czwartek, 26 listopada 2015

Dalej nam głupio

 Pamiętacie jak ja i córka oskarżyłyśmy Sławka o to, że przyniósł dla dzieci kradzione prezenty a on zostawił na stole paragon na nie? Do dziś nam głupio. Wprawdzie przeprosiłyśmy go ale od tamtej pory jego nastawienie do wszelkiego rodzaju kontaktu z nami trochę się zmieniło. Nawet przez telefon odnosi się wrażenie, że odbiera go bo tak wypada. Każda próba zaproszenia jest odrzucana z jakiegoś powodu. Od tamtego pechowego dnia minęło już ponad dwa miesiące. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że już brakuje powodów jakie wymyślamy gdy dzieci pytają o następną wizytę i dlaczego nie mogą do wujka nawet zadzwonić. Któregoś dnia trzeba będzie im powiedzieć. Będzie ciężko szczególnie, że prezenty bardzo im się spodobały. Gdy Agnieszka rzuciła plecakiem i przez przypadek trafiła w poklejony już zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Tak, poklejony. Pierwszy raz został zniszczony gdy najmłodsze wnuki przewróciły stół na którym stał. Wtedy Agnieszka z koleżankami posklejały go. Pytane dlaczego odpowiadały, że to był prezent. Niestety od Sławka. Tym razem nie da się już go naprawić. Poszliśmy do sklepu by kupić nowy, ale na półkach zobaczyliśmy złożony zestaw. Wyglądał strasznie. Ani jednej naklejki, ani jednego pomalowanego miejsca. Zamek Agnieszki to było prawdziwe „dzieło sztuki” Tym nieszczęsnym plecakiem zniszczyła też kilka innych rzeczy między innymi dwa zestawy puzzli z serii o księżniczce Zosi „ Jej wysokość Zosia” i „Wesoły dzień Zosi” ale żal jej było tylko zamku. Puzzle dostała od nas na urodziny. Mówiła, że to tylko puzzle i można kupić nowe a prezent od wujka przepadł i nawet nie może mu o tym powiedzieć. Któregoś dnia wróciła do domu z wielkim pudłem. Pytałam skąd go ma, ale w odpowiedzi usłyszałam, że to tajemnica i jak powie to będziemy się wściekać. Jakie było nasze zdziwienie gdy zadzwonił telefon. To był Sławek. Powiedział tylko żeby się nie martwić, że to on kupił ten zestaw jak usłyszał od Agnieszki o tym co się stało. To był jego pierwszy telefon od dwóch miesięcy.  

środa, 25 listopada 2015

Prawdziwa tragedia

 Pamiętacie pod jakim warunkiem Agnieszka pojechała na wycieczkę do Warszawy? Miała poprawić oceny i zachowanie. W piątek po powrocie ze szkoły oznajmiła, że nauczyciel przyrody na poniedziałek zapowiedział sprawdzian. Już w sobotę rano w naszym domu pojawiły się koleżanki Agnieszki. Jak zawsze miały się razem uczyć. Przypomniałam sobie jak kiedyś podczas odrabiania lekcji zauważyłam, że w plecaku oprócz książek miały grę planszową „ 5 sekund Junior” Przyznały wtedy, że często zamiast się uczyć w tajemnicy w nią grały. Postanowiłam zajrzeć do nich do pokoju aby sprawdzić czy tym razem się uczą czy grają. Zabrałam tacę z kanapkami i poszłam na górę. Wszystkie dziewczynki siedziały wokół wielkiego stołu na którym było tyle książek, że nie było gdzie położyć jedzenia. Na nauce spędziły całą sobotę i prawie całą niedzielę. Dobrze przygotowana, w poniedziałek rano Agnieszka poszła na lekcje. Po powrocie powiedziała, że wyniki będą na drugi dzień. Całe popołudnie upłynęło na układaniu puzzli. Oczywiście o odrobieniu lekcji też nie zapomniała. We wtorek czekaliśmy na powrót Agnieszki z niecierpliwością. Też chcieliśmy znać wyniki. Wreszcie przyszła. Tak wściekłej jeszcze jej nie widziałam. Nic nie powiedziała tylko poszła do pokoju. Rzuciła plecakiem w ścianę. Niestety tak pechowo, że trafiła nim w swój posklejany zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Gdy zobaczyła co się stało siadła na łóżko i zaczęła płakać. Od razu do niej poszłam. Zamek leżał na ziemi całkowicie połamany. Agnieszka opowiedziała mi o tym co się wydarzyło w szkole. W piątek nauczyciel podał wszystkie działy, z których będzie sprawdzian a jak się okazało pytania dotyczyły zupełnie innego materiału. Oczywiście prawie cała klasa dostała oceny niedostateczne. Agnieszka była jedną z nich. Zamku było trochę szkoda ale bardziej Agnieszki i całej jej klasy. Chyba więcej dzieci powiedziało o tym swoim rodzicom bo już na drugi dzień nauczyciel ogłosił, że nastąpiła pomyłka i sprawdzian zostanie powtórzony.  

wtorek, 24 listopada 2015

Cztery zamiast trzech

 Już nie raz słyszeliście jak wychwalałam nasze firmy za angażowanie się we wszelkie imprezy organizowane w naszej miejscowości. A właśnie. Umówmy się, że od teraz zamiast pisać „firmy znajdujące się w naszej miejscowości” będę po prostu pisać „nasze firmy” będzie prościej i krócej. W wycieczkę szkolną do Warszawy oczywiście też. Na zebraniu dowiedzieliśmy się, że już na miejscu czeka na dzieci jeszcze jedna niespodzianka, ale o tym później. Jak już wspominałam koszt wyjazdu wyniósł 250 złotych od osoby. Dyrektor podał całkowity koszt. Była to kwota około 1200 zł. Wyobrażacie sobie? Tyle pieniędzy na 3 dni. Po dokładniejszych wyliczeniach okazało się, że taka cena w Warszawie to wcale nie jest tak dużo biorąc pod uwagę wyżywienie, zakwaterowanie i wszelkie bilety wstępu. Wszystkie firmy pomogły w każdy możliwy sposób. Z wyliczeń wynikało, że większą część tej sumy to cena zakwaterowania. Okazało się, że hotel w którym będą mieszkać dzieci to zabytkowy dworek należący do jednego głównego właściciela firmy, która dostarczyła gry planszowe na podróż. To właśnie on sfinansował całe zakwaterowanie. Podczas podróży gry „ 5 sekund” i „ 5 sekund Junior” spełniły swoją rolę skutecznie zajmując dzieci. Nauczyciele nie mieli za dużo roboty z uspokajaniem dzieci. Tylko w razie kłótni w sprawie gry. Teraz o zapowiedzianej niespodziance. Firma produkująca zabawki ma kilka oddziałów w całej Polsce. Każdy oddział ma swojego dyrektora, ale całość należy do jednego człowieka, który tylko raz był u nas gdy rozpoczynała się budowa. Teraz miało nastąpić drugie spotkanie ale tym razem z dziećmi. Przed wyjazdem dyrektor wezwał wszystkich rodziców do siebie i zapytał czy wyrazimy zgodę na czterodniowy pobyt dzieci na wycieczce. Nikt nie wiedział czemu łącznie z dyrektorem. Powiedział tylko, że to właścicielowi dworku, na tym zależy. Wszyscy się zgodzili. Okazało się, że szefem całej firmy jest przemiły starszy pan, który bardzo lubi dzieci i już od najmłodszych lat chciał je uszczęśliwiać i dlatego teraz ma tak dużą firmę produkującą zabawki. Chyba udało mu się zrealizować marzenie.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Niezwykła książka

 Jakiś tydzień temu Agnieszka po powrocie ze szkoły oznajmiła, że książki omawianej na lekcji nie ma w bibliotece i trzeba iść do księgarni i kupić. Jak mus to mus. Wybraliśmy się do najbardziej znanych ale w żadnej z nich nie było poszukiwanej książki. Na samym końcu miałyśmy iść do antykwariatu gdzie można było kupić używane książki. Jeśli można gdzieś taką kupić to właśnie tam. Pomyliłam się. Również w tym sklepie nie było. Specjalnie użyłam słowa „sklep” gdyż oprócz książek można również kupić kwiaty. Jest to jedyna kwiaciarnia w okolicy z której można wysłać kwiaty pod wskazany adres. Już nie raz korzystałam z takiej formy. Ale wróćmy do książki. Po wycieczce po całym mieście zostało już tylko jedno miejsce gdzie na pewno będzie możliwość ją kupić. Miałam nadzieję, że nie będzie trzeba tam iść. Niestety stało się inaczej. Zapewne zapytacie, co takiego jest w tym miejscu, że nie chciałam tam iść. Otóż jest to dość duży budynek w którym oprócz księgarni jest też bardzo dobrze zaopatrzony sklep z zabawkami. Pamiętacie, jak w zeszłym roku szukałam dla Agnieszki prezentu na mikołaja? Na urodziny obiecałam jej zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” ale nie udało mi się go nigdzie znaleźć a w tym sklepie dowiedziałam się, że cokolwiek jest mi potrzebne wystarczy powiedzieć a właściciel jest w stanie sprowadzić, jak to określił wszystko. W ciągu tygodnia mogłam odebrać nie tylko tak poszukiwany zestaw, ale i zegarek – zabawkę „ VTech - Kidizoom Smart Watch” którego też próżno było szukać w innych sklepach. Teraz te wszystkie rzeczy można znaleźć nawet w najmniejszych sklepach. Jak można się domyślić po wejściu Agnieszka całkowicie zapomniała o książce i od razu skierowała się w stronę gier i zabawek. Jak już wspominałam nie tylko niezwykłe zabawki można było tam kupić ale i naszą książkę też. Oprócz niej kupiłyśmy jeszcze puzzle „ Przyjaciele z Krainy Lodu” Jak mogłam odmówić. Przecież to moja wnuczka.

piątek, 20 listopada 2015

Mały kłopot z wnuczką

 Bywają takie dni, że nic nie chce się robić. Na pewno też czasem tak macie i wiecie jak to jest. Jednak są sytuacje, które rozjaśniają nawet te najgorsze. Dla mnie takimi wydarzeniami są spotkania z moimi wnuczkami. Oczywiście całą piątkę traktuję jednakowo, ale przy najmłodszej jest zawsze najwięcej zabawy, śmiechu a czasem i kłopotów. Tak, kłopotów. We wtorek wybrałam się na zakupy do jednego z dużych sklepów. Nigdy nie zgadniecie kogo tam spotkałam. Między półkami biegała mała dziewczynka. Na początku nie poznałam jej, ale gdy tylko się do mnie odwróciła wiedziałam, że to Julia, moja najmłodsza wnuczka. Zdziwił mnie fakt, że biega tu sama, ale po chwili zobaczyłam jej mamę jak biegła za nią trochę już zdenerwowana. Z doświadczenia wiem, że małe dzieci tak mają, że im bardziej się je goni tym bardziej one uciekają mając przy tym niezłą zabawę. Dorośli czasem o tym zapominają. Zaczęłyśmy rozmawiać i wtedy zauważyłam, że Julii znowu nie ma. Tym razem szukałyśmy jej we dwie. Po godzinie chodzenia między półkami córka chciała udać się do ochrony, aby pomogła szukać. Udało mi się przekonać ją, że jeszcze trochę jej poszukamy i wtedy razem pójdziemy do ochrony. Po następnej godzinie chodzenia w kółko córka przypomniała sobie, że już kiedyś była podobna sytuacja. Wstyd się przyznać, ale wtedy „zniknęła” cała piątka. I wtedy nas olśniło. Chodziłyśmy po całym sklepie a nie byłyśmy w najbardziej oczywistym miejscu. Zgadza się. Dział z zabawkami. Często z całą rodziną odwiedzamy ten sklep i zawsze pierwsze kroki kierujemy właśnie do tej części. Jak się nie trudno domyślić tam właśnie ją znalazłyśmy. Był tylko jeden kłopot. Nasza mała Julia siedziała na podłodze a dookoła niej były pootwierane pudełka z puzzlami. Jakimś dziwnym trafem była to seria o księżniczce Zosi. „ Wesoły dzień Zosi” i „Jej wysokość Zosia „ to tylko dwa zestawy. Trzeba było zapłacić za wszystkie zniszczone przez Julię zabawki.  

czwartek, 19 listopada 2015

Obiecana wycieczka

 Wreszcie doszła do skutku obiecana przez dyrektora wycieczka do Warszawy. Już o niej wspominałam. Na początku roku szkolnego dyrektor szkoły chciał zorganizować dla czwartej, piątej i szóstej klasy trzydniową wycieczkę do Warszawy. Oprócz zwiedzania miejsc obowiązkowych dla każdego turysty czyli Zamek Królewski czy Pałac Kultury i Nauki najwięcej czasu mieli spędzić w Centrum Nauki „Kopernik” Myślę, że większość z Was słyszała o tym miejscu. Ale wróćmy do samej wycieczki. Nie odbyła się z powodu jednego zaświadczenia, które było potrzebne do wyjazdu tak dużej grupy. Niestety na nie trzeba było czekać do trzech miesięcy. Dwa tygodnie temu odbyło się zebranie, na którym dyrektor oznajmił, że wreszcie taką zgodę otrzymał i wyjazd jest już możliwy. Pamiętacie moją wnuczkę Agnieszkę? W zeszłym roku miała całkiem dobre oceny, ale teraz od samego początku jej podejście do nauki trochę się zmieniło. A właściwie całkiem. Problemy z zachowaniem, dużo gorsze oceny. Nikt nie wie dlaczego a ona sama nie chce nic powiedzieć. Jedynym sposobem na zmianę sytuacji jaki wymyślili jej rodzice było to, że nie pojedzie na wycieczkę jeśli jej zachowanie i oceny się nie poprawią. Chyba się trochę przejęła bo od tego czasu zaczęła się więcej uczyć. Możliwe, że podziałało. Agnieszka obiecała poprawę. W szkole już wcześniej wszyscy wiedzieli o zgodzie na wyjazd, więc wszystkie dzieci zaczęły się pakować jeszcze przed zebraniem. Dowiedzieliśmy się, że w Warszawie wszystko jest już zorganizowane, ale podczas podróży dzieci też powinny mieć jakieś zajęcie. W sumie to ładne kilka godzin a nikt nie wierzył w to, że dzieci będą spały. Wyjazd był zaplanowany na 3.30 rano. Nauczyciele wiedzieli co trzeba zrobić aby jakoś ten czas wykorzystać. Gry planszowe „ 5 sekund” i „ 5 sekund Junior” były świetnym pomysłem. Jak można się domyślić jedna z firm z naszej miejscowości przekazała odpowiednią sumę na ich zakup. W każde przedsięwzięcie angażują się nasze firmy. Dobrze mieć kogoś takiego. Cała wycieczka kosztowała rodziców tylko 250 złotych na osobę resztę pieniędzy przekazali właściciele firm.  

środa, 18 listopada 2015

Obowiązki ucznia

 Jak dzieci odrabiają lekcje. A właściwie powinnam zapytać czy dzieci w dzisiejszych czasach w ogóle odrabiają lekcje. Przyjmijmy na chwilę, że każdy uczeń z radością odrabia zadania domowe. Niestety jest to tylko teoria. Wszyscy dobrze wiemy jak to w dziś wygląda. Zaraz po wejściu do domu plecak ląduje w kącie a dzieci myślą tylko o tym jak wyrwać się z domu. Gdy moje dzieci chodziły do podstawówki zaraz po powrocie ze szkoły dawały wszystkie zeszyty do sprawdzenia i dopiero wtedy mogły gdzieś wyjść. Wiedziały, że zadanie domowe jest po to żeby je odrobić. Obowiązek ucznia. Nie to żeby w domu panowała jakaś żelazna dyscyplina, ale tak się nauczyły już w pierwszych klasach i tak zostało. Z drugiej strony były trochę inne czasy. Gdy jakiś uczeń nie przygotował się do lekcji albo nie potrafił się w ich czasie zachować nauczyciele nie raz przywoływali takiego człowieka do porządku nawet czasem za pomocą linijki. Piekąca dłoń na jakiś czas uspokajała niesfornego ucznia. Dobrze wiecie, że tak było. Nie obrażając nikogo, ale na pewno wielu z Was nie raz oberwało taką linijką. Kilka dni temu przyszła do nas moja wnuczka z zapytaniem czy może się u nas pouczyć i czy jej pomożemy. Miała kilka zadań do zrobienia i jakąś lekturę do przeczytania. Miała jakieś 100 stron. Okazało się, że książka powinna być już przeczytana bo zaczynali ją omawiać na lekcje a Ania dopiero zaczynała ją czytać. Mieli na to cały miesiąc. Rozłożyła zeszyty na stole i zabrała się za zadania. Pech chciał, że gdy wstawała zaczepiła krzesłem o plecak a z niego wypadły dwie gry planszowe „ 5 sekund Junior” i „ Memos - Kraina Lodu” Poprosiła żeby nic nie mówić mamie bo będzie zła. Opowiedziała mi jak to z koleżankami zamiast się razem uczyć często grała w te gry. Dlatego teraz ma takie zaległości w lekturze. Chyba nie tylko moja wnuczka robi takie rzeczy. Prawda?

poniedziałek, 16 listopada 2015

Wpadka

 Możecie się ze mną zgodzić albo nie ale w prawie każdej rodzinie jest taka osoba o której się nie mówi, której nie przedstawia się znajomym. W naszej rodzinie jest nią jeden z naszych synów Sławek. Już kiedyś o nim pisałam. Jego przeszłość zadecydowała o tym, że rodzina niechętnie o nim wspominała. Ale jak pamiętacie zerwał z dawnym życiem więc uznaliśmy, że teraz można przedstawić go dzieciom oczywiście pomijając niektóre fakty z jego życia. Wielu z Was pamięta też przyjęcie zorganizowane przez Sławka dla małej Natalii, o którym nikomu nie powiedział a za co dostał od nas wszystkich nazwijmy to delikatnie niezły ochrzan. Niestety nie do końca słuszny. Jak się później okazało powiedział o całym planie ojcu a ten miał przekazać to nam o czym, jak to miał w zwyczaju zapomniał. My zamiast wysłuchać co ma do powiedzenia od razu zaczęłyśmy na niego wrzeszczeć. Ja i moje dwie synowe. Jedynymi osobami, które stanęły w obronie Sławka były dzieci. Już nie raz były świadkami naszych kłótni i zawsze stawały po jego stronie. Raz nawet powiedziały, że jak będziemy stale krzyczeć na wujka to przestaną nas lubić. Wstyd się przyznać ale większość kobiet w naszej rodzinie to straszne panikary. Z byle powodu od razu zakładamy najgorszy scenariusz. Najgorszą wpadkę z tego powodu zaliczyłyśmy gdy Sławek przyszedł do nas po raz pierwszy i jako prezenty powitalne przyniósł dzieciom zegarki – zabawki „ VTech - Kidizoom Smart Watch” i zestawy „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Znając jego przeszłość od razu założyłyśmy, że muszą to być bardzo drogie rzeczy i na pewno są kradzione. Zrobiłyśmy mu straszną awanturę. On nic nie powiedział tylko zostawił na stole paragon z te wszystkie rzeczy i wyszedł. Cena na paragonie była prawie dziesięciokrotnie niższa niż założyłyśmy. Dzieci później pytały dlaczego wujek już poszedł. Było nam trochę wstyd i na drugi dzień zaprosiłam go do nas. Na szczęście nie obraził się. Jestem przyzwyczajony. Tak powiedział.   

piątek, 13 listopada 2015

Reprymenda

 Jakiś czas temu pisałam o uroczystości jaką zorganizowaliśmy dla wszystkich solenizantów w naszej rodzinie. Tym co nie czytali wyjaśnię. W październiku większa część rodziny ma swoje święto. Urodziny, imieniny albo jakąś rocznicę, więc gdyby każdy organizował przyjęcie dla siebie trzeba by chodzić z jednego na drugie. Postanowiliśmy zorganizować jedno duże dla wszystkich w jeden dzień. Tyle wyjaśnienia. Sławka też pewnie pamiętacie. Tak, to ulubiony wujek wszystkich naszych wnuków do dziś nikt nie wie dlaczego. Całe zamieszanie powstało właśnie z jego powodu a właściwie z powodu tego co zrobił. Poprosiliśmy go, aby podczas naszego przyjęcia zaopiekował się dziećmi na co bardzo chętnie się zgodził, ale pod warunkiem, że to on wybierze miejsce gdzie dzieci będą w czasie przyjęcia. Już samo to było co najmniej dziwne. Podczas planowania nie uwzględniliśmy najmłodszej solenizantki, wnuczki Natalii. W prawdzie ma dopiero 5 lat ale jej urodziny też wypadają pod koniec października. Jednak Sławek o tym pomyślał a właściwie tylko o tym. Okazało się, że w tajemnicy przed wszystkimi z okazji urodzin Natalii zabrał wszystkie dzieci na organizowaną w hali widowiskowo - sportowej prezentację gier planszowych i puzzli. Ponieważ była to seria o krainie lodu, a wiedział jak dzieci lubią tych bohaterów to taki prezent wydawał mu się odpowiedni. Nie mylił się. Gry planszowe „Memos - Kraina Lodu” i puzzle „Przyjaciele z Krainy Lodu” były lepszym prezentem niż jakiekolwiek przyjęcie. Jedyny kłopot polegał na tym, że nikomu o tym nie powiedział. Potem tłumaczył się, że nie było okazji a z drugiej strony chyba byli zadowoleni z nieobecności dzieci. Miał trochę racji, ale powiedzieć i tak powinien bo przecież nawet on, a właściwie szczególnie on wiedział jakie panikary mamy w rodzinie. Ale o tym innym razem. Całej awanturze przyglądały się nasze wnuki, choć nie powinno ich być w domu. Od razu stanęły w obronie swojego ulubionego wujka. Trzeba było dać sobie spokój bo z piątką dzieci nie ma się co kłócić. I tak się nie wygra.

czwartek, 12 listopada 2015

Konkurs

 Od kilku dni pada deszcz. Wszyscy wiecie jak wtedy wygląda świat. Właśnie, smutno i ponuro. Jeśli my to zauważamy pomyślcie jak odczuwają to dzieci. Dobrym przykładem są tu moje wnuki. W takie dni chodzą po domu przygnębione, nic je nie cieszy i nie mogą sobie znaleźć miejsca. Musimy się bardzo postarać aby je jakoś rozweselić. Czasem się udaje a czasem nie. Tym razem dobrym pomysłem było wykorzystanie gier planszowych „5 sekund” i „5 sekund Junior” Jak zapewne niektórzy z Was pamiętają Agnieszka wraz z kilkoma koleżankami grała w te gry w ramach treningu po całkowitej porażce z męską drużyną z tej samej klasy. Turniej odbył się w zeszłym roku w dniu dziecka. Do końca roku szkolnego chłopcy śmiali się z nich więc postanowiły trenować żeby nie dać się już pokonać. Po pewnym czasie na większość pytań odpowiadały szybko i poprawnie w tytułowe 5 sekund więc grały coraz rzadziej. Pytane dlaczego odpowiadały, że to żadne wyzwanie dopowiadać na te same pytania. I tu sprawdził się nasz pomysł. Ogłosiliśmy mały konkurs, którego celem było wymyślenie i napisanie jak najwięcej pytań do tych gier. Nagrodą dla zwycięzcy miało być wyjście do kina na zbliżającą się premierę jednego filmu, którego tytułu podać nie mogę bo była by to reklama. Oczywiście od początku cała piątka miała już dawno obiecane bilety na ten film jako nagrodę za dobre wyniki w nauce, ale na nasze szczęście nie zwróciły na to uwagi. Prognoza pogody dla naszego regionu przewidywała opady przez najbliższe trzy dni, więc tyle miał trwać konkurs. Zaraz po powrocie ze szkoły wszystkie dzieci również koleżanki Agnieszki zabierały się do pisania. Swoją drogą ciekawe skąd się dowiedziały. Ale skoro ich rodzice pokryją ceny biletów to czemu nie. W sumie było dziesięciu uczestników więc nowych pytań trochę się nazbierało. Nie liczyliśmy, ale było ich prawie tyle samo co w grze. O wyjściu do kina przypomniały sobie dopiero po ogłoszeniu, że w konkursie był remis.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Opieka nad dziećmi

 Październik to w naszej rodzinie bardzo ciekawy miesiąc. Jak pamiętacie nasza rodzina liczy „kilka osób” i tak się złożyło, że właśnie w tym miesiącu aż 14 osób obchodzi swoje święto. Jak nie imieniny to urodziny albo jakaś inna rocznica. I niestety na każdej trzeba być. W tym roku cała rodzina po burzliwych rozmowach doszła do wniosku, że ponieważ prawie wszystkie uroczystości wypadają blisko siebie można zorganizować jedną dużą imprezę. Pierwsza z okazji przypadała już 5 października a ostatnia 22 więc wszyscy się zgodzili aby przyjęcie zorganizować 11 w sobotę. Nie wszystkim pasował plan imprezy bo od razu zostało zapowiedziane, że nie będzie żadnego alkoholu. Przy całym tym planowaniu nikt nie pomyślał, że oprócz dorosłych na przyjęciu będą też dzieci. Trzeba było dla nich coś wymyślić. Ale co można zaplanować dla piątki dzieci w wieku od 3 do 12 lat. Nikt nie miał pomysłu. Wszyscy wiedzieli tylko, że trzeba im znaleźć zajęcie na te kilka godzin. Było tylko jedno wyjście. Powiedzieliśmy im, że będą miały osobne przyjęcie pod warunkiem, że będą bardzo grzeczne i będą miały kogoś dorosłego do opieki. Problem w tym, że nie znalazł się żaden ochotnik do tego zadania. Dzieci chwilę stały a potem każde z nich zaczęło wołać: Wujek Sławek, wujek Sławek. Wtedy wszyscy zauważyliśmy, że nie ma go między nami. Zadzwoniliśmy do niego z propozycją opieki nad dziećmi w czasie zorganizowanego dla nich przyjęcia a on z radością się zgodził pod warunkiem, że to on wybierze miejsce tego przyjęcia. To było dziwne nawet jak na niego. Zawsze miał „ciekawe” pomysły. Nie skojarzyliśmy ale jego chrześnica miała urodziny właśnie w tym dniu i w tajemnicy przed wszystkimi zorganizował dla wszystkich dzieci wycieczkę do centrum gier planszowych gdzie miała odbyć się prezentacja serii o krainie lodu gry planszowej „ Memos - Kraina Lodu” i puzzli „Przyjaciele z Krainy Lodu” Dzieci na pewno bardziej cieszyły się z takiego obrotu sprawy.  

piątek, 6 listopada 2015

Przyjęcie niespodzianka

 Witajcie po dłuższej przerwie. O urodzinach pisałam już kilka razy ale że każde przyjęcie potrafi czymś zaskoczyć postanowiłam opowiedzieć Wam o moich urodzinach. Jak wiadomo kobiet o wiek się nie pyta więc napiszę tak: kilka tygodni temu skończyłam ileś tam lat. Ponieważ jak co roku z tej okazji cała rodzina spotykała się u nas zaplanowałam małe przyjęcie. Ciasto, filiżanka kawy słowem nic specjalnego a dla dzieci gry planszowe „ 5 sekund” i „ 5 sekund Junior” żeby miały zajęcie i nie przeszkadzały. W tym roku na dwa dni przed urodzinami przyjechał do nas mój syn i oznajmił, że jestem pilnie potrzebna w domu naszych rodziców w jakiejś bardzo ważnej sprawie, ale tak się fatalnie złożyło, że dokładnie w dniu urodzin. Na początku miałam dzwonić do wszystkich znajomych z przeprosinami i zaproszeniem na inny dzień ale syn powiedział, że to nie potrwa długo i na pewno zdążę wrócić na czas. Ponieważ miałam obiecane, że spotkanie z przyjaciółmi jednak się odbędzie zabrałam się za pieczenie ciast. Jak zawsze przed podaniem na stół trzeba było sprawdzić czy nadają się do jedzenia więc jak zwykle pierwszy kawałek przypadał mnie. Nie jestem jakimś cukiernikiem ale wyszły znakomicie. Już wiele osób chciało abym podzieliła się przepisami, ale jest to „tajemnica rodzinna przekazywana z matki na córkę” i nikt nie ma prawa ich poznać. Cały czas zastanawiałam się co może być tak ważnego i to w takim dniu. Podczas jazdy próbowałam się dowiedzieć co to za ważna sprawa ale Marek powiedział, że on nic nie wie i ma mnie tylko przywieść. Po przyjeździe do domu rodziców zauważyłam, że okna są zasłonięte. Po wejściu do środka nagle zapaliły się światła a w pokoju czekali wszyscy znajomi i cała rodzina. Gdy nas zobaczyli wszyscy zaczęli krzyczeć „NIESPODZIANKA” Prawie dostałam ataku serca. Cała rodzina postanowiła zorganizować dla mnie takie przyjęcie. Na ogół nie lubię niespodzianek, ale ta jakoś wyjątkowo mi się spodobała.