Witajcie. Ostatnio zaczęłam trochę narzekać na stan zdrowia. W
sumie to nic poważnego, ale nie za bardzo mogę wychodzić z domu.
Lekarz powiedział, że to problemy ze stawami. Dokładnej nazwy
choroby nie podam bo to łacińskie określenie. Próbowałam to
przeczytać, ale po kilku pierwszych sylabach dałam sobie spokój.
Nie miałby kto rozwiązać mi języka. Niestety dla mnie wiadomości
o moim stanie zdrowia bardzo szybko rozeszły się wśród całej
rodziny. Jak pamiętacie moje kochane wnuczki są bardzo opiekuńcze.
Do najlżejszego kataru potrafią podchodzić jak do śmiertelnej
choroby. 24 godziny na dobę chciałyby opiekować się nie tylko
mną, ale i każdym chorym. Po pewnym czasie staje się to trochę
nazwijmy to uciążliwe. No bo jak nazwiecie sytuację gdy nawet
zwykłą herbatę chcą mi podawać łyżeczką. Ale całkowicie
przesadziły, gdy któregoś dnia rano zaczęły się przygotowywać
do przebierania mnie. Mam sporo cierpliwości. Niektórzy mówią, że
za dużo i gdyby byli na moim miejscu już dawno wybuchła by wielka
awantura w wielu sprawach nie tylko w sprawie choroby. Może mają
trochę racji, ale jak tu się gniewać na swoje wnuczki. Ale od
początku. Moje problemy z chodzeniem zaczęły się jakieś trzy
tygodnie temu. Opieka zaczęła się dwa tygodnie temu i każdego
dnia stawała się coraz bardziej uciążliwa. Jak pamiętacie bardzo
lubię puzzle. Są bardzo dobrym sposobem na stres. Wiedzieli o tym
wszyscy, więc wnuczki zaczęły przynosić zestawy. Dopóki miały
około 160 elementów nie było trudno je ułożyć w jeden dzień,
ale gdy zaczęły przynosić co dziennie coraz większe zestawy
puzzli to z uspokajaniem się nie miało to nic wspólnego. Na
przykład „ Puzzle
Batman v Superman” firmy
Trefl mają 260 elementów i ułożenie ich zajmuje trochę czasu. A
teraz wyobraźcie sobie sytuację, że oprócz układania wszyscy
chcą Was karmić, przebierać. Tego
było za wiele nawet jak dla mnie. Moja cierpliwość się skończyła.
Po „małej” awanturze wnuczki uznały, że może faktycznie
przesadziły. Pomagają w gotowaniu, sprzątaniu i innych pracach z
którymi sobie nie radzę. Ale tylko w tym.
środa, 29 czerwca 2016
poniedziałek, 27 czerwca 2016
Wymiana auta
Jak pamiętacie nasze już wiekowe auto zakończyło swoje życie po
ostatniej wizycie w warsztacie. Wyrok brzmiał „Bardziej opłaca
się go zezłomować niż naprawiać. Wymiana jednej części na nową
spowoduje awarię następnej” Nie bardzo chcieliśmy oddawać na
złom czegoś, co było w naszej rodzinie dłużej niż jedno z
naszych dzieci, ale jak mus to mus. Może wstyd się przyznać, ale z
czasem zaczęliśmy traktować to auto jak dodatkowego członka
rodziny. Niestety nie ma nic na wieki i każdy z nas wiedział, że
kiedyś trzeba będzie się z nim rozstać. Zaczęliśmy się
rozglądać za nowym. Razem z mężem jesteśmy na emeryturze, więc
trzeba było rozejrzeć się w komisach. Liczyliśmy na to, że
znajdziemy siedmioosobowe auto w dobrym stanie i w rozsądnej cenie.
Jednak okazało się, że nie jest to takie proste. Oglądaliśmy
kilka modeli, ale gdy cena nam odpowiadała a zapewnienia sprzedawcy
co do stanu technicznego coraz bardziej utwierdzały nas w
przekonaniu, że akurat ten model powinniśmy kupić to wizyta na
stacji diagnostycznej sprowadzała nas na ziemię. Zgnita podłoga,
popękane kable a w jednym aucie mechanik zauważył, że jedna z
części jest nie od tego modelu. Żeby tak naciągać ludzi. Wstyd.
Po tych wszystkich poszukiwaniach wróciliśmy do domu autobusem.
Zaczęliśmy przeglądać strony internetowe giełd samochodowych.
Przypadkiem zauważyła to nasza wnuczka. Też zaczęła pomagać.
Niestety. Ceny wszystkich jej propozycji zaczynały się od 6 albo 7
a dalej jeszcze cztery cyfry. Wreszcie znaleźliśmy. I tu pojawił
się problem. Wszystkie wnuki chciały po niego jechać. Nawet próba
odwrócenia uwagi wyprawą na zakupy nowych puzzli i gier nie
odniosła skutku. Ale w ciągu kilku dni miała się odbyć
prezentacja najnowszych produktów producentów zabawek, w tym naszej
ulubionej firmy Trefl więc dzieci dały się namówić. Właśnie w
tym czasie razem z mężem pojechaliśmy obejrzeć znalezione w sieci
auto. Na szczęście zestawy puzzli „ Puzzle
Batman v Superman” i
gry
„ Boom Boom gdzie jest Dory” trochę ugłaskały dzieci. W końcu
im przejdzie.
czwartek, 23 czerwca 2016
Ostatnia awaria w karierze
Chyba każdy kto ma dzieci, dużo wcześniej robi plany na wakacje.
Nie raz pisałam o naszych. W tym roku było podobnie. Specjalnie
użyłam słowa: było. Wiele razy nasza rodzina planowała różne
rzeczy, nie tylko wakacje, ale prawie zawsze coś przeszkadza w ich
realizacji. W tym roku było dokładnie tak samo. Trzy miesiące temu
zaczęliśmy przeglądać oferty biur podróży. Nie było nic co by
nas zainteresowało. W końcu ustaliliśmy, że razem z mężem
zabierzemy wszystkie dzieci nad morze. Jak pamiętacie, nie raz
wspominałam nasz siedmioosobowy samochód. Od czasu pechowej
wycieczki po Europie, która swoją drogą zakończyła się
wcześniej niż planowaliśmy nasze auto coraz częściej się psuło.
Nic w tym dziwnego. Teraz mamy piątkę wnuków, a auto pochodzi z
czasów gdy nasze dzieci były małe. Wiem jakie to były czasy.
Kupienie takiego auta graniczyło z cudem, ale starsi wiedzą jak
wtedy robiło się zakupy a młodym nie ma co wyjaśniać. Liczyły
się znajomości. Gry, puzzle to były rzeczy w sumie nie osiągalne.
Ale jednej rzeczy do dziś nie mogę zrozumieć. Pamiętam jak
kupowaliśmy dywan. Do sklepu przywieziono jedną sztukę. Po co całą
noc stało po niego 10 osób? Z autem było podobnie. Teraz już nie
pamiętam nazwy, ale jakaś firma pozbywała się swoich samochodów
i tak się trafiło, że jeden z nich był siedmioosobowy. Właśnie
dzięki znajomościom trafił on właśnie do nas. Niestety po
ostatniej wizycie u mechanika okazało się, że bardziej opłaca się
go zezłomować niż naprawiać. Na nowy nie bardzo nas stać więc i
z wyjazdu nic nie będzie. Tyle walizek, ubrań, gier i puzzli nie
kupowaliśmy nigdy. Jak zwykle były to produkty firmy Trefl. Jedyną
osobą, która cieszyła się z takiej sytuacji był właściciel
sklepu w którym robiliśmy te wszystkie zakupy. Wielkie plany,
radość dzieci zniszczone przez głupią awarię samochodu. Będzie
ciężko, ale jakoś to trzeba będzie im wynagrodzić.
wtorek, 21 czerwca 2016
Nieudana niespodzianka
W zeszłym roku obchodziliśmy z mężem 40 rocznicę ślubu. Z tej
okazji nasze kochane dzieci wpadły na dość nieoczekiwany pomysł.
Postanowili zorganizować wycieczkę po Europie. Mój mąż jest
zapalonym kibicem, więc jako specjalny prezent dostał bilety na
mecz jego ulubionej drużyny. Plan podróży był ułożony tak, że
akurat w dzień meczu mieliśmy być w Barcelonie. Niestety w wyniku
kilku nie przewidzianych wydarzeń wycieczka skończyła się
szybciej niż zakładano i w innym miejscu niż przewidywał plan.
Ponieważ jeden z naszych samochodów może zabrać siedem osób, bez
problemu cała nasza rodzina mogła wziąć udział w wycieczce. Dwa
samochody, w sumie 12 osób. Po drodze nie wiadomo czemu oba nasze
auta zepsuły się w tym samym czasie. Takim sposobem wszyscy musieli
spędzić noc w hotelu. Jednak to nie był koniec naszych kłopotów.
Rano dowiedzieliśmy się, że naprawa większego samochodu zajmie 3
dni, bo części trzeba sprowadzić bezpośrednio od producenta.
Powiecie, że na mecz można było jechać drugim autem. Macie trochę
racji, ale tylko trochę. Spróbujcie podzielić 5 miejsc między 12
osób. Wszyscy, choć niechętnie zgodzili się, że skoro nie można
się dogadać to zostajemy wszyscy. W hotelu akurat w tych dniach
odbywały się trochę nie pasujące do siebie dwie imprezy. W
jednej części zorganizowano prezentację zabawek, a druga
przeznaczona została na turniej pokerowy. Wiadomo co kto wybrał.
Gry planszowe, puzzle i inne zabawki znalazły się w centrum
zainteresowań dzieci. Dużą ciekawość wzbudzały we wszystkich
karty tematyczne firmy Trefl. Każde z dzieci chciało je mieć. Na
szczęście organizatorzy to przewidzieli. Po zakończeniu każdy
zestaw puzzli i kart można było kupić. Jak tak teraz się
zastanowić, to wydaje mi się, że specjalnie zorganizowano turniej
i prezentację w jednym czasie. W czasie gdy dorośli brali udział w
turnieju dzieci trzeba było czymś zająć. A co jest najlepszym
sposobem na zajęcie dzieci? Wiadomo. Prezentacja zabawek.
poniedziałek, 20 czerwca 2016
Coś strasznego
Witajcie.
Obiecywałam Wam, że nie będę opisywać naszej wycieczki, ale po
ostatnich wydarzeniach uznałam, że wybaczycie mi jeszcze jeden
wpis. Jak pamiętacie, jej tematem był „powrót do przeszłości”
Plan zakładał pokazanie dzieciom, że oprócz rozrywki
elektronicznej istnieje inny rodzaj relaksu. Przed wyjazdem wszystkie
dzieci musiały oddać całą elektronikę jaką przy sobie miały.
Telefony, tablety, laptopy a nawet zegarki. Jedyny zegar do jakiego
był dostęp to wielki zegar z kurantem stojący w głównej sali
zamku w którym mieszkaliśmy. Przez pierwszy tydzień trudno było
zainteresować dzieci czymkolwiek. Dopiero jak zaczęły oswajać się
z brakiem telefonów coraz większą ciekawość wzbudzało
otoczenie. Zaczęły zadawać pytania odnośnie gier planszowych,
puzzli i kart szczególnie firmy Trefl. Jednak w centrum
zainteresowań znalazł się zamek. Średniowieczna budowla należąca
do przyjaciela naszego dyrektora. Jednak wydarzenia o których chcę
napisać miały miejsce po naszym powrocie. Pisałam, że wszystkie
dzieci oddały swoje „zabawki” przed wyjazdem. Jednak jak się
później okazało dwie osoby wolały zostać niż rozstać się z
komórką. To już powinno nas zaniepokoić. Zawsze myślałam, że
hasło „uzależnienie od internetu, komputera czy gier” to wymysł
ludzi, którzy chcą zrzucić błędy w wychowaniu swoich dzieci na
kogoś innego. Po powrocie nie było innego tematu niż wycieczka i
oczekiwania na moment gdy wrażenia będzie można opisać na
portalach społecznościowych. Dzieci chyba nic się nie nauczyły.
Rozmawiałam z wieloma rodzicami na ten temat. Późnij sprawdziliśmy
te wpisy. Wszystkie dzieci pisały to samo. Nie mogły się doczekać
kiedy siądą do komputera. Gry, puzzle to nie dla nich. Nawet
najnowsze dzieło firmy Trefl „ Puzzle
Batman v Superman” nie
zrobiło na nich wrażenia. Jednak nie to było najgorsze. Jedna mama
powiedziała na zebraniu o bardzo niepokojącej sytuacji. Gdy
przyszła obudzić syna do szkoły okazało się, że pod jego
poduszką leży telefon. Zapytany dlaczego, odpowiedział tak: Nie
chcę żeby ktoś mi go zabrał. I że dzisiejszych czasach jak nie
masz telefonu i konta na znanym portalu społecznościowym to nie
istniejesz. Straszne, prawda?
czwartek, 16 czerwca 2016
Zrzutka
Witajcie.
Mniej więcej od dwóch miesięcy w naszej miejscowości najczęściej
używanym słowem jest remont. W każdym miejscu słychać tylko to.
W większości przypadków kończy się na planach, ale czasem ktoś
jednak bierze się do pracy. I czasem nawet gdy nie ma za bardzo na
to środków. Jak wiecie, nasze zakłady pracy chętnie włączają
się w organizację wszelkiego rodzaju imprez, ale gdy trzeba było
dofinansować remont przedszkola wszystkie odmówiły. Jedyne
wsparcie na jakie mogła liczyć dyrekcja to gry, puzzle i inne
zabawki. Każdy z Was zapewne zastanawia się jakim cudem można brać
się za jakikolwiek remont nie mając pieniędzy. Oprócz zakładów
pracy w naszej miejscowości jest jeszcze jedno źródło
finansowania. Mieszkańcy. A najlepszym sposobem zebrania od nich
pieniędzy jest apel księdza proboszcza. Starsi na pewno pamiętają
takie określenie jak czyn społeczny. Młodym nie ma co wyjaśniać,
bo dzisiejszej młodzieży trudno będzie zrozumieć, że można coś
zrobić bezinteresownie. Nie raz słyszałam wypowiedzi młodych
ludzi proszonych o pomoc. Nie ma nic za darmo. Oczywiście są od
tego wyjątki. Cały nasz kościół od samego początku był
budowany przez parafian. Mamy bardzo zdolnych ludzi dlatego, z tego
co wiem, przy budowie nie była zatrudniana żadna firma. Wszystko
właśnie w czynie społecznym. Więc na apel księdza wszyscy dobrzy
parafianie włączyli się w finansowanie remontu. Ogłoszono, że w
niedzielę po każdej mszy będą zbierane pieniądze na ten właśnie
cel. Po policzeniu wszystkich datków okazało się, że środków
wystarczy prawie na dwa remonty, więc dyrektorka mogła trochę
"zaszaleć" Powiedziała, że skoro mieszkańcy byli tak
chojni to oprócz sal dla najmłodszych zostaną wymienione wszystkie
elementy placu zabaw. Mówiła, że są już stare i spróchniałe i
pora się ich pozbyć. Producent zabawek wywiązał się ze swojej
obietnicy i wyposażył wszystkie sale w same nowości. “Puzzle
Batman v Superman” albo
gra "Boom Boom gdzie jest Dory" to tylko przykład tego co
znalazło się w nowych salach. Swoją
drogą dyrektorka
też nie należy do najmłodszych.
wtorek, 14 czerwca 2016
Małe zamieszanie
Większość
z Was pamięta, że w naszej miejscowości znajduje się sklep z
zabawkami. Ktoś powie: co jest takiego dziwnego w sklepie z
zabawkami. Przecież w wielu miastach takie sklepy się znajdują i
nikt nie robi z tego jakiegoś szczególnego wydarzenia. Może i będą
mieć trochę racji, ale nasz sklep naprawdę jest wyjątkowy. W
dzisiejszych czasach jak sklep działa przez kilka lat to jest
niezwykły wyczyn. Jestem na emeryturze i trochę lat już żyję na
tym świecie i od kąd pamiętam ten sklep istnieje w tym samym
miejscu i nigdy nie zmienił się właściciel. Wszystkie sklepy
wokół wiele razy zmieniały nazwy, asortyment i wszystko co tylko
można. Wszyscy uważali sklep z zabawkami jako coś naturalnego i
nikt nawet przez chwilę nie myślał, że może zostać zamknięty.
Każdego dnia punktualnie o dziewiątej rano właściciel zdejmował
kłudki z drzwi i do siedemnastej cała miejscowość mogła
zaopatrzyć się w zabawki, gry, puzzle i co kto sobie wymyśli. Nie
na darmo na szybie wisi napis: Mamy wszystko czego potrzebujesz.
Osobiście przekonałam się, że jest to szczera prawda. Pamiętacie
prezent dla Agnieszki? Zamek, który dostała na urodziny i który
zniszczyła gdy wróciła ze szkoły "trochę zdenerwowana"
Właśnie ten zestaw był zakupiony w tym sklepie. Nie dało się go
znaleźć nigdzie indziej. Ale wróćmy do tematu. Pewnego dnia
okazało się, że sklep jest zamknięty. Żadnej kartki, żadnej
wiadomości, nic. Wszyscy myśleli, że to koniec sklepu. Po tygodniu
sklep został ponownie otwarty. Powodem był wyjazd właściciela na
targi zabawek. Jak to określił, trzeba być na bierząco. Na rynku
pojawiło się dużo nowości, gier, puzzli i zabawek. A kartkę o
wyjeździe zerwał wiatr. W sklepie pojawiły się najnowsze produkty
firmy Trefl i innych producentów. “Puzzle
Batman v Superman” i “Bańki mydlane Messi FootBubbles” były
takimi nowościami jednak jak szybko się pojawiły, tak szybko
brakło ich w magazynie. Właściciel obiecał jedno. Jak tylko
będzie potrzeba zamknięcia sklepu, kartka zawsze będzie wieszana
po wewnętrznej stronie szyby.
poniedziałek, 13 czerwca 2016
Zapytaj zanim kupisz
Kupowanie
prezentów, szczególnie w dzisiejszych czasach stanowi nie lada
wyzwanie. Wiem, że wielu z Was uważa inaczej bo co to za wyzwanie
pójść do sklepu i coś kupić. Pamiętacie mój nietrafiony
prezent na urodziny Agnieszki? Trzy dni próbowała mi powiedzieć,
że prezent jej się nie podobał. Podobną wpadkę zaliczyła
ostatnio moja córka kupując prezent dla swojego syna Marcina. Ale
od początku. Wszyscy wokół wiedzą, że zainteresowania Marcina od
zawsze krążą wokół komputerów a szczególnie gier i filmów.
Jednak tylko wtajemniczeni wiedzieli o jego jeszcze jednej pasji. Co
jakiś czas na ścianie albo pod szybą na biurku pojawiały się
puzzle. Czasem były to krajobrazy, zwierzęta, ale najczęściej był
to obrazek przedstawiający bohaterów filmów, które niedawno
miały premierę. Tym razem były to "Puzzle
Batman v Superman” Oczywiście
jak to w dzisiejszych czasach bywa rodzice najmniej wiedzą o
zainteresowaniach swoich dzieci. Córka należy do osób, które
uważają, że kupno prezentu to nic trudnego. Na tydzień przed
urodzinami miała miejsce premiera jednej z gier, której tytułu nie
mogę podać, bo byłaby to reklama. Powiem tylko, że to dodatek do
polskiego hitu. Kto interesuje się grami, ten wie o co chodzi.
Wybór prezentu padł właśnie na tę pozycję. Gdyby córka
sprawdziła bibliotekę gier Marcina dowiedziała by się, że już
ma ten dodatek i poprzedni też. Tu
należy wstawić się za córką bo w tym przypadku sprawdzenie
biblioteki wiązałoby się z przeglądaniem zasobów komputera, a
ona nie za bardzo chciała to robić. Jednak mogła po prostu
zapytać. Ja wpadłam na ten pomysł i dowiedziałam się, że w
kolekcji puzzli brakuje Marcinowi jednego z krajobrazów. Więc
miałam pewność, że kupując ten właśnie zestaw na pewno sprawię
przyjemność solenizantowi. W tajemnicy, Marcin powiedział mi, że
na szczęście ma okazję sprzedać dodatek koledze, ale żeby nic
nie mówić mamie bo będzie jej przykro. Nie
jestem za oszukiwaniem, szczególnie rodziców, ale w tym przypadku
można przymknąć oko. Prawda?
piątek, 10 czerwca 2016
Dzień dziecka
Czasem zdaża się tak, że wystarczy poparzeć na czyjeś zachowanie
albo pomysły i od razu widać jakie ktoś ma zainteresowania albo
wykształcenie. 1 czerwca dzień dziecka. Dla porównania przedstawię
Wam dwie imprezy zorganizowane przez dwie szkoły. Pomysły na
program obchodów święta dyrektorzy przedstawili na zebraniu z
rodzicami. Dyrektor gimnazjum w sąsiednim mieście jest z
wykształcenia informatykiem, o czym wiedzą wszyscy więc program
obchodów bardzo przypominał targi E3. Wtajemniczonym nie muszę
wyjaśniać o co chodzi. Dla tych którzy nie spotkali się z tą
imprezą wyjaśniam. Targi E3 odbywają się co roku i w całości
poświęcone są elektronicznej rozrywce a w szczególności grom
komputerowym. Dyrektor jako informatyk poszedł własnie w tym
kierunku. Bohaterem wszystkich zawodów i prezentacji były właśnie
gry. Jak nie trudno się domyślić nagrodami w turniejach również
były gry. Nasz pan dyrektor, jak wszyscy dobrze wiecie wśród
swoich znajomych ma kolekcjonera zabawek i sam dość dużo wie na
ich temat. Od początku jego pracy w szkole, w każdej imprezie przy
organizacji której pomagał dyrektor bardzo ważną rolę odgrywały
gry i zabawki. Tak też było tym razem. Obchody dnia dziecka
zorganizowano na boisku sportowym, które zostało podzielone na dwie
części. Jedną przeznaczono na zawody sportowe. Druga część
została przygotowana do rozgrywek umysłowych. Puzzle, gry planszowe
i karty rozłożone zostały na stołach. Jak wiecie z poprzednich
wpisów nasze zakłady pracy również włączyły się w
organizację. Jak zwykle wszystkie zestawy puzzli i gier dostarczył
producent. Jako dodatek, zorganizowano prezentację najnowszych
produktów firmy Trefl. Nie trudno zgadnąć kto prowadził ten
pokaz. Nikt lepiej nie przedstawi gier i puzzli jak ich kolekcjoner.
Dowiedzieliśmy się, że jedną z ulubionych pozycji w jego kolekcji
zajmują “Puzzle
Batman v Superman” W
tym roku nagrody były rozdawane trochę inaczej niż zwykle. Każdy
uczestnik otrzymał grę planszową albo puzzle. Oczywiście za
pierwsze miejsca we wszystkich zawodach nagrodami były również
puchary. W każdym roku dzieci są czymś zaskakiwane. Myślę, że w
tym również się to udało.
czwartek, 9 czerwca 2016
To by było na tyle
Mam nadzieję, że mi wybaczycie to opisywanie wycieczki, ale na
temat tego co się działo przez ten miesiąc można napisać
książkę. Nie obawiajcie się. Nie zamierzam tego robić tutaj.
Krótkie podsumowanie. Zielona szkoła pod hasłem „powrót do
przeszłości” Przed wyjazdem dyrektor ogłosił konkurs. Trzeba
było rozwiązać zagadkę, określić cel naszej podróży. Do
wiadomości podano, że istnieją trzy ważne wskazówki, które
pomogą w rozwiązaniu. Pierwszą był człowiek czekający przed
autobusem, który zbierał telefony do woreczka. Właściwie nie
człowiek ale jego strój był wskazówką. Drugą była trasa którą
jechaliśmy czyli w większości polne drogi, a trzecią temat
zielonej szkoły czyli powrót do przeszłości. Jak już wiecie z
moich poprzednich wpisów celem naszej podróży był średniowieczny
zamek więc wskazówki były jak najbardziej trafione przynajmniej w
ocenie dorosłych. Nie spodziewaliśmy się, że ktokolwiek rozwiąże
tą zagadkę ale jak zwykle nie docenialiśmy dzieci. Pomyliły się
tylko przy podawaniu miejsca. Obstawiły jakąś zapomnianą przez
cywilizację wioskę a nie zamek. Przez pierwszy tydzień widać
było, że dzieciom bardzo brakuje wszelkiej elektroniki. W zamian
organizowane były wycieczki. Wszystkie dzieci bardzo lubiły
zwiedzanie jaskiń, których w okolicy na szczęście było bardzo
dużo. Oczywiście nie wszystkie nadawały się do zwiedzania przez
tak dużą grupę, ale nasz gospodarz dobrze się przygotował na
nasz przyjazd. Jak już pisałam, jak na kolekcjonera zabawek
przystało, w trakcie całego pobytu oprócz całej historii rozrywki
jaką zapewniają gry i puzzle prezentowane były najnowsze produkty.
„Zootopia
gra piotruś” jest
świetnym przykładem. Połączenie kultowej gry w karty z bohaterami
mającego niedawno premierę filmu dla dzieci. W tajemnicy
dowiedzieliśmy się, że na potrzeby naszego pobytu z zamku usunięto
wszelką elektronikę. Myślę, że dzieci i tak tego nie zauważyły.
Gdy
wracaliśmy do domu nikt już nie pytał o telefon czy inne
urządzenia. Wszyscy mówili tylko o jaskiniach, zwierzętach jakie
widzieli w lasach dookoła zamku i oczywiście o grach i puzzlach.
wtorek, 7 czerwca 2016
Telefon albo wyjazd
Ostatnio w wielkim skrócie opisałam Wam wyjazd na zieloną szkołę.
Tematem przewodnim wyjazdu był „powrót do przeszłości” Jak
pisałam, nikt nie wiedział na czym ten powrót miał polegać.
Teorii było tyle ilu chętnych. Niektóre całkiem niedożeczne o
podróżach w czasie. Wszystko zaczęło się wyjaśniać już w dniu
wyjazdu. Ponieważ było tylu chętnych, trzeba było wynająć dwa
autobusy. Było z tym trochę kłopotu. W sumie było około 120 osób
więc trzeba było znaleźć inne wyjście. Napewno wielu z Was
jeździ autobusami i nie raz na dworcu widzieliście takie, które
mają podwójne koła z tyłu. Do tego autobusu wchodzi ponad 70
pasażerów, ale nie mogliśmy znaleźć firmy posiadającej dwa
takie pojazdy. Wreszcie się udało. Przed drzwiami stał człowiek w
stroju kamerdynera z dużą sakiewką na której było napisane:
Telefon albo wyjazd. Wszyscy wsiadający musieli wrzucić każde
urządzenie elektroniczne. Niektórym dzieciom nie podobało się to
za bardzo, ale wtedy pokazywany był im napis. Takim sposobem cała
elektronika została w szkolnym sejfie. Trasa była specjalnie
opracowana tak, że prawie cała podróż odbywała się nawet
polnymi drogami. Wielki szacunek dla kierowców. I tak 120
kilometrów jechaliśmy około 6 godzin. Jak pisałam, naszym celem
był zamek należący do przyjaciela naszego dyrektora. Pamiętacie
tego kolekcjonera zabawek? Na miejscu wszystkie dzieci liczyły na
odzyskanie telefonów, ale nic z tego. Podczas oprowadzania
wszystkich po zamku niektóre dzieci zauważyły ukryte za gobelinem
drzwi. Na drugi dzień tajemnica się wyjaśniła. Za drzwiami była
ogromna sala przygotowana specjalnie do prezentacji. Przez pierwszy
tydzień pokazywane były produkty, jak przystało na kolekcjonera,
od początku wieku do najnowszych między innymi firmy Trefl. Dwa
zestawy puzzli z serii „ Puzzle
Batman v Superman” cieszyły się największym zainteresowaniem.
Dlaczego dwa? Ano dlatego, że różniły się ilością elementów.
Jeden składał się z 160 a drugi z 260 elementów. Wśród
zainteresowań znalazła się też gra „Boom Boom gdzie jest Dory?”
Ale o tym następnym razem.
piątek, 3 czerwca 2016
Powrót do przeszłości
Witajcie po dłuższej przerwie, która nie była spowodowana moim
lenistwem ale okolicznościami. Już wyjaśniam. Na początku roku
szkolnego nasz kochany pan dyrektor ogłosił, że w kwietniu
zorganizowana zostanie zielona szkoła. Tym razem z niespodzianką.
Wyjazd pod hasłem „powrót do przeszłości” wydawał się czymś
ciekawym. Jeszcze dziwniej zrobiło się gdy do wiadomości podano
fakt, żeby dobrze się zastanowić przed zgłoszeniem chęci wyjazdu
bo nie będzie można się wycofać. Chodziło o przygotowanie
odpowiedniej ilości miejsc. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach
zaczęły krążyć teorie na temat wyjazdu i jak to bywa jeśli
chodzi o takie tajemnice każda z nich była co najmniej niesamowita.
Jak już wiele razy pisałam, podejście dzieci przerosło wszelkie
oczekiwania i po tygodniu było tyle zgłoszeń, że trzeba było
podzielić chętnych na dwie grupy. Był tylko jeden problem.
Opiekunowie. Nie każdy mógł sobie pozwolić na wyjazd na dwa
miesiące. Jako że jestem już na emeryturze, zgodziłam się wziąć
udział w tym przedsięwzięciu. Wszyscy z niecierpliwością
wyczekiwali końca marca. Całą podróż jedynym tematem rozmów
była ciekawość co zastaniemy na miejscu. Gdy autobusy dojechały
na miejsce okazało się, że to nie koniec podróży. Do przejścia
zostało jeszcze 5 km ale bez bagażu. On zostanie dowieziony
samochodem. Nikt nie wiedział czego się spodziewać oprócz
dyrektora rzecz jasna. Pamiętacie kolekcjonera zabawek mieszkającego
w średniowiecznym zamku? Dokładnie. Kolegę dyrektora ze studiów.
To właśnie on pomógł zorganizować to wszystko. Wszyscy już
wiedzieli, że miejscem zakwaterowania nie będzie jakiś hotel a
właśnie ten zamek. Zwiedzać można było prawie wszystkie
pomieszczenia poza jedną salą. Wyposażenie jej zdziwiło nie tylko
dzieci. Były tam zgromadzone produkty firmy Trefl. Gry planszowe,
puzzle a wśród nich najnowsze produkty. “Puzzle
Batman v Superman” od
razu znalazły swoich fanów. Ciekawą pozycją były „Bańki
mydlane Messi FootBubbles” ale tych można było używać tylko na
zewnątrz. Na szczęście dla dziewczynek mieliśmy ładną pogodę.
To był dopiero początek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)