Witajcie. Nie wiem
dlaczego, ale dziś naszło mnie na wspominki. Odkąd pamiętam
zawsze lubiłam podróżować autobusem albo pociągiem szczególnie
na dalekich trasach. Nawet bardziej niż samochodem. Ktoś powie:
przecież autem jest wygodniej, szybciej. Zgadza się, ale dla mnie
pociągi czy autobusy miały w sobie to coś. Ile to razy stało się
na dworcu kolejowym i czekało się na pociąg. Nagle w głośnikach
pani całkowicie nie zrozumiałym głosem podaje komunikat, że
pociąg jest opóźniony. Wtedy dopiero można było zobaczyć i
usłyszeć jak ludzie potrafią się denerwować. A kiedy wreszcie
nadjechał zaczynało się. Każdy za wszelką cenę chciał jak
najszybciej wejść i zająć miejsce w przedziale albo i cały.
Zależy jaka grupa jechała. Nie raz widziałam jak najpierw do
pociągu, nie zważając na nic, wbiegał jakiś człowiek i zajmował
cały przedział. Wtedy, w pierwszej chwili dziwiło mnie, że nie ma
żadnego bagażu ale chwilę później otwierało się okno i kilka
innych osób podawało mu wszystkie swoje walizki i plecaki. Potem
bez bagażów wsiadali. Dlaczego tak robili? Ano dlatego, że
przejście z plecakiem przez zatłoczony korytarz graniczyło z
cudem. Jeden raz na dworcu, jak dobrze pamiętam, w Krakowie, jechała
grupka młodych ludzi i tu sytuacja była podobna tylko że oprócz
walizek przez okno wsiadali też ludzie. Podczas podróży grało się
w gry towarzyskie. Szczególnie lubiłam grać w tysiąca. Na środku
stała walizka, która zastępowała stół a na niej kładło się
karty. Kiedy jakaś grupa dzieci jechała na wakacje podstawiany był
specjalny pociąg. Na boku wagonów były tabliczki „POCIĄG
KOLONIJNY” Tym razem wszyscy wsiadali spokojnie i powoli. Każdy
miał swoje miejsce. Podczas podróży dzieci pokazywały sobie nowe
zabawki, ubrania i co tam kto zabierał. Opiekunka co jakiś czas
rozpoczynała jakąś piosenkę i dzieci nawet nie zauważały jak
dojechały na miejsce. To były czasy. Dziś wystarczy siąść do
komputera i przez internet zarezerwować miejscówkę. Wsiadając do
pociągu ma się pewność, że miejsce na człowieka czeka.
czwartek, 25 czerwca 2015
środa, 24 czerwca 2015
Awaria
Witajcie. Jak już
pisałam mieszkam w trzypiętrowym bloku na ostatnim piętrze. Na
pewno każdy z Was zna ten ból gdy któregoś pięknego dnia wchodzi
się na przykład do łazienki i zamiast podłogi jest kałuża wody.
Mnie to szczęście spotkało nie dawno. Żeby było jeszcze lepiej
to u mnie woda była na podłodze a u sąsiada poniżej na suficie.
Od razu pobiegłam do niego z przeprosinami, a po zajrzeniu do
łazienki zobaczyłam to. Ogromna żółta plama a pod nią
postawione wiaderko do którego kapała woda. W domu już woda
została pozbierana a główny zawór zakręcony. Od razu mąż
zadzwonił do spółdzielni mieszkaniowej żeby zgłosić awarię. W
naszej miejscowości znajduje się biuro w którym można takie
sytuacje zgłaszać. Pół godziny później pojawił się pracownik
gospodarczy. Tak go nazywamy bo to on zajmuje się wszelkiego rodzaju
naprawami, koszeniem trawy, żywopłotów jednym słowem taka złota
rączka. Oczywiście wszystkie potrzebne uprawnienia posiada.
Zaprowadziliśmy go do miejsca katastrofy. Od razu wiedział co się
stało. Otworzył swoją skrzynię z narzędziami a tam najnowsze
zabawki do prac hydraulicznych. Niektóre z nich widzieliśmy
pierwszy raz w życiu. Specjalnie użyłam słowa „zabawki” bo
niektóre wcale nie wyglądały jak jakieś klucze czy coś w tym
rodzaju. Powiedział, że pękła jakaś uszczelka ale wymiana potrwa
kilka godzin bo bardzo trudno się do niej dostać. Ponieważ jest to
nasz dobry znajomy nie baliśmy się go zostawić samego w naszym
domu i wybraliśmy się z dziećmi na plac zabaw, żeby nie
przeszkadzać w pracy fachowcowi. Jeden z naszych placów zabaw
znajduje się na terenie przedszkola i zawsze jest na nim jakiś
opiekun, który dba o to by dzieci się nie nudziły. Zawsze
przygotowane są jakieś gry towarzyskie dla dzieci. W ten pechowy
dzień była to zabawa w chowanego. Po kilku godzinach wróciliśmy
do domu gdzie już czekała na nas sucha łazienka. Pękniętą
uszczelkę dostaliśmy na pamiątkę. Zostało jeszcze malowanie
sufitu u sąsiada.
wtorek, 23 czerwca 2015
W czasie deszczu...
Co
można robić gdy za oknem pada deszcz? Dawno
temu w Kabarecie Starszych Panów można było usłyszeć piosenkę
„W czasie deszczu dzieci się nudzą” Ten piękny utwór śpiewali
Jerzy
Wasowski i Barbara Krafftówna. Nawet
dziś jest w nim dużo prawdy. Chyba nie pomylę się jak powiem, że
prawie wszystkie dzieci
w takie ponure dni jak wczoraj nie mogą sobie znaleźć miejsca.
Błąkają się po domu bez celu do tego strasznie smutne. Trzeba
zorganizować jakieś gry towarzyskie dla dzieci albo coś innego
byle tylko zająć ich uwagę i trochę umilić im takie paskudne
dni. My też musieliśmy coś wymyślić bo to marudzenie od samego
rana stawało się trochę denerwujące. Na szczęście w sobotę
byliśmy w galerii handlowej, to tam dzieci odłączyły się od nas
i trzeba było ich szukać, gdzie kupiliśmy jakieś gry planszowe
właśnie na takie deszczowe dni. Nie wiedziałam, że tak szybko się
przydadzą. Miały być rozpakowane na wyjazdach wakacyjnych gdyby
zabrakło słońca. Na cóż trzeba będzie jeszcze raz odwiedzić
galerię handlową. W sobotę zastanawiałam się dlaczego dzieci
odłączyły się od nas i chyba już wiem. W dużych sklepach zawsze
jest bardzo dużo ludzi. Wiadomo, im większy sklep tym więcej
kupujących. Nie
wiem jak w innych galeriach w Polsce, ale w tej ktoś dobrze wymyślił
takie rozwiązanie. Zamiast ciągnąć dzieci po wszystkich działach
dzieci można „zostawić” na placu zabaw pod opieką pracowników
a rodzice w tym czasie mogą iść na zakupy nie martwiąc się o
swoje pociechy. Ale wróćmy do naszego domu. Na początku moje
wnuki nie chciały za bardzo zająć się grą. Powiedziały, że
samym to im się nie chce, więc usiedliśmy wszyscy i zaczęliśmy
grać. Początek nie był zbyt obiecujący, ale z upływem czasu
robiło się coraz weselej. Po południu przestało padać i wszyscy
mogli wyjść na jakiś spacer. A w czasie deszczu nudzą się nie
tylko dzieci. Takie jest moje zdanie.
poniedziałek, 22 czerwca 2015
Zakupy
Na pewno każdy z
Was wie jak wszystkie dzieci lubią zakupy. Sobota i niedziela to dni
najlepsze na tego typu zajęcia. Teraz pytanie. Po co na zakupy
wnuczki zabierają babcię i dziadka? W sobotę pojechaliśmy z całą
rodziną do jednego z dużych galerii handlowych. Od samego rana
wszyscy zastanawiali się co kupić i jak zwykle nie można było się
zdecydować. W końcu została zrobiona długa lista i około
dwunastej wyruszyliśmy. Po dotarciu na miejsce dzieci od razu
skierowały się na stoiska z zabawkami, ledwo udało nam się je
zatrzymać. Chodziliśmy między regałami prawie cztery godziny.
Wreszcie, ku uciesze dzieci, dotarliśmy na piętro przeznaczone dla
dzieci. Wszystko przygotowane zostało specjalnie dla najmłodszych
klientów. Na całym piętrze można było spotkać sprzedawców
przebranych za postacie z bajek i filmów. Wszyscy zachęcali do
zakupów. Według listy mieliśmy kupić rzeczy, które przydadzą
się podczas wakacyjnych wyjazdów. Ponieważ każdy miał inne plany
na wakacje było tego trochę. Walizki, śpiwory, kurtki a nawet
namiot. Po zaopatrzeniu wszystkich dzieci przyszedł czas na
opuszczenie działu dla dzieci i udanie się na piętro z artykułami
sportowymi. Tu też kupiliśmy rzeczy według listy i już
wybieraliśmy się do kasy gdy córka zauważyła, że wszystkie
dzieci gdzieś zniknęły. Zastanawialiśmy się gdzie mogły pójść
ale nikt nie miał jakiegoś dobrego pomysłu. Zgodnie ustaliliśmy,
że trzeba przejść wszystkie odwiedzone działy i może na którymś
się zgubiły. Z trzema wózkami zakupów nie było to takie proste
więc najpierw postanowiliśmy jednak pójść do kasy a dopiero
potem szukać dzieci. Po przeszukaniu wszystkich działów dzieci się
nie znalazły. Nagle w głośnikach usłyszeliśmy komunikat, że na
dziale z zabawkami błąkały się dzieci. W informacji pokierowano
nas na dział z zabawkami. W jednej części zbudowany był plac
zabaw. Tam właśnie znaleźliśmy całą piątkę naszych kochanych
wnuczków. Ucieszone układały puzzle i nawet nie zauważyły, że
nas nie ma, a na wieść, że trzeba już wracać wyraźnie były
zawiedzione. Ale nie było wyjścia.
piątek, 19 czerwca 2015
Największa impreza
Witajcie. Nadszedł
ostatni dzień świętowania. Jak część z Was na pewno zauważyła
żadna z imprez nie przebiegała tak jak zaplanowano. Każdego dnia
wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Jednak organizatorzy stanęli
na wysokości zadania i znakomicie poradzili sobie z nawet
największymi niespodziankami. Końcowa impreza miała być
największa. Pierwszym punktem, jak każdego dnia, miało być
wystąpienie wójta. Tym razem punktualnie o 9 rano przemówienie
wygłosił osobiście a nie jak do tej pory jakiś zastępca. Na
początku mowy wyjaśniona została ta kwestia. Plakaty zostały
wydrukowane kilka miesięcy wcześniej. W trakcie przygotowań
ustalano co, kto i kiedy będzie mówił a że przez cały czas
pojawiały się nowe pomysły to końcowy efekt trochę różnił się
od tego na plakacie. Jak tak teraz porównać przebieg imprez z
podanym na plakatach to nic się nie zgadzało. Ale wróćmy do
tematu. Wójt na początku delikatnie przepraszał za zamieszanie,
ale potem wyjaśnił, że to było zamierzone bo przy takiej okazji
jakieś niespodzianki być muszą. Właśnie, okazja. Jak już
pisałam tak hucznie świętowano prawie dwukrotne pobicie rekordu
liczby narodzin od ponad 10 lat. Czyli jest co świętować. Po
przemówieniu okazało się że cała uroczystość będzie
połączeniem dotychczasowych trzech poza konkursem talentów.
Wiadomo dlaczego. Cała reszta czyli gry towarzyskie, zawody sportowe
i zabawy dla najmłodszych zostały uwzględnione. Zgadnijcie co
odpowiedziały dzieci zapytane w co chcą się bawić. Tak jest.
Wszystkie zaczęły wołać: STARY NIEDŹWIEDŹ, STARY NIEDŹWIEDŹ.
Organizatorzy to przewidzieli, na scenę wyszedł zespół muzyczny i
zabawa się rozpoczęła. Dla starszych zorganizowano zawody
sportowe, ale nie wiedzieć czemu tym razem nagrodami nie były
puchary tylko zabawki, książki i gry planszowe. Moim skromnym
zdaniem takie nagrody mogły być pierwszego dnia a na największej
imprezie puchary. Ktoś jednak uważał inaczej. Całe cztery dni
świętowania zakończyły się koncertem bardzo znanej gwiazdy,
której nazwiska nie podam bo byłaby to reklama. W każdym razie
wójt się postarał to trzeba mu przyznać. Całość trwała
podobno do 3 rano, ale do końca „wytrzymali” tylko najwięksi
wielbiciele owej gwiazdy. Szacunek dla organizatorów całych
czterech dni.
czwartek, 18 czerwca 2015
Trzeci dzień świętowania
31 maja, niedziela.
Trzeci dzień świętowania różnił się od pozostałych. Impreza
była skierowana do najmłodszych. Oprawa muzyczna została
przygotowana na podstawie, nazwijmy to życzeń przedszkolaków.
Zespoły zaproszone na uroczystość w swoim repertuarze mają bardzo
wiele piosenek dla najmłodszych. W zabawach i grach towarzyskich
wykorzystano odpowiednie utwory. I tu znów zaskoczenie. Bardzo dużym
zainteresowaniem cieszyła się baaaaaardzo stara zabawa mianowicie
„STARY NIEDŹWIEDŹ MOCNO ŚPI” Jedną z głównych atrakcji było
dmuchane wesołe miasteczko. 20 metrów szerokości, 5 metrów
wysokości (dane z plakatu reklamowego) Wszystko przystosowane do
wymogów bezpieczeństwa. Widziałam już takie obiekty, ale tak
wielkiego jeszcze nie. Prawie wszystkie zabawy i turnieje
przeznaczone były dla najmłodszych. Nie znaczy to, że starsze
dzieci nie miały wstępu na uroczystość a wręcz przeciwnie. Ich
też zachęcano do udziału w zabawie. Na początku wszyscy się
śmiali. Stare konie i zabawa w chowanego. Nic z tego. Ale jak to już
nie raz bywało, z upływem czasu coraz więcej młodzieży
przyłączało się do nawet najbardziej „dziecinnych” zabaw.
Żeby było jeszcze ciekawiej to pierwsi zrobili to ci, którzy
najbardziej się śmiali z takiego pomysłu. Dziwne prawda? W połowie
imprezy wszystkie dzieci i te z przedszkola i te z gimnazjum razem
brały udział w konkurencjach jako jedna drużyna i używały w nich
tych samych zabawek. Najwięcej drużyn zgłaszało się do rozgrywek
w gry planszowe oparte na najpopularniejszych grach komputerowych.
Tytułów nie podaję, bo starsze osoby i tak nie będą wiedziały o
co chodzi, a młodzi wszystkie dobrze znają. Pewnie nie raz w nie
grali. Właśnie w niedzielę ja też miałam swój udział w
konkurencji o której pisałam już wcześniej. Łączenie zabawek w
pary. Pluszowe maskotki, klocki, samochody i mnóstwo innych. Cała
impreza skończyła się około godziny 18 chociaż dzieci prosiły
aby ją jeszcze przedłużyć, ale organizatorzy byli nieugięci.
Obiecali że następne święto będzie jeszcze lepsze. Niestety nie
powiedzieli które.
środa, 17 czerwca 2015
Drugi dzień świętowania
Drugi dzień
świętowania. Po konkurencjach sportowych nadszedł czas na imprezę
kulturalną. Zamiast gier towarzyskich dla dzieci zaplanowano występy
zespołów muzycznych i oczywiście konkurs talentów, który cieszył
się największym zainteresowaniem. Prawie każdy chciał wziąć w
nim udział dlatego w ostatniej chwili zmieniono program.
Organizatorzy ogłosili, że skoro jest tylu chętnych całe
popołudnie zostanie przeznaczone na konkurs. Takich braw jeszcze nie
słyszałam. Jak można się było spodziewać wszyscy ze
zniecierpliwieniem czekali na rozpoczęcie. Całe przedpołudnie
upłynęło bez żadnych większych zakłóceń i emocji. Nadszedł
czas obiadu. Tak szybko jeszcze nikt nie jadł jak dzieci. Widać
było, że wszyscy nie mogli się już doczekać tego konkursu.
Wreszcie jeden z organizatorów ogłosił rozpoczęcie. Przez prawie
godzinę sporządzano listę uczestników. Każdy chciał być
pierwszy, ale niestety tak się nie da. W końcu wszyscy zgodzili się
na to, że kolejność alfabetyczna będzie najbardziej sprawiedliwym
rozwiązaniem. Organizatorzy dali wszystkim dwie godziny na
przygotowanie a w tym czasie zorganizowano degustację wypieków
oczywiście przygotowanych przez dzieci. Był to jeden z punktów
programu. Nie tak duży jak konkurs talentów ale jednak. Był to
bardzo dobry pomysł ponieważ nawet w trakcie trwania konkursu
namioty ze słodkościami też cieszyły się sporym
zainteresowaniem. Po ponad dwóch godzinach zaczęły się występy
młodych wykonawców. Na początku zastanawiano się czy, tak jak
zawody sportowe, nie podzielić całego konkursu na kategorie
wiekowe. Sędziowie ustalili dwie. Jedna dla szkoły podstawowej
druga dla gimnazjum. Taki podział spodobał się wszystkim.
Organizatorzy chyba przewidzieli taką sytuację bo nagrody jakie
przygotowali to nie były zabawki czy gry planszowe ale ogromne
puchary. Występy były przewidziane tak by każde dziecko miało
taką samą ilość czasu. Niestety każdy plan ma dziury. Ten nie
przewidział bisów. Niektóre występy trwały dłużej niż inne.
Na szczęście, chociaż też nie wiadomo dlaczego, każdy był na to
przygotowany. Występy były różne. Nawet trafił się iluzjonista,
którego widownia nie wypuściła ze sceny przez ponad pół godziny
i w kategorii gimnazjum to on zdobył największy puchar. W kategorii
szkoły podstawowej zwyciężyła grupa taneczna z naszej szkoły.
Puchar będzie stał obok innych nagród. Ten dzień też można
zaliczyć do udanych.
wtorek, 16 czerwca 2015
Pierwszy dzień świętowania
Witajcie. Ponieważ
taki sposób świętowania dnia dziecka był u nas po raz pierwszy
pomyślałam, że dobrze będzie przedstawić Wam po kolei
poszczególne dni a nie jak poprzednio jedną konkurencję.
Szczególnie, że w innych moje wnuki miały większe sukcesy niż
ja. Pierwszy dzień świętowania. Jak pisałam, wszystko zaczynało
się około 9 rano. Już tydzień wcześniej na tablicach ogłoszeń
we wszystkich miejscowościach rozwieszone były plakaty z programem
na wszystkie dni. Zawsze pierwszym punktem było wystąpienie wójta,
ale przez pierwsze trzy dni przemawiał jakiś zastępca. Dopiero w
poniedziałek wystąpił osobiście, ale o tym następnym razem. Jak
co roku prawie wszystkie konkurencje były podzielone na kategorie
wiekowe. Gry towarzyskie jak puzzle czy skrabble były tylko dla
gimnazjum ale wszelkiego rodzaju gry zespołowe nie miały takiego
podziału. Przecież chodziło przede wszystkim o dobrą zabawę.
Największym zainteresowaniem wśród turniejów cieszyła się piłka
nożna i tu część moich wnuków mogła pokazać swoje
umiejętności. Co ciekawe do tego turnieju została zgłoszona
żeńska drużyna, ale sędziowie nie zgodzili się na ich udział.
Nie wiem dlaczego. Widziałam je w akcji i choć nie jestem znawcą
tematu to ich gra podobała mi się bardziej niż innych nawet
męskich drużyn. Musiały się zadowolić zawodami przygotowanymi
specjalnie dla nich. Każda z miejscowości zorganizowała swoją
imprezę w innym stylu. Pierwszy dzień był przeznaczony na
konkurencje sportowe. Nigdy nie mogłam zrozumieć dzisiejszej
młodzieży, niektóre konkurencje, które na początku wydawały się
całkowicie nie potrzebne było ogromne zainteresowanie. Na pewno
duża część z Was szczególnie tych starszych, oczywiście nikogo
nie obrażając, pamięta jak będąc dzieckiem jedną z zabaw było
skakanie w gumę. Nawet te dzieci, które kompletnie nie wiedziały
na czym to polega chciały wziąć udział. Nie wiem co jest takiego
w zabawach z naszej młodości, że dzisiejsze dzieci są nimi tak
zainteresowane. A może to dzieci czekają na coś „nowego” W
każdym razie po wytłumaczeniu zasad zaczęła się zabawa. Śmiechu
było co niemiara. Nikt nawet nie zauważył upływu czasu, ale każda
impreza musi się kiedyś skończyć. Myślę, że dzień się udał.
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Dzień dziecka
Witajcie. Do dziś
nie mogę dojść do siebie po tegorocznym dniu dziecka. Wprawdzie
minęło już dwa tygodnie od tej daty, ale mam nadzieję, że mnie
zrozumiecie. W naszej gminie dzień dziecka w tym roku obchodzony
był cztery razy. Tak, cztery razy. Największe miejscowości
zorganizowały swoje imprezy kolejno 29, 30 i 31 maja a największe
uroczystości były oczywiście 1 czerwca w poniedziałek. Zamiast
lekcji wszystkie dzieci ze szkół podstawowych i gimnazjów stawiły
się na największe boisko sportowe w gminie. Na tę okoliczność
właściciel stadionu zgodził się udostępnić obiekt. Nie byłoby
w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że taka sytuacja od początku
urzędowania nowego właściciela, to znaczy od jakichś 15 lat,
zdarzyła się tylko kilka razy. Zawsze wymówka była ta sama
„imprezy niszczą murawę a na takiej nie da się grać” Na
cóż, jego prawo. Spytacie dlaczego nie zorganizowano jednej
imprezy? Wszyscy zadawali sobie to samo pytanie przez pierwsze trzy
dni. Dopiero na ostatniej wójt wyjaśnił. W tym roku urodziło się
najwięcej dzieci od 10 lat. Więc jest co świętować. Każda
babcia wie co to znaczy jak urodzi się kolejna wnuczka albo wnuczek.
Szczęście i jeszcze raz szczęście. Mnie spotkało to pięć razy
więc możecie sobie wyobrazić sytuację gdy z całą piątką
świętuje się przez cztery dni. Gry towarzyskie, zabawy, turnieje
przez cały czas. Od 9 rano do 17. Mogę się pochwalić, że w
jednej konkurencji brałam udział. Nie wygrałyśmy (ja i wnuczka
jako drużyna) ale zabawy było co niemiara. Każda z drużyn dostała
zestaw zabawek i trzeba było połączyć je w pary oczywiście na
czas. Miś do misia i tak dalej. 22 zabawki. Dopóki wszystko do
siebie pasowało było dobrze. Kłopoty zaczynały się dopiero gdy
zostały różne zabawki i nic do niczego nie pasowało. Na dodatek
trzeba było wyjaśnić dlaczego takie połączenie a nie inne. Jak
wyjaśnić połączenie pluszowego lwa i kotka. Każdy podawał coś
innego. Obydwa to koty albo coś w tym stylu. W pewnym momencie w
głośnikach usłyszeliśmy: PORA NA OBIAD i takie rozwiązanie
wszystkim się spodobało. No może nie kotkowi. No ale wszystkim
się nie dogodzi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)