piątek, 26 sierpnia 2016

Przygotowania do wesela

 Jutro najważniejszy dzień w życiu córki naszej sąsiadki. Chyba każda przyszła panna młoda ma jakieś wyobrażenia co do swojego idealnego ślubu. Niektóre marzenia nie są całkiem realne, ale nasza Justynka nie ma aż takich wymagań. Ustrojony kościół, długa biała suknia i mnóstwo gości, którzy po weselu nie będą pamiętali tylko tego co się nie udało. Ale przede wszystkim marzy o długim i szczęśliwym życiu u boku swojego męża. Małe wymagania. Prawda? Przygotowania trwają od 2 miesięcy. Termin ślubu, wynajęcie sali, opłacenie orkiestry to tylko najważniejsze rzeczy. Chyba najgorszą sprawą podczas każdego wesela jest ustalenie listy dań. Nie raz byłam w tej sytuacji. Oczywiście można iść do jednej z firm organizujących przyjęcia weselne. Wchodzi się do biura jak do sklepu, przeglądamy katalogi z ofertami. Hasło „Poproszę przyjęcie weselne” kasa na stół i to wszystko czym musimy się zająć. Jednak para młoda od razu zrezygnowała z tego pomysłu. Woleli wszystko zorganizować sami. Sami, tak się tylko mówi. Strojenie kościoła i sali, pieczenie ciast i gotowanie, obsługa. Kilkadziesiąt osób. Chcieli wesele w dawnym stylu. Orkiestra zamiast didżeja, dania gotowane na miejscu zamiast kateringu. Czyli było co robić. Największe awantury wybuchały wśród osób odpowiedzialnych właśnie za listę dań. Każda z pięciu osób miała inny plan. Na początku kłócili się nawet o kolejność podawania. W akcję wkroczył pan młody. Przyniósł gotową listę. Nikt się nie sprzeciwił. Na zaproszeniach oprócz zwyczajowych informacji było życzenie, aby do prezentu dołączyć jakąś grę, puzzle lub maskotkę. Wspominałam o remoncie przedszkola. Postanowili, że wszystkie zabawki przekażą właśnie tam. Od siebie obiecali zestawy „Vtech – tablet przedszkolaka” Ponieważ większość nie bardzo wiedziała co kupić, mama pana młodego przygotowała listę. Przy okazji to ona jest dyrektorką przedszkola. Nie wiadomo dlaczego na liście znalazły się tylko produkty firmy Trefl. Pytana o to odpowiedziała, że chce dla dzieci to co najlepsze i nie może to być inna firma. Jak mówiłam, uroczystości są jutro. Zobaczymy jak będzie.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Niespodzianka

 Wymiana mebli w pokojach dzieci. Zapewne wielu z Was powie: Co jest takiego niezwykłego w przemeblowaniu, że aż trzeba o tym pisać? Może macie trochę racji. W samym przemeblowaniu nie ma nic. Ważne jest co innego. Przyczyna wymiany, skutek i sposób w jaki się ją przeprowadza. Ale od początku. Moja koleżanka co roku zaraz na początku wakacji wysyła swoje dzieci do dziadków na wieś na całe dwa miesiące. Jak to zawsze mówiła, ma czas dla siebie. W tym roku w ramach niespodzianki postanowiła wyremontować pokoje dzieci. Tu dochodzimy do przyczyny wymiany. Koleżanka ma dwie córki. 16 letnią Magdę i 13 letnią Karolinę. Magda bardzo często przeganiała siostrę ze swojego pokoju, która pytana o powód wizyty odpowiadała, że bardzo podobają się jej meble Magdy. Mają tyle szuflad i półek, że miała by gdzie trzymać swoje ulubione puzzle i lalki. Faktycznie, jest ich bardzo dużo. Od czasu kupienia owych mebli Magda nigdy nie okazywała jakiejś szczególnej radości z tego powodu, więc przeniesienie ich do pokoju Karoliny i kupienie starszej córce nowych wydawało się dobrym pomysłem. To był sposób. A teraz najgorsze. Skutki. Według mojej koleżanki wszystko świetnie się udało. Kupno, transport i ustawianie poszło bardzo szybko. Nawet sprzątanie w pokojach obu córek. Jak by się ktoś pytał, to był to jeden jedyny raz. O ile Karolina bardzo ucieszyła się z takiej niespodzianki to Magda od razu powiedziała co o niej myśli. Nie napiszę co. Powiedzmy, że zrobiła ogromną awanturę podczas której nikt nie przebierał w słowach. Młodsza córka od razu zabrała się za układanie po swojemu lalek i puzzli na półkach. Najważniejsze miejsce zajęły foto puzzle. Podczas wycieczek zrobiła dużo zdjęć i najładniejsze zostało wysłane do firmy zajmującej się produkcją foto puzzli. Magdzie trzeba było kupić nowe meble. Tym razem sama wybrała wzór i kolor. Nie była zła, że mama przemeblowała jej pokój tylko o to, że zrobiła to bez jej wiedzy. Wszystko było by w porządku gdyby tylko w pokoju Karoliny zostały wymienione meble.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Już niedługo rok szkolny

 Jeszcze niedawno wszyscy cieszyli się z rozpoczęcia wakacji, a już tylko tydzień pozostał do rozpoczęcia roku szkolnego. Od kilku dni w telewizji jest bardzo dużo reklam zaczynających się od słów: Już niedługo rozpoczyna się rok szkolny. Niestety to prawda. Z całą piątką dzieci wybraliśmy się na zakupy. Mieliśmy kupić wszystko aby faktycznie być dobrzy przygotowanym do roku szkolnego. Sami wiecie jak to jest. Książki, zeszyty, plecaki, ubrania i masę innych rzeczy których wymienienie zajęłoby kilka godzin a i tak o połowie z nich nikt by nawet nie pomyślał. Zaopatrzeni w odpowiednią, według nas, ilość gotówki wybraliśmy się na zakupy. Ale tym razem było trochę inaczej. Zamiast iść do pierwszego sklepu kupienie wszystkiego najpierw czekała nas wycieczka po wszystkich sklepach w celu „zbadania rynku” Jeden głupi plecak może być w dwudziestu wzorach. Zaczęliśmy od zakupu tej właśnie rzeczy. Było gorzej niż myślałam. Jak wzór się podobał to kształt nie. Ilość kieszeni za mała, paski za szerokie lub za wąskie. Chyba łatwiej jest kobiecie kupić buty co z doświadczenia wiem, nie jest proste. Wreszcie się udało. Jedenaście sklepów i sześć godzin chodzenia. Na kupno wszystkich innych rzeczy nie starczyło już czasu. Na drugi dzień zaczęliśmy wycieczkę od nowa. Tym razem poszło dużo szybciej. Rodzaje książek i zeszytów były określone przez nauczycieli, więc wybór nie był duży. Tylko wzór okładek zeszytów. Wpadliśmy na pomysł, że skoro w centrum handlowym można kupić również zabawki, postanowiliśmy złożyć zamówienie na zestawy „Foto puzzle – z twojego zdjęcia” firmy Trefl. Podczas wyjazdów zrobiliśmy setki zdjęć, więc było z czego wybierać. Zamówiliśmy sześć zestawów puzzli. Dla każdego dziecka po jednym i największy ze zdjęciem całej rodziny. Ten po ułożeniu zostanie oprawiony i powieszony nad telewizorem. W sumie zakupy się udały. Wszystkie nasze wnuki są przygotowane do pójścia do szkoły. Mam tylko nadzieję, że w przyszłym roku nie trzeba będzie kupować nowych plecaków.  

czwartek, 18 sierpnia 2016

Podejście do pacjenta

 Jak ja nie lubię szpitali. Miałam nieprzyjemność leżeć w różnych szpitalach i na różnych oddziałach. Od zwykłego szpitala miejskiego do kliniki uniwersyteckiej. Powiem szczerze: różnica jest niesamowita przede wszystkim w podejściu personelu do pacjenta. Nad sytuacją w miejskich szpitalach nie będę się rozwodzić, bo po trzech zdaniach mogłabym zacząć płakać. Klinika uniwersytecka to już inna bajka. Pielęgniarki są na każde zawołanie. Wszystkie miłe, uśmiechnięte czasem nawet za bardzo. Ostatnio, podczas mojego pobytu na jednym z oddziałów miałam okazję spotkać jedną z takich osób. Studentka trzeciego roku medycyny. Jak dobrze pamiętam, na imię miała Magda. Wiadomo, że szpital to nie jest miejsce w którym na okrągło panuje radość. Jednak gdy ona wchodziła na salę, nawet najsmutniejsi pacjenci zaczęli się uśmiechać. Jej dobry nastrój udzielał się wszystkim. Potrafiła przekazać złe wieści w taki sposób, że każdy przyjmował je nie jak wyrok śmierci ale ze spokojem. Najlepszym przykładem była taka sytuacja: Na łóżku obok od prawie miesiąca leżała pacjentka, która miała duże kłopoty z chodzeniem. W końcu lekarz obiecał jej wypisanie. Nie widziałam jeszcze takiej radości. Niestety wyniki badań trochę jej się pogorszyły i powrót do domu trzeba było odłożyć. Tą złą wiadomość przyszła przekazać jej właśnie pani Magda. Można sobie wyobrazić reakcję pacjentki na taką wiadomość. Pani Magda poprosiła wszystkich o wyjście. Po 10 minutach wróciłyśmy na salę z nastawieniem na zapłakaną pacjentkę. Ona jednak siedziała na łóżku uśmiechnięta jak nigdy przedtem. Nigdy nie dowiedzieliśmy się co usłyszała. No i odwiedziny. Personel nie za bardzo chce wpuszczać na oddziały dzieci. Jednak w tym szpitalu udało się uniknąć biegania po korytarzach i hałasu. Jedna z sal została wyposażona w gry i puzzle. Podczas wizyt wszystkie dzieci miały tam opiekę. Firma Trefl ma w swojej ofercie kilka ciekawych pozycji. „Domino – świnka Peppa” to jedna z nich. Wszyscy myśleli, że to właśnie Magda będzie się zajmować dziećmi, jednak ona najwyraźniej była bardziej potrzebna na oddziale.  

wtorek, 16 sierpnia 2016

Człowiek uczy się na błędach

 15 sierpnia. W naszej parafii oprócz świąt ustawowych i kościelnych mieliśmy jeszcze jedną okazję do świętowania. Jak co roku tego właśnie dnia organizowane są gminne dożynki. Cała organizacja imprezy w tym roku przypadła naszej miejscowości. Wszyscy mieszkańcy włączyli się w przygotowania. Są to nasze drugie dożynki organizowane u nas. Niestety poprzednie nie wypadły tak jak wszyscy oczekiwali. W każdej parafii przebieg jest bardzo podobny. Występy zespołów regionalnych, prezentacja wypieków i potraw z danego regionu i loteria fantowa. Ponieważ w organizację włączają się sponsorzy w naszej loterii nie ma losów pustych. O tym fakcie kilka razy proboszcz przypominał przy okazji ogłoszeń. W pechowych dla nas uroczystościach głównym sponsorem był jeden z marketów więc nagrody były związane z jego ofertą handlową. Na nasze nieszczęście jest to sklep spożywczy. Wstyd przyznać, ale jednemu z uczestników loterii udało się wygrać przyprawę do rosołu. Wtedy do akcji wkroczył nasz proboszcz i na ile to było możliwe, uratował sytuację. Przerwał loterię. Wszyscy uczestnicy byli zawiedzeni. Przez dwa tygodnie głównym tematem do śmiechu był nasz sposób przygotowania nagród. Jak to mówią: człowiek uczy się na błędach. W tym roku o sponsorowanie nagród w loterii poproszono producenta gier i puzzli. Jako jedyny, ten zakład uczestniczył w przygotowaniach wszystkich imprez. Tym razem dyrekcja też nie zawiodła. Jako nagrody, ofiarowali swoje wyroby. W trakcie loterii okazało się, że kilku uczestników wygrało najnowsze produkty firmy Trefl „Domino – świnka Peppa” Ogłoszono, że wśród nagród jest zestaw „Vtech – tablet przedszkolaka” jednak nikomu nie udało się go wylosować. Nikt nie wiedział kto jest sponsorem tych nagród. Po zakończeniu dożynek proboszcz dziękował wszystkim organizatorom. Każdego wyczytał z imienia i nazwiska. Każdego oprócz tajemniczego darczyńcy. Ten zastrzegł sobie, że podczas podziękowań proboszcz wspomni tylko człowieka, który chce zachować anonimowość. Jak to bywa w takich sytuacjach wszyscy mieli swoje teorie, kto może być tym człowiekiem. Myślę, że tylko jedna osoba to wie.

piątek, 12 sierpnia 2016

Obiecanki cacanki

 Po tylu dniach deszczu i wiatrów nadszedł czas na posprzątanie ogrodu. Najwięcej było połamanych gałęzi. Okazało się, że oprócz gałęzi w naszym ogrodzie znalazło się również sporo innych śmieci przyniesionych przez wiatr. Tak było u wszystkich. Najgorzej mieli ci, którzy obok swoich domów mieli stare drzewa. Wiele z nich było puste w środku i podczas silnych wiatrów stanowiły zagrożenie. Wiele razy pisaliśmy do gminy prośby o wycięcie takich drzew, ale wszystkie nasze wysiłki okazały się daremne. Wszystko się zmieniło w zeszłym tygodniu. Podczas jednej z takich wichur odłamała się gruba gałąź i przygniotła jeden z zaparkowanych samochodów. Na szczęście był pusty. Wtedy nasi kochani urzędnicy zarządzili wycinkę niebezpiecznych drzew. Jak to mówią: lepiej późno niż wcale. Wiedzieliśmy kiedy to ma nastąpić, więc ze sprzątaniem wszyscy się wstrzymali. Zarządzono wycinkę a nie sprzątanie gałęzi. Najgrubsze zostały zabrane, a resztę panowie z nadleśnictwa zostawili na ulicy. Wtedy mieszkańcy zabrali się za sprzątanie. Jak to w naszej rodzinie bywa, wszyscy chętnie zaoferowali pomoc. Jednak jak przyszedł dzień sprzątania każdy próbował wymigać się od spełnienia obietnicy. Dzieci jeszcze mogę zrozumieć. Wiadomo, że od porządków wolą zagrać w jakąś grę albo ułożyć puzzle. Ponieważ w ofercie firmy Trefl pojawiły się nowe produkty była to jeszcze większa pokusa. Żeby dzieci miały co robić w deszczowe dni kupiliśmy „Domino – świnka Peppa” i karty „Avenges – gra Piotruś” ale okazało się, że w swojej kolekcji mają jeszcze zestawy puzzli, których nie zdążyły ułożyć podczas wyjazdu na urlop. Z doświadczenia wiem, że dzieci zamiast pomagać w porządkach tylko przeszkadzają. Może i lepiej, że zajęły się puzzlami. Jednak nie wiem dlaczego dorośli chcieli się wykręcić od pomocy. Jedni mieli dużo pracy, inni nie mieli czasu. Obiecać zawsze można, prawda? I takim sposobem razem z mężem zabraliśmy się do sprzątania. Po godzinie wszyscy, którzy obiecali pomoc, pojawili się. Całe sprzątanie zajęło nam pół dnia. Mam nadzieję, że następnym razem wichury ominą naszą miejscowość.   

środa, 10 sierpnia 2016

Profesjonaliści

 Chyba pierwszy raz w historii zdarza się tak, że jeden remont przeprowadzają dwie firmy. A żeby było ciekawiej, z jedną z nich rozwiązano umowę z powodu profesjonalnego podejścia do powierzonego zadania. Ale od początku. Od zawsze życie w naszej miejscowości toczyło się swoim, powolnym rytmem. Żadnych poważnych zmian, wszyscy wszystkich znali. Taka większa rodzina. Jednak kilka lat temu w naszej miejscowości został otwarty oddział fabryki zabawek i puzzli. Na początku nic wielkiego. Dwie hale produkcyjne i mały biurowiec. Jednak z biegiem zakład zaczął się rozrastać. Coraz więcej miejsc pracy, a co za tym idzie coraz więcej ludzi zaczęło się u nas osiedlać. I takim sposobem nasz powolny i spokojny rytm niespodziewanie przyspieszył. Co chwila pojawiały się nowe twarze. Okazało się, że nasze przedszkole nie jest w stanie przyjąć wszystkich dzieci. Było za małe. W zeszłym roku, z nastaniem nowego dyrektora zaczął się remont. Trwał jakieś dwa miesiące. W tym roku dyrekcja zakładów pracy oznajmiła, że z powodu przyjęcia do pracy dużej ilości młodych ludzi potrzebny będzie żłobek. Jedynym rozsądnym miejscem na taką placówkę było przedszkole. I tu dochodzimy do kolejnego remontu. Został ogłoszony przetarg. Zwycięzca otrzymał zadanie wyremontowania jednej z sal i przystosowania jej do wymogów unijnych. Jednym z punktów umowy była wymiana wszystkiego. Niestety pracownicy podeszli do tego zbyt profesjonalnie i już pierwszego dnia przez okno wyleciało całe wyposażenie sali. Meble, dywany, gry, puzzle. Nawet te najnowsze, które zostały zakupione w zeszłym roku. Zostały tylko ściany. Nic z wyrzuconych rzeczy nie nadawało się do użytku. Właśnie za tak „sumienne” podejście rozwiązano umowę z firmą. Kolejny wykonawca trzymał się już ustalonych warunków. Wszystkie zakłady pracy włączyły się w odbudowywanie wyposażenia. Gry, puzzle i zabawki firmy Trefl trafią na nowe półki dzięki hojności wszystkich mieszkańców i zakładów. „Domino – świnka Peppa” albo seria gier w Piotrusia na przykład „Gdzie jest Dory? – gra Piotruś” to tylko niektóre z propozycji. Na razie terminem otwarcia żłobka jest początek października.

piątek, 5 sierpnia 2016

Pakowanie

 Najpierw małe usprawiedliwienie, żeby nikt nie posądził mnie o jakąś obsesję na punkcie porządków. Jasne jest, że jak jest bałagan to trzeba posprzątać dokładniej, ale nawet sobie nie wyobrażacie jaki bajzel można zrobić rozpakowując się po przyjeździe z urlopu. Przy pakowaniu zresztą też. Zaczyna się zwyczajnie. Plany, rezerwacje hotelu i pakowanie. Podczas tego ostatniego nikt już nie zważa na porządek. To co nadaje się do zabrania jest składane i wkładane do walizki, a to co nie ląduje na podłodze. Po przekopaniu wszystkich szaf i szuflad okazuje się, że na dnie walizki jest tylko kilka rzeczy. Czas wybrać się na zakupy. Całe szczęście, że rodzice i dziadkowie posiadają karty kredytowe. Nie żebym się chwaliła. W dzisiejszych czasach nie jest to jakimś szczególnym osiągnięciem. Ale czasem możliwość debetu się przydaje. Dobrze, że mieszkamy w małej miejscowości i sklepów z ubraniami mamy „tylko” kilkanaście i to nie daleko od siebie. Po spędzeniu całego dnia na zakupach okazuje się, że oprócz ubrań trzeba jeszcze kupić coś, co pozwoli na zajęcie dzieci podczas podróży. Wybór pada na puzzle i gry. Jak zwykle firma Trefl staje na wysokości zadania i to właśnie jej produkty są w centrum naszych zainteresowań. Musiało to być coś z kartami więc kupiliśmy zestawy „Avenges – gra Piotruś” i „Gdzie jest Dory? – gra Piotruś” W tym roku postanowiliśmy z mężem zostać w domu. Godzinę po wyjeździe zadzwoniła wnuczka z prośbą o posprzątanie jej pokoju, bo pakowanie tak ją pochłonęło, że zapomniała. Zajęło mi to pół dnia. Po ich powrocie było jeszcze gorzej. Nie tylko pokoje były do sprzątania, ale jeszcze kuchnia i łazienka. Wszędzie było pełno ubrań, zabawek i części gier, które kupiliśmy przed wyjazdem. Tym razem pokoje wszystkie dzieci musiały sprzątać same. W ciągu tego miesiąca cały dom był sprzątany dwa razy. Od piwnicy po strych. Okazało się, że brakuje ulubionego misia Ani. Przeszukaliśmy wszystkie pokoje. Po tygodniu znalazłam go w piwnicy. Musiała go zgubić podczas pakowania walizek do samochodu. Na szczęście się odnalazł.

środa, 3 sierpnia 2016

Kolejna impreza

 Połowa wakacji. Jak co roku nasz sołtys zorganizował imprezę z tej właśnie okazji. U nas każda okazja jest dobra na świętowanie. Początek wakacji, połowa i zakończenie i wiele innych. Wymienienie wszystkich zajęło by cały dzień. Większość finansują zakłady pracy. Mamy ich aż cztery. Jeden nowy. Zajmuje się produkcją wszelkiego rodzaju szyb do okien i samochodów. Oczywiście z okazji otwarcia też zorganizowano imprezę, ale na tę wstęp mieli tylko przyszli pracownicy no i rzecz jasna dyrekcja. Organizacja na najwyższym poziomie. Spotkania, występy, jednym słowem zabawa na całego. Wszyscy spodziewali się ton śmieci po zakończeniu, ale okazało się na drugi dzień, że nie było nawet jednego kubka. Jakby nie było żadnej imprezy. Wróćmy do sołtysa. Jak zwykle dla każdej kategorii wiekowej było przygotowane coś specjalnego. Główną atrakcją wieczoru był turniej zespołów regionalnych. Wśród naszej gminnej społeczności można znaleźć grupy chyba z każdego regionu kraju, więc zebranie kilku zespołów nie było problemem. W tych zawodach kategorie wiekowe nie obowiązywały. Najmłodszy uczestnik miał cztery lata, a najstarszą osobą była pani z naszej miejscowości. Miała 79 lat. Przez cały dzień wszystkie zespoły prezentowały swoje umiejętności. Niestety niektórym przeszkadzała muzyka podczas układania puzzli, które były jedną z konkurencji w zawodach dla dzieci. Najmłodsi mieli okazję zagrać w najnowsze produkty firmy Trefl „Gdzie jest Dory? – gra Piotruś” i „Zootopia – gra Piotruś” Zasad tych gier nie musieliśmy przedstawiać, bo wszyscy dobrze je znali, jednak regulamin tego wymagał. Nagrodami dla wszystkich małych uczestników był zestaw „Vtech – tablet przedszkolaka” W turniejach dla młodzieży organizatorzy nie byli już tacy wyrozumiali. Na puchary i medale trzeba było trochę się pomęczyć. Wieczorem w konkursie zespołów muzycznych zwyciężyła grupa ze Słowacji. Nie pomyliłam się. Nawet słowacki zespół zawitał na nasze święto. Dodatkowe, pamiątkowe medale zostały przyznane najmłodszemu i najstarszemu uczestnikowi turnieju. Myślę, że impreza się udała. Na pewno pod koniec wakacji sołtys zafunduje nam kolejną imprezę. Na razie jej plan jest owiany tajemnicą. Jak zwykle.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Wyprawa

 Jak zwykle po pojawieniu się na rynku nowych pozycji firmy Trefl, cała nasza rodzina wybrała się na zakupy. Tym razem jednak stało się to prawie dwa tygodnie po premierze. Powodem tak dużego spóźnienia był wyjazd na urlop całej piątki moich wnuków wraz z rodzicami. Prawie miesiąc bez dzieci. Żeby nikt mnie nie posądził o to, że nie lubię gdy nas odwiedzają. Nic z tych rzeczy. W naszym domu zawsze było dużo dzieci. Sama miałam piątkę rodzeństwa. Na pewno wielu z Was było w podobnej sytuacji. Dawniej gdy w rodzinie była szóstka dzieci to nie było to nic nadzwyczajnego szczególnie na wsi. Jak pamiętacie ja mam trójkę dzieci, więc piątka wnuków to nie jest jakaś wielka liczba, ale nawet ta piątka potrafi narobić niezłego zamieszania. Możecie się śmiać, ale po tym miesiącu spokoju zaczynało mi tego trochę brakować. W zeszłym tygodniu wszyscy wrócili i wszystko wróciło do starego porządku. Gdy jesteśmy tylko z mężem, jest cisza i spokój, a gdy cała rodzina przychodzi w odwiedziny, zamieszanie i hałas. Równowaga zostaje zachowana. Wiadomo, że po powrocie trzeba się rozpakować i przestawić na zasady panujące w domu. Zawsze trwało to tydzień albo dłużej, ale tym razem dzieciom przyszło to nadzwyczaj szybko. Zapowiedź wycieczki na zakupy chyba podziałała. Jak to mówią: nie ma jak dobra motywacja. W sobotę rano całą rodziną wybraliśmy się do jednej z galerii handlowych celem zapoznania się z ofertą puzzli. gier i zabawek. Jak nie trudno się domyślić, dzieci od razu skierowały się na piętro z zabawkami. Zapewniam Was, że było w czym wybierać. Po czterech godzinach chodzenia między puzzlami, grami i zabawkami wybraliśmy cztery pozycje. Aby przypomnieć sobie stare czasy wybraliśmy też jedną z wersji gry w Piotrusia „Gdzie jest Dory? – gra Piotruś” Wiadomo, że dla trzyletnich dzieci nie kupimy puzzli. Im sprezentowaliśmy „Vtech – tablet przedszkolaka” nowość w ofercie Trefla. Po wyjściu ze sklepu widziałam tylko mieniące się kolory. Na razie mam dość sklepów z zabawkami.