Pogoda może pokrzyżować plany, ale to żadna tajemnica. Wszyscy
przez to przechodziliście. Plan dopracowany w najdrobniejszych
szczegółach a tu zmiana pogody i cały plan się sypie. Od kilku
dni moje wnuczki spędzają u nas całe przedpołudnie. Sytuacja
wygląda tak, że co jakiś czas oboje rodziców pracują w tym samym
czasie. W roku szkolnym nie ma z tym problemu, bo całe przedpołudnie
dzieci spędzają w szkole i przedszkolu, ale w czasie wakacji dzieci
nie można dzieci pozostawić bez opieki. Na pewno wiecie o czym
mówię. Dzieci mają różne pomysły na spędzenie wolnego czasu.
Któregoś dnia, gdy oboje rodziców byli w pracy ich pociechy
wpadły na pomysł upieczenia ciasta. Niewiele brakło, aby doszło
do nieszczęścia. Cały dom w mące, jajkach i wszystkim co dzieci
znalazły w szafkach. Na koniec postanowiły upiec swoje dzieło.
Ciasto się całkowicie spaliło, ktoś zauważył dym wydobywający
się z okien i zadzwonił po straż pożarną. Po wyjaśnieniu
sytuacji, rodzice musieli zapłacić wysoki mandat i od tamtego
czasu, w trakcie nieobecności rodziców, dzieci goszczą u nas. Na
początku wakacji wybraliśmy się na spacer. W koło naszej
miejscowości przebiegają różnokolorowe szlaki turystyczne, więc
jest gdzie spacerować. Teraz, gdy tylko odwiedzają nas nasze wnuki,
pierwszą rzeczą o jaką pytają to czy pójdziemy na spacer. W
poniedziałek obiecałam im taką wycieczkę. Miały wziąć ze sobą
plecaki z piciem i mieliśmy iść. Niestety od samego rana padał
deszcz i nie mogłam dotrzymać obietnicy. Zupełnie nie było co
robić. Dziś było tak samo z tą różnicą, że tym razem byłam
przygotowana na deszcz. Będąc na zakupach wstąpiłam do sklepu z
zabawkami i zaopatrzyłam się w zestawy puzzli „Dwie strony mocy”
firmy Trefl. Dziś od rana świeci słońce i udało mi się
dotrzymać obietnicy. Chodziliśmy prawie trzy godziny, a na każdą
wzmiankę o powrocie do domu obie wnuczki kręciły nosem. Ale
wszystko się kończy i około 13 wróciliśmy do domu. Jak myślicie,
o co pytały dziewczynki gdy wracały do swojego domu?
środa, 26 lipca 2017
poniedziałek, 24 lipca 2017
Z przejęciem
Jak już wiecie moja córka wraz z częścią rodziny spędziła
urlop nad naszym morzem. Od samego początku mieli same kłopoty.
Najpierw zepsuty samochód. Musieli jechać pociągiem. Na miejscu
okazało się, że pracownica hotelu zakwaterowała dwie grupy w tych
samych pokojach. Trzeba było wziąć inne i oczywiście dopłacić
różnicę w cenie. Jakby tego było mało, prawie przez cały czas
pogoda nie nadawała się do leżenia i opalania się na plaży.
Tylko ostatni dzień pobytu można było określić mianem udanego.
Do domu wrócili w sobotę rano. Myślałam, że chociaż wnuczki
przyjdą przywitać się ze mną, ale nie pojawiła się ani jedna.
Wszyscy przyszli w odwiedziny dopiero wczoraj. Dowiedziałam się, że
po drodze odwieźli do domu jedną z ciotek i dopiero późnym
wieczorem dotarli do domu. Wszyscy byli bardzo zmęczeni i zaraz po
przybyciu położyli się spać. Wstali około południa. Na drugi
dzień po ich wyjeździe dowiedziałam się od córki o ich
kłopotach, ale gdy wnuczki zaczęły opowiadać mi te wydarzenia nie
miałam sumienia im przerywać. Opowiadały z takim przejęciem,
jakby to były najważniejsze sprawy w ich życiu. Dowiedziałam się
na przykład, że podczas podróży ich pociąg stał na jednej
stacji bardzo długo, a tata nie pozwolił im wysiąść, dlatego
obraziły się na niego i zajęły się grą w karty. Pierwsze dni
były deszczowe trzeba było znaleźć jakieś zajęcie. Nadal były
obrażone, ale gdy zaproponował układanie puzzli wybaczyły mu, bo
przecież nie można się gniewać na ukochanego tatusia. Udawały
tylko. Puzzle „Dwie strony mocy” to zestaw specjalnie schowany w
innej walizce niż cała reszta rzeczy dla dzieci. Widocznie ktoś
uznał, że może się przydać dodatkowe pudełko. Miał rację. Ale
nie chodziło chyba o sytuację, w której zestaw posłuży do
udobruchania obrażonych dzieci. Żyję już parę ładnych lat na
tym świecie, ale jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś z takim
przejęciem opowiadał o rzeczach, które przydarzają się ludziom
na co dzień.
piątek, 21 lipca 2017
Brak prądu
Jak ja nie lubię takiej pogody. Wczoraj na termometrze mieliśmy 34
stopnie. W nocy było ich 26 i na dodatek padał deszcz. Mimo
pootwieranych wszystkich okien w pokoju było jak w saunie. Nie
pomagała nawet włączona klimatyzacja. Mówiłam mężowi, żeby
kupić jakiś model znanego i cenionego producenta, ale on jak zwykle
na pierwszym miejscu stawiał cenę. Pamiętam czasy, gdy stawialiśmy
dom. Wszystkie główne okna musiały być skierowane na południe.
Wiecie, taras, słońce przez cały dzień i takie tam. Żałuję, że
nie da się zbudować domu, który można by było obracać. Już to
widzę, dom się obraca a słońce niech sobie świeci w jego tył.
Wtedy nawet najtańsza klimatyzacja poradziłaby sobie. Ależ ja mam
wyobraźnię, prawda? Deszcz, niech sobie pada. Po takich upałach go
potrzeba, ale niech to się odbywa spokojnie. W nocy wiał silny
wiatr. Okna trzeba było pozamykać. Wszyscy mieli do wyboru. Albo
sauna, albo basen. Osobiście wolę basen, ale dla domu nie jest to
wskazane. Wyobraźcie sobie panele na podłodze nasiąknięte wodą.
Na naszym osiedlu rośnie wiele drzew. Niektóre są starsze od
najstarszych domów. Takie drzewa są często puste w środku. Wiele
z nich powycinano, ale jedno stoi do dziś. Wycięcie go jest bardzo
niebezpieczne, gdyż stoi bardzo blisko kilku domów. Zawsze przy
silnym wietrze łamią się jakieś gałęzie. Wczoraj taka gałąź
spadła na transformator. Całe osiedle nie miało prądu. Co robić
w takiej sytuacji? Dzieci siadają na fotelach ze smartfonami w
rekach, grają, słuchają muzyki. Gorzej gdy taki smartfon się
rozładuje. Ja jestem w lepszej sytuacji. Zajęłam się układaniem
puzzli. Nie za bardzo lubię „Gwiezdne wojny” ale z braku innych
musiał mi wystarczyć zestaw „Dwie
Strony Mocy” firmy Trefl. Zbiegiem okoliczności produkty tej
firmy, zawsze ratują nas w takich sytuacjach. Gdy
wszystkie smartfony straciły zasilanie, dzieci postanowiły
przyłączyć się do mnie. Jak to mówią: w grupie raźniej. Mam
nadzieję, że awaria szybko zostanie usunięta.
środa, 19 lipca 2017
Wuuuuujek!
W poniedziałek odwiedził nas niespodziewany gość. Po południu
usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Myślałam, że to któraś z
koleżanek Agnieszki przyszła w odwiedziny, więc nie spieszyło mi
się, żeby otworzyć. Agnieszce wprost przeciwnie. W pewnej chwili
usłyszałam pisk a potem okrzyk „wuuuujek” Wyjrzałam na
korytarz i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. W drzwiach stał
Sławek. Wieści szybko się rozeszły i wczoraj mieliśmy w domu
prawdziwe przedszkole. Chyba wszystkie koleżanki i koledzy Ani i
Agnieszki przyszły przywitać się z dawno nie widzianym gościem.
Jak się okazało, Sławek był przygotowany na ciepłe przyjęcie ze
strony dzieci, ale nie przewidział, że odwiedzi nas ich aż tyle.
Dowiedziałam się od niego, że cały bagażnik ma wypełniony
grami, puzzlami i zestawami kart. Przywiózł prezenty chyba w
wszystkich miejsc, które odwiedził podczas swojej nieobecności.
Ale jak mówiłam, nie wiedział, że dzieci będzie aż tyle. Nie
mógł obdarować wszystkich. Anie i Agnieszka już w pierwszy dzień
otrzymały prezent powitalny. Nie wiadomo skąd, ale Sławek
wiedział, że lubią serię o gwiezdnych wojnach. Zaczęły się
nimi interesować jakiś miesiąc temu, więc zestawy puzzli „Dwie
Strony Mocy” bardzo im się
spodobały. Całe wczorajsze popołudnie nasz gość spędził na
zabawie z dziećmi. Nie było nawet chwili, żeby z nim porozmawiać.
Nie raz i nie tylko my ale inni rodzice też, próbowaliśmy
dowiedzieć się, dlaczego dzieci tak bardzo lubią się z nim bawić.
Dowiedzieliśmy się tylko, że tu cytat „wujek jest inny niż
wszyscy” Jeśli chodzi o Sławka, to widać było, że lepiej czuje
się w towarzystwie dzieci niż dorosłych. Żebyście mnie dobrze
zrozumieli. Mimo kilku błędów z młodości Sławek to, według
mnie, dobry człowiek. W żadnym wypadku nie zrobiłby i w miarę
swoich możliwości nie dałby zrobić żadnemu dziecku nawet
najmniejszej krzywdy. Tego możecie być pewni. Wszyscy już wiedzą,
że wyjedzie w najbliższy piątek. Wszystkie przywiezione zestawy
zostały u nas. Było ich za mało żeby obdarować wszystkich.
poniedziałek, 17 lipca 2017
I tak mieli szczęście
Wreszcie dojechali. Ale kto, gdzie i kiedy? Jak pamiętacie, ostatnio
pisałam o planach urlopowych mojej córki. Dla przypomnienia. Wraz z
częścią rodziny wybrała się nad morze. Mieli jechać
siedmioosobowym autem, ale w ostatniej chwili okazało się, że
samochód trzeba oddać do warsztatu. Pierwsza zmiana planów.
Pojechali pociągiem. Podróż miała trwać ponad osiem godzin.
Trwała prawie 15. Po drodze, na jednym z przejazdów jakiś obywatel
zostawił spalony samochód i po prostu uciekł. Na szczęście
maszynista miał dobry refleks i zdążył wyhamować. Ktoś wezwał
policję, karetkę i straż pożarną. Potraktowano to zdarzenie jako
wypadek. Od razu sprawdzono trzeźwość maszynisty. Zamiast
podziękować mu za uniknięcie zderzenia, policja zaczęła badać
czy nie jest pod wpływem alkoholu. Wstyd. Ale co zrobić. Spisywanie
zeznań, oglądanie miejsca zdarzenia, i sprawdzanie czy ktoś nie
został ranny trwało prawie 7 godzin. W końcu wrak usunięto i
pociąg mógł ruszyć w dalszą drogę. Dzieci w tym czasie
zachowywały się bardzo grzecznie. Jak pamiętacie, rodzice
spakowali różne gry i puzzle na ewentualne deszczowe dni. Przydały
się teraz. Nasza trójka małych podróżników zajęła się
układaniem zestawu puzzli „Dwie
Strony Mocy” Po dotarciu na miejsce okazało się, że przez
pomyłkę zakwaterowano dwie grupy w tych samych pokojach, a ponieważ
druga grupa przyjechała na czas, to oni zajęli zarezerwowane
miejsca. To druga zmiana planów. Zamiast dwóch trzyosobowych pokoi,
nasi urlopowicze zmuszeni byli zająć trzy dwuosobowe. Oczywiście
za ten dodatkowy pokój trzeba było dopłacić. Gdy
córka do mnie dzwoniła i opowiadała co zaszło, bardzo się
zdenerwowała. Moim zdaniem i tak mieli dużo szczęścia. Mogło się
zdarzyć, że nie było wolnych pokoi. Co wtedy? Jak widać za
oknami, pogoda nie za bardzo nadaje się do leżenia na plaży, ale
miejmy nadzieję, że to się zmieni. Zgodzicie się ze mną, że
wszyscy jadący na wakacje liczą na słońce, szczególnie gdy jadą
nad morze.
piątek, 14 lipca 2017
Dobry zwyczaj, nie pożyczaj
Samochód, niby zwykła rzecz. Jedni nie mają go wcale, inni używają
go jak każdego innego wyposażenia, a jeszcze inni poświęcą
prawie wszystko, żeby tylko pokręcić kierownicą. Niech nikt nie
myśli, że jestem przeciwniczką posiadania auta. W naszej rodzinie
od zawsze jest i myślę, że należymy do tej drugiej grupy
użytkowników. Ale nie ma nic gorszego, przynajmniej według mnie,
gdy właścicielami samochodu jest kilka osób. Wszyscy chcą
jeździć, ale jak przyjdzie zapłacić za naprawę to nie ma
chętnych. A jeszcze gorzej, gdy tym samochodem jeździ połowa wsi.
Zapytacie, jak to? Połowa wsi to rodzina. Dalsza, bliższa, ale
rodzina. Gdy raz się pożyczyło, bo jakaś tam ciotka musiała
jechać do szpitala, to teraz nikomu nie pasuje odmówić. Jak
mówiłam, rodzina. A rodzinie się nie odmawia. I później są tego
efekty. Za każdym razem, gdy auto po takiej pożyczce się psuło,
właściciele obiecywali, że już nikomu go nie pożyczą. Jak to
mówią, obiecanki cacanki. Zbliża się połowa wakacji. Niektórzy,
z różnych powodów, dopiero teraz wybierają się na urlop. Tak
właśnie jest z moją córką. Zarezerwowała hotel, do wyjazdu
szykują się już od tygodnia. Zgadnijcie, które auto, jedyne w
naszej rodzinie, pomieści tylu pasażerów. Niestety tak. To, które
przechodzi z rąk do rąk. Nasi urlopowicze też postanowili go
pożyczyć. Oczywiście im się poszczęściło, bo w tym czasie nikt
nie miał zaplanowanej żadnej podróży. Walizki spakowane, wszyscy
niecierpliwie oczekiwali przyjazdu środka transportu. Okazało się,
że auto jest zepsute. Trzeba będzie jechać pociągiem, a to wiąże
się z przepakowaniem wszystkiego. Ubrania, buty i wszystko inne
trzeba było zmieścić w połowie walizek. Najgorzej było z kartami
i puzzlami, które dzieci przygotowały na ewentualne deszczowe dni.
Trzeba było je tak umieścić, żeby w pociągu był do nich łatwy
dostęp. W końcu to ponad osiem godzin jazdy. Można było kupić
dodatkowe zestawy. Firma Trefl ma w swojej ofercie bogaty wybór,
więc z tym nie będzie problemu. Jak mówiłam. Nie ma nic gorszego,
jak pożyczanie auta.
środa, 12 lipca 2017
Zmiana zdania
Jak pamiętacie, uczniowie naszej szkoły zostali zaproszeni na
otwarcie wystawy pod nazwą „czy to jeszcze zabawki” od
zaprzyjaźnionego kolekcjonera zabawek. Zaproszenie zostało
przekazane przy okazji prezentacji jaką przeprowadził, aby zachęcić
do wizyty. Zawsze uważał, że wszelkie nowinki techniczne
instalowane w zabawkach „niszczą ich duszę” Jaka frajda z
zabawy, gdy cały czas coś miga i piszczy. To są jego słowa.
Ostatnio zmienił zdanie i właśnie dlatego postanowił otworzyć
nową salę przeznaczoną specjalnie dla zabawek, które oprócz
takich właśnie światełek i pisków nie mają nic innego do
zaoferowania, przynajmniej według jego oceny. W dzień wyjazdu
okazało się, że wynajęty autokar nie spełnia wymagań
technicznych i wycieczkę trzeba było przełożyć i przeprosić za
nieobecność. Nie uwierzycie, jakie było nasze zdziwienie, gdy po
około godzinie na plac przed szkołą wjechał nowiutki autokar z
reklamą muzeum. Za kierownicą siedział nasz gospodarz. Oznajmił,
że otwarcie wystawy nie może się odbyć bez jego ulubionych
zwiedzających i dlatego wysłał po nas swój pojazd. Nie
wiedzieliśmy, że go ma. Na miejscu czekała jeszcze jedna
niespodzianka. Ponieważ wszyscy znali zdanie gospodarza na temat
elektroniki, zorganizowano debatę, aby przekonać go do zmiany
podejścia. On przeciwko producentom. Jako przykład zaawansowanych
technologicznie zabawek posłużyły dwie „VTech-
Wywrotka Małego Budowniczego” i
„VTech – Jeździk Małego Cyklisty” Według producentów tego
rodzaju zabawki uczą dzieci kreatywności, koncentracji i pobudzają
wyobraźnię. Kilku trzyletnich ochotników otrzymało te zestawy.
Na początku zaczęły tylko naciskać przyciski, tak jak mówił
nasz gospodarz. Zabawki zaczęły mówić cyfry, kolory i grać
piosenki. Jednak chwilę później dzieci po usłyszeniu jakiegoś
słowa zaczęły je powtarzać. Po wrzuceniu na wywrotkę kolorowej
piłeczki usłyszały nazwę jej koloru. Gdy ktoś z widzów wywołam
jakiś kolor dzieci wiedziały którą piłkę należy wrzucić.
Otrzymały potwierdzenie. Śmiechu było co niemiara. Nasz gospodarz
publicznie przyznał, że może jednak się mylił. Po zakończeniu
uroczystości prezentowane zabawki można było kupić. Producenci
nie przygotowali się na taką ilość chętnych. Zestawów szybko
zabrakło.
poniedziałek, 10 lipca 2017
Impreza na cześć zwycięzców
Jak już nie raz pisałam, każda okazja jest dobra, żeby
zorganizować imprezę. U nas jest dużo takich okazji. Czasami
myślę, że za dużo. Wymienienie wszystkich, zajęło by mi trochę
czasu. Z drugiej strony, gdy mieszka się w małej miejscowości,
gdzie prawie nic się nie dzieje, takie uroczystości to jedna z
niewielu atrakcji. Jak wiecie, dookoła nas jest las, dlatego kilka
razy mieliśmy zaszczyt być gospodarzami mistrzostw w biegach na
orientację. Raz były to nawet mistrzostwa świata. Uroczystości na
cześć zwycięzców trwały prawie całą noc. Świętowali wszyscy.
Uczestnicy, sędziowie i kibice. Jak jedna wielka rodzina. Niestety
całe zawody przeznaczone były dla zawodników, którzy ukończyli
16 lat. Organizatorzy po zeszłorocznych mistrzostwach mieli kilka
nieprzyjemności z powodu tego ograniczenia. Co prawda tłumaczyli,
że to zależy od stopnia trudności trasy biegu, ale nikt nie
słuchał takich wyjaśnień. Podczas organizacji zawodów u nas,
poprosili lokalne władze o pomoc w przygotowaniu kilku konkurencji
dla najmłodszych, tylko w taki sposób, żeby nie zakłócało to
przebiegu mistrzostw. Wszystko odbyło się w szkole. Od zwykłego
układania puzzli po konkurs na największą bańkę mydlaną. Dla
najstarszych uczestników, mecze piłki nożnej i siatkówki.
Podobno dyrektor, obawiając się małego zainteresowania poddał
propozycje, aby zorganizować turniej pokerowy dla nauczycieli. Takie
rozgrywki na pewno cieszyły by się ogromną popularnością wśród
uczniów. Zobaczyć nauczycieli grających w karty, to niecodzienny
widok. Pomysł bardzo się spodobał. Oczywiście to był żart ze
strony dyrektora. Całe zawody miały trwać cały dzień. Nikt nie
przewidział, że puzzle i bańki mydlane nie będą nikogo
interesowały. Po turniejach w piłkę wszyscy i tak udali się na
trasę biegu, aby dopingować swoich faworytów. Nikt nie mógł
zarzucić organizatorom, że nie pomyśleli o najmłodszych, ale
skoro oni woleli kibicować zawodnikom, to już inna sprawa.
Mistrzostwa się udały. Nie było zamieszek, rannych ani aresztowań.
Z opowiadań sędziów wynikało, że takie sytuacje miały miejsce
przy okazji innych imprez.
czwartek, 6 lipca 2017
Czy to jeszcze zabawki?
Jeszcze przed wakacjami, w jednym z programów informacyjnych
słyszała zapowiedzi minister oświaty o wysłaniu do dyrektorów
szkół pisma z prośbą o organizację czasu dla uczniów, którzy w
czasie wakacji zostają w domu. Nasz dyrektor jest znany z takich
akcji i żadne pismo nie musiało mu o tym przypominać. Nie ważne
czy to wakacje, czy ferie zimowe żadne z dzieci nie pozostaje bez
opieki. Zajęcia są różne. Turnieje sportowe, wycieczki a
najmłodszych wieczory poetyckie. Nie pomyliłam się. Wiele razy na
takie spotkania zapraszano znanych w naszej okolicy ludzi, którzy
czytali dzieciom wybrane książki. W tym roku jedną z atrakcji miał
być wyjazd do centrum nauki Kopernik. Chętnych więcej niż miejsc
w autokarze. Dlaczego miał? Jak wiadomo do naszego kraju z wizytą
przyleciał prezydent USA. Ponieważ w planach wizyty była wizyta
jego żony w centrum, odwołano wszystkie rezerwacje. Wszystkie
dzieci były bardzo zawiedzione. Trzeba było wymyślić coś w
zamian. Nie było łatwo, ale z pomocą przyszedł znajomy
kolekcjoner zabawek. Co mają wspólnego zabawki z centrum nauki?
Może i niewiele, ale wizyty naszego znajomego zawsze były mile
widziane. Jak już pisałam, kolekcja zabawek zawierała eksponaty z
całego wieku. W całej kolekcji nie było ani jednej zabawki
związanej z technologią. Nasz gość przy każdym spotkaniu
twierdził, że to nie są zabawki tylko urządzenia. Jednak ostatnio
zmienił zdanie, nikt nie wie dlaczego. Od jakiegoś czasu zaczął
zbierać najnowsze, zaawansowane technicznie zabawki. Na prezentację
przywiózł swój ostatni nabytek. Były to zestawy „VTech-
Wywrotka Małego Budowniczego” i
„VTech – Jeździk Małego Cyklisty” najnowsze produkty firmy
Trefl. Na początku opowiadał o różnicach między zabawkami. Na
końcu powiedział coś takiego: Prawdziwy kolekcjoner musi mieć
zabawki każdego rodzaju, nie ważne czy mu się to podoba czy nie.
Są to produkty do zabawy, przeznaczone dla dzieci i powinny się
znaleźć w kolekcji. Wszystkie dzieci zostały zaproszone na
otwarcie wystawy pod nazwą: Czy to jeszcze zabawki? Nie możemy się
doczekać.
wtorek, 4 lipca 2017
Różnica pokoleń
Za oknem od kilku dni mamy
bardzo brzydką pogodę, ale to wiedzą wszyscy. Dorośli zawsze
znajdą sobie jakieś zajęcie. Z dziećmi jest gorzej. To my,
rodzice i dziadkowie, musimy im znaleźć coś do roboty. W
obowiązkach domowych nie bardzo chcą pomagać, komputery też nie
wszystkich interesują na tyle, by wszystko oddać za możliwość
grania czy przeglądania internetu. No i jeszcze liczy się wiek. Im
starsze dzieci tym jest gorzej. Wiadomą rzeczą jest, że
jedenastolatki nie za bardzo chcą się bawić ze swoim trzyletnim
rodzeństwem. Bardzo trudno wymyślić zabawę, która mogłaby
zainteresować obie kategorie wiekowe. Nie jest to zbyt miłe, ale
jak to zawsze powtarzają moje wnuczki, takie mamy czasy i ani
rodzice, ani dziadkowie tego nie zrozumieją. Okazało się, że mogą
mieć trochę racji. Niedawno kupiłam w sklepie internetowym zestaw
"Pychotki u Dorotki" Jest to zestaw modeli ciastek, który
w połączeniu z innymi tego typu zabawkami świetnie nadaje się do
zabawy w dom. Pamiętam, że Ania bardzo lubiła bawić się w dom.
Gdy tylko spotykała się z koleżankami, zawsze zaczynały od tej
zabawy, a później było różnie. Teraz uważają, że już są za
duże na takie coś. Teraz wolą układać puzzle, albo urządzać
wieczory karaoke. W sklepie firmy Trefl znalazłam coś, co moim
zdaniem idealnie pasowało do takich wieczorów. Był to "Mikrofon
Soy Luna" Niestety i tym razem nie zrozumiałam co wnuczka miała
na myśli mówiąc, że jest za duża na takie coś. Dziś sprzęt do
karaoke wygląda trochę inaczej, zwłaszcza cenowo. Mikrofony,
wzmacniacze, głośniki i cena 500 – 700 złotych. Z pomocą
przyszły młodsze wnuczki. Zaraz po rozpakowaniu zestawów od razu
się nimi zainteresowały. Nie w sposób przewidziany przez
producenta, ale jednak. Jedyną zabawą z mikrofonem było naciskanie
przycisków i słuchanie dźwięków odgrywanych przez urządzenie.
Szczególnie piosenka z filmu "Soy Luna" Jednak zakupy nie
były całkiem nie udane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)