Pamiętacie jak ja i córka oskarżyłyśmy Sławka o to, że
przyniósł dla dzieci kradzione prezenty a on zostawił na stole
paragon na nie? Do dziś nam głupio. Wprawdzie przeprosiłyśmy go
ale od tamtej pory jego nastawienie do wszelkiego rodzaju kontaktu z
nami trochę się zmieniło. Nawet przez telefon odnosi się
wrażenie, że odbiera go bo tak wypada. Każda próba zaproszenia
jest odrzucana z jakiegoś powodu. Od tamtego pechowego dnia minęło
już ponad dwa miesiące. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że już
brakuje powodów jakie wymyślamy gdy dzieci pytają o następną
wizytę i dlaczego nie mogą do wujka nawet zadzwonić. Któregoś
dnia trzeba będzie im powiedzieć. Będzie ciężko szczególnie, że
prezenty bardzo im się spodobały. Gdy Agnieszka rzuciła plecakiem
i przez przypadek trafiła w poklejony już zestaw „Craft Castle -
Królewski Zamek Anny i Elsy” Tak, poklejony. Pierwszy raz został
zniszczony gdy najmłodsze wnuki przewróciły stół na którym
stał. Wtedy Agnieszka z koleżankami posklejały go. Pytane dlaczego
odpowiadały, że to był prezent. Niestety od Sławka. Tym razem nie
da się już go naprawić. Poszliśmy do sklepu by kupić nowy, ale
na półkach zobaczyliśmy złożony zestaw. Wyglądał strasznie.
Ani jednej naklejki, ani jednego pomalowanego miejsca. Zamek
Agnieszki to było prawdziwe „dzieło sztuki” Tym nieszczęsnym
plecakiem zniszczyła też kilka innych rzeczy między innymi dwa
zestawy puzzli z serii o księżniczce Zosi „ Jej wysokość Zosia”
i „Wesoły dzień Zosi” ale żal jej było tylko zamku. Puzzle
dostała od nas na urodziny. Mówiła, że to tylko puzzle i można
kupić nowe a prezent od wujka przepadł i nawet nie może mu o tym
powiedzieć. Któregoś dnia wróciła do domu z wielkim pudłem.
Pytałam skąd go ma, ale w odpowiedzi usłyszałam, że to tajemnica
i jak powie to będziemy się wściekać. Jakie było nasze
zdziwienie gdy zadzwonił telefon. To był Sławek. Powiedział tylko
żeby się nie martwić, że to on kupił ten zestaw jak usłyszał
od Agnieszki o tym co się stało. To był jego pierwszy telefon od
dwóch miesięcy.
czwartek, 26 listopada 2015
środa, 25 listopada 2015
Prawdziwa tragedia
Pamiętacie pod jakim warunkiem Agnieszka pojechała na wycieczkę do
Warszawy? Miała poprawić oceny i zachowanie. W piątek po powrocie
ze szkoły oznajmiła, że nauczyciel przyrody na poniedziałek
zapowiedział sprawdzian. Już w sobotę rano w naszym domu pojawiły
się koleżanki Agnieszki. Jak zawsze miały się razem uczyć.
Przypomniałam sobie jak kiedyś podczas odrabiania lekcji
zauważyłam, że w plecaku oprócz książek miały grę planszową
„ 5 sekund Junior” Przyznały wtedy, że często zamiast się
uczyć w tajemnicy w nią grały. Postanowiłam zajrzeć do nich do
pokoju aby sprawdzić czy tym razem się uczą czy grają. Zabrałam
tacę z kanapkami i poszłam na górę. Wszystkie dziewczynki
siedziały wokół wielkiego stołu na którym było tyle książek,
że nie było gdzie położyć jedzenia. Na nauce spędziły całą
sobotę i prawie całą niedzielę. Dobrze przygotowana, w
poniedziałek rano Agnieszka poszła na lekcje. Po powrocie
powiedziała, że wyniki będą na drugi dzień. Całe popołudnie
upłynęło na układaniu puzzli. Oczywiście o odrobieniu lekcji też
nie zapomniała. We wtorek czekaliśmy na powrót Agnieszki z
niecierpliwością. Też chcieliśmy znać wyniki. Wreszcie przyszła.
Tak wściekłej jeszcze jej nie widziałam. Nic nie powiedziała
tylko poszła do pokoju. Rzuciła plecakiem w ścianę. Niestety tak
pechowo, że trafiła nim w swój posklejany zestaw „Craft Castle -
Królewski Zamek Anny i Elsy” Gdy zobaczyła co się stało siadła
na łóżko i zaczęła płakać. Od razu do niej poszłam. Zamek
leżał na ziemi całkowicie połamany. Agnieszka opowiedziała mi o
tym co się wydarzyło w szkole. W piątek nauczyciel podał
wszystkie działy, z których będzie sprawdzian a jak się okazało
pytania dotyczyły zupełnie innego materiału. Oczywiście prawie
cała klasa dostała oceny niedostateczne. Agnieszka była jedną z
nich. Zamku było trochę szkoda ale bardziej Agnieszki i całej jej
klasy. Chyba więcej dzieci powiedziało o tym swoim rodzicom bo już
na drugi dzień nauczyciel ogłosił, że nastąpiła pomyłka i
sprawdzian zostanie powtórzony.
wtorek, 24 listopada 2015
Cztery zamiast trzech
Już nie raz słyszeliście jak wychwalałam nasze firmy za
angażowanie się we wszelkie imprezy organizowane w naszej
miejscowości. A właśnie. Umówmy się, że od teraz zamiast pisać
„firmy znajdujące się w naszej miejscowości” będę po prostu
pisać „nasze firmy” będzie prościej i krócej. W wycieczkę
szkolną do Warszawy oczywiście też. Na zebraniu dowiedzieliśmy
się, że już na miejscu czeka na dzieci jeszcze jedna
niespodzianka, ale o tym później. Jak już wspominałam koszt
wyjazdu wyniósł 250 złotych od osoby. Dyrektor podał całkowity
koszt. Była to kwota około 1200 zł. Wyobrażacie sobie? Tyle
pieniędzy na 3 dni. Po dokładniejszych wyliczeniach okazało się,
że taka cena w Warszawie to wcale nie jest tak dużo biorąc pod
uwagę wyżywienie, zakwaterowanie i wszelkie bilety wstępu.
Wszystkie firmy pomogły w każdy możliwy sposób. Z wyliczeń
wynikało, że większą część tej sumy to cena zakwaterowania.
Okazało się, że hotel w którym będą mieszkać dzieci to
zabytkowy dworek należący do jednego głównego właściciela
firmy, która dostarczyła gry planszowe na podróż. To właśnie on
sfinansował całe zakwaterowanie. Podczas podróży gry „ 5
sekund” i „ 5 sekund Junior” spełniły swoją rolę skutecznie
zajmując dzieci. Nauczyciele nie mieli za dużo roboty z
uspokajaniem dzieci. Tylko w razie kłótni w sprawie gry. Teraz o
zapowiedzianej niespodziance. Firma produkująca zabawki ma kilka
oddziałów w całej Polsce. Każdy oddział ma swojego dyrektora,
ale całość należy do jednego człowieka, który tylko raz był u
nas gdy rozpoczynała się budowa. Teraz miało nastąpić drugie
spotkanie ale tym razem z dziećmi. Przed wyjazdem dyrektor wezwał
wszystkich rodziców do siebie i zapytał czy wyrazimy zgodę na
czterodniowy pobyt dzieci na wycieczce. Nikt nie wiedział czemu
łącznie z dyrektorem. Powiedział tylko, że to właścicielowi
dworku, na tym zależy. Wszyscy się zgodzili. Okazało się, że
szefem całej firmy jest przemiły starszy pan, który bardzo lubi
dzieci i już od najmłodszych lat chciał je uszczęśliwiać i
dlatego teraz ma tak dużą firmę produkującą zabawki. Chyba udało
mu się zrealizować marzenie.
poniedziałek, 23 listopada 2015
Niezwykła książka
Jakiś tydzień temu Agnieszka po powrocie ze szkoły oznajmiła, że
książki omawianej na lekcji nie ma w bibliotece i trzeba iść do
księgarni i kupić. Jak mus to mus. Wybraliśmy się do najbardziej
znanych ale w żadnej z nich nie było poszukiwanej książki. Na
samym końcu miałyśmy iść do antykwariatu gdzie można było
kupić używane książki. Jeśli można gdzieś taką kupić to
właśnie tam. Pomyliłam się. Również w tym sklepie nie było.
Specjalnie użyłam słowa „sklep” gdyż oprócz książek można
również kupić kwiaty. Jest to jedyna kwiaciarnia w okolicy z
której można wysłać kwiaty pod wskazany adres. Już nie raz
korzystałam z takiej formy. Ale wróćmy do książki. Po wycieczce
po całym mieście zostało już tylko jedno miejsce gdzie na pewno
będzie możliwość ją kupić. Miałam nadzieję, że nie będzie
trzeba tam iść. Niestety stało się inaczej. Zapewne zapytacie, co
takiego jest w tym miejscu, że nie chciałam tam iść. Otóż jest
to dość duży budynek w którym oprócz księgarni jest też bardzo
dobrze zaopatrzony sklep z zabawkami. Pamiętacie, jak w zeszłym
roku szukałam dla Agnieszki prezentu na mikołaja? Na urodziny
obiecałam jej zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i
Elsy” ale nie udało mi się go nigdzie znaleźć a w tym sklepie
dowiedziałam się, że cokolwiek jest mi potrzebne wystarczy
powiedzieć a właściciel jest w stanie sprowadzić, jak to określił
wszystko. W ciągu tygodnia mogłam odebrać nie tylko tak
poszukiwany zestaw, ale i zegarek – zabawkę „ VTech - Kidizoom
Smart Watch” którego też próżno było szukać w innych
sklepach. Teraz te wszystkie rzeczy można znaleźć nawet w
najmniejszych sklepach. Jak można się domyślić po wejściu
Agnieszka całkowicie zapomniała o książce i od razu skierowała
się w stronę gier i zabawek. Jak już wspominałam nie tylko
niezwykłe zabawki można było tam kupić ale i naszą książkę
też. Oprócz niej kupiłyśmy jeszcze puzzle „ Przyjaciele z
Krainy Lodu” Jak mogłam odmówić. Przecież to moja wnuczka.
piątek, 20 listopada 2015
Mały kłopot z wnuczką
Bywają takie dni, że nic nie chce się robić. Na pewno też czasem
tak macie i wiecie jak to jest. Jednak są sytuacje, które
rozjaśniają nawet te najgorsze. Dla mnie takimi wydarzeniami są
spotkania z moimi wnuczkami. Oczywiście całą piątkę traktuję
jednakowo, ale przy najmłodszej jest zawsze najwięcej zabawy,
śmiechu a czasem i kłopotów. Tak, kłopotów. We wtorek wybrałam
się na zakupy do jednego z dużych sklepów. Nigdy nie zgadniecie
kogo tam spotkałam. Między półkami biegała mała dziewczynka. Na
początku nie poznałam jej, ale gdy tylko się do mnie odwróciła
wiedziałam, że to Julia, moja najmłodsza wnuczka. Zdziwił mnie
fakt, że biega tu sama, ale po chwili zobaczyłam jej mamę jak
biegła za nią trochę już zdenerwowana. Z doświadczenia wiem, że
małe dzieci tak mają, że im bardziej się je goni tym bardziej one
uciekają mając przy tym niezłą zabawę. Dorośli czasem o tym
zapominają. Zaczęłyśmy rozmawiać i wtedy zauważyłam, że Julii
znowu nie ma. Tym razem szukałyśmy jej we dwie. Po godzinie
chodzenia między półkami córka chciała udać się do ochrony,
aby pomogła szukać. Udało mi się przekonać ją, że jeszcze
trochę jej poszukamy i wtedy razem pójdziemy do ochrony. Po
następnej godzinie chodzenia w kółko córka przypomniała sobie,
że już kiedyś była podobna sytuacja. Wstyd się przyznać, ale
wtedy „zniknęła” cała piątka. I wtedy nas olśniło.
Chodziłyśmy po całym sklepie a nie byłyśmy w najbardziej
oczywistym miejscu. Zgadza się. Dział z zabawkami. Często z całą
rodziną odwiedzamy ten sklep i zawsze pierwsze kroki kierujemy
właśnie do tej części. Jak się nie trudno domyślić tam właśnie
ją znalazłyśmy. Był tylko jeden kłopot. Nasza mała Julia
siedziała na podłodze a dookoła niej były pootwierane pudełka z
puzzlami. Jakimś dziwnym trafem była to seria o księżniczce Zosi.
„ Wesoły dzień Zosi” i „Jej wysokość Zosia „ to tylko dwa
zestawy. Trzeba było zapłacić za wszystkie zniszczone przez Julię
zabawki.
czwartek, 19 listopada 2015
Obiecana wycieczka
Wreszcie doszła do skutku obiecana przez dyrektora wycieczka do
Warszawy. Już o niej wspominałam. Na początku roku szkolnego
dyrektor szkoły chciał zorganizować dla czwartej, piątej i
szóstej klasy trzydniową wycieczkę do Warszawy. Oprócz zwiedzania
miejsc obowiązkowych dla każdego turysty czyli Zamek Królewski czy
Pałac Kultury i Nauki najwięcej czasu mieli spędzić w Centrum
Nauki „Kopernik” Myślę, że większość z Was słyszała o tym
miejscu. Ale wróćmy do samej wycieczki. Nie odbyła się z powodu
jednego zaświadczenia, które było potrzebne do wyjazdu tak dużej
grupy. Niestety na nie trzeba było czekać do trzech miesięcy. Dwa
tygodnie temu odbyło się zebranie, na którym dyrektor oznajmił,
że wreszcie taką zgodę otrzymał i wyjazd jest już możliwy.
Pamiętacie moją wnuczkę Agnieszkę? W zeszłym roku miała całkiem
dobre oceny, ale teraz od samego początku jej podejście do nauki
trochę się zmieniło. A właściwie całkiem. Problemy z
zachowaniem, dużo gorsze oceny. Nikt nie wie dlaczego a ona sama nie
chce nic powiedzieć. Jedynym sposobem na zmianę sytuacji jaki
wymyślili jej rodzice było to, że nie pojedzie na wycieczkę jeśli
jej zachowanie i oceny się nie poprawią. Chyba się trochę
przejęła bo od tego czasu zaczęła się więcej uczyć. Możliwe,
że podziałało. Agnieszka obiecała poprawę. W szkole już
wcześniej wszyscy wiedzieli o zgodzie na wyjazd, więc wszystkie
dzieci zaczęły się pakować jeszcze przed zebraniem.
Dowiedzieliśmy się, że w Warszawie wszystko jest już
zorganizowane, ale podczas podróży dzieci też powinny mieć jakieś
zajęcie. W sumie to ładne kilka godzin a nikt nie wierzył w to, że
dzieci będą spały. Wyjazd był zaplanowany na 3.30 rano.
Nauczyciele wiedzieli co trzeba zrobić aby jakoś ten czas
wykorzystać. Gry planszowe „ 5 sekund” i „ 5 sekund Junior”
były świetnym pomysłem. Jak można się domyślić jedna z firm z
naszej miejscowości przekazała odpowiednią sumę na ich zakup. W
każde przedsięwzięcie angażują się nasze firmy. Dobrze mieć
kogoś takiego. Cała wycieczka kosztowała rodziców tylko 250
złotych na osobę resztę pieniędzy przekazali właściciele firm.
środa, 18 listopada 2015
Obowiązki ucznia
Jak dzieci odrabiają lekcje. A właściwie powinnam zapytać czy
dzieci w dzisiejszych czasach w ogóle odrabiają lekcje. Przyjmijmy
na chwilę, że każdy uczeń z radością odrabia zadania domowe.
Niestety jest to tylko teoria. Wszyscy dobrze wiemy jak to w dziś
wygląda. Zaraz po wejściu do domu plecak ląduje w kącie a dzieci
myślą tylko o tym jak wyrwać się z domu. Gdy moje dzieci chodziły
do podstawówki zaraz po powrocie ze szkoły dawały wszystkie
zeszyty do sprawdzenia i dopiero wtedy mogły gdzieś wyjść.
Wiedziały, że zadanie domowe jest po to żeby je odrobić.
Obowiązek ucznia. Nie to żeby w domu panowała jakaś żelazna
dyscyplina, ale tak się nauczyły już w pierwszych klasach i tak
zostało. Z drugiej strony były trochę inne czasy. Gdy jakiś uczeń
nie przygotował się do lekcji albo nie potrafił się w ich czasie
zachować nauczyciele nie raz przywoływali takiego człowieka do
porządku nawet czasem za pomocą linijki. Piekąca dłoń na jakiś
czas uspokajała niesfornego ucznia. Dobrze wiecie, że tak było.
Nie obrażając nikogo, ale na pewno wielu z Was nie raz oberwało
taką linijką. Kilka dni temu przyszła do nas moja wnuczka z
zapytaniem czy może się u nas pouczyć i czy jej pomożemy. Miała
kilka zadań do zrobienia i jakąś lekturę do przeczytania. Miała
jakieś 100 stron. Okazało się, że książka powinna być już
przeczytana bo zaczynali ją omawiać na lekcje a Ania dopiero
zaczynała ją czytać. Mieli na to cały miesiąc. Rozłożyła
zeszyty na stole i zabrała się za zadania. Pech chciał, że gdy
wstawała zaczepiła krzesłem o plecak a z niego wypadły dwie gry
planszowe „ 5 sekund Junior” i „ Memos - Kraina Lodu”
Poprosiła żeby nic nie mówić mamie bo będzie zła. Opowiedziała
mi jak to z koleżankami zamiast się razem uczyć często grała w
te gry. Dlatego teraz ma takie zaległości w lekturze. Chyba nie
tylko moja wnuczka robi takie rzeczy. Prawda?
poniedziałek, 16 listopada 2015
Wpadka
Możecie się ze mną zgodzić albo nie ale w prawie każdej rodzinie
jest taka osoba o której się nie mówi, której nie przedstawia się
znajomym. W naszej rodzinie jest nią jeden z naszych synów Sławek.
Już kiedyś o nim pisałam. Jego przeszłość zadecydowała o tym,
że rodzina niechętnie o nim wspominała. Ale jak pamiętacie zerwał
z dawnym życiem więc uznaliśmy, że teraz można przedstawić go
dzieciom oczywiście pomijając niektóre fakty z jego życia. Wielu
z Was pamięta też przyjęcie zorganizowane przez Sławka dla małej
Natalii, o którym nikomu nie powiedział a za co dostał od nas
wszystkich nazwijmy to delikatnie niezły ochrzan. Niestety nie do
końca słuszny. Jak się później okazało powiedział o całym
planie ojcu a ten miał przekazać to nam o czym, jak to miał w
zwyczaju zapomniał. My zamiast wysłuchać co ma do powiedzenia od
razu zaczęłyśmy na niego wrzeszczeć. Ja i moje dwie synowe.
Jedynymi osobami, które stanęły w obronie Sławka były dzieci.
Już nie raz były świadkami naszych kłótni i zawsze stawały po
jego stronie. Raz nawet powiedziały, że jak będziemy stale
krzyczeć na wujka to przestaną nas lubić. Wstyd się przyznać ale
większość kobiet w naszej rodzinie to straszne panikary. Z byle
powodu od razu zakładamy najgorszy scenariusz. Najgorszą wpadkę z
tego powodu zaliczyłyśmy gdy Sławek przyszedł do nas po raz
pierwszy i jako prezenty powitalne przyniósł dzieciom zegarki –
zabawki „ VTech - Kidizoom Smart Watch” i zestawy „Craft Castle
- Królewski Zamek Anny i Elsy” Znając jego przeszłość od
razu założyłyśmy, że muszą to być bardzo drogie rzeczy i na
pewno są kradzione. Zrobiłyśmy mu straszną awanturę. On nic nie
powiedział tylko zostawił na stole paragon z te wszystkie rzeczy i
wyszedł. Cena na paragonie była prawie dziesięciokrotnie niższa
niż założyłyśmy. Dzieci później pytały dlaczego wujek już
poszedł. Było nam trochę wstyd i na drugi dzień zaprosiłam go do
nas. Na szczęście nie obraził się. Jestem przyzwyczajony. Tak
powiedział.
piątek, 13 listopada 2015
Reprymenda
Jakiś czas temu pisałam o uroczystości jaką zorganizowaliśmy dla
wszystkich solenizantów w naszej rodzinie. Tym co nie czytali
wyjaśnię. W październiku większa część rodziny ma swoje
święto. Urodziny, imieniny albo jakąś rocznicę, więc gdyby
każdy organizował przyjęcie dla siebie trzeba by chodzić z
jednego na drugie. Postanowiliśmy zorganizować jedno duże dla
wszystkich w jeden dzień. Tyle wyjaśnienia. Sławka też pewnie
pamiętacie. Tak, to ulubiony wujek wszystkich naszych wnuków do
dziś nikt nie wie dlaczego. Całe zamieszanie powstało właśnie z
jego powodu a właściwie z powodu tego co zrobił. Poprosiliśmy go,
aby podczas naszego przyjęcia zaopiekował się dziećmi na co
bardzo chętnie się zgodził, ale pod warunkiem, że to on wybierze
miejsce gdzie dzieci będą w czasie przyjęcia. Już samo to było
co najmniej dziwne. Podczas planowania nie uwzględniliśmy
najmłodszej solenizantki, wnuczki Natalii. W prawdzie ma dopiero 5
lat ale jej urodziny też wypadają pod koniec października. Jednak
Sławek o tym pomyślał a właściwie tylko o tym. Okazało się, że
w tajemnicy przed wszystkimi z okazji urodzin Natalii zabrał
wszystkie dzieci na organizowaną w hali widowiskowo - sportowej
prezentację gier planszowych i puzzli. Ponieważ była to seria o
krainie lodu, a wiedział jak dzieci lubią tych bohaterów to taki
prezent wydawał mu się odpowiedni. Nie mylił się. Gry planszowe
„Memos - Kraina Lodu” i puzzle „Przyjaciele z Krainy Lodu”
były lepszym prezentem niż jakiekolwiek przyjęcie. Jedyny kłopot
polegał na tym, że nikomu o tym nie powiedział. Potem tłumaczył
się, że nie było okazji a z drugiej strony chyba byli zadowoleni z
nieobecności dzieci. Miał trochę racji, ale powiedzieć i tak
powinien bo przecież nawet on, a właściwie szczególnie on
wiedział jakie panikary mamy w rodzinie. Ale o tym innym razem.
Całej awanturze przyglądały się nasze wnuki, choć nie powinno
ich być w domu. Od razu stanęły w obronie swojego ulubionego
wujka. Trzeba było dać sobie spokój bo z piątką dzieci nie ma
się co kłócić. I tak się nie wygra.
czwartek, 12 listopada 2015
Konkurs
Od kilku dni pada deszcz. Wszyscy wiecie jak wtedy wygląda świat.
Właśnie, smutno i ponuro. Jeśli my to zauważamy pomyślcie jak
odczuwają to dzieci. Dobrym przykładem są tu moje wnuki. W takie
dni chodzą po domu przygnębione, nic je nie cieszy i nie mogą
sobie znaleźć miejsca. Musimy się bardzo postarać aby je jakoś
rozweselić. Czasem się udaje a czasem nie. Tym razem dobrym
pomysłem było wykorzystanie gier planszowych „5 sekund” i „5
sekund Junior” Jak zapewne niektórzy z Was pamiętają Agnieszka
wraz z kilkoma koleżankami grała w te gry w ramach treningu po
całkowitej porażce z męską drużyną z tej samej klasy. Turniej
odbył się w zeszłym roku w dniu dziecka. Do końca roku szkolnego
chłopcy śmiali się z nich więc postanowiły trenować żeby nie
dać się już pokonać. Po pewnym czasie na większość pytań
odpowiadały szybko i poprawnie w tytułowe 5 sekund więc grały
coraz rzadziej. Pytane dlaczego odpowiadały, że to żadne wyzwanie
dopowiadać na te same pytania. I tu sprawdził się nasz pomysł.
Ogłosiliśmy mały konkurs, którego celem było wymyślenie i
napisanie jak najwięcej pytań do tych gier. Nagrodą dla zwycięzcy
miało być wyjście do kina na zbliżającą się premierę jednego
filmu, którego tytułu podać nie mogę bo była by to reklama.
Oczywiście od początku cała piątka miała już dawno obiecane
bilety na ten film jako nagrodę za dobre wyniki w nauce, ale na
nasze szczęście nie zwróciły na to uwagi. Prognoza pogody dla
naszego regionu przewidywała opady przez najbliższe trzy dni, więc
tyle miał trwać konkurs. Zaraz po powrocie ze szkoły wszystkie
dzieci również koleżanki Agnieszki zabierały się do pisania.
Swoją drogą ciekawe skąd się dowiedziały. Ale skoro ich rodzice
pokryją ceny biletów to czemu nie. W sumie było dziesięciu
uczestników więc nowych pytań trochę się nazbierało. Nie
liczyliśmy, ale było ich prawie tyle samo co w grze. O wyjściu do
kina przypomniały sobie dopiero po ogłoszeniu, że w konkursie był
remis.
poniedziałek, 9 listopada 2015
Opieka nad dziećmi
Październik to w naszej rodzinie bardzo ciekawy miesiąc. Jak
pamiętacie nasza rodzina liczy „kilka osób” i tak się złożyło,
że właśnie w tym miesiącu aż 14 osób obchodzi swoje święto.
Jak nie imieniny to urodziny albo jakaś inna rocznica. I niestety na
każdej trzeba być. W tym roku cała rodzina po burzliwych rozmowach
doszła do wniosku, że ponieważ prawie wszystkie uroczystości
wypadają blisko siebie można zorganizować jedną dużą imprezę.
Pierwsza z okazji przypadała już 5 października a ostatnia 22 więc
wszyscy się zgodzili aby przyjęcie zorganizować 11 w sobotę. Nie
wszystkim pasował plan imprezy bo od razu zostało zapowiedziane, że
nie będzie żadnego alkoholu. Przy całym tym planowaniu nikt nie
pomyślał, że oprócz dorosłych na przyjęciu będą też dzieci.
Trzeba było dla nich coś wymyślić. Ale co można zaplanować dla
piątki dzieci w wieku od 3 do 12 lat. Nikt nie miał pomysłu.
Wszyscy wiedzieli tylko, że trzeba im znaleźć zajęcie na te kilka
godzin. Było tylko jedno wyjście. Powiedzieliśmy im, że będą
miały osobne przyjęcie pod warunkiem, że będą bardzo grzeczne i
będą miały kogoś dorosłego do opieki. Problem w tym, że nie
znalazł się żaden ochotnik do tego zadania. Dzieci chwilę stały
a potem każde z nich zaczęło wołać: Wujek Sławek, wujek Sławek.
Wtedy wszyscy zauważyliśmy, że nie ma go między nami.
Zadzwoniliśmy do niego z propozycją opieki nad dziećmi w czasie
zorganizowanego dla nich przyjęcia a on z radością się zgodził
pod warunkiem, że to on wybierze miejsce tego przyjęcia. To było
dziwne nawet jak na niego. Zawsze miał „ciekawe” pomysły. Nie
skojarzyliśmy ale jego chrześnica miała urodziny właśnie w tym
dniu i w tajemnicy przed wszystkimi zorganizował dla wszystkich
dzieci wycieczkę do centrum gier planszowych gdzie miała odbyć się
prezentacja serii o krainie lodu gry planszowej „ Memos - Kraina
Lodu” i puzzli „Przyjaciele z Krainy Lodu” Dzieci na pewno
bardziej cieszyły się z takiego obrotu sprawy.
piątek, 6 listopada 2015
Przyjęcie niespodzianka
Witajcie po dłuższej przerwie. O urodzinach pisałam już kilka
razy ale że każde przyjęcie potrafi czymś zaskoczyć
postanowiłam opowiedzieć Wam o moich urodzinach. Jak wiadomo kobiet
o wiek się nie pyta więc napiszę tak: kilka tygodni temu
skończyłam ileś tam lat. Ponieważ jak co roku z tej okazji cała
rodzina spotykała się u nas zaplanowałam małe przyjęcie. Ciasto,
filiżanka kawy słowem nic specjalnego a dla dzieci gry planszowe „
5 sekund” i „ 5 sekund Junior” żeby miały zajęcie i nie
przeszkadzały. W tym roku na dwa dni przed urodzinami przyjechał do
nas mój syn i oznajmił, że jestem pilnie potrzebna w domu naszych
rodziców w jakiejś bardzo ważnej sprawie, ale tak się fatalnie
złożyło, że dokładnie w dniu urodzin. Na początku miałam
dzwonić do wszystkich znajomych z przeprosinami i zaproszeniem na
inny dzień ale syn powiedział, że to nie potrwa długo i na pewno
zdążę wrócić na czas. Ponieważ miałam obiecane, że spotkanie
z przyjaciółmi jednak się odbędzie zabrałam się za pieczenie
ciast. Jak zawsze przed podaniem na stół trzeba było sprawdzić
czy nadają się do jedzenia więc jak zwykle pierwszy kawałek
przypadał mnie. Nie jestem jakimś cukiernikiem ale wyszły
znakomicie. Już wiele osób chciało abym podzieliła się
przepisami, ale jest to „tajemnica rodzinna przekazywana z matki na
córkę” i nikt nie ma prawa ich poznać. Cały czas zastanawiałam
się co może być tak ważnego i to w takim dniu. Podczas jazdy
próbowałam się dowiedzieć co to za ważna sprawa ale Marek
powiedział, że on nic nie wie i ma mnie tylko przywieść. Po
przyjeździe do domu rodziców zauważyłam, że okna są zasłonięte.
Po wejściu do środka nagle zapaliły się światła a w pokoju
czekali wszyscy znajomi i cała rodzina. Gdy nas zobaczyli wszyscy
zaczęli krzyczeć „NIESPODZIANKA” Prawie dostałam ataku serca.
Cała rodzina postanowiła zorganizować dla mnie takie przyjęcie.
Na ogół nie lubię niespodzianek, ale ta jakoś wyjątkowo mi się
spodobała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)