środa, 28 grudnia 2016

Wyszło szydło z worka

 Ostatnio pisałam o spotkaniu rodzinnym i o kłopotach jakie od początku sprawiały dzieci. Każda nasza decyzja była zła. Nie ten pokój do zabawy, nie takie miejsca przy stole. Wszystko źle. Sytuacja zmieniła się dopiero gdy w drzwiach stanęła najbardziej nieoczekiwana osoba. Nikt nawet nie pomyślał żeby go zaprosić. Chodzi mi o Sławka. Wśród dzieci od razu zapanowała zgoda. Wujek zdążył się tylko przywitać i przeprosić za nieoczekiwane odwiedziny. Dzieci od razu zabrały go do pokoju. Teraz nikt nawet nie wspomniał, że pokój jest nie dobry. Przez cały czas dzieci zachowywały się jakby ich nie było. Jedyny problem pojawił się, gdy trzeba było wracać do domu. Nic nie pomagało. Ani prośby, ani groźby, ani nawet próba przekupienia dzieci. Po chwili rozmowy ze Sławkiem wszystkie dzieci, trochę smutne ale wróciły do domu. Wujek coś im obiecał. Właśnie, wujek. Wszystkie dzieci nazywały go wujkiem. Nikt nie wie w co się bawili, ani co to za obietnica. Mogłam się tylko domyślać. Ulubioną zabawą Ani i Agnieszki jest zabawa w sklep. Poza tym gdy weszłam do pokoju, wszystko było poukładane. Wczoraj usłyszałam rozmowę dziewczynek. Wujek obiecał przynieść na następny raz coś do sklepu, żeby było czym płacić. Myślę, że mogą to być pieniądze jakich używa się w grze „Monopoly” Wiedzieliśmy, że wśród zabawek nie ma niczego, co nadawałoby się dla dwulatków. Niby bez okazji kupiliśmy zestaw „ Baby cubes na farmie” Rodzice Ani chyba wpadli na ten sam pomysł. Oni wybrali zestaw puzzli „ Anna i Elsa- puzzle glam” którego też nie było w naszym domu. Moje podejrzenia co do sklepu rozwiała wczorajsza paczka, która przyszła do Agnieszki. Była to zabawka, model kasy której używa się w prawdziwych sklepach. Całkiem dobry pomysł. Nauka i zabawa w jednym. Wszystkie dzieci bawią się w sklep, a Ania i Agnieszka przy okazji płacenia i wydawania reszty będą ćwiczyć liczenie. Zobaczymy co z tego wyniknie.

wtorek, 27 grudnia 2016

Spotkanie rodzinne

 Jak to mówią: święta, święta i po świętach. Nasze udały się w tym roku jak nigdy przedtem. Pamiętam, jak byłam jeszcze dzieckiem, gdy cała rodzina spotykała się w drugi dzień świąt. W zależności od gości spotkania przebiegały w spokojnej atmosferze, a czasem trzeba było rozdzielać członków rodziny, żeby nie doszło do jakiegoś nieszczęścia. Z biegiem lat, gdy cała rodzina rozjechała się po świecie, w odwiedziny do rodzinnego domu przychodziło coraz mniej osób. Jednak od kilku lat, gdy rodzina zaczęła wracać do Polski, czasem w powiększonym składzie, takie spotkania rozpoczęły się na nowo. W tym roku było jeszcze więcej osób, bo zaprosiliśmy również znajomych. Nie żebym miała coś przeciwko dzieciom, ale nasza piątka i czwórka, która przyszła z rodzicami to było trochę za dużo. Dzieci w wieku od 3 do 16 lat. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach młodzież nie za bardzo chce się bawić z małymi dziećmi. Gdy wszyscy zaproszeni już się zebrali, zasiedliśmy do uroczystego obiadu. Dorośli osobno a dzieci osobno. Nie bardzo wiadomo było gdzie posadzić młodzież. Sami mieli podjąć decyzję. Wiadomo co wybrali. Na początku Agnieszka i Ania trochę marudziły, ale całą awanturę przerwał nieoczekiwany gość. W drzwiach pojawił się Sławek. Wszystkie dzieci myślały już tylko o jednym. Jak najszybciej zjeść obiad i rozpocząć zabawę z wujkiem. Nie raz się przekonaliśmy, że dzieci oddawały wszystko i przy każdej okazji za czas spędzony ze Sławkiem. Pamiętam jedno z przyjęć Agnieszki. Dostała dużo życzeń i jeszcze więcej prezentów, bardziej lub mniej wyszukanych. Jednak otworzyła tylko jeden. Zwykły zestaw puzzli „ Anna i Elsa- puzzle glam” Zgadnijcie od kogo? Żadnego wrażenia nie zrobił na niej zestaw puzzli sensorycznych z bohaterami filmu „Auta” Wszyscy świętowali, a ona od razu zabrała się do układania swojego zestawu. Oczywiście z wujkiem. Dzięki jednej osobie, przez cały dzień wszystkie dzieci zachowywały się jakby ich nie było. Tylko jedna rzecz pozwoliła zabrać wszystkie dzieci do domu. Obietnica złożona dzieciom przez Sławka. Nie wiadomo jaka.

środa, 21 grudnia 2016

Lepiej pilnować dzieci

 Odkąd pamiętam, w domu zawsze mieliśmy żywą choinkę. Gdy byłam dzieckiem, tata razem z wujkiem szli do lasu i przynosili piękne drzewko i w wigilię. Gdy dorośli przygotowywali się do wieczerzy, wszystkie dzieci zajęte były przystrajaniem choinki. Później gdy zaczęto zakładać szkółki drzew i nie wolno było już wycinać choinek w lesie, kupowaliśmy je zawsze od tego samego sprzedawcy. Pięćdziesiąt lat nic się nie zmieniało. Aż do zeszłego roku. Jak w każdym roku, mąż przywiózł drzewko tydzień wcześniej. Wtedy nasze wnuki poprosiły o pozwolenie ubrania choinki także u nas. Nie widzieliśmy w tym nic złego. Nam zabierało to pół dnia. Niestety zostawiliśmy je bez opieki. Zadowoleni, że dzieci się nie kłócą, zajęliśmy się swoimi sprawami. Pożałowaliśmy tego dopiero gdy przyszliśmy obejrzeć efekty ich pracy. Góra choinki była pięknie przystrojona, rozłożone lampki, zawieszone bombki a nawet gwiazda na czubku. Niestety dół wyglądał gorzej. Wszystkie igły z najniższych gałęzi były poobrywane i leżały na podłodze. Dzieci powiedziały, że przy wieszaniu bombek wyżej, igły kuły je w ręce i dlatego trzeba było je poobrywać. Nie było czasu na szukanie nowej choinki, więc gałęzie bez igieł zostały odcięte i choinka zamiast dwóch metrów miała metr i sześćdziesiąt centymetrów. Na początku wydawała się bardzo mała. W tym roku mieliśmy dwie możliwości. Albo nie pozwolić dzieciom na powtórkę z zeszłego roku, albo kupić sztuczną choinkę. Nawet zestaw „ Auta – puzzle sensoryczne- fun for everyone” który kupiliśmy, żeby odwrócić uwagę dzieci od choinki nie pomógł. Takim sposobem, pod czujnym okiem dorosłych, pozwoliliśmy im ustroić nasze drzewko. Oczywiście żywe. Tym razem nie oberwały ani jednej igły. W nagrodę za pomoc dokupiliśmy jeszcze jeden zestaw „ Anna i Elsa- puzzle glam” Pod choinkę mamy dla wszystkich dzieci inną niespodziankę. Ale o tym następnym razem.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Kupowanie prezentów

 Witajcie. Dziś małe przemyślenia dotyczące kupowania prezentów. Szczególnie jeśli chodzi o dzieci. Przekonałam się, że im młodsze dzieci, tym większe kłopoty. Prezent musi się spodobać i w dzisiejszych czasach, gdy większość ludzi nie należy do milionerów, nie może kosztować majątku. Jaki sens kupowania czegoś, co kosztuje kilkaset złotych, gdy w większości przypadków po tygodniu zabawka ląduje w kącie a u dzieci lubiących porządek, w pudle z zabawkami. Najprostszym sposobem byłoby po prostu zapytać co dzieci chciałyby dostać. Jednak u nas nie zdaje to egzaminu. Mój mąż zawsze popełnia ten błąd. Dzieci zapytane o oczekiwania co do prezentów, wiedzą już o planowanej wyprawie dziadka do sklepu. Czekają kilka dni i rozpoczynają poszukiwania. Drugim błędem, który popełnia dziadek jest chowanie zakupów zawsze w tym samym miejscu. Pod łóżkiem. Oczywiście jest to pierwsze miejsce, które sprawdzają mali detektywi. Dziadek musi kupować prezenty jeszcze raz. Druga rzecz. Prezent musi się podobać. Tym razem moja wpadka. Jeśli dobrze pamiętam, było to na któreś urodziny Agnieszki. Od dnia premiery lubiła bohaterki filmu „Kraina lodu” Kupiłam jej zestaw „ Anna i Elsa- puzzle glam” Trzy dni chodziła zmieszana, zawstydzona i zdenerwowana. Zawsze w mojej obecności. W końcu dowiedziałam się, że prezent był trochę nie trafiony bo kilka dni wcześniej dostała ten sam zestaw od Sławka. Nie chciała mi sprawić przykrości i nie wiedziała jak mi o tym powiedzieć. Razem poszłyśmy do sklepu i wymieniłyśmy na inny zestaw. Oczywiście z bohaterkami filmu. Sprzedawca nie chciał się zgodzić, ale w końcu odpuścił. Od tamtego wydarzenia, zawsze umawiam się z nim, że w razie czego mogę prezent wymienić. Najgorzej było wybrać prezent dla najmłodszego wnuczka. Ma dwa lata. W ofercie firmy Trefl pojawiła się odpowiednia zabawka. Kategoria wiekowa +1 i nie kosztuje majątku. Jest to zestaw „ Baby cubes na farmie” Może w tym roku wszystkie kupione przez nas prezenty spodobają się wszystkim i nie będzie trzeba ich wymieniać.

czwartek, 15 grudnia 2016

Świąteczne porządki

 Kilka razy w roku, chyba w każdym domu, gospodynie biorą się za generalne porządki. Właśnie teraz nadchodzi jedna z takich okazji. Jedni mają mniej roboty inni więcej. Ameryki nie odkryłam. Jednak są tacy, którzy całe porządki muszą powtarzać dwa razy. Pierwszy raz tak jak wszyscy, a drugi ponieważ przy pierwszym pomagały dzieci. U nas w domu były trzy sprzątania. Po kilkunastu latach przyszedł czas na wymianę mebli w kuchni. Te które mieliśmy na początku były białe, a z upływem lat mimo mycia i dbania o nie zrobiły się szare. Tak się złożyło, że wszystkie nasze wnuki wraz z rodzicami pojechały w odwiedziny do dawno nie widzianej ciotki. Cała rodzina bardzo ją lubiła, więc wizyta trwała tydzień. Mieliśmy czas na kupienie i wymianę zniszczonych mebli. Nadchodzą święta, cały dom pięknie wysprzątany i wracają dzieci. Od razu zauważyły, że w kuchni coś się zmieniło. Agnieszka i Ania pochwaliły meble i uciekły do pokoju. Chciałam się dowiedzieć, do czego tak się spieszyły. Zawsze gdy kupowaliśmy nowe rzeczy, najpierw dokładnie je oglądały, dopiero potem chwaliły albo nie. Po ich powrocie zauważyłam, że oprócz swoich plecaków z ubraniami przywiozły jakieś pudła. Od razu rozpakowały plecaki, co również było dziwne, dopiero potem zabrały się za otwieranie pudełek. Gdy mnie zobaczyły, opowiedziały mi o tych pudłach. Były to zestawy puzzli „ Anna i Elsa- puzzle glam” i „ Auta – puzzle sensoryczne- fun for everyone” Dostały je od ciotki za grzeczne zachowanie podczas całej wizyty. Ciotka powiedziała, że tak grzecznych dzieci dawno nie gościła w swoim domu. Niestety zapomniałam o najmłodszych wnukach. Gdy usłyszałam spadające garnki od razu pobiegłam do kuchni. Na podłodze siedziała cała trójka, cała w mące. Wszystkie szafki były pootwierane, a wszystko co było w torebkach i woreczkach wysypane na podłogę. Myślałam, że wybuchnę. Takim sposobem były trzy sprzątania. Pierwszy raz ja wysprzątałam cały dom, drugi raz dzieci „wysprzątały” szafki w kuchni i trzeci raz ja jeszcze raz całą kuchnię.  

wtorek, 13 grudnia 2016

Dwóch solenizantów, jedno przyjęcie

 Rzadko się zdarza, że w jednej rodzinie, jednego dnia urodziny obchodzą dwie osoby. Jeszcze ciekawiej jest gdy jeden z solenizantów obchodził w tym roku trzydzieste piąte urodziny a drugi siódme. Trzeba zorganizować dwa przyjęcia, jedno dla dzieci i jedno dla rodziców. Żeby było jeszcze ciekawiej w tym roku tym dniem była sobota. Przygotowania zaczęły się już w poniedziałek. O ile dla dorosłych nie było dużo do planowania, to dla dzieci trzeba było się trochę natrudzić. Najtrudniej było namówić kogoś, żeby przypilnował dzieci podczas ich zabaw. W dzień przyjęć okazało się, że chętnych do pilnowania jest więcej niż potrzeba. Rodzice niektórych dzieci chyba przeczuwali jakąś katastrofę i zaoferowali swoją pomoc. Przyjęcia dla dorosłych nie ma co opisywać, bo od samego początku nic ciekawego się nie działo. U dzieci początek też nie zapowiadał nic niezwykłego. Tort, prezenty, zabawy. Co do prezentów. Mały solenizant, Tomek od swoich kolegów dostał jeden prezent od wszystkich. Był to zestaw puzzli sensorycznych z bohaterami filmu „Auta” Swoją drogą, jego ulubiony. Po kilku godzinach, gdy dorośli zaczęli już się dobrze bawić, dzieci zaczęły coraz częściej przychodzić do pokoju gdzie co chwila słychać było śpiew. Próbowano przegonić dzieci, ale jak wiadomo im bardziej czegoś się zakazuje, tym bardziej dzieci nie słuchają. Skończyła się „dobra zabawa” wśród dorosłych. Obydwa przyjęcia trzeba było przenieść do największego pokoju. Takim sposobem z dwóch przyjęć zrobiło się jedno duże. Nie wiem czy to zbieg okoliczności, czy ktoś przewidział taki rozwój wypadków, ale niektórzy z dorosłych mieli też prezent dla Tomka. Ktoś kupił piłkę, ktoś inny zestaw przyborów szkolnych, jednak najlepszym wyborem był zestaw „Auta – talia tematyczna” Takim sposobem dzieci i dorośli bawili się razem. Jak nie trudno się domyślić, dorośli musieli dostosować się do planu przyjęcia dla dzieci i przyłączyli się do niektórych gier i zabaw. Po zakończeniu uroczystości, wszyscy zgodnie uznali, że przyjęcie się udało.

piątek, 9 grudnia 2016

Pierwsze urodziny

 Znowu przyjęcie urodzinowe. Tym razem inne niż wszystkie. Jedna z moich koleżanek zorganizowała przyjęcie urodzinowe dla swojej wnuczki. Co w tym niezwykłego? To były pierwsze urodziny pierwszej wnuczki. Pamiętam jak cała rodzina cieszyła się gdy Kasia się urodziła. Nie wiem kto bardziej, rodzice czy dziadkowie. W każdym razie pierwsze urodziny organizowała babcia. Oczywiście lista gości była uzgodniona z rodzicami, a ponieważ dobrze znamy i rodziców, i dziadków więc na tej liście się znaleźliśmy. Z zaproszeniem na uroczystość przyszła sama solenizantka. Zapytacie, jak to możliwe skoro ma dopiero rok. Któregoś dnia cała rodzina przyszła w odwiedziny. Kasia na rękach u babci i głosem babci przekazała nam zaproszenie. Jak można było odmówić. Niestety o uroczystości dowiedziały się nasze wnuki. Uparły się, że też pójdą. Po co dzieci na takiej imprezie. Jeszcze gorzej było, gdy wybieraliśmy się po prezent. Po przejrzeniu ofert dziesiątków sklepów internetowych nie udało nam się znaleźć nic ciekawego. Albo cena za wysoka, albo kategoria wiekowa nie ta. Jak już znaleźliśmy coś ciekawego, okazało się, że towar jest już wycofany ze sprzedaży. Mimo brzydkiej pogody trzeba było wybrać się do tradycyjnego sklepu. Pamiętacie sklep z napisem „Mamy wszystko” Właściciel znów pokazał, że ten napis nie kłamie. Opowiedzieliśmy mu dla kogo ma być prezent, a on pokazał nam zestaw „ Baby cubes na farmie” Zadowoleni z zakupu, wróciliśmy do domu i tu czekała na nas niespodzianka. Nasze kochane wnuki oświadczyły, że skoro nie mogą iść na przyjęcie to chciałyby przez ten czas mieć jakieś zajęcie. Trzeba było jeszcze raz odwiedzić sklep. Na nasze szczęście talie tematyczne z bohaterami filmu „Auta” zajęły je na tyle, że zdążyliśmy wrócić z uroczystości. W nagrodę za dobre zachowanie podczas naszej nieobecności rodzice podarowali im zestaw „ Anna i Elsa- puzzle glam” Oby się nie przyzwyczaiły, że za dobre zachowanie zawsze coś dostaną.

czwartek, 8 grudnia 2016

Czy awaria może być dobra

 Czy awaria może korzystnie wpływać na dzieci? Zależy czego awaria, jak długo trwa i jak zorganizuje się dzieciom czas w czasie jej trwania. Na naszym terenie jest trzech dużych dostawców internetu. Wiadomo, różne firmy, różne oferty i ceny. Każdy ma coś ciekawego do zaoferowania oprócz czasu trwania umowy. W każdym przypadku jest to okres trzech lat. Do niedawna, gdy mieliśmy tylko jednego dostawcę i nie było wyboru wszyscy korzystali z jego usług i byli zadowoleni. Firma była bardzo solidna a awarie bardzo rzadkie, a kiedy już się pojawiały to były usuwane bardzo szybko. Jednym słowem nie było na co narzekać. Nic nie trwa wiecznie. Firma zbankrutowała i trzeba było poszukać czegoś innego. Tydzień nie mogliśmy się zdecydować. W końcu wybraliśmy dostawcę i tu zaczęły się nasze kłopoty. Awarie są częste, trwające kilka godzin. W biurze obsługi klienta zawsze słyszymy to samo: przepraszamy za niedogodności, awaria zostanie usunięta tak szybko jak się da. Ale ostatnia awaria była inna niż wszystkie. Oprócz braku możliwości korzystania z internetu, nie można było się skontaktować z żadnym pracownikiem firmy. Wszyscy klienci dostali tradycyjny list z przeprosinami. Ludzie byli wściekli. Odkąd dzieci uznały, że są już na tyle duże, że mogą grać w gry sieciowe bardzo dużo czasu spędzały przed komputerem. W czasie awarii nie bardzo miały co robić. Trzeba było zorganizować im czas. Pierwszego dnia nie udało się ich niczym zainteresować. Przypomnieliśmy sobie, że kiedyś bardzo lubiły gry planszowe i puzzle. Ze starej skrzyni wyciągnęliśmy grę „Abecadło” ale trudno grać w grę dla trzylatków z trzynastoletnimi pannami. Specjalnie dla nich kupiliśmy zestaw puzzli z serii o krainie lodu „ Anna i Elsa- puzzle glam” Dobrze pamiętałam, że i Agnieszka, i Ania bardzo lubiły zestawy z tymi bohaterkami. Czyli denerwująca wszystkich awaria, może przynieść coś dobrego. Oderwanie dzieci od ekranu komputera można nazwać czymś dobrym. Oby wszyscy rodzice na to wpadli.

środa, 7 grudnia 2016

Tym razem się udało

 Jak już wspominałam, dyrektor szkoły ogłosił, że dzień 6 grudnia będzie wolny od zajęć. Tego dnia zostało zorganizowane spotkanie ze Świętym Mikołajem. Po dziwnym wydarzeniu w kościele dyrekcja postanowiła zatrudnić dwie osoby, na wszelki wypadek gdyby jeden z panów nie mógł przyjść. Proboszcz o tym nie pomyślał i w niedzielę rano odwołał spotkanie. Jakimś dziwnym sposobem pojawił się Mikołaj ze swoimi prezentami a wszystko co przygotował sponsor zostało przekazane do szkoły. Tu przygotowanie paczek wyglądało trochę inaczej. Po tym jak dyrektor poinformował rodziców o planach spotkania z Mikołajem, rodzice mieli sami ustalić w jakiej formie zostanie to przeprowadzone. Możliwości były dwie. Albo rodzice sami przygotowują paczki dla swoich dzieci i gotowe przynoszą do szkoły, albo zbierane są pieniądze i każde dziecko dostanie taką samą paczkę. No i jeszcze dochodzi do tego wszystko co zostało przekazane z kościoła. Jedni rodzice chcieli zebrać pieniądze i przygotować paczki dla wszystkich, żeby każde dziecko dostało to samo. Oczywiście byli tacy, którzy chcieli pokazać, że mają więcej pieniędzy od innych i nie chcieli się na to zgodzić. Ponieważ przez dwa dni nie dało się dojść do porozumienia, dyrektor musiał podjąć decyzję. Rodzice podczas swoich sporów nie wzięli pod uwagę, że jeszcze są paczki przekazane przez księdza. Żeby każda ze stron była zadowolona, przynajmniej częściowo, dyrektor kazał podzielić dodatkowe paczki między uczniów tak jaka chciała jedna część rodziców, a żeby zadowolić tych, którzy chcieli sami kupować prezenty, pozwolił na jedną grę planszową lub zabawkę. Z takiego rozwiązania wszyscy byli zadowoleni. Ponieważ nasze dziewczynki na spotkaniu w kościele dostały zestawy puzzli „ Anna i Elsa- puzzle glam” i „Auta – puzzle sensoryczne- fun for everyone” postanowiliśmy kupić im jakieś gry. Spotkanie z Mikołajem przebiegło bez żadnych zastrzeżeń.  

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Skąd Mikołaj wiedział?

Od około tygodnia cała szkoła żyje tylko jednym wydarzeniem. Dyrektor ogłosił, że dzień 6 grudnia będzie dniem wolnym od zajęć. W zamian zorganizowane zostanie spotkanie ze Świętym Mikołajem. W zeszłą niedzielę ksiądz proboszcz również zaprosił wszystkich na takie spotkanie. Odbyło się wczoraj. Odkąd w naszej parafii zaczął pracować, co rok organizowane jest takie spotkanie. Jak zwykle głównym sponsorem był jeden z dużych sklepów, którego nazwy nie wspomnę, bo byłaby to reklama. Wszystkim zajęły się osoby, które od wielu lat pomagają w organizowaniu uroczystości w naszej parafii. Ale od początku. Jak będzie zorganizowane spotkanie wiedziało tylko kilka osób: ksiądz, rada parafialna, organista i oczywiście Święty Mikołaj. Od wielu lat jest nim ta sama osoba. Przez cały tydzień, w wielkiej tajemnicy organizatorzy przygotowywali paczki. W niedzielę po mszy o godzinie jedenastej odbyło się spotkanie. Nie przebiegło jednak tak, jak planowano. Od wielu lat wyglądało podobnie. Wszystkie dzieci po mszy zostawały w kościele. Gdy reszta wiernych udała się do domu, pojawiał się Mikołaj. W sobotę wieczorem okazało się, że osoba, która miała być Mikołajem zachorowała i nie mogła uczestniczyć w spotkaniu. Na znalezienie nowego nie było czasu, więc proboszcz po wielkich przeprosinach odwołał spotkanie. Po mszy o jedenastej wszystkie dzieci jednak zostały. Nawet ksiądz nie wiedział co się dzieje. Po chwili wszedł Święty Mikołaj z wielkim workiem na plecach a przed wejściem stała duża ciężarówka. Od razu powiedział, że w worku nie ma prezentów tylko widokówki z rysunkami i że przy wyjściu każde dziecko dostanie to co miało na rysunku. Obrazki były różne. Niektóre przedstawiały zabawki inne przybory szkolne jeszcze inne gry planszowe. Najdziwniejsze jest to, że każdy wylosował to co chciał dostać. Agnieszka i Ania też były na tym spotkaniu. One dostały zestawy puzzli „ Anna i Elsa- puzzle glam” i „ Auta – puzzle sensoryczne- fun for everyone” Paczki przygotowane przez organizatorów zostały przekazane do szkoły. Nikt nie wie kto był Mikołajem, ani skąd wiedział, że planowane spotkanie się nie odbędzie.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Mikołajki

 Odkąd pamiętam, w szkole zawsze organizowano mikołajki. Zwykle wyglądało to tak, że do pudełka wrzucano karteczki z nazwiskami i każdy losował jedną. Losujący kupował prezent wylosowanemu. Zdarzało się to bardzo rzadko, ale gdy ktoś wylosował samego siebie, losował jeszcze raz. W klasie Agnieszki również zorganizowano takie losowanie. Może szczęśliwe a może nie. Agnieszka wyciągnęła karteczkę z nazwiskiem swojej najlepszej przyjaciółki, Kasi. Żeby było ciekawiej, nazwisko Agnieszki znalazło się właśnie na kartce wylosowanej przez Kasię. Dziwne, nie? Na początku obie były zadowolone, ale gdy trzeba było wymyślić prezent nie było już tak pięknie. Nie można przecież zapytać, co kupić. Trzeba też dopilnować, aby prezent się spodobał. Agnieszka i Kasia przyjaźnią się od przedszkola. Jest to ten rodzaj przyjaźni, gdzie jednego dnia nienawidzą się z jakiegoś błahego powodu a następnego znów są najlepszymi przyjaciółkami. Było już tak kilka razy, kiedy wydawało się, że i jedna, i druga muszą poszukać nowych przyjaciół, na drugi dzień żadna nie pamiętała o co właściwie się pokłóciły. Takim osobom ciężko jest znaleźć prezent. Nie chodzi o to, by coś dać, ale by to coś było zaskoczeniem i jeszcze się spodobało. Dziewczynki znają swoje zainteresowania, ale i tak obie poprosiły kogoś starszego aby pomógł w wyborze. Agnieszka poprosiła mnie. Przed wyjściem na zakupy próbowałyśmy wymyślić jakiś sensowny prezent, ale wszystko co nam przychodziło do głowy było zbyt oczywiste. Obie lubią gry planszowe, ale gra „5 sekund junior” czy „Dory’s lost memory” była zbyt oczywista. W sklepie stała się rzecz nieoczekiwana. Spotkałyśmy Kasię ze swoją mamą. One wybrały się do sklepu w tym samym celu i jak się dowiedziałam, miały ten sam problem z prezentem dla Agnieszki. Obie dziewczynki poszły razem poszukać czegoś co im się spodoba. Przyniosły dwie róże. Powiedziały, że nie potrzebują żadnych prezentów, a kwiatki są tylko po to, żeby przy całej klasie coś dać. Zaskoczenie było, ale dla mnie i mamy Kasi. Zobaczymy co powiedzą dzieci w klasie. 

piątek, 25 listopada 2016

Tabliczka ZAKAZ WSTĘPU

 Jak myślicie, czym różni się dla dzieci plac zabaw od placu budowy? Tylko tym, że przy tym drugim jest tabliczka ZAKAZ WSTĘPU. Wszyscy znacie charaktery dzieci. Słowo „zakaz” jest dla nich jak zaproszenie. Takie właśnie tabliczki pojawiły się w naszej miejscowości w związku z rozbudową jednego z zakładów pracy. Jeszcze przed wakacjami krążyły plotki o takich planach. Okazało się, że po wystawieniu nowej hali produkcyjnej utworzonych zostanie 500 nowych miejsc pracy. Dyrekcja zakładu chyba spodziewała się dużego zainteresowania i już na początku oprócz hali rozpoczęła się budowa nowego bloku mieszkalnego. Problem w tym, że oprócz tabliczki z zakazem wstępu plac budowy nie był niczym ogrodzony i szybko stał się ulubionym miejscem zabaw dzieci. Z początku nic się nie działo. Jednak pewnego dnia zdarzył się wypadek. Jedno z dzieci podczas takiej zabawy złamało rękę. Każde dziecko pytane o ten fakt, podawało inną przyczynę. Wszyscy wiedzieli co się stało. Rodzice nie raz pisali do firmy zajmującej się budową z prośbą o ogrodzenie terenu, ale bez skutku. Problemem zajęła się też dyrekcja szkoły. Każdego dnia zorganizowane były obowiązkowe zajęcia tematyczne dla wszystkich dzieci. Zakupione specjalnie na ten cel zestawy najpopularniejszych wśród dzieci gier „5 sekund junior” i „ Dory’s lost memory” miały jeszcze bardziej zachęcić do uczestnictwa. Nawet to nie pomogło. Po drugim złamaniu ręki, trzeba było coś zrobić. Ani prośby, ani pisma, ani nawet osobiste odwiedziny u szefów firmy budowlanej nie przyniosły rezultatu. W końcu ktoś wymyślił, że trzeba się zwrócić o pomoc do dyrekcji zakładu pracy. Wybrano przedstawicieli rodziców i w ustalonym terminie udali się na spotkanie z dyrektorem, który obiecał pomoc. Tydzień później wokół placu budowy zaczęto stawiać ogrodzenie. Jednak jedynym sposobem zatrzymania dzieci było rozciągnięcie nad ogrodzeniem drutu kolczastego. Ponieważ na terenie budowy stały wartościowe maszyny budowlane, zatrudniona została firma ochroniarska. Od tego momentu dzieci przestały się tam bawić. Nie można było tak od razu?

czwartek, 24 listopada 2016

Ach ten dziadek

 Pisałam ostatnio o próbie przechytrzenia dzieci przez dziadka. Wymyślił, że skoro wnuki zaraz po kupieniu im prezentów rozpoczynają ich poszukiwania, w tym roku kupi jedną grę tylko po to aby mogły ją znaleźć. Po powrocie ze sklepu gra „5 sekund junior” wylądowała pod łóżkiem. Nie zachowywał tego w jakiejś szczególnej tajemnicy. Dzieci oczywiście to zobaczyły, ale żeby dziadkowi nie było przykro, znalazły ją dopiero na drugi dzień. Czyli plan dziadka się powiódł. Przynajmniej połowa. Cały plan zakładał, że jak już dzieci znajdą podrzuconą grę i nie znajdą nic innego uznają, że w tym roku od dziadka dostaną tylko jeden prezent dla wszystkich. Zdarzało się, że nie docenialiśmy naszych wnuków. Tak było i tym razem. Gdy dzieci już przestały szukać innych prezentów, wybraliśmy się do sklepu z zamiarem kupienia tych właściwych. Tym razem ja miałam je schować. Miałam kilka skrytek, w których chowałam swoje prezenty, a do których dzieci nigdy nie zaglądały podczas swoich poszukiwań, więc myślałam, że tam mogę schować wszystkie gry, które kupiliśmy. Niestety okazało się, że jest tego trochę za dużo i trzeba było znaleźć jeszcze jedno miejsce. Miał się tym zająć dziadek. Ale dziadek jak to dziadek, schował grę w swoim najbardziej znanym miejscu. Pod łóżkiem. Nie to żebym się chwaliła, ale mamy bardzo mądre i sprytne wnuki. Co roku dostawały najwięcej prezentów właśnie od dziadka, więc nie wierzyły za bardzo, że dostaną tylko jedną grę. Kiedy nie było nikogo w domu rozpoczęły poszukiwania od nowa. Jak myślicie, gdzie zajrzały najpierw. Pod łóżko. Po znalezieniu gry z serii Mały odkrywca „A to było tak...” przeszukały cały dom. Tym razem również moje skrytki. Znalazły również grę „ Dory’s lost memory” którą schowałam na szafie. Myślałam, że skoro meble mamy pod sam sufit nikt tam nie zajrzy, szczególnie dzieci. Gdy wróciliśmy do domu wszystkie prezenty leżały na stole. 

środa, 23 listopada 2016

A jednak się nauczył

 Zbliża się 6 grudnia. Czas zacząć rozglądać się za prezentami. W tym roku, z całą rodziną doszliśmy do wniosku, że prezenty kupujemy tylko dla dzieci. Pamiętacie jak w zeszłym roku dziadek zapytał co chciałyby dostać? To był pierwszy błąd. Drugim było schowanie prezentów pod łóżkiem. Oczywiście dzieci od razu znalazły wszystkie. Myślałam, że przy okazji kupowania prezentów na gwiazdkę, dziadek się czegoś nauczy, ale nic z tego. Zmieniła się tylko skrytka. Wnuki okazały się dobrymi detektywami i już na drugi dzień wszystkie gry i zabawki zostały odnalezione. W tym roku, od momentu gdy zaczęliśmy zastanawiać się co kupić każdemu dziecku, bez przerwy przypominamy dziadkowi, żeby nie pytał dzieci co chcą dostać. Niech sam coś wymyśli. Ale dziadek jak to dziadek, zawsze robi wszystko po swojemu. Dobrze wie, że dzieci zaraz zaczną poszukiwania a mimo to od razu chciał się dowiedzieć od dzieci co im kupić. Na drugi dzień rozpoczęło się śledztwo. Jak wiecie mamy piątkę wnuków. Jeden z prezentów dzieci znalazły szybko. Była to gra „5 sekund junior” Jednak dziadek chyba nauczył się czegoś od zeszłego roku. Opowiedział mi, że w tym roku postanowił kupić tylko jedną grę tylko po to, żeby dzieci ją znalazły. Gdy nie znajdą nic innego i przestaną szukać,wtedy wybierze się do sklepu po prawdziwe prezenty. Ponieważ z doświadczenia wiemy, że wszystkie dzieci lubią gry z serii „Mały odkrywca” postanowiliśmy kupić kolejny zestaw „A to było tak…” Zasady gry są proste. Zadaniem graczy jest układanie historyjek obrazkowych, a później opowiadania o nich. Gdy wszystkie dzieci były poza domem, wybraliśmy się po taki zestaw. Tym razem nie pozwolę dziadkowi go schować. Mam swoje miejsca w które podczas poszukiwań, dzieci nigdy nie zaglądały. Myślę, że tam będzie bezpieczny do 6 grudnia.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Dziwny temat wypracowania

 Mam już swoje lata. Wychowałam trójkę dzieci i myślę, że wyrosły na porządnych ludzi. Mam też piątkę wnuków. Dlaczego o tym wspominam? Chodzi o szkołę. Przez te wszystkie lata widziałam już wiele tematów wypracowań. Jedne były łatwe inne trudne, jedne poważne a inne mniej. Można tak wyliczać w nieskończoność. Jednak ostatnio nauczycielka języka polskiego wymyśliła coś nowego. W zeszłym tygodniu Agnieszka pokazała mi temat wypracowania. Dwa dni wcześniej ich klasa uczestniczyła w prezentacji najnowszych gier planszowych, przygotowanej przez producentów. Jeden z prowadzących skupił się na dwóch pozycjach. Gra „5 sekund junior” w nowej odsłonie i „ Dory’s lost memory” Na prezentację przygotowano więcej zestawów, ale właśnie te dwa wybrały dzieci. Ale wróćmy do wypracowania. Temat był jak na dzisiejsze czasy dość dziwny: Jak zainteresować kolegę grami planszowymi. Sami przyznacie, że w XXI wieku gry planszowe nie są zbyt popularne wśród „zwykłych” dzieci. Wypracowania były różne. Chyba najbardziej przerażające, przynajmniej dla mnie, było jedno z nich. Zawierało tylko dwie linijki „Gry planszowe są zbyt dziecinne, lepiej spędzić czas z kolegami na jakiejś imprezie” Trzynastoletnie dziecko. Razem z mężem mamy lepsze sukcesy w zainteresowaniu dzieci grami. Trochę się pochwalę. Gdy Agnieszka była w przedszkolu lubiła grać w piotrusia. W szkole podstawowej jej zainteresowania przeniosły się na puzzle. Do dziś ma w swojej kolekcji wiele zestawów przyklejonych na tekturkę i powieszonych na ścianie. Właśnie o tym napisała w swoim wypracowaniu. Opisała sytuację, gdy któregoś dnia odwiedziła ją koleżanka Ania, gdy graliśmy właśnie w „5 sekund” Rozgrywka dobiegała końca więc koleżanka postanowiła zaczekać. Zadzwonił telefon. Agnieszka poszła odebrać i Ania zajęła jej miejsce. Miały iść do kina, ale nasza gra tak wciągnęła obie dziewczynki, że postanowiły zostać w domu. Graliśmy cały wieczór. Jak widać, nawet w dzisiejszych czasach można zainteresować koleżankę grami planszowymi. Trochę przypadkiem, ale można.

środa, 16 listopada 2016

Przyjęcie w tydzień

 Rodzice Marka, ucznia z klasy Agnieszki, zawsze mieli oryginalne pomysły na przyjęcia urodzinowe swojego syna. Szczególnie gdy chodziło o tematy tych uroczystości. Raz było to wesołe miasteczko, raz średniowieczny zamek a innym razem dom w którym straszy. Nawet stroje były dopasowane do tematu. Na każdym zaproszeniu był dokładny opis scenerii, tak aby każdy uczestnik mógł przygotować sobie kostium. Jak zwykle planowanie przyjęcia rozpoczęto długo przed terminem. Mieli bardzo duży ogród, więc było gdzie „zaszaleć” Tym razem tematem miał być Egipt. Piramidy, wielbłądy, faraon. Sami wiecie. Jak nie trudno się domyślić, solenizant miał być przebrany właśnie za faraona. Na każdym zaproszeniu było o tym wspomniane. Byłoby trochę dziwnie gdyby okazało się, że na przyjęciu jest dwóch władców. Brzmi ciekawie. Prawda? Niestety pogoda się zepsuła i całe przyjęcie trzeba było urządzić w domu. Wiadomo, dom to nie ogród więc rodzice musieli zrezygnować z egipskiej scenerii. Jeszcze jedna rzecz o której warto wspomnieć. Przyjęcia urodzinowe Marka odbywały się zawsze w dzień w którym wypadały. Wspomniałam o kostiumach. Tym razem na zaproszeniach nie było nic o scenerii. Napisane było, że to przyjęcie – niespodzianka. W dniu uroczystości wszyscy zaproszeni stawili się na umówioną godzinę. Drzwi były otwarte, a dom wydawał się pusty. Nagle na ścianach zaczęły się zaświecać lampki prowadzące do dużego pokoju. Tam czekali na wszystkich rodzice Marka. Okazało się, że dzień wcześniej został wysłany do dziadka. W końcu w domu pojawił się solenizant z dziadkiem. Wszyscy krzyknęli: NIESPODZIANKA i przyjęcie mogło się rozpocząć. Wiadomo było, że przygotowano różne gry i zabawy. Największym zainteresowaniem cieszyła się gra „5 sekund junior” Dziewczynki wolały bohaterkę bajek, więc zaciekawiły się grą planszową z serii” „ Dory’s lost memory” Niespodzianką była prezentacja prowadzona przez znanego producenta gier i zabawek, który przyjechał specjalnie na to przyjęcie. Swoją drogą, był to dobry znajomy rodziców Marka. Jak na przyjęcie zorganizowane w tydzień, udało się znakomicie. Wielu firmom nie udałoby się to tak, jak w tym przypadku.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Nie wierzcie w reklamę

 Ostatni remont przedszkola omal nie zakończył się tragedią. Ale od początku. Jak zapewne pamiętacie, przez całe wakacje odbywał się remont naszego przedszkola. Od czasu jak moje dzieci tam chodziły było to pierwsze takie wydarzenie. Na początku wszystko było jak należy. Przetarg, uczciwa i tania firma, która go wygrała. Nie mogło być lepiej, ale już pierwszego dnia okazało się, że pracownicy za bardzo przejęli się poleceniem dyrektorki. Kazała im wyrzucić wszystko. Przez okna leciały meble, gry, puzzle i wszystko inne. Oprócz kilku gier nie udało się odzyskać nic. Umowa została rozwiązana. Następna firma też miała na swoich ulotkach hasła: Tanio, solidnie i profesjonalnie. Oni skończyli całą pracę tydzień przed ustalonym terminem. Wszyscy bardzo się cieszyli. Ustalono dzień otwarcia, zaplanowano uroczystość. I tu kończą się dobre wiadomości. Miesiąc po otwarciu okazało się, że żadne hasło widniejące na ulotkach firm remontowych nie jest prawdą. Któregoś dnia, gdy rodzice przyprowadzili dzieci do przedszkola, zobaczyli kartkę na drzwiach informującą, że przedszkole jest nieczynne do odwołania. Dowiedzieli się też, że w nocy w jednej z sal odpadł ogromny kawałek sufitu. Dopóki nie będzie pewności, że to się już nie powtórzy drzwi będą zamknięte. Dwa dni później znów pojawiła się ekipa budowlana. Tym razem dokładnie sprawdzono efekt końcowy. Wyposażenie sal jak zwykle zafundowali sponsorzy. Wszystkich oprócz jednej. Na wystrój sali dla najstarszej grupy pieniądze pochodziły od anonimowego darczyńcy. W dniu otwarcia przedszkola przed wejściem stała ogromna paczka z napisem „rozpakować na uroczystości” W środku była szklana gablota a w niej dwie gry. Każda z opisem. Gra „5 sekund junior” miała napis: Dla tych, którzy chcą być szybcy. Druga „Mały odkrywca idzie do szkoły” podpisana była tak: Dla tych, którzy chcą być mądrzy. Pod spodem narysowana była uśmiechnięta buzia, a pod nią napis: Czyli dla jednych i drugich. Od czasu ponownego otwarcia nie wydarzyło się nic, co mogłoby doprowadzić do zamknięcia przedszkola.  

środa, 9 listopada 2016

Zainteresowania

 Gdy za oknem zaczynają się takie ponure dni jak dzisiejszy, bierze mnie na wspominki. Myślę, że wielu z Was tak ma. Chyba dobrze czasem powspominać, porównać jak żyło się kiedyś, a jak żyje się dziś. I najlepszym przykładem takiego porównania są zainteresowania dzieci. Jakieś dwadzieścia, trzydzieści lat temu gdy za elektroniczną rozrywkę uważano radio a w bogatszych domach telewizję gra w piłkę czy zabawa w chowanego była czymś normalnym. Tam gdzie się wychowałam każdy większy plac był przystosowany do gry. Nie ważne były korzenie i nierówności, ważne żeby piłka się odbijała. Jak ktoś zahaczył o taki korzeń, trudno mógł uważać. Pomoc w gospodarstwie też nie była niczym dziwnym. Każde dziecko wiedziało, że to jego obowiązek. No może większość. Zimą na każdym podwórku stał bałwan. Bitwy na śnieżki to była codzienność. Dziś jest zupełnie inaczej. Zabawa, gra w piłkę to coś bardzo rzadkiego. Nawet najmłodsze dzieci wolą chodzić bez celu po ulicach niż zająć się jakąś grą. Dwa przykłady na poparcie moich słów. Ostatnio gdy byłam na placu zabaw z moimi najmłodszymi wnuczkami, zaczęłam im opowiadać jak w czasach mojej młodości lepiliśmy w zimie bałwana. Przysłuchiwało nam się inne dziecko, a gdy skończyłam usłyszałam pytanie: co to jest bałwan? Orliki. Pamiętacie jak zaczęto je budować? U nas też powstało takie boisko. Ogrodzenie, sztuczna trawa, oświetlenie. Obiekt na miarę XXI wieku. Dzieci chodzących dookoła, mnóstwo, ale nigdy nie widziałam żeby ktoś na nim grał. Jedna z moich koleżanek zapytała kiedyś swoją dwunastoletnią wnuczkę, czemu nie chce grać w piłkę. Usłyszała, że to jest dziecinne. Na szczęście zdarzają się wyjątki. Nam udało się zainteresować nasze wnuki chociaż puzzlami i grami planszowymi. Bardzo często gramy razem. Gra „5 sekund junior” to nasza ulubiona. Jeśli chodzi o puzzle, to każdy ma swoje ulubione motywy. Agnieszka lubi krajobrazy. Ostatnio układała zestaw „Alpy bawarskie” firmy Trefl. 2000 elementów. Mam nadzieję, że takich wyjątków jest więcej.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Imieniny inne niż wszystkie

 5 listopada. Imieniny Sławomira. Jak pamiętacie, mamy w rodzinie jedną osobę o tym imieniu. Osobę o której rodzice zabraniali mówić w towarzystwie. Jeden głupi błąd w młodości i straciliśmy go na 8 lat. Długo zastanawialiśmy się, czy osobę z kryminalną przeszłością wypada przedstawić najmłodszym członkom rodziny i jak dzieci przyjmą nowego wujka. Nie było się czego obawiać. Nikt nie wie dlaczego, ale od pierwszego spotkania dzieci traktowały Sławka jak kogoś, kogo znają od dawna. Myśleliśmy, że gdy dowiedzą się gdzie ich wujek był przez te wszystkie lata nie będą chciały nawet wiedzieć kto to jest a co dopiero przyjąć go do rodziny. Nie wieli je to obchodziło. Ale kto zrozumie dzieci. Już na początku października cała piątka bez przerwy dopytywała się kiedy Sławek nas znowu odwiedzi. Nie chciały powiedzieć dlaczego tak im na tym zależy, ale w końcu się wydało. Agnieszka w swoim pamiętniku ma zapisane daty urodzin i imienin wszystkich członków naszej rodziny. Wszystkie moje kochane wnuczki uznały, że trzeba wyprawić przyjęcie imieninowe dla wujka. Im bardziej odmawialiśmy, tym bardziej one się upierały. W znalezieniu Sławka pomógł nam jego dawny kolega i po przekazaniu zaproszenia przez dzieci 5 listopada dawno nie widziany wujek pojawił się w naszym domu. Dzieci od razu chciały zabrać go do swojego pokoju. Tym razem się na to nie zgodziliśmy. Przyjęcie rozpoczęło się obiadem, ale dopiero wieczorem zorientowaliśmy się, że Sławek gdzieś zniknął. Wszyscy wiedzieli gdzie jest. Od razu poszliśmy do pokoju dzieci. Przy stole, wśród gier i puzzli siedziała cała szóstka i grała w przywiezione przez Sławka gry. Zawsze miał jakieś prezenty dla dzieci. Tym razem była to gra „ Dory’s lost memory” Jednak większość czasu spędzili na grze „5 sekund junior” i słuchaniu opowieści Sławka o miejscach, które chciałby odwiedzić. Nikt nie wie dlaczego dzieci tak go lubią mimo jego przeszłości. Jak się okazało, nie tylko nasze. Może to dobrze.

czwartek, 3 listopada 2016

Bardzo długi weekend

 Pamiętam czasy, gdy moje dzieci chodziły do szkoły. Dzisiejszej młodzieży nie ma sensu wyjaśniać co to były soboty pracujące. Ale czasem nawet wtedy trzeba było iść do szkoły czy pracy. Nikt nie marzył o czymś takim jak długi weekend. Jeśli jakieś święto wypadało na przykład we wtorek to oczywiście poniedziałek uczniowie mieli wolny, ale za to w sobotę musieli ten wolny dzień odrobić. Dziś każdą możliwą okazję wykorzystuje się by mieć dzień wolny. Nie ważne czy to dorośli czy uczniowie. Najlepszy przykład: od 28 października do 2 listopada tego roku. Żeby było ciekawiej, jeszcze przed tym weekendem, dyrektor naszej szkoły ogłosił, że 3 i 4 listopada zorganizowany zostanie turniej w gry planszowe. Jednak nie powiedział jakie. Tylko wtajemniczeni wiedzieli, że będzie to gra „5 sekund junior” Oczywiście te dwa dni wszyscy uczniowie też mają wolne od zajęć. Turniej miał być tylko dla chętnych. Na początku takie rozwiązanie nie spodobało się nikomu. Rodzice bali się, że jeśli uczniowie dostaną dwa dni wolnego więcej, nikt nie przeznaczy ich na udział w turnieju. Dyrektor przewidział taką możliwość i jako dodatek do nagród obiecał ochronę przed wezwaniem do odpowiedzi przez określony czas w zależności od zajętego miejsca. Niektórych nawet takie nagrody nie przekonały. Dalej twierdzili, że taka ochrona to za mało żeby poświęcić dwa dni. Wszystkie wątpliwości rozwiały się w momencie rozpoczęcia zapisów. Organizatorzy nie byli przygotowani na taką ilość chętnych. Jednak „ochrona przed nauczycielami” była warta poświęcenia wolnego czasu. Do rozgrywek przeznaczono dodatkową salę i trzeba było postarać się o dodatkowe zestawy. Wybór padł na grę „ Dory’s lost memory” firmy Trefl. O ile pierwszą z gier znali wszyscy, to ta druga zaprezentowana została po raz pierwszy. Jednak okazało się, że zasady są bardzo proste i wszyscy od razu je zrozumieli. Dziś, po pierwszym dniu rozgrywek nikt nie żałuje poświęconego czasu. W końcu tydzień ochrony jest lepszy niż dwa dni.

piątek, 28 października 2016

Winne zawsze są dzieci

 Jesień. Wiele firm zmienia swoją ofertę albo dodaje nowe usługi. Zazwyczaj jest to porządkowanie posesji. Niektórzy co rok korzystają z takich rozwiązań. W zeszłym roku dałam się namówić na skorzystanie z oferty jednej z najlepszych firm w okolicy. Na co dzień zajmują się sprzątaniem mieszkań i biur. O tej porze roku rozszerzają swoją ofertę dzięki czemu zatrudnienie znajduje kilka dodatkowych osób. Któregoś dnia wybrałyśmy się z koleżanką do siedziby firmy, umówiłyśmy się na konkretny dzień i oczywiście zostawiłyśmy zaliczkę. Całe sprzątanie okazało się wielką katastrofą a do tego trochę kosztowną. Od samego rana czekaliśmy z mężem na ekipę sprzątającą. Dzieci poszły do szkoły, więc mieliśmy trochę spokoju. Po dwóch godzinach wróciły do domu. Jakaś nauczycielka zachorowała i wszyscy zostali zwolnieni wcześniej. Parę minut po 12 przyjechała ekipa sprzątająca. Ponieważ od koleżanki dowiedziałam się, że u niej pracownicy pojawili się po południu, postanowiliśmy z mężem zabezpieczyć się przed pomocą dzieci. Wiadomo jak wygląda taka pomoc. Dzień wcześniej wybraliśmy się na zakupy. Aby było czym zająć uwagę naszych kochanych wnuków kupiliśmy gry z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Tak się złożyło, że chora nauczycielka uczyła przyrody, więc nasz wybór padł na zestawy „Ekologia” i „Prehistoria i dinozaury” Z początku działało. Po godzinie dzieci uznały, że lepszą zabawą będzie pomoc w sprzątaniu ogrodu. Na koniec dnia okazało się, że zginęła dmuchawa do liści i kilka mniejszych narzędzi ale równie cennych. Cała wina spadła na dzieci, które zapewniały o swojej niewinności. Pracownicy powiadomili swoich szefów, a oni policję. Zanim pojawili się funkcjonariusze ustaliliśmy, że pokryjemy koszt urządzeń. Rzadko się zdarza, że przyjazd policji wybawi kogoś z kłopotów. Zazwyczaj jest odwrotnie. Jednak nam się udało. Po ich przyjeździe dowiedzieliśmy się, że w okolicy grasuje szajka złodziei specjalizująca się w kradzieżach tego typu sprzętu. Spisaliśmy zeznania i wszyscy rozeszli się do domów. Na drugi dzień dostaliśmy telefon, że złodzieje zostali złapani i wszystkie urządzenia zostały odzyskane. W tym roku sprzątam sama.   

środa, 26 października 2016

Bramkarz zamiast talerza

 Można by zacząć tak: dawno temu i bardzo daleko. Zaczyna się jak niejedna bajka. Prawda? Niestety wydarzenia, które chcę Wam opisać nie działy się ani dawno temu, ani bardzo daleko, ani tym bardziej nie jest to bajka. Ale od początku. Jakieś dwa lata temu do domu obok wprowadziła się czteroosobowa rodzina.
Rodzice i dwójka dzieci. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że ten dom od wielu lat stał pusty. Po okolicy krążyły nawet plotki, że tam straszy. Taka bajka dla turystów. Wszyscy wiedzieli, że było to miejsce gdzie określone grupy ludzi mogły wypić jakieś wino czy piwo. Bardzo długo nie było nabywcy, choć cena była bardzo niska jak na tak piękny dom. Nowi właścicieli nie uwierzyli w naszą legendę i jak się później okazało, mieli rację. Żadnych duchów. Niestety tu kończy się szczęśliwe życie naszych bohaterów. Kilka miesięcy po zamieszkaniu w nowym domu zmarł mąż właścicielki, pani Anny. Nie tylko rodzina bardzo to przeżyła bo pan Adam brał czynny udział w życiu całej miejscowości. Był radnym i zawsze starał się robić wszystko, żeby u nas żyło się lepiej. Po jego śmierci zaczęły się kłopoty pani Anny. Jej synowie nie poradzili sobie ze śmiercią ojca i okazywali to przez demolowanie całego domu. Gdy pani Anna była z nimi wszystko było w porządku. Wszystko zaczynało się gdy wychodziła do pracy. Nie pomagała terapia. Jedyną rzeczą, która ich uspokajała były puzzle. Ułożenie ostatnio zakupionego zestawu firmy Trefl „Dachy Jerozolimy” Kiedy czasem musieli rozładować emocje cała ich złość zamiast na garnki i talerze kierowana była na kupiony specjalnie do tego celu zestaw „Kapsle – hokej” Może nie jest to gra przeznaczona do rozładowywania agresji, ale chyba lepiej zniszczyć parę krążków i kilku bramkarzy niż kolejny zestaw naczyń. Po pewnym czasie chłopcy zaczęli częściej wychodzić z domu, a nawet lepiej się uczyć. Nie ważne co przyczyniło się do takiej zmiany, ważne że się udało.  

poniedziałek, 24 października 2016

Pamiętaj jak to jest być dzieckiem

 W naszej miejscowości są trzy rodzaje ludzi. Tacy, z którymi zawsze można porozmawiać, odpowiadają na pozdrowienia i tacy od których lepiej trzymać się z daleka. Na każde słowo wybuchają gniewem, nigdy nie odpowiadają na pozdrowienia i zawsze chodzą wściekli na cały świat. Trzecią grupą są ludzie zawsze uśmiechnięci, pozytywnie nastawieni do życia i mający dobry humor bez względu na okoliczności. Do nich właśnie należy córka jednej z moich koleżanek, Dorota. Ostatnio obchodziła osiemnaste urodziny więc rodzice wyprawili jej uroczyste przyjęcie. Zaproszono wszystkich znajomych jednak jej rówieśnicy postanowili zorganizować imprezę na własną rękę. Przyjęcie – niespodziankę. Bardzo pilnie strzegli tej tajemnicy, ale jak to z niespodziankami bywa, szczególnie gdy wie o niej za dużo osób, szybko się wydała. Jeden z kolegów Doroty podczas jakiejś uroczystości podzielił się z nią owym sekretem. Najgorsze było to, że nawet o tym nie pamiętał. Wtedy Dorota dowiedziała się, jaki prezent został dla niej przygotowany. Było to ogromne pudło w którym było mniejsze potem jeszcze mniejsze i tak dalej. W końcu w najmniejszym, drewnianym pudełku była talia kart do gry w piotrusia z serii „Gdzie jest Dory?” Do pudełka była dołączona kartka z życzeniami: Obyś nigdy nie zapomniała jak to jest być dzieckiem. Oczywiście w trakcie imprezy było wielkie zaskoczenie z takiego prezentu. Ponieważ Dorota bardzo lubi takie psikusy w ramach zemsty zaplanowała specjalną niespodziankę. W porozumieniu z właścicielem klubu przygotowała specjalną salę na którą przeniosła się cała impreza zaraz po zjedzeniu tortu i wypiciu szampana. Nikt się nie spodziewał czegoś takiego. Na początku Dorota oznajmiła, że nigdy nie zapomniała jak to jest być dzieckiem i ma na to dowód. W przygotowanej sali rozstawione były stoliki na których rozłożone były gry planszowe z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Obowiązkiem każdego uczestnika imprezy miała być jedna rozgrywka w wybrany zestaw. Wyszło na jaw, że jeden z kolegów zdradził pomysł na prezent i takim sposobem Dorota mogła przygotować obowiązkową rozgrywkę tak w ramach rewanżu za prezent.

piątek, 21 października 2016

Awaria prądu

 Kolejne przyjęcie urodzinowe na które trzeba było iść. I kolejne organizowane przez zawodowców. Niestety z doświadczenia wiem, że im bardziej profesjonalna firma, tym większe szanse na to, że przyjęcie się nie uda. Nie raz już opisywałam taką uroczystość. Plan dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Jedna mała rzecz i całe przyjęcie się sypie. Ale to co się stało na ostatnim, przebija wszystkie wpadki jakie do tej pory widziałam. Ale od początku. Urodziny obchodziła jedna z koleżanek Agnieszki. Do tej pory wszystkie przyjęcia organizowała rodzina. Jednak w tym roku rodzice postanowili powierzyć to zadanie firmie zajmującej się takimi rzeczami. Wszyscy odradzali takie rozwiązanie, ale jak ktoś się uprze to nie ma rady. Przygotowania trwały trzy dni. Co chwila pod dom solenizantki podjeżdżały różne samochody z całym wyposażeniem. Namioty, nagłośnienie a nawet meble ogrodowe. Dzień przyjęcia. Po dotarciu na miejsce okazało się, że wszystko wygląda dokładnie tak jak na wszystkich innych przyjęciach organizowanych przez ową firmę. Na kilku z nich byłam. Osobny namiot na prezenty wypełniony prawie po brzegi, kolor mebli był tak charakterystyczny, że nie da się go zapomnieć. Białe w zielone i czerwone kółka. Ponieważ wiedzieliśmy co może się zdarzyć podczas tak dokładnie planowanego przyjęcia, w tajemnicy przed wszystkimi dziadkowie opracowali plan awaryjny. Przyjęcie zaczęło się w południe. Przewidziano różne zabawy oraz konkurs karaoke. Po około dwóch godzinach cała dzielnica została pozbawiona prądu. Prace konserwacyjne. Wszystkie gry i zabawy opierały się na elektronice. I co teraz. Plan awaryjny. Wszyscy zostali zaproszeni do domu. Tu czekał na dzieci poczęstunek i oczywiście tort. Zamiast turnieju karaoke dziadkowie przygotowali turniej gier z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Dla chętnych były zestawy z serii „Dino farm” Mimo braku prądu, wszystkie dzieci były zadowolone. Oczywiście zaczęło się robić ciemno i przyjęcie trzeba było zakończyć. Niechętnie, ale wszyscy musieli się rozejść. W szkole komentowano przyjęcie tak: przyjęcie zaczęło się dopiero gdy brakło prądu. Wcześniej było strasznie nudno. Ciekawa reklama dla firmy. Prawda?

środa, 19 października 2016

Remont z dziećmi

 Czy jest coś gorszego w domu niż remont? Wielu z Was powie że nie. Wierzcie mi, że jest. Remont gdy w domu są dzieci. Ze swojego doświadczenia wiem jak taki remont wygląda. Im dzieci są młodsze, tym bardziej chcą pomagać i wszędzie ich pełno. Zamiast pracować, trzeba ich pilnować. Takie właśnie prace prowadziła córka w swoim mieszkaniu. Tak się zdarzyło, że po kilku latach trzeba było zrobić malowanie i przy okazji wymianę mebli w największym pokoju. Prace miały trwać trzy dni. Pierwsze dwa to malowanie i sprzątanie a ostatni dzień przeznaczony był na zakup i ustawianie nowych mebli. Zaczęło się jak zawsze przy takich pracach. Rozkręcanie mebli i wyniesienie na śmietnik. W naszej miejscowości są jeszcze domy w których nie ma doprowadzonego gazu a mieszkańcy używają pieców kaflowych, więc wszystko co da się spalić od razu jest zabierane. Ktoś zobaczył, że wynosimy deski z mebli i poprosił, żeby zamiast do śmietnika od razu zanieść wszystko na jego podwórko. Oczywiście zaoferował pomoc. Nam nie robiło to wielkiej różnicy gdzie znajdą się wszystkie deski, a pomocnik nie musiał chodzić kilka razy do śmietnika i z powrotem. Jak już wspomniałam, dzieci na wszelkie sposoby pomagały. Po godzinie tej pomocy brakowało już połowę narzędzi. Niczym nie dało się ich zająć by tylko przestały pomagać. Sytuacji nie uratowała nawet gra „Dino – farm” firmy Trefl. Takim sposobem rozkręcanie mebli trwało dwa dni zamiast jednego. Dopiero w dzień malowania okazało się jak dzieci potrafią pomóc. Rano rodzice wybrali się po farby. Kupili dwa kolory. Chwila nieuwagi i przy ogromnej pomocy dzieci zawartość jednej z puszek znalazła się na podłodze. Trzeba było pozbyć się dzieci. Razem z mężem zabraliśmy je do nas. Na początku nie bardzo chciały iść, ale obiecaliśmy im rozgrywkę w grę „Mały odkrywca idzie do szkoły” Wybrały zestaw „Prehistoria i dinozaury” Cały remont zakończył się po dwóch dniach.  

poniedziałek, 17 października 2016

Ulubiona zabawka i sposób jej wykorzystania

 Dawniej zadania domowe z języka polskiego wyglądały inaczej niż dziś. Pisało się wypracowania z lektur albo wspomnienia z wakacji. Tydzień temu w trzeciej klasie nauczycielka zadała wypracowanie. Temat: Ulubiona zabawka i sposób jej wykorzystania. Niby proste, bo chyba każde dziecko ma jakąś ulubioną rzecz, ale napisać dwie kartki A4 na jej temat robi się trudniejsze gdy siada się do pisania. Powiedzcie, ile można napisać o pluszowym misiu. Jak się można było spodziewać wypracowania były bardzo różne. Jedno z nich wyglądało tak: Nie mam swojej ulubionej zabawki. Koniec. Nauczycielka dała autorowi szansę wymyślenia jakiegoś przedmiotu i opisania go. Dzieci opisywały różne rzeczy. Komputery, telefony i wszelką elektronikę. Jedna z uczennic, Magda opisała grę planszową z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły” Wymieniła kilka pozycji. Po odwiedzeniu strony internetowej sklepu sprzedającego te zestawy okazuje się, że jest ich więcej niż kilka bo aż osiem. Ekologia, prehistoria i dinozaury to tylko te, które wymieniła. Ale nie to jest ważne. Jeśli chodzi o zabawę wszystkie dzieci bawiły się nimi same. Magda opisała wszystkie dni, kiedy wraz z całą rodziną siadają do stołu i grają nie tylko w wymienione przez nią gry, ale wiele innych. Pisała o wieczorach gdy odwiedzają dziadków czy wujków, zawsze odbywają się rozgrywki w jakąś grę. Pisała, że bardzo lubi te spotkania. Nie raz spotykała się z koleżankami w ich domach, ale nigdzie nie było takiej atmosfery jak u niej w domu. Wszyscy dobrze się bawią, jeśli wybuchają jakieś kłótnie to tylko dotyczące zasad gier. Powiecie, że nie ma takich domów. Jedna z uczennic też opisała w swojej pracy sytuację u siebie i na końcu wspomniała wizytę u Magdy. Nie mogła uwierzyć, że dorośli ludzie mogą tak cieszyć się z grania ze swoimi dziećmi i wnukami. Napisała, że bardzo chciałaby aby u niej w domu też panowała taka atmosfera. Te dwie prace otrzymały najlepsze oceny w całej klasie.   

czwartek, 13 października 2016

Sposób na odwiedziny

 Okazuje się, że im więcej ma się znajomych tym częściej odwiedza się szpitale. Mówię tu o ludziach w moim wieku i o złym stanie zdrowia. Mam wielu takich znajomych. Jeśli trafi się taka sytuacja, wiadomo że trzeba odwiedzić takiego chorego. Kłopot w tym, że na wiele oddziałów szpitalnych nie wpuszcza się dzieci. Gdy na takim oddziale leży babcia albo dziadek to wszystkie wnuki chcą ich odwiedzić. Przy wejściu do szpitala rodzice dowiadują się, że na oddział wstęp mają tylko członkowie rodziny a dzieci tylko w obecności dorosłych i to jedno naraz. A co jeśli wnuków jest piątka? W naszej okolicy są dwa duże szpitale. Dyrekcja od wielu lat zmaga się z tym problemem. Z pomocą przyszły nowo wybrane władze powiatu. W kampanii wyborczej kandydaci obiecywali zająć się tą sprawą, ale nikt nie wspomniał jak. W sumie się nie dziwię, bo wiadomo jak to w kampanii wyborczej. Przeciwnik od razu skorzystał by z takiego pomysłu i po małych przeróbkach przedstawił go jako swój. Rzadko się zdarza, żeby po wyborach ktoś spełnił obietnice, ale tym razem było inaczej. Od wielu lat każdy przy kolejnych wyborach obiecuje remont szpitala. Nowa władza wreszcie obietnicę spełniła. Wykorzystano na ten cel większość środków pozyskanych z Unii Europejskiej. Przed wejściem wisi ogromna tablica informująca o tym fakcie. Teraz najważniejsze. Sprawę odwiedzin dzieci rozwiązano w bardzo prosty lecz pomysłowy sposób. Jedną z dotychczasowych sal dla chorych przeznaczono na coś w rodzaju świetlicy w której dzieci mogą w spokoju poczekać na rodziców. Mają zapewnione zajęcie i opiekę. Wyposażenie przypomina salę w przedszkolu. Największym zainteresowaniem cieszą się zestawy gier „Mały odkrywca idzie do szkoły” Pozycji jest tyle, że każde dziecko znajdzie coś dla siebie. Ekologia czy Prehistoria i dinozaury to tylko niektóre z nich. Jest ich tyle, że nie sposób wszystkich wymienić.  

poniedziałek, 10 października 2016

Ale mama była wściekła

Witajcie. Przyjęcia urodzinowe dzielą się na dwie kategorie. Takie które się udają i takie, które się nie udają. Każdy kto organizuje taką uroczystość ma nadzieję, że jego dzieło zaliczy się do pierwszej kategorii. Jednak zdarza się tak, że jedna mała dziewczynka potrafi zniszczyć nawet najlepiej przygotowane przyjęcie. Dwa lata temu przedstawiłam Wam nowego wtedy ucznia w klasie Agnieszki. Miał na imię Tomek. Jego rodzice mają dużą firmę transportową jednak Tomek przez te lata nigdy i w żaden sposób nie dawał do zrozumienia, że skoro ma więcej pieniędzy to jest lepszy. W przeciwieństwie do jego mamy, która przy każdej okazji o tym wspominała. Później Tomek przepraszał wszystkich, którzy zostali obrażeni. Właśnie jego przyjęcie urodzinowe chciałam opisać. Jak zwykle wszystko urządzała wynajęta firma. Zaraz na początku przyjęcia mama Tomka ogłosiła, że firma jest bardzo droga. I jak to na firmowych przyjęciach wszystko miało być według ustalonego planu. Tyle czasu na posiłek, tyle czasu na prezenty i tyle na zabawę. No i oczywiście tort. Też bardzo drogi. Jak na każdym przyjęciu zaraz przy wejściu do ogrodu stał ogromny namiot na prezenty, wypełniony pudłami i torbami po same brzegi. Od razu mama solenizanta zabroniła się zbliżać. Gdy przyszedł czas na prezenty Tomek otworzył tylko dwa. Od swojego taty grę językową „Mały odkrywca idzie do szkoły – English for you” i od całej klasy Model stadionu Santiago Bernabeu (Real Madrid CF) firmy Trefl. Mama była wściekła. Przyszedł czas na zabawę w chowanego. Przewidziano na to 3 godziny. Potem miał być poczęstunek. Po około godzinie, podczas poszukiwań jedna z opiekunek znalazła na drzewie kawałek materiału z bluzy jednego z dzieci. Organizatorzy od razu wezwali policję. Rozpoczęły się poszukiwania. 1,5 godziny chodzenia po ogrodzie i nic. Gdy znaleziono uciekinierkę okazało się, że za długo obmyślała gdzie się schować i w ostatniej chwili pobiegła do garażu. Wtedy zahaczyła o drzewo i rozdarła bluzę. Tomek powiedział tylko: dobrze mamie tak. I wszyscy zaczęli się śmiać.

czwartek, 6 października 2016

Kororowa bluzka

 Czy kara może czegoś nauczyć? Zależy jaka to kara, komu się ją wymierza i za co. W dzisiejszych czasach sytuacja gdy każde dziecko ma swój komputer nie jest niczym niezwykłym. W okolicy najpopularniejszą karą za większość przewinień jest, w zależności od wieku, albo zakaz korzystania z komputera, albo zakaz wyjścia z przyjaciółmi. Ostatnio Agnieszka została ukarana w ten pierwszy sposób. Problem w tym, że Agnieszka nie przepada za komputerami i traktuje je jak kolejną rzecz do szkoły jak zeszyt czy książkę. Ale nie wszyscy o tym wiedzą. Taka kara chyba nie za bardzo ją czegoś nauczy. Ja tu o wymierzaniu kary a nie napisałam za co. Oczywiście chodzi o szkołę. Wiadomo jakie są dzieci. Rano dwie koleżanki nie mogą wytrzymać bez siebie ani chwili, w południe są największymi wrogami a wieczorem idą razem na rower i żadna z nich nie pamięta o co właściwie się kłóciły. I tak w kółko. Tym razem było trochę ostrzej. Na przerwie wszystkie koleżanki podziwiały swoje kreacje. Jedna z dziewczynek, Magda określiła bluzkę jako „bardzo kororową” Przez cały dzień wszystkie dzieci śmiały się z niej, że nie potrafi mówić. Ostatnia lekcja była najgorsza. Jednemu z uczniów już nie wystarczyło wyśmiewanie się. W pewnym momencie zaczął wysypywać wszystko z plecaka Magdy śmiejąc się, że może znajdzie tu coś „kororowego” Agnieszka pospieszyła koleżance na pomoc. Zaczęła się szarpanina i nie wiadomo kiedy plecak z całą zawartością wpadł do ogromnego akwarium. Wezwano rodziców i tym sposobem Agnieszka została ukarana. Czy słusznie? Rozsądźcie sami. Co do komputera. Agnieszka zawsze wolała gry i książki. Kilka dni wcześniej kupiliśmy zestawy gier „Mały odkrywca idzie do szkoły” Tym razem „Prehistoria i dinozaury” i „Ekologia” Więc zakaz korzystania z komputera to tylko słowa, bo winowajczyni i tak woli zagrać w gry planszowe. Szczególnie, że zakaz dotyczył tylko rozrywki. Wszelkie zadania związane ze szkołą nie były objęte karą.

wtorek, 4 października 2016

Wpadka po remoncie

 Nasza miejscowość to bardzo specyficzne miejsce. Albo dzieje się coś bardzo dobrego, albo bardzo złego. Rzadko kiedy można napisać: Witajcie. W ostatnim czasie nie działo się nic. Nie ma tak łatwo. Tym razem sytuacja wyglądała na groźną. Ale od początku. Na początku wakacji rozpoczęto remont przedszkola? O tym wspominałam. Został ogłoszony przetarg. Zwycięska firma rozpoczęła od razu. Niestety pracownicy za bardzo wzięli sobie do serca słowa: wyrzucić wszystko. Takim sposobem przez okna leciały gry, zabawki a w końcu stoły i meble. Nie ważne, parter czy piętro. Straty były ogromne. Umowę z firmą rozwiązano i ogłoszono nowy przetarg. Nowa firma okazała się bardziej profesjonalna. Przynajmniej na początku. Oprócz samego remontu trzeba było jeszcze posprzątać po starej ekipie. Kilka rzeczy dało się odzyskać. Wyjątkowo odporne na lot z piętra okazały się zestawy gier „Mały odkrywca idzie do szkoły” firmy Trefl. Tytuły „Prehistoria i dinozaury” oraz „Ekologia” przetrwały nienaruszone. Inne rzeczy miały mniej szczęścia. W zakup całego wyposażenia włączyły się wszystkie zakłady pracy i jeden anonimowy sponsor. Na początku września odbyło się uroczyste otwarcie. Oczywiście zorganizowano imprezę połączoną ze zwiedzaniem nowego budynku. Wszystko wyglądało pięknie. Niestety tylko wyglądało. Wczoraj rano, gdy szłam na zakupy dowiedziałam się, że w nocy w jednej z sal odpadł ogromny kawałek sufitu. Całe szczęście, że nikogo nie było w środku. Gdy rodzice przyprowadzili dzieci do przedszkola, na drzwiach zobaczyli kartkę z przeprosinami i wyjaśnieniem czemu przedszkole jest zamknięte do odwołania. Dzieci z najstarszej grupy mają możliwość, dzięki dyrektorowi naszej szkoły, uczyć się w jednej z sal szkoły podstawowej. Pierwszoklasiści chętnie podzielili się miejscami z młodszymi kolegami. I tak sześciolatki uczą się nowych rzeczy a pierwszaki mają powtórkę z przedszkola. Wszyscy są zadowoleni. Może oprócz dyrekcji przedszkola, która będzie musiała zacząć remont od początku. Mam nadzieję, że i tym razem sponsorzy się znajdą. 

środa, 28 września 2016

Aby się to nie powtórzyło

 Ile dzieci w klasie tyle przyjęć urodzinowych, a czasem więcej. Zgadza się. Czasem w rodzinie jest więcej niż jedno dziecko, a że wszystkie się znają to na takie przyjęcie nie zaprasza się tylko rówieśników. Są miesiące, że takich przyjęć trzeba zaliczyć kilka. Każdemu dziecku trzeba kupić prezent i pilnować, żeby w miarę możliwości Tomek nie dostał tego samego co Ania i odwrotnie. Raz się tak zdarzyło. Płaczu było wtedy co niemiara. Było to tak. Czerwiec był miesiącem gdy odbywały się dwa przyjęcia urodzinowe właśnie Ani i Tomka z klasy Agnieszki. Przyjęcia urodzinowe były przygotowywane od kilku tygodni. Wszystko było, jak to się mówi, zapięte na ostatni guzik. Przyszedł czas na kupowanie prezentów. Wybrałyśmy się z Agnieszką do ulubionego sklepu w celu nabycia odpowiednich podarunków. Od dawna wiadomo, że Ania interesuje się astrologią więc dla niej kupiliśmy talię tematyczną „Horoskop” Z Tomkiem było troszkę trudniej. Interesował się zbyt wieloma rzeczami. Niestety w kręgu jego zainteresowań znalazła się też astrologie i na pomysł kupienia tej samej talii tematycznej wpadł jeden z kolegów Tomka. Przyjęcia urodzinowe miały się odbyć w odstępie siedmiu dni, więc wszyscy się zgodzili, żeby urządzić jedno duże dla obojga solenizantów. Wszystkie dzieci dobrze się bawiły aż do momentu wręczania prezentów. Gdy okazało się że obydwoje dostali taki sam prezent zaczęło się zamieszanie. Dzieci jak to dzieci zaczęły się z tego faktu śmiać. Ania i Tomek zaczęli płakać. Tomek, że dostał prezent dla dziewczyny, a Ania nie chciała prezentu dla chłopaka. Dopiero nauczyciel fizyki wytłumaczył im, że astrologia i horoskopy są dla wszystkich, którzy się tym interesują. Nie ważne, chłopak czy dziewczyna. Brawo za refleks. Po uroczystościach rodzice postanowili, że aby takie sytuacje nigdy się już nie zdarzyły, każdy solenizant otrzyma tylko jeden prezent od wszystkich zaproszonych. Od rodziców swoją drogą. Podczas przyjęcia urodzinowego wszyscy mają się dobrze bawić. Przez całe przyjęcie.  

poniedziałek, 26 września 2016

Pamiątki po imprezie

 Jakiś czas temu opisywałam przebieg uroczystości 50 urodzin naszego klubu sportowego. W skrócie. Uroczystość trwała cały dzień i co ważniejsze przebiegła w sportowej atmosferze. Wszyscy byli zadowoleni. Niestety urządzono również ogródek piwny. Tu kończy się wychwalanie imprezy. Świętowanie to tylko początek. Później trzeba było ponieść konsekwencje tak hucznej zabawy. Wiadomo jak to jest. Młodzież i piwo to nie jest dobre połączenie. Był zakaz sprzedaży piwa osobom niepełnoletnim, ale przestrzegano go tylko na początku. Na drugi dzień wszyscy się o tym przekonaliśmy. Przez całą noc było słychać okrzyki i nazwijmy to śpiew. Okazało się, że „świętować” przyjechali też kibice odwiecznego przeciwnika z sąsiedniej miejscowości. To właśnie oni zostawili po sobie straszne pamiątki. Rozbite przystanki, pomazane szyby w sklepach to tylko te najmniejsze wykroczenia. Najbardziej ucierpiał plac zabaw. Wszystkie stoły do gier, drabinki nawet opony zostały dosłownie powyrywane z ziemi. Co komu przeszkadzał plac zabaw. Na szczęście nasz sołtys od razu zgłosił sprawę na policję i jeszcze tego samego dnia sprawców złapano. Jednak gry i zabawy trzeba było przenieść do domu. Gdy rano wybrałam się na zakupy, cały plac był już ogrodzony. Pracownicy usuwali wszystko co zostało po wizycie nocnych gości. Nie jestem budowlańcem ale na moje oko cały plac zabaw trzeba będzie zbudować od początku. Rodzice robili co mogli, żeby wytłumaczyć dzieciom co się stało. Niektórym się udawało a niektórym nie. Tego dnia ze sklepów zniknęły wszystkie zestawy puzzli i kart. Myślę, że nie przesadzę jak powiem, że to było najgorsze wydarzenie w naszej miejscowości od wielu lat. Ponieważ do tych wydarzeń trochę przyczynili się organizatorzy imprezy, władze klubu jako zadośćuczynienie obiecały pokryć koszty odbudowy placu zabaw. Oczywiście zakłady pracy też włączyły się w tą akcję. Kilka dni później plac budowy był ogrodzony tak, że nie było widać co się dzieje w środku. Trwa to od tygodnia. Może następne imprezy będą lepiej zabezpieczone.  

piątek, 23 września 2016

Nie cierpię plotek

 Po kilku dniach deszczowych wczoraj nareszcie wyjrzało słońce. Nic więc dziwnego, że zaraz po powrocie z przedszkola nasza najmłodsza para wnuków chciała iść na plac zabaw. Jakby w przedszkolu miały mało zabawy. Nigdy nie puszczamy ich samych. Zawsze idzie z nimi ktoś dorosły. Tym razem ta przyjemność przypadła mnie. Nie to żebym się nie cieszyła, ale inaczej jest jak się kilka godzin bawi na różnych nazwijmy to obiektach, a inaczej jak się te same godziny siedzi na ławce i wysłuchuje plotek z całej okolicy. Po pewnym czasie po prostu robi się niedobrze. Czasem mam ochotę wstać i nawrzeszczeć na te wszystkie mamy, które zamiast pilnować swoich dzieci obgadują wszystkich po kolei. Żeby to chociaż te ich plotki były prawdziwe. Przekonałam się o tym osobiście. Jak większość ludzi zaraz przed rozpoczęciem roku szkolnego kupuje się dzieciom wszystko do szkoły. Wiadomo, że oprócz tego zawsze kupi się jakieś gry, puzzle i zabawki. Mój syn wpadł na genialny pomysł kupienia butelki wina. Wiecie, uroczysta kolacja. Właśnie przechodziła obok nas jedna z tych mam, którą często widywałam na placu zabaw. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności mój syn właśnie w tej chwili powiedział dość głośno, że bardzo lubi wino. Po dwóch tygodniach właśnie na placu zabaw usłyszałam, że mój syn to alkoholik a skoro tak to na pewno bije żonę. Wtedy nie wytrzymałam. Nie bardzo mogę powtórzyć co wtedy im powiedziałam, ale słyszała mnie chyba cała okolica. Dwa dni później kupowaliśmy prezent urodzinowy dla koleżanki Agnieszki. Lubiła gry w karty, więc nasz wybór padł na talię tematyczną z bohaterami filmu „Auta” W pewnym momencie podchodziła do regału ta sama pani, która zaczęła opowiadać o moim synu. Gdy nas zobaczyła, odwróciła się i poszła w inną stronę. Może moja reakcja na takie plotki czegoś ją nauczy a może i nie. Czas pokaże.

wtorek, 20 września 2016

Stuknęła pięćdziesiątka

 W naszej miejscowości urządzanie wszelkiego rodzaju imprez jest chyba ulubionym zajęciem. Ponieważ po dniach deszczowych zrobiło się trochę cieplej będziemy świętować 50 lecie utworzenia drużyny piłkarskiej. Na uroczystość zostali zaproszeni najważniejsi działacze PZPN i oczywiście wójta. Jak zawsze otrzymaliśmy tylko list z przeprosinami i obietnicą, przyjmie następne zaproszenie. Nikt w to nie uwierzył, ale niech mu będzie. W przypadku wielu imprez na tablicy ogłoszeń podany jest tylko ogólny plan uroczystości. Tym razem jest inaczej. Nie będę opisywała całości bo zajęło by mi to kilka godzin. Przedstawię tylko najważniejsze. Uroczystość trwa cały dzień. Na początku wiadomo, powitania wszystkich najważniejszych gości, podziękowania wszystkim, którzy pomagali w organizacji no i najważniejsze, podziękowania dla sponsorów. Tych było aż pięciu z czego jeden anonimowy. Jak to zwykle bywa od razu pojawiły się teorie, kto to może być. Niektóre z nich były nie całkiem pozbawione sensu inne wręcz przeciwnie. Ktoś nawet rozpowiadał, że owym anonimowym sponsorem jest proboszcz naszej parafii. Idziemy dalej. Po tych wszystkich oficjalnych sprawach zaczynają się główne uroczystości. Uroczystość sportowa, więc nie może zabraknąć turniejów, gier i zawodów sportowych. Najważniejszą częścią uroczystości ma być nabór do drużyny. Odbędzie się specjalny, pokazowy mecz dla wszystkich chętnych. Podczas gry członkowie PZPN-u będą obserwować wszystkich zawodników. To właśnie spośród nich zostaną wybrani nowi zawodnicy. W przeciwieństwie do innych oficjalnych imprez tym razem nie zapomniano o najmłodszych. Specjalnie dla nich przygotowano osobne zawody i gry. Oczywiście nagrody też były trochę inne. Oprócz pucharów i pamiątkowych medali za pierwsze trzy miejsca wszyscy uczestnicy otrzymają najnowsze produkty firmy Trefl zestawy puzzli „Dory wśród meduz” albo talie tematyczne „Horoskop” i „Auta” do wyboru do koloru. Jeśli cała uroczystość odbędzie się tak jak zaplanowano będzie to jedna z największych imprez organizowanych w naszej miejscowości. Żeby tylko nie padało.   

piątek, 16 września 2016

Zebranie wiejskie

 Od czasu ostatnich wyborów na sołtysa zaczęłam chodzić na każde „zebranie wiejskie” Tak zawsze było napisane na plakacie informacyjnym. Zapytacie, dlaczego od wyborów i to gdy sołtysa wybrano na drugą kadencję. Na wybory prawie siłą zaciągnął mnie mój mąż. On od zawsze czynnie uczestniczył we wszystkich tego rodzaju spotkaniach. Ale do rzeczy. 10 września odbyło się takie właśnie zebranie. Jak to na większości takich spotkań na początku sołtys witał wszystkich. Jednak to różniło się od innych zebrań bo tym razem zaproszony został wójt. Żeby było ciekawiej stawił się osobiście. Do tej pory za każdym razem przyjeżdżał przedstawiciel urzędu gminy z listem od wójta z przeprosinami. Zawsze był jakiś powód, więc gdy pojawił się osobiście wszyscy byli trochę zdziwieni. Po powitaniach zaczęła się główna część zebrania. Oczywiście dotyczyła pieniędzy, ich podziału i celów na które się je wyda. Każdy z uczestników miał inne pomysły. Wyposażenie placu zabaw w plansze do gier to tylko jeden z nich, w sumie najbardziej poważny. A wręcz przeciwnym było wybudowanie lodowiska. Po prawie godzinie przegadywania się do głosu doszedł nasz ważny gość. Przywiózł gotowy plan wykorzystania funduszy aby go omówić, ale ponieważ od razu wszyscy mieli pomysły nie wtrącał się w kłótnię. Według planów przygotowanych przez gminę do naszej miejscowości miała trafić bardzo duża kwota w porównaniu do dotychczasowych. Po zsumowaniu tych pieniędzy i tych, które zaoferowały zakłady pracy można było szybko dokończyć remont przedszkola i wyposażyć sale w nowe meble, zabawki, gry i puzzle. Wójt wymienił chyba wszystkie produkty firmy Trefl i innych producentów gier jakie zamierzali kupić. Wyposażenie sali gimnastycznej obiecali sfinansować rodzice. Takim sposobem wszystkie zapisane dzieci mogły od 1 września pójść pierwszy raz do przedszkola. Pozostałe pieniądze postanowiono przeznaczyć na inne remonty w tym chodnik. Mimo że układany był w zeszłym roku to po budowie kanalizacji już trzeba go układać od nowa.   

środa, 14 września 2016

Pierwsze wywiadówki

 Jak każdego roku na początku września rodzice wszystkich uczniów zapraszani są na pierwszą, organizacyjną wywiadówkę. To słowo wielu uczniom zawsze mroziło krew w żyłach. Jednak ta pierwsza jest inna. Nie omawia się ocen uczniów, bo w sumie nie ma żadnych. Oprócz rzeczy typowo szkolnych jak wyposażenie czy strój ucznia wychowawca klasy przedstawia ogólny plan wycieczek, imprez i uroczystości, które mają być organizowane w czasie pierwszego półrocza. Wczoraj miałam taką przyjemność. Zostałam poproszona o udział w zebraniu w klasie Agnieszki. Pamiętam jak chodziłam do swoich dzieci. W naszej szkole na początku takiego zebrania dyrektorka przedstawiała nowych nauczycieli, którzy będą uczyć w danej klasie i do których będzie można się zwrócić w razie problemów dziecka z przedmiotem. Potem zwykłe sprawy organizacyjne. Wczoraj przekonałam się, że szkoła powoli staje się miejscem gdzie pieniądze, składki i ubezpieczenia są ważniejsze od ucznia. Zebranie trwało około 2 godzin. Sprawy organizacyjne zajęły jakieś 20 minut. Przez resztę czasu nauczycielka przedstawiała plany wycieczek na najbliższe pół roku. Nie skupiła się na tematach poszczególnych wyjazdów, ale cały czas podawała kwoty jakie rodzice będą musieli wpłacić aby dziecko mogło pojechać na taką wycieczkę. Jeden z rodziców nie wytrzymał i zapytał czy to jest jeszcze szkoła czy firma do zarabiania pieniędzy. Wtedy dopiero temat pieniędzy zszedł na dalszy plan. W końcu dowiedzieliśmy się kiedy, gdzie i w jakim celu dzieci pojadą na te wycieczki. Pierwszą będzie dwudniowa wycieczka w góry. Po drodze wszyscy odwiedzą otwarte niedawno muzeum techniki i rozrywki. Podobno specjalnie dla tej grupy przygotowana zostanie wystawa gier i puzzli od przełomu wieków do czasów obecnych. Jednak puzzle i gry to nie główny cel wycieczki. Nim jest poznanie mieszkańców i zwyczajów dawnych górskich wiosek. Jednym słowem skansen. Już zapowiedziano wypracowania na temat wycieczki. Na zebraniu dowiedziałam się jeszcze jednej ciekawej rzeczy. Chodzi o ubezpieczenie. Okazało się, że nie jest obowiązkowe. Jednak bez niego żadne dziecko nie będzie mogło pojechać na żadną wycieczkę. Tak czy tak trzeba będzie zapłacić.  

poniedziałek, 12 września 2016

Dziesiąte urodziny

 W minioną sobotę świętowaliśmy 10 rocznicę otwarcia w naszej miejscowości jednego z marketów. Nazwy nie podam, bo zostałabym posądzona o reklamę. W każdym razie impreza zaczęła się o godzinie trzynastej. Ponieważ wszystko zostało zorganizowane na boisku sportowym pierwszym punktem programu był mecz naszej drużyny. Warto wspomnieć, że nasz przeciwnik jest dużo wyżej notowany w tabeli od nas. Mecz zakończył się remisem. Dla naszych zawodników był to ogromny sukces. Do tej pory każda drużyna grająca z naszym sobotnim przeciwnikiem przegrywała spotkanie. My jako pierwsi zdołaliśmy zremisować. Nie żebym się chwaliła, ale taki wyczyn warty jest opisania. Można powiedzieć, że dla naszej miejscowości było to podwójne święto. Sponsorem całej imprezy były jak zawsze zakłady pracy. Również solenizant włączył się w organizację swojego święta fundując wszystkie nagrody w przygotowanych zawodach i grach dla wszystkich dzieci, bo szczególnie do nich kierowane było zaproszenie wywieszone na tablicy ogłoszeń. Na tym samym plakacie był podany plan całej imprezy. Do najciekawszych należał zaplanowany na północ pokaz sztucznych ogni. Możecie mi wierzyć, było na co popatrzeć. Za jedną z bramek przygotowano ogromny ekran. Do ostatniej chwili nikt nie wiedział po co. Okazało się, że to jedna z najważniejszych konkurencji do której zgłosić mogli się wszyscy. Przebieg był wyświetlany na tym ekranie. Konkurencja była ogromna. Organizatorzy chcieli sprawdzić wiadomości uczestników o solenizancie. Pytania były różne. Niektóre łatwe, na przykład o nazwisko kierowniczki. Najtrudniejsze okazało się wymienienie pięciu tytułów gier oferowanych przez sklep. Z dwoma nikt nie miał problemu. Wszyscy wymieniali grę „Fisher price- gra Piotruś” i zestaw kart „Auta- talia tematyczna” jednak gdy trzeba było podać choć jeden tytuł więcej każdemu uczestnikowi brakowało pomysłu. No, prawie każdemu. Jako jedyny wszystkie pięć tytułów wymienił tylko 12 letni uczeń naszej szkoły. Nagrodą – niespodzianką było pięć zestawów, które wymienił. Warto wspomnieć, że oprócz produktów wymienianych przez wszystkich, wśród nagród znalazły się najnowsze dzieła firmy Trefl. Cała uroczystość trwała do drugiej w nocy, ale opłacało się nie spać do tej godziny. W końcu dziesiąte urodziny świętuje się tylko raz.

piątek, 9 września 2016

Tajemnica czyli jak zachęcić dzieci

 W dzisiejszych czasach mało kto wyjeżdża w jakieś egzotyczne miejsce, żeby można było napisać wypracowanie zadawane zaraz po wakacjach wszystkim dzieciom. U nas mamy sołtysa, który przez całe dwa miesiące nie pozwalał dzieciom na nudę i plątanie się po ulicach bez celu. Specjalistami w organizowaniu czasu są dyrektor szkoły i sołtys. Chyba nie pomylę się jak powiem, że podczas wakacji każdy dyrektor szkoły ma wolne? Nasz należy do osób, którym bardziej zależy na dzieciach niż wypoczynku. Już w czerwcu w wielkiej tajemnicy obaj panowie opracowywali program na wakacje. Podzielony był na dwie grupy. Klasy 1 – 3 i reszta. O ile dla tej reszty nie było trudno czegoś przygotować (gry, turnieje i wycieczki) to dla młodszych dzieci już było trudniej. Plan zakładał między innymi organizację wycieczek w najbardziej malownicze i ciekawe miejsca w okolicy. Mamy kilka ruin zamków i nawet jeden browar. Zamknięty co prawda, ale zawsze to browar. Na początku było kilka osób. Tydzień po rozpoczęciu wakacji na tablicy ogłoszeń pojawił się duży i bardzo kolorowy plakat z bardzo dziwnym napisem. 1 – 3, DOM KULTURY, NIESPODZIANKA, OBECNOŚĆ OBOWIĄZKOWA. I data. Poszli wszyscy. Jedni z ciekawości, inni ze strachu jeszcze inni bo i tak nie mieli co robić. Na scenę wyszedł dyrektor i na początku opowiedział o planach na najbliższy tydzień. Pierwszym punktem programu miała być prezentacja najnowszych produktów przemysłu zabawkowego. W ostatniej chwili przedstawiciel producenta gier i puzzli odwołał spotkanie. W ramach przeprosin dla każdego uczestnika zostały przywiezione zestawy „Auta- color puzzle” i gry „Fisher price- gra Piotruś” do wyboru. Jednak prezentację udało się przeprowadzić. Nie taką jaką zakładał plan, ale i tak wszystkim dzieciom się podobała. Pamiętacie kolegę naszego dyrektora, który kolekcjonuje zabawki? Opowiadał o najstarszych i najnowszych dziełach firmy Trefl. Oczywiście wszystkie je pokazał. Po zakończeniu wszyscy chwalili prowadzącego i już teraz został zaproszony na następną. Nawet wycieczki nie podobały się dzieciom tak jak ta jedna prezentacja.

środa, 7 września 2016

Znów przyjęcia

 Dopiero co zaczął się rok szkolny a już trzeba zacząć myśleć o wszelkiego rodzaju przyjęciach urodzinowych. Nie mówię tylko o organizowaniu, ale i o udziale w nich. Piątka wnuków. Pięć przyjęć urodzinowych. Nie, cztery. Bliźniaki ale w sumie to jeszcze za małe żeby wyprawiać jakieś huczne imprezy. Co nie zmienia faktu, że zostaje jeszcze trójka w wieku szkolnym. Nasza miejscowość nie jest duża. Około 2000 mieszkańców, więc przyjęcia urodzinowe poza kilkoma przypadkami gdzie w myśl zasady „zastaw się, a postaw się” organizują wynajęte firmy, przygotowują te same, sprawdzone osoby. Nie chwaląc się jestem jedną z nich. Zazwyczaj, wraz z kilkoma koleżankami, zajmuję się programem przyjęcia. Chyba dobrze wywiązuję się z tego zadania. O ile mi wiadomo, nikt do tej pory nie skarżył się na nudę. Trójka wnuczków, każde w innym wieku. Średnio 15 osób w każdej klasie. Łatwo można policzyć ile to przyjęć. Albo lepiej nie. Właśnie trwają przygotowania do jednej z takich uroczystości. Koleżanka Agnieszki obchodzi swoje urodziny. Jak zawsze będzie mnóstwo gości, same szczere życzenia i oczywiście góra prezentów. Razem z Agnieszką wybierałyśmy prezent. W tym roku był to zestaw puzzli „Dory wśród meduz” Podobno bardzo lubiany i szybko sprzedający się tytuł. Zbiegiem okoliczności w sobotę odbyło się przyjęcie innego ucznia, tylko że to organizowała wynajęta przez rodziców firma. Na ulotce reklamowej mają hasło: satysfakcja gwarantowana. Po powrocie całej trójki wnuczków odniosłam wrażenie, że to hasło to tylko chwyt reklamowy i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Wszystkie ich przyjęcia są wyliczone co do sekundy. Przerwa w środku gry bo czas na tort. Nie ważne, że to najważniejsza część rozgrywki. Na naszych przyjęciach zawsze zdarza się coś czego nikt się nie spodziewa. Na przykład przyjazd dawno nie widzianego członka rodziny i do obchodów urodzin trzeba dodać przyjęcie powitalne. Na przykład jako prezent dla solenizantki. Na przyjęciach firmowych nikt by o czymś takim nawet nie pomyślał. Chcesz przyjęcie powitalne, zorganizujemy dodatkowe ale w innym terminie.  

poniedziałek, 5 września 2016

Nie bój się szkoły

 Koniec wakacji i rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Od czasu jak swoje obowiązki zaczął wypełniać nasz sołtys, a było to jakieś osiem lat temu, na koniec wakacji odbywała się jedna z największych imprez organizowanych w naszej miejscowości. Jedna z największych. Drugą okazją są dni jagody, impreza organizowana zaraz na początku lipca. Jednak w tym roku w organizację uroczystości włączył się dyrektor szkoły. Na początku nikt z organizatorów nie chciał się na to zgodzić, ale gdy zapoznali się z pomysłami co do jej przebiegu, zmienili zdanie. Jak zapewne pamiętacie nasza miejscowość nie należy do największych. Faktem jest, że się rozrastamy ale jeśli chodzi o liczbę ludności to do miast nam ciągle daleko. W tym roku mamy co świętować. Do pierwszej klasy zostało zapisanych 35 dzieci. Najwięcej od 10 lat. Jednym z pomysłów dyrektora było połączenie zakończenia wakacji z uroczystym powitaniem nowych uczniów w szkole. Pamiętam jak moje dzieci szły do pierwszej klasy. Na początku nie mogły się doczekać, a gdy zbliżał się pierwszy września euforia powoli zmieniała się w strach. Jak to będzie, pierwszy dzień w szkole. W sumie nie ma się co dziwić. Do tej pory były tylko zabawki, gry, puzzle a teraz przybory szkolne. Nasz dyrektor chyba też pamięta te czasy i dlatego postanowił zorganizować takie powitanie. Ogólny przebieg imprezy nie odbiegał od innych. Występy, zawody sportowe, poczęstunek. Jeden turniej był przewidziany tylko dla pierwszoklasistów. Dotyczył głównie ogólnych spraw związanych z pierwszym dniem szkoły. Pytania w stylu: co należy włożyć do plecaka i podobne. Z początku nagrodami dla zwycięzców miały być zestawy puzzli firmy Trefl jednak zrezygnowano z tego pomysłu. Rodzice uznali, że lepszymi nagrodami będą wyprawki dla uczniów. Kilka osób, które chciały zachować anonimowość, od razu zaoferowały się, że na takie nagrody bardzo chętnie wyłożą pieniądze. Wszyscy wiedzieli, że to byli dyrektorzy naszych zakładów pracy, ale nikt nie mówił tego na głos. Pierwszego września wszystkie dzieci zadowolone ruszyły do szkoły. Oby to zadowolenie trwało przez całą szkołę.

piątek, 26 sierpnia 2016

Przygotowania do wesela

 Jutro najważniejszy dzień w życiu córki naszej sąsiadki. Chyba każda przyszła panna młoda ma jakieś wyobrażenia co do swojego idealnego ślubu. Niektóre marzenia nie są całkiem realne, ale nasza Justynka nie ma aż takich wymagań. Ustrojony kościół, długa biała suknia i mnóstwo gości, którzy po weselu nie będą pamiętali tylko tego co się nie udało. Ale przede wszystkim marzy o długim i szczęśliwym życiu u boku swojego męża. Małe wymagania. Prawda? Przygotowania trwają od 2 miesięcy. Termin ślubu, wynajęcie sali, opłacenie orkiestry to tylko najważniejsze rzeczy. Chyba najgorszą sprawą podczas każdego wesela jest ustalenie listy dań. Nie raz byłam w tej sytuacji. Oczywiście można iść do jednej z firm organizujących przyjęcia weselne. Wchodzi się do biura jak do sklepu, przeglądamy katalogi z ofertami. Hasło „Poproszę przyjęcie weselne” kasa na stół i to wszystko czym musimy się zająć. Jednak para młoda od razu zrezygnowała z tego pomysłu. Woleli wszystko zorganizować sami. Sami, tak się tylko mówi. Strojenie kościoła i sali, pieczenie ciast i gotowanie, obsługa. Kilkadziesiąt osób. Chcieli wesele w dawnym stylu. Orkiestra zamiast didżeja, dania gotowane na miejscu zamiast kateringu. Czyli było co robić. Największe awantury wybuchały wśród osób odpowiedzialnych właśnie za listę dań. Każda z pięciu osób miała inny plan. Na początku kłócili się nawet o kolejność podawania. W akcję wkroczył pan młody. Przyniósł gotową listę. Nikt się nie sprzeciwił. Na zaproszeniach oprócz zwyczajowych informacji było życzenie, aby do prezentu dołączyć jakąś grę, puzzle lub maskotkę. Wspominałam o remoncie przedszkola. Postanowili, że wszystkie zabawki przekażą właśnie tam. Od siebie obiecali zestawy „Vtech – tablet przedszkolaka” Ponieważ większość nie bardzo wiedziała co kupić, mama pana młodego przygotowała listę. Przy okazji to ona jest dyrektorką przedszkola. Nie wiadomo dlaczego na liście znalazły się tylko produkty firmy Trefl. Pytana o to odpowiedziała, że chce dla dzieci to co najlepsze i nie może to być inna firma. Jak mówiłam, uroczystości są jutro. Zobaczymy jak będzie.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Niespodzianka

 Wymiana mebli w pokojach dzieci. Zapewne wielu z Was powie: Co jest takiego niezwykłego w przemeblowaniu, że aż trzeba o tym pisać? Może macie trochę racji. W samym przemeblowaniu nie ma nic. Ważne jest co innego. Przyczyna wymiany, skutek i sposób w jaki się ją przeprowadza. Ale od początku. Moja koleżanka co roku zaraz na początku wakacji wysyła swoje dzieci do dziadków na wieś na całe dwa miesiące. Jak to zawsze mówiła, ma czas dla siebie. W tym roku w ramach niespodzianki postanowiła wyremontować pokoje dzieci. Tu dochodzimy do przyczyny wymiany. Koleżanka ma dwie córki. 16 letnią Magdę i 13 letnią Karolinę. Magda bardzo często przeganiała siostrę ze swojego pokoju, która pytana o powód wizyty odpowiadała, że bardzo podobają się jej meble Magdy. Mają tyle szuflad i półek, że miała by gdzie trzymać swoje ulubione puzzle i lalki. Faktycznie, jest ich bardzo dużo. Od czasu kupienia owych mebli Magda nigdy nie okazywała jakiejś szczególnej radości z tego powodu, więc przeniesienie ich do pokoju Karoliny i kupienie starszej córce nowych wydawało się dobrym pomysłem. To był sposób. A teraz najgorsze. Skutki. Według mojej koleżanki wszystko świetnie się udało. Kupno, transport i ustawianie poszło bardzo szybko. Nawet sprzątanie w pokojach obu córek. Jak by się ktoś pytał, to był to jeden jedyny raz. O ile Karolina bardzo ucieszyła się z takiej niespodzianki to Magda od razu powiedziała co o niej myśli. Nie napiszę co. Powiedzmy, że zrobiła ogromną awanturę podczas której nikt nie przebierał w słowach. Młodsza córka od razu zabrała się za układanie po swojemu lalek i puzzli na półkach. Najważniejsze miejsce zajęły foto puzzle. Podczas wycieczek zrobiła dużo zdjęć i najładniejsze zostało wysłane do firmy zajmującej się produkcją foto puzzli. Magdzie trzeba było kupić nowe meble. Tym razem sama wybrała wzór i kolor. Nie była zła, że mama przemeblowała jej pokój tylko o to, że zrobiła to bez jej wiedzy. Wszystko było by w porządku gdyby tylko w pokoju Karoliny zostały wymienione meble.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Już niedługo rok szkolny

 Jeszcze niedawno wszyscy cieszyli się z rozpoczęcia wakacji, a już tylko tydzień pozostał do rozpoczęcia roku szkolnego. Od kilku dni w telewizji jest bardzo dużo reklam zaczynających się od słów: Już niedługo rozpoczyna się rok szkolny. Niestety to prawda. Z całą piątką dzieci wybraliśmy się na zakupy. Mieliśmy kupić wszystko aby faktycznie być dobrzy przygotowanym do roku szkolnego. Sami wiecie jak to jest. Książki, zeszyty, plecaki, ubrania i masę innych rzeczy których wymienienie zajęłoby kilka godzin a i tak o połowie z nich nikt by nawet nie pomyślał. Zaopatrzeni w odpowiednią, według nas, ilość gotówki wybraliśmy się na zakupy. Ale tym razem było trochę inaczej. Zamiast iść do pierwszego sklepu kupienie wszystkiego najpierw czekała nas wycieczka po wszystkich sklepach w celu „zbadania rynku” Jeden głupi plecak może być w dwudziestu wzorach. Zaczęliśmy od zakupu tej właśnie rzeczy. Było gorzej niż myślałam. Jak wzór się podobał to kształt nie. Ilość kieszeni za mała, paski za szerokie lub za wąskie. Chyba łatwiej jest kobiecie kupić buty co z doświadczenia wiem, nie jest proste. Wreszcie się udało. Jedenaście sklepów i sześć godzin chodzenia. Na kupno wszystkich innych rzeczy nie starczyło już czasu. Na drugi dzień zaczęliśmy wycieczkę od nowa. Tym razem poszło dużo szybciej. Rodzaje książek i zeszytów były określone przez nauczycieli, więc wybór nie był duży. Tylko wzór okładek zeszytów. Wpadliśmy na pomysł, że skoro w centrum handlowym można kupić również zabawki, postanowiliśmy złożyć zamówienie na zestawy „Foto puzzle – z twojego zdjęcia” firmy Trefl. Podczas wyjazdów zrobiliśmy setki zdjęć, więc było z czego wybierać. Zamówiliśmy sześć zestawów puzzli. Dla każdego dziecka po jednym i największy ze zdjęciem całej rodziny. Ten po ułożeniu zostanie oprawiony i powieszony nad telewizorem. W sumie zakupy się udały. Wszystkie nasze wnuki są przygotowane do pójścia do szkoły. Mam tylko nadzieję, że w przyszłym roku nie trzeba będzie kupować nowych plecaków.  

czwartek, 18 sierpnia 2016

Podejście do pacjenta

 Jak ja nie lubię szpitali. Miałam nieprzyjemność leżeć w różnych szpitalach i na różnych oddziałach. Od zwykłego szpitala miejskiego do kliniki uniwersyteckiej. Powiem szczerze: różnica jest niesamowita przede wszystkim w podejściu personelu do pacjenta. Nad sytuacją w miejskich szpitalach nie będę się rozwodzić, bo po trzech zdaniach mogłabym zacząć płakać. Klinika uniwersytecka to już inna bajka. Pielęgniarki są na każde zawołanie. Wszystkie miłe, uśmiechnięte czasem nawet za bardzo. Ostatnio, podczas mojego pobytu na jednym z oddziałów miałam okazję spotkać jedną z takich osób. Studentka trzeciego roku medycyny. Jak dobrze pamiętam, na imię miała Magda. Wiadomo, że szpital to nie jest miejsce w którym na okrągło panuje radość. Jednak gdy ona wchodziła na salę, nawet najsmutniejsi pacjenci zaczęli się uśmiechać. Jej dobry nastrój udzielał się wszystkim. Potrafiła przekazać złe wieści w taki sposób, że każdy przyjmował je nie jak wyrok śmierci ale ze spokojem. Najlepszym przykładem była taka sytuacja: Na łóżku obok od prawie miesiąca leżała pacjentka, która miała duże kłopoty z chodzeniem. W końcu lekarz obiecał jej wypisanie. Nie widziałam jeszcze takiej radości. Niestety wyniki badań trochę jej się pogorszyły i powrót do domu trzeba było odłożyć. Tą złą wiadomość przyszła przekazać jej właśnie pani Magda. Można sobie wyobrazić reakcję pacjentki na taką wiadomość. Pani Magda poprosiła wszystkich o wyjście. Po 10 minutach wróciłyśmy na salę z nastawieniem na zapłakaną pacjentkę. Ona jednak siedziała na łóżku uśmiechnięta jak nigdy przedtem. Nigdy nie dowiedzieliśmy się co usłyszała. No i odwiedziny. Personel nie za bardzo chce wpuszczać na oddziały dzieci. Jednak w tym szpitalu udało się uniknąć biegania po korytarzach i hałasu. Jedna z sal została wyposażona w gry i puzzle. Podczas wizyt wszystkie dzieci miały tam opiekę. Firma Trefl ma w swojej ofercie kilka ciekawych pozycji. „Domino – świnka Peppa” to jedna z nich. Wszyscy myśleli, że to właśnie Magda będzie się zajmować dziećmi, jednak ona najwyraźniej była bardziej potrzebna na oddziale.  

wtorek, 16 sierpnia 2016

Człowiek uczy się na błędach

 15 sierpnia. W naszej parafii oprócz świąt ustawowych i kościelnych mieliśmy jeszcze jedną okazję do świętowania. Jak co roku tego właśnie dnia organizowane są gminne dożynki. Cała organizacja imprezy w tym roku przypadła naszej miejscowości. Wszyscy mieszkańcy włączyli się w przygotowania. Są to nasze drugie dożynki organizowane u nas. Niestety poprzednie nie wypadły tak jak wszyscy oczekiwali. W każdej parafii przebieg jest bardzo podobny. Występy zespołów regionalnych, prezentacja wypieków i potraw z danego regionu i loteria fantowa. Ponieważ w organizację włączają się sponsorzy w naszej loterii nie ma losów pustych. O tym fakcie kilka razy proboszcz przypominał przy okazji ogłoszeń. W pechowych dla nas uroczystościach głównym sponsorem był jeden z marketów więc nagrody były związane z jego ofertą handlową. Na nasze nieszczęście jest to sklep spożywczy. Wstyd przyznać, ale jednemu z uczestników loterii udało się wygrać przyprawę do rosołu. Wtedy do akcji wkroczył nasz proboszcz i na ile to było możliwe, uratował sytuację. Przerwał loterię. Wszyscy uczestnicy byli zawiedzeni. Przez dwa tygodnie głównym tematem do śmiechu był nasz sposób przygotowania nagród. Jak to mówią: człowiek uczy się na błędach. W tym roku o sponsorowanie nagród w loterii poproszono producenta gier i puzzli. Jako jedyny, ten zakład uczestniczył w przygotowaniach wszystkich imprez. Tym razem dyrekcja też nie zawiodła. Jako nagrody, ofiarowali swoje wyroby. W trakcie loterii okazało się, że kilku uczestników wygrało najnowsze produkty firmy Trefl „Domino – świnka Peppa” Ogłoszono, że wśród nagród jest zestaw „Vtech – tablet przedszkolaka” jednak nikomu nie udało się go wylosować. Nikt nie wiedział kto jest sponsorem tych nagród. Po zakończeniu dożynek proboszcz dziękował wszystkim organizatorom. Każdego wyczytał z imienia i nazwiska. Każdego oprócz tajemniczego darczyńcy. Ten zastrzegł sobie, że podczas podziękowań proboszcz wspomni tylko człowieka, który chce zachować anonimowość. Jak to bywa w takich sytuacjach wszyscy mieli swoje teorie, kto może być tym człowiekiem. Myślę, że tylko jedna osoba to wie.

piątek, 12 sierpnia 2016

Obiecanki cacanki

 Po tylu dniach deszczu i wiatrów nadszedł czas na posprzątanie ogrodu. Najwięcej było połamanych gałęzi. Okazało się, że oprócz gałęzi w naszym ogrodzie znalazło się również sporo innych śmieci przyniesionych przez wiatr. Tak było u wszystkich. Najgorzej mieli ci, którzy obok swoich domów mieli stare drzewa. Wiele z nich było puste w środku i podczas silnych wiatrów stanowiły zagrożenie. Wiele razy pisaliśmy do gminy prośby o wycięcie takich drzew, ale wszystkie nasze wysiłki okazały się daremne. Wszystko się zmieniło w zeszłym tygodniu. Podczas jednej z takich wichur odłamała się gruba gałąź i przygniotła jeden z zaparkowanych samochodów. Na szczęście był pusty. Wtedy nasi kochani urzędnicy zarządzili wycinkę niebezpiecznych drzew. Jak to mówią: lepiej późno niż wcale. Wiedzieliśmy kiedy to ma nastąpić, więc ze sprzątaniem wszyscy się wstrzymali. Zarządzono wycinkę a nie sprzątanie gałęzi. Najgrubsze zostały zabrane, a resztę panowie z nadleśnictwa zostawili na ulicy. Wtedy mieszkańcy zabrali się za sprzątanie. Jak to w naszej rodzinie bywa, wszyscy chętnie zaoferowali pomoc. Jednak jak przyszedł dzień sprzątania każdy próbował wymigać się od spełnienia obietnicy. Dzieci jeszcze mogę zrozumieć. Wiadomo, że od porządków wolą zagrać w jakąś grę albo ułożyć puzzle. Ponieważ w ofercie firmy Trefl pojawiły się nowe produkty była to jeszcze większa pokusa. Żeby dzieci miały co robić w deszczowe dni kupiliśmy „Domino – świnka Peppa” i karty „Avenges – gra Piotruś” ale okazało się, że w swojej kolekcji mają jeszcze zestawy puzzli, których nie zdążyły ułożyć podczas wyjazdu na urlop. Z doświadczenia wiem, że dzieci zamiast pomagać w porządkach tylko przeszkadzają. Może i lepiej, że zajęły się puzzlami. Jednak nie wiem dlaczego dorośli chcieli się wykręcić od pomocy. Jedni mieli dużo pracy, inni nie mieli czasu. Obiecać zawsze można, prawda? I takim sposobem razem z mężem zabraliśmy się do sprzątania. Po godzinie wszyscy, którzy obiecali pomoc, pojawili się. Całe sprzątanie zajęło nam pół dnia. Mam nadzieję, że następnym razem wichury ominą naszą miejscowość.