Odkąd pamiętam
moja wnuczka zawsze lubiła film „Kraina lodu” I nie tylko ona.
Ile razy w szkole organizowana jest jakaś impreza kostiumowa,
Agnieszka i jej koleżanki przebierały się za bohaterów z tej
bajki i jak nie trudno się domyślić wszystkie za księżniczki.
Ale było zdziwienie jak jedna z dziewczynek była przebrana za
bałwanka Olafa. Śmiechu było co niemiara. Oczywiście była w
centrum zainteresowania. Do dziś nikt nie wie dlaczego wybrała taki
kostium. Niedawno jedna z koleżanek miała urodziny. Jej mama
poinformowała rodziców wszystkich zaproszonych o spotkaniu w
sprawie przyjęcia niespodzianki. Chciała, aby był to bal
kostiumowy ale znów byłyby same księżniczki z ulubionego filmu
więc chyba nie był to dobry pomysł. Stanęło na tym, że będzie
to „zwykłe” przyjęcie podczas którego wszystkie dzieci zostaną
zaproszone do wzięcia udziału w różnych zabawach. Przebieg
przyjęcia według planu miał być taki: najpierw mały posiłek a
po nim śpiewanie „STO LAT” potem ogromny tort i dopiero gry i
zabawy. Nikt nie wiedział co kupić na prezent. Chodziliśmy po
różnych sklepach z ubraniami, z zabawkami a nawet sportowymi i w
żadnym nie znalazłam nic co według mnie mogło by się jej
spodobać. Wtedy przypomniałam sobie jak cieszyła się moja wnuczka
gdy dostała ode mnie „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy”
( ten kartonowy do samodzielnego montażu) i grę planszową „Memos
- Kraina Lodu” Po konsultacji z innymi rodzicami ja miałam kupić
jej taki zamek a ktoś inny grę. Z takimi prezentami udaliśmy się
do solenizantki. Jak już nie raz się zdarzało plany z praktyką
nigdy się nie pokrywają tak i w tym przypadku się to potwierdziło.
Posiłek, STO LAT i tort według planu a dalej już nie. Zaczęło
się otwieranie prezentów. Na szczęście mój został otwarty jako
ostatni. Dlaczego na szczęście? Wszystkie dziewczynki od razu
zabrały się za składanie zamku nie zważając na inne prezenty.
Myślę, że nawet nie zauważyła by gdyby ten zamek był jedynym
prezentem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz