Ostatnio pisałam o spotkaniu rodzinnym i o kłopotach jakie od
początku sprawiały dzieci. Każda nasza decyzja była zła. Nie ten
pokój do zabawy, nie takie miejsca przy stole. Wszystko źle.
Sytuacja zmieniła się dopiero gdy w drzwiach stanęła najbardziej
nieoczekiwana osoba. Nikt nawet nie pomyślał żeby go zaprosić.
Chodzi mi o Sławka. Wśród dzieci od razu zapanowała zgoda. Wujek
zdążył się tylko przywitać i przeprosić za nieoczekiwane
odwiedziny. Dzieci od razu zabrały go do pokoju. Teraz nikt nawet
nie wspomniał, że pokój jest nie dobry. Przez cały czas dzieci
zachowywały się jakby ich nie było. Jedyny problem pojawił się,
gdy trzeba było wracać do domu. Nic nie pomagało. Ani prośby, ani
groźby, ani nawet próba przekupienia dzieci. Po chwili rozmowy ze
Sławkiem wszystkie dzieci, trochę smutne ale wróciły do domu.
Wujek coś im obiecał. Właśnie, wujek. Wszystkie dzieci nazywały
go wujkiem. Nikt nie wie w co się bawili, ani co to za obietnica.
Mogłam się tylko domyślać. Ulubioną zabawą Ani i Agnieszki jest
zabawa w sklep. Poza tym gdy weszłam do pokoju, wszystko było
poukładane. Wczoraj usłyszałam rozmowę dziewczynek. Wujek obiecał
przynieść na następny raz coś do sklepu, żeby było czym płacić.
Myślę, że mogą to być pieniądze jakich używa się w grze
„Monopoly” Wiedzieliśmy, że wśród zabawek nie ma niczego, co
nadawałoby się dla dwulatków. Niby bez okazji kupiliśmy zestaw „
Baby
cubes na farmie” Rodzice
Ani chyba wpadli na ten sam pomysł. Oni wybrali zestaw puzzli „
Anna i Elsa- puzzle glam” którego też
nie było w naszym domu. Moje
podejrzenia co do sklepu rozwiała wczorajsza paczka, która przyszła
do Agnieszki. Była to zabawka, model kasy której używa się w
prawdziwych sklepach. Całkiem dobry pomysł. Nauka i zabawa w
jednym. Wszystkie dzieci bawią się w sklep, a Ania i Agnieszka przy
okazji płacenia i wydawania reszty będą ćwiczyć liczenie.
Zobaczymy co z tego wyniknie.
środa, 28 grudnia 2016
wtorek, 27 grudnia 2016
Spotkanie rodzinne
Jak to mówią: święta, święta i po świętach. Nasze udały się
w tym roku jak nigdy przedtem. Pamiętam, jak byłam jeszcze
dzieckiem, gdy cała rodzina spotykała się w drugi dzień świąt.
W zależności od gości spotkania przebiegały w spokojnej
atmosferze, a czasem trzeba było rozdzielać członków rodziny,
żeby nie doszło do jakiegoś nieszczęścia. Z biegiem lat, gdy
cała rodzina rozjechała się po świecie, w odwiedziny do
rodzinnego domu przychodziło coraz mniej osób. Jednak od kilku lat,
gdy rodzina zaczęła wracać do Polski, czasem w powiększonym
składzie, takie spotkania rozpoczęły się na nowo. W tym roku było
jeszcze więcej osób, bo zaprosiliśmy również znajomych. Nie
żebym miała coś przeciwko dzieciom, ale nasza piątka i czwórka,
która przyszła z rodzicami to było trochę za dużo. Dzieci w
wieku od 3 do 16 lat. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach młodzież
nie za bardzo chce się bawić z małymi dziećmi. Gdy wszyscy
zaproszeni już się zebrali, zasiedliśmy do uroczystego obiadu.
Dorośli osobno a dzieci osobno. Nie bardzo wiadomo było gdzie
posadzić młodzież. Sami mieli podjąć decyzję. Wiadomo co
wybrali. Na początku Agnieszka i Ania trochę marudziły, ale całą
awanturę przerwał nieoczekiwany gość. W drzwiach pojawił się
Sławek. Wszystkie dzieci myślały już tylko o jednym. Jak
najszybciej zjeść obiad i rozpocząć zabawę z wujkiem. Nie raz
się przekonaliśmy, że dzieci oddawały wszystko i przy każdej
okazji za czas spędzony ze Sławkiem. Pamiętam jedno z przyjęć
Agnieszki. Dostała dużo życzeń i jeszcze więcej prezentów,
bardziej lub mniej wyszukanych. Jednak otworzyła tylko jeden. Zwykły
zestaw puzzli „ Anna
i Elsa- puzzle glam” Zgadnijcie
od kogo? Żadnego wrażenia nie zrobił na niej zestaw puzzli
sensorycznych z bohaterami filmu „Auta” Wszyscy świętowali, a
ona od razu zabrała się do układania swojego zestawu. Oczywiście
z wujkiem. Dzięki jednej osobie, przez cały dzień wszystkie
dzieci zachowywały się jakby ich nie było. Tylko jedna rzecz
pozwoliła zabrać wszystkie dzieci do domu. Obietnica złożona
dzieciom przez Sławka. Nie wiadomo jaka.
środa, 21 grudnia 2016
Lepiej pilnować dzieci
Odkąd pamiętam, w domu zawsze mieliśmy żywą choinkę. Gdy byłam
dzieckiem, tata razem z wujkiem szli do lasu i przynosili piękne
drzewko i w wigilię. Gdy dorośli przygotowywali się do wieczerzy,
wszystkie dzieci zajęte były przystrajaniem choinki. Później gdy
zaczęto zakładać szkółki drzew i nie wolno było już wycinać
choinek w lesie, kupowaliśmy je zawsze od tego samego sprzedawcy.
Pięćdziesiąt lat nic się nie zmieniało. Aż do zeszłego roku.
Jak w każdym roku, mąż przywiózł drzewko tydzień wcześniej.
Wtedy nasze wnuki poprosiły o pozwolenie ubrania choinki także u
nas. Nie widzieliśmy w tym nic złego. Nam zabierało to pół dnia.
Niestety zostawiliśmy je bez opieki. Zadowoleni, że dzieci się nie
kłócą, zajęliśmy się swoimi sprawami. Pożałowaliśmy tego
dopiero gdy przyszliśmy obejrzeć efekty ich pracy. Góra choinki
była pięknie przystrojona, rozłożone lampki, zawieszone bombki a
nawet gwiazda na czubku. Niestety dół wyglądał gorzej. Wszystkie
igły z najniższych gałęzi były poobrywane i leżały na
podłodze. Dzieci powiedziały, że przy wieszaniu bombek wyżej,
igły kuły je w ręce i dlatego trzeba było je poobrywać. Nie było
czasu na szukanie nowej choinki, więc gałęzie bez igieł zostały
odcięte i choinka zamiast dwóch metrów miała metr i sześćdziesiąt
centymetrów. Na początku wydawała się bardzo mała. W tym roku
mieliśmy dwie możliwości. Albo nie pozwolić dzieciom na powtórkę
z zeszłego roku, albo kupić sztuczną choinkę. Nawet zestaw „
Auta
– puzzle sensoryczne- fun for everyone” który
kupiliśmy, żeby odwrócić uwagę dzieci od choinki nie pomógł.
Takim sposobem, pod czujnym okiem dorosłych, pozwoliliśmy im
ustroić nasze drzewko. Oczywiście żywe. Tym razem nie oberwały
ani jednej igły. W nagrodę za pomoc dokupiliśmy jeszcze jeden
zestaw „ Anna i Elsa- puzzle glam” Pod choinkę mamy dla
wszystkich dzieci inną niespodziankę. Ale o tym następnym razem.
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Kupowanie prezentów
Witajcie. Dziś małe przemyślenia dotyczące kupowania prezentów.
Szczególnie jeśli chodzi o dzieci. Przekonałam się, że im
młodsze dzieci, tym większe kłopoty. Prezent musi się spodobać i
w dzisiejszych czasach, gdy większość ludzi nie należy do
milionerów, nie może kosztować majątku. Jaki sens kupowania
czegoś, co kosztuje kilkaset złotych, gdy w większości przypadków
po tygodniu zabawka ląduje w kącie a u dzieci lubiących porządek,
w pudle z zabawkami. Najprostszym sposobem byłoby po prostu zapytać
co dzieci chciałyby dostać. Jednak u nas nie zdaje to egzaminu. Mój
mąż zawsze popełnia ten błąd. Dzieci zapytane o oczekiwania co
do prezentów, wiedzą już o planowanej wyprawie dziadka do sklepu.
Czekają kilka dni i rozpoczynają poszukiwania. Drugim błędem,
który popełnia dziadek jest chowanie zakupów zawsze w tym samym
miejscu. Pod łóżkiem. Oczywiście jest to pierwsze miejsce, które
sprawdzają mali detektywi. Dziadek musi kupować prezenty jeszcze
raz. Druga rzecz. Prezent musi się podobać. Tym razem moja wpadka.
Jeśli dobrze pamiętam, było to na któreś urodziny Agnieszki. Od
dnia premiery lubiła bohaterki filmu „Kraina lodu” Kupiłam jej
zestaw „ Anna
i Elsa- puzzle glam” Trzy
dni chodziła zmieszana, zawstydzona i zdenerwowana. Zawsze w mojej
obecności. W końcu dowiedziałam się, że prezent był trochę nie
trafiony bo kilka dni wcześniej dostała ten sam zestaw od Sławka.
Nie chciała mi sprawić przykrości i nie wiedziała jak mi o tym
powiedzieć. Razem poszłyśmy do sklepu i wymieniłyśmy na inny
zestaw. Oczywiście z bohaterkami filmu. Sprzedawca nie chciał się
zgodzić, ale w końcu odpuścił. Od tamtego wydarzenia, zawsze
umawiam się z nim, że w razie czego mogę prezent wymienić.
Najgorzej było wybrać prezent dla najmłodszego wnuczka. Ma dwa
lata. W ofercie firmy Trefl pojawiła się odpowiednia zabawka.
Kategoria wiekowa +1 i nie kosztuje majątku. Jest to zestaw „ Baby
cubes na farmie”
Może w tym roku wszystkie kupione przez nas prezenty spodobają się
wszystkim i nie będzie trzeba ich wymieniać.
czwartek, 15 grudnia 2016
Świąteczne porządki
Kilka razy w roku, chyba w każdym domu, gospodynie biorą się za
generalne porządki. Właśnie teraz nadchodzi jedna z takich okazji.
Jedni mają mniej roboty inni więcej. Ameryki nie odkryłam.
Jednak są tacy, którzy całe porządki muszą powtarzać dwa razy.
Pierwszy raz tak jak wszyscy, a drugi ponieważ przy pierwszym
pomagały dzieci. U nas w domu były trzy sprzątania. Po kilkunastu
latach przyszedł czas na wymianę mebli w kuchni. Te które mieliśmy
na początku były białe, a z upływem lat mimo mycia i dbania o nie
zrobiły się szare. Tak się złożyło, że wszystkie nasze wnuki
wraz z rodzicami pojechały w odwiedziny do dawno nie widzianej
ciotki. Cała rodzina bardzo ją lubiła, więc wizyta trwała
tydzień. Mieliśmy czas na kupienie i wymianę zniszczonych mebli.
Nadchodzą święta, cały dom pięknie wysprzątany i wracają
dzieci. Od razu zauważyły, że w kuchni coś się zmieniło.
Agnieszka i Ania pochwaliły meble i uciekły do pokoju. Chciałam
się dowiedzieć, do czego tak się spieszyły. Zawsze gdy
kupowaliśmy nowe rzeczy, najpierw dokładnie je oglądały, dopiero
potem chwaliły albo nie. Po ich powrocie zauważyłam, że oprócz
swoich plecaków z ubraniami przywiozły jakieś pudła. Od razu
rozpakowały plecaki, co również było dziwne, dopiero potem
zabrały się za otwieranie pudełek. Gdy mnie zobaczyły,
opowiedziały mi o tych pudłach. Były to zestawy puzzli „ Anna
i Elsa- puzzle glam” i
„ Auta – puzzle sensoryczne- fun for everyone” Dostały je od
ciotki za grzeczne zachowanie podczas całej wizyty. Ciotka
powiedziała, że tak grzecznych dzieci dawno nie gościła w swoim
domu. Niestety zapomniałam o najmłodszych wnukach. Gdy usłyszałam
spadające garnki od razu pobiegłam do kuchni. Na podłodze
siedziała cała trójka, cała w mące. Wszystkie szafki były
pootwierane, a wszystko co było w torebkach i woreczkach wysypane na
podłogę. Myślałam, że wybuchnę. Takim sposobem były trzy
sprzątania. Pierwszy raz ja wysprzątałam cały dom, drugi raz
dzieci „wysprzątały” szafki w kuchni i trzeci raz ja jeszcze
raz całą kuchnię.
wtorek, 13 grudnia 2016
Dwóch solenizantów, jedno przyjęcie
Rzadko się zdarza, że w jednej rodzinie, jednego dnia urodziny
obchodzą dwie osoby. Jeszcze ciekawiej jest gdy jeden z solenizantów
obchodził w tym roku trzydzieste piąte urodziny a drugi siódme.
Trzeba zorganizować dwa przyjęcia, jedno dla dzieci i jedno dla
rodziców. Żeby było jeszcze ciekawiej w tym roku tym dniem była
sobota. Przygotowania zaczęły się już w poniedziałek. O ile dla
dorosłych nie było dużo do planowania, to dla dzieci trzeba było
się trochę natrudzić. Najtrudniej było namówić kogoś, żeby
przypilnował dzieci podczas ich zabaw. W dzień przyjęć okazało
się, że chętnych do pilnowania jest więcej niż potrzeba. Rodzice
niektórych dzieci chyba przeczuwali jakąś katastrofę i
zaoferowali swoją pomoc. Przyjęcia dla dorosłych nie ma co
opisywać, bo od samego początku nic ciekawego się nie działo. U
dzieci początek też nie zapowiadał nic niezwykłego. Tort,
prezenty, zabawy. Co do prezentów. Mały solenizant, Tomek od swoich
kolegów dostał jeden prezent od wszystkich. Był to zestaw puzzli
sensorycznych z bohaterami filmu „Auta” Swoją drogą, jego
ulubiony. Po kilku godzinach, gdy dorośli zaczęli już się dobrze
bawić, dzieci zaczęły coraz częściej przychodzić do pokoju
gdzie co chwila słychać było śpiew. Próbowano przegonić dzieci,
ale jak wiadomo im bardziej czegoś się zakazuje, tym bardziej
dzieci nie słuchają. Skończyła się „dobra zabawa” wśród
dorosłych. Obydwa przyjęcia trzeba było przenieść do
największego pokoju. Takim sposobem z dwóch przyjęć zrobiło się
jedno duże. Nie wiem czy to zbieg okoliczności, czy ktoś
przewidział taki rozwój wypadków, ale niektórzy z dorosłych
mieli też prezent dla Tomka.
Ktoś
kupił piłkę, ktoś inny zestaw przyborów szkolnych, jednak
najlepszym
wyborem był zestaw „Auta – talia tematyczna” Takim
sposobem dzieci i dorośli bawili się razem. Jak nie trudno się
domyślić, dorośli musieli dostosować się do planu przyjęcia dla
dzieci i
przyłączyli się do niektórych gier i zabaw. Po zakończeniu
uroczystości, wszyscy zgodnie uznali, że przyjęcie się udało.
piątek, 9 grudnia 2016
Pierwsze urodziny
Znowu przyjęcie urodzinowe. Tym razem inne niż wszystkie. Jedna z
moich koleżanek zorganizowała przyjęcie urodzinowe dla swojej
wnuczki. Co w tym niezwykłego? To były pierwsze urodziny pierwszej
wnuczki. Pamiętam jak cała rodzina cieszyła się gdy Kasia się
urodziła. Nie wiem kto bardziej, rodzice czy dziadkowie. W każdym
razie pierwsze urodziny organizowała babcia. Oczywiście lista gości
była uzgodniona z rodzicami, a ponieważ dobrze znamy i rodziców, i
dziadków więc na tej liście się znaleźliśmy. Z zaproszeniem
na uroczystość przyszła sama solenizantka. Zapytacie, jak to
możliwe skoro ma dopiero rok. Któregoś dnia cała rodzina przyszła
w odwiedziny. Kasia na rękach u babci i głosem babci przekazała
nam zaproszenie. Jak można było odmówić. Niestety o uroczystości
dowiedziały się nasze wnuki. Uparły się, że też pójdą. Po co
dzieci na takiej imprezie. Jeszcze gorzej było, gdy wybieraliśmy
się po prezent. Po przejrzeniu ofert dziesiątków sklepów
internetowych nie udało nam się znaleźć nic ciekawego. Albo cena
za wysoka, albo kategoria wiekowa nie ta. Jak już znaleźliśmy coś
ciekawego, okazało się, że towar jest już wycofany ze sprzedaży.
Mimo brzydkiej pogody trzeba było wybrać się do tradycyjnego
sklepu. Pamiętacie sklep z napisem „Mamy wszystko” Właściciel
znów pokazał, że ten napis nie kłamie. Opowiedzieliśmy mu dla
kogo ma być prezent, a on pokazał nam zestaw „ Baby
cubes na farmie” Zadowoleni
z zakupu, wróciliśmy do domu i tu czekała na nas niespodzianka.
Nasze kochane wnuki oświadczyły, że skoro nie mogą iść na
przyjęcie to chciałyby przez ten czas mieć jakieś zajęcie.
Trzeba było jeszcze raz odwiedzić sklep. Na nasze szczęście talie
tematyczne z bohaterami filmu „Auta” zajęły je na tyle, że
zdążyliśmy wrócić z uroczystości. W nagrodę za dobre
zachowanie podczas naszej nieobecności rodzice podarowali im zestaw
„ Anna i Elsa- puzzle glam” Oby się nie przyzwyczaiły, że za
dobre zachowanie zawsze coś dostaną.
czwartek, 8 grudnia 2016
Czy awaria może być dobra
Czy awaria może korzystnie wpływać na dzieci? Zależy czego
awaria, jak długo trwa i jak zorganizuje się dzieciom czas w czasie
jej trwania. Na naszym terenie jest trzech dużych dostawców
internetu. Wiadomo, różne firmy, różne oferty i ceny. Każdy ma
coś ciekawego do zaoferowania oprócz czasu trwania umowy. W każdym
przypadku jest to okres trzech lat. Do niedawna, gdy mieliśmy tylko
jednego dostawcę i nie było wyboru wszyscy korzystali z jego usług
i byli zadowoleni. Firma była bardzo solidna a awarie bardzo
rzadkie, a kiedy już się pojawiały to były usuwane bardzo szybko.
Jednym słowem nie było na co narzekać. Nic nie trwa wiecznie.
Firma zbankrutowała i trzeba było poszukać czegoś innego. Tydzień
nie mogliśmy się zdecydować. W końcu wybraliśmy dostawcę i tu
zaczęły się nasze kłopoty. Awarie są częste, trwające kilka
godzin. W biurze obsługi klienta zawsze słyszymy to samo:
przepraszamy za niedogodności, awaria zostanie usunięta tak szybko
jak się da. Ale ostatnia awaria była inna niż wszystkie. Oprócz
braku możliwości korzystania z internetu, nie można było się
skontaktować z żadnym pracownikiem firmy. Wszyscy klienci dostali
tradycyjny list z przeprosinami. Ludzie byli wściekli. Odkąd dzieci
uznały, że są już na tyle duże, że mogą grać w gry sieciowe
bardzo dużo czasu spędzały przed komputerem. W czasie awarii nie
bardzo miały co robić. Trzeba było zorganizować im czas.
Pierwszego dnia nie udało się ich niczym zainteresować.
Przypomnieliśmy sobie, że kiedyś bardzo lubiły gry planszowe i
puzzle. Ze starej skrzyni wyciągnęliśmy grę „Abecadło” ale
trudno grać w grę dla trzylatków z trzynastoletnimi pannami.
Specjalnie dla nich kupiliśmy zestaw puzzli z serii o krainie lodu „
Anna
i Elsa- puzzle glam” Dobrze
pamiętałam, że i Agnieszka, i Ania bardzo lubiły zestawy z tymi
bohaterkami. Czyli denerwująca wszystkich awaria, może przynieść
coś dobrego. Oderwanie dzieci od ekranu komputera można nazwać
czymś dobrym. Oby wszyscy rodzice na to wpadli.
środa, 7 grudnia 2016
Tym razem się udało
Jak już wspominałam, dyrektor szkoły ogłosił, że dzień 6
grudnia będzie wolny od zajęć. Tego dnia zostało zorganizowane
spotkanie ze Świętym Mikołajem. Po dziwnym wydarzeniu w kościele
dyrekcja postanowiła zatrudnić dwie osoby, na wszelki wypadek gdyby
jeden z panów nie mógł przyjść. Proboszcz o tym nie pomyślał i
w niedzielę rano odwołał spotkanie. Jakimś dziwnym sposobem
pojawił się Mikołaj ze swoimi prezentami a wszystko co przygotował
sponsor zostało przekazane do szkoły. Tu przygotowanie paczek
wyglądało trochę inaczej. Po tym jak dyrektor poinformował
rodziców o planach spotkania z Mikołajem, rodzice mieli sami
ustalić w jakiej formie zostanie to przeprowadzone. Możliwości
były dwie. Albo rodzice sami przygotowują paczki dla swoich dzieci
i gotowe przynoszą do szkoły, albo zbierane są pieniądze i każde
dziecko dostanie taką samą paczkę. No i jeszcze dochodzi do tego
wszystko co zostało przekazane z kościoła. Jedni rodzice chcieli
zebrać pieniądze i przygotować paczki dla wszystkich, żeby każde
dziecko dostało to samo. Oczywiście byli tacy, którzy chcieli
pokazać, że mają więcej pieniędzy od innych i nie chcieli się
na to zgodzić. Ponieważ przez dwa dni nie dało się dojść do
porozumienia, dyrektor musiał podjąć decyzję. Rodzice podczas
swoich sporów nie wzięli pod uwagę, że jeszcze są paczki
przekazane przez księdza. Żeby każda ze stron była zadowolona,
przynajmniej częściowo, dyrektor kazał podzielić dodatkowe paczki
między uczniów tak jaka chciała jedna część rodziców, a żeby
zadowolić tych, którzy chcieli sami kupować prezenty, pozwolił na
jedną grę planszową lub zabawkę. Z takiego rozwiązania wszyscy
byli zadowoleni. Ponieważ nasze dziewczynki na spotkaniu w kościele
dostały zestawy puzzli „ Anna
i Elsa- puzzle glam” i „Auta
– puzzle sensoryczne- fun for everyone” postanowiliśmy
kupić im jakieś gry. Spotkanie z Mikołajem przebiegło bez żadnych
zastrzeżeń.
poniedziałek, 5 grudnia 2016
Skąd Mikołaj wiedział?
Od około tygodnia cała
szkoła żyje tylko jednym wydarzeniem. Dyrektor ogłosił, że dzień
6 grudnia będzie dniem wolnym od zajęć. W zamian zorganizowane
zostanie spotkanie ze Świętym Mikołajem. W zeszłą niedzielę
ksiądz proboszcz również zaprosił wszystkich na takie spotkanie.
Odbyło się wczoraj. Odkąd w naszej parafii zaczął pracować, co
rok organizowane jest takie spotkanie. Jak zwykle głównym sponsorem
był jeden z dużych sklepów, którego nazwy nie wspomnę, bo byłaby
to reklama. Wszystkim zajęły się osoby, które od wielu lat
pomagają w organizowaniu uroczystości w naszej parafii. Ale od
początku. Jak będzie zorganizowane spotkanie wiedziało tylko kilka
osób: ksiądz, rada parafialna, organista i oczywiście Święty
Mikołaj. Od wielu lat jest nim ta sama osoba. Przez cały tydzień,
w wielkiej tajemnicy organizatorzy przygotowywali paczki. W niedzielę
po mszy o godzinie jedenastej odbyło się spotkanie. Nie przebiegło
jednak tak, jak planowano. Od wielu lat wyglądało podobnie.
Wszystkie dzieci po mszy zostawały w kościele. Gdy reszta wiernych
udała się do domu, pojawiał się Mikołaj. W sobotę wieczorem
okazało się, że osoba, która miała być Mikołajem zachorowała
i nie mogła uczestniczyć w spotkaniu. Na znalezienie nowego nie
było czasu, więc proboszcz po wielkich przeprosinach odwołał
spotkanie. Po mszy o jedenastej wszystkie dzieci jednak zostały.
Nawet ksiądz nie wiedział co się dzieje. Po chwili wszedł Święty
Mikołaj z wielkim workiem na plecach a przed wejściem stała duża
ciężarówka. Od razu powiedział, że w worku nie ma prezentów
tylko widokówki z rysunkami i że przy wyjściu każde dziecko
dostanie to co miało na rysunku. Obrazki były różne. Niektóre
przedstawiały zabawki inne przybory szkolne jeszcze inne gry
planszowe. Najdziwniejsze jest to, że każdy wylosował to co chciał
dostać. Agnieszka i Ania też były na tym spotkaniu. One dostały
zestawy puzzli „ Anna
i Elsa- puzzle glam” i
„ Auta – puzzle sensoryczne- fun for everyone” Paczki
przygotowane przez organizatorów zostały przekazane do szkoły.
Nikt nie wie kto był Mikołajem, ani skąd wiedział, że planowane
spotkanie się nie odbędzie.
poniedziałek, 28 listopada 2016
Mikołajki
Odkąd pamiętam, w szkole zawsze organizowano mikołajki. Zwykle
wyglądało to tak, że do pudełka wrzucano karteczki z nazwiskami i
każdy losował jedną. Losujący kupował prezent wylosowanemu.
Zdarzało się to bardzo rzadko, ale gdy ktoś wylosował samego
siebie, losował jeszcze raz. W klasie Agnieszki również
zorganizowano takie losowanie. Może szczęśliwe a może nie.
Agnieszka wyciągnęła karteczkę z nazwiskiem swojej najlepszej
przyjaciółki, Kasi. Żeby było ciekawiej, nazwisko Agnieszki
znalazło się właśnie na kartce wylosowanej przez Kasię. Dziwne,
nie? Na początku obie były zadowolone, ale gdy trzeba było
wymyślić prezent nie było już tak pięknie. Nie można przecież
zapytać, co kupić. Trzeba też dopilnować, aby prezent się
spodobał. Agnieszka i Kasia przyjaźnią się od przedszkola. Jest
to ten rodzaj przyjaźni, gdzie jednego dnia nienawidzą się z
jakiegoś błahego powodu a następnego znów są najlepszymi
przyjaciółkami. Było już tak kilka razy, kiedy wydawało się, że
i jedna, i druga muszą poszukać nowych przyjaciół, na drugi dzień
żadna nie pamiętała o co właściwie się pokłóciły. Takim
osobom ciężko jest znaleźć prezent. Nie chodzi o to, by coś dać,
ale by to coś było zaskoczeniem i jeszcze się spodobało.
Dziewczynki znają swoje zainteresowania, ale i tak obie poprosiły
kogoś starszego aby pomógł w wyborze. Agnieszka poprosiła mnie.
Przed wyjściem na zakupy próbowałyśmy wymyślić jakiś sensowny
prezent, ale wszystko co nam przychodziło do głowy było zbyt
oczywiste. Obie lubią gry planszowe, ale gra „5 sekund junior”
czy „Dory’s
lost memory” była
zbyt oczywista. W sklepie stała się rzecz nieoczekiwana.
Spotkałyśmy Kasię ze swoją mamą. One wybrały się do sklepu w
tym samym celu i jak się dowiedziałam, miały ten sam problem z
prezentem dla Agnieszki. Obie dziewczynki poszły razem poszukać
czegoś co im się spodoba. Przyniosły dwie róże. Powiedziały, że
nie potrzebują żadnych prezentów, a kwiatki są tylko po to, żeby
przy całej klasie coś dać. Zaskoczenie było, ale dla mnie i mamy
Kasi. Zobaczymy co powiedzą dzieci w klasie.
piątek, 25 listopada 2016
Tabliczka ZAKAZ WSTĘPU
Jak myślicie, czym różni się dla dzieci plac zabaw od placu
budowy? Tylko tym, że przy tym drugim jest tabliczka ZAKAZ WSTĘPU.
Wszyscy znacie charaktery dzieci. Słowo „zakaz” jest dla nich
jak zaproszenie. Takie właśnie tabliczki pojawiły się w naszej
miejscowości w związku z rozbudową jednego z zakładów pracy.
Jeszcze przed wakacjami krążyły plotki o takich planach. Okazało
się, że po wystawieniu nowej hali produkcyjnej utworzonych zostanie
500 nowych miejsc pracy. Dyrekcja zakładu chyba spodziewała się
dużego zainteresowania i już na początku oprócz hali rozpoczęła
się budowa nowego bloku mieszkalnego. Problem w tym, że oprócz
tabliczki z zakazem wstępu plac budowy nie był niczym ogrodzony i
szybko stał się ulubionym miejscem zabaw dzieci. Z początku nic
się nie działo. Jednak pewnego dnia zdarzył się wypadek. Jedno z
dzieci podczas takiej zabawy złamało rękę. Każde dziecko pytane
o ten fakt, podawało inną przyczynę. Wszyscy wiedzieli co się
stało. Rodzice nie raz pisali do firmy zajmującej się budową z
prośbą o ogrodzenie terenu, ale bez skutku. Problemem zajęła się
też dyrekcja szkoły. Każdego dnia zorganizowane były obowiązkowe
zajęcia tematyczne dla wszystkich dzieci. Zakupione specjalnie na
ten cel zestawy najpopularniejszych wśród dzieci gier „5 sekund
junior” i „ Dory’s
lost memory” miały jeszcze bardziej zachęcić do uczestnictwa.
Nawet
to nie pomogło. Po drugim złamaniu ręki, trzeba było coś zrobić.
Ani prośby, ani pisma, ani nawet osobiste odwiedziny u szefów firmy
budowlanej nie przyniosły rezultatu. W końcu ktoś wymyślił, że
trzeba się zwrócić o pomoc do dyrekcji zakładu pracy. Wybrano
przedstawicieli rodziców i w ustalonym terminie udali się na
spotkanie z dyrektorem, który obiecał pomoc. Tydzień później
wokół placu budowy zaczęto stawiać ogrodzenie. Jednak jedynym
sposobem zatrzymania dzieci było rozciągnięcie nad ogrodzeniem
drutu kolczastego. Ponieważ na terenie budowy stały wartościowe
maszyny budowlane, zatrudniona została firma ochroniarska. Od tego
momentu dzieci przestały się tam bawić. Nie można było tak od
razu?
czwartek, 24 listopada 2016
Ach ten dziadek
Pisałam ostatnio o próbie przechytrzenia dzieci przez dziadka.
Wymyślił, że skoro wnuki zaraz po kupieniu im prezentów
rozpoczynają ich poszukiwania, w tym roku kupi jedną grę tylko po
to aby mogły ją znaleźć. Po powrocie ze sklepu gra „5 sekund
junior” wylądowała pod łóżkiem. Nie zachowywał tego w jakiejś
szczególnej tajemnicy. Dzieci oczywiście to zobaczyły, ale żeby
dziadkowi nie było przykro, znalazły ją dopiero na drugi dzień.
Czyli plan dziadka się powiódł. Przynajmniej połowa. Cały plan
zakładał, że jak już dzieci znajdą podrzuconą grę i nie znajdą
nic innego uznają, że w tym roku od dziadka dostaną tylko jeden
prezent dla wszystkich. Zdarzało się, że nie docenialiśmy naszych
wnuków. Tak było i tym razem. Gdy dzieci już przestały szukać
innych prezentów, wybraliśmy się do sklepu z zamiarem kupienia
tych właściwych. Tym razem ja miałam je schować. Miałam kilka
skrytek, w których chowałam swoje prezenty, a do których dzieci
nigdy nie zaglądały podczas swoich poszukiwań, więc myślałam,
że tam mogę schować wszystkie gry, które kupiliśmy. Niestety
okazało się, że jest tego trochę za dużo i trzeba było znaleźć
jeszcze jedno miejsce. Miał się tym zająć dziadek. Ale dziadek
jak to dziadek, schował grę w swoim najbardziej znanym miejscu. Pod
łóżkiem. Nie to żebym się chwaliła, ale mamy bardzo mądre i
sprytne wnuki. Co roku dostawały najwięcej prezentów właśnie od
dziadka, więc nie wierzyły za bardzo, że dostaną tylko jedną
grę. Kiedy nie było nikogo w domu rozpoczęły poszukiwania od
nowa. Jak myślicie, gdzie zajrzały najpierw. Pod łóżko. Po
znalezieniu gry z serii Mały odkrywca „A to było tak...”
przeszukały cały dom. Tym razem również moje skrytki. Znalazły
również grę „ Dory’s
lost memory” którą schowałam na szafie. Myślałam, że skoro
meble mamy pod sam sufit nikt tam nie zajrzy, szczególnie dzieci.
Gdy
wróciliśmy do domu wszystkie prezenty leżały na stole.
środa, 23 listopada 2016
A jednak się nauczył
Zbliża się 6 grudnia. Czas zacząć rozglądać się za prezentami.
W tym roku, z całą rodziną doszliśmy do wniosku, że prezenty
kupujemy tylko dla dzieci. Pamiętacie jak w zeszłym roku dziadek
zapytał co chciałyby dostać? To był pierwszy błąd. Drugim było
schowanie prezentów pod łóżkiem. Oczywiście dzieci od razu
znalazły wszystkie. Myślałam, że przy okazji kupowania prezentów
na gwiazdkę, dziadek się czegoś nauczy, ale nic z tego. Zmieniła
się tylko skrytka. Wnuki okazały się dobrymi detektywami i już na
drugi dzień wszystkie gry i zabawki zostały odnalezione. W tym
roku, od momentu gdy zaczęliśmy zastanawiać się co kupić każdemu
dziecku, bez przerwy przypominamy dziadkowi, żeby nie pytał dzieci
co chcą dostać. Niech sam coś wymyśli. Ale dziadek jak to
dziadek, zawsze robi wszystko po swojemu. Dobrze wie, że dzieci
zaraz zaczną poszukiwania a mimo to od razu chciał się dowiedzieć
od dzieci co im kupić. Na drugi dzień rozpoczęło się śledztwo.
Jak wiecie mamy piątkę wnuków. Jeden z prezentów dzieci znalazły
szybko. Była to gra „5 sekund junior” Jednak dziadek chyba
nauczył się czegoś od zeszłego roku. Opowiedział mi, że w tym
roku postanowił kupić tylko jedną grę tylko po to, żeby dzieci
ją znalazły. Gdy nie znajdą nic innego i przestaną szukać,wtedy
wybierze się do sklepu po prawdziwe prezenty. Ponieważ z
doświadczenia wiemy, że wszystkie dzieci lubią gry z serii „Mały
odkrywca” postanowiliśmy kupić kolejny zestaw „A
to było tak…” Zasady
gry są proste. Zadaniem graczy jest układanie historyjek
obrazkowych, a później opowiadania o nich. Gdy wszystkie dzieci
były poza domem, wybraliśmy się po taki zestaw. Tym razem nie
pozwolę dziadkowi go schować. Mam swoje miejsca w które podczas
poszukiwań, dzieci nigdy nie zaglądały. Myślę, że tam będzie
bezpieczny do 6 grudnia.
poniedziałek, 21 listopada 2016
Dziwny temat wypracowania
Mam już swoje lata. Wychowałam trójkę dzieci i myślę, że
wyrosły na porządnych ludzi. Mam też piątkę wnuków. Dlaczego o
tym wspominam? Chodzi o szkołę. Przez te wszystkie lata widziałam
już wiele tematów wypracowań. Jedne były łatwe inne trudne,
jedne poważne a inne mniej. Można tak wyliczać w nieskończoność.
Jednak ostatnio nauczycielka języka polskiego wymyśliła coś
nowego. W zeszłym tygodniu Agnieszka pokazała mi temat
wypracowania. Dwa dni wcześniej ich klasa uczestniczyła w
prezentacji najnowszych gier planszowych, przygotowanej przez
producentów. Jeden z prowadzących skupił się na dwóch pozycjach.
Gra „5 sekund junior” w nowej odsłonie i „ Dory’s
lost memory” Na prezentację przygotowano więcej zestawów, ale
właśnie te dwa wybrały dzieci. Ale wróćmy do wypracowania. Temat
był jak na dzisiejsze czasy dość dziwny: Jak zainteresować kolegę
grami planszowymi. Sami
przyznacie, że w XXI wieku gry planszowe nie są zbyt popularne
wśród „zwykłych” dzieci. Wypracowania były różne. Chyba
najbardziej przerażające, przynajmniej dla mnie, było jedno z
nich. Zawierało tylko dwie linijki „Gry planszowe są zbyt
dziecinne, lepiej spędzić czas z kolegami na jakiejś imprezie”
Trzynastoletnie dziecko. Razem z mężem mamy lepsze sukcesy w
zainteresowaniu dzieci grami. Trochę się pochwalę. Gdy Agnieszka
była w przedszkolu lubiła grać w piotrusia. W szkole podstawowej
jej zainteresowania przeniosły się na puzzle. Do dziś ma w swojej
kolekcji wiele zestawów przyklejonych na tekturkę i powieszonych na
ścianie. Właśnie
o tym napisała w swoim wypracowaniu. Opisała sytuację, gdy
któregoś dnia odwiedziła ją koleżanka Ania, gdy graliśmy
właśnie w „5 sekund” Rozgrywka dobiegała końca więc
koleżanka postanowiła zaczekać. Zadzwonił telefon. Agnieszka
poszła odebrać i Ania zajęła jej miejsce. Miały iść do kina,
ale nasza gra tak wciągnęła obie dziewczynki, że postanowiły
zostać w domu. Graliśmy cały wieczór. Jak widać, nawet w
dzisiejszych czasach można zainteresować koleżankę grami
planszowymi. Trochę przypadkiem, ale można.
środa, 16 listopada 2016
Przyjęcie w tydzień
Rodzice Marka, ucznia z klasy Agnieszki, zawsze mieli oryginalne
pomysły na przyjęcia urodzinowe swojego syna. Szczególnie gdy
chodziło o tematy tych uroczystości. Raz było to wesołe
miasteczko, raz średniowieczny zamek a innym razem dom w którym
straszy. Nawet stroje były dopasowane do tematu. Na każdym
zaproszeniu był dokładny opis scenerii, tak aby każdy uczestnik
mógł przygotować sobie kostium. Jak zwykle planowanie przyjęcia
rozpoczęto długo przed terminem. Mieli bardzo duży ogród, więc
było gdzie „zaszaleć” Tym razem tematem miał być Egipt.
Piramidy, wielbłądy, faraon. Sami wiecie. Jak nie trudno się
domyślić, solenizant miał być przebrany właśnie za faraona. Na
każdym zaproszeniu było o tym wspomniane. Byłoby trochę dziwnie
gdyby okazało się, że na przyjęciu jest dwóch władców. Brzmi
ciekawie. Prawda? Niestety pogoda się zepsuła i całe przyjęcie
trzeba było urządzić w domu. Wiadomo, dom to nie ogród więc
rodzice musieli zrezygnować z egipskiej scenerii. Jeszcze jedna
rzecz o której warto wspomnieć. Przyjęcia urodzinowe Marka
odbywały się zawsze w dzień w którym wypadały. Wspomniałam o
kostiumach. Tym razem na zaproszeniach nie było nic o scenerii.
Napisane było, że to przyjęcie – niespodzianka. W dniu
uroczystości wszyscy zaproszeni stawili się na umówioną godzinę.
Drzwi były otwarte, a dom wydawał się pusty. Nagle na ścianach
zaczęły się zaświecać lampki prowadzące do dużego pokoju. Tam
czekali na wszystkich rodzice Marka. Okazało się, że dzień
wcześniej został wysłany do dziadka. W końcu w domu pojawił się
solenizant z dziadkiem. Wszyscy krzyknęli: NIESPODZIANKA i przyjęcie
mogło się rozpocząć. Wiadomo było, że przygotowano różne gry
i zabawy. Największym zainteresowaniem cieszyła się gra „5
sekund junior” Dziewczynki wolały bohaterkę bajek, więc
zaciekawiły się grą planszową z serii”
„ Dory’s
lost memory” Niespodzianką
była prezentacja prowadzona przez znanego producenta gier i zabawek,
który przyjechał specjalnie na to przyjęcie. Swoją drogą, był
to dobry znajomy rodziców Marka. Jak na przyjęcie zorganizowane w
tydzień, udało się znakomicie. Wielu firmom nie udałoby się to
tak, jak w tym przypadku.
poniedziałek, 14 listopada 2016
Nie wierzcie w reklamę
Ostatni remont przedszkola omal nie zakończył się tragedią. Ale
od początku. Jak zapewne pamiętacie, przez całe wakacje odbywał
się remont naszego przedszkola. Od czasu jak moje dzieci tam
chodziły było to pierwsze takie wydarzenie. Na początku wszystko
było jak należy. Przetarg, uczciwa i tania firma, która go
wygrała. Nie mogło być lepiej, ale już pierwszego dnia okazało
się, że pracownicy za bardzo przejęli się poleceniem dyrektorki.
Kazała im wyrzucić wszystko. Przez okna leciały meble, gry, puzzle
i wszystko inne. Oprócz kilku gier nie udało się odzyskać nic.
Umowa została rozwiązana. Następna firma też miała na swoich
ulotkach hasła: Tanio, solidnie i profesjonalnie. Oni skończyli
całą pracę tydzień przed ustalonym terminem. Wszyscy bardzo się
cieszyli. Ustalono dzień otwarcia, zaplanowano uroczystość. I tu
kończą się dobre wiadomości. Miesiąc po otwarciu okazało się,
że żadne hasło widniejące na ulotkach firm remontowych nie jest
prawdą. Któregoś dnia, gdy rodzice przyprowadzili dzieci do
przedszkola, zobaczyli kartkę na drzwiach informującą, że
przedszkole jest nieczynne do odwołania. Dowiedzieli się też, że
w nocy w jednej z sal odpadł ogromny kawałek sufitu. Dopóki nie
będzie pewności, że to się już nie powtórzy drzwi będą
zamknięte. Dwa dni później znów pojawiła się ekipa budowlana.
Tym razem dokładnie sprawdzono efekt końcowy. Wyposażenie sal jak
zwykle zafundowali sponsorzy. Wszystkich oprócz jednej. Na wystrój
sali dla najstarszej grupy pieniądze pochodziły od anonimowego
darczyńcy. W dniu otwarcia przedszkola przed wejściem stała
ogromna paczka z napisem „rozpakować na uroczystości” W środku
była szklana gablota a w niej dwie gry. Każda z opisem. Gra „5
sekund junior” miała napis: Dla tych, którzy chcą być szybcy.
Druga „Mały odkrywca idzie do szkoły” podpisana była tak: Dla
tych, którzy chcą być mądrzy. Pod spodem narysowana była
uśmiechnięta buzia, a pod nią napis: Czyli dla jednych i drugich.
Od czasu ponownego otwarcia nie wydarzyło się nic, co mogłoby
doprowadzić do zamknięcia przedszkola.
środa, 9 listopada 2016
Zainteresowania
Gdy za oknem zaczynają się takie ponure dni jak dzisiejszy, bierze
mnie na wspominki. Myślę, że wielu z Was tak ma. Chyba dobrze
czasem powspominać, porównać jak żyło się kiedyś, a jak żyje
się dziś. I najlepszym przykładem takiego porównania są
zainteresowania dzieci. Jakieś dwadzieścia, trzydzieści lat temu
gdy za elektroniczną rozrywkę uważano radio a w bogatszych domach
telewizję gra w piłkę czy zabawa w chowanego była czymś
normalnym. Tam gdzie się wychowałam każdy większy plac był
przystosowany do gry. Nie ważne były korzenie i nierówności,
ważne żeby piłka się odbijała. Jak ktoś zahaczył o taki
korzeń, trudno mógł uważać. Pomoc w gospodarstwie też nie była
niczym dziwnym. Każde dziecko wiedziało, że to jego obowiązek. No
może większość. Zimą na każdym podwórku stał bałwan. Bitwy
na śnieżki to była codzienność. Dziś jest zupełnie inaczej.
Zabawa, gra w piłkę to coś bardzo rzadkiego. Nawet najmłodsze
dzieci wolą chodzić bez celu po ulicach niż zająć się jakąś
grą. Dwa przykłady na poparcie moich słów. Ostatnio gdy byłam na
placu zabaw z moimi najmłodszymi wnuczkami, zaczęłam im opowiadać
jak w czasach mojej młodości lepiliśmy w zimie bałwana.
Przysłuchiwało nam się inne dziecko, a gdy skończyłam usłyszałam
pytanie: co to jest bałwan? Orliki. Pamiętacie jak zaczęto je
budować? U nas też powstało takie boisko. Ogrodzenie, sztuczna
trawa, oświetlenie. Obiekt na miarę XXI wieku. Dzieci chodzących
dookoła, mnóstwo, ale nigdy nie widziałam żeby ktoś na nim grał.
Jedna z moich koleżanek zapytała kiedyś swoją dwunastoletnią
wnuczkę, czemu nie chce grać w piłkę. Usłyszała, że to jest
dziecinne. Na szczęście zdarzają się wyjątki. Nam udało się
zainteresować nasze wnuki chociaż puzzlami i grami planszowymi.
Bardzo często gramy razem. Gra „5 sekund junior” to nasza
ulubiona. Jeśli chodzi o puzzle, to każdy ma swoje ulubione motywy.
Agnieszka lubi krajobrazy. Ostatnio układała zestaw „Alpy
bawarskie” firmy Trefl. 2000 elementów. Mam nadzieję, że takich
wyjątków jest więcej.
poniedziałek, 7 listopada 2016
Imieniny inne niż wszystkie
5 listopada. Imieniny Sławomira. Jak pamiętacie, mamy w rodzinie
jedną osobę o tym imieniu. Osobę o której rodzice zabraniali
mówić w towarzystwie. Jeden głupi błąd w młodości i
straciliśmy go na 8 lat. Długo zastanawialiśmy się, czy osobę z
kryminalną przeszłością wypada przedstawić najmłodszym członkom
rodziny i jak dzieci przyjmą nowego wujka. Nie było się czego
obawiać. Nikt nie wie dlaczego, ale od pierwszego spotkania dzieci
traktowały Sławka jak kogoś, kogo znają od dawna. Myśleliśmy,
że gdy dowiedzą się gdzie ich wujek był przez te wszystkie lata
nie będą chciały nawet wiedzieć kto to jest a co dopiero przyjąć
go do rodziny. Nie wieli je to obchodziło. Ale kto zrozumie dzieci.
Już na początku października cała piątka bez przerwy dopytywała
się kiedy Sławek nas znowu odwiedzi. Nie chciały powiedzieć
dlaczego tak im na tym zależy, ale w końcu się wydało. Agnieszka
w swoim pamiętniku ma zapisane daty urodzin i imienin wszystkich
członków naszej rodziny. Wszystkie moje kochane wnuczki uznały, że
trzeba wyprawić przyjęcie imieninowe dla wujka. Im bardziej
odmawialiśmy, tym bardziej one się upierały. W znalezieniu Sławka
pomógł nam jego dawny kolega i po przekazaniu zaproszenia przez
dzieci 5 listopada dawno nie widziany wujek pojawił się w naszym
domu. Dzieci od razu chciały zabrać go do swojego pokoju. Tym razem
się na to nie zgodziliśmy. Przyjęcie rozpoczęło się obiadem,
ale dopiero wieczorem zorientowaliśmy się, że Sławek gdzieś
zniknął. Wszyscy wiedzieli gdzie jest. Od razu poszliśmy do pokoju
dzieci. Przy stole, wśród gier i puzzli siedziała cała szóstka i
grała w przywiezione przez Sławka gry. Zawsze miał jakieś
prezenty dla dzieci. Tym razem była to gra „ Dory’s
lost memory” Jednak
większość czasu spędzili na grze „5 sekund junior” i
słuchaniu opowieści Sławka o miejscach, które chciałby
odwiedzić. Nikt nie wie dlaczego dzieci tak go lubią mimo jego
przeszłości. Jak się okazało, nie tylko nasze. Może to dobrze.
czwartek, 3 listopada 2016
Bardzo długi weekend
Pamiętam czasy, gdy moje dzieci chodziły do szkoły. Dzisiejszej
młodzieży nie ma sensu wyjaśniać co to były soboty pracujące.
Ale czasem nawet wtedy trzeba było iść do szkoły czy pracy. Nikt
nie marzył o czymś takim jak długi weekend. Jeśli jakieś święto
wypadało na przykład we wtorek to oczywiście poniedziałek
uczniowie mieli wolny, ale za to w sobotę musieli ten wolny dzień
odrobić. Dziś każdą możliwą okazję wykorzystuje się by mieć
dzień wolny. Nie ważne czy to dorośli czy uczniowie. Najlepszy
przykład: od 28 października do 2 listopada tego roku. Żeby było
ciekawiej, jeszcze przed tym weekendem, dyrektor naszej szkoły
ogłosił, że 3 i 4 listopada zorganizowany zostanie turniej w gry
planszowe. Jednak nie powiedział jakie. Tylko wtajemniczeni
wiedzieli, że będzie to gra „5 sekund junior” Oczywiście te
dwa dni wszyscy uczniowie też mają wolne od zajęć. Turniej miał
być tylko dla chętnych. Na początku takie rozwiązanie nie
spodobało się nikomu. Rodzice bali się, że jeśli uczniowie
dostaną dwa dni wolnego więcej, nikt nie przeznaczy ich na udział
w turnieju. Dyrektor przewidział taką możliwość i jako dodatek
do nagród obiecał ochronę przed wezwaniem do odpowiedzi przez
określony czas w zależności od zajętego miejsca. Niektórych
nawet takie nagrody nie przekonały. Dalej twierdzili, że taka
ochrona to za mało żeby poświęcić dwa dni. Wszystkie wątpliwości
rozwiały się w momencie rozpoczęcia zapisów. Organizatorzy nie
byli przygotowani na taką ilość chętnych. Jednak „ochrona przed
nauczycielami” była warta poświęcenia wolnego czasu. Do
rozgrywek przeznaczono dodatkową salę i trzeba było postarać się
o dodatkowe zestawy. Wybór padł na grę „ Dory’s
lost memory” firmy
Trefl. O ile pierwszą z gier znali wszyscy, to ta druga
zaprezentowana została po raz pierwszy. Jednak okazało się, że
zasady są bardzo proste i wszyscy od razu je zrozumieli. Dziś, po
pierwszym dniu rozgrywek nikt nie żałuje poświęconego czasu. W
końcu tydzień ochrony jest lepszy niż dwa dni.
piątek, 28 października 2016
Winne zawsze są dzieci
Jesień. Wiele firm zmienia swoją ofertę albo dodaje nowe usługi.
Zazwyczaj jest to porządkowanie posesji. Niektórzy co rok
korzystają z takich rozwiązań. W zeszłym roku dałam się namówić
na skorzystanie z oferty jednej z najlepszych firm w okolicy. Na co
dzień zajmują się sprzątaniem mieszkań i biur. O tej porze roku
rozszerzają swoją ofertę dzięki czemu zatrudnienie znajduje
kilka dodatkowych osób. Któregoś dnia wybrałyśmy się z
koleżanką do siedziby firmy, umówiłyśmy się na konkretny dzień
i oczywiście zostawiłyśmy zaliczkę. Całe sprzątanie okazało
się wielką katastrofą a do tego trochę kosztowną. Od samego rana
czekaliśmy z mężem na ekipę sprzątającą. Dzieci poszły do
szkoły, więc mieliśmy trochę spokoju. Po dwóch godzinach wróciły
do domu. Jakaś nauczycielka zachorowała i wszyscy zostali zwolnieni
wcześniej. Parę minut po 12 przyjechała ekipa sprzątająca.
Ponieważ od koleżanki dowiedziałam się, że u niej pracownicy
pojawili się po południu, postanowiliśmy z mężem zabezpieczyć
się przed pomocą dzieci. Wiadomo jak wygląda taka pomoc. Dzień
wcześniej wybraliśmy się na zakupy. Aby było czym zająć uwagę
naszych kochanych wnuków kupiliśmy gry z serii „Mały odkrywca
idzie do szkoły” Tak się złożyło, że chora nauczycielka
uczyła przyrody, więc nasz wybór padł na zestawy „Ekologia” i
„Prehistoria i dinozaury” Z początku działało. Po godzinie
dzieci uznały, że lepszą zabawą będzie pomoc w sprzątaniu
ogrodu. Na koniec dnia okazało się, że zginęła dmuchawa do liści
i kilka mniejszych narzędzi ale równie cennych. Cała wina spadła
na dzieci, które zapewniały o swojej niewinności. Pracownicy
powiadomili swoich szefów, a oni policję. Zanim pojawili się
funkcjonariusze ustaliliśmy, że pokryjemy koszt urządzeń. Rzadko
się zdarza, że przyjazd policji wybawi kogoś z kłopotów.
Zazwyczaj jest odwrotnie. Jednak nam się udało. Po ich przyjeździe
dowiedzieliśmy się, że w okolicy grasuje szajka złodziei
specjalizująca się w kradzieżach tego typu sprzętu. Spisaliśmy
zeznania i wszyscy rozeszli się do domów. Na drugi dzień
dostaliśmy telefon, że złodzieje zostali złapani i wszystkie
urządzenia zostały odzyskane. W tym roku sprzątam sama.
środa, 26 października 2016
Bramkarz zamiast talerza
Można by zacząć tak: dawno temu i bardzo daleko. Zaczyna się jak
niejedna bajka. Prawda? Niestety wydarzenia, które chcę Wam opisać
nie działy się ani dawno temu, ani bardzo daleko, ani tym bardziej
nie jest to bajka. Ale od początku. Jakieś dwa lata temu do domu
obok wprowadziła się czteroosobowa rodzina.
Rodzice i dwójka dzieci. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby
nie fakt, że ten dom od wielu lat stał pusty. Po okolicy krążyły
nawet plotki, że tam straszy. Taka bajka dla turystów. Wszyscy
wiedzieli, że było to miejsce gdzie określone grupy ludzi mogły
wypić jakieś wino czy piwo. Bardzo długo nie było nabywcy, choć
cena była bardzo niska jak na tak piękny dom. Nowi właścicieli
nie uwierzyli w naszą legendę i jak się później okazało, mieli
rację. Żadnych duchów. Niestety tu kończy się szczęśliwe życie
naszych bohaterów. Kilka miesięcy po zamieszkaniu w nowym domu
zmarł mąż właścicielki, pani Anny. Nie tylko rodzina bardzo to
przeżyła bo pan Adam brał czynny udział w życiu całej
miejscowości. Był radnym i zawsze starał się robić wszystko,
żeby u nas żyło się lepiej. Po jego śmierci zaczęły się
kłopoty pani Anny. Jej synowie nie poradzili sobie ze śmiercią
ojca i okazywali to przez demolowanie całego domu. Gdy pani Anna
była z nimi wszystko było w porządku. Wszystko zaczynało się gdy
wychodziła do pracy. Nie pomagała terapia. Jedyną rzeczą, która
ich uspokajała były puzzle. Ułożenie ostatnio zakupionego
zestawu firmy Trefl „Dachy Jerozolimy” Kiedy czasem musieli
rozładować emocje cała ich złość zamiast na garnki i talerze
kierowana była na kupiony specjalnie do tego celu zestaw „Kapsle –
hokej” Może nie jest to gra przeznaczona do rozładowywania
agresji, ale chyba lepiej zniszczyć parę krążków i kilku
bramkarzy niż kolejny zestaw naczyń. Po pewnym czasie chłopcy
zaczęli częściej wychodzić z domu, a nawet lepiej się uczyć.
Nie ważne co przyczyniło się do takiej zmiany, ważne że się
udało.
poniedziałek, 24 października 2016
Pamiętaj jak to jest być dzieckiem
W naszej miejscowości są trzy rodzaje ludzi. Tacy, z którymi
zawsze można porozmawiać, odpowiadają na pozdrowienia i tacy od
których lepiej trzymać się z daleka. Na każde słowo wybuchają
gniewem, nigdy nie odpowiadają na pozdrowienia i zawsze chodzą
wściekli na cały świat. Trzecią grupą są ludzie zawsze
uśmiechnięci, pozytywnie nastawieni do życia i mający dobry humor
bez względu na okoliczności. Do nich właśnie należy córka
jednej z moich koleżanek, Dorota. Ostatnio obchodziła osiemnaste
urodziny więc rodzice wyprawili jej uroczyste przyjęcie. Zaproszono
wszystkich znajomych jednak jej rówieśnicy postanowili zorganizować
imprezę na własną rękę. Przyjęcie – niespodziankę. Bardzo
pilnie strzegli tej tajemnicy, ale jak to z niespodziankami bywa,
szczególnie gdy wie o niej za dużo osób, szybko się wydała.
Jeden z kolegów Doroty podczas jakiejś uroczystości podzielił się
z nią owym sekretem. Najgorsze było to, że nawet o tym nie
pamiętał. Wtedy Dorota dowiedziała się, jaki prezent został dla
niej przygotowany. Było to ogromne pudło w którym było mniejsze
potem jeszcze mniejsze i tak dalej. W końcu w najmniejszym,
drewnianym pudełku była talia kart do gry w piotrusia z serii
„Gdzie jest Dory?” Do pudełka była dołączona kartka z
życzeniami: Obyś nigdy nie zapomniała jak to jest być dzieckiem.
Oczywiście w trakcie imprezy było wielkie zaskoczenie z takiego
prezentu. Ponieważ Dorota bardzo lubi takie psikusy w ramach zemsty
zaplanowała specjalną niespodziankę. W porozumieniu z właścicielem
klubu przygotowała specjalną salę na którą przeniosła się cała
impreza zaraz po zjedzeniu tortu i wypiciu szampana. Nikt się nie
spodziewał czegoś takiego. Na początku Dorota oznajmiła, że
nigdy nie zapomniała jak to jest być dzieckiem i ma na to dowód. W
przygotowanej sali rozstawione były stoliki na których rozłożone
były gry planszowe z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły”
Obowiązkiem każdego uczestnika imprezy miała być jedna rozgrywka
w wybrany zestaw. Wyszło na jaw, że jeden z kolegów zdradził
pomysł na prezent i takim sposobem Dorota mogła przygotować
obowiązkową rozgrywkę tak w ramach rewanżu za prezent.
piątek, 21 października 2016
Awaria prądu
Kolejne przyjęcie urodzinowe na które trzeba było iść. I kolejne
organizowane przez zawodowców. Niestety z doświadczenia wiem, że
im bardziej profesjonalna firma, tym większe szanse na to, że
przyjęcie się nie uda. Nie raz już opisywałam taką uroczystość.
Plan dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Jedna mała rzecz
i całe przyjęcie się sypie. Ale to co się stało na ostatnim,
przebija wszystkie wpadki jakie do tej pory widziałam. Ale od
początku. Urodziny obchodziła jedna z koleżanek Agnieszki. Do tej
pory wszystkie przyjęcia organizowała rodzina. Jednak w tym roku
rodzice postanowili powierzyć to zadanie firmie zajmującej się
takimi rzeczami. Wszyscy odradzali takie rozwiązanie, ale jak ktoś
się uprze to nie ma rady. Przygotowania trwały trzy dni. Co chwila
pod dom solenizantki podjeżdżały różne samochody z całym
wyposażeniem. Namioty, nagłośnienie a nawet meble ogrodowe. Dzień
przyjęcia. Po dotarciu na miejsce okazało się, że wszystko
wygląda dokładnie tak jak na wszystkich innych przyjęciach
organizowanych przez ową firmę. Na kilku z nich byłam. Osobny
namiot na prezenty wypełniony prawie po brzegi, kolor mebli był tak
charakterystyczny, że nie da się go zapomnieć. Białe w zielone i
czerwone kółka. Ponieważ wiedzieliśmy co może się zdarzyć
podczas tak dokładnie planowanego przyjęcia, w tajemnicy przed
wszystkimi dziadkowie opracowali plan awaryjny. Przyjęcie zaczęło
się w południe. Przewidziano różne zabawy oraz konkurs karaoke.
Po około dwóch godzinach cała dzielnica została pozbawiona prądu.
Prace konserwacyjne. Wszystkie gry i zabawy opierały się na
elektronice. I co teraz. Plan awaryjny. Wszyscy zostali zaproszeni do
domu. Tu czekał na dzieci poczęstunek i oczywiście tort. Zamiast
turnieju karaoke dziadkowie przygotowali turniej gier z serii „Mały
odkrywca idzie do szkoły” Dla chętnych były zestawy z serii
„Dino farm” Mimo braku prądu, wszystkie dzieci były zadowolone.
Oczywiście zaczęło się robić ciemno i przyjęcie trzeba było
zakończyć. Niechętnie, ale wszyscy musieli się rozejść. W
szkole komentowano przyjęcie tak: przyjęcie zaczęło się dopiero
gdy brakło prądu. Wcześniej było strasznie nudno. Ciekawa reklama
dla firmy. Prawda?
środa, 19 października 2016
Remont z dziećmi
Czy jest coś gorszego w domu niż remont? Wielu z Was powie że nie.
Wierzcie mi, że jest. Remont gdy w domu są dzieci. Ze swojego
doświadczenia wiem jak taki remont wygląda. Im dzieci są młodsze,
tym bardziej chcą pomagać i wszędzie ich pełno. Zamiast pracować,
trzeba ich pilnować. Takie właśnie prace prowadziła córka w
swoim mieszkaniu. Tak się zdarzyło, że po kilku latach trzeba było
zrobić malowanie i przy okazji wymianę mebli w największym pokoju.
Prace miały trwać trzy dni. Pierwsze dwa to malowanie i sprzątanie
a ostatni dzień przeznaczony był na zakup i ustawianie nowych
mebli. Zaczęło się jak zawsze przy takich pracach. Rozkręcanie
mebli i wyniesienie na śmietnik. W naszej miejscowości są jeszcze
domy w których nie ma doprowadzonego gazu a mieszkańcy używają
pieców kaflowych, więc wszystko co da się spalić od razu jest
zabierane. Ktoś zobaczył, że wynosimy deski z mebli i poprosił,
żeby zamiast do śmietnika od razu zanieść wszystko na jego
podwórko. Oczywiście zaoferował pomoc. Nam nie robiło to wielkiej
różnicy gdzie znajdą się wszystkie deski, a pomocnik nie musiał
chodzić kilka razy do śmietnika i z powrotem. Jak już wspomniałam,
dzieci na wszelkie sposoby pomagały. Po godzinie tej pomocy
brakowało już połowę narzędzi. Niczym nie dało się ich zająć
by tylko przestały pomagać. Sytuacji nie uratowała nawet gra „Dino
– farm” firmy Trefl. Takim sposobem rozkręcanie mebli trwało
dwa dni zamiast jednego. Dopiero w dzień malowania okazało się jak
dzieci potrafią pomóc. Rano rodzice wybrali się po farby. Kupili
dwa kolory. Chwila nieuwagi i przy ogromnej pomocy dzieci zawartość
jednej z puszek znalazła się na podłodze. Trzeba było pozbyć się
dzieci. Razem z mężem zabraliśmy je do nas. Na początku nie
bardzo chciały iść, ale obiecaliśmy im rozgrywkę w grę „Mały
odkrywca idzie do szkoły” Wybrały zestaw „Prehistoria i
dinozaury” Cały remont zakończył się po dwóch dniach.
poniedziałek, 17 października 2016
Ulubiona zabawka i sposób jej wykorzystania
Dawniej zadania domowe z języka polskiego wyglądały inaczej niż
dziś. Pisało się wypracowania z lektur albo wspomnienia z
wakacji. Tydzień temu w trzeciej klasie nauczycielka zadała
wypracowanie. Temat: Ulubiona zabawka i sposób jej wykorzystania.
Niby proste, bo chyba każde dziecko ma jakąś ulubioną rzecz, ale
napisać dwie kartki A4 na jej temat robi się trudniejsze gdy siada
się do pisania. Powiedzcie, ile można napisać o pluszowym misiu.
Jak się można było spodziewać wypracowania były bardzo różne.
Jedno z nich wyglądało tak: Nie mam swojej ulubionej zabawki.
Koniec. Nauczycielka dała autorowi szansę wymyślenia jakiegoś
przedmiotu i opisania go. Dzieci opisywały różne rzeczy.
Komputery, telefony i wszelką elektronikę. Jedna z uczennic, Magda
opisała grę planszową z serii „Mały odkrywca idzie do szkoły”
Wymieniła kilka pozycji. Po odwiedzeniu strony internetowej sklepu
sprzedającego te zestawy okazuje się, że jest ich więcej niż
kilka bo aż osiem. Ekologia, prehistoria i dinozaury to tylko te,
które wymieniła. Ale nie to jest ważne. Jeśli chodzi o zabawę
wszystkie dzieci bawiły się nimi same. Magda opisała wszystkie
dni, kiedy wraz z całą rodziną siadają do stołu i grają nie
tylko w wymienione przez nią gry, ale wiele innych. Pisała o
wieczorach gdy odwiedzają dziadków czy wujków, zawsze odbywają
się rozgrywki w jakąś grę. Pisała, że bardzo lubi te spotkania.
Nie raz spotykała się z koleżankami w ich domach, ale nigdzie nie
było takiej atmosfery jak u niej w domu. Wszyscy dobrze się bawią,
jeśli wybuchają jakieś kłótnie to tylko dotyczące zasad gier.
Powiecie, że nie ma takich domów. Jedna z uczennic też opisała w
swojej pracy sytuację u siebie i na końcu wspomniała wizytę u
Magdy. Nie mogła uwierzyć, że dorośli ludzie mogą tak cieszyć
się z grania ze swoimi dziećmi i wnukami. Napisała, że bardzo
chciałaby aby u niej w domu też panowała taka atmosfera. Te dwie
prace otrzymały najlepsze oceny w całej klasie.
czwartek, 13 października 2016
Sposób na odwiedziny
Okazuje się, że im więcej ma się znajomych tym częściej
odwiedza się szpitale. Mówię tu o ludziach w moim wieku i o złym
stanie zdrowia. Mam wielu takich znajomych. Jeśli trafi się taka
sytuacja, wiadomo że trzeba odwiedzić takiego chorego. Kłopot w
tym, że na wiele oddziałów szpitalnych nie wpuszcza się dzieci.
Gdy na takim oddziale leży babcia albo dziadek to wszystkie wnuki
chcą ich odwiedzić. Przy wejściu do szpitala rodzice dowiadują
się, że na oddział wstęp mają tylko członkowie rodziny a dzieci
tylko w obecności dorosłych i to jedno naraz. A co jeśli wnuków
jest piątka? W naszej okolicy są dwa duże szpitale. Dyrekcja od
wielu lat zmaga się z tym problemem. Z pomocą przyszły nowo
wybrane władze powiatu. W kampanii wyborczej kandydaci obiecywali
zająć się tą sprawą, ale nikt nie wspomniał jak. W sumie się
nie dziwię, bo wiadomo jak to w kampanii wyborczej. Przeciwnik od
razu skorzystał by z takiego pomysłu i po małych przeróbkach
przedstawił go jako swój. Rzadko się zdarza, żeby po wyborach
ktoś spełnił obietnice, ale tym razem było inaczej. Od wielu lat
każdy przy kolejnych wyborach obiecuje remont szpitala. Nowa władza
wreszcie obietnicę spełniła. Wykorzystano na ten cel większość
środków pozyskanych z Unii Europejskiej. Przed wejściem wisi
ogromna tablica informująca o tym fakcie. Teraz najważniejsze.
Sprawę odwiedzin dzieci rozwiązano w bardzo prosty lecz pomysłowy
sposób. Jedną z dotychczasowych sal dla chorych przeznaczono na coś
w rodzaju świetlicy w której dzieci mogą w spokoju poczekać na
rodziców. Mają zapewnione zajęcie i opiekę. Wyposażenie
przypomina salę w przedszkolu. Największym zainteresowaniem cieszą
się zestawy gier „Mały odkrywca idzie do szkoły” Pozycji jest
tyle, że każde dziecko znajdzie coś dla siebie. Ekologia czy
Prehistoria i dinozaury to tylko niektóre z nich. Jest ich tyle, że
nie sposób wszystkich wymienić.
poniedziałek, 10 października 2016
Ale mama była wściekła
Witajcie.
Przyjęcia urodzinowe dzielą się na dwie kategorie. Takie które
się udają i takie, które się nie udają. Każdy kto organizuje
taką uroczystość ma nadzieję, że jego dzieło zaliczy się do
pierwszej kategorii. Jednak zdarza się tak, że jedna mała
dziewczynka potrafi zniszczyć nawet najlepiej przygotowane
przyjęcie. Dwa lata temu przedstawiłam Wam nowego wtedy ucznia w
klasie Agnieszki. Miał na imię Tomek. Jego rodzice mają dużą
firmę transportową jednak Tomek przez te lata nigdy i w żaden
sposób nie dawał do zrozumienia, że skoro ma więcej pieniędzy to
jest lepszy. W przeciwieństwie do jego mamy, która przy każdej
okazji o tym wspominała. Później Tomek przepraszał wszystkich,
którzy zostali obrażeni. Właśnie jego przyjęcie urodzinowe
chciałam opisać. Jak zwykle wszystko urządzała wynajęta firma.
Zaraz na początku przyjęcia mama Tomka ogłosiła, że firma jest
bardzo droga. I jak to na firmowych przyjęciach wszystko miało być
według ustalonego planu. Tyle czasu na posiłek, tyle czasu na
prezenty i tyle na zabawę. No i oczywiście tort. Też bardzo drogi.
Jak na każdym przyjęciu zaraz przy wejściu do ogrodu stał ogromny
namiot na prezenty, wypełniony pudłami i torbami po same brzegi. Od
razu mama solenizanta zabroniła się zbliżać. Gdy przyszedł czas
na prezenty Tomek otworzył tylko dwa. Od swojego taty grę językową
„Mały
odkrywca idzie do szkoły – English for you” i od całej klasy
Model
stadionu Santiago Bernabeu (Real Madrid CF) firmy
Trefl. Mama była wściekła. Przyszedł czas na zabawę w chowanego.
Przewidziano na to 3 godziny. Potem
miał być poczęstunek. Po około godzinie, podczas poszukiwań
jedna z opiekunek znalazła na drzewie kawałek materiału z bluzy
jednego z dzieci. Organizatorzy od razu wezwali policję. Rozpoczęły
się poszukiwania. 1,5 godziny chodzenia po ogrodzie i nic. Gdy
znaleziono uciekinierkę okazało się, że za długo obmyślała
gdzie się schować i w ostatniej chwili pobiegła do garażu. Wtedy
zahaczyła o drzewo i rozdarła bluzę. Tomek
powiedział tylko: dobrze mamie tak. I wszyscy zaczęli się śmiać.
czwartek, 6 października 2016
Kororowa bluzka
Czy kara może czegoś nauczyć? Zależy jaka to kara, komu się ją
wymierza i za co. W dzisiejszych czasach sytuacja gdy każde dziecko
ma swój komputer nie jest niczym niezwykłym. W okolicy
najpopularniejszą karą za większość przewinień jest, w
zależności od wieku, albo zakaz korzystania z komputera, albo zakaz
wyjścia z przyjaciółmi. Ostatnio Agnieszka została ukarana w ten
pierwszy sposób. Problem w tym, że Agnieszka nie przepada za
komputerami i traktuje je jak kolejną rzecz do szkoły jak zeszyt
czy książkę. Ale nie wszyscy o tym wiedzą. Taka kara chyba nie za
bardzo ją czegoś nauczy. Ja tu o wymierzaniu kary a nie napisałam
za co. Oczywiście chodzi o szkołę. Wiadomo jakie są dzieci. Rano
dwie koleżanki nie mogą wytrzymać bez siebie ani chwili, w
południe są największymi wrogami a wieczorem idą razem na rower i
żadna z nich nie pamięta o co właściwie się kłóciły. I tak w
kółko. Tym razem było trochę ostrzej. Na przerwie wszystkie
koleżanki podziwiały swoje kreacje. Jedna z dziewczynek, Magda
określiła bluzkę jako „bardzo kororową” Przez cały dzień
wszystkie dzieci śmiały się z niej, że nie potrafi mówić.
Ostatnia lekcja była najgorsza. Jednemu z uczniów już nie
wystarczyło wyśmiewanie się. W pewnym momencie zaczął wysypywać
wszystko z plecaka Magdy śmiejąc się, że może znajdzie tu coś
„kororowego” Agnieszka pospieszyła koleżance na pomoc. Zaczęła
się szarpanina i nie wiadomo kiedy plecak z całą zawartością
wpadł do ogromnego akwarium. Wezwano rodziców i tym sposobem
Agnieszka została ukarana. Czy słusznie? Rozsądźcie sami. Co do
komputera. Agnieszka zawsze wolała gry i książki. Kilka dni
wcześniej kupiliśmy zestawy gier „Mały
odkrywca idzie do szkoły” Tym
razem „Prehistoria i dinozaury” i „Ekologia” Więc zakaz
korzystania z komputera to tylko słowa, bo winowajczyni i tak woli
zagrać w gry planszowe. Szczególnie, że zakaz dotyczył tylko
rozrywki. Wszelkie zadania związane ze szkołą nie były objęte
karą.
wtorek, 4 października 2016
Wpadka po remoncie
Nasza miejscowość to bardzo specyficzne miejsce. Albo dzieje się
coś bardzo dobrego, albo bardzo złego. Rzadko kiedy można napisać:
Witajcie. W ostatnim czasie nie działo się nic. Nie ma tak łatwo.
Tym razem sytuacja wyglądała na groźną. Ale od początku. Na
początku wakacji rozpoczęto remont przedszkola? O tym wspominałam.
Został ogłoszony przetarg. Zwycięska firma rozpoczęła od razu.
Niestety pracownicy za bardzo wzięli sobie do serca słowa: wyrzucić
wszystko. Takim sposobem przez okna leciały gry, zabawki a w końcu
stoły i meble. Nie ważne, parter czy piętro. Straty były ogromne.
Umowę z firmą rozwiązano i ogłoszono nowy przetarg. Nowa firma
okazała się bardziej profesjonalna. Przynajmniej na początku.
Oprócz samego remontu trzeba było jeszcze posprzątać po starej
ekipie. Kilka rzeczy dało się odzyskać. Wyjątkowo odporne na lot
z piętra okazały się zestawy gier „Mały
odkrywca idzie do szkoły”
firmy Trefl. Tytuły „Prehistoria
i dinozaury” oraz „Ekologia” przetrwały nienaruszone. Inne
rzeczy miały mniej szczęścia. W zakup całego wyposażenia
włączyły się wszystkie zakłady pracy i jeden anonimowy sponsor.
Na początku września odbyło się uroczyste otwarcie. Oczywiście
zorganizowano imprezę połączoną ze zwiedzaniem nowego budynku.
Wszystko wyglądało pięknie. Niestety tylko wyglądało. Wczoraj
rano, gdy szłam na zakupy dowiedziałam się, że w nocy w jednej z
sal odpadł ogromny kawałek sufitu. Całe szczęście, że nikogo
nie było w środku. Gdy rodzice przyprowadzili dzieci do
przedszkola, na drzwiach zobaczyli kartkę z przeprosinami i
wyjaśnieniem czemu przedszkole jest zamknięte do odwołania. Dzieci
z najstarszej grupy mają możliwość, dzięki dyrektorowi naszej
szkoły, uczyć się w jednej z sal szkoły podstawowej.
Pierwszoklasiści
chętnie podzielili się miejscami z młodszymi kolegami. I tak
sześciolatki uczą się nowych rzeczy a pierwszaki mają powtórkę
z przedszkola. Wszyscy są zadowoleni. Może oprócz dyrekcji
przedszkola, która będzie musiała zacząć remont od początku.
Mam nadzieję, że i tym razem sponsorzy się znajdą.
środa, 28 września 2016
Aby się to nie powtórzyło
Ile dzieci w klasie tyle przyjęć urodzinowych, a czasem więcej.
Zgadza się. Czasem w rodzinie jest więcej niż jedno dziecko, a że
wszystkie się znają to na takie przyjęcie nie zaprasza się tylko
rówieśników. Są miesiące, że takich przyjęć trzeba zaliczyć
kilka. Każdemu dziecku trzeba kupić prezent i pilnować, żeby w
miarę możliwości Tomek nie dostał tego samego co Ania i
odwrotnie. Raz się tak zdarzyło. Płaczu było wtedy co niemiara.
Było to tak. Czerwiec był miesiącem gdy odbywały się dwa
przyjęcia urodzinowe właśnie Ani i Tomka z klasy Agnieszki.
Przyjęcia urodzinowe były przygotowywane od kilku tygodni. Wszystko
było, jak to się mówi, zapięte na ostatni guzik. Przyszedł czas
na kupowanie prezentów. Wybrałyśmy się z Agnieszką do ulubionego
sklepu w celu nabycia odpowiednich podarunków. Od dawna wiadomo, że
Ania interesuje się astrologią więc dla niej kupiliśmy talię
tematyczną „Horoskop” Z Tomkiem było troszkę trudniej.
Interesował się zbyt wieloma rzeczami. Niestety w kręgu jego
zainteresowań znalazła się też astrologie i na pomysł kupienia
tej samej talii tematycznej wpadł jeden z kolegów Tomka. Przyjęcia
urodzinowe miały się odbyć w odstępie siedmiu dni, więc wszyscy
się zgodzili, żeby urządzić jedno duże dla obojga solenizantów.
Wszystkie dzieci dobrze się bawiły aż do momentu wręczania
prezentów. Gdy okazało się że obydwoje dostali taki sam prezent
zaczęło się zamieszanie. Dzieci jak to dzieci zaczęły się z
tego faktu śmiać. Ania i Tomek zaczęli płakać. Tomek, że dostał
prezent dla dziewczyny, a Ania nie chciała prezentu dla chłopaka.
Dopiero nauczyciel fizyki wytłumaczył im, że astrologia i
horoskopy są dla wszystkich, którzy się tym interesują. Nie
ważne, chłopak czy dziewczyna. Brawo za refleks. Po uroczystościach
rodzice postanowili, że aby takie sytuacje nigdy się już nie
zdarzyły, każdy solenizant otrzyma tylko jeden prezent od
wszystkich zaproszonych. Od rodziców swoją drogą. Podczas
przyjęcia urodzinowego wszyscy mają się dobrze bawić. Przez całe
przyjęcie.
poniedziałek, 26 września 2016
Pamiątki po imprezie
Jakiś czas temu opisywałam przebieg uroczystości 50 urodzin
naszego klubu sportowego. W skrócie. Uroczystość trwała cały
dzień i co ważniejsze przebiegła w sportowej atmosferze. Wszyscy
byli zadowoleni. Niestety urządzono również ogródek piwny. Tu
kończy się wychwalanie imprezy. Świętowanie to tylko początek.
Później trzeba było ponieść konsekwencje tak hucznej zabawy.
Wiadomo jak to jest. Młodzież i piwo to nie jest dobre połączenie.
Był zakaz sprzedaży piwa osobom niepełnoletnim, ale przestrzegano
go tylko na początku. Na drugi dzień wszyscy się o tym
przekonaliśmy. Przez całą noc było słychać okrzyki i nazwijmy
to śpiew. Okazało się, że „świętować” przyjechali też
kibice odwiecznego przeciwnika z sąsiedniej miejscowości. To
właśnie oni zostawili po sobie straszne pamiątki. Rozbite
przystanki, pomazane szyby w sklepach to tylko te najmniejsze
wykroczenia. Najbardziej ucierpiał plac zabaw. Wszystkie stoły do
gier, drabinki nawet opony zostały dosłownie powyrywane z ziemi. Co
komu przeszkadzał plac zabaw. Na szczęście nasz sołtys od razu
zgłosił sprawę na policję i jeszcze tego samego dnia sprawców
złapano. Jednak gry i zabawy trzeba było przenieść do domu. Gdy
rano wybrałam się na zakupy, cały plac był już ogrodzony.
Pracownicy usuwali wszystko co zostało po wizycie nocnych gości.
Nie jestem budowlańcem ale na moje oko cały plac zabaw trzeba
będzie zbudować od początku. Rodzice robili co mogli, żeby
wytłumaczyć dzieciom co się stało. Niektórym się udawało a
niektórym nie. Tego dnia ze sklepów zniknęły wszystkie zestawy
puzzli i kart. Myślę, że nie przesadzę jak powiem, że to było
najgorsze wydarzenie w naszej miejscowości od wielu lat. Ponieważ
do tych wydarzeń trochę przyczynili się organizatorzy imprezy,
władze klubu jako zadośćuczynienie obiecały pokryć koszty
odbudowy placu zabaw. Oczywiście zakłady pracy też włączyły się
w tą akcję. Kilka dni później plac budowy był ogrodzony tak, że
nie było widać co się dzieje w środku. Trwa to od tygodnia. Może
następne imprezy będą lepiej zabezpieczone.
piątek, 23 września 2016
Nie cierpię plotek
Po kilku dniach deszczowych wczoraj nareszcie wyjrzało słońce. Nic
więc dziwnego, że zaraz po powrocie z przedszkola nasza najmłodsza
para wnuków chciała iść na plac zabaw. Jakby w przedszkolu miały
mało zabawy. Nigdy nie puszczamy ich samych. Zawsze idzie z nimi
ktoś dorosły. Tym razem ta przyjemność przypadła mnie. Nie to
żebym się nie cieszyła, ale inaczej jest jak się kilka godzin
bawi na różnych nazwijmy to obiektach, a inaczej jak się te same
godziny siedzi na ławce i wysłuchuje plotek z całej okolicy. Po
pewnym czasie po prostu robi się niedobrze. Czasem mam ochotę wstać
i nawrzeszczeć na te wszystkie mamy, które zamiast pilnować swoich
dzieci obgadują wszystkich po kolei. Żeby to chociaż te ich plotki
były prawdziwe. Przekonałam się o tym osobiście. Jak większość
ludzi zaraz przed rozpoczęciem roku szkolnego kupuje się dzieciom
wszystko do szkoły. Wiadomo, że oprócz tego zawsze kupi się
jakieś gry, puzzle i zabawki. Mój syn wpadł na genialny pomysł
kupienia butelki wina. Wiecie, uroczysta kolacja. Właśnie
przechodziła obok nas jedna z tych mam, którą często widywałam
na placu zabaw. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności mój syn
właśnie w tej chwili powiedział dość głośno, że bardzo lubi
wino. Po dwóch tygodniach właśnie na placu zabaw usłyszałam, że
mój syn to alkoholik a skoro tak to na pewno bije żonę. Wtedy nie
wytrzymałam. Nie bardzo mogę powtórzyć co wtedy im powiedziałam,
ale słyszała mnie chyba cała okolica. Dwa dni później
kupowaliśmy prezent urodzinowy dla koleżanki Agnieszki. Lubiła gry
w karty, więc nasz wybór padł na talię tematyczną z bohaterami
filmu „Auta” W pewnym momencie podchodziła do regału ta sama
pani, która zaczęła opowiadać o moim synu. Gdy nas zobaczyła,
odwróciła się i poszła w inną stronę. Może moja reakcja na
takie plotki czegoś ją nauczy a może i nie. Czas pokaże.
wtorek, 20 września 2016
Stuknęła pięćdziesiątka
W naszej miejscowości urządzanie wszelkiego rodzaju imprez jest
chyba ulubionym zajęciem. Ponieważ po dniach deszczowych zrobiło
się trochę cieplej będziemy świętować 50 lecie utworzenia
drużyny piłkarskiej. Na uroczystość zostali zaproszeni
najważniejsi działacze PZPN i oczywiście wójta. Jak zawsze
otrzymaliśmy tylko list z przeprosinami i obietnicą, przyjmie
następne zaproszenie. Nikt w to nie uwierzył, ale niech mu będzie.
W przypadku wielu imprez na tablicy ogłoszeń podany jest tylko
ogólny plan uroczystości. Tym razem jest inaczej. Nie będę
opisywała całości bo zajęło by mi to kilka godzin. Przedstawię
tylko najważniejsze. Uroczystość trwa cały dzień. Na początku
wiadomo, powitania wszystkich najważniejszych gości, podziękowania
wszystkim, którzy pomagali w organizacji no i najważniejsze,
podziękowania dla sponsorów. Tych było aż pięciu z czego jeden
anonimowy. Jak to zwykle bywa od razu pojawiły się teorie, kto to
może być. Niektóre z nich były nie całkiem pozbawione sensu inne
wręcz przeciwnie. Ktoś nawet rozpowiadał, że owym anonimowym
sponsorem jest proboszcz naszej parafii. Idziemy dalej. Po tych
wszystkich oficjalnych sprawach zaczynają się główne
uroczystości. Uroczystość sportowa, więc nie może zabraknąć
turniejów, gier i zawodów sportowych. Najważniejszą częścią
uroczystości ma być nabór do drużyny. Odbędzie się specjalny,
pokazowy mecz dla wszystkich chętnych. Podczas gry członkowie
PZPN-u będą obserwować wszystkich zawodników. To właśnie
spośród nich zostaną wybrani nowi zawodnicy. W przeciwieństwie do
innych oficjalnych imprez tym razem nie zapomniano o najmłodszych.
Specjalnie dla nich przygotowano osobne zawody i gry. Oczywiście
nagrody też były trochę inne. Oprócz pucharów i pamiątkowych
medali za pierwsze trzy miejsca wszyscy uczestnicy otrzymają
najnowsze produkty firmy Trefl zestawy puzzli „Dory wśród meduz”
albo talie tematyczne „Horoskop” i „Auta” do wyboru do
koloru. Jeśli cała uroczystość odbędzie się tak jak zaplanowano
będzie to jedna z największych imprez organizowanych w naszej
miejscowości. Żeby tylko nie padało.
piątek, 16 września 2016
Zebranie wiejskie
Od czasu ostatnich wyborów na sołtysa zaczęłam chodzić na każde
„zebranie wiejskie” Tak zawsze było napisane na plakacie
informacyjnym. Zapytacie, dlaczego od wyborów i to gdy sołtysa
wybrano na drugą kadencję. Na wybory prawie siłą zaciągnął
mnie mój mąż. On od zawsze czynnie uczestniczył we wszystkich
tego rodzaju spotkaniach. Ale do rzeczy. 10 września odbyło się
takie właśnie zebranie. Jak to na większości takich spotkań na
początku sołtys witał wszystkich. Jednak to różniło się od
innych zebrań bo tym razem zaproszony został wójt. Żeby było
ciekawiej stawił się osobiście. Do tej pory za każdym razem
przyjeżdżał przedstawiciel urzędu gminy z listem od wójta z
przeprosinami. Zawsze był jakiś powód, więc gdy pojawił się
osobiście wszyscy byli trochę zdziwieni. Po powitaniach zaczęła
się główna część zebrania. Oczywiście dotyczyła pieniędzy,
ich podziału i celów na które się je wyda. Każdy z uczestników
miał inne pomysły. Wyposażenie placu zabaw w plansze do gier to
tylko jeden z nich, w sumie najbardziej poważny. A wręcz przeciwnym
było wybudowanie lodowiska. Po prawie godzinie przegadywania się do
głosu doszedł nasz ważny gość. Przywiózł gotowy plan
wykorzystania funduszy aby go omówić, ale ponieważ od razu wszyscy
mieli pomysły nie wtrącał się w kłótnię. Według planów
przygotowanych przez gminę do naszej miejscowości miała trafić
bardzo duża kwota w porównaniu do dotychczasowych. Po zsumowaniu
tych pieniędzy i tych, które zaoferowały zakłady pracy można
było szybko dokończyć remont przedszkola i wyposażyć sale w nowe
meble, zabawki, gry i puzzle. Wójt wymienił chyba wszystkie
produkty firmy Trefl i innych producentów gier jakie zamierzali
kupić. Wyposażenie sali gimnastycznej obiecali sfinansować
rodzice. Takim sposobem wszystkie zapisane dzieci mogły od 1
września pójść pierwszy raz do przedszkola. Pozostałe pieniądze
postanowiono przeznaczyć na inne remonty w tym chodnik. Mimo że
układany był w zeszłym roku to po budowie kanalizacji już trzeba
go układać od nowa.
środa, 14 września 2016
Pierwsze wywiadówki
Jak każdego roku na początku września rodzice wszystkich uczniów
zapraszani są na pierwszą, organizacyjną wywiadówkę. To słowo
wielu uczniom zawsze mroziło krew w żyłach. Jednak ta pierwsza
jest inna. Nie omawia się ocen uczniów, bo w sumie nie ma żadnych.
Oprócz rzeczy typowo szkolnych jak wyposażenie czy strój ucznia
wychowawca klasy przedstawia ogólny plan wycieczek, imprez i
uroczystości, które mają być organizowane w czasie pierwszego
półrocza. Wczoraj miałam taką przyjemność. Zostałam poproszona
o udział w zebraniu w klasie Agnieszki. Pamiętam jak chodziłam do
swoich dzieci. W naszej szkole na początku takiego zebrania
dyrektorka przedstawiała nowych nauczycieli, którzy będą uczyć w
danej klasie i do których będzie można się zwrócić w razie
problemów dziecka z przedmiotem. Potem zwykłe sprawy organizacyjne.
Wczoraj przekonałam się, że szkoła powoli staje się miejscem
gdzie pieniądze, składki i ubezpieczenia są ważniejsze od ucznia.
Zebranie trwało około 2 godzin. Sprawy organizacyjne zajęły
jakieś 20 minut. Przez resztę czasu nauczycielka przedstawiała
plany wycieczek na najbliższe pół roku. Nie skupiła się na
tematach poszczególnych wyjazdów, ale cały czas podawała kwoty
jakie rodzice będą musieli wpłacić aby dziecko mogło pojechać
na taką wycieczkę. Jeden z rodziców nie wytrzymał i zapytał czy
to jest jeszcze szkoła czy firma do zarabiania pieniędzy. Wtedy
dopiero temat pieniędzy zszedł na dalszy plan. W końcu
dowiedzieliśmy się kiedy, gdzie i w jakim celu dzieci pojadą na te
wycieczki. Pierwszą będzie dwudniowa wycieczka w góry. Po drodze
wszyscy odwiedzą otwarte niedawno muzeum techniki i rozrywki.
Podobno specjalnie dla tej grupy przygotowana zostanie wystawa gier i
puzzli od przełomu wieków do czasów obecnych. Jednak puzzle i gry
to nie główny cel wycieczki. Nim jest poznanie mieszkańców i
zwyczajów dawnych górskich wiosek. Jednym słowem skansen. Już
zapowiedziano wypracowania na temat wycieczki. Na zebraniu
dowiedziałam się jeszcze jednej ciekawej rzeczy. Chodzi o
ubezpieczenie. Okazało się, że nie jest obowiązkowe. Jednak bez
niego żadne dziecko nie będzie mogło pojechać na żadną
wycieczkę. Tak czy tak trzeba będzie zapłacić.
poniedziałek, 12 września 2016
Dziesiąte urodziny
W minioną sobotę świętowaliśmy 10 rocznicę otwarcia w naszej
miejscowości jednego z marketów. Nazwy nie podam, bo zostałabym
posądzona o reklamę. W każdym razie impreza zaczęła się o
godzinie trzynastej. Ponieważ wszystko zostało zorganizowane na
boisku sportowym pierwszym punktem programu był mecz naszej drużyny.
Warto wspomnieć, że nasz przeciwnik jest dużo wyżej notowany w
tabeli od nas. Mecz zakończył się remisem. Dla naszych zawodników
był to ogromny sukces. Do tej pory każda drużyna grająca z naszym
sobotnim przeciwnikiem przegrywała spotkanie. My jako pierwsi
zdołaliśmy zremisować. Nie żebym się chwaliła, ale taki wyczyn
warty jest opisania. Można powiedzieć, że dla naszej miejscowości
było to podwójne święto. Sponsorem całej imprezy były jak
zawsze zakłady pracy. Również solenizant włączył się w
organizację swojego święta fundując wszystkie nagrody w
przygotowanych zawodach i grach dla wszystkich dzieci, bo szczególnie
do nich kierowane było zaproszenie wywieszone na tablicy ogłoszeń.
Na tym samym plakacie był podany plan całej imprezy. Do
najciekawszych należał zaplanowany na północ pokaz sztucznych
ogni. Możecie mi wierzyć, było na co popatrzeć. Za jedną z
bramek przygotowano ogromny ekran. Do ostatniej chwili nikt nie
wiedział po co. Okazało się, że to jedna z najważniejszych
konkurencji do której zgłosić mogli się wszyscy. Przebieg był
wyświetlany na tym ekranie. Konkurencja była ogromna. Organizatorzy
chcieli sprawdzić wiadomości uczestników o solenizancie. Pytania
były różne. Niektóre łatwe, na przykład o nazwisko
kierowniczki. Najtrudniejsze okazało się wymienienie pięciu
tytułów gier oferowanych przez sklep. Z dwoma nikt nie miał
problemu. Wszyscy wymieniali grę „Fisher price- gra Piotruś” i
zestaw kart „Auta- talia tematyczna” jednak gdy trzeba było
podać choć jeden tytuł więcej każdemu uczestnikowi brakowało
pomysłu. No, prawie każdemu. Jako jedyny wszystkie pięć tytułów
wymienił tylko 12 letni uczeń naszej szkoły. Nagrodą –
niespodzianką było pięć zestawów, które wymienił. Warto
wspomnieć, że oprócz produktów wymienianych przez wszystkich,
wśród nagród znalazły się najnowsze dzieła firmy Trefl. Cała
uroczystość trwała do drugiej w nocy, ale opłacało się nie spać
do tej godziny. W końcu dziesiąte urodziny świętuje się tylko
raz.
piątek, 9 września 2016
Tajemnica czyli jak zachęcić dzieci
W dzisiejszych czasach mało kto wyjeżdża w jakieś egzotyczne
miejsce, żeby można było napisać wypracowanie zadawane zaraz po
wakacjach wszystkim dzieciom. U nas mamy sołtysa, który przez całe
dwa miesiące nie pozwalał dzieciom na nudę i plątanie się po
ulicach bez celu. Specjalistami w organizowaniu czasu są dyrektor
szkoły i sołtys. Chyba nie pomylę się jak powiem, że podczas
wakacji każdy dyrektor szkoły ma wolne? Nasz należy do osób,
którym bardziej zależy na dzieciach niż wypoczynku. Już w czerwcu
w wielkiej tajemnicy obaj panowie opracowywali program na wakacje.
Podzielony był na dwie grupy. Klasy 1 – 3 i reszta. O ile dla tej
reszty nie było trudno czegoś przygotować (gry, turnieje i
wycieczki) to dla młodszych dzieci już było trudniej. Plan
zakładał między innymi organizację wycieczek w najbardziej
malownicze i ciekawe miejsca w okolicy. Mamy kilka ruin zamków i
nawet jeden browar. Zamknięty co prawda, ale zawsze to browar. Na
początku było kilka osób. Tydzień po rozpoczęciu wakacji na
tablicy ogłoszeń pojawił się duży i bardzo kolorowy plakat z
bardzo dziwnym napisem. 1 – 3, DOM KULTURY, NIESPODZIANKA, OBECNOŚĆ
OBOWIĄZKOWA. I data. Poszli wszyscy. Jedni z ciekawości, inni ze
strachu jeszcze inni bo i tak nie mieli co robić. Na scenę wyszedł
dyrektor i na początku opowiedział o planach na najbliższy
tydzień. Pierwszym punktem programu miała być prezentacja
najnowszych produktów przemysłu zabawkowego. W ostatniej chwili
przedstawiciel producenta gier i puzzli odwołał spotkanie. W ramach
przeprosin dla każdego uczestnika zostały przywiezione zestawy
„Auta- color puzzle” i gry „Fisher price- gra Piotruś” do
wyboru. Jednak prezentację udało się przeprowadzić. Nie taką
jaką zakładał plan, ale i tak wszystkim dzieciom się podobała.
Pamiętacie kolegę naszego dyrektora, który kolekcjonuje zabawki?
Opowiadał o najstarszych i najnowszych dziełach firmy Trefl.
Oczywiście wszystkie je pokazał. Po zakończeniu wszyscy chwalili
prowadzącego i już teraz został zaproszony na następną. Nawet
wycieczki nie podobały się dzieciom tak jak ta jedna prezentacja.
środa, 7 września 2016
Znów przyjęcia
Dopiero co zaczął się rok szkolny a już trzeba zacząć myśleć
o wszelkiego rodzaju przyjęciach urodzinowych. Nie mówię tylko o
organizowaniu, ale i o udziale w nich. Piątka wnuków. Pięć
przyjęć urodzinowych. Nie, cztery. Bliźniaki ale w sumie to
jeszcze za małe żeby wyprawiać jakieś huczne imprezy. Co nie
zmienia faktu, że zostaje jeszcze trójka w wieku szkolnym. Nasza
miejscowość nie jest duża. Około 2000 mieszkańców, więc
przyjęcia urodzinowe poza kilkoma przypadkami gdzie w myśl zasady
„zastaw się, a postaw się” organizują wynajęte firmy,
przygotowują te same, sprawdzone osoby. Nie chwaląc się jestem
jedną z nich. Zazwyczaj, wraz z kilkoma koleżankami, zajmuję się
programem przyjęcia. Chyba dobrze wywiązuję się z tego zadania. O
ile mi wiadomo, nikt do tej pory nie skarżył się na nudę. Trójka
wnuczków, każde w innym wieku. Średnio 15 osób w każdej klasie.
Łatwo można policzyć ile to przyjęć. Albo lepiej nie. Właśnie
trwają przygotowania do jednej z takich uroczystości. Koleżanka
Agnieszki obchodzi swoje urodziny. Jak zawsze będzie mnóstwo gości,
same szczere życzenia i oczywiście góra prezentów. Razem z
Agnieszką wybierałyśmy prezent. W tym roku był to zestaw puzzli
„Dory wśród meduz” Podobno bardzo lubiany i szybko sprzedający
się tytuł. Zbiegiem okoliczności w sobotę odbyło się przyjęcie
innego ucznia, tylko że to organizowała wynajęta przez rodziców
firma. Na ulotce reklamowej mają hasło: satysfakcja gwarantowana.
Po powrocie całej trójki wnuczków odniosłam wrażenie, że to
hasło to tylko chwyt reklamowy i nie ma nic wspólnego z
rzeczywistością. Wszystkie ich przyjęcia są wyliczone co do
sekundy. Przerwa w środku gry bo czas na tort. Nie ważne, że to
najważniejsza część rozgrywki. Na naszych przyjęciach zawsze
zdarza się coś czego nikt się nie spodziewa. Na przykład przyjazd
dawno nie widzianego członka rodziny i do obchodów urodzin trzeba
dodać przyjęcie powitalne. Na przykład jako prezent dla
solenizantki. Na przyjęciach firmowych nikt by o czymś takim nawet
nie pomyślał. Chcesz przyjęcie powitalne, zorganizujemy dodatkowe
ale w innym terminie.
poniedziałek, 5 września 2016
Nie bój się szkoły
Koniec wakacji i rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Od czasu jak
swoje obowiązki zaczął wypełniać nasz sołtys, a było to jakieś
osiem lat temu, na koniec wakacji odbywała się jedna z największych
imprez organizowanych w naszej miejscowości. Jedna z największych.
Drugą okazją są dni jagody, impreza organizowana zaraz na początku
lipca. Jednak w tym roku w organizację uroczystości włączył się
dyrektor szkoły. Na początku nikt z organizatorów nie chciał się
na to zgodzić, ale gdy zapoznali się z pomysłami co do jej
przebiegu, zmienili zdanie. Jak zapewne pamiętacie nasza miejscowość
nie należy do największych. Faktem jest, że się rozrastamy ale
jeśli chodzi o liczbę ludności to do miast nam ciągle daleko. W
tym roku mamy co świętować. Do pierwszej klasy zostało zapisanych
35 dzieci. Najwięcej od 10 lat. Jednym z pomysłów dyrektora było
połączenie zakończenia wakacji z uroczystym powitaniem nowych
uczniów w szkole. Pamiętam jak moje dzieci szły do pierwszej
klasy. Na początku nie mogły się doczekać, a gdy zbliżał się
pierwszy września euforia powoli zmieniała się w strach. Jak to
będzie, pierwszy dzień w szkole. W sumie nie ma się co dziwić. Do
tej pory były tylko zabawki, gry, puzzle a teraz przybory szkolne.
Nasz dyrektor chyba też pamięta te czasy i dlatego postanowił
zorganizować takie powitanie. Ogólny przebieg imprezy nie odbiegał
od innych. Występy, zawody sportowe, poczęstunek. Jeden turniej był
przewidziany tylko dla pierwszoklasistów. Dotyczył głównie
ogólnych spraw związanych z pierwszym dniem szkoły. Pytania w
stylu: co należy włożyć do plecaka i podobne. Z początku
nagrodami dla zwycięzców miały być zestawy puzzli firmy Trefl
jednak zrezygnowano z tego pomysłu. Rodzice uznali, że lepszymi
nagrodami będą wyprawki dla uczniów. Kilka osób, które chciały
zachować anonimowość, od razu zaoferowały się, że na takie
nagrody bardzo chętnie wyłożą pieniądze. Wszyscy wiedzieli, że
to byli dyrektorzy naszych zakładów pracy, ale nikt nie mówił
tego na głos. Pierwszego września wszystkie dzieci zadowolone
ruszyły do szkoły. Oby to zadowolenie trwało przez całą szkołę.
piątek, 26 sierpnia 2016
Przygotowania do wesela
Jutro najważniejszy dzień w życiu córki naszej sąsiadki. Chyba
każda przyszła panna młoda ma jakieś wyobrażenia co do swojego
idealnego ślubu. Niektóre marzenia nie są całkiem realne, ale
nasza Justynka nie ma aż takich wymagań. Ustrojony kościół,
długa biała suknia i mnóstwo gości, którzy po weselu nie będą
pamiętali tylko tego co się nie udało. Ale przede wszystkim marzy
o długim i szczęśliwym życiu u boku swojego męża. Małe
wymagania. Prawda? Przygotowania trwają od 2 miesięcy. Termin
ślubu, wynajęcie sali, opłacenie orkiestry to tylko najważniejsze
rzeczy. Chyba najgorszą sprawą podczas każdego wesela jest
ustalenie listy dań. Nie raz byłam w tej sytuacji. Oczywiście
można iść do jednej z firm organizujących przyjęcia weselne.
Wchodzi się do biura jak do sklepu, przeglądamy katalogi z
ofertami. Hasło „Poproszę przyjęcie weselne” kasa na stół i
to wszystko czym musimy się zająć. Jednak para młoda od razu
zrezygnowała z tego pomysłu. Woleli wszystko zorganizować sami.
Sami, tak się tylko mówi. Strojenie kościoła i sali, pieczenie
ciast i gotowanie, obsługa. Kilkadziesiąt osób. Chcieli wesele w
dawnym stylu. Orkiestra zamiast didżeja, dania gotowane na miejscu
zamiast kateringu. Czyli było co robić. Największe awantury
wybuchały wśród osób odpowiedzialnych właśnie za listę dań.
Każda z pięciu osób miała inny plan. Na początku kłócili się
nawet o kolejność podawania. W akcję wkroczył pan młody.
Przyniósł gotową listę. Nikt się nie sprzeciwił. Na
zaproszeniach oprócz zwyczajowych informacji było życzenie, aby do
prezentu dołączyć jakąś grę, puzzle lub maskotkę. Wspominałam
o remoncie przedszkola. Postanowili, że wszystkie zabawki przekażą
właśnie tam. Od siebie obiecali zestawy „Vtech – tablet
przedszkolaka” Ponieważ większość nie bardzo wiedziała co
kupić, mama pana młodego przygotowała listę. Przy okazji to ona
jest dyrektorką przedszkola. Nie wiadomo dlaczego na liście
znalazły się tylko produkty firmy Trefl. Pytana o to odpowiedziała,
że chce dla dzieci to co najlepsze i nie może to być inna firma.
Jak mówiłam, uroczystości są jutro. Zobaczymy jak będzie.
wtorek, 23 sierpnia 2016
Niespodzianka
Wymiana mebli w pokojach dzieci. Zapewne wielu z Was powie: Co jest
takiego niezwykłego w przemeblowaniu, że aż trzeba o tym pisać?
Może macie trochę racji. W samym przemeblowaniu nie ma nic. Ważne
jest co innego. Przyczyna wymiany, skutek i sposób w jaki się ją
przeprowadza. Ale od początku. Moja koleżanka co roku zaraz na
początku wakacji wysyła swoje dzieci do dziadków na wieś na całe
dwa miesiące. Jak to zawsze mówiła, ma czas dla siebie. W tym roku
w ramach niespodzianki postanowiła wyremontować pokoje dzieci. Tu
dochodzimy do przyczyny wymiany. Koleżanka ma dwie córki. 16 letnią
Magdę i 13 letnią Karolinę. Magda bardzo często przeganiała
siostrę ze swojego pokoju, która pytana o powód wizyty
odpowiadała, że bardzo podobają się jej meble Magdy. Mają tyle
szuflad i półek, że miała by gdzie trzymać swoje ulubione puzzle
i lalki. Faktycznie, jest ich bardzo dużo. Od czasu kupienia owych
mebli Magda nigdy nie okazywała jakiejś szczególnej radości z
tego powodu, więc przeniesienie ich do pokoju Karoliny i kupienie
starszej córce nowych wydawało się dobrym pomysłem. To był
sposób. A teraz najgorsze. Skutki. Według mojej koleżanki wszystko
świetnie się udało. Kupno, transport i ustawianie poszło bardzo
szybko. Nawet sprzątanie w pokojach obu córek. Jak by się ktoś
pytał, to był to jeden jedyny raz. O ile Karolina bardzo ucieszyła
się z takiej niespodzianki to Magda od razu powiedziała co o niej
myśli. Nie napiszę co. Powiedzmy, że zrobiła ogromną awanturę
podczas której nikt nie przebierał w słowach. Młodsza córka od
razu zabrała się za układanie po swojemu lalek i puzzli na
półkach. Najważniejsze miejsce zajęły foto puzzle. Podczas
wycieczek zrobiła dużo zdjęć i najładniejsze zostało wysłane
do firmy zajmującej się produkcją foto puzzli. Magdzie trzeba było
kupić nowe meble. Tym razem sama wybrała wzór i kolor. Nie była
zła, że mama przemeblowała jej pokój tylko o to, że zrobiła to
bez jej wiedzy. Wszystko było by w porządku gdyby tylko w pokoju
Karoliny zostały wymienione meble.
niedziela, 21 sierpnia 2016
Już niedługo rok szkolny
Jeszcze niedawno wszyscy cieszyli się z rozpoczęcia wakacji, a już
tylko tydzień pozostał do rozpoczęcia roku szkolnego. Od kilku dni
w telewizji jest bardzo dużo reklam zaczynających się od słów:
Już niedługo rozpoczyna się rok szkolny. Niestety to prawda. Z
całą piątką dzieci wybraliśmy się na zakupy. Mieliśmy kupić
wszystko aby faktycznie być dobrzy przygotowanym do roku szkolnego.
Sami wiecie jak to jest. Książki, zeszyty, plecaki, ubrania i masę
innych rzeczy których wymienienie zajęłoby kilka godzin a i tak o
połowie z nich nikt by nawet nie pomyślał. Zaopatrzeni w
odpowiednią, według nas, ilość gotówki wybraliśmy się na
zakupy. Ale tym razem było trochę inaczej. Zamiast iść do
pierwszego sklepu kupienie wszystkiego najpierw czekała nas
wycieczka po wszystkich sklepach w celu „zbadania rynku” Jeden
głupi plecak może być w dwudziestu wzorach. Zaczęliśmy od zakupu
tej właśnie rzeczy. Było gorzej niż myślałam. Jak wzór się
podobał to kształt nie. Ilość kieszeni za mała, paski za
szerokie lub za wąskie. Chyba łatwiej jest kobiecie kupić buty co
z doświadczenia wiem, nie jest proste. Wreszcie się udało.
Jedenaście sklepów i sześć godzin chodzenia. Na kupno wszystkich
innych rzeczy nie starczyło już czasu. Na drugi dzień zaczęliśmy
wycieczkę od nowa. Tym razem poszło dużo szybciej. Rodzaje książek
i zeszytów były określone przez nauczycieli, więc wybór nie był
duży. Tylko wzór okładek zeszytów. Wpadliśmy na pomysł, że
skoro w centrum handlowym można kupić również zabawki,
postanowiliśmy złożyć zamówienie na zestawy „Foto puzzle – z
twojego zdjęcia” firmy Trefl. Podczas wyjazdów zrobiliśmy setki
zdjęć, więc było z czego wybierać. Zamówiliśmy sześć
zestawów puzzli. Dla każdego dziecka po jednym i największy ze
zdjęciem całej rodziny. Ten po ułożeniu zostanie oprawiony i
powieszony nad telewizorem. W sumie zakupy się udały. Wszystkie
nasze wnuki są przygotowane do pójścia do szkoły. Mam tylko
nadzieję, że w przyszłym roku nie trzeba będzie kupować nowych
plecaków.
czwartek, 18 sierpnia 2016
Podejście do pacjenta
Jak ja nie lubię szpitali. Miałam nieprzyjemność leżeć w
różnych szpitalach i na różnych oddziałach. Od zwykłego
szpitala miejskiego do kliniki uniwersyteckiej. Powiem szczerze:
różnica jest niesamowita przede wszystkim w podejściu personelu do
pacjenta. Nad sytuacją w miejskich szpitalach nie będę się
rozwodzić, bo po trzech zdaniach mogłabym zacząć płakać.
Klinika uniwersytecka to już inna bajka. Pielęgniarki są na każde
zawołanie. Wszystkie miłe, uśmiechnięte czasem nawet za bardzo.
Ostatnio, podczas mojego pobytu na jednym z oddziałów miałam
okazję spotkać jedną z takich osób. Studentka trzeciego roku
medycyny. Jak dobrze pamiętam, na imię miała Magda. Wiadomo, że
szpital to nie jest miejsce w którym na okrągło panuje radość.
Jednak gdy ona wchodziła na salę, nawet najsmutniejsi pacjenci
zaczęli się uśmiechać. Jej dobry nastrój udzielał się
wszystkim. Potrafiła przekazać złe wieści w taki sposób, że
każdy przyjmował je nie jak wyrok śmierci ale ze spokojem.
Najlepszym przykładem była taka sytuacja: Na łóżku obok od
prawie miesiąca leżała pacjentka, która miała duże kłopoty z
chodzeniem. W końcu lekarz obiecał jej wypisanie. Nie widziałam
jeszcze takiej radości. Niestety wyniki badań trochę jej się
pogorszyły i powrót do domu trzeba było odłożyć. Tą złą
wiadomość przyszła przekazać jej właśnie pani Magda. Można
sobie wyobrazić reakcję pacjentki na taką wiadomość. Pani Magda
poprosiła wszystkich o wyjście. Po 10 minutach wróciłyśmy na
salę z nastawieniem na zapłakaną pacjentkę. Ona jednak siedziała
na łóżku uśmiechnięta jak nigdy przedtem. Nigdy nie
dowiedzieliśmy się co usłyszała. No i odwiedziny. Personel nie za
bardzo chce wpuszczać na oddziały dzieci. Jednak w tym szpitalu
udało się uniknąć biegania po korytarzach i hałasu. Jedna z sal
została wyposażona w gry i puzzle. Podczas wizyt wszystkie dzieci
miały tam opiekę. Firma Trefl ma w swojej ofercie kilka ciekawych
pozycji. „Domino – świnka Peppa” to jedna z nich. Wszyscy
myśleli, że to właśnie Magda będzie się zajmować dziećmi,
jednak ona najwyraźniej była bardziej potrzebna na oddziale.
wtorek, 16 sierpnia 2016
Człowiek uczy się na błędach
15 sierpnia. W naszej parafii oprócz świąt ustawowych i
kościelnych mieliśmy jeszcze jedną okazję do świętowania. Jak
co roku tego właśnie dnia organizowane są gminne dożynki. Cała
organizacja imprezy w tym roku przypadła naszej miejscowości.
Wszyscy mieszkańcy włączyli się w przygotowania. Są to nasze
drugie dożynki organizowane u nas. Niestety poprzednie nie wypadły
tak jak wszyscy oczekiwali. W każdej parafii przebieg jest bardzo
podobny. Występy zespołów regionalnych, prezentacja wypieków i
potraw z danego regionu i loteria fantowa. Ponieważ w organizację
włączają się sponsorzy w naszej loterii nie ma losów pustych. O
tym fakcie kilka razy proboszcz przypominał przy okazji ogłoszeń.
W pechowych dla nas uroczystościach głównym sponsorem był jeden z
marketów więc nagrody były związane z jego ofertą handlową. Na
nasze nieszczęście jest to sklep spożywczy. Wstyd przyznać, ale
jednemu z uczestników loterii udało się wygrać przyprawę do
rosołu. Wtedy do akcji wkroczył nasz proboszcz i na ile to było
możliwe, uratował sytuację. Przerwał loterię. Wszyscy uczestnicy
byli zawiedzeni. Przez dwa tygodnie głównym tematem do śmiechu był
nasz sposób przygotowania nagród. Jak to mówią: człowiek uczy
się na błędach. W tym roku o sponsorowanie nagród w loterii
poproszono producenta gier i puzzli. Jako jedyny, ten zakład
uczestniczył w przygotowaniach wszystkich imprez. Tym razem dyrekcja
też nie zawiodła. Jako nagrody, ofiarowali swoje wyroby. W trakcie
loterii okazało się, że kilku uczestników wygrało najnowsze
produkty firmy Trefl „Domino – świnka Peppa” Ogłoszono, że
wśród nagród jest zestaw „Vtech – tablet przedszkolaka”
jednak nikomu nie udało się go wylosować. Nikt nie wiedział kto
jest sponsorem tych nagród. Po zakończeniu dożynek proboszcz
dziękował wszystkim organizatorom. Każdego wyczytał z imienia i
nazwiska. Każdego oprócz tajemniczego darczyńcy. Ten zastrzegł
sobie, że podczas podziękowań proboszcz wspomni tylko człowieka,
który chce zachować anonimowość. Jak to bywa w takich sytuacjach
wszyscy mieli swoje teorie, kto może być tym człowiekiem. Myślę,
że tylko jedna osoba to wie.
piątek, 12 sierpnia 2016
Obiecanki cacanki
Po tylu dniach deszczu i wiatrów nadszedł czas na posprzątanie
ogrodu. Najwięcej było połamanych gałęzi. Okazało się, że
oprócz gałęzi w naszym ogrodzie znalazło się również sporo
innych śmieci przyniesionych przez wiatr. Tak było u wszystkich.
Najgorzej mieli ci, którzy obok swoich domów mieli stare drzewa.
Wiele z nich było puste w środku i podczas silnych wiatrów
stanowiły zagrożenie. Wiele razy pisaliśmy do gminy prośby o
wycięcie takich drzew, ale wszystkie nasze wysiłki okazały się
daremne. Wszystko się zmieniło w zeszłym tygodniu. Podczas jednej
z takich wichur odłamała się gruba gałąź i przygniotła jeden z
zaparkowanych samochodów. Na szczęście był pusty. Wtedy nasi
kochani urzędnicy zarządzili wycinkę niebezpiecznych drzew. Jak to
mówią: lepiej późno niż wcale. Wiedzieliśmy kiedy to ma
nastąpić, więc ze sprzątaniem wszyscy się wstrzymali. Zarządzono
wycinkę a nie sprzątanie gałęzi. Najgrubsze zostały zabrane, a
resztę panowie z nadleśnictwa zostawili na ulicy. Wtedy mieszkańcy
zabrali się za sprzątanie. Jak to w naszej rodzinie bywa, wszyscy
chętnie zaoferowali pomoc. Jednak jak przyszedł dzień sprzątania
każdy próbował wymigać się od spełnienia obietnicy. Dzieci
jeszcze mogę zrozumieć. Wiadomo, że od porządków wolą zagrać w
jakąś grę albo ułożyć puzzle. Ponieważ w ofercie firmy Trefl
pojawiły się nowe produkty była to jeszcze większa pokusa. Żeby
dzieci miały co robić w deszczowe dni kupiliśmy „Domino –
świnka Peppa” i karty „Avenges – gra Piotruś” ale okazało
się, że w swojej kolekcji mają jeszcze zestawy puzzli, których
nie zdążyły ułożyć podczas wyjazdu na urlop. Z doświadczenia
wiem, że dzieci zamiast pomagać w porządkach tylko przeszkadzają.
Może i lepiej, że zajęły się puzzlami. Jednak nie wiem dlaczego
dorośli chcieli się wykręcić od pomocy. Jedni mieli dużo pracy,
inni nie mieli czasu. Obiecać zawsze można, prawda? I takim
sposobem razem z mężem zabraliśmy się do sprzątania. Po godzinie
wszyscy, którzy obiecali pomoc, pojawili się. Całe sprzątanie
zajęło nam pół dnia. Mam nadzieję, że następnym razem wichury
ominą naszą miejscowość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)