piątek, 28 kwietnia 2017

Wycieczka następnej klasy

 Znowu wycieczka. W dzisiejszych czasach dzieci mają więcej wolnego w szkole niż nauki. Święta, ferie, wakacje, długie weekendy i masę innych dni, gdy nie idą do szkoły. Jak każdego roku, czwarte klasy jadą do prywatnego muzeum rozrywki. Jak zapewne pamiętacie, podobną placówkę otworzył zaprzyjaźniony kolekcjoner zabawek, z tą różnicą, że on wystawiał tylko gry i puzzle. W tym, do którego jadą uczniowie, oprócz tych rzeczy można zobaczyć wszystkie przedmioty służące rozrywce. Z ulotki wiadomo, że otwarta została nowa sala. Znajdują się w niej najstarsze znalezione zabawki i gry. Podobno najstarsza jest szmaciana lalka z początków dziewiętnastego wieku. A właśnie. Zostałam poproszona o udział w tym wyjeździe jako opiekunka. Pojechaliśmy w miniony poniedziałek. O szóstej rano wszyscy stawili się pod szkołą. Jazda trwała prawie trzy godziny. Po drodze śpiewaliśmy piosenki, opowiadaliśmy różne historie i podróż minęła bardzo przyjemnie. Na miejscu czekał na nas przewodnik, ten sam co rok temu. Pierwszą salą, którą zwiedzaliśmy była ta nowo otwarta. Była tam wspominana przeze mnie lalka i faktycznie w opisie podawano, że pochodzi z dziewiętnastego wieku. Jak dla mnie była zbyt nowa, ale co ja tam wiem. Podczas zwiedzania widzieliśmy najróżniejsze gry i zabawki. Niektóre pamiętam z czasów mojej młodości. Salę z kategorią wiekową +18 oczywiście minęliśmy, a jak nie trudno się domyślić właśnie o niej dzieci najwięcej chciały się dowiedzieć. Przewodnik tylko się uśmiechnął i poszliśmy dalej. W sali z najnowszymi eksponatami zobaczyłam dobrze znaną mi grę „Kolejka” wraz z dodatkiem, który nazywa się „Ogonek” Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi. Jest to symulacja realiów życia w czasach PRL-u. Handel, kolejki w sklepach, a wraz z dodatkiem dochodzą jeszcze bazary i wszystkie ciemne interesy z tym związane. Powtórzę jeszcze raz. Nie wydaje mi się, że kategoria wiekowa +12 jest odpowiednia dla tej gry, szczególnie dodatku, ale producenci wiedzą lepiej. Odnośnie tej gry dzieci również miały wiele pytań. Jak zawsze po wycieczce będzie wypracowanie na jej temat. Zobaczymy o czy uczniowie będą pisać.  

środa, 26 kwietnia 2017

Święto 3 Maja

 Zbliża się początek maja. Ponieważ większość klasy Agnieszki należy do harcerzy, to właśnie oni będą mieli przyjemność zorganizować uroczysty apel z okazji święta 3 Maja. Wszyscy wiemy jak wygląda taki apel. Wiersze, piosenki patriotyczne i prezentacja znaczenia Konstytucji 3 maja dla Polski. To taki ogólny plan. Agnieszka najbardziej obawiała się roli narratora. Na szczęście ten zaszczyt przypadł nauczycielce. Dzieciom pozostało przygotować resztę. Najgorzej było wybrać wiersze i piosenki. Odbyło się zebranie na którym harcerze ustalili jakie utwory będą wykorzystane. Pozostało tylko znaleźć teksty i nauczyć się ich. Większości uczyli się na lekcjach muzyki, więc wszyscy mieli łatwiej. Przygotowania i próby zaczęły się już w poniedziałek. Po szkole Agnieszka przyszła do nas i poprosiła o pomoc w znalezieniu tekstów wszystkich piosenek i wierszy. Było tego trochę, więc zgodziłam się pomóc. Okazało się, że kilku z nich jeszcze nie znają i trzeba było je przećwiczyć. Umówiła się z koleżankami i cała nauka odbyła się u nas. Dom jest duży, więc nie było kłopotu. Jedna z koleżanek uczęszcza na lekcje gry na gitarze. Przyniosła ją i takim sposobem miały swój podkład muzyczny. Po kilku próbach grała jak zawodowiec. Po całym popołudniu ćwiczeń przyszła pora na przerwę. Ale Agnieszka zaprosiła całe towarzystwo do swojego pokoju i kontynuowały śpiewanie. Trochę się zdenerwowałam. W końcu jak przerwa, to przerwa. Zrobiłam herbatę, przygotowałam ciasto, a one tak po prostu poszły do innego pokoju. Nic z tego. Prawie siłą musiałam wyciągnąć dziewczynki z pokoju, ale w końcu mi się udało. Nie pozwoliłam już, aby dalej ćwiczyły. Każdemu należy się odpoczynek. Zaprosiłam wszystkich na rozgrywkę w „Kalejdoskop 50 gier” Niechętnie ale się zgodziły. Cały wieczór grałyśmy i układałyśmy puzzle. Chciałam pokazać im grę „Kolejka” ale nie było tyle czasu, żeby w pełni cieszyć się rozgrywką. Obiecały, że następne próby będą trwały najdłużej dwie, trzy godzinki. Zobaczymy, czy dotrzymają słowa.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Wymiana jakby członka rodziny

 W życiu każdego człowieka nadchodzi taka chwila, gdy trzeba się rozstać z jakąś bardzo cenną rzeczą. Dla różnych osób są to różne rzeczy. Nie mówię tu o wartości materialnej, ale sentymentalnej. Może to być na przykład lalka, czy zestaw puzzli. Dlaczego akurat te przedmioty. Moja córka trzyma pierwszą lalkę jaką dostała od nas, pamiętam, że na piąte urodziny. Najcenniejszym zestawem w kolekcji Agnieszki jest ten, który otrzymała od wujka Sławka gdy pierwszy raz do nas przyszedł. Kawałeczki są połamane i poklejone. Wiele razy chcieliśmy kupić jej nowy zestaw. Zawsze mówiła, że nie jest ważne jak wygląda, ale od kogo go dostała. W przypadku mnie i męża taką rzeczą jest, a właściwie było, nasze auto. Było świadkiem wielu emocjonujących chwil z życia całej naszej rodziny. Psuło się już wiele razy, i za każdym razem mieliśmy go wymienić, ale po naprawie rezygnowaliśmy z tego pomysłu. To jakby wymienić członka rodziny. Jednak ostatnie wydarzenia sprawiły, że nie mieliśmy innego wyjścia. Kilkanaście lat temu brat męża dostał bardzo dobrą pracę nad morzem. Jego firma przenosiła siedzibę czy jakoś tak. Od tamtego czasu widzieliśmy się może z 5 razy. Nadszedł czas na odwiedziny. Niestety w połowie drogi nasze auto zepsuło się. Pomoc drogowa odstawiła go do warsztatu. Spędziliśmy w hotelu dwa dni czekając na jakieś wiadomości. Okazało się, że naprawa przewyższa wartość auta a niektóre części są nie do zdobycia, nawet na złomowiskach. Po prostu auto jest zbyt stare. Na dodatek dzieci dostarczały dodatkowego stresu. Na szczęście spakowałam zestaw „Kalejdoskop 50 gier” od Trefla. Nigdy nie wybieram się w podróż bez takiego zabezpieczenia. To odwróciło ich uwagę od naszych kłopotów. Do domu wracaliśmy pociągiem. W najbliższych dniach planujemy wybrać się do jakiegoś salonu. Jest kilka w okolicy, więc będzie z czego wybrać. Żadnych używanych aut. Kupilibyśmy jakiś złom do którego od samego początku trzeba będzie dokładać pieniądze. Widziałam już takie sytuacje. Dziękuję, ale nie.  

piątek, 21 kwietnia 2017

Jak wypełniać wniosek

 Tak dla przypomnienia. Dwójka z moich wnuczków w tym roku została zapisana do przedszkola. Jak zawsze przy wypełnianiu wniosku, można było podać osoby upoważnione do odbierania dzieci. Córka uznała, że ponieważ nie pracuje, nie musi nikogo wpisywać. Tłumaczyliśmy jej, że to na wszelki wypadek, ale ona się uparła. Kilka miesięcy później znalazła odpowiadającą jej pracę i zaczęły się kłopoty. Praca na miejscu, więc mogła sama zaprowadzić dzieci, ale ktoś inny musiał je odbierać. Padło na mnie. Już pierwszego dnia przedszkolanka musiała dzwonić do niej, aby wyraziła zgodę aby mogła odebrać dzieci. I tak cały tydzień. Córka dalej upierała się, że przecież wszyscy wiedzą, że jestem ich babcią to dlaczego są takie kłopoty. Po pięciu telefonach szef córki zaczął mieć coś przeciwko załatwianiu prywatnych spraw w czasie pracy i wtedy dopiero poszliśmy do przedszkola uzupełnić wniosek. Wpisano mnie, mojego męża i oczywiście tatę dzieci. Najczęściej ja je odbieram i nigdy nie ma z tym kłopotu. To znaczy nie było. Ostatnio dzieci opowiadały o ulubionych filmach. Okazało się, że większość bardzo lubi animowany film „Auta” Na drugi dzień przedszkolanki przygotowały zestawy „Auta puzzle sensoryczne- Fun for everyone” i talie tematyczne właśnie z tego filmu. Dzieciom tak się to spodobało, że za żadne skarby nie chciały iść do domu. Reakcja rodziców była różna. Jedni chcieli zabrać dzieci na siłę co kończyło się płaczem, inni krzyczeli, jeszcze inni obiecywali złote góry. Nic nie pomagało. Przedszkolanki obiecały dzieciom, że ponieważ dziś nie skończyły układać zestawów, dokończą wszystko na drugi dzień. Dopiero to pomogło. Przedszkolaki nie były zachwycone, ale w końcu wszyscy poszli do domu. Dzieci nie mogły się doczekać kolejnego dnia. Tym razem dokończyły układanie i z radością wracały do domu. Jak widać, z odpowiednim podejściem można dzieci do wszystkiego namówić.  

wtorek, 18 kwietnia 2017

Jak zapanować nad dziećmi

 Jak to mówią, święta, święta i po świętach. Dla każdego ten okres oznacza co innego. Dla jednych są to dodatkowe wolne dni w pracy, dla innych okazja do jakiegoś wyjazdu, a dla jeszcze innych czas świąt to uczestnictwo w nabożeństwach, święcenie pokarmów, rozmyślania na temat znaczenia tych świąt i spotkanie z rodziną. Te ostatnie, od zawsze były wpisane w tradycję każdych świąt. Zjeżdżała się cała rodzina, czasem atmosfera była spokojna i rodzinna, a czasem od razu po pojawieniu się gości wybuchały awantury i trzeba było wszystkich uspokajać. W tym roku, oprócz całej rodziny zaprosiliśmy kilku przyjaciół oczywiście z dziećmi. Wyobraźcie sobie, nasza piątka i dodatkowa czwórka gości. Dziewiątka młodych ludzi, którzy chcą wszystko wiedzieć, wszystko widzieć i wszędzie ich pełno. Można powiedzieć tak: dorośli zachowywali się nadzwyczaj spokojnie, rodzinna atmosfera, żadnych kłótni. Dzieci nadrabiały to z nawiązką. Bieganie w jedną i w drugą stronę, wrzaski i płacz. Wiedzieliśmy, że dzieci będzie tak dużo, więc już wcześniej przygotowaliśmy się trochę. Żeby zająć czymś taką gromadkę zawsze wystarczyło kupić jakiś duży zestaw puzzli lub grę. Myśleliśmy, że „Kalejdoskop 50 gier” wystarczy aby się to udało, ale nawet firma Trefl nie ma w swojej ofercie czegoś, co mogłoby zająć taką bandę. Okazało się, że jest coś takiego, a właściwie ktoś. Jedna osoba spóźniła się na obiad, osoba, której zawsze udawało się zapanować nad dziećmi. Nie ważne ile ich było. Gdy się pojawi, dzieci zmieniały swoje zachowanie tak, jakby nie chciały pokazać, że mogą być niegrzeczne. Mowa oczywiście o wujku Sławku. Zawsze miał dobry wpływ na dzieci. Zobaczcie. Osoba, która w przeszłości nie należała do najgrzeczniejszych, która była uważana przez większość rodziny za kogoś, kogo nie warto przedstawiać znajomym zdobyła największy szacunek wśród dzieci. Zaraz po przyjściu mali domownicy zaprosili go do swojego pokoju i od tej pory panowała kompletna cisza, jakby dzieci w ogóle nie było. Nikt nie wie jak on to robi, ale ważne, że działa.

piątek, 14 kwietnia 2017

Przeszły samych siebie

 Witajcie. Dziś jest jeden z takich dni, gdy nie za bardzo jest czas by coś napisać, ale znalazłam chwilkę żeby opowiedzieć Wam co mi się przydarzyło. Jak zwykle przed świętami, każdy robi wielkie porządki, piecze ciasta, babki i makowce. U mnie jest tak samo. Niestety w domu mam dzieci, które jak wiadomo zrobią wszystko, albo prawie wszystko, żeby pomagać w tych czynnościach. Wszyscy wiecie jak taka pomoc wygląda. Najpierw się sprząta, później poprawiają dzieci, a następnie ja poprawiam po nich. Gdyby nie sprzątać przez cały rok, jest większy porządek niż po jednodniowej pomocy dzieci. W tym roku było jeszcze gorzej. Ponieważ mamy dość duży dom, sprzątanie musiało się rozpocząć kilka dni wcześniej, szczególnie, że wiedziałam jak wszystko będzie wyglądać po pomocy dzieci. Zaczęłam od zabezpieczenia szafek. Na każdych drzwiczkach założyłam gumki, żeby nie można było ich otworzyć. To zdało egzamin. Niestety tylko na początku. Najmłodsza dwójka moich kochanych wnuków zobaczyła w jaki sposób ja je otwieram i gdy tylko wyszłam z kuchni zrobiły tak samo. Po moim powrocie wszystko leżało na podłodze. Trochę się zdenerwowałam, ale dzieci obiecały, że to się już nie powtórzy, więc jako dobra babcie nie powiedziałam nikomu o tym co się stało. Wizyta w sklepie była nieunikniona. Oprócz potrzebnych rzeczy, żeby odwrócić uwagę dzieci od przygotowań do świąt, kupiliśmy zestawy puzzli oraz nowość w ofercie firmy Trefl, grę towarzyską „Ego” Do opieki podczas naszych zajęć, oddelegowaliśmy dziadka, który i tak tylko nam przeszkadzał. Przez kilka dni nasz sposób działał. W dniu gdy zaczęłyśmy z córką piec ciasta, dzieci przestały interesować się grami. Przygotowałyśmy trzy ciasta. Trzeba było jeszcze tylko wstawić je do pieca, żeby się upiekły. Niestety nasi pomocnicy to zauważyli. Nie wiadomo jak, ale przy ich pomocy wszystkie trzy, razem z obrusem, wylądowały na podłodze. Zaczęły się krzyki, więc jako dobra babcia musiałam stanąć w obronie dzieci. Udało się. Takim sposobem, od niepamiętnych czasów, w tym roku wszystkie nasze ciasta będą kupione w cukierni.

środa, 12 kwietnia 2017

Po co się gra?

 Od zawsze lubiłam piłkę nożną. Ale nie tą światową, tylko taką na poziomie ligi okręgowej. Ktoś powie: co to za różnica. przecież w obydwu przypadkach dwudziestu dwóch zawodników biega za piłką przez 90 minut. Zgoda, ale mnie nie podobają się motywy dla których ci zawodnicy grają. Zauważcie, że zawodnicy z najwyższych lig co chwila przechodzą do innych drużyn. Co chwila słyszymy, że transfer zawodnika wart był ileś milionów. Gra dla pieniędzy. Kto daje więcej, dla tego się gra. Wiadomo, że nikt się do tego nie przyzna, ale niestety tak jest. Klasa A czy B to co innego. Zawodnicy grają dla samej gry, nie dla pieniędzy. Przykład, nasza drużyna. Powstała w 1950 roku. Od tamtego czasu tylko kilka razy graliśmy w A klasie. Działo się tak, gdy zmieniał się trener, lub gdy za dużo nowych zawodników pojawiało się w podstawowym składzie. Wiadomo, starzy odchodzą, ktoś musi ich zastąpić. Kilka lat temu, na początku sezonu właściciel drużyny oznajmił, że za wygrany mecz będą wypłacane pieniądze, a specjalna premia za strzelenie bramki. Na boisko wybiegało 11 graczy, zamiast całej drużyny. Dlaczego? Każdy chciał za wszelką cenę strzelić bramkę, żeby dostać premię. Drużyna się rozsypała. Nawet zawodnicy to zauważyli. Pieniądze były tylko przez jeden sezon. Ale dość tej analizy. Od niepamiętnych czasów starałam się być na każdym meczu. Niestety moje dzieci też. Na początku wnuki zostawały u koleżanek. Ale jak można podrzucać dzieci do obcych ludzi a samemu iść na mecz. Ktoś musiał zrezygnować. Padło na mnie. Gdy rodzice szli na mecz, dzieci przychodziły do nas. Układaliśmy puzzle, a ostatnio zaczęliśmy przeglądać zestaw o nazwie „Kalejdoskop 50 gier” Jak sam tytuł wskazuje w pudełku jest 50 wersji rozgrywek. Trochę nam zajmie zapoznanie się z wszystkimi i wybranie ulubionych, w które będziemy grać. Jak się nie uda, zawsze można zagrać w starego, dobrego „Piotrusia” którego tematów jest do wyboru, do koloru.  

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Wymarzony dom

 Ostatnio moja córka wróciła z pracy wyjątkowo szczęśliwa. Oznajmiła, że ma niespodziankę, ale musi najpierw porozmawiać z mężem. Takie szczęśliwe powroty zdarzały się przez cały tydzień. Jednak w miniony piątek wróciła dopiero wieczorem, na dodatek cała zapłakana. Wyobrażaliśmy sobie najgorsze. Może straciła pracę, może ją ktoś okradł gdy wracała do domu. Nic z tych rzeczy. To były łzy radości. Opowiedziała, że w jednej z gazet znalazła ogłoszenie o sprzedaży domu. To właśnie o tym chciała porozmawiać z mężem. Własny domek to było jej marzenie od dawna, a dziś jest bliska jego zrealizowania. A łzy? Tego właśnie dnia, razem z najlepszą przyjaciółką pojechała obejrzeć dom z ogłoszenia. Gdy zaczęła o nim opowiadać, myślała, że to jakiś niesamowity pałac. Wszystko wspaniałe, piękne i w ogóle. Później okazało się, że trzeba będzie wymienić okna. Po obejrzeniu zdjęć, które zrobiła będąc koło domu, pojawił się jeszcze jeden mały problem. Trzeba będzie wymienić dach. Nie żeby przeciekał albo coś takiego, ale dom przykryty jest materiałem, który według przepisów, nie może być używany. Na każdą próbę pokazania minusów kupienia domu w takim stanie, córka reagowała zawsze tak samo: bo ty wiesz wszystko na przód. Taki mam charakter, że przy każdym ważniejszym wydarzeniu, najpierw szukam problemów, które moim zdaniem mogą się pojawić. Niestety tylko ja. Inni widzieli same plusy. Dzieci będą miały dużo większe pokoje niż teraz. Większy pokój to większe ściany. Agnieszka będzie miała gdzie wieszać ułożone zestawy puzzli, a każdy z nich jest większy od poprzedniego. Talie tematyczne nie będą już leżeć w szufladach. Szczególnie ta z filmu „Auta” Zawsze gdy ktoś nas odwiedza, Agnieszka prawie zmusza wszystkich do obejrzenia jej kolekcji. Jeszcze raz powtórzę. Moim zdaniem kupienie domu w takim stanie to zły pomysł. Obym się myliła. Niestety w wielu wypadkach mam rację. Niestety.

piątek, 7 kwietnia 2017

Kłopoty

 Agnieszka zawsze była dobrą uczennicą. Jednak ostatnio jej wyniki w nauce bardzo się pogorszyły. Ale nie tylko jej. Rodzice jej koleżanek też zauważyli taką sytuację u swoich córek. Często znikają z domu na kilka godzin, albo wracają później ze szkoły. Ostatnio zauważyłam, że na drzwiach naszego garażu pojawiła się nowa kłódka. Taka sytuacja trwała przez jakiś miesiąc. Agnieszka cały czas chodziła zła i na każde słowo reagowała tak samo. Krzykiem. Nic nie pomagało. Ani próby rozmowy, ani puzzle, na które zawsze można było liczyć. W żaden sposób nie można było się dowiedzieć co się stało. Gdy próbowałam pytać koleżanki Agnieszki, dlaczego tak się zachowują, zrobiły mi ogromną awanturę. Tydzień temu wszystko się zmieniło. Wszystkie dziewczynki zaczęły się dobrze uczyć, stały się miłe i pomocne. Ale znikanie z domu zostało. Okazało się, że cały czas gdy nie było ich w domu, spędzały w garażu. Nawet wtedy był on zamknięty, tylko od środka. Nie wiedziałam nawet, że jest taka możliwość. Jak to zwykle bywa od razu przychodziły na myśl najgorsze rzeczy, które dziewczynki mogły tam robić. I tym razem nie można było się tego dowiedzieć. Pytane, tylko się uśmiechały, co było jeszcze bardziej denerwujące i tajemnicze. Któregoś ranka, gdy przygotowywałam pranie, znalazłam w kieszeni spodni Agnieszki klucze do garażu. Wiem, że nie powinno się sprawdzać co kto ma w kieszeniach, ale odkąd wyprała się cała emerytura męża, podczas przygotowywania prania zawsze to robię. Co do kluczy, to postanowiłam zajrzeć do garażu. Ciekawość wzięła górę. Na ogromnym stole leżał zestaw puzzli. Okazało się, że przez cały czas, gdy dziewczynek nie było w domu, zwyczajnie zajmowały się puzzlami. A my wyobrażaliśmy sobie nie wiadomo co. Dowiedzieliśmy się jeszcze jednego. Nie tylko Agnieszkę uspokaja układanie puzzli. Wszystko się wyjaśniło. Prawie wszystko. Do dziś nie wiemy, dlaczego dziewczynki tak bardzo opuściły się w nauce i co się stało, że wszystko wróciło do normy.  

środa, 5 kwietnia 2017

Jak wytłumaczyć dzieciom

 Jak wytłumaczyć młodym ludziom, dlaczego w „słusznie minionych” czasach nie raz stało się w kolejce do sklepu od piątej rano gdy sklep otwierano o ósmej. Nie raz moje wnuczki pytały mnie o to, zwłaszcza gdy spotykała się cała nasza rodzina i wszyscy wspominali tamte czasy. Wyjaśniałam Agnieszce i Ani, że wtedy nie kupowało się tego, co się chciało, a to co aktualnie było w sklepie. Szczególnie dotyczyło to wszelkiego rodzaju sprzętu. Wiele razy stało się w kolejce na przykład po pralkę, a kupiło się na przykład wiertarkę. Takie czasy. Jednej rzeczy nie udało mi się im wyjaśnić. Nasza miejscowość nie jest duża, więc gdy w sklepie miał pojawić się jakiś niespotykany towar, wszyscy wiedzieli o tym wcześniej. W taki właśnie sposób kupiliśmy dywan. Wśród ludzi rozeszła się plotka, że do jednego ze sklepów przywiozą dywany. Sklep otwierano o ósmej, ale kolejka ustawiała się od trzeciej rano. Coś jak w dzisiejszych czasach po bilety na jakiś koncert. Okazało się, że przywieziono jeden dywan. Kilkanaście osób w kolejce po jeden dywan. Tego właśnie nie mogłam wyjaśnić moim wnuczkom. Nie raz próbowałam, na wszystkie sposoby jakie tylko przyszły mi do głowy. Ostatnio w ofercie firmy Trefl pojawiła się gra „Kolejka” z dodatkiem „Ogonek” Zamówienie przyszło na drugi dzień. O ile podstawowa wersja dobrze oddaje realia życia w tamtych czasach i na jej podstawie mogłam wytłumaczyć dzieciom o co chodziło, to moim skromnym zdaniem, dodatek zbyt dokładnie przedstawia możliwości spekulacji, szczególnie jeśli chodzi o „walutę zastępczą kupioną w sklepie monopolowym” Powiecie, takie były czasy. Zgoda, ale teraz mamy inne i powinniśmy uczyć dzieci uczciwości i poszanowania prawa, a nie pokazywać im możliwości jak to omijać. To jest tylko moje zdanie i dlatego dodatek do gry nie został przeze mnie włączony do naszej rozgrywki. Może kiedyś, ale jeszcze nie teraz.