środa, 26 lipca 2017

Zła pogoda

 Pogoda może pokrzyżować plany, ale to żadna tajemnica. Wszyscy przez to przechodziliście. Plan dopracowany w najdrobniejszych szczegółach a tu zmiana pogody i cały plan się sypie. Od kilku dni moje wnuczki spędzają u nas całe przedpołudnie. Sytuacja wygląda tak, że co jakiś czas oboje rodziców pracują w tym samym czasie. W roku szkolnym nie ma z tym problemu, bo całe przedpołudnie dzieci spędzają w szkole i przedszkolu, ale w czasie wakacji dzieci nie można dzieci pozostawić bez opieki. Na pewno wiecie o czym mówię. Dzieci mają różne pomysły na spędzenie wolnego czasu. Któregoś dnia, gdy oboje rodziców byli w pracy ich pociechy wpadły na pomysł upieczenia ciasta. Niewiele brakło, aby doszło do nieszczęścia. Cały dom w mące, jajkach i wszystkim co dzieci znalazły w szafkach. Na koniec postanowiły upiec swoje dzieło. Ciasto się całkowicie spaliło, ktoś zauważył dym wydobywający się z okien i zadzwonił po straż pożarną. Po wyjaśnieniu sytuacji, rodzice musieli zapłacić wysoki mandat i od tamtego czasu, w trakcie nieobecności rodziców, dzieci goszczą u nas. Na początku wakacji wybraliśmy się na spacer. W koło naszej miejscowości przebiegają różnokolorowe szlaki turystyczne, więc jest gdzie spacerować. Teraz, gdy tylko odwiedzają nas nasze wnuki, pierwszą rzeczą o jaką pytają to czy pójdziemy na spacer. W poniedziałek obiecałam im taką wycieczkę. Miały wziąć ze sobą plecaki z piciem i mieliśmy iść. Niestety od samego rana padał deszcz i nie mogłam dotrzymać obietnicy. Zupełnie nie było co robić. Dziś było tak samo z tą różnicą, że tym razem byłam przygotowana na deszcz. Będąc na zakupach wstąpiłam do sklepu z zabawkami i zaopatrzyłam się w zestawy puzzli „Dwie strony mocy” firmy Trefl. Dziś od rana świeci słońce i udało mi się dotrzymać obietnicy. Chodziliśmy prawie trzy godziny, a na każdą wzmiankę o powrocie do domu obie wnuczki kręciły nosem. Ale wszystko się kończy i około 13 wróciliśmy do domu. Jak myślicie, o co pytały dziewczynki gdy wracały do swojego domu?  

poniedziałek, 24 lipca 2017

Z przejęciem

 Jak już wiecie moja córka wraz z częścią rodziny spędziła urlop nad naszym morzem. Od samego początku mieli same kłopoty. Najpierw zepsuty samochód. Musieli jechać pociągiem. Na miejscu okazało się, że pracownica hotelu zakwaterowała dwie grupy w tych samych pokojach. Trzeba było wziąć inne i oczywiście dopłacić różnicę w cenie. Jakby tego było mało, prawie przez cały czas pogoda nie nadawała się do leżenia i opalania się na plaży. Tylko ostatni dzień pobytu można było określić mianem udanego. Do domu wrócili w sobotę rano. Myślałam, że chociaż wnuczki przyjdą przywitać się ze mną, ale nie pojawiła się ani jedna. Wszyscy przyszli w odwiedziny dopiero wczoraj. Dowiedziałam się, że po drodze odwieźli do domu jedną z ciotek i dopiero późnym wieczorem dotarli do domu. Wszyscy byli bardzo zmęczeni i zaraz po przybyciu położyli się spać. Wstali około południa. Na drugi dzień po ich wyjeździe dowiedziałam się od córki o ich kłopotach, ale gdy wnuczki zaczęły opowiadać mi te wydarzenia nie miałam sumienia im przerywać. Opowiadały z takim przejęciem, jakby to były najważniejsze sprawy w ich życiu. Dowiedziałam się na przykład, że podczas podróży ich pociąg stał na jednej stacji bardzo długo, a tata nie pozwolił im wysiąść, dlatego obraziły się na niego i zajęły się grą w karty. Pierwsze dni były deszczowe trzeba było znaleźć jakieś zajęcie. Nadal były obrażone, ale gdy zaproponował układanie puzzli wybaczyły mu, bo przecież nie można się gniewać na ukochanego tatusia. Udawały tylko. Puzzle „Dwie strony mocy” to zestaw specjalnie schowany w innej walizce niż cała reszta rzeczy dla dzieci. Widocznie ktoś uznał, że może się przydać dodatkowe pudełko. Miał rację. Ale nie chodziło chyba o sytuację, w której zestaw posłuży do udobruchania obrażonych dzieci. Żyję już parę ładnych lat na tym świecie, ale jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś z takim przejęciem opowiadał o rzeczach, które przydarzają się ludziom na co dzień.  

piątek, 21 lipca 2017

Brak prądu

 Jak ja nie lubię takiej pogody. Wczoraj na termometrze mieliśmy 34 stopnie. W nocy było ich 26 i na dodatek padał deszcz. Mimo pootwieranych wszystkich okien w pokoju było jak w saunie. Nie pomagała nawet włączona klimatyzacja. Mówiłam mężowi, żeby kupić jakiś model znanego i cenionego producenta, ale on jak zwykle na pierwszym miejscu stawiał cenę. Pamiętam czasy, gdy stawialiśmy dom. Wszystkie główne okna musiały być skierowane na południe. Wiecie, taras, słońce przez cały dzień i takie tam. Żałuję, że nie da się zbudować domu, który można by było obracać. Już to widzę, dom się obraca a słońce niech sobie świeci w jego tył. Wtedy nawet najtańsza klimatyzacja poradziłaby sobie. Ależ ja mam wyobraźnię, prawda? Deszcz, niech sobie pada. Po takich upałach go potrzeba, ale niech to się odbywa spokojnie. W nocy wiał silny wiatr. Okna trzeba było pozamykać. Wszyscy mieli do wyboru. Albo sauna, albo basen. Osobiście wolę basen, ale dla domu nie jest to wskazane. Wyobraźcie sobie panele na podłodze nasiąknięte wodą. Na naszym osiedlu rośnie wiele drzew. Niektóre są starsze od najstarszych domów. Takie drzewa są często puste w środku. Wiele z nich powycinano, ale jedno stoi do dziś. Wycięcie go jest bardzo niebezpieczne, gdyż stoi bardzo blisko kilku domów. Zawsze przy silnym wietrze łamią się jakieś gałęzie. Wczoraj taka gałąź spadła na transformator. Całe osiedle nie miało prądu. Co robić w takiej sytuacji? Dzieci siadają na fotelach ze smartfonami w rekach, grają, słuchają muzyki. Gorzej gdy taki smartfon się rozładuje. Ja jestem w lepszej sytuacji. Zajęłam się układaniem puzzli. Nie za bardzo lubię „Gwiezdne wojny” ale z braku innych musiał mi wystarczyć zestaw „Dwie Strony Mocy” firmy Trefl. Zbiegiem okoliczności produkty tej firmy, zawsze ratują nas w takich sytuacjach. Gdy wszystkie smartfony straciły zasilanie, dzieci postanowiły przyłączyć się do mnie. Jak to mówią: w grupie raźniej. Mam nadzieję, że awaria szybko zostanie usunięta. 

środa, 19 lipca 2017

Wuuuuujek!

 W poniedziałek odwiedził nas niespodziewany gość. Po południu usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Myślałam, że to któraś z koleżanek Agnieszki przyszła w odwiedziny, więc nie spieszyło mi się, żeby otworzyć. Agnieszce wprost przeciwnie. W pewnej chwili usłyszałam pisk a potem okrzyk „wuuuujek” Wyjrzałam na korytarz i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. W drzwiach stał Sławek. Wieści szybko się rozeszły i wczoraj mieliśmy w domu prawdziwe przedszkole. Chyba wszystkie koleżanki i koledzy Ani i Agnieszki przyszły przywitać się z dawno nie widzianym gościem. Jak się okazało, Sławek był przygotowany na ciepłe przyjęcie ze strony dzieci, ale nie przewidział, że odwiedzi nas ich aż tyle. Dowiedziałam się od niego, że cały bagażnik ma wypełniony grami, puzzlami i zestawami kart. Przywiózł prezenty chyba w wszystkich miejsc, które odwiedził podczas swojej nieobecności. Ale jak mówiłam, nie wiedział, że dzieci będzie aż tyle. Nie mógł obdarować wszystkich. Anie i Agnieszka już w pierwszy dzień otrzymały prezent powitalny. Nie wiadomo skąd, ale Sławek wiedział, że lubią serię o gwiezdnych wojnach. Zaczęły się nimi interesować jakiś miesiąc temu, więc zestawy puzzli „Dwie Strony Mocy” bardzo im się spodobały. Całe wczorajsze popołudnie nasz gość spędził na zabawie z dziećmi. Nie było nawet chwili, żeby z nim porozmawiać. Nie raz i nie tylko my ale inni rodzice też, próbowaliśmy dowiedzieć się, dlaczego dzieci tak bardzo lubią się z nim bawić. Dowiedzieliśmy się tylko, że tu cytat „wujek jest inny niż wszyscy” Jeśli chodzi o Sławka, to widać było, że lepiej czuje się w towarzystwie dzieci niż dorosłych. Żebyście mnie dobrze zrozumieli. Mimo kilku błędów z młodości Sławek to, według mnie, dobry człowiek. W żadnym wypadku nie zrobiłby i w miarę swoich możliwości nie dałby zrobić żadnemu dziecku nawet najmniejszej krzywdy. Tego możecie być pewni. Wszyscy już wiedzą, że wyjedzie w najbliższy piątek. Wszystkie przywiezione zestawy zostały u nas. Było ich za mało żeby obdarować wszystkich.

poniedziałek, 17 lipca 2017

I tak mieli szczęście

 Wreszcie dojechali. Ale kto, gdzie i kiedy? Jak pamiętacie, ostatnio pisałam o planach urlopowych mojej córki. Dla przypomnienia. Wraz z częścią rodziny wybrała się nad morze. Mieli jechać siedmioosobowym autem, ale w ostatniej chwili okazało się, że samochód trzeba oddać do warsztatu. Pierwsza zmiana planów. Pojechali pociągiem. Podróż miała trwać ponad osiem godzin. Trwała prawie 15. Po drodze, na jednym z przejazdów jakiś obywatel zostawił spalony samochód i po prostu uciekł. Na szczęście maszynista miał dobry refleks i zdążył wyhamować. Ktoś wezwał policję, karetkę i straż pożarną. Potraktowano to zdarzenie jako wypadek. Od razu sprawdzono trzeźwość maszynisty. Zamiast podziękować mu za uniknięcie zderzenia, policja zaczęła badać czy nie jest pod wpływem alkoholu. Wstyd. Ale co zrobić. Spisywanie zeznań, oglądanie miejsca zdarzenia, i sprawdzanie czy ktoś nie został ranny trwało prawie 7 godzin. W końcu wrak usunięto i pociąg mógł ruszyć w dalszą drogę. Dzieci w tym czasie zachowywały się bardzo grzecznie. Jak pamiętacie, rodzice spakowali różne gry i puzzle na ewentualne deszczowe dni. Przydały się teraz. Nasza trójka małych podróżników zajęła się układaniem zestawu puzzli „Dwie Strony Mocy” Po dotarciu na miejsce okazało się, że przez pomyłkę zakwaterowano dwie grupy w tych samych pokojach, a ponieważ druga grupa przyjechała na czas, to oni zajęli zarezerwowane miejsca. To druga zmiana planów. Zamiast dwóch trzyosobowych pokoi, nasi urlopowicze zmuszeni byli zająć trzy dwuosobowe. Oczywiście za ten dodatkowy pokój trzeba było dopłacić. Gdy córka do mnie dzwoniła i opowiadała co zaszło, bardzo się zdenerwowała. Moim zdaniem i tak mieli dużo szczęścia. Mogło się zdarzyć, że nie było wolnych pokoi. Co wtedy? Jak widać za oknami, pogoda nie za bardzo nadaje się do leżenia na plaży, ale miejmy nadzieję, że to się zmieni. Zgodzicie się ze mną, że wszyscy jadący na wakacje liczą na słońce, szczególnie gdy jadą nad morze. 

piątek, 14 lipca 2017

Dobry zwyczaj, nie pożyczaj

 Samochód, niby zwykła rzecz. Jedni nie mają go wcale, inni używają go jak każdego innego wyposażenia, a jeszcze inni poświęcą prawie wszystko, żeby tylko pokręcić kierownicą. Niech nikt nie myśli, że jestem przeciwniczką posiadania auta. W naszej rodzinie od zawsze jest i myślę, że należymy do tej drugiej grupy użytkowników. Ale nie ma nic gorszego, przynajmniej według mnie, gdy właścicielami samochodu jest kilka osób. Wszyscy chcą jeździć, ale jak przyjdzie zapłacić za naprawę to nie ma chętnych. A jeszcze gorzej, gdy tym samochodem jeździ połowa wsi. Zapytacie, jak to? Połowa wsi to rodzina. Dalsza, bliższa, ale rodzina. Gdy raz się pożyczyło, bo jakaś tam ciotka musiała jechać do szpitala, to teraz nikomu nie pasuje odmówić. Jak mówiłam, rodzina. A rodzinie się nie odmawia. I później są tego efekty. Za każdym razem, gdy auto po takiej pożyczce się psuło, właściciele obiecywali, że już nikomu go nie pożyczą. Jak to mówią, obiecanki cacanki. Zbliża się połowa wakacji. Niektórzy, z różnych powodów, dopiero teraz wybierają się na urlop. Tak właśnie jest z moją córką. Zarezerwowała hotel, do wyjazdu szykują się już od tygodnia. Zgadnijcie, które auto, jedyne w naszej rodzinie, pomieści tylu pasażerów. Niestety tak. To, które przechodzi z rąk do rąk. Nasi urlopowicze też postanowili go pożyczyć. Oczywiście im się poszczęściło, bo w tym czasie nikt nie miał zaplanowanej żadnej podróży. Walizki spakowane, wszyscy niecierpliwie oczekiwali przyjazdu środka transportu. Okazało się, że auto jest zepsute. Trzeba będzie jechać pociągiem, a to wiąże się z przepakowaniem wszystkiego. Ubrania, buty i wszystko inne trzeba było zmieścić w połowie walizek. Najgorzej było z kartami i puzzlami, które dzieci przygotowały na ewentualne deszczowe dni. Trzeba było je tak umieścić, żeby w pociągu był do nich łatwy dostęp. W końcu to ponad osiem godzin jazdy. Można było kupić dodatkowe zestawy. Firma Trefl ma w swojej ofercie bogaty wybór, więc z tym nie będzie problemu. Jak mówiłam. Nie ma nic gorszego, jak pożyczanie auta.

środa, 12 lipca 2017

Zmiana zdania

 Jak pamiętacie, uczniowie naszej szkoły zostali zaproszeni na otwarcie wystawy pod nazwą „czy to jeszcze zabawki” od zaprzyjaźnionego kolekcjonera zabawek. Zaproszenie zostało przekazane przy okazji prezentacji jaką przeprowadził, aby zachęcić do wizyty. Zawsze uważał, że wszelkie nowinki techniczne instalowane w zabawkach „niszczą ich duszę” Jaka frajda z zabawy, gdy cały czas coś miga i piszczy. To są jego słowa. Ostatnio zmienił zdanie i właśnie dlatego postanowił otworzyć nową salę przeznaczoną specjalnie dla zabawek, które oprócz takich właśnie światełek i pisków nie mają nic innego do zaoferowania, przynajmniej według jego oceny. W dzień wyjazdu okazało się, że wynajęty autokar nie spełnia wymagań technicznych i wycieczkę trzeba było przełożyć i przeprosić za nieobecność. Nie uwierzycie, jakie było nasze zdziwienie, gdy po około godzinie na plac przed szkołą wjechał nowiutki autokar z reklamą muzeum. Za kierownicą siedział nasz gospodarz. Oznajmił, że otwarcie wystawy nie może się odbyć bez jego ulubionych zwiedzających i dlatego wysłał po nas swój pojazd. Nie wiedzieliśmy, że go ma. Na miejscu czekała jeszcze jedna niespodzianka. Ponieważ wszyscy znali zdanie gospodarza na temat elektroniki, zorganizowano debatę, aby przekonać go do zmiany podejścia. On przeciwko producentom. Jako przykład zaawansowanych technologicznie zabawek posłużyły dwie „VTech- Wywrotka Małego Budowniczego” i „VTech – Jeździk Małego Cyklisty” Według producentów tego rodzaju zabawki uczą dzieci kreatywności, koncentracji i pobudzają wyobraźnię. Kilku trzyletnich ochotników otrzymało te zestawy. Na początku zaczęły tylko naciskać przyciski, tak jak mówił nasz gospodarz. Zabawki zaczęły mówić cyfry, kolory i grać piosenki. Jednak chwilę później dzieci po usłyszeniu jakiegoś słowa zaczęły je powtarzać. Po wrzuceniu na wywrotkę kolorowej piłeczki usłyszały nazwę jej koloru. Gdy ktoś z widzów wywołam jakiś kolor dzieci wiedziały którą piłkę należy wrzucić. Otrzymały potwierdzenie. Śmiechu było co niemiara. Nasz gospodarz publicznie przyznał, że może jednak się mylił. Po zakończeniu uroczystości prezentowane zabawki można było kupić. Producenci nie przygotowali się na taką ilość chętnych. Zestawów szybko zabrakło. 

poniedziałek, 10 lipca 2017

Impreza na cześć zwycięzców

 Jak już nie raz pisałam, każda okazja jest dobra, żeby zorganizować imprezę. U nas jest dużo takich okazji. Czasami myślę, że za dużo. Wymienienie wszystkich, zajęło by mi trochę czasu. Z drugiej strony, gdy mieszka się w małej miejscowości, gdzie prawie nic się nie dzieje, takie uroczystości to jedna z niewielu atrakcji. Jak wiecie, dookoła nas jest las, dlatego kilka razy mieliśmy zaszczyt być gospodarzami mistrzostw w biegach na orientację. Raz były to nawet mistrzostwa świata. Uroczystości na cześć zwycięzców trwały prawie całą noc. Świętowali wszyscy. Uczestnicy, sędziowie i kibice. Jak jedna wielka rodzina. Niestety całe zawody przeznaczone były dla zawodników, którzy ukończyli 16 lat. Organizatorzy po zeszłorocznych mistrzostwach mieli kilka nieprzyjemności z powodu tego ograniczenia. Co prawda tłumaczyli, że to zależy od stopnia trudności trasy biegu, ale nikt nie słuchał takich wyjaśnień. Podczas organizacji zawodów u nas, poprosili lokalne władze o pomoc w przygotowaniu kilku konkurencji dla najmłodszych, tylko w taki sposób, żeby nie zakłócało to przebiegu mistrzostw. Wszystko odbyło się w szkole. Od zwykłego układania puzzli po konkurs na największą bańkę mydlaną. Dla najstarszych uczestników, mecze piłki nożnej i siatkówki. Podobno dyrektor, obawiając się małego zainteresowania poddał propozycje, aby zorganizować turniej pokerowy dla nauczycieli. Takie rozgrywki na pewno cieszyły by się ogromną popularnością wśród uczniów. Zobaczyć nauczycieli grających w karty, to niecodzienny widok. Pomysł bardzo się spodobał. Oczywiście to był żart ze strony dyrektora. Całe zawody miały trwać cały dzień. Nikt nie przewidział, że puzzle i bańki mydlane nie będą nikogo interesowały. Po turniejach w piłkę wszyscy i tak udali się na trasę biegu, aby dopingować swoich faworytów. Nikt nie mógł zarzucić organizatorom, że nie pomyśleli o najmłodszych, ale skoro oni woleli kibicować zawodnikom, to już inna sprawa. Mistrzostwa się udały. Nie było zamieszek, rannych ani aresztowań. Z opowiadań sędziów wynikało, że takie sytuacje miały miejsce przy okazji innych imprez.

czwartek, 6 lipca 2017

Czy to jeszcze zabawki?

 Jeszcze przed wakacjami, w jednym z programów informacyjnych słyszała zapowiedzi minister oświaty o wysłaniu do dyrektorów szkół pisma z prośbą o organizację czasu dla uczniów, którzy w czasie wakacji zostają w domu. Nasz dyrektor jest znany z takich akcji i żadne pismo nie musiało mu o tym przypominać. Nie ważne czy to wakacje, czy ferie zimowe żadne z dzieci nie pozostaje bez opieki. Zajęcia są różne. Turnieje sportowe, wycieczki a najmłodszych wieczory poetyckie. Nie pomyliłam się. Wiele razy na takie spotkania zapraszano znanych w naszej okolicy ludzi, którzy czytali dzieciom wybrane książki. W tym roku jedną z atrakcji miał być wyjazd do centrum nauki Kopernik. Chętnych więcej niż miejsc w autokarze. Dlaczego miał? Jak wiadomo do naszego kraju z wizytą przyleciał prezydent USA. Ponieważ w planach wizyty była wizyta jego żony w centrum, odwołano wszystkie rezerwacje. Wszystkie dzieci były bardzo zawiedzione. Trzeba było wymyślić coś w zamian. Nie było łatwo, ale z pomocą przyszedł znajomy kolekcjoner zabawek. Co mają wspólnego zabawki z centrum nauki? Może i niewiele, ale wizyty naszego znajomego zawsze były mile widziane. Jak już pisałam, kolekcja zabawek zawierała eksponaty z całego wieku. W całej kolekcji nie było ani jednej zabawki związanej z technologią. Nasz gość przy każdym spotkaniu twierdził, że to nie są zabawki tylko urządzenia. Jednak ostatnio zmienił zdanie, nikt nie wie dlaczego. Od jakiegoś czasu zaczął zbierać najnowsze, zaawansowane technicznie zabawki. Na prezentację przywiózł swój ostatni nabytek. Były to zestawy „VTech- Wywrotka Małego Budowniczego” i „VTech – Jeździk Małego Cyklisty” najnowsze produkty firmy Trefl. Na początku opowiadał o różnicach między zabawkami. Na końcu powiedział coś takiego: Prawdziwy kolekcjoner musi mieć zabawki każdego rodzaju, nie ważne czy mu się to podoba czy nie. Są to produkty do zabawy, przeznaczone dla dzieci i powinny się znaleźć w kolekcji. Wszystkie dzieci zostały zaproszone na otwarcie wystawy pod nazwą: Czy to jeszcze zabawki? Nie możemy się doczekać.

wtorek, 4 lipca 2017

Różnica pokoleń

Za oknem od kilku dni mamy bardzo brzydką pogodę, ale to wiedzą wszyscy. Dorośli zawsze znajdą sobie jakieś zajęcie. Z dziećmi jest gorzej. To my, rodzice i dziadkowie, musimy im znaleźć coś do roboty. W obowiązkach domowych nie bardzo chcą pomagać, komputery też nie wszystkich interesują na tyle, by wszystko oddać za możliwość grania czy przeglądania internetu. No i jeszcze liczy się wiek. Im starsze dzieci tym jest gorzej. Wiadomą rzeczą jest, że jedenastolatki nie za bardzo chcą się bawić ze swoim trzyletnim rodzeństwem. Bardzo trudno wymyślić zabawę, która mogłaby zainteresować obie kategorie wiekowe. Nie jest to zbyt miłe, ale jak to zawsze powtarzają moje wnuczki, takie mamy czasy i ani rodzice, ani dziadkowie tego nie zrozumieją. Okazało się, że mogą mieć trochę racji. Niedawno kupiłam w sklepie internetowym zestaw "Pychotki u Dorotki" Jest to zestaw modeli ciastek, który w połączeniu z innymi tego typu zabawkami świetnie nadaje się do zabawy w dom. Pamiętam, że Ania bardzo lubiła bawić się w dom. Gdy tylko spotykała się z koleżankami, zawsze zaczynały od tej zabawy, a później było różnie. Teraz uważają, że już są za duże na takie coś. Teraz wolą układać puzzle, albo urządzać wieczory karaoke. W sklepie firmy Trefl znalazłam coś, co moim zdaniem idealnie pasowało do takich wieczorów. Był to "Mikrofon Soy Luna" Niestety i tym razem nie zrozumiałam co wnuczka miała na myśli mówiąc, że jest za duża na takie coś. Dziś sprzęt do karaoke wygląda trochę inaczej, zwłaszcza cenowo. Mikrofony, wzmacniacze, głośniki i cena 500 – 700 złotych. Z pomocą przyszły młodsze wnuczki. Zaraz po rozpakowaniu zestawów od razu się nimi zainteresowały. Nie w sposób przewidziany przez producenta, ale jednak. Jedyną zabawą z mikrofonem było naciskanie przycisków i słuchanie dźwięków odgrywanych przez urządzenie. Szczególnie piosenka z filmu "Soy Luna" Jednak zakupy nie były całkiem nie udane.