środa, 29 czerwca 2016

Choroba

 Witajcie. Ostatnio zaczęłam trochę narzekać na stan zdrowia. W sumie to nic poważnego, ale nie za bardzo mogę wychodzić z domu. Lekarz powiedział, że to problemy ze stawami. Dokładnej nazwy choroby nie podam bo to łacińskie określenie. Próbowałam to przeczytać, ale po kilku pierwszych sylabach dałam sobie spokój. Nie miałby kto rozwiązać mi języka. Niestety dla mnie wiadomości o moim stanie zdrowia bardzo szybko rozeszły się wśród całej rodziny. Jak pamiętacie moje kochane wnuczki są bardzo opiekuńcze. Do najlżejszego kataru potrafią podchodzić jak do śmiertelnej choroby. 24 godziny na dobę chciałyby opiekować się nie tylko mną, ale i każdym chorym. Po pewnym czasie staje się to trochę nazwijmy to uciążliwe. No bo jak nazwiecie sytuację gdy nawet zwykłą herbatę chcą mi podawać łyżeczką. Ale całkowicie przesadziły, gdy któregoś dnia rano zaczęły się przygotowywać do przebierania mnie. Mam sporo cierpliwości. Niektórzy mówią, że za dużo i gdyby byli na moim miejscu już dawno wybuchła by wielka awantura w wielu sprawach nie tylko w sprawie choroby. Może mają trochę racji, ale jak tu się gniewać na swoje wnuczki. Ale od początku. Moje problemy z chodzeniem zaczęły się jakieś trzy tygodnie temu. Opieka zaczęła się dwa tygodnie temu i każdego dnia stawała się coraz bardziej uciążliwa. Jak pamiętacie bardzo lubię puzzle. Są bardzo dobrym sposobem na stres. Wiedzieli o tym wszyscy, więc wnuczki zaczęły przynosić zestawy. Dopóki miały około 160 elementów nie było trudno je ułożyć w jeden dzień, ale gdy zaczęły przynosić co dziennie coraz większe zestawy puzzli to z uspokajaniem się nie miało to nic wspólnego. Na przykład „ Puzzle Batman v Superman” firmy Trefl mają 260 elementów i ułożenie ich zajmuje trochę czasu. A teraz wyobraźcie sobie sytuację, że oprócz układania wszyscy chcą Was karmić, przebierać. Tego było za wiele nawet jak dla mnie. Moja cierpliwość się skończyła. Po „małej” awanturze wnuczki uznały, że może faktycznie przesadziły. Pomagają w gotowaniu, sprzątaniu i innych pracach z którymi sobie nie radzę. Ale tylko w tym.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Wymiana auta

 Jak pamiętacie nasze już wiekowe auto zakończyło swoje życie po ostatniej wizycie w warsztacie. Wyrok brzmiał „Bardziej opłaca się go zezłomować niż naprawiać. Wymiana jednej części na nową spowoduje awarię następnej” Nie bardzo chcieliśmy oddawać na złom czegoś, co było w naszej rodzinie dłużej niż jedno z naszych dzieci, ale jak mus to mus. Może wstyd się przyznać, ale z czasem zaczęliśmy traktować to auto jak dodatkowego członka rodziny. Niestety nie ma nic na wieki i każdy z nas wiedział, że kiedyś trzeba będzie się z nim rozstać. Zaczęliśmy się rozglądać za nowym. Razem z mężem jesteśmy na emeryturze, więc trzeba było rozejrzeć się w komisach. Liczyliśmy na to, że znajdziemy siedmioosobowe auto w dobrym stanie i w rozsądnej cenie. Jednak okazało się, że nie jest to takie proste. Oglądaliśmy kilka modeli, ale gdy cena nam odpowiadała a zapewnienia sprzedawcy co do stanu technicznego coraz bardziej utwierdzały nas w przekonaniu, że akurat ten model powinniśmy kupić to wizyta na stacji diagnostycznej sprowadzała nas na ziemię. Zgnita podłoga, popękane kable a w jednym aucie mechanik zauważył, że jedna z części jest nie od tego modelu. Żeby tak naciągać ludzi. Wstyd. Po tych wszystkich poszukiwaniach wróciliśmy do domu autobusem. Zaczęliśmy przeglądać strony internetowe giełd samochodowych. Przypadkiem zauważyła to nasza wnuczka. Też zaczęła pomagać. Niestety. Ceny wszystkich jej propozycji zaczynały się od 6 albo 7 a dalej jeszcze cztery cyfry. Wreszcie znaleźliśmy. I tu pojawił się problem. Wszystkie wnuki chciały po niego jechać. Nawet próba odwrócenia uwagi wyprawą na zakupy nowych puzzli i gier nie odniosła skutku. Ale w ciągu kilku dni miała się odbyć prezentacja najnowszych produktów producentów zabawek, w tym naszej ulubionej firmy Trefl więc dzieci dały się namówić. Właśnie w tym czasie razem z mężem pojechaliśmy obejrzeć znalezione w sieci auto. Na szczęście zestawy puzzli „ Puzzle Batman v Superman” i gry „ Boom Boom gdzie jest Dory” trochę ugłaskały dzieci. W końcu im przejdzie.

czwartek, 23 czerwca 2016

Ostatnia awaria w karierze

 Chyba każdy kto ma dzieci, dużo wcześniej robi plany na wakacje. Nie raz pisałam o naszych. W tym roku było podobnie. Specjalnie użyłam słowa: było. Wiele razy nasza rodzina planowała różne rzeczy, nie tylko wakacje, ale prawie zawsze coś przeszkadza w ich realizacji. W tym roku było dokładnie tak samo. Trzy miesiące temu zaczęliśmy przeglądać oferty biur podróży. Nie było nic co by nas zainteresowało. W końcu ustaliliśmy, że razem z mężem zabierzemy wszystkie dzieci nad morze. Jak pamiętacie, nie raz wspominałam nasz siedmioosobowy samochód. Od czasu pechowej wycieczki po Europie, która swoją drogą zakończyła się wcześniej niż planowaliśmy nasze auto coraz częściej się psuło. Nic w tym dziwnego. Teraz mamy piątkę wnuków, a auto pochodzi z czasów gdy nasze dzieci były małe. Wiem jakie to były czasy. Kupienie takiego auta graniczyło z cudem, ale starsi wiedzą jak wtedy robiło się zakupy a młodym nie ma co wyjaśniać. Liczyły się znajomości. Gry, puzzle to były rzeczy w sumie nie osiągalne. Ale jednej rzeczy do dziś nie mogę zrozumieć. Pamiętam jak kupowaliśmy dywan. Do sklepu przywieziono jedną sztukę. Po co całą noc stało po niego 10 osób? Z autem było podobnie. Teraz już nie pamiętam nazwy, ale jakaś firma pozbywała się swoich samochodów i tak się trafiło, że jeden z nich był siedmioosobowy. Właśnie dzięki znajomościom trafił on właśnie do nas. Niestety po ostatniej wizycie u mechanika okazało się, że bardziej opłaca się go zezłomować niż naprawiać. Na nowy nie bardzo nas stać więc i z wyjazdu nic nie będzie. Tyle walizek, ubrań, gier i puzzli nie kupowaliśmy nigdy. Jak zwykle były to produkty firmy Trefl. Jedyną osobą, która cieszyła się z takiej sytuacji był właściciel sklepu w którym robiliśmy te wszystkie zakupy. Wielkie plany, radość dzieci zniszczone przez głupią awarię samochodu. Będzie ciężko, ale jakoś to trzeba będzie im wynagrodzić.  

wtorek, 21 czerwca 2016

Nieudana niespodzianka

 W zeszłym roku obchodziliśmy z mężem 40 rocznicę ślubu. Z tej okazji nasze kochane dzieci wpadły na dość nieoczekiwany pomysł. Postanowili zorganizować wycieczkę po Europie. Mój mąż jest zapalonym kibicem, więc jako specjalny prezent dostał bilety na mecz jego ulubionej drużyny. Plan podróży był ułożony tak, że akurat w dzień meczu mieliśmy być w Barcelonie. Niestety w wyniku kilku nie przewidzianych wydarzeń wycieczka skończyła się szybciej niż zakładano i w innym miejscu niż przewidywał plan. Ponieważ jeden z naszych samochodów może zabrać siedem osób, bez problemu cała nasza rodzina mogła wziąć udział w wycieczce. Dwa samochody, w sumie 12 osób. Po drodze nie wiadomo czemu oba nasze auta zepsuły się w tym samym czasie. Takim sposobem wszyscy musieli spędzić noc w hotelu. Jednak to nie był koniec naszych kłopotów. Rano dowiedzieliśmy się, że naprawa większego samochodu zajmie 3 dni, bo części trzeba sprowadzić bezpośrednio od producenta. Powiecie, że na mecz można było jechać drugim autem. Macie trochę racji, ale tylko trochę. Spróbujcie podzielić 5 miejsc między 12 osób. Wszyscy, choć niechętnie zgodzili się, że skoro nie można się dogadać to zostajemy wszyscy. W hotelu akurat w tych dniach odbywały się trochę nie pasujące do siebie dwie imprezy. W jednej części zorganizowano prezentację zabawek, a druga przeznaczona została na turniej pokerowy. Wiadomo co kto wybrał. Gry planszowe, puzzle i inne zabawki znalazły się w centrum zainteresowań dzieci. Dużą ciekawość wzbudzały we wszystkich karty tematyczne firmy Trefl. Każde z dzieci chciało je mieć. Na szczęście organizatorzy to przewidzieli. Po zakończeniu każdy zestaw puzzli i kart można było kupić. Jak tak teraz się zastanowić, to wydaje mi się, że specjalnie zorganizowano turniej i prezentację w jednym czasie. W czasie gdy dorośli brali udział w turnieju dzieci trzeba było czymś zająć. A co jest najlepszym sposobem na zajęcie dzieci? Wiadomo. Prezentacja zabawek.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Coś strasznego

Witajcie. Obiecywałam Wam, że nie będę opisywać naszej wycieczki, ale po ostatnich wydarzeniach uznałam, że wybaczycie mi jeszcze jeden wpis. Jak pamiętacie, jej tematem był „powrót do przeszłości” Plan zakładał pokazanie dzieciom, że oprócz rozrywki elektronicznej istnieje inny rodzaj relaksu. Przed wyjazdem wszystkie dzieci musiały oddać całą elektronikę jaką przy sobie miały. Telefony, tablety, laptopy a nawet zegarki. Jedyny zegar do jakiego był dostęp to wielki zegar z kurantem stojący w głównej sali zamku w którym mieszkaliśmy. Przez pierwszy tydzień trudno było zainteresować dzieci czymkolwiek. Dopiero jak zaczęły oswajać się z brakiem telefonów coraz większą ciekawość wzbudzało otoczenie. Zaczęły zadawać pytania odnośnie gier planszowych, puzzli i kart szczególnie firmy Trefl. Jednak w centrum zainteresowań znalazł się zamek. Średniowieczna budowla należąca do przyjaciela naszego dyrektora. Jednak wydarzenia o których chcę napisać miały miejsce po naszym powrocie. Pisałam, że wszystkie dzieci oddały swoje „zabawki” przed wyjazdem. Jednak jak się później okazało dwie osoby wolały zostać niż rozstać się z komórką. To już powinno nas zaniepokoić. Zawsze myślałam, że hasło „uzależnienie od internetu, komputera czy gier” to wymysł ludzi, którzy chcą zrzucić błędy w wychowaniu swoich dzieci na kogoś innego. Po powrocie nie było innego tematu niż wycieczka i oczekiwania na moment gdy wrażenia będzie można opisać na portalach społecznościowych. Dzieci chyba nic się nie nauczyły. Rozmawiałam z wieloma rodzicami na ten temat. Późnij sprawdziliśmy te wpisy. Wszystkie dzieci pisały to samo. Nie mogły się doczekać kiedy siądą do komputera. Gry, puzzle to nie dla nich. Nawet najnowsze dzieło firmy Trefl „ Puzzle Batman v Superman” nie zrobiło na nich wrażenia. Jednak nie to było najgorsze. Jedna mama powiedziała na zebraniu o bardzo niepokojącej sytuacji. Gdy przyszła obudzić syna do szkoły okazało się, że pod jego poduszką leży telefon. Zapytany dlaczego, odpowiedział tak: Nie chcę żeby ktoś mi go zabrał. I że dzisiejszych czasach jak nie masz telefonu i konta na znanym portalu społecznościowym to nie istniejesz. Straszne, prawda?

czwartek, 16 czerwca 2016

Zrzutka

Witajcie. Mniej więcej od dwóch miesięcy w naszej miejscowości najczęściej używanym słowem jest remont. W każdym miejscu słychać tylko to. W większości przypadków kończy się na planach, ale czasem ktoś jednak bierze się do pracy. I czasem nawet gdy nie ma za bardzo na to środków. Jak wiecie, nasze zakłady pracy chętnie włączają się w organizację wszelkiego rodzaju imprez, ale gdy trzeba było dofinansować remont przedszkola wszystkie odmówiły. Jedyne wsparcie na jakie mogła liczyć dyrekcja to gry, puzzle i inne zabawki. Każdy z Was zapewne zastanawia się jakim cudem można brać się za jakikolwiek remont nie mając pieniędzy. Oprócz zakładów pracy w naszej miejscowości jest jeszcze jedno źródło finansowania. Mieszkańcy. A najlepszym sposobem zebrania od nich pieniędzy jest apel księdza proboszcza. Starsi na pewno pamiętają takie określenie jak czyn społeczny. Młodym nie ma co wyjaśniać, bo dzisiejszej młodzieży trudno będzie zrozumieć, że można coś zrobić bezinteresownie. Nie raz słyszałam wypowiedzi młodych ludzi proszonych o pomoc. Nie ma nic za darmo. Oczywiście są od tego wyjątki. Cały nasz kościół od samego początku był budowany przez parafian. Mamy bardzo zdolnych ludzi dlatego, z tego co wiem, przy budowie nie była zatrudniana żadna firma. Wszystko właśnie w czynie społecznym. Więc na apel księdza wszyscy dobrzy parafianie włączyli się w finansowanie remontu. Ogłoszono, że w niedzielę po każdej mszy będą zbierane pieniądze na ten właśnie cel. Po policzeniu wszystkich datków okazało się, że środków wystarczy prawie na dwa remonty, więc dyrektorka mogła trochę "zaszaleć" Powiedziała, że skoro mieszkańcy byli tak chojni to oprócz sal dla najmłodszych zostaną wymienione wszystkie elementy placu zabaw. Mówiła, że są już stare i spróchniałe i pora się ich pozbyć. Producent zabawek wywiązał się ze swojej obietnicy i wyposażył wszystkie sale w same nowości. “Puzzle Batman v Superman” albo gra "Boom Boom gdzie jest Dory" to tylko przykład tego co znalazło się w nowych salach. Swoją drogą dyrektorka też nie należy do najmłodszych. 

wtorek, 14 czerwca 2016

Małe zamieszanie

Większość z Was pamięta, że w naszej miejscowości znajduje się sklep z zabawkami. Ktoś powie: co jest takiego dziwnego w sklepie z zabawkami. Przecież w wielu miastach takie sklepy się znajdują i nikt nie robi z tego jakiegoś szczególnego wydarzenia. Może i będą mieć trochę racji, ale nasz sklep naprawdę jest wyjątkowy. W dzisiejszych czasach jak sklep działa przez kilka lat to jest niezwykły wyczyn. Jestem na emeryturze i trochę lat już żyję na tym świecie i od kąd pamiętam ten sklep istnieje w tym samym miejscu i nigdy nie zmienił się właściciel. Wszystkie sklepy wokół wiele razy zmieniały nazwy, asortyment i wszystko co tylko można. Wszyscy uważali sklep z zabawkami jako coś naturalnego i nikt nawet przez chwilę nie myślał, że może zostać zamknięty. Każdego dnia punktualnie o dziewiątej rano właściciel zdejmował kłudki z drzwi i do siedemnastej cała miejscowość mogła zaopatrzyć się w zabawki, gry, puzzle i co kto sobie wymyśli. Nie na darmo na szybie wisi napis: Mamy wszystko czego potrzebujesz. Osobiście przekonałam się, że jest to szczera prawda. Pamiętacie prezent dla Agnieszki? Zamek, który dostała na urodziny i który zniszczyła gdy wróciła ze szkoły "trochę zdenerwowana" Właśnie ten zestaw był zakupiony w tym sklepie. Nie dało się go znaleźć nigdzie indziej. Ale wróćmy do tematu. Pewnego dnia okazało się, że sklep jest zamknięty. Żadnej kartki, żadnej wiadomości, nic. Wszyscy myśleli, że to koniec sklepu. Po tygodniu sklep został ponownie otwarty. Powodem był wyjazd właściciela na targi zabawek. Jak to określił, trzeba być na bierząco. Na rynku pojawiło się dużo nowości, gier, puzzli i zabawek. A kartkę o wyjeździe zerwał wiatr. W sklepie pojawiły się najnowsze produkty firmy Trefl i innych producentów. “Puzzle Batman v Superman” i “Bańki mydlane Messi FootBubbles” były takimi nowościami jednak jak szybko się pojawiły, tak szybko brakło ich w magazynie. Właściciel obiecał jedno. Jak tylko będzie potrzeba zamknięcia sklepu, kartka zawsze będzie wieszana po wewnętrznej stronie szyby.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Zapytaj zanim kupisz

Kupowanie prezentów, szczególnie w dzisiejszych czasach stanowi nie lada wyzwanie. Wiem, że wielu z Was uważa inaczej bo co to za wyzwanie pójść do sklepu i coś kupić. Pamiętacie mój nietrafiony prezent na urodziny Agnieszki? Trzy dni próbowała mi powiedzieć, że prezent jej się nie podobał. Podobną wpadkę zaliczyła ostatnio moja córka kupując prezent dla swojego syna Marcina. Ale od początku. Wszyscy wokół wiedzą, że zainteresowania Marcina od zawsze krążą wokół komputerów a szczególnie gier i filmów. Jednak tylko wtajemniczeni wiedzieli o jego jeszcze jednej pasji. Co jakiś czas na ścianie albo pod szybą na biurku pojawiały się puzzle. Czasem były to krajobrazy, zwierzęta, ale najczęściej był to obrazek przedstawiający bohaterów filmów, które niedawno miały premierę. Tym razem były to "Puzzle Batman v Superman” Oczywiście jak to w dzisiejszych czasach bywa rodzice najmniej wiedzą o zainteresowaniach swoich dzieci. Córka należy do osób, które uważają, że kupno prezentu to nic trudnego. Na tydzień przed urodzinami miała miejsce premiera jednej z gier, której tytułu nie mogę podać, bo byłaby to reklama. Powiem tylko, że to dodatek do polskiego hitu. Kto interesuje się grami, ten wie o co chodzi. Wybór prezentu padł właśnie na tę pozycję. Gdyby córka sprawdziła bibliotekę gier Marcina dowiedziała by się, że już ma ten dodatek i poprzedni też. Tu należy wstawić się za córką bo w tym przypadku sprawdzenie biblioteki wiązałoby się z przeglądaniem zasobów komputera, a ona nie za bardzo chciała to robić. Jednak mogła po prostu zapytać. Ja wpadłam na ten pomysł i dowiedziałam się, że w kolekcji puzzli brakuje Marcinowi jednego z krajobrazów. Więc miałam pewność, że kupując ten właśnie zestaw na pewno sprawię przyjemność solenizantowi. W tajemnicy, Marcin powiedział mi, że na szczęście ma okazję sprzedać dodatek koledze, ale żeby nic nie mówić mamie bo będzie jej przykro. Nie jestem za oszukiwaniem, szczególnie rodziców, ale w tym przypadku można przymknąć oko. Prawda?

piątek, 10 czerwca 2016

Dzień dziecka

 Czasem zdaża się tak, że wystarczy poparzeć na czyjeś zachowanie albo pomysły i od razu widać jakie ktoś ma zainteresowania albo wykształcenie. 1 czerwca dzień dziecka. Dla porównania przedstawię Wam dwie imprezy zorganizowane przez dwie szkoły. Pomysły na program obchodów święta dyrektorzy przedstawili na zebraniu z rodzicami. Dyrektor gimnazjum w sąsiednim mieście jest z wykształcenia informatykiem, o czym wiedzą wszyscy więc program obchodów bardzo przypominał targi E3. Wtajemniczonym nie muszę wyjaśniać o co chodzi. Dla tych którzy nie spotkali się z tą imprezą wyjaśniam. Targi E3 odbywają się co roku i w całości poświęcone są elektronicznej rozrywce a w szczególności grom komputerowym. Dyrektor jako informatyk poszedł własnie w tym kierunku. Bohaterem wszystkich zawodów i prezentacji były właśnie gry. Jak nie trudno się domyślić nagrodami w turniejach również były gry. Nasz pan dyrektor, jak wszyscy dobrze wiecie wśród swoich znajomych ma kolekcjonera zabawek i sam dość dużo wie na ich temat. Od początku jego pracy w szkole, w każdej imprezie przy organizacji której pomagał dyrektor bardzo ważną rolę odgrywały gry i zabawki. Tak też było tym razem. Obchody dnia dziecka zorganizowano na boisku sportowym, które zostało podzielone na dwie części. Jedną przeznaczono na zawody sportowe. Druga część została przygotowana do rozgrywek umysłowych. Puzzle, gry planszowe i karty rozłożone zostały na stołach. Jak wiecie z poprzednich wpisów nasze zakłady pracy również włączyły się w organizację. Jak zwykle wszystkie zestawy puzzli i gier dostarczył producent. Jako dodatek, zorganizowano prezentację najnowszych produktów firmy Trefl. Nie trudno zgadnąć kto prowadził ten pokaz. Nikt lepiej nie przedstawi gier i puzzli jak ich kolekcjoner. Dowiedzieliśmy się, że jedną z ulubionych pozycji w jego kolekcji zajmują “Puzzle Batman v Superman” W tym roku nagrody były rozdawane trochę inaczej niż zwykle. Każdy uczestnik otrzymał grę planszową albo puzzle. Oczywiście za pierwsze miejsca we wszystkich zawodach nagrodami były również puchary. W każdym roku dzieci są czymś zaskakiwane. Myślę, że w tym również się to udało.

czwartek, 9 czerwca 2016

To by było na tyle

 Mam nadzieję, że mi wybaczycie to opisywanie wycieczki, ale na temat tego co się działo przez ten miesiąc można napisać książkę. Nie obawiajcie się. Nie zamierzam tego robić tutaj. Krótkie podsumowanie. Zielona szkoła pod hasłem „powrót do przeszłości” Przed wyjazdem dyrektor ogłosił konkurs. Trzeba było rozwiązać zagadkę, określić cel naszej podróży. Do wiadomości podano, że istnieją trzy ważne wskazówki, które pomogą w rozwiązaniu. Pierwszą był człowiek czekający przed autobusem, który zbierał telefony do woreczka. Właściwie nie człowiek ale jego strój był wskazówką. Drugą była trasa którą jechaliśmy czyli w większości polne drogi, a trzecią temat zielonej szkoły czyli powrót do przeszłości. Jak już wiecie z moich poprzednich wpisów celem naszej podróży był średniowieczny zamek więc wskazówki były jak najbardziej trafione przynajmniej w ocenie dorosłych. Nie spodziewaliśmy się, że ktokolwiek rozwiąże tą zagadkę ale jak zwykle nie docenialiśmy dzieci. Pomyliły się tylko przy podawaniu miejsca. Obstawiły jakąś zapomnianą przez cywilizację wioskę a nie zamek. Przez pierwszy tydzień widać było, że dzieciom bardzo brakuje wszelkiej elektroniki. W zamian organizowane były wycieczki. Wszystkie dzieci bardzo lubiły zwiedzanie jaskiń, których w okolicy na szczęście było bardzo dużo. Oczywiście nie wszystkie nadawały się do zwiedzania przez tak dużą grupę, ale nasz gospodarz dobrze się przygotował na nasz przyjazd. Jak już pisałam, jak na kolekcjonera zabawek przystało, w trakcie całego pobytu oprócz całej historii rozrywki jaką zapewniają gry i puzzle prezentowane były najnowsze produkty. „Zootopia gra piotruś” jest świetnym przykładem. Połączenie kultowej gry w karty z bohaterami mającego niedawno premierę filmu dla dzieci. W tajemnicy dowiedzieliśmy się, że na potrzeby naszego pobytu z zamku usunięto wszelką elektronikę. Myślę, że dzieci i tak tego nie zauważyły. Gdy wracaliśmy do domu nikt już nie pytał o telefon czy inne urządzenia. Wszyscy mówili tylko o jaskiniach, zwierzętach jakie widzieli w lasach dookoła zamku i oczywiście o grach i puzzlach.  

wtorek, 7 czerwca 2016

Telefon albo wyjazd

 Ostatnio w wielkim skrócie opisałam Wam wyjazd na zieloną szkołę. Tematem przewodnim wyjazdu był „powrót do przeszłości” Jak pisałam, nikt nie wiedział na czym ten powrót miał polegać. Teorii było tyle ilu chętnych. Niektóre całkiem niedożeczne o podróżach w czasie. Wszystko zaczęło się wyjaśniać już w dniu wyjazdu. Ponieważ było tylu chętnych, trzeba było wynająć dwa autobusy. Było z tym trochę kłopotu. W sumie było około 120 osób więc trzeba było znaleźć inne wyjście. Napewno wielu z Was jeździ autobusami i nie raz na dworcu widzieliście takie, które mają podwójne koła z tyłu. Do tego autobusu wchodzi ponad 70 pasażerów, ale nie mogliśmy znaleźć firmy posiadającej dwa takie pojazdy. Wreszcie się udało. Przed drzwiami stał człowiek w stroju kamerdynera z dużą sakiewką na której było napisane: Telefon albo wyjazd. Wszyscy wsiadający musieli wrzucić każde urządzenie elektroniczne. Niektórym dzieciom nie podobało się to za bardzo, ale wtedy pokazywany był im napis. Takim sposobem cała elektronika została w szkolnym sejfie. Trasa była specjalnie opracowana tak, że prawie cała podróż odbywała się nawet polnymi drogami. Wielki szacunek dla kierowców. I tak 120 kilometrów jechaliśmy około 6 godzin. Jak pisałam, naszym celem był zamek należący do przyjaciela naszego dyrektora. Pamiętacie tego kolekcjonera zabawek? Na miejscu wszystkie dzieci liczyły na odzyskanie telefonów, ale nic z tego. Podczas oprowadzania wszystkich po zamku niektóre dzieci zauważyły ukryte za gobelinem drzwi. Na drugi dzień tajemnica się wyjaśniła. Za drzwiami była ogromna sala przygotowana specjalnie do prezentacji. Przez pierwszy tydzień pokazywane były produkty, jak przystało na kolekcjonera, od początku wieku do najnowszych między innymi firmy Trefl. Dwa zestawy puzzli z serii „ Puzzle Batman v Superman” cieszyły się największym zainteresowaniem. Dlaczego dwa? Ano dlatego, że różniły się ilością elementów. Jeden składał się z 160 a drugi z 260 elementów. Wśród zainteresowań znalazła się też gra „Boom Boom gdzie jest Dory?” Ale o tym następnym razem. 

piątek, 3 czerwca 2016

Powrót do przeszłości

 Witajcie po dłuższej przerwie, która nie była spowodowana moim lenistwem ale okolicznościami. Już wyjaśniam. Na początku roku szkolnego nasz kochany pan dyrektor ogłosił, że w kwietniu zorganizowana zostanie zielona szkoła. Tym razem z niespodzianką. Wyjazd pod hasłem „powrót do przeszłości” wydawał się czymś ciekawym. Jeszcze dziwniej zrobiło się gdy do wiadomości podano fakt, żeby dobrze się zastanowić przed zgłoszeniem chęci wyjazdu bo nie będzie można się wycofać. Chodziło o przygotowanie odpowiedniej ilości miejsc. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach zaczęły krążyć teorie na temat wyjazdu i jak to bywa jeśli chodzi o takie tajemnice każda z nich była co najmniej niesamowita. Jak już wiele razy pisałam, podejście dzieci przerosło wszelkie oczekiwania i po tygodniu było tyle zgłoszeń, że trzeba było podzielić chętnych na dwie grupy. Był tylko jeden problem. Opiekunowie. Nie każdy mógł sobie pozwolić na wyjazd na dwa miesiące. Jako że jestem już na emeryturze, zgodziłam się wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali końca marca. Całą podróż jedynym tematem rozmów była ciekawość co zastaniemy na miejscu. Gdy autobusy dojechały na miejsce okazało się, że to nie koniec podróży. Do przejścia zostało jeszcze 5 km ale bez bagażu. On zostanie dowieziony samochodem. Nikt nie wiedział czego się spodziewać oprócz dyrektora rzecz jasna. Pamiętacie kolekcjonera zabawek mieszkającego w średniowiecznym zamku? Dokładnie. Kolegę dyrektora ze studiów. To właśnie on pomógł zorganizować to wszystko. Wszyscy już wiedzieli, że miejscem zakwaterowania nie będzie jakiś hotel a właśnie ten zamek. Zwiedzać można było prawie wszystkie pomieszczenia poza jedną salą. Wyposażenie jej zdziwiło nie tylko dzieci. Były tam zgromadzone produkty firmy Trefl. Gry planszowe, puzzle a wśród nich najnowsze produkty. “Puzzle Batman v Superman” od razu znalazły swoich fanów. Ciekawą pozycją były „Bańki mydlane Messi FootBubbles” ale tych można było używać tylko na zewnątrz. Na szczęście dla dziewczynek mieliśmy ładną pogodę. To był dopiero początek.