok stołu
na którym stał tort, potknęło się i przewróciło razem z całym
stołem. Tort na ziemi, dziecko płacze a organizatorzy, którzy
mieli być przygotowani na wszystko, nagle gdzieś zniknęli. Rodzice
musieli przeprosić wszystkich gości i zakończyć przyjęcie.
Uczestnicy, w ramach przeprosin, zostali zaproszeni na przyjęcie -
przeprosiny. Tym razem gospodarze organizowali je sami. Gdy wszyscy
przybyli w wyznaczonym dniu, przyjęcie rozpoczęło się od tortu.
Grom i zabawom nie było końca. Gdy zaczął padać deszcz wszystko
błyskawicznie przeniesiono do domu, gdzie czekały następne
atrakcje. Rodzice solenizanta chwalili się, że wszystkie
przygotowane, najnowsze zestawy puzzli i kart sprowadzili od
producenta i na pewno nikt nie ma takich w domu. Szczególnie dumni
byli z zestawu „W
Krainie Lodu – Puzzle Mini” Po
zakończeniu przyjęcia okazało się, że byli w błędzie. W naszym
ulubionym sklepie wszystkie zestawy można kupić od jakiegoś czasu.
Nikt im o tym nie powiedział. Niech się cieszą.
poniedziałek, 19 czerwca 2017
Plany na urlop
Znów robi się co raz cieplej, zbliża się koniec roku szkolnego,
wszyscy snują plany na wakacje. Jak wszystkim wiadomo, teoria rzadko
pokrywa się z praktyką, ale marzenia o idealnym urlopie ludzie
mieli, mają i mieć będą. Co z tego wychodzi to inna sprawa i nie
jest ważne czy to wakacje, czy ferie zimowe. Cała nasza rodzina też
takie plany miała. Gdy ogłoszono kiedy w naszym województwie będą
ferie, cała nasza rodzina zastanawiała się, gdzie spędzimy owe
dwa tygodnie. Wybór padł na góry. Pamiętacie hotel prowadzony
przez przyjaciół Sławka? Pisałam już o nich jakiś czas temu.
Pierwszy raz zetknęliśmy się z nimi, gdy potrzebowali pomocy.
Chodziło o prowadzenie hotelu podczas ich nieobecności. Ponieważ
jest to mały pensjonat, Sławek się zgodził. Nas wziął do
pomocy. Tak się złożyło, że były to święta. To tak dla
przypomnienia. Wiele razy tam jeździliśmy i zawsze byliśmy
zadowoleni. W tym roku też mieliśmy tam spędzić ferie zimowe.
Dzieci cieszyły się na długo przed wyjazdem, my zresztą też. Dwa
tygodnie spokoju. Jak zwykle Agnieszka i Ania musiały mieć
wszystkie ubrania kupione specjalnie na tę okazję. Po sklepach z
odzieżą chodziliśmy dwa dni. Wiadomo, że nie można kupić
czegokolwiek tylko dwójce wnuków. Trzeciego dnia musieliśmy zabrać
pozostałych na zakupy. One zamiast ubrań wolały odwiedzić sklep z
zabawkami. Ale niespodzianka, prawda? Cała trójka uparła się, aby
kupić im zestawy puzzli. Mają w domu nie wiadomo ile zestawów,
więc robiliśmy wszystko, żeby zainteresowały się czymś innym.
Udało się. Na początku był to zestaw do baniek mydlanych, ale gdy
wyobraziłam sobie co może stać się po drodze, zaproponowałam im
zestaw kart do grania podczas podróży. Niestety tak łatwo nie dały
się przekupić. Karty to było za mało. W dniu wyjazdu okazało
się, że nasze auto nie ma zmienionych opon na zimowe. Żeby jechać
pociągiem, mieliśmy za dużo bagaży. W warsztacie nie za bardzo
się spieszyli i wyjechaliśmy dopiero po czterech dniach. Jak
mówiłam, teoria rzadko sprawdza się w praktyce.
piątek, 16 czerwca 2017
Szkolne zwyczaje
W dzisiejszych czasach szkoła to dziwne miejsce. Według wszystkiego
co pamiętam ze swoich szkolnych lat i gdy moje dzieci uczęszczały
na zajęcia, nigdy nie było takiej sytuacji, że nauczyciele sami
decydowali czy dzieci mają, czy nie mają przychodzić na lekcje.
Takim dniem jest właśnie dzień dzisiejszy. Jak wszyscy wiecie
wczoraj było święto. We wszystkich szkołach, sklepach i
niektórych zakładach jest to dzień wolny od pracy. Jednak dziś
jest normalny dzień i wszyscy pracownicy stawiają się na swoje
stanowiska. Nie raz słyszeliście, jak mówiono Wam w czasach
szkolnych, że Waszym stanowiskiem pracy jest szkolna ławka, czyli
idąc tym tokiem rozumowania obecność w szkole w dniu dzisiejszym
jest obowiązkowa. Jednak najwyraźniej dzisiejsi nauczyciele uważają
inaczej. Dziś rano w drzwiach naszego domu pojawiła się Agnieszka.
Z jej wyjaśnień wynikało, że dziś nie musi iść do szkoły, bo
wychowawczyni uznała dzisiejszy dzień za wolny. Przeznaczyła go na
ulubione gry i zabawy. Oczywiście w domu. Nikt nie wie dlaczego. Na
początku nie bardzo chciałam w to wierzyć. Układanie puzzli
zamiast lekcji? Zadzwoniłam do córki, żeby dowiedzieć się czy ta
opowieść to prawda. Okazało się, że tak. We środę Agnieszka
przyniosła ze szkoły taką wiadomość. Potwierdzeniem, że
wszystkie dzieci przekazały rodzicom, był podpis na kartce, którą
trzeba było oddać wychowawczyni. Co było robić. Nie, żebym nie
lubiła odwiedzin wnuczek, ale nie podobały mi się okoliczności.
Po śniadaniu zaczęliśmy zabawę. To znaczy, ja, dziadek i kilka
koleżanek, które zaprosiła Agnieszka. Najnowsze dzieło firmy
Trefl „Kalambury
de LUXE” wydawało się idealnym rozwiązaniem dla tak dużej grupy
osób. Około 15 do córki zadzwoniła nauczycielka z pytaniem,
dlaczego całej klasy nie było na lekcjach. Okazało się, że
kartki przekazane przez wychowawczynię, były podrobione przez
uczniów. Swoje dzieci zawsze uczyłam, że kłamstwo to coś złego.
Chyba dobrze się wywiązałam z tego obowiązku. Niestety dzisiejsze
dzieci są bardziej odporne na wszystkie zasady. Jakie będą
konsekwencje działania dzieci, okaże się w poniedziałek.
poniedziałek, 12 czerwca 2017
Prawie jak przyjęcie weselne
Połowa czerwca, coraz bliżej do zakończenia roku szkolnego. W
naszej szkole dzieci zamiast chodzić na lekcje, często jeżdżą na
wycieczki albo uczestniczą w różnych imprezach. Co do wycieczek.
Wiadomo, że na taki wyjazd trzeba się przygotować. Szczególnie
gdy ma ona trwać więcej niż jeden dzień. Dziś wycieczka to
prawie jak udział w przyjęciu weselnym. Która z Was, moje miłe
panie, na dwóch kolejnych przyjęciach weselnych miała na sobie
taką samą kreację? Z wycieczkami jest podobnie. Zgoda. Chłopcy
nie przejmują się tym za bardzo. Z dziewczynkami jest inaczej. Im
starsza, tym gorzej. Żadna nie wyobraża sobie, że na kolejną
wycieczkę mogłaby wziąć ubrania, które miała na poprzedniej.
Mówiłam, jak z weselem. Na wieść o wyjeździe trzeba szykować
się na zakupy, duuuuże zakupy. Plecak, ubrania, buty. Wszystko musi
być nowe. Cała szafa ubrań, na nie jednej z nich powinien wisieć
napis „Uwaga, otwarcie grozi zasypaniem” ale gdy organizowana
jest wycieczka trzeba kupować wszystko. Żeby jeszcze po takich
zakupach zrobić porządek i wyrzucić zniszczone albo stare ubrania.
Nie. Okazuje się, że właśnie te są ulubione i nie można się
ich pozbyć. Co jednak zrobić gdy w domu są jeszcze inne dzieci?
Ich też nie można pominąć i na drugi dzień znów odwiedzamy
sklepy, tyle że tym razem z zabawkami, i robimy zakupy od nowa. Tak
było i tym razem. Agnieszka pojechała na wycieczkę, a my
odwiedzaliśmy nasz ulubiony sklep. Akurat tak się złożyło, że
trafiliśmy na dostawę nowego towaru. Jak zwykle wśród gier i
puzzli wielu producentów nie mogło zabraknąć najnowszych
produktów firmy Trefl. Moja najmłodsza wnuczka od zawsze lubiła
zabawę w dom. Od razu zauważyła zestaw „Kuchenka
Helenka” Miała już podobny zestaw, ale ten spodobał się jej od
razu. Pomyślałam sobie, czemu nie? Popołudnia
przy herbatce z koleżankami. Wszystkie wiele się nauczyły.
Proszę, dziękuję, przepraszam.
Teraz
tak samo zachowują się w życiu codziennym. Oby tak dalej.
piątek, 9 czerwca 2017
Rodzaje przyjęć
Przyjęcia urodzinowe dzielą się na takie, które się udają i na
takie, które są całkowitą klapą. Ale jest też trzeci rodzaj.
Mieszanka dwóch wspomnianych przeze mnie. Na początku wszystko
idzie świetnie, i w pewnym momencie wszystko się psuje. Najczęściej
powodem jest zmiana pogody. Wtedy trzeba przenieść wszystko do
domu. I tu nie zawsze organizatorzy są na to przygotowani. Inaczej
sprawa ma się wtedy, gdy całe przyjęcie przygotowane jest w jakimś
budynku. Im większa sala, tym więcej rzeczy może pójść źle.
Byłam na takim przyjęciu. Rodzice solenizanta przygotowali się
chyba na wszystko. Nikt nie przypuszczał nawet, że dekoracja z
balonami, podwieszona pod sufitem może spaść. Nie wiem jak, ale
organizatorzy i na takie zdarzenie byli przygotowani. Szybko
zarządzili zabawę w zbieranie balonów. I takim sposobem wpadkę
dekoratorów przemienili w super zawody. Oczywiście dziecko, które
zebrało najwięcej balonów otrzymało w nagrodę zestaw puzzli.
Przyjęcie się udało i nikt nie zauważył nawet, że wydarzyło
się coś, czego nie było w planach. Z innej beczki. Jak wiadomo
wiele dzieci lubi bohaterów filmów animowanych „Kraina lodu” i
„Auta” Na podstawie tych dwóch bajek, i nie tylko tych, powstała
cała masa gier, puzzli i kart. Do wyboru, do koloru. Najnowszym
dziełem firmy Trefl jest „Namiocik zabawka” Zestaw posiada
nadruki z bohaterami właśnie tych filmów. Oczywiście rodzajów
nadruków jest o wiele więcej, ale wspominam tylko te dwa, ponieważ
moje wnuki bardzo lubią tych bohaterów. Często na przyjęciach
używa się tego rodzaju produktów, żeby urozmaicić zabawę. Na
ostatnim przyjęciu mieliśmy ich naprawdę dużo. Do każdej
rozgrywki i zabawy użyliśmy jakiegoś przedmiotu. Wszyscy czekali,
kiedy coś się stanie. Na szczęście wszystko poszło zgodnie z
planem i nie musieliśmy ratować się jakimiś rezerwowymi
pomysłami. Dzieci były zadowolone. Myślę, że nawet gdyby jednak
coś się wydarzyło, a organizatorzy w porę by zareagowali, i tak
nikt by tego nie zauważył. Dobra zabawa jest świetnym sposobem,
aby odwrócić uwagę od jakiejś drobnej wpadki.
środa, 7 czerwca 2017
Nowe rodziny
W
naszej miejscowości z roku na rok ubywało dzieci. Nie myślcie o
niczym złym. Po prostu dzieci dorosły a małych nie przybywało. Na
mojej ulicy nie było małego dziecka od prawie 15 lat. Te, które
mieszkały, dorosły i nawet jak założyły swoje rodziny to
wyjeżdżały za granicę, albo wyprowadzały się do miasta. Ale
ostatnio sytuacja się poprawia. Tylko na naszej ulicy „pojawiło
się” sześć rodzin z małymi dziećmi. Zapytacie, skąd wiem
takie rzeczy? Nasza miejscowość jest mała, wszyscy wiedzą o
wszystkim. Nie raz pisałam, że lubię spokój, ale nawet nie macie
pojęcia jak się ucieszyłam, gdy pierwszego dnia usłyszałam za
oknem krzyki dzieci. Prawdę mówiąc, bardzo mi tego brakowało.
Powiecie, przecież masz piątkę wnuków, zapewniam Was, że to nie
to samo. Wnuki przychodzą w odwiedziny. Fakt, że czasem codziennie,
ale uwierzcie mi, to nie to samo. W sobotę zostaliśmy zaproszeni na
przyjęcie powitalne. Kilka domów dalej wprowadziła się rodzina z
dwójką dzieci. Osiem i dwa lata. Widać było już wyraźnie, że
nie długo będzie trzecie. Wiecie co mam na myśli. Za zwyczaj tylko
rodzice cieszą się z nowego członka rodziny, ale tym razem
cieszyli się wszyscy. A więc, przyjęcie. Nowym mieszkańcom
pasowało przynieść jakiś prezent. Za zwyczaj jest to jakieś
ciasto i butelka wina, ale tym razem musiało się obyć bez
alkoholu, przynajmniej dla pani domu. Z dziećmi było prościej.
Wcześniej dowiedzieliśmy się, czym nasi nowi mali sąsiedzi lubią
się bawić. Dla dwulatka zestaw „VTech
– Tor DELUX ” wydał nam się odpowiedni. Z ośmiolatką nie było
już tak łatwo. Ania od razu zaprzyjaźniła się z nową koleżanką
Kamilą i to od niej dowiedziałam się, że bardzo lubi układać
puzzle. A to niespodzianka. Dla niej kupiliśmy zestaw „W Krainie
Lodu – Puzzle Mini” Kulturalne dzieci. Przypadkiem zauważyłam,
że już mają takie zestawy, ale ani słowem o tym nie wspomniały.
Oba
prezenty bardzo się spodobały i już. Mam nadzieję, że będzie
się im tu dobrze mieszkać.
poniedziałek, 5 czerwca 2017
Impreza na pożegnanie
W
tym roku 1 czerwca wypadał we czwartek, ale to nie żadna
tajemnica, wystarczy zajrzeć do kalendarza. Jednak chyba nie wszyscy
o tym wiedzieli, albo mieli jakiś ukryty cel. Taką osobą jest nasz
dyrektor szkoły. Postanowił, że wszelkie obchody Dnia dziecka
odbędą się 2 czerwca. Ogłosił dzień wolny od zajęć. Wszystkie
dzieci miały przyjść do szkoły jak zwykle, ale zamiast lekcji na
boisku sportowym odbędzie się wielka impreza z niespodzianką. Jak
to zwykle bywa w taki dzień, plan ułożony był podobnie. Na
początek powitania przybyłych gości, rodziców i przedstawicieli
tegorocznych sponsorów. Jak pamiętacie, dyrektor ma różnych
ciekawych znajomych. Kolekcjonera zabawek już znacie. Oczywiście on
też dostał zaproszenie. Okazało się też, że w tym roku jeden z
nauczycieli odchodzi na emeryturę. Właśnie dlatego całą
uroczystość zorganizowano 2 a nie 1 czerwca. Pisałam o znajomych
dyrektora. Wśród nich znalazła się koleżanka ze studiów.
Obecnie prowadzi dużą sieć cukierni. Z okazji pożegnania
nauczyciela i dnia dziecka podarowała ogromny tort. Możecie sobie
wyobrazić tort dla prawie 300 osób? Jak co roku przygotowano zawody
sportowe, turnieje układania puzzli, i konkurs wiedzy o naszej
miejscowości. W tym roku przygotowano jeszcze jedną grę,
kalambury. Do tego celu wykorzystano wielokrotnie nagradzany zestaw
firmy Trefl „Kalambury
de LUXE” Wiadomo, że sportowców w naszej szkole mamy wielu.
Niektórzy z nich mają duże sukcesy nawet w zawodach krajowych,
jednak ta gra przyciągnęła najwięcej chętnych. Znów wrócę do
znajomych dyrektora. Jeśli myślicie, że kolekcjonerzy i cukiernicy
to wszystko na co go stać, to jesteście w błędzie. Niespodzianką,
a zarazem główną atrakcją imprezy był występ jednego z bardzo
znanych artystów sceny muzycznej. Z
wiadomych przyczyn nie mogę podać jego nazwiska ani nawet
pseudonimu, ale możecie mi wierzyć, że znacie go wszyscy. Koncert
trochę się przeciągnął, ale dzieci i nie tylko one były bardzo
zadowolone. Na dodatek na drugi dzień nie trzeba było wstawać do
szkoły.
czwartek, 1 czerwca 2017
Początek kariery
Co może się zdarzyć na przyjęciu urodzinowym? Wszystko. Każdy
organizator uważa, że jest na wszystko przygotowany. Jak nie raz
się przekonałam, nie ma możliwości przewidzieć wszystkiego.
Chyba największą wpadką podczas przyjęcia urodzinowego, swoją
drogą przygotowanego przez profesjonalną firmę, był brak planu
awaryjnego na wypadek zmiany pogody. Tylko refleks rodziców
solenizanta uratował przyjęcie. Teraz przykład z mojej kariery w
roli organizatora. Na szczęście nie była to aż taka katastrofa,
bo tak trzeba nazwać takie niedopatrzenie jeśli chodzi o
profesjonalną firmę. Na ostatnim przyjęciu urodzinowym z okazji
szóstych urodzin, też myśleliśmy, że wszystko udało nam się
przewidzieć. Mieliśmy nawet drugi tort, tak na wszelki wypadek. Z
początku wszystko szło świetnie. Powitania, prezenty, nawet drugi
tort nie był potrzebny. Głównym punktem programu był występ
klauna. Z potwierdzonych źródeł wiedzieliśmy, że są to bardzo
lubiane występy. Niestety przez starsze dzieci, ale o tym już nikt
nie wspomniał. Gdy nasz specjalny gość wyszedł na scenę, dzieci
zaczęły krzyczeć i wszystkie uciekły. Klaunowi podziękowaliśmy
za fatygę, oczywiście musieliśmy zapłacić jak za pełny występ.
Zaczęliśmy szukać dzieci. Ktoś wpadł na pomysł, żeby z tego
szukania zrobić kolejną zabawę. Udało się. W tym czasie trzeba
było coś wymyślić. Przypomnieliśmy sobie o naszych nowych
sąsiadach. Ich siedemnastoletni syn był początkującym
iluzjonistą. Zgodził się. Znaleźliśmy wszystkich uciekinierów i
pokaz mógł się rozpocząć. Na początku było wyciągnięcie
królika z kapelusza. Młody magik pokazywał sztuczki z kartami,
piłkami i innymi rzeczami. Po chwili zniknął w kłębach dymu. Gdy
znów się pojawił dostał ogromne brawa. Ale największą atrakcją
dla dzieci był pokaz baniek mydlanych. Świeciło słońce, więc
bańki mieniły się wszystkimi kolorami tęczy. Nasz magik
zaproponował jednej z uczestniczek przyjęcia wejście do środka
bańki mydlanej. Gdy to się udało, wszystkie dzieci chciały to
powtórzyć i to nie jeden raz. Cały występ został nagrany. Miał
trwać około godziny, trwał ponad trzy. Chyba rozpoczęliśmy
karierę naszego iluzjonisty. Jest zapraszany na każde przyjęcie
urodzinowe. Wszyscy życzymy mu powodzenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)