Znowu wycieczka. W dzisiejszych czasach dzieci mają więcej wolnego
w szkole niż nauki. Święta, ferie, wakacje, długie weekendy i
masę innych dni, gdy nie idą do szkoły. Jak każdego roku,
czwarte klasy jadą do prywatnego muzeum rozrywki. Jak zapewne
pamiętacie, podobną placówkę otworzył zaprzyjaźniony
kolekcjoner zabawek, z tą różnicą, że on wystawiał tylko gry i
puzzle. W tym, do którego jadą uczniowie, oprócz tych rzeczy można
zobaczyć wszystkie przedmioty służące rozrywce. Z ulotki wiadomo,
że otwarta została nowa sala. Znajdują się w niej najstarsze
znalezione zabawki i gry. Podobno najstarsza jest szmaciana lalka z
początków dziewiętnastego wieku. A właśnie. Zostałam poproszona
o udział w tym wyjeździe jako opiekunka. Pojechaliśmy w miniony
poniedziałek. O szóstej rano wszyscy stawili się pod szkołą.
Jazda trwała prawie trzy godziny. Po drodze śpiewaliśmy piosenki,
opowiadaliśmy różne historie i podróż minęła bardzo
przyjemnie. Na miejscu czekał na nas przewodnik, ten sam co rok
temu. Pierwszą salą, którą zwiedzaliśmy była ta nowo otwarta.
Była tam wspominana przeze mnie lalka i faktycznie w opisie
podawano, że pochodzi z dziewiętnastego wieku. Jak dla mnie była
zbyt nowa, ale co ja tam wiem. Podczas zwiedzania widzieliśmy
najróżniejsze gry i zabawki. Niektóre pamiętam z czasów mojej
młodości. Salę z kategorią wiekową +18 oczywiście minęliśmy,
a jak nie trudno się domyślić właśnie o niej dzieci najwięcej
chciały się dowiedzieć. Przewodnik tylko się uśmiechnął i
poszliśmy dalej. W sali z najnowszymi eksponatami zobaczyłam dobrze
znaną mi grę „Kolejka” wraz z dodatkiem, który nazywa się
„Ogonek” Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi. Jest to
symulacja realiów życia w czasach PRL-u. Handel, kolejki w
sklepach, a wraz z dodatkiem dochodzą jeszcze bazary i wszystkie
ciemne interesy z tym związane. Powtórzę jeszcze raz. Nie wydaje
mi się, że kategoria wiekowa +12 jest odpowiednia dla tej gry,
szczególnie dodatku, ale producenci wiedzą lepiej. Odnośnie tej
gry dzieci również miały wiele pytań. Jak zawsze po wycieczce
będzie wypracowanie na jej temat. Zobaczymy o czy uczniowie będą
pisać.
piątek, 28 kwietnia 2017
środa, 26 kwietnia 2017
Święto 3 Maja
Zbliża się początek maja. Ponieważ większość klasy Agnieszki
należy do harcerzy, to właśnie oni będą mieli przyjemność
zorganizować uroczysty apel z okazji święta 3 Maja. Wszyscy wiemy
jak wygląda taki apel. Wiersze, piosenki patriotyczne i prezentacja
znaczenia Konstytucji 3 maja dla Polski. To taki ogólny plan.
Agnieszka najbardziej obawiała się roli narratora. Na szczęście
ten zaszczyt przypadł nauczycielce. Dzieciom pozostało przygotować
resztę. Najgorzej było wybrać wiersze i piosenki. Odbyło się
zebranie na którym harcerze ustalili jakie utwory będą
wykorzystane. Pozostało tylko znaleźć teksty i nauczyć się ich.
Większości uczyli się na lekcjach muzyki, więc wszyscy mieli
łatwiej. Przygotowania i próby zaczęły się już w poniedziałek.
Po szkole Agnieszka przyszła do nas i poprosiła o pomoc w
znalezieniu tekstów wszystkich piosenek i wierszy. Było tego
trochę, więc zgodziłam się pomóc. Okazało się, że kilku z
nich jeszcze nie znają i trzeba było je przećwiczyć. Umówiła
się z koleżankami i cała nauka odbyła się u nas. Dom jest duży,
więc nie było kłopotu. Jedna z koleżanek uczęszcza na lekcje gry
na gitarze. Przyniosła ją i takim sposobem miały swój podkład
muzyczny. Po kilku próbach grała jak zawodowiec. Po całym
popołudniu ćwiczeń przyszła pora na przerwę. Ale Agnieszka
zaprosiła całe towarzystwo do swojego pokoju i kontynuowały
śpiewanie. Trochę się zdenerwowałam. W końcu jak przerwa, to
przerwa. Zrobiłam herbatę, przygotowałam ciasto, a one tak po
prostu poszły do innego pokoju. Nic z tego. Prawie siłą musiałam
wyciągnąć dziewczynki z pokoju, ale w końcu mi się udało. Nie
pozwoliłam już, aby dalej ćwiczyły. Każdemu należy się
odpoczynek. Zaprosiłam wszystkich na rozgrywkę w „Kalejdoskop 50
gier” Niechętnie ale się zgodziły. Cały wieczór grałyśmy i
układałyśmy puzzle. Chciałam pokazać im grę „Kolejka” ale
nie było tyle czasu, żeby w pełni cieszyć się rozgrywką.
Obiecały, że następne próby będą trwały najdłużej dwie, trzy
godzinki. Zobaczymy, czy dotrzymają słowa.
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
Wymiana jakby członka rodziny
W życiu każdego człowieka nadchodzi taka chwila, gdy trzeba się
rozstać z jakąś bardzo cenną rzeczą. Dla różnych osób są to
różne rzeczy. Nie mówię tu o wartości materialnej, ale
sentymentalnej. Może to być na przykład lalka, czy zestaw puzzli.
Dlaczego akurat te przedmioty. Moja córka trzyma pierwszą lalkę
jaką dostała od nas, pamiętam, że na piąte urodziny.
Najcenniejszym zestawem w kolekcji Agnieszki jest ten, który
otrzymała od wujka Sławka gdy pierwszy raz do nas przyszedł.
Kawałeczki są połamane i poklejone. Wiele razy chcieliśmy kupić
jej nowy zestaw. Zawsze mówiła, że nie jest ważne jak wygląda,
ale od kogo go dostała. W przypadku mnie i męża taką rzeczą
jest, a właściwie było, nasze auto. Było świadkiem wielu
emocjonujących chwil z życia całej naszej rodziny. Psuło się już
wiele razy, i za każdym razem mieliśmy go wymienić, ale po
naprawie rezygnowaliśmy z tego pomysłu. To jakby wymienić członka
rodziny. Jednak ostatnie wydarzenia sprawiły, że nie mieliśmy
innego wyjścia. Kilkanaście lat temu brat męża dostał bardzo
dobrą pracę nad morzem. Jego firma przenosiła siedzibę czy jakoś
tak. Od tamtego czasu widzieliśmy się może z 5 razy. Nadszedł
czas na odwiedziny. Niestety w połowie drogi nasze auto zepsuło
się. Pomoc drogowa odstawiła go do warsztatu. Spędziliśmy w
hotelu dwa dni czekając na jakieś wiadomości. Okazało się, że
naprawa przewyższa wartość auta a niektóre części są nie do
zdobycia, nawet na złomowiskach. Po prostu auto jest zbyt stare. Na
dodatek dzieci dostarczały dodatkowego stresu. Na szczęście
spakowałam zestaw „Kalejdoskop 50 gier” od Trefla. Nigdy nie
wybieram się w podróż bez takiego zabezpieczenia. To odwróciło
ich uwagę od naszych kłopotów. Do domu wracaliśmy pociągiem. W
najbliższych dniach planujemy wybrać się do jakiegoś salonu. Jest
kilka w okolicy, więc będzie z czego wybrać. Żadnych używanych
aut. Kupilibyśmy jakiś złom do którego od samego początku trzeba
będzie dokładać pieniądze. Widziałam już takie sytuacje.
Dziękuję, ale nie.
piątek, 21 kwietnia 2017
Jak wypełniać wniosek
Tak dla przypomnienia. Dwójka z moich wnuczków w tym roku została
zapisana do przedszkola. Jak zawsze przy wypełnianiu wniosku, można
było podać osoby upoważnione do odbierania dzieci. Córka uznała,
że ponieważ nie pracuje, nie musi nikogo wpisywać. Tłumaczyliśmy
jej, że to na wszelki wypadek, ale ona się uparła. Kilka miesięcy
później znalazła odpowiadającą jej pracę i zaczęły się
kłopoty. Praca na miejscu, więc mogła sama zaprowadzić dzieci,
ale ktoś inny musiał je odbierać. Padło na mnie. Już pierwszego
dnia przedszkolanka musiała dzwonić do niej, aby wyraziła zgodę
aby mogła odebrać dzieci. I tak cały tydzień. Córka dalej
upierała się, że przecież wszyscy wiedzą, że jestem ich babcią
to dlaczego są takie kłopoty. Po pięciu telefonach szef córki
zaczął mieć coś przeciwko załatwianiu prywatnych spraw w czasie
pracy i wtedy dopiero poszliśmy do przedszkola uzupełnić wniosek.
Wpisano mnie, mojego męża i oczywiście tatę dzieci. Najczęściej
ja je odbieram i nigdy nie ma z tym kłopotu. To znaczy nie było.
Ostatnio dzieci opowiadały o ulubionych filmach. Okazało się, że
większość bardzo lubi animowany film „Auta” Na drugi dzień
przedszkolanki przygotowały zestawy „Auta
puzzle sensoryczne- Fun for everyone”
i talie tematyczne właśnie z tego filmu. Dzieciom tak się to
spodobało, że za żadne skarby nie chciały iść do domu. Reakcja
rodziców była różna. Jedni chcieli zabrać dzieci na siłę co
kończyło się płaczem, inni krzyczeli, jeszcze inni obiecywali
złote góry. Nic nie pomagało. Przedszkolanki obiecały dzieciom,
że ponieważ dziś nie skończyły układać zestawów, dokończą
wszystko na drugi dzień. Dopiero to pomogło. Przedszkolaki nie były
zachwycone, ale w końcu wszyscy poszli do domu. Dzieci nie mogły
się doczekać kolejnego dnia. Tym razem dokończyły układanie i z
radością wracały do domu. Jak widać, z odpowiednim podejściem
można dzieci do wszystkiego namówić.
wtorek, 18 kwietnia 2017
Jak zapanować nad dziećmi
Jak to mówią, święta, święta i po świętach. Dla każdego ten
okres oznacza co innego. Dla jednych są to dodatkowe wolne dni w
pracy, dla innych okazja do jakiegoś wyjazdu, a dla jeszcze innych
czas świąt to uczestnictwo w nabożeństwach, święcenie pokarmów,
rozmyślania na temat znaczenia tych świąt i spotkanie z rodziną.
Te ostatnie, od zawsze były wpisane w tradycję każdych świąt.
Zjeżdżała się cała rodzina, czasem atmosfera była spokojna i
rodzinna, a czasem od razu po pojawieniu się gości wybuchały
awantury i trzeba było wszystkich uspokajać. W tym roku, oprócz
całej rodziny zaprosiliśmy kilku przyjaciół oczywiście z
dziećmi. Wyobraźcie sobie, nasza piątka i dodatkowa czwórka
gości. Dziewiątka młodych ludzi, którzy chcą wszystko wiedzieć,
wszystko widzieć i wszędzie ich pełno. Można powiedzieć tak:
dorośli zachowywali się nadzwyczaj spokojnie, rodzinna atmosfera,
żadnych kłótni. Dzieci nadrabiały to z nawiązką. Bieganie w
jedną i w drugą stronę, wrzaski i płacz. Wiedzieliśmy, że
dzieci będzie tak dużo, więc już wcześniej przygotowaliśmy się
trochę. Żeby zająć czymś taką gromadkę zawsze wystarczyło
kupić jakiś duży zestaw puzzli lub grę. Myśleliśmy, że
„Kalejdoskop 50 gier” wystarczy aby się to udało, ale nawet
firma Trefl nie ma w swojej ofercie czegoś, co mogłoby zająć taką
bandę. Okazało się, że jest coś takiego, a właściwie ktoś.
Jedna osoba spóźniła się na obiad, osoba, której zawsze udawało
się zapanować nad dziećmi. Nie ważne ile ich było. Gdy się
pojawi, dzieci zmieniały swoje zachowanie tak, jakby nie chciały
pokazać, że mogą być niegrzeczne. Mowa oczywiście o wujku
Sławku. Zawsze miał dobry wpływ na dzieci. Zobaczcie. Osoba, która
w przeszłości nie należała do najgrzeczniejszych, która była
uważana przez większość rodziny za kogoś, kogo nie warto
przedstawiać znajomym zdobyła największy szacunek wśród dzieci.
Zaraz po przyjściu mali domownicy zaprosili go do swojego pokoju i
od tej pory panowała kompletna cisza, jakby dzieci w ogóle nie
było. Nikt nie wie jak on to robi, ale ważne, że działa.
piątek, 14 kwietnia 2017
Przeszły samych siebie
Witajcie. Dziś jest jeden z takich dni, gdy nie za bardzo jest czas
by coś napisać, ale znalazłam chwilkę żeby opowiedzieć Wam co
mi się przydarzyło. Jak zwykle przed świętami, każdy robi
wielkie porządki, piecze ciasta, babki i makowce. U mnie jest tak
samo. Niestety w domu mam dzieci, które jak wiadomo zrobią
wszystko, albo prawie wszystko, żeby pomagać w tych czynnościach.
Wszyscy wiecie jak taka pomoc wygląda. Najpierw się sprząta,
później poprawiają dzieci, a następnie ja poprawiam po nich.
Gdyby nie sprzątać przez cały rok, jest większy porządek niż po
jednodniowej pomocy dzieci. W tym roku było jeszcze gorzej. Ponieważ
mamy dość duży dom, sprzątanie musiało się rozpocząć kilka
dni wcześniej, szczególnie, że wiedziałam jak wszystko będzie
wyglądać po pomocy dzieci. Zaczęłam od zabezpieczenia szafek. Na
każdych drzwiczkach założyłam gumki, żeby nie można było ich
otworzyć. To zdało egzamin. Niestety tylko na początku. Najmłodsza
dwójka moich kochanych wnuków zobaczyła w jaki sposób ja je
otwieram i gdy tylko wyszłam z kuchni zrobiły tak samo. Po moim
powrocie wszystko leżało na podłodze. Trochę się zdenerwowałam,
ale dzieci obiecały, że to się już nie powtórzy, więc jako
dobra babcie nie powiedziałam nikomu o tym co się stało. Wizyta w
sklepie była nieunikniona. Oprócz potrzebnych rzeczy, żeby
odwrócić uwagę dzieci od przygotowań do świąt, kupiliśmy
zestawy puzzli oraz nowość w ofercie firmy Trefl, grę towarzyską
„Ego” Do opieki podczas naszych zajęć, oddelegowaliśmy
dziadka, który i tak tylko nam przeszkadzał. Przez kilka dni nasz
sposób działał. W dniu gdy zaczęłyśmy z córką piec ciasta,
dzieci przestały interesować się grami. Przygotowałyśmy trzy
ciasta. Trzeba było jeszcze tylko wstawić je do pieca, żeby się
upiekły. Niestety nasi pomocnicy to zauważyli. Nie wiadomo jak, ale
przy ich pomocy wszystkie trzy, razem z obrusem, wylądowały na
podłodze. Zaczęły się krzyki, więc jako dobra babcia musiałam
stanąć w obronie dzieci. Udało się. Takim sposobem, od
niepamiętnych czasów, w tym roku wszystkie nasze ciasta będą
kupione w cukierni.
środa, 12 kwietnia 2017
Po co się gra?
Od zawsze lubiłam piłkę nożną. Ale nie tą światową, tylko
taką na poziomie ligi okręgowej. Ktoś powie: co to za różnica.
przecież w obydwu przypadkach dwudziestu dwóch zawodników biega za
piłką przez 90 minut. Zgoda, ale mnie nie podobają się motywy dla
których ci zawodnicy grają. Zauważcie, że zawodnicy z najwyższych
lig co chwila przechodzą do innych drużyn. Co chwila słyszymy, że
transfer zawodnika wart był ileś milionów. Gra dla pieniędzy. Kto
daje więcej, dla tego się gra. Wiadomo, że nikt się do tego nie
przyzna, ale niestety tak jest. Klasa A czy B to co innego. Zawodnicy
grają dla samej gry, nie dla pieniędzy. Przykład, nasza drużyna.
Powstała w 1950 roku. Od tamtego czasu tylko kilka razy graliśmy w
A klasie. Działo się tak, gdy zmieniał się trener, lub gdy za
dużo nowych zawodników pojawiało się w podstawowym składzie.
Wiadomo, starzy odchodzą, ktoś musi ich zastąpić. Kilka lat temu,
na początku sezonu właściciel drużyny oznajmił, że za wygrany
mecz będą wypłacane pieniądze, a specjalna premia za strzelenie
bramki. Na boisko wybiegało 11 graczy, zamiast całej drużyny.
Dlaczego? Każdy chciał za wszelką cenę strzelić bramkę, żeby
dostać premię. Drużyna się rozsypała. Nawet zawodnicy to
zauważyli. Pieniądze były tylko przez jeden sezon. Ale dość tej
analizy. Od niepamiętnych czasów starałam się być na każdym
meczu. Niestety moje dzieci też. Na początku wnuki zostawały u
koleżanek. Ale jak można podrzucać dzieci do obcych ludzi a samemu
iść na mecz. Ktoś musiał zrezygnować. Padło na mnie. Gdy
rodzice szli na mecz, dzieci przychodziły do nas. Układaliśmy
puzzle, a ostatnio zaczęliśmy przeglądać zestaw o nazwie
„Kalejdoskop 50 gier” Jak sam tytuł wskazuje w pudełku jest 50
wersji rozgrywek. Trochę nam zajmie zapoznanie się z wszystkimi i
wybranie ulubionych, w które będziemy grać. Jak się nie uda,
zawsze można zagrać w starego, dobrego „Piotrusia” którego
tematów jest do wyboru, do koloru.
poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Wymarzony dom
Ostatnio moja córka wróciła z pracy wyjątkowo szczęśliwa.
Oznajmiła, że ma niespodziankę, ale musi najpierw porozmawiać z
mężem. Takie szczęśliwe powroty zdarzały się przez cały
tydzień. Jednak w miniony piątek wróciła dopiero wieczorem, na
dodatek cała zapłakana. Wyobrażaliśmy sobie najgorsze. Może
straciła pracę, może ją ktoś okradł gdy wracała do domu. Nic z
tych rzeczy. To były łzy radości. Opowiedziała, że w jednej z
gazet znalazła ogłoszenie o sprzedaży domu. To właśnie o tym
chciała porozmawiać z mężem. Własny domek to było jej marzenie
od dawna, a dziś jest bliska jego zrealizowania. A łzy? Tego
właśnie dnia, razem z najlepszą przyjaciółką pojechała
obejrzeć dom z ogłoszenia. Gdy zaczęła o nim opowiadać, myślała,
że to jakiś niesamowity pałac. Wszystko wspaniałe, piękne i w
ogóle. Później okazało się, że trzeba będzie wymienić okna.
Po obejrzeniu zdjęć, które zrobiła będąc koło domu, pojawił
się jeszcze jeden mały problem. Trzeba będzie wymienić dach. Nie
żeby przeciekał albo coś takiego, ale dom przykryty jest
materiałem, który według przepisów, nie może być używany. Na
każdą próbę pokazania minusów kupienia domu w takim stanie,
córka reagowała zawsze tak samo: bo ty wiesz wszystko na przód.
Taki mam charakter, że przy każdym ważniejszym wydarzeniu,
najpierw szukam problemów, które moim zdaniem mogą się pojawić.
Niestety tylko ja. Inni widzieli same plusy. Dzieci będą miały
dużo większe pokoje niż teraz. Większy pokój to większe ściany.
Agnieszka będzie miała gdzie wieszać ułożone zestawy puzzli, a
każdy z nich jest większy od poprzedniego. Talie tematyczne nie
będą już leżeć w szufladach. Szczególnie ta z filmu „Auta”
Zawsze gdy ktoś nas odwiedza, Agnieszka prawie zmusza wszystkich do
obejrzenia jej kolekcji. Jeszcze raz powtórzę. Moim zdaniem
kupienie domu w takim stanie to zły pomysł. Obym się myliła.
Niestety w wielu wypadkach mam rację. Niestety.
piątek, 7 kwietnia 2017
Kłopoty
Agnieszka zawsze była dobrą uczennicą. Jednak ostatnio jej wyniki
w nauce bardzo się pogorszyły. Ale nie tylko jej. Rodzice jej
koleżanek też zauważyli taką sytuację u swoich córek. Często
znikają z domu na kilka godzin, albo wracają później ze szkoły.
Ostatnio zauważyłam, że na drzwiach naszego garażu pojawiła się
nowa kłódka. Taka sytuacja trwała przez jakiś miesiąc. Agnieszka
cały czas chodziła zła i na każde słowo reagowała tak samo.
Krzykiem. Nic nie pomagało. Ani próby rozmowy, ani puzzle, na które
zawsze można było liczyć. W żaden sposób nie można było się
dowiedzieć co się stało. Gdy próbowałam pytać koleżanki
Agnieszki, dlaczego tak się zachowują, zrobiły mi ogromną
awanturę. Tydzień temu wszystko się zmieniło. Wszystkie
dziewczynki zaczęły się dobrze uczyć, stały się miłe i
pomocne. Ale znikanie z domu zostało. Okazało się, że cały czas
gdy nie było ich w domu, spędzały w garażu. Nawet wtedy był on
zamknięty, tylko od środka. Nie wiedziałam nawet, że jest taka
możliwość. Jak to zwykle bywa od razu przychodziły na myśl
najgorsze rzeczy, które dziewczynki mogły tam robić. I tym razem
nie można było się tego dowiedzieć. Pytane, tylko się
uśmiechały, co było jeszcze bardziej denerwujące i tajemnicze.
Któregoś ranka, gdy przygotowywałam pranie, znalazłam w kieszeni
spodni Agnieszki klucze do garażu. Wiem, że nie powinno się
sprawdzać co kto ma w kieszeniach, ale odkąd wyprała się cała
emerytura męża, podczas przygotowywania prania zawsze to robię. Co
do kluczy, to postanowiłam zajrzeć do garażu. Ciekawość wzięła
górę. Na ogromnym stole leżał zestaw puzzli. Okazało się, że
przez cały czas, gdy dziewczynek nie było w domu, zwyczajnie
zajmowały się puzzlami. A my wyobrażaliśmy sobie nie wiadomo co.
Dowiedzieliśmy się jeszcze jednego. Nie tylko Agnieszkę uspokaja
układanie puzzli. Wszystko się wyjaśniło. Prawie wszystko. Do
dziś nie wiemy, dlaczego dziewczynki tak bardzo opuściły się w
nauce i co się stało, że wszystko wróciło do normy.
środa, 5 kwietnia 2017
Jak wytłumaczyć dzieciom
Jak wytłumaczyć młodym ludziom, dlaczego w „słusznie minionych”
czasach nie raz stało się w kolejce do sklepu od piątej rano gdy
sklep otwierano o ósmej. Nie raz moje wnuczki pytały mnie o to,
zwłaszcza gdy spotykała się cała nasza rodzina i wszyscy
wspominali tamte czasy. Wyjaśniałam Agnieszce i Ani, że wtedy nie
kupowało się tego, co się chciało, a to co aktualnie było w
sklepie. Szczególnie dotyczyło to wszelkiego rodzaju sprzętu.
Wiele razy stało się w kolejce na przykład po pralkę, a kupiło
się na przykład wiertarkę. Takie czasy. Jednej rzeczy nie udało
mi się im wyjaśnić. Nasza miejscowość nie jest duża, więc gdy
w sklepie miał pojawić się jakiś niespotykany towar, wszyscy
wiedzieli o tym wcześniej. W taki właśnie sposób kupiliśmy
dywan. Wśród ludzi rozeszła się plotka, że do jednego ze sklepów
przywiozą dywany. Sklep otwierano o ósmej, ale kolejka ustawiała
się od trzeciej rano. Coś jak w dzisiejszych czasach po bilety na
jakiś koncert. Okazało się, że przywieziono jeden dywan.
Kilkanaście osób w kolejce po jeden dywan. Tego właśnie nie
mogłam wyjaśnić moim wnuczkom. Nie raz próbowałam, na wszystkie
sposoby jakie tylko przyszły mi do głowy. Ostatnio w ofercie firmy
Trefl pojawiła się gra „Kolejka” z dodatkiem „Ogonek”
Zamówienie przyszło na drugi dzień. O ile podstawowa wersja dobrze
oddaje realia życia w tamtych czasach i na jej podstawie mogłam
wytłumaczyć dzieciom o co chodziło, to moim skromnym zdaniem,
dodatek zbyt dokładnie przedstawia możliwości spekulacji,
szczególnie jeśli chodzi o „walutę zastępczą kupioną w
sklepie monopolowym” Powiecie, takie były czasy. Zgoda, ale teraz
mamy inne i powinniśmy uczyć dzieci uczciwości i poszanowania
prawa, a nie pokazywać im możliwości jak to omijać. To jest tylko
moje zdanie i dlatego dodatek do gry nie został przeze mnie włączony
do naszej rozgrywki. Może kiedyś, ale jeszcze nie teraz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)