piątek, 23 października 2015

Mała Wielka gra

 Już nie raz chwaliłam naszego sołtysa za jego świetne pomysły jeśli chodzi o organizację wszelkiego rodzaju imprez. Tym razem wraz z dyrektorem szkoły zorganizowali jak to nazwali „Małą wielką grę” Regulamin miał być podany w ciągu kilku dni. Już następnego dnia na tablicy ogłoszeń wisiała informacja o zebraniu w tej sprawie. Na początku trzeba wspomnieć czego dotyczył turniej. Nazwali to „ Konkurs wiedzy o dawnej rozrywce czyli czym się bawili nasi rodzice” Trochę długie ale temat ciekawy. Żeby wziąć udział w konkursie trzeba było przejść eliminacje. One też były dość ciekawe. Dotyczyły dzisiejszych gier planszowych i puzzli. Jednak nikt nie spodziewał się pytań o najnowsze zdobycze techniki. Przecież tak można nazwać zegarek zabawkę „VTech - Kidizoom Smart Watch” Moje wnuczki też zgłosiły się na eliminacje bo było o co walczyć. Za pierwsze miejsce nagrodą była dwutygodniowa ochrona przed wezwaniem do odpowiedzi, za drugie miejsce tydzień a za trzecie dowolnie wybrany dzień. Tydzień później ogłoszono listę uczestników i termin rozpoczęcia turnieju. Pierwsze pytanie też zaskoczyło wszystkich. Prowadzący zapytał czy zna ktoś grę „Memos - Kraina Lodu” Wszyscy zawodnicy trochę się wystraszyli bo z 22 osób znały ją tylko dwie i tak się składa, że były to moje wnuczki. Często razem w nią graliśmy. Prowadzący dodał, że nie ma się czym przejmować bo to było pytanie poza konkursem. Było wiele ciekawych pytań. Najciekawsze z nich było takie: Wyjaśnij na czym polegała gra w ziemniaka albo w chowanego. Odpowiedzi były różne. Przy niektórych odpowiedziach lepiej było zostawić puste miejsca. Na przykład gra w ziemniaka polegała na obrzucaniu ziemniakami ludzi idących ulicą. O grze w chowanego nie wspomnę bo taka odpowiedź nie przystoi uczciwym ludziom. Albo napiszę ku przestrodze dzisiejszych dzieci. Odpowiedź brzmiała tak: gra w chowanego polegała na tym, że kradło się jakiś przedmiot a potem go chowało żeby właściciel go szukał. Skąd takie pomysły nie wiem. Przecież żadna z naszych gier nie polegała na robieniu ludziom krzywdy. Ale to wiecie wszyscy. Prawda?  

czwartek, 22 października 2015

Remont zamku

 Po tym jak rodzeństwo zniszczyło ulubiony zestaw Agnieszki „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” myślałam, że będzie zła albo zrobi jakąś awanturę. Nic takiego się nie stało. Razem z koleżankami, zamiast go wyrzucić, postanowiły posklejać zniszczony zamek. Jedna z nich pobiegła do sklepu i kupiła klej i taśmę klejącą po czym wszystkie zamknęły się w pokoju a po kilku godzinach pokazały naprawiony zestaw. Mówiliśmy, że przecież można kupić nowy, przecież to tylko zamek. Nie zgodziła się. Powiedziała, że ten „tylko zamek” dostała na urodziny i za wszelką cenę będzie go ratować a to jak on wygląda teraz to tylko mały remont i jeszcze wiele pracy i czasu poświęci żeby doprowadzić go do poprzedniego stanu. Nie ma co myśleć o kupieniu nowego bo to już nie będzie ten sam. Teraz, jeszcze nie skończony, stoi na drewnianej szafce. Tego maluchy nie przewrócą. Jeśli chodzi o puzzle to było 5 zestawów ale Agnieszka pamiętała tylko dwa „ Przyjaciele z Krainy Lodu” i najnowszy zestaw z nową bohaterką. Jest nią księżniczka Zosia. Pierwsza część nosi nazwę „ Wesoły dzień Zosi” Innych tytułów nie pamiętała ale przypomni sobie gdy już będą ułożone. Na pewno pierwszy do porządku zostanie doprowadzony zamek a to może trochę potrwać. Trochę mi ulżyło, że nie będę musiała szukać zestawu z serii o krainie lodu, który ostatnio było ciężko zdobyć. Wpadłam na pewien pomysł. Jak wiecie całą robotę przy remoncie zamku Agnieszka wykonuje razem z koleżankami więc jeśli tak im się ten zestaw podoba to może na mikołaja można kupić każdej z nich taki zestaw. Zobaczymy co powiedzą ich rodzice. Każdą wolną chwilę dziewczynki poświęcają na klejenie, malowanie i wszelkie ozdabianie zamku. Wcale się nie zdziwię gdy puzzle zostaną w pudle i nie będą układane. Najważniejszy jest zamek. To jest numer jeden na liście.  

środa, 21 października 2015

Ciekawe podejście

 Ostatnia przygoda z pilnowaniem wnuków okazała się katastrofą. Gdy wyszłam odebrać telefon maluchy przewróciły duży szklany stół na którym stał poskładany i pięknie pomalowany zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” a obok w rządku oprawione w ramki wszystkie części puzzli o krainie lodu. Oczywiście po spadnięciu na podłogę ramki się rozpadły a puzzle wymieszały. Na szczęście w tym czasie Agnieszka była w szkole i nie widziała całego zdarzenia. Jest trochę nerwowa jeśli chodzi o ten zamek. Jeśli jakieś dziecko podeszło do owego stołu już się denerwowała a co dopiero byłoby teraz. Zebrałam do jednego pudła całe potłuczone szkło a do drugiego wszystkie puzzle z zamiarem wyrzucenia ich do śmieci. Później ze szkoły przyszła Agnieszka. Była bardzo wesoła przynajmniej do momentu wejścia do pokoju. Zawsze zaraz po powrocie najpierw szła obejrzeć swój wspaniały zamek. Patrzyła na niego jakby to była najwspanialsza rzecz na świecie. Jednak dziś było inaczej. Agnieszka weszła, popatrzyła i zrobiła się czerwona ze złości. Myślałam, że zacznie krzyczeć na rodzeństwo, ale ona powiedziała żeby nic nie ruszać, odwróciła się i wyszła z domu. Po kilku godzinach wróciła razem z trzema koleżankami. Wszystkie były dziwnie spokojne. Pozbierały resztki zamku, poszły do pokoju Agnieszki i zaczęły bardzo cicho o czymś rozmawiać. Po kilku godzinach jedna z nich wybiegła z domu. Ja zaczęłam przeglądać oferty sklepów internetowych w poszukiwaniu zestawu „Przyjaciele z Krainy Lodu” który ostatnim razem bardzo trudno było zdobyć. Po chwili koleżanka wróciła. Agnieszka zawołała nasz wszystkich do pokoju. No to teraz się zacznie. Myślałam, że zrobi straszną awanturę, ale po wejściu zobaczyłam na stole poklejony zamek. Dziewczynki powiedziały, że to tylko model i zawsze można go naprawić a teraz będzie jej się podobał jeszcze bardziej a co do puzzli to trzeba będzie kupić tylko nowe ramki a wszystkie części poskłada się jeszcze raz. Zajmie to trochę czasu ale będzie przy tym dużo zabawy i nie będzie ich składać sama. Ciekawe jak im pójdzie.  

wtorek, 20 października 2015

Co za nieszczęście

 Kiedyś wspominałam, że czasem przypada mi w udziale opiekować się swoimi wnukami. Wspominałam też, że upilnowanie całej piątki bez pomocy jest bardzo trudne. Niedawno przekonałam się o tym. Któregoś dnia zadzwoniła moja córka z prośbą abym przez kilka godzin zaopiekowała się najmłodszą dwójką ponieważ Agnieszka była w szkole a z opiekunka tego dnia miała wolne. Na miejscu dowiedziałam się, że córkę pilnie wzywają do biura a jej mąż wyjechał dzień wcześniej na jakąś konferencję. Maluchy cały czas biegały po domu. Dom jest duży więc i miejsca miały dość. Najwięcej kłopotu sprawiało mi dogonienie ich na schodach bo nie jestem już osobą najmłodszą. W pewnym momencie zrobiło się cicho. Trochę się przestraszyłam, ale po wejściu do salonu na stole zobaczyłam kartkę od córki, na której było napisane, że o godzinie 14 w telewizji jest ulubiona bajka i dzieci same siadają przed ekranem i trzeba tylko włączyć telewizor. Tak zrobiłam. Bajki trwały około godziny. Potem poszliśmy do pokoju zabaw. Było to pomieszczenie przeznaczone na wszystkie zabawki, żeby nie walały się po całym domu. Ciekawe rozwiązanie. Pod oknem na wielkim szklanym stole stał pomalowany przez Agnieszkę zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” a obok oprawione w ramki ułożone puzzle z serii o krainie lodu. O misiach, klockach i samochodach nie wspomnę. Zamiast bawić się grzecznie dzieci zaczęły rzucać wszystkim co wpadło im w ręce. W pewnym momencie zadzwonił telefon. Wyszłam tylko na chwilę i wtedy stało się. Usłyszałam brzęk tłuczonego szkła i krzyk dzieci. Wbiegłam do pokoju a nad potłuczonym stołem stały dzieci. Cieszyły się a jedyne co mówiły to słowo „spadło” Największe szkody były wśród puzzli. Wszystkie ramki rozpadły się i puzzle się wymieszały. Teraz trzeba będzie kupić wszystkie zestawy jeszcze raz. Najwięcej kłopotu będzie ze znalezieniem zestawu „ Przyjaciele z Krainy Lodu” Ostatnim razem szukałam go przez prawie dwa tygodnie. Sprawdziłam wiele sklepów z zabawkami a ten zestaw był tylko w jednym. Może tym razem też będę miała trochę szczęścia.

poniedziałek, 19 października 2015

Fundamenty przyjaźni

 Czasem jest tak, że rodzice pracują a dziećmi opiekuje się ktoś z rodziny. W naszej rodzinie ten zaszczyt przypadł mnie. Nie żebym się skarżyła, ale piątka wnuków może człowieka trochę zmęczyć. Dwie najstarsze czyli Agnieszka i Ania są na tyle duże, że nie trzeba mieć ich stale na oku. Z najmłodszymi jest gorzej. Wszystko chcą ruszać, otwierać i przewracać jak nie da się podnieść. Gdyby nie pomoc męża byłoby ciężko ich upilnować. Ania uczy się w piątej klasie szkoły podstawowej. Ostatnio zauważyłam, że wraca ze szkoły jakaś smutna. Zawsze bardzo wesoła i uśmiechnięta dziewczynka teraz nie miała ochoty na nic. Pytana o powód takiego humoru zawsze odpowiadała to samo: W sumie to nic. Niestety na dokładkę tydzień temu zachorowała i lekarz dał jej zwolnienie na pięć dni. Wtedy dowiedziałam się o co chodziło. Cała klasa była jak jedna wielka rodzina ale jak w każdej jednych się lubi bardziej a innych mniej. Tu jest tak samo. Ania i trzy koleżanki stanowiły taką grupkę. Wszędzie chodziły razem. Zdarzało się, że nawet uczyły się razem. Jednak ostatnio się pokłóciły. Chodziło o jakąś drobnostkę, przynajmniej dla nas dorosłych, ale każda z nich śmiertelnie obraziła się na resztę. Wyglądało to na koniec przyjaźni. A do tego jeszcze ta choroba. Różnymi sposobami próbowaliśmy pocieszyć Anię ale żaden nie działał. Kupiliśmy jej puzzle z jej ulubionej serii o krainie lodu „ Przyjaciele z Krainy Lodu” to też nic nie dało. Któregoś dnia zadzwonił telefon. Powiecie, a co w tym dziwnego. Przecież telefon dzwoni dziesiątki a może i setki razy dziennie. Ten był inny. Ani od razu poprawił się humor a na jej twarzy pojawił się dawno nie widziany uśmiech. Po południu wszystkie obrażone koleżanki przyszły z wizytą a na przeprosiny przyniosły zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Każda koleżanka przepraszała wszystkie pozostałe, więc zajęło to trochę czasu. Później obiecały sobie, że już żadna rzecz nie narazi ich przyjaźni i zabrały się za składanie zestawu. Oczywiście znowu razem.

piątek, 16 października 2015

Czym jest rozrywka

 Na początku roku szkolnego dyrektor zorganizował wyjście do kina dla całej szkoły. Na ekrany kin wchodził najnowszy film bardzo znanego reżysera. Film, który przez wszystkich krytyków w mediach i prasie okrzyknięty został najlepszym dziełem w całej twórczości reżysera. Byli przekonani, że to dzieło na pewno zdobędzie Oskara. Okazało się, że dyrektor gimnazjum miał ten sam pomysł. Dwa dni po wizycie w kinie nauczyciele we wszystkich klasach poprosili o napisanie krótkiej recenzji. Prawie wszystkie pokrywały się z tym co mówili krytycy. Jednak nie wszystkie i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że wszystkie nieprzychylne recenzje napisali uczniowie tej samej klasy. Pisali tak: jedynym plusem było to, że nie było lekcji. Na najbliższej wywiadówce poruszono ten temat. Jedno z rodziców wyjaśniło sprawę. Po prostu dzieci mają inną definicję rozrywki. W domu kultury organizowane są spotkania dla dzieci i młodzieży na których można pograć w gry planszowe, poukładać puzzle albo poczytać książki. Zawsze jest pełna sala. Bardzo dużą popularnością cieszą się puzzle z serii o krainie lodu „ Przyjaciele z Krainy Lodu” a gra „ 5 sekund Junior” ma swoich stałych graczy. W ramach eksperymentu zaproszono równoległą klasę na to spotkanie i poproszono ich o opisanie swoich wrażeń z tego spotkania w celu porównania. Okazało się, że dobra zabawa dla naszych graczy to nie tylko gapienie się w ekran ale może być sposobem na ćwiczenie koncentracji, pamięci albo zagłębienie się w przygody ulubionego bohatera a żaden film nie może równać się z dobrze napisaną książką. Recenzje naszych gości były dokładnie odwrotne. Pisali, że to nie dla nich, że są na to za poważni albo że to dla dzieci. Nie widzieli w takich spotkaniach ani jednego plusa. Niepotrzebna strata czasu. Lepiej obejrzeć jakiś film lub zagrać w grę komputerową. Które podejście jest lepsze. To już musicie ocenić sami. My jesteśmy dumni z naszych dzieci.  

czwartek, 15 października 2015

Czarna owca

 Witajcie. Nikt z nas nie ma pojęcia dlaczego dzieci tak bardzo polubiły swojego wujka Sławka. To ten, który nie dawno wyszedł z zakładu karnego. Żadna z naszych pociech do tej pory nawet nie wiedziała o jego istnieniu. Zapytacie, dlaczego nikt im nic nie powiedział. Jak w wielu rodzinach tak i w naszej trafiła się „czarna owca” Człowiek, którego nie przedstawia się znajomym ani o nim nie rozmawia. Nawet w domu. W naszym był nim właśnie Sławek. Jednak była osoba, która nie podporządkowała się i przez cały czas utrzymywała z nim kontakt. Dziś opowiem Wam trochę, może ktoś z Was pomoże nam zrozumieć co niektórzy ludzie w sobie mają, że dzieci ich tak lubią. Już od najmłodszych lat był utrapieniem dla swoich rodziców i nie tylko dla nich. Skarżył się na niego prawie każdy we wsi. Jako nastolatek zaczął obracać się w podejrzanym towarzystwie. Po kilku latach takiego życia do ich grupy dołączył dużo młodszy chłopak wraz ze swoją dziewczyną. I oni też bardzo polubili Sławka. Kradzieże, narkotyki to było ich życie codzienne. Ta grupa była jedyną rodziną jaką mieli. Pojawienie się tej dwójki zmieniło podejście Sławka do tej sytuacji i od tej pory każde jego działanie miało na celu wyciągnięcie owej dwójki z dotychczasowego życia. W końcu udało mu się to. Niestety jeden głupi błąd po jakiejś imprezie na wiele lat rozdzielił przyjaciół. Sławek dostał wyrok ale młodzi już jako małżeństwo osiedlili się w górach i od tamtej pory prowadzą pensjonat. Właśnie tam będziemy mieli okazję spędzić święta. Jak pamiętacie zaprosiliśmy nowego członka rodziny i po wyjściu na wolność Sławek pojawił się u nas w domu. Był to jeden z najbardziej nerwowych dni w życiu dzieci, które od razu przyjęły go do rodziny nie pytając o jego przeszłość. A prezent powitalny w postaci zestawów „ Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” a dla chłopców zegarki „ VTech - Kidizoom Smart Watch” dostały dopiero po wyjściu Sławka więc to nie miało chyba wpływu na nastawienie dzieci do niego. W takim razie co to było?

środa, 14 października 2015

Niesamowita okazja

 Wspominałam ostatnio o wizycie Sławka, młodszego brata mojego męża. Przez telefon brzmiał bardzo tajemniczo, ale wszystko się wyjaśniło gdy do nas przyszedł. No prawie wszystko. Nie wiedzieć czemu nasze wnuki od pierwszego spotkania bardzo polubiły nowego wujka. Specjalnie użyłam słowa „nowego” gdyż nawet najstarsza wnuczka Agnieszka niedawno dowiedziała się o jego istnieniu. Powodem tego był fakt przebywania Sławka w zakładzie karnym. Żeby dzieci nie przeszkadzały w rozmowie kupiliśmy 5 zestawów puzzli żeby je czymś zająć a z wujkiem mogły spotkać się dopiero po ułożeniu wszystkich. Niestety nie doceniliśmy ich. 3 zestawy ułożyły od razu. Trochę więcej kłopotu miały z zestawami „ Barbie i jej super przyjaciele” i „Avengers - Puzzle Magic Decor” Jednak możliwość spotkania ze Sławkiem była niezłą motywacją i ułożenie wszystkich zestawów zajęło im prawie dwie godziny. Na tym skończyły się nasze rozmowy. Dowiedzieliśmy się tylko, że chodzi o wyjazd na święta w góry do jakiegoś pensjonatu. Doszliśmy do wniosku, że jedynym rozwiązaniem będzie spotkanie gdy wszystkie dzieci będą w szkole i przedszkolu. Dwa dni później nadarzyła się okazja. Ale od początku. Jeszcze przed wyrokiem Sławek obracał się w co najmniej podejrzanym towarzystwie. Jeden głupi błąd i na wiele lat wylądował w zakładzie karnym. Jednak miało to też dobrą stronę. Po tym wydarzeniu jego najlepszemu przyjacielowi udało się zerwać z dawnym życiem i razem z rodziną osiedlił się w górach gdzie prowadzą dość duży pensjonat. Tak niefortunnie się złożyło, że przed świętami wszyscy muszą wyjechać w jakiejś sprawie rodzinnej. Jako że prawie wszystkie pokoje zostały już zarezerwowane ów przyjaciel poprosił Sławka aby pod jego nieobecność poprowadził pensjonat. Do tej pracy oprócz stałego personelu potrzeba czterech osób, więc miał z kogo wybierać. W podziękowaniu za taką przysługę cała nasza rodzina będzie mogła na koszt właściciela spędzić święta i Nowy Rok w pensjonacie. Jednak trzeba się zdecydować szybko żeby w razie odmowy był czas na znalezienie kogoś innego. Ale jak tu nie wykorzystać takiej okazji.   

poniedziałek, 12 października 2015

Ważna sprawa

 Jakiś czas temu zapowiedział się z drugą wizytą dawno nie widziany członek naszej rodziny. Chodzi tu o brata mojego męża. Jak zapewne pamiętacie przebywał on w nazwijmy to zamknięciu a po opuszczeniu owego miejsca postanowił nas odwiedzić a właściwie to my go zaprosiliśmy. Ponieważ nasze wnuki jeszcze wtedy go nie znały to z jednej strony nie mogły się doczekać aby go poznać a z drugiej strony były bardzo zdenerwowane. Jednak wszystko poszło dobrze i nie wiedzieć czemu dzieci od razu go polubiły. Mówiły, że to najfajniejszy wujek ze wszystkich. Teraz zadzwonił z wiadomością, że ma bardzo ważną sprawę i chciałby się z nami spotkać i to możliwie szybko. Trochę nas to zaniepokoiło. Jaką ważną sprawę może mieć ktoś kto na wolności przebywa ok roku. Jak już wspomniałam był to ulubiony wujek dzieci trzeba było coś wymyślić aby nie przeszkadzały podczas naszych rozmów i postanowiliśmy znaleźć im jakieś zajęcie. Nie było to łatwe. Wszystkie nasze pomysły przegrywały ze spotkaniem z wujkiem. Wstyd się przyznać, ale musieliśmy uciec się do niezbyt uczciwego sposobu. W sklepie z zabawkami kupiliśmy serię puzzli „Farma - Puzzle Ramkowe” i „ Avengers - Puzzle Magic Decor” i kilka innych. W sumie było 5 zestawów. Obiecaliśmy dzieciom nagrodę za ich ułożenie. Wiem, że taki sposób nie przystoi rodzicom i dziadkom, ale niestety wszystkie inne sposoby zawiodły. Umówiliśmy się, że w dniu przyjazdu wujka Sławka otrzymają nagrodę i będą mogły spotkać się ze swoim ulubieńcem dopiero wtedy gdy ułożą wszystkie kupione zestawy. Niestety nie doceniliśmy naszych kochanych wnucząt. Wszystkie puzzle zostały ułożone w ciągu 2 godzin od momentu przyjścia Sławka od którego dowiedzieliśmy się tylko tyle, że na święta Bożego Narodzenia jest możliwość wyjechania całej naszej rodziny w góry tylko trzeba decydować się szybko. Wtedy do pokoju wbiegły dzieci i na tym skończyły się nasze rozmowy. My mamy tydzień na zastanowienie a wujek nie mógł odmówić dzieciom spaceru. Wrócili dopiero wieczorem. Dzieci nie mogą doczekać się kolejnej wizyty.

piątek, 9 października 2015

Najlepszy prezent

 Czym jest dla uczniów rok szkolny? Dla jednych jest to czas na zdobywanie wiedzy. Dla innych czas zmarnowany a dla jeszcze innych czas oczekiwania na następne wakacje, który należy jakoś przeżyć. Jest jednak grupa uczniów, która jak najszybciej chce wrócić do szkoły nie tylko w celu kontynuowania nauki ale po prostu brakuje im przyjaciół. Są to na przykład osoby chore, które muszą przebywać w domu albo co gorsza w szpitalu. Na ich miejscu też chcielibyście wrócić. Jedną z takich osób była koleżanka z drużyny Agnieszki trenującej grę „ 5 sekund Junior” Pamiętacie ich potajemne treningi. Na początku wakacji miała wydawałoby się niegroźny wypadek na rowerze. Przewróciła się przy zjeździe z chodnika i trochę się potłukła a przynajmniej tak powiedzieli lekarze. Dwa tygodnie temu, po tym jak Kamilę znów zaczęła boleć ręka rodzice zawieźli ją do szpitala gdzie okazało się, że ten wypadek jednak był groźny. Nie pamiętam dokładnie, ale wtedy pękła jej jakaś kość a lekarz tego nie zauważył. Ciekawe dlaczego. W każdym razie musiała w szpitalu zostać. Wszyscy odwiedzający widzieli jak Kamila chodziła po korytarzach i jaką miała smutną minę. Nawet jak przyszli jej rodzice ani raz się nie uśmiechnęła. Po tygodniu lekarz powiedział, że jeszcze kilka dni i będzie mogła zostać wypisana do domu. Trochę poprawiło jej to humor, ale tylko trochę. Pytana dlaczego ma taką posępną minę mówiła, że chodzi o te „kilka dni” to znaczy ile. Gdy od pielęgniarki dowiedziała się, że zostanie wypisana następnego dnia nie wiele brakło a rzuciłaby się jej na szyję. Zaplanowaliśmy małe przyjęcie na jej powrót. Ponieważ podczas wizyt u nas zawsze mówiła jak bardzo podobał jej się zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” który razem z Agnieszką malowały postanowiliśmy jej taki kupić jako prezent powitalny. Jednak żaden prezent nie był w stanie sprawić takiej radości jak powrót do domu i do najbliższych.

środa, 7 października 2015

Dobry przyjaciel

 Ostatnio wspominałam o wycieczce jaką zorganizował nowy dyrektor szkoły dla klas 1-3. Sprawa wycieczki była poruszana w związku z planowanym wyjazdem do Warszawy klas 4-6. Jak to nazwał dyrektor wycieczka niespodzianka żeby nikomu nie było przykro. Do samego końca nikt nic nie wiedział na temat wyjazdu. Okazało się że jednak ktoś wiedział. Zaraz na początku roku po zamknięciu listy chętnych każde dziecko zostało poproszone do gabinetu pielęgniarki gdzie zostało zmierzone i zważone. Nikt nie wiedział dlaczego a wtajemniczeni w odpowiedzi na każde pytanie dziwnie się uśmiechali i odsyłali do dyrektora a on zawsze mówił to samo: niespodzianka. Do każdego rodzica dotarł list ze szkoły z prośbą o stawienie się dzieci w umówionym dniu przed szkołą. Co było dziwne dziecko nie mogło zabrać nic oprócz butelki wody mineralnej. Wycieczka na dwa dni. W autobusie okazało się, że na wszystkich czeka śniadanie a na obiad zatrzymamy się w restauracji. Podróż trwała około 5 godzin. Ostatnie pół godziny jechaliśmy przez bardzo gęsty las. Było prawie ciemno. Nagle naszym oczom ukazał się stary zamek. W środku panował półmrok a był środek dnia. Na ścianach paliły się pochodnie. Wtedy pojawił się gospodarz i to dosłownie. Przywitał wszystkich „grobowym głosem” i zaprosił do środka a potem zaczął się śmiać. Coś przerażającego. Następna sala, jadalnia też wyglądała jak ze średniowiecza. Po poczęstunku znów pojawił się nasz gospodarz i tym razem normalnym głosem wyjaśnił, że jest starym przyjacielem dyrektora i gdy usłyszał o kłopotach w organizacji wycieczki postanowił pomóc i sfinansować ten wyjazd. Jest mu bardzo miło nas gościć i miał nadzieję, że małe przedstawienie się podobało. Okazało się, że jest też kolekcjonerem zabawek. Jego kolekcja zawierała zabawki i gry z każdego roku od początku wieku. Obok zabawek z naszych czasów jak na przykład zegarek zabawka „ VTech - Kidizoom Smart Watch” czy seria puzzli „Avengers - Puzzle Magic Decor” były zabawki sprzed wojny. Na górze w przygotowanych pokojach na wszystkich czekały średniowieczne kostiumy. Teraz wiadomo po co ta pielęgniarka.  

poniedziałek, 5 października 2015

Wycieczka niespodzanka

 Na początku roku szkolnego a właściwie to jeszcze pod koniec wakacji nowy dyrektor szkoły zaprosił wszystkich rodziców na zebranie w sprawie wycieczki, która miała się odbyć w połowie października. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie trzy sprawy. Miała to być wycieczka do Warszawy i trwać trzy dni. Jechać mogli na nią wszyscy uczniowie z klas 4 do 6 a całkowity koszt wyjazdu czyli obiad w restauracji w trakcie podróży, a na miejscu zakwaterowanie, wszystkie bilety i przewodnicy, wyniósł około 450 złotych i dlatego został złożony wniosek o dofinansowanie z jakiegoś programu. Dyrektor wyjaśniał co to za program, ale i tak nikt nie wiedział o co chodzi. Okazało się, że całkowity koszt miał wynosić 120 złotych od osoby. Dofinansowanie nie zostało przyznane, ale na tą wiadomość od razu zareagowały wszystkie nasze zakłady pracy. Niestety każdy dobry plan ma dziurę. W tym przypadku było nią jakieś zezwolenie na organizację tak dużej wycieczki. Trzy klasy po około 25 osób a do tego opiekunowie i nazbierały się dwa duże autobusy. Na owe zezwolenie trzeba czekać co najmniej trzy miesiące. Dyrektor obiecał, że z opóźnieniem ale wycieczka się odbędzie a żeby młodszym klasom nie było smutno dla nich będzie wycieczka niespodzianka. Nawet w dniu wyjazdu nie powiedział dokąd jedziemy. Takiego podekscytowania u dzieci jeszcze nie widziałam. Ostatnie pół godziny jechaliśmy przez bardzo gęsty las. Było prawie ciemno. W końcu naszym oczom ukazał się stary zamek i jak to w takich miejscach bywa przywitał nas ubrany w czarny frak kamerdyner. W środku panował półmrok a na ścianach paliły się pochodnie. Nagle drzwi się zamknęły a bardzo tajemniczy i przerażający głos przywitał wszystkich i zaprosił do środka. Ale gdy zaczął się śmiać miałam ochotę uciekać. Nie tylko ja. W następnym pomieszczeniu było zupełnie inaczej. Jak się później okazało cała posiadłość należy do kolekcjonera gier i zabawek. Miał w swojej kolekcji eksponaty chyba z każdego roku. Od drewnianych zabawek po gry planszowe jak „ Kalejdoskop 50 gier” przez puzzle aż po zabawki z naszych czasów. Zegarek zabawka „ VTech - Kidizoom Smart Watch” był tego najlepszym przykładem. Okazało się, że to był stary szkolny kolega dyrektora. Ale o tym następnym razem.