Jutro najważniejszy dzień w życiu córki naszej sąsiadki. Chyba
każda przyszła panna młoda ma jakieś wyobrażenia co do swojego
idealnego ślubu. Niektóre marzenia nie są całkiem realne, ale
nasza Justynka nie ma aż takich wymagań. Ustrojony kościół,
długa biała suknia i mnóstwo gości, którzy po weselu nie będą
pamiętali tylko tego co się nie udało. Ale przede wszystkim marzy
o długim i szczęśliwym życiu u boku swojego męża. Małe
wymagania. Prawda? Przygotowania trwają od 2 miesięcy. Termin
ślubu, wynajęcie sali, opłacenie orkiestry to tylko najważniejsze
rzeczy. Chyba najgorszą sprawą podczas każdego wesela jest
ustalenie listy dań. Nie raz byłam w tej sytuacji. Oczywiście
można iść do jednej z firm organizujących przyjęcia weselne.
Wchodzi się do biura jak do sklepu, przeglądamy katalogi z
ofertami. Hasło „Poproszę przyjęcie weselne” kasa na stół i
to wszystko czym musimy się zająć. Jednak para młoda od razu
zrezygnowała z tego pomysłu. Woleli wszystko zorganizować sami.
Sami, tak się tylko mówi. Strojenie kościoła i sali, pieczenie
ciast i gotowanie, obsługa. Kilkadziesiąt osób. Chcieli wesele w
dawnym stylu. Orkiestra zamiast didżeja, dania gotowane na miejscu
zamiast kateringu. Czyli było co robić. Największe awantury
wybuchały wśród osób odpowiedzialnych właśnie za listę dań.
Każda z pięciu osób miała inny plan. Na początku kłócili się
nawet o kolejność podawania. W akcję wkroczył pan młody.
Przyniósł gotową listę. Nikt się nie sprzeciwił. Na
zaproszeniach oprócz zwyczajowych informacji było życzenie, aby do
prezentu dołączyć jakąś grę, puzzle lub maskotkę. Wspominałam
o remoncie przedszkola. Postanowili, że wszystkie zabawki przekażą
właśnie tam. Od siebie obiecali zestawy „Vtech – tablet
przedszkolaka” Ponieważ większość nie bardzo wiedziała co
kupić, mama pana młodego przygotowała listę. Przy okazji to ona
jest dyrektorką przedszkola. Nie wiadomo dlaczego na liście
znalazły się tylko produkty firmy Trefl. Pytana o to odpowiedziała,
że chce dla dzieci to co najlepsze i nie może to być inna firma.
Jak mówiłam, uroczystości są jutro. Zobaczymy jak będzie.
piątek, 26 sierpnia 2016
wtorek, 23 sierpnia 2016
Niespodzianka
Wymiana mebli w pokojach dzieci. Zapewne wielu z Was powie: Co jest
takiego niezwykłego w przemeblowaniu, że aż trzeba o tym pisać?
Może macie trochę racji. W samym przemeblowaniu nie ma nic. Ważne
jest co innego. Przyczyna wymiany, skutek i sposób w jaki się ją
przeprowadza. Ale od początku. Moja koleżanka co roku zaraz na
początku wakacji wysyła swoje dzieci do dziadków na wieś na całe
dwa miesiące. Jak to zawsze mówiła, ma czas dla siebie. W tym roku
w ramach niespodzianki postanowiła wyremontować pokoje dzieci. Tu
dochodzimy do przyczyny wymiany. Koleżanka ma dwie córki. 16 letnią
Magdę i 13 letnią Karolinę. Magda bardzo często przeganiała
siostrę ze swojego pokoju, która pytana o powód wizyty
odpowiadała, że bardzo podobają się jej meble Magdy. Mają tyle
szuflad i półek, że miała by gdzie trzymać swoje ulubione puzzle
i lalki. Faktycznie, jest ich bardzo dużo. Od czasu kupienia owych
mebli Magda nigdy nie okazywała jakiejś szczególnej radości z
tego powodu, więc przeniesienie ich do pokoju Karoliny i kupienie
starszej córce nowych wydawało się dobrym pomysłem. To był
sposób. A teraz najgorsze. Skutki. Według mojej koleżanki wszystko
świetnie się udało. Kupno, transport i ustawianie poszło bardzo
szybko. Nawet sprzątanie w pokojach obu córek. Jak by się ktoś
pytał, to był to jeden jedyny raz. O ile Karolina bardzo ucieszyła
się z takiej niespodzianki to Magda od razu powiedziała co o niej
myśli. Nie napiszę co. Powiedzmy, że zrobiła ogromną awanturę
podczas której nikt nie przebierał w słowach. Młodsza córka od
razu zabrała się za układanie po swojemu lalek i puzzli na
półkach. Najważniejsze miejsce zajęły foto puzzle. Podczas
wycieczek zrobiła dużo zdjęć i najładniejsze zostało wysłane
do firmy zajmującej się produkcją foto puzzli. Magdzie trzeba było
kupić nowe meble. Tym razem sama wybrała wzór i kolor. Nie była
zła, że mama przemeblowała jej pokój tylko o to, że zrobiła to
bez jej wiedzy. Wszystko było by w porządku gdyby tylko w pokoju
Karoliny zostały wymienione meble.
niedziela, 21 sierpnia 2016
Już niedługo rok szkolny
Jeszcze niedawno wszyscy cieszyli się z rozpoczęcia wakacji, a już
tylko tydzień pozostał do rozpoczęcia roku szkolnego. Od kilku dni
w telewizji jest bardzo dużo reklam zaczynających się od słów:
Już niedługo rozpoczyna się rok szkolny. Niestety to prawda. Z
całą piątką dzieci wybraliśmy się na zakupy. Mieliśmy kupić
wszystko aby faktycznie być dobrzy przygotowanym do roku szkolnego.
Sami wiecie jak to jest. Książki, zeszyty, plecaki, ubrania i masę
innych rzeczy których wymienienie zajęłoby kilka godzin a i tak o
połowie z nich nikt by nawet nie pomyślał. Zaopatrzeni w
odpowiednią, według nas, ilość gotówki wybraliśmy się na
zakupy. Ale tym razem było trochę inaczej. Zamiast iść do
pierwszego sklepu kupienie wszystkiego najpierw czekała nas
wycieczka po wszystkich sklepach w celu „zbadania rynku” Jeden
głupi plecak może być w dwudziestu wzorach. Zaczęliśmy od zakupu
tej właśnie rzeczy. Było gorzej niż myślałam. Jak wzór się
podobał to kształt nie. Ilość kieszeni za mała, paski za
szerokie lub za wąskie. Chyba łatwiej jest kobiecie kupić buty co
z doświadczenia wiem, nie jest proste. Wreszcie się udało.
Jedenaście sklepów i sześć godzin chodzenia. Na kupno wszystkich
innych rzeczy nie starczyło już czasu. Na drugi dzień zaczęliśmy
wycieczkę od nowa. Tym razem poszło dużo szybciej. Rodzaje książek
i zeszytów były określone przez nauczycieli, więc wybór nie był
duży. Tylko wzór okładek zeszytów. Wpadliśmy na pomysł, że
skoro w centrum handlowym można kupić również zabawki,
postanowiliśmy złożyć zamówienie na zestawy „Foto puzzle – z
twojego zdjęcia” firmy Trefl. Podczas wyjazdów zrobiliśmy setki
zdjęć, więc było z czego wybierać. Zamówiliśmy sześć
zestawów puzzli. Dla każdego dziecka po jednym i największy ze
zdjęciem całej rodziny. Ten po ułożeniu zostanie oprawiony i
powieszony nad telewizorem. W sumie zakupy się udały. Wszystkie
nasze wnuki są przygotowane do pójścia do szkoły. Mam tylko
nadzieję, że w przyszłym roku nie trzeba będzie kupować nowych
plecaków.
czwartek, 18 sierpnia 2016
Podejście do pacjenta
Jak ja nie lubię szpitali. Miałam nieprzyjemność leżeć w
różnych szpitalach i na różnych oddziałach. Od zwykłego
szpitala miejskiego do kliniki uniwersyteckiej. Powiem szczerze:
różnica jest niesamowita przede wszystkim w podejściu personelu do
pacjenta. Nad sytuacją w miejskich szpitalach nie będę się
rozwodzić, bo po trzech zdaniach mogłabym zacząć płakać.
Klinika uniwersytecka to już inna bajka. Pielęgniarki są na każde
zawołanie. Wszystkie miłe, uśmiechnięte czasem nawet za bardzo.
Ostatnio, podczas mojego pobytu na jednym z oddziałów miałam
okazję spotkać jedną z takich osób. Studentka trzeciego roku
medycyny. Jak dobrze pamiętam, na imię miała Magda. Wiadomo, że
szpital to nie jest miejsce w którym na okrągło panuje radość.
Jednak gdy ona wchodziła na salę, nawet najsmutniejsi pacjenci
zaczęli się uśmiechać. Jej dobry nastrój udzielał się
wszystkim. Potrafiła przekazać złe wieści w taki sposób, że
każdy przyjmował je nie jak wyrok śmierci ale ze spokojem.
Najlepszym przykładem była taka sytuacja: Na łóżku obok od
prawie miesiąca leżała pacjentka, która miała duże kłopoty z
chodzeniem. W końcu lekarz obiecał jej wypisanie. Nie widziałam
jeszcze takiej radości. Niestety wyniki badań trochę jej się
pogorszyły i powrót do domu trzeba było odłożyć. Tą złą
wiadomość przyszła przekazać jej właśnie pani Magda. Można
sobie wyobrazić reakcję pacjentki na taką wiadomość. Pani Magda
poprosiła wszystkich o wyjście. Po 10 minutach wróciłyśmy na
salę z nastawieniem na zapłakaną pacjentkę. Ona jednak siedziała
na łóżku uśmiechnięta jak nigdy przedtem. Nigdy nie
dowiedzieliśmy się co usłyszała. No i odwiedziny. Personel nie za
bardzo chce wpuszczać na oddziały dzieci. Jednak w tym szpitalu
udało się uniknąć biegania po korytarzach i hałasu. Jedna z sal
została wyposażona w gry i puzzle. Podczas wizyt wszystkie dzieci
miały tam opiekę. Firma Trefl ma w swojej ofercie kilka ciekawych
pozycji. „Domino – świnka Peppa” to jedna z nich. Wszyscy
myśleli, że to właśnie Magda będzie się zajmować dziećmi,
jednak ona najwyraźniej była bardziej potrzebna na oddziale.
wtorek, 16 sierpnia 2016
Człowiek uczy się na błędach
15 sierpnia. W naszej parafii oprócz świąt ustawowych i
kościelnych mieliśmy jeszcze jedną okazję do świętowania. Jak
co roku tego właśnie dnia organizowane są gminne dożynki. Cała
organizacja imprezy w tym roku przypadła naszej miejscowości.
Wszyscy mieszkańcy włączyli się w przygotowania. Są to nasze
drugie dożynki organizowane u nas. Niestety poprzednie nie wypadły
tak jak wszyscy oczekiwali. W każdej parafii przebieg jest bardzo
podobny. Występy zespołów regionalnych, prezentacja wypieków i
potraw z danego regionu i loteria fantowa. Ponieważ w organizację
włączają się sponsorzy w naszej loterii nie ma losów pustych. O
tym fakcie kilka razy proboszcz przypominał przy okazji ogłoszeń.
W pechowych dla nas uroczystościach głównym sponsorem był jeden z
marketów więc nagrody były związane z jego ofertą handlową. Na
nasze nieszczęście jest to sklep spożywczy. Wstyd przyznać, ale
jednemu z uczestników loterii udało się wygrać przyprawę do
rosołu. Wtedy do akcji wkroczył nasz proboszcz i na ile to było
możliwe, uratował sytuację. Przerwał loterię. Wszyscy uczestnicy
byli zawiedzeni. Przez dwa tygodnie głównym tematem do śmiechu był
nasz sposób przygotowania nagród. Jak to mówią: człowiek uczy
się na błędach. W tym roku o sponsorowanie nagród w loterii
poproszono producenta gier i puzzli. Jako jedyny, ten zakład
uczestniczył w przygotowaniach wszystkich imprez. Tym razem dyrekcja
też nie zawiodła. Jako nagrody, ofiarowali swoje wyroby. W trakcie
loterii okazało się, że kilku uczestników wygrało najnowsze
produkty firmy Trefl „Domino – świnka Peppa” Ogłoszono, że
wśród nagród jest zestaw „Vtech – tablet przedszkolaka”
jednak nikomu nie udało się go wylosować. Nikt nie wiedział kto
jest sponsorem tych nagród. Po zakończeniu dożynek proboszcz
dziękował wszystkim organizatorom. Każdego wyczytał z imienia i
nazwiska. Każdego oprócz tajemniczego darczyńcy. Ten zastrzegł
sobie, że podczas podziękowań proboszcz wspomni tylko człowieka,
który chce zachować anonimowość. Jak to bywa w takich sytuacjach
wszyscy mieli swoje teorie, kto może być tym człowiekiem. Myślę,
że tylko jedna osoba to wie.
piątek, 12 sierpnia 2016
Obiecanki cacanki
Po tylu dniach deszczu i wiatrów nadszedł czas na posprzątanie
ogrodu. Najwięcej było połamanych gałęzi. Okazało się, że
oprócz gałęzi w naszym ogrodzie znalazło się również sporo
innych śmieci przyniesionych przez wiatr. Tak było u wszystkich.
Najgorzej mieli ci, którzy obok swoich domów mieli stare drzewa.
Wiele z nich było puste w środku i podczas silnych wiatrów
stanowiły zagrożenie. Wiele razy pisaliśmy do gminy prośby o
wycięcie takich drzew, ale wszystkie nasze wysiłki okazały się
daremne. Wszystko się zmieniło w zeszłym tygodniu. Podczas jednej
z takich wichur odłamała się gruba gałąź i przygniotła jeden z
zaparkowanych samochodów. Na szczęście był pusty. Wtedy nasi
kochani urzędnicy zarządzili wycinkę niebezpiecznych drzew. Jak to
mówią: lepiej późno niż wcale. Wiedzieliśmy kiedy to ma
nastąpić, więc ze sprzątaniem wszyscy się wstrzymali. Zarządzono
wycinkę a nie sprzątanie gałęzi. Najgrubsze zostały zabrane, a
resztę panowie z nadleśnictwa zostawili na ulicy. Wtedy mieszkańcy
zabrali się za sprzątanie. Jak to w naszej rodzinie bywa, wszyscy
chętnie zaoferowali pomoc. Jednak jak przyszedł dzień sprzątania
każdy próbował wymigać się od spełnienia obietnicy. Dzieci
jeszcze mogę zrozumieć. Wiadomo, że od porządków wolą zagrać w
jakąś grę albo ułożyć puzzle. Ponieważ w ofercie firmy Trefl
pojawiły się nowe produkty była to jeszcze większa pokusa. Żeby
dzieci miały co robić w deszczowe dni kupiliśmy „Domino –
świnka Peppa” i karty „Avenges – gra Piotruś” ale okazało
się, że w swojej kolekcji mają jeszcze zestawy puzzli, których
nie zdążyły ułożyć podczas wyjazdu na urlop. Z doświadczenia
wiem, że dzieci zamiast pomagać w porządkach tylko przeszkadzają.
Może i lepiej, że zajęły się puzzlami. Jednak nie wiem dlaczego
dorośli chcieli się wykręcić od pomocy. Jedni mieli dużo pracy,
inni nie mieli czasu. Obiecać zawsze można, prawda? I takim
sposobem razem z mężem zabraliśmy się do sprzątania. Po godzinie
wszyscy, którzy obiecali pomoc, pojawili się. Całe sprzątanie
zajęło nam pół dnia. Mam nadzieję, że następnym razem wichury
ominą naszą miejscowość.
środa, 10 sierpnia 2016
Profesjonaliści
Chyba pierwszy raz w historii zdarza się tak, że jeden remont
przeprowadzają dwie firmy. A żeby było ciekawiej, z jedną z nich
rozwiązano umowę z powodu profesjonalnego podejścia do
powierzonego zadania. Ale od początku. Od zawsze życie w naszej
miejscowości toczyło się swoim, powolnym rytmem. Żadnych
poważnych zmian, wszyscy wszystkich znali. Taka większa rodzina.
Jednak kilka lat temu w naszej miejscowości został otwarty oddział
fabryki zabawek i puzzli. Na początku nic wielkiego. Dwie hale
produkcyjne i mały biurowiec. Jednak z biegiem zakład zaczął się
rozrastać. Coraz więcej miejsc pracy, a co za tym idzie coraz
więcej ludzi zaczęło się u nas osiedlać. I takim sposobem nasz
powolny i spokojny rytm niespodziewanie przyspieszył. Co chwila
pojawiały się nowe twarze. Okazało się, że nasze przedszkole nie
jest w stanie przyjąć wszystkich dzieci. Było za małe. W zeszłym
roku, z nastaniem nowego dyrektora zaczął się remont. Trwał
jakieś dwa miesiące. W tym roku dyrekcja zakładów pracy
oznajmiła, że z powodu przyjęcia do pracy dużej ilości młodych
ludzi potrzebny będzie żłobek. Jedynym rozsądnym miejscem na taką
placówkę było przedszkole. I tu dochodzimy do kolejnego remontu.
Został ogłoszony przetarg. Zwycięzca otrzymał zadanie
wyremontowania jednej z sal i przystosowania jej do wymogów
unijnych. Jednym z punktów umowy była wymiana wszystkiego. Niestety
pracownicy podeszli do tego zbyt profesjonalnie i już pierwszego
dnia przez okno wyleciało całe wyposażenie sali. Meble, dywany,
gry, puzzle. Nawet te najnowsze, które zostały zakupione w zeszłym
roku. Zostały tylko ściany. Nic z wyrzuconych rzeczy nie nadawało
się do użytku. Właśnie za tak „sumienne” podejście
rozwiązano umowę z firmą. Kolejny wykonawca trzymał się już
ustalonych warunków. Wszystkie zakłady pracy włączyły się w
odbudowywanie wyposażenia. Gry, puzzle i zabawki firmy Trefl trafią
na nowe półki dzięki hojności wszystkich mieszkańców i
zakładów. „Domino – świnka Peppa” albo seria gier w
Piotrusia na przykład „Gdzie jest Dory? – gra Piotruś” to
tylko niektóre z propozycji. Na razie terminem otwarcia żłobka
jest początek października.
piątek, 5 sierpnia 2016
Pakowanie
Najpierw małe usprawiedliwienie, żeby nikt nie posądził mnie o
jakąś obsesję na punkcie porządków. Jasne jest, że jak jest
bałagan to trzeba posprzątać dokładniej, ale nawet sobie nie
wyobrażacie jaki bajzel można zrobić rozpakowując się po
przyjeździe z urlopu. Przy pakowaniu zresztą też. Zaczyna się
zwyczajnie. Plany, rezerwacje hotelu i pakowanie. Podczas tego
ostatniego nikt już nie zważa na porządek. To co nadaje się do
zabrania jest składane i wkładane do walizki, a to co nie ląduje
na podłodze. Po przekopaniu wszystkich szaf i szuflad okazuje się,
że na dnie walizki jest tylko kilka rzeczy. Czas wybrać się na
zakupy. Całe szczęście, że rodzice i dziadkowie posiadają karty
kredytowe. Nie żebym się chwaliła. W dzisiejszych czasach nie jest
to jakimś szczególnym osiągnięciem. Ale czasem możliwość
debetu się przydaje. Dobrze, że mieszkamy w małej miejscowości i
sklepów z ubraniami mamy „tylko” kilkanaście i to nie daleko od
siebie. Po spędzeniu całego dnia na zakupach okazuje się, że
oprócz ubrań trzeba jeszcze kupić coś, co pozwoli na zajęcie
dzieci podczas podróży. Wybór pada na puzzle i gry. Jak zwykle
firma Trefl staje na wysokości zadania i to właśnie jej produkty
są w centrum naszych zainteresowań. Musiało to być coś z kartami
więc kupiliśmy zestawy „Avenges – gra Piotruś” i „Gdzie
jest Dory? – gra Piotruś” W tym roku postanowiliśmy z mężem
zostać w domu. Godzinę po wyjeździe zadzwoniła wnuczka z prośbą
o posprzątanie jej pokoju, bo pakowanie tak ją pochłonęło, że
zapomniała. Zajęło mi to pół dnia. Po ich powrocie było jeszcze
gorzej. Nie tylko pokoje były do sprzątania, ale jeszcze kuchnia i
łazienka. Wszędzie było pełno ubrań, zabawek i części gier,
które kupiliśmy przed wyjazdem. Tym razem pokoje wszystkie dzieci
musiały sprzątać same. W ciągu tego miesiąca cały dom był
sprzątany dwa razy. Od piwnicy po strych. Okazało się, że brakuje
ulubionego misia Ani. Przeszukaliśmy wszystkie pokoje. Po tygodniu
znalazłam go w piwnicy. Musiała go zgubić podczas pakowania
walizek do samochodu. Na szczęście się odnalazł.
środa, 3 sierpnia 2016
Kolejna impreza
Połowa wakacji. Jak co roku nasz sołtys zorganizował imprezę z
tej właśnie okazji. U nas każda okazja jest dobra na świętowanie.
Początek wakacji, połowa i zakończenie i wiele innych. Wymienienie
wszystkich zajęło by cały dzień. Większość finansują zakłady
pracy. Mamy ich aż cztery. Jeden nowy. Zajmuje się produkcją
wszelkiego rodzaju szyb do okien i samochodów. Oczywiście z okazji
otwarcia też zorganizowano imprezę, ale na tę wstęp mieli tylko
przyszli pracownicy no i rzecz jasna dyrekcja. Organizacja na
najwyższym poziomie. Spotkania, występy, jednym słowem zabawa na
całego. Wszyscy spodziewali się ton śmieci po zakończeniu, ale
okazało się na drugi dzień, że nie było nawet jednego kubka.
Jakby nie było żadnej imprezy. Wróćmy do sołtysa. Jak zwykle dla
każdej kategorii wiekowej było przygotowane coś specjalnego.
Główną atrakcją wieczoru był turniej zespołów regionalnych.
Wśród naszej gminnej społeczności można znaleźć grupy chyba z
każdego regionu kraju, więc zebranie kilku zespołów nie było
problemem. W tych zawodach kategorie wiekowe nie obowiązywały.
Najmłodszy uczestnik miał cztery lata, a najstarszą osobą była
pani z naszej miejscowości. Miała 79 lat. Przez cały dzień
wszystkie zespoły prezentowały swoje umiejętności. Niestety
niektórym przeszkadzała muzyka podczas układania puzzli, które
były jedną z konkurencji w zawodach dla dzieci. Najmłodsi mieli
okazję zagrać w najnowsze produkty firmy Trefl „Gdzie jest Dory?
– gra Piotruś” i „Zootopia – gra Piotruś” Zasad tych gier
nie musieliśmy przedstawiać, bo wszyscy dobrze je znali, jednak
regulamin tego wymagał. Nagrodami dla wszystkich małych uczestników
był zestaw „Vtech – tablet przedszkolaka” W turniejach dla
młodzieży organizatorzy nie byli już tacy wyrozumiali. Na puchary
i medale trzeba było trochę się pomęczyć. Wieczorem w konkursie
zespołów muzycznych zwyciężyła grupa ze Słowacji. Nie pomyliłam
się. Nawet słowacki zespół zawitał na nasze święto. Dodatkowe,
pamiątkowe medale zostały przyznane najmłodszemu i najstarszemu
uczestnikowi turnieju. Myślę, że impreza się udała. Na pewno pod
koniec wakacji sołtys zafunduje nam kolejną imprezę. Na razie jej
plan jest owiany tajemnicą. Jak zwykle.
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Wyprawa
Jak zwykle po pojawieniu się na rynku nowych pozycji firmy Trefl,
cała nasza rodzina wybrała się na zakupy. Tym razem jednak stało
się to prawie dwa tygodnie po premierze. Powodem tak dużego
spóźnienia był wyjazd na urlop całej piątki moich wnuków wraz z
rodzicami. Prawie miesiąc bez dzieci. Żeby nikt mnie nie posądził
o to, że nie lubię gdy nas odwiedzają. Nic z tych rzeczy. W naszym
domu zawsze było dużo dzieci. Sama miałam piątkę rodzeństwa. Na
pewno wielu z Was było w podobnej sytuacji. Dawniej gdy w rodzinie
była szóstka dzieci to nie było to nic nadzwyczajnego szczególnie
na wsi. Jak pamiętacie ja mam trójkę dzieci, więc piątka wnuków
to nie jest jakaś wielka liczba, ale nawet ta piątka potrafi
narobić niezłego zamieszania. Możecie się śmiać, ale po tym
miesiącu spokoju zaczynało mi tego trochę brakować. W zeszłym
tygodniu wszyscy wrócili i wszystko wróciło do starego porządku.
Gdy jesteśmy tylko z mężem, jest cisza i spokój, a gdy cała
rodzina przychodzi w odwiedziny, zamieszanie i hałas. Równowaga
zostaje zachowana. Wiadomo, że po powrocie trzeba się rozpakować i
przestawić na zasady panujące w domu. Zawsze trwało to tydzień
albo dłużej, ale tym razem dzieciom przyszło to nadzwyczaj szybko.
Zapowiedź wycieczki na zakupy chyba podziałała. Jak to mówią:
nie ma jak dobra motywacja. W sobotę rano całą rodziną wybraliśmy
się do jednej z galerii handlowych celem zapoznania się z ofertą
puzzli. gier i zabawek. Jak nie trudno się domyślić, dzieci od
razu skierowały się na piętro z zabawkami. Zapewniam Was, że było
w czym wybierać. Po czterech godzinach chodzenia między puzzlami,
grami i zabawkami wybraliśmy cztery pozycje. Aby przypomnieć sobie
stare czasy wybraliśmy też jedną z wersji gry w Piotrusia „Gdzie
jest Dory? – gra Piotruś” Wiadomo, że dla trzyletnich dzieci
nie kupimy puzzli. Im sprezentowaliśmy „Vtech – tablet
przedszkolaka” nowość w ofercie Trefla. Po wyjściu ze sklepu
widziałam tylko mieniące się kolory. Na razie mam dość sklepów
z zabawkami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)