Znowu przyjęcie urodzinowe. Jednak tym razem solenizantem nie jest
dziecko a osoba dorosła czyli mój syn. Może to i lepiej. Po tych
wszystkich imprezach dla dzieci jest to jakaś odmiana.
Przygotowania, w które włączyli się wszyscy domownicy, zaczęły
się dzień wcześniej. Każdy dostał coś do roboty. Ja razem z
dziećmi mieliśmy posprzątać teren wkoło domu. Ponieważ było
bardzo ciepło to nawet się ucieszyłam z takiego zadania. Jak nigdy
wcześniej dzieci pomagały mi bez żadnego sprzeciwu. Dziwne, nie?
Przez okna co chwila było słychać jakąś sprzeczkę a to o
talerze, a to o lampki do wina innym razem o rodzaj i ilość ciast.
Każdy chciał co innego a przecież to solenizant powinien o
wszystkim decydować. Jednak nikt się tym nie przejmował. Po całym
dniu wszystko było gotowe. W sobotę od rana zaczęło się
przymierzanie strojów czasem kupionych specjalnie na tę okazję. I
znowu sprzeczki. Krawat nie pasuje do koszuli albo pasek do sukienki,
albo strój męża nie pasuje kolorami do stroju żony. Istne
wariactwo. Najlepiej miały dzieci bo one nie musiały się za bardzo
starać. Dla nich była przygotowana osobna sala żeby jak to
określono, nie przeszkadzały dorosłym w zabawie. Około południa
wszyscy zaczęli się schodzić. Podano obiad i deser i zaczęło się
świętowanie. Prawie przez całe przyjęcie panowała bardzo miła
atmosfera. Dzieci już wcześniej wiedziały, że będą same
świętowały więc przyniosły ze sobą jakieś dziwne pudła. W
połowie przyjęcia trzeba było sprawdzić co się stało, że nasze
pociechy jeszcze się nie kłócą. Jakim cudem tak długo
wytrzymały. Mnie przypadło to zadanie. Na górze, gdzie dzieci
miały być panowała podejrzana cisza. Zajrzałam do pokoju a tam
wszystkie siedziały przy owych pudłach, w których w tajemnicy
przed rodzicami przyniosły gry planszowe i puzzle. Jak mówiły
„Barbie i jej super przyjaciele” i „Kąpiel Prosiaczka” jakoś
pomogą im przetrwać to przyjęcie. Wiedziały, że będzie
strasznie nudno a przy puzzlach jakoś to przetrwają. Gdy to
powtórzyłam wszyscy na przyjęciu zaczęli się śmiać a dzieciom
pozwoliliśmy zejść do nas, ale nie chciały. Powiedziały: teraz
to się bawcie sami i zostały na górze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz