Po małej przygodzie z oknem, wszyscy zabrali się za sprzątanie
pokoju Agnieszki. Ale się wściekła. Pierwszy raz widziałam taką
reakcję na oferowaną pomoc. Nie wiem dlaczego tylko ja mogłam
zostać i pomóc jej w robieniu porządków. W sumie mówiła, że
wszyscy inni tylko narobią większego bałaganu, ale jakoś jej nie
wierzyłam. A właśnie, mała przygoda z oknem. Podczas ostatniej
wichury, tak się niefortunnie złożyło, że Agnieszka otworzyła okno w swoim pokoju dokładnie w momencie gdy ja wchodziłam do domu.
Zrobił się taki przeciąg, że wszystko co nie było przymocowane
na półkach pospadało. Również obrazki powstałe z ułożenia
zestawów puzzli. Jak pamiętacie Agnieszka wieszała je na ścianie.
Przyklejała je na tekturkę, ale tak silny wiatr poradził sobie i z
tym. Wszystko wylądowało na podłodze. 25 zestawów zostało
rozsypanych po całym pokoju. Agnieszka zapewniała, że ułoży je
wszystkie od początku. Zestaw „Afrykańskie słonie” ocalał,
ale tylko dlatego, że nie był jeszcze skończony. Nie dziwcie się
tak. W końcu ma tysiąc elementów. Wszystkie zestawy były
naklejane na tekturkę, a właściwie na pokrywkę pudełka. Może to
pomoże w ułożeniu na nowo. Wieczorem pokój był wysprzątany.
Znalazłyśmy cztery duże pudła elementów. Możecie wierzyć lub
nie, ale w sobotę rano, wraz z pięcioma koleżankami, Agnieszka
zaczęła rozdzielać puzzle. Na początku kolorami. Wiadomo, że
jeśli zestaw przedstawiał zachód słońca to puzzle mają inny
kolor niż na przykład wodospad. Oczywiście wiele kolorów powtarza
się w kilku zestawach. Ale jeśli do końca będzie im tak zależało,
to chyba będą w stanie ułożyć to wszystko od początku. Na razie
idzie im całkiem nieźle. Wydawało mi się, że ułożenie zestawu
z tysiąca elementów jest bardzo trudne. Jednak jeśli uda im się
ułożyć choćby jeden, najmniejszy zestaw z takiej mieszanki to
dopiero będzie coś niesamowitego. Życzę im, żeby się udało. A
co z tego wyjdzie, zobaczymy.
poniedziałek, 27 lutego 2017
piątek, 24 lutego 2017
Katastrofa
Ponieważ od kilku dni robi się coraz cieplej, zaplanowaliśmy
sprzątanie ogrodu. Nie ma śniegu, nie padał deszcz i temperatura
około 9 stopni. Pogoda idealna. Jak myślicie, kto ucieszył się
najbardziej. Oczywiście dzieci. Już od poniedziałku planowały co
i jak będą sprzątać. Niestety wczoraj wieczorem zaczął wiać
wiatr. W wywietrznikach wyło jak w jakimś starym horrorze. Dziś
rano nie tylko przed naszym domem leżały połamane gałęzie.
Wiadomo, że ze sprzątania nic nie będzie. Przynajmniej ogrodu. W
momencie gdy wchodziłam do domu, któreś z dzieci otwarło drzwi na
balkon w swoim pokoju. Przeciąg był taki, że musiałam jeszcze raz
wchodzić do domu. Po prostu mnie wypchnęło. Chwilę później
usłyszeliśmy krzyk. Gdy dobiegliśmy do pokoju okazało się, że
wiatr pozrzucał wszystko co znajdowało się na półkach. Prawdę
mówiąc obecny stan nie bardzo się różnił od porządku
panującego na co dzień, ale książki i wazony, a właściwie ich
resztki, leżące na podłodze to za dużo nawet jak na pokój
trzynastolatki. Zamiast sprzątania ogrodu trzeba było zrobić
porządek w pokoju Agnieszki. Książki i potłuczone wazony na
podłodze to nie była najgorsza wiadomość. Jak pamiętacie, na
ścianach wisiały obrazki powstałe po ułożeniu puzzli. Agnieszka,
odkąd pamiętam, lubiła je układać. Każdy ułożony zestaw
wieszała na ścianie. Wprawdzie były przyklejone do tekturki, ale
tak silny wiatr dał sobie z tym radę. Po całym pokoju były
porozrzucane kawałki układanek. Wątpię, że uda się jej ułożyć
je na nowo, nawet jeśli uda się znaleźć wszystkie kawałki.
Jedynym zestawem, który ocalał z tej katastrofy były „Afrykańskie
słonie” Zestaw składa się z tysiąca elementów i Agnieszka
układa go już ponad tydzień, więc całość była jeszcze w
pudełku, a pudełko w szafce. Sprzątałyśmy cały dzień. Jeśli
dobrze pamiętam, na ścianach wisiało 25 obrazków. Nazbierałyśmy
cztery ogromne pudła kawałków. Agnieszka zapowiedziała, że
spróbuje ułożyć to wszystko jeszcze raz. Układanie zestawu z
1000 elementów jeszcze rozumiem. Ułożenie 25 zestawów, gdy
wszystkie są wymieszane? Nie wydaje mi się, żeby to było możliwe.
czwartek, 23 lutego 2017
Prowadzenie sklepu
Zawsze myślałam, że prowadzenie sklepu z zabawkami to wspaniałe
zajęcie. Byłam w wielu takich i sprzedawcy zawsze byli uśmiechnięci
i życzliwi dla klientów, szczególnie dla dzieci. Jedna wizyta
zmieniła moje nastawienie. Któregoś dnia, było to chyba przed
świętami, wybrałam się na zakupy do nowo otwartego sklepu.
Miałam nadzieję, że kupię jakieś prezenty dla swoich wnuczków.
Musiało to być coś, co by się każdemu spodobało i oczywiście
coś, czego jeszcze nie mają. Pracowało tam dwoje sprzedawców.
Weszłam i usłyszałam kłótnię między nimi. Nie zgadniecie o co
się kłócili. O sklep. Chłopakowi nie podobał się rodzaj sklepu.
Mówił, że zabawki to był najgłupszy pomysł i nie ma zamiaru
użerać się z bachorami. Po cichu wyszłam. Nie mogłam uwierzyć w
to co usłyszałam. Po miesiącu w miejscu sklepu z zabawkami otwarto
salon fryzjerski. Czwarty w okolicy. Jedynym sklepem, który jest od
zawsze w tym samym miejscu jest nasz ulubiony. W głównym oknie
wystawowym widnieje wielki napis „MAMY WSZYSTKO CZEGO POTRZEBUJESZ”
i jest to prawda. Od samego początku prowadzi go jeden człowiek.
Zawsze uśmiechnięty. Nie raz widziałam klientów, którzy
zmieniali zdanie wielokrotnie. Najpierw zestaw puzzli. Później grę,
za każdym razem inną. Jeszcze kilka rzeczy, a na końcu i tak nic
nie kupili. Ja już dawno wyprosiłabym ich ze sklepu. A on nic.
Pełny spokój, uśmiech. Kiedyś Agnieszka poszła kupić puzzle
„Afrykańskie słonie” Okazało się, że został tylko jeden
zestaw. Mimo że dzieci przekładają wszystko na półkach
sprzedawca od razu wiedział gdzie trzeba szukać. Gdy na drugi dzień
odwiedzaliśmy ten sklep, wszystko było poukładane. Nie wiem, czy
właściciel nie robi nic innego tylko siedzi w sklepie i jak nie
pomaga klientom to układa zabawki po całym dniu? Mogłoby się
wydawać, że mieszka w sklepie. Widać, że prowadzenie sklepu
sprawia mu wielką radość. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś
wyszedł stamtąd ze smutną miną. To jest chyba najlepsza reklama.
środa, 22 lutego 2017
Straszni panowie
Dzieci boją się różnych rzeczy. Zazwyczaj jest to wina rodziców
albo kogoś z najbliższego otoczenia. Moja najmłodsza wnuczka
przyjechała od swojej drugiej babci z przekonaniem, że porwie ją
straszny wilk. Próbowaliśmy chyba wszystkiego. Nawet pokazywaliśmy
jej obrazki z małymi pieskami i tłumaczyliśmy że te wilczki wcale
nie są straszne. Nie pomogło. Wilk jest straszny i już. Dzieci
mojej koleżanki usłyszały kiedyś, że zabierze ich straszny pan.
Chodziło o strażaków. Ale od początku. W skład naszej parafii
wchodzi 5 miejscowości. W jednej z nich swoją siedzibę ma
jednostka ochotniczej straży pożarnej. W prawdzie ich główna
działalność skupia się wokół uroczystości kościelnych i
parafialnych, ale jednostkę straży mamy. Jak co roku przed świętami
Bożego Narodzenia przedstawiciele zbierali datki na działalność
jednostki. W ramach podziękowań zostawiali kalendarz strażacki na
następny rok. Kiedyś na spacerze koleżanka pokazała dzieciom
jadący na sygnale wóz strażacki i wspomniała coś o strasznym
wyciu. Samochód się zatrzymał, wysiadło z niego sześciu
strażaków. I nazwa na strażaków „straszni panowie” została.
Któregoś dnia Ania zaprosiła kilka koleżanek. Miały odrabiać
lekcję a później układać jakieś puzzle Tak się złożyło, że
w tym dniu odwiedzili nas strażacy, prosząc o datek. Gdy dzieci
zobaczyły ludzi w mundurach, zaczęły płakać i krzyczeć, żeby
ich nie zabrali. Nie wiedzieliśmy o co chodziło i gdy udało nam
się je uspokoić okazało się, że starsza siostra je tak straszy.
W opanowaniu sytuacji znów pomogła firma Trefl. Ich produktami
udało nam się jakoś odwrócić uwagę od strażaków. Wieczorem
koleżanka przyszła po swoje dzieci i od razu zauważyła, że coś
się stało. Opowiedzieliśmy jej o całej sytuacji. Podobno w domu
zrobiła straszną awanturę. Jak widać zestawy puzzli nie tylko
Agnieszce pomagają w uspokojeniu się. Nie wierzę, że coś się
zmieni, że ludzie dalej będą straszyć dzieci. Ale straszyć je
strażakami to chyba lekka przesada.
poniedziałek, 20 lutego 2017
40 rocznica ślubu
Czterdziesta rocznica ślubu. Wiem, że to nie jest jakiś
nadzwyczajny wyczyn, ale o przygotowaniach warto wspomnieć,
szczególnie gdy pomagają dzieci. Wszyscy wiecie, że chcą robić
wszystko. A wychodzi na to, że po ich pomocy całą pracę trzeba
wykonywać od początku. Nie inaczej było u nas. Cała piątka
naszych wnuków chciała pomagać w przygotowaniach uroczystości.
Nie raz już byłam świadkiem takiej pomocy i wiedziałam jak to się
skończy, ale po obietnicach i tak rodzice pozwolili im pomagać.
Jeszcze na mnie nawrzeszczeli, że jestem niedobrą babcią. Nie
miałam nic do powiedzenia. Po pierwszym dniu wszyscy przyznali, że
miałam rację. Cały wieczór sprzątaliśmy mąkę, cukier i
wszystko co znajdowało się w torebkach z podłogi, a następnego
dnie zaczęliśmy wszystko od nowa. Miała przyjechać cała rodzina,
więc trzeba było się trochę natrudzić, żeby niczego nie brakło.
Najważniejszy był tort. W przeciwieństwie do wszystkich ciast był
zamawiany w cukierni. Zamówienie miało być dostarczone w dzień
uroczystości rano. Przygotowania trwały trzy dni. Najważniejsze
zadanie przypadło dziadkowi. Jak myślicie co to było? Pilnowanie
dzieci, żeby nie wchodziły do kuchni. Dziadek próbował wielu
rzeczy. Nawet chciał pójść z nimi do kina, ale niczym nie udało
się ich przekupić. Jedyną rzeczą, która mogła odciągnąć
dzieci od kuchni były zakupy. W sklepie z zabawkami spędzili prawie
cały dzień. Dziadek specjalnie wybrał taki, w którym oprócz
robienia zakupów można było się pobawić. Genialny pomysł.
Oczywiście wyprawa do sklepu wiązała się z kupieniem kilku
zestawów puzzli czy gier. Na to dziadek miał specjalne fundusze.
Można powiedzieć, że firma Trefl znów uratowała nasze
przygotowania. Nie raz puzzle i gry tej firmy ratowały nas przed
„pomocą” dzieci we wszelkiego rodzaju przygotowaniach. Jednak
tortu nie udało się uratować. Zaraz po dostarczeniu nasze kochane
wnuki chciały go obejrzeć i w końcu wylądował na ziemi. Na
szczęście jeden z gości bez porozumienia z nami zamówił własny.
Został dostarczony zaraz po rozpoczęciu uroczystości. Można
powiedzieć, że impreza się udała.
piątek, 17 lutego 2017
Trzy sprawdziany
We wtorek po przyjściu ze szkoły, Agnieszka oznajmiła, że na
czwartek zapowiedziano trzy sprawdziany. Język polski, historia i
język angielski. Jak wspominałam już nie raz, nie lubię zwlekać
wszystkiego na ostatnią chwilę. Jak zwykle usłyszałam, że się
czepiam. Z języka angielskiego kłopotów nie ma. Agnieszka zawsze
dostaje czwórki albo piątki, ale z historii nie jest już tak
dobrze. Największe trudności sprawia jej zapamiętanie nazwisk.
Kilka razy uczyła się u nas tylko nie na sprawdziany. We wtorek
oczywiście każdy był zły. Agnieszka bo miała na powtórki tylko
dwa dni. Jej mama bo było dużo do powtarzania, a w miarę swoich
możliwości zawsze pomagała Agnieszce w nauce. We wtorek zaraz po
szkole nasza kochana wnuczka zamiast chwilę odpocząć i zająć się
książkami, rzuciła plecak na łóżko a sama zajęła się
układaniem puzzli. To był ten zestaw, który dałam jej w sobotę
wieczorem, gdy wróciła z tygodniowego wyjazdu. Gdy córka to
zauważyła zaczęła się straszna awantura. Trzeba było je
rozdzielić i uspokajać zarówno Agnieszkę jak i jej mamę. Nie
wiele brakło a zaczęłyby się bić. Na szczęście reszta dzieci
tego nie widziała. Nie raz byłam świadkiem kłótni w naszym domu
i wtedy najmłodsza dwójka zaczynała płakać. Wtedy trzeba było
uspokajać zarówno kłócących się jak i dzieci. W środę rodzice
wzięli wolne w pracy a Agnieszka nie poszła do szkoły. Cały dzień
spędzili na nauce. Polski i angielski poszły szybko, za to z
historią były największe kłopoty. Wieczorem była tak zmęczona,
że odpuściła sobie nawet puzzle. W czwartek po powrocie ze szkoły
powiedziała, że sprawdziany były bardzo proste i napisała
wszystko. Znów rzuciła plecak na łóżko i zabrała się za
„Afrykańskie słonie” Ułożenie zajmie jej jeszcze trochę
czasu. W końcu to tysiąc elementów. Wyniki sprawdzianów będą w
poniedziałek. Jeśli było tak, jak mówi Agnieszka to nie ma się o
co martwić.
środa, 15 lutego 2017
Prawie wyjście do kina
Oprócz puzzli lubię filmy. Najbardziej horrory. Nie wiem dlaczego,
ale te oparte na grach komputerowych podobają mi się najbardziej.
Świetny przykład, seria „Resident Evil” Siedem części.
Oglądałam sześć. Wszystkie w dniu premiery, oczywiście w kinie.
Na siódmą część też miałam bilety kupione jak tylko pojawiły
się w sprzedaży. Pamiętam, w dawnych czasach stało się po kilka
godzin w kolejce do kasy. Dziś wystarczy włączyć komputer i w
kilka minut kupić bilety. Nie muszę nawet wychodzić z domu. Zaraz
ktoś z Was powie: to nie dla ciebie, w twoim wieku to już nie
wypada. A ja Wam mówię: człowiek ma tyle lat na ile się czuje. A
ja od dłuższego czasu czuję się bardzo dobrze. Niestety tu moje
plany się trochę skomplikowały. Jak tylko Agnieszka i Ania
dowiedziały się, że wybieram się do kina na ten film od razu
powiedziały, że pójdą ze mną. Nie było takiej możliwości.
Jestem człowiekiem, jak to mówią moje wnuczki, starej daty i
oprócz wielu zasad przestrzegam tej: gdy coś ma ograniczenie
wiekowe to nie po to żeby ładnie wyglądało na plakacie czy
pudełku. Ktoś to tam umieścił nie bez powodu, i przynajmniej ja
tego przestrzegam. Nie raz słyszałam: babciu to już nie te czasy.
Zasady się zmieniły. Nie moje. Dziewczynki szybko przyjrzały mój
plan przekupienie ich i od razu zaznaczyły, że tym razem puzzle czy
inna gra planszowa nie odwrócą ich uwagi od tego filmu. Musiałam
wybrać. Albo zasady, albo film. Na szczęście ich rodzice
podzielali moje zdanie i też nie pozwolili im pójść. I tak,
zaopatrzona w nowy zestaw puzzli „Afrykańskie słonie” premierę
długo wyczekiwanego filmu przesiedziałam w domu. Żebym nie wyszła
na wredną jędzę, dwa dni przed premierą zachorowałam. Trochę to
było nie uczciwe, ale w imię zasad na małe oszustwo chyba można
sobie pozwolić. Poczekam aż film będzie wyświetlany ponownie i
może wtedy uda mi się pójść.
poniedziałek, 13 lutego 2017
Obóz
W naszym województwie ferie zimowe skończyły się w zeszły
piątek. Wszyscy uczniowie bardziej lub mniej chętnie musieli wrócić
do szkoły. Wiadomo jak to pierwszego dnia wszyscy będą wspominać
wolny czas. Gdzie byli, co robili i z kim. Agnieszka na przykład
pojechała na tygodniowy obóz. To, że zapisała się na kurs
samoobrony to już wiecie. Instruktor oznajmił na początku ferii,
że organizuje taki wyjazd. Na początku nikomu nie spodobał się
ten pomysł zwłaszcza, że cena tego wyjazdu wydawała się
wszystkim dużo za wysoka. Na następnym treningu dowiedzieliśmy
się, że w czasie tego obozu również będą odbywały się
treningi i dlatego tyle to kosztuje. Moim zdaniem trochę to nie
uczciwe z jego strony. Ten, kto chce żeby jego dziecko nie miało
zaległości, musi wysłać go na taki obóz. Bez względu na cenę.
Przez cały tydzień Agnieszka dzwoniła do nas może ze trzy razy.
Zawsze mieli coś do roboty. Jak nie treningi to zwiedzanie. Z tego
co mówiła wynikało, że jest zadowolona. Gdy wróciła
dowiedzieliśmy się, że wcale nie było tak różowo jak to
opisywała przez telefon. Wszyscy tak mówili to ona też. Nie mieli
ani chwili wolnego czasu. Dzień zaplanowany co do minuty. Cała
grupa wróciła w sobotę wieczorem. Agnieszka była bardzo zła. Nie
chciała powiedzieć dlaczego. Chyba nie z powodu powrotu. W
niedzielę spała do jedenastej. Ale i tak długi sen nie poprawił
jej humoru. Z dawnych lat wiedziałam co pozwala się jej uspokoić.
Puzzle. Na taką właśnie okazję trzymałam zestaw puzzli
„Afrykańskie słonie” Zawsze lubiła krajobrazy. Ułożenie
zestawu składającego się z tysiąca elementów zajmie jej kilka
dni. Pierwszy raz słyszałam, że cieszy się z powrotu do szkoły.
W wakacje planowany jest kolejny wyjazd. Tym razem obóz harcerski.
Jak do tej pory ma ochotę pojechać. Zobaczymy czy w miarę
zbliżania się terminu wyjazdu nie zmieni zdania.
piątek, 10 lutego 2017
Kara
Wyprawa na zakupy to w naszej rodzinie niemal tradycja. Wiadomo, że
nie zdarzają się co dziennie. Raz na dwa, trzy tygodnie. Oczywiście
każdego dnia rano chodzę do sklepu po codzienne zakupy. Chleb,
mleko i takie tam. Na większe zakupy zazwyczaj wybieramy się w
sobotę. Raz pojechaliśmy w środku tygodnia, dzieci były na nas
obrażone przez tydzień. W naszym ulubionym sklepie, którego nazwy
nie podam, bo była by to reklama, jest specjalna sala, w której
można zostawić dzieci pod opieką doświadczonych osób żeby
zaoszczędzić im wędrówek między regałami w poszukiwaniu towarów
z wcześniej przygotowanej listy. Jednak nasze wnuki i myślę, że
nie tylko one wolą takie wędrówki szczególnie, że zawsze mogą
liczyć na jakieś zakupy specjalnie dla nich. Takie spoza listy.
Gry, puzzle czy inne zabawki mniej lub bardziej potrzebne. Czasem uda
się jakoś namówić je żeby jednak zostały w owej sali. Ostatnim
razem żeby zostały obiecaliśmy im zestaw „Pracownia botanika”
firmy Trefl. Nauka i zabawa w jednym. Chyba było to za mało, bo po
godzinie zostaliśmy wezwani przez ochronę sklepu. Okazało się, że
nasze kochane wnuki uznały jeden zestaw za zbyt małą cenę za
pozostanie pod opieką przedszkolanki i postanowiły na własną rękę
nas poszukać. Przez ponad pół godziny cała nasza rodzina wraz z
ochroną sklepu szukała zaginionych. Nikt nie wpadł na to, żeby
najpierw iść do działu z zabawkami. To właśnie tam znaleźliśmy
całą piątkę. Na najmłodszych nie mogliśmy się złościć, ale
na Agnieszkę i Anię mama była wściekła. Przeprosiliśmy ochronę
i opiekunki. Musieliśmy obiecać, że więcej się to nie powtórzy.
Moja córka oświadczyła, że w ramach kary dzieci już nigdy nie
pojadą z nami do tego sklepu. Myślę, że nie uda jej się
dotrzymać tej obietnicy. Wiem coś na ten temat.
środa, 8 lutego 2017
Pierwszy puchar
Nie pochwaliłam się. Agnieszka zapisała się na kurs samoobrony.
Śmialiśmy się, że po kilku miesiącach treningu zacznie uczyć
rodziców nowych zasad. Oczywiście swoich. Przed pierwszymi
zajęciami nie mogła się doczekać. Jej radość trwała do
drugiego treningu, gdy trener ogłosił, że cała grupa została
zgłoszona do zawodów. Od tej pory chodziła albo smutna, albo zła.
Smutna bo jak mówiła, skoro nic jeszcze nie umie to jak ma wystąpić
w zawodach. Wkurzało ją to, że nie zapisała się dużo wcześniej.
Tłumaczyliśmy jej, że takie zawody, szczególnie dla
początkujących, to tylko pokazy i mnóstwo okrzyków. Nigdy nie
byłam na takim turnieju, więc nie wiem jak to wygląda, ale coś
trzeba było jej powiedzieć żeby dodać jej otuchy. Treningi
odbywały się dwa razy w tygodniu po dwie godziny. Po miesiącu cała
drużyna pojechała na turniej. Agnieszka zajęła trzecie miejsce i
przywiozła do domu swój pierwszy puchar. Stoi na specjalnie
przygotowanej półce. Mówiła, że tam będą stały wszystkie jej
nagrody. Rodzice byli z niej bardzo dumni. Młodsze rodzeństwo nie
mogło zrozumieć czemu Agnieszka coś dostała a one nie. Zawsze
było tak, że gdy kupowaliśmy coś jednemu z naszych wnuków na
przykład na urodziny, to reszta też musiała coś dostać. Choćby
czekoladę. Gdy za wszelką cenę próbowały zdjąć puchar z półki,
żeby też był ich, postanowiliśmy im też coś kupić. Agnieszka
nie wybaczyła by wszystkim, gdyby coś stało się jej nagrodzie.
Miały to być puzzle, ale jak się okazało do sklepu przywieziono
nowy towar. Z najnowszych produktów firmy Trefl wybraliśmy zestawy
zabawek „Pracownia botaniki” i „Fabryka eksplozji” Na jakiś
czas zostawią puchar w spokoju. Gorzej będzie gdy Agnieszka z
każdych zawodów będzie przywozić nagrody. Oprócz karate trenuje
jeszcze taniec i ma zamiar zapisać się na zajęcia z tenisa
ziemnego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)