Już nie raz chwaliłam naszego sołtysa za jego świetne pomysły
jeśli chodzi o organizację wszelkiego rodzaju imprez. Tym razem
wraz z dyrektorem szkoły zorganizowali jak to nazwali „Małą
wielką grę” Regulamin miał być podany w ciągu kilku dni. Już
następnego dnia na tablicy ogłoszeń wisiała informacja o zebraniu
w tej sprawie. Na początku trzeba wspomnieć czego dotyczył
turniej. Nazwali to „ Konkurs wiedzy o dawnej rozrywce czyli czym
się bawili nasi rodzice” Trochę długie ale temat ciekawy. Żeby
wziąć udział w konkursie trzeba było przejść eliminacje. One
też były dość ciekawe. Dotyczyły dzisiejszych gier planszowych i
puzzli. Jednak nikt nie spodziewał się pytań o najnowsze zdobycze
techniki. Przecież tak można nazwać zegarek zabawkę „VTech -
Kidizoom Smart Watch” Moje wnuczki też zgłosiły się na
eliminacje bo było o co walczyć. Za pierwsze miejsce nagrodą była
dwutygodniowa ochrona przed wezwaniem do odpowiedzi, za drugie
miejsce tydzień a za trzecie dowolnie wybrany dzień. Tydzień
później ogłoszono listę uczestników i termin rozpoczęcia
turnieju. Pierwsze pytanie też zaskoczyło wszystkich. Prowadzący
zapytał czy zna ktoś grę „Memos - Kraina Lodu” Wszyscy
zawodnicy trochę się wystraszyli bo z 22 osób znały ją tylko
dwie i tak się składa, że były to moje wnuczki. Często razem w
nią graliśmy. Prowadzący dodał, że nie ma się czym przejmować
bo to było pytanie poza konkursem. Było wiele ciekawych pytań.
Najciekawsze z nich było takie: Wyjaśnij na czym polegała gra w
ziemniaka albo w chowanego. Odpowiedzi były różne. Przy niektórych
odpowiedziach lepiej było zostawić puste miejsca. Na przykład gra
w ziemniaka polegała na obrzucaniu ziemniakami ludzi idących ulicą.
O grze w chowanego nie wspomnę bo taka odpowiedź nie przystoi
uczciwym ludziom. Albo napiszę ku przestrodze dzisiejszych dzieci.
Odpowiedź brzmiała tak: gra w chowanego polegała na tym, że
kradło się jakiś przedmiot a potem go chowało żeby właściciel
go szukał. Skąd takie pomysły nie wiem. Przecież żadna z naszych
gier nie polegała na robieniu ludziom krzywdy. Ale to wiecie
wszyscy. Prawda?
piątek, 23 października 2015
czwartek, 22 października 2015
Remont zamku
Po tym jak rodzeństwo zniszczyło ulubiony zestaw Agnieszki „Craft
Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” myślałam, że będzie zła
albo zrobi jakąś awanturę. Nic takiego się nie stało. Razem z
koleżankami, zamiast go wyrzucić, postanowiły posklejać
zniszczony zamek. Jedna z nich pobiegła do sklepu i kupiła klej i
taśmę klejącą po czym wszystkie zamknęły się w pokoju a po
kilku godzinach pokazały naprawiony zestaw. Mówiliśmy, że
przecież można kupić nowy, przecież to tylko zamek. Nie zgodziła
się. Powiedziała, że ten „tylko zamek” dostała na urodziny i
za wszelką cenę będzie go ratować a to jak on wygląda teraz to
tylko mały remont i jeszcze wiele pracy i czasu poświęci żeby
doprowadzić go do poprzedniego stanu. Nie ma co myśleć o kupieniu
nowego bo to już nie będzie ten sam. Teraz, jeszcze nie skończony,
stoi na drewnianej szafce. Tego maluchy nie przewrócą. Jeśli
chodzi o puzzle to było 5 zestawów ale Agnieszka pamiętała tylko
dwa „ Przyjaciele z Krainy Lodu” i najnowszy zestaw z nową
bohaterką. Jest nią księżniczka Zosia. Pierwsza część nosi
nazwę „ Wesoły dzień Zosi” Innych tytułów nie pamiętała
ale przypomni sobie gdy już będą ułożone. Na pewno pierwszy do
porządku zostanie doprowadzony zamek a to może trochę potrwać.
Trochę mi ulżyło, że nie będę musiała szukać zestawu z serii
o krainie lodu, który ostatnio było ciężko zdobyć. Wpadłam na
pewien pomysł. Jak wiecie całą robotę przy remoncie zamku
Agnieszka wykonuje razem z koleżankami więc jeśli tak im się ten
zestaw podoba to może na mikołaja można kupić każdej z nich taki
zestaw. Zobaczymy co powiedzą ich rodzice. Każdą wolną chwilę
dziewczynki poświęcają na klejenie, malowanie i wszelkie
ozdabianie zamku. Wcale się nie zdziwię gdy puzzle zostaną w pudle
i nie będą układane. Najważniejszy jest zamek. To jest numer
jeden na liście.
środa, 21 października 2015
Ciekawe podejście
Ostatnia przygoda z pilnowaniem wnuków okazała się katastrofą.
Gdy wyszłam odebrać telefon maluchy przewróciły duży szklany
stół na którym stał poskładany i pięknie pomalowany zestaw
„Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” a obok w rządku
oprawione w ramki wszystkie części puzzli o krainie lodu.
Oczywiście po spadnięciu na podłogę ramki się rozpadły a puzzle
wymieszały. Na szczęście w tym czasie Agnieszka była w szkole i
nie widziała całego zdarzenia. Jest trochę nerwowa jeśli chodzi o
ten zamek. Jeśli jakieś dziecko podeszło do owego stołu już się
denerwowała a co dopiero byłoby teraz. Zebrałam do jednego pudła
całe potłuczone szkło a do drugiego wszystkie puzzle z zamiarem
wyrzucenia ich do śmieci. Później ze szkoły przyszła Agnieszka.
Była bardzo wesoła przynajmniej do momentu wejścia do pokoju.
Zawsze zaraz po powrocie najpierw szła obejrzeć swój wspaniały
zamek. Patrzyła na niego jakby to była najwspanialsza rzecz na
świecie. Jednak dziś było inaczej. Agnieszka weszła, popatrzyła
i zrobiła się czerwona ze złości. Myślałam, że zacznie
krzyczeć na rodzeństwo, ale ona powiedziała żeby nic nie ruszać,
odwróciła się i wyszła z domu. Po kilku godzinach wróciła razem
z trzema koleżankami. Wszystkie były dziwnie spokojne. Pozbierały
resztki zamku, poszły do pokoju Agnieszki i zaczęły bardzo cicho o
czymś rozmawiać. Po kilku godzinach jedna z nich wybiegła z domu.
Ja zaczęłam przeglądać oferty sklepów internetowych w
poszukiwaniu zestawu „Przyjaciele z Krainy Lodu” który ostatnim
razem bardzo trudno było zdobyć. Po chwili koleżanka wróciła.
Agnieszka zawołała nasz wszystkich do pokoju. No to teraz się
zacznie. Myślałam, że zrobi straszną awanturę, ale po wejściu
zobaczyłam na stole poklejony zamek. Dziewczynki powiedziały, że
to tylko model i zawsze można go naprawić a teraz będzie jej się
podobał jeszcze bardziej a co do puzzli to trzeba będzie kupić
tylko nowe ramki a wszystkie części poskłada się jeszcze raz.
Zajmie to trochę czasu ale będzie przy tym dużo zabawy i nie
będzie ich składać sama. Ciekawe jak im pójdzie.
wtorek, 20 października 2015
Co za nieszczęście
Kiedyś wspominałam, że czasem przypada mi w udziale opiekować się
swoimi wnukami. Wspominałam też, że upilnowanie całej piątki bez
pomocy jest bardzo trudne. Niedawno przekonałam się o tym. Któregoś
dnia zadzwoniła moja córka z prośbą abym przez kilka godzin
zaopiekowała się najmłodszą dwójką ponieważ Agnieszka była w
szkole a z opiekunka tego dnia miała wolne. Na miejscu dowiedziałam
się, że córkę pilnie wzywają do biura a jej mąż wyjechał
dzień wcześniej na jakąś konferencję. Maluchy cały czas biegały
po domu. Dom jest duży więc i miejsca miały dość. Najwięcej
kłopotu sprawiało mi dogonienie ich na schodach bo nie jestem już
osobą najmłodszą. W pewnym momencie zrobiło się cicho. Trochę
się przestraszyłam, ale po wejściu do salonu na stole zobaczyłam
kartkę od córki, na której było napisane, że o godzinie 14 w
telewizji jest ulubiona bajka i dzieci same siadają przed ekranem i
trzeba tylko włączyć telewizor. Tak zrobiłam. Bajki trwały około
godziny. Potem poszliśmy do pokoju zabaw. Było to pomieszczenie
przeznaczone na wszystkie zabawki, żeby nie walały się po całym
domu. Ciekawe rozwiązanie. Pod oknem na wielkim szklanym stole stał
pomalowany przez Agnieszkę zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek
Anny i Elsy” a obok oprawione w ramki ułożone puzzle z serii o
krainie lodu. O misiach, klockach i samochodach nie wspomnę. Zamiast
bawić się grzecznie dzieci zaczęły rzucać wszystkim co wpadło
im w ręce. W pewnym momencie zadzwonił telefon. Wyszłam tylko na
chwilę i wtedy stało się. Usłyszałam brzęk tłuczonego szkła i
krzyk dzieci. Wbiegłam do pokoju a nad potłuczonym stołem stały
dzieci. Cieszyły się a jedyne co mówiły to słowo „spadło”
Największe szkody były wśród puzzli. Wszystkie ramki rozpadły
się i puzzle się wymieszały. Teraz trzeba będzie kupić wszystkie
zestawy jeszcze raz. Najwięcej kłopotu będzie ze znalezieniem
zestawu „ Przyjaciele z Krainy Lodu” Ostatnim razem szukałam go
przez prawie dwa tygodnie. Sprawdziłam wiele sklepów z zabawkami a
ten zestaw był tylko w jednym. Może tym razem też będę miała
trochę szczęścia.
poniedziałek, 19 października 2015
Fundamenty przyjaźni
Czasem jest tak, że rodzice pracują a dziećmi opiekuje się ktoś
z rodziny. W naszej rodzinie ten zaszczyt przypadł mnie. Nie żebym
się skarżyła, ale piątka wnuków może człowieka trochę
zmęczyć. Dwie najstarsze czyli Agnieszka i Ania są na tyle duże,
że nie trzeba mieć ich stale na oku. Z najmłodszymi jest gorzej.
Wszystko chcą ruszać, otwierać i przewracać jak nie da się
podnieść. Gdyby nie pomoc męża byłoby ciężko ich upilnować.
Ania uczy się w piątej klasie szkoły podstawowej. Ostatnio
zauważyłam, że wraca ze szkoły jakaś smutna. Zawsze bardzo
wesoła i uśmiechnięta dziewczynka teraz nie miała ochoty na nic.
Pytana o powód takiego humoru zawsze odpowiadała to samo: W sumie
to nic. Niestety na dokładkę tydzień temu zachorowała i lekarz
dał jej zwolnienie na pięć dni. Wtedy dowiedziałam się o co
chodziło. Cała klasa była jak jedna wielka rodzina ale jak w
każdej jednych się lubi bardziej a innych mniej. Tu jest tak samo.
Ania i trzy koleżanki stanowiły taką grupkę. Wszędzie chodziły
razem. Zdarzało się, że nawet uczyły się razem. Jednak ostatnio
się pokłóciły. Chodziło o jakąś drobnostkę, przynajmniej dla
nas dorosłych, ale każda z nich śmiertelnie obraziła się na
resztę. Wyglądało to na koniec przyjaźni. A do tego jeszcze ta
choroba. Różnymi sposobami próbowaliśmy pocieszyć Anię ale
żaden nie działał. Kupiliśmy jej puzzle z jej ulubionej serii o
krainie lodu „ Przyjaciele z Krainy Lodu” to też nic nie dało.
Któregoś dnia zadzwonił telefon. Powiecie, a co w tym dziwnego.
Przecież telefon dzwoni dziesiątki a może i setki razy dziennie.
Ten był inny. Ani od razu poprawił się humor a na jej twarzy
pojawił się dawno nie widziany uśmiech. Po południu wszystkie
obrażone koleżanki przyszły z wizytą a na przeprosiny przyniosły
zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Każda
koleżanka przepraszała wszystkie pozostałe, więc zajęło to
trochę czasu. Później obiecały sobie, że już żadna rzecz nie
narazi ich przyjaźni i zabrały się za składanie zestawu.
Oczywiście znowu razem.
piątek, 16 października 2015
Czym jest rozrywka
Na początku roku szkolnego dyrektor zorganizował wyjście do kina
dla całej szkoły. Na ekrany kin wchodził najnowszy film bardzo
znanego reżysera. Film, który przez wszystkich krytyków w mediach
i prasie okrzyknięty został najlepszym dziełem w całej twórczości
reżysera. Byli przekonani, że to dzieło na pewno zdobędzie
Oskara. Okazało się, że dyrektor gimnazjum miał ten sam pomysł.
Dwa dni po wizycie w kinie nauczyciele we wszystkich klasach
poprosili o napisanie krótkiej recenzji. Prawie wszystkie pokrywały
się z tym co mówili krytycy. Jednak nie wszystkie i nie byłoby w
tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że wszystkie nieprzychylne recenzje
napisali uczniowie tej samej klasy. Pisali tak: jedynym plusem było
to, że nie było lekcji. Na najbliższej wywiadówce poruszono ten
temat. Jedno z rodziców wyjaśniło sprawę. Po prostu dzieci mają
inną definicję rozrywki. W domu kultury organizowane są spotkania
dla dzieci i młodzieży na których można pograć w gry planszowe,
poukładać puzzle albo poczytać książki. Zawsze jest pełna sala.
Bardzo dużą popularnością cieszą się puzzle z serii o krainie
lodu „ Przyjaciele z Krainy Lodu” a gra „ 5 sekund Junior” ma
swoich stałych graczy. W ramach eksperymentu zaproszono równoległą
klasę na to spotkanie i poproszono ich o opisanie swoich wrażeń z
tego spotkania w celu porównania. Okazało się, że dobra zabawa
dla naszych graczy to nie tylko gapienie się w ekran ale może być
sposobem na ćwiczenie koncentracji, pamięci albo zagłębienie się
w przygody ulubionego bohatera a żaden film nie może równać się
z dobrze napisaną książką. Recenzje naszych gości były
dokładnie odwrotne. Pisali, że to nie dla nich, że są na to za
poważni albo że to dla dzieci. Nie widzieli w takich spotkaniach
ani jednego plusa. Niepotrzebna strata czasu. Lepiej obejrzeć jakiś
film lub zagrać w grę komputerową. Które podejście jest lepsze.
To już musicie ocenić sami. My jesteśmy dumni z naszych dzieci.
czwartek, 15 października 2015
Czarna owca
Witajcie. Nikt z nas nie ma pojęcia dlaczego dzieci tak bardzo
polubiły swojego wujka Sławka. To ten, który nie dawno wyszedł z
zakładu karnego. Żadna z naszych pociech do tej pory nawet nie
wiedziała o jego istnieniu. Zapytacie, dlaczego nikt im nic nie
powiedział. Jak w wielu rodzinach tak i w naszej trafiła się
„czarna owca” Człowiek, którego nie przedstawia się znajomym
ani o nim nie rozmawia. Nawet w domu. W naszym był nim właśnie
Sławek. Jednak była osoba, która nie podporządkowała się i
przez cały czas utrzymywała z nim kontakt. Dziś opowiem Wam
trochę, może ktoś z Was pomoże nam zrozumieć co niektórzy
ludzie w sobie mają, że dzieci ich tak lubią. Już od najmłodszych
lat był utrapieniem dla swoich rodziców i nie tylko dla nich.
Skarżył się na niego prawie każdy we wsi. Jako nastolatek zaczął
obracać się w podejrzanym towarzystwie. Po kilku latach takiego
życia do ich grupy dołączył dużo młodszy chłopak wraz ze swoją
dziewczyną. I oni też bardzo polubili Sławka. Kradzieże,
narkotyki to było ich życie codzienne. Ta grupa była jedyną
rodziną jaką mieli. Pojawienie się tej dwójki zmieniło podejście
Sławka do tej sytuacji i od tej pory każde jego działanie miało
na celu wyciągnięcie owej dwójki z dotychczasowego życia. W końcu
udało mu się to. Niestety jeden głupi błąd po jakiejś imprezie
na wiele lat rozdzielił przyjaciół. Sławek dostał wyrok ale
młodzi już jako małżeństwo osiedlili się w górach i od tamtej
pory prowadzą pensjonat. Właśnie tam będziemy mieli okazję
spędzić święta. Jak pamiętacie zaprosiliśmy nowego członka
rodziny i po wyjściu na wolność Sławek pojawił się u nas w
domu. Był to jeden z najbardziej nerwowych dni w życiu dzieci,
które od razu przyjęły go do rodziny nie pytając o jego
przeszłość. A prezent powitalny w postaci zestawów „ Craft
Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” a dla chłopców zegarki „
VTech - Kidizoom Smart Watch” dostały dopiero po wyjściu Sławka
więc to nie miało chyba wpływu na nastawienie dzieci do niego. W
takim razie co to było?
środa, 14 października 2015
Niesamowita okazja
Wspominałam ostatnio o wizycie Sławka, młodszego brata mojego
męża. Przez telefon brzmiał bardzo tajemniczo, ale wszystko się
wyjaśniło gdy do nas przyszedł. No prawie wszystko. Nie wiedzieć
czemu nasze wnuki od pierwszego spotkania bardzo polubiły nowego
wujka. Specjalnie użyłam słowa „nowego” gdyż nawet najstarsza
wnuczka Agnieszka niedawno dowiedziała się o jego istnieniu.
Powodem tego był fakt przebywania Sławka w zakładzie karnym. Żeby
dzieci nie przeszkadzały w rozmowie kupiliśmy 5 zestawów puzzli
żeby je czymś zająć a z wujkiem mogły spotkać się dopiero po
ułożeniu wszystkich. Niestety nie doceniliśmy ich. 3 zestawy
ułożyły od razu. Trochę więcej kłopotu miały z zestawami „
Barbie i jej super przyjaciele” i „Avengers - Puzzle Magic Decor”
Jednak możliwość spotkania ze Sławkiem była niezłą motywacją
i ułożenie wszystkich zestawów zajęło im prawie dwie godziny. Na
tym skończyły się nasze rozmowy. Dowiedzieliśmy się tylko, że
chodzi o wyjazd na święta w góry do jakiegoś pensjonatu.
Doszliśmy do wniosku, że jedynym rozwiązaniem będzie spotkanie
gdy wszystkie dzieci będą w szkole i przedszkolu. Dwa dni później
nadarzyła się okazja. Ale od początku. Jeszcze przed wyrokiem
Sławek obracał się w co najmniej podejrzanym towarzystwie. Jeden
głupi błąd i na wiele lat wylądował w zakładzie karnym. Jednak
miało to też dobrą stronę. Po tym wydarzeniu jego najlepszemu
przyjacielowi udało się zerwać z dawnym życiem i razem z rodziną
osiedlił się w górach gdzie prowadzą dość duży pensjonat. Tak
niefortunnie się złożyło, że przed świętami wszyscy muszą
wyjechać w jakiejś sprawie rodzinnej. Jako że prawie wszystkie
pokoje zostały już zarezerwowane ów przyjaciel poprosił Sławka
aby pod jego nieobecność poprowadził pensjonat. Do tej pracy
oprócz stałego personelu potrzeba czterech osób, więc miał z
kogo wybierać. W podziękowaniu za taką przysługę cała nasza
rodzina będzie mogła na koszt właściciela spędzić święta i
Nowy Rok w pensjonacie. Jednak trzeba się zdecydować szybko żeby w
razie odmowy był czas na znalezienie kogoś innego. Ale jak tu nie
wykorzystać takiej okazji.
poniedziałek, 12 października 2015
Ważna sprawa
Jakiś czas temu zapowiedział się z drugą wizytą dawno nie
widziany członek naszej rodziny. Chodzi tu o brata mojego męża.
Jak zapewne pamiętacie przebywał on w nazwijmy to zamknięciu a po
opuszczeniu owego miejsca postanowił nas odwiedzić a właściwie to
my go zaprosiliśmy. Ponieważ nasze wnuki jeszcze wtedy go nie znały
to z jednej strony nie mogły się doczekać aby go poznać a z
drugiej strony były bardzo zdenerwowane. Jednak wszystko poszło
dobrze i nie wiedzieć czemu dzieci od razu go polubiły. Mówiły,
że to najfajniejszy wujek ze wszystkich. Teraz zadzwonił z
wiadomością, że ma bardzo ważną sprawę i chciałby się z nami
spotkać i to możliwie szybko. Trochę nas to zaniepokoiło. Jaką
ważną sprawę może mieć ktoś kto na wolności przebywa ok roku.
Jak już wspomniałam był to ulubiony wujek dzieci trzeba było coś
wymyślić aby nie przeszkadzały podczas naszych rozmów i
postanowiliśmy znaleźć im jakieś zajęcie. Nie było to łatwe.
Wszystkie nasze pomysły przegrywały ze spotkaniem z wujkiem. Wstyd
się przyznać, ale musieliśmy uciec się do niezbyt uczciwego
sposobu. W sklepie z zabawkami kupiliśmy serię puzzli „Farma -
Puzzle Ramkowe” i „ Avengers - Puzzle Magic Decor” i kilka
innych. W sumie było 5 zestawów. Obiecaliśmy dzieciom nagrodę za
ich ułożenie. Wiem, że taki sposób nie przystoi rodzicom i
dziadkom, ale niestety wszystkie inne sposoby zawiodły. Umówiliśmy
się, że w dniu przyjazdu wujka Sławka otrzymają nagrodę i będą
mogły spotkać się ze swoim ulubieńcem dopiero wtedy gdy ułożą
wszystkie kupione zestawy. Niestety nie doceniliśmy naszych
kochanych wnucząt. Wszystkie puzzle zostały ułożone w ciągu 2
godzin od momentu przyjścia Sławka od którego dowiedzieliśmy się
tylko tyle, że na święta Bożego Narodzenia jest możliwość
wyjechania całej naszej rodziny w góry tylko trzeba decydować się
szybko. Wtedy do pokoju wbiegły dzieci i na tym skończyły się
nasze rozmowy. My mamy tydzień na zastanowienie a wujek nie mógł
odmówić dzieciom spaceru. Wrócili dopiero wieczorem. Dzieci nie
mogą doczekać się kolejnej wizyty.
piątek, 9 października 2015
Najlepszy prezent
Czym jest dla uczniów rok szkolny? Dla jednych jest to czas na
zdobywanie wiedzy. Dla innych czas zmarnowany a dla jeszcze innych
czas oczekiwania na następne wakacje, który należy jakoś przeżyć.
Jest jednak grupa uczniów, która jak najszybciej chce wrócić do
szkoły nie tylko w celu kontynuowania nauki ale po prostu brakuje im
przyjaciół. Są to na przykład osoby chore, które muszą
przebywać w domu albo co gorsza w szpitalu. Na ich miejscu też
chcielibyście wrócić. Jedną z takich osób była koleżanka z
drużyny Agnieszki trenującej grę „ 5 sekund Junior” Pamiętacie
ich potajemne treningi. Na początku wakacji miała wydawałoby się
niegroźny wypadek na rowerze. Przewróciła się przy zjeździe z
chodnika i trochę się potłukła a przynajmniej tak powiedzieli
lekarze. Dwa tygodnie temu, po tym jak Kamilę znów zaczęła boleć
ręka rodzice zawieźli ją do szpitala gdzie okazało się, że ten
wypadek jednak był groźny. Nie pamiętam dokładnie, ale wtedy
pękła jej jakaś kość a lekarz tego nie zauważył. Ciekawe
dlaczego. W każdym razie musiała w szpitalu zostać. Wszyscy
odwiedzający widzieli jak Kamila chodziła po korytarzach i jaką
miała smutną minę. Nawet jak przyszli jej rodzice ani raz się nie
uśmiechnęła. Po tygodniu lekarz powiedział, że jeszcze kilka dni
i będzie mogła zostać wypisana do domu. Trochę poprawiło jej to
humor, ale tylko trochę. Pytana dlaczego ma taką posępną minę
mówiła, że chodzi o te „kilka dni” to znaczy ile. Gdy od
pielęgniarki dowiedziała się, że zostanie wypisana następnego
dnia nie wiele brakło a rzuciłaby się jej na szyję.
Zaplanowaliśmy małe przyjęcie na jej powrót. Ponieważ podczas
wizyt u nas zawsze mówiła jak bardzo podobał jej się zestaw
„Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” który razem z
Agnieszką malowały postanowiliśmy jej taki kupić jako prezent
powitalny. Jednak żaden prezent nie był w stanie sprawić takiej
radości jak powrót do domu i do najbliższych.
środa, 7 października 2015
Dobry przyjaciel
Ostatnio wspominałam o wycieczce jaką zorganizował nowy dyrektor
szkoły dla klas 1-3. Sprawa wycieczki była poruszana w związku z
planowanym wyjazdem do Warszawy klas 4-6. Jak to nazwał dyrektor
wycieczka niespodzianka żeby nikomu nie było przykro. Do samego
końca nikt nic nie wiedział na temat wyjazdu. Okazało się że
jednak ktoś wiedział. Zaraz na początku roku po zamknięciu listy
chętnych każde dziecko zostało poproszone do gabinetu pielęgniarki
gdzie zostało zmierzone i zważone. Nikt nie wiedział dlaczego a
wtajemniczeni w odpowiedzi na każde pytanie dziwnie się uśmiechali
i odsyłali do dyrektora a on zawsze mówił to samo: niespodzianka.
Do każdego rodzica dotarł list ze szkoły z prośbą o stawienie
się dzieci w umówionym dniu przed szkołą. Co było dziwne dziecko
nie mogło zabrać nic oprócz butelki wody mineralnej. Wycieczka na
dwa dni. W autobusie okazało się, że na wszystkich czeka śniadanie
a na obiad zatrzymamy się w restauracji. Podróż trwała około 5
godzin. Ostatnie pół godziny jechaliśmy przez bardzo gęsty las.
Było prawie ciemno. Nagle naszym oczom ukazał się stary zamek. W
środku panował półmrok a był środek dnia. Na ścianach paliły
się pochodnie. Wtedy pojawił się gospodarz i to dosłownie.
Przywitał wszystkich „grobowym głosem” i zaprosił do środka a
potem zaczął się śmiać. Coś przerażającego. Następna sala,
jadalnia też wyglądała jak ze średniowiecza. Po poczęstunku
znów pojawił się nasz gospodarz i tym razem normalnym głosem
wyjaśnił, że jest starym przyjacielem dyrektora i gdy usłyszał
o kłopotach w organizacji wycieczki postanowił pomóc i sfinansować
ten wyjazd. Jest mu bardzo miło nas gościć i miał nadzieję, że
małe przedstawienie się podobało. Okazało się, że jest też
kolekcjonerem zabawek. Jego kolekcja zawierała zabawki i gry z
każdego roku od początku wieku. Obok zabawek z naszych czasów jak
na przykład zegarek zabawka „ VTech - Kidizoom Smart Watch” czy
seria puzzli „Avengers - Puzzle Magic Decor” były zabawki sprzed
wojny. Na górze w przygotowanych pokojach na wszystkich czekały
średniowieczne kostiumy. Teraz wiadomo po co ta pielęgniarka.
poniedziałek, 5 października 2015
Wycieczka niespodzanka
Na początku roku szkolnego a właściwie to jeszcze pod koniec
wakacji nowy dyrektor szkoły zaprosił wszystkich rodziców na
zebranie w sprawie wycieczki, która miała się odbyć w połowie
października. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie trzy sprawy.
Miała to być wycieczka do Warszawy i trwać trzy dni. Jechać
mogli na nią wszyscy uczniowie z klas 4 do 6 a całkowity koszt
wyjazdu czyli obiad w restauracji w trakcie podróży, a na miejscu
zakwaterowanie, wszystkie bilety i przewodnicy, wyniósł około 450
złotych i dlatego został złożony wniosek o dofinansowanie z
jakiegoś programu. Dyrektor wyjaśniał co to za program, ale i tak
nikt nie wiedział o co chodzi. Okazało się, że całkowity koszt
miał wynosić 120 złotych od osoby. Dofinansowanie nie zostało
przyznane, ale na tą wiadomość od razu zareagowały wszystkie
nasze zakłady pracy. Niestety każdy dobry plan ma dziurę. W tym
przypadku było nią jakieś zezwolenie na organizację tak dużej
wycieczki. Trzy klasy po około 25 osób a do tego opiekunowie i
nazbierały się dwa duże autobusy. Na owe zezwolenie trzeba czekać
co najmniej trzy miesiące. Dyrektor obiecał, że z opóźnieniem
ale wycieczka się odbędzie a żeby młodszym klasom nie było
smutno dla nich będzie wycieczka niespodzianka. Nawet w dniu wyjazdu
nie powiedział dokąd jedziemy. Takiego podekscytowania u dzieci
jeszcze nie widziałam. Ostatnie pół godziny jechaliśmy przez
bardzo gęsty las. Było prawie ciemno. W końcu naszym oczom ukazał
się stary zamek i jak to w takich miejscach bywa przywitał nas
ubrany w czarny frak kamerdyner. W środku panował półmrok a na
ścianach paliły się pochodnie. Nagle drzwi się zamknęły a
bardzo tajemniczy i przerażający głos przywitał wszystkich i
zaprosił do środka. Ale gdy zaczął się śmiać miałam ochotę
uciekać. Nie tylko ja. W następnym pomieszczeniu było zupełnie
inaczej. Jak się później okazało cała posiadłość należy do
kolekcjonera gier i zabawek. Miał w swojej kolekcji eksponaty chyba
z każdego roku. Od drewnianych zabawek po gry planszowe jak „
Kalejdoskop 50 gier” przez puzzle aż po zabawki z naszych czasów.
Zegarek zabawka „ VTech - Kidizoom Smart Watch” był tego
najlepszym przykładem. Okazało się, że to był stary szkolny
kolega dyrektora. Ale o tym następnym razem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)