środa, 26 sierpnia 2015

Odmiana

 Znowu przyjęcie urodzinowe. Jednak tym razem solenizantem nie jest dziecko a osoba dorosła czyli mój syn. Może to i lepiej. Po tych wszystkich imprezach dla dzieci jest to jakaś odmiana. Przygotowania, w które włączyli się wszyscy domownicy, zaczęły się dzień wcześniej. Każdy dostał coś do roboty. Ja razem z dziećmi mieliśmy posprzątać teren wkoło domu. Ponieważ było bardzo ciepło to nawet się ucieszyłam z takiego zadania. Jak nigdy wcześniej dzieci pomagały mi bez żadnego sprzeciwu. Dziwne, nie? Przez okna co chwila było słychać jakąś sprzeczkę a to o talerze, a to o lampki do wina innym razem o rodzaj i ilość ciast. Każdy chciał co innego a przecież to solenizant powinien o wszystkim decydować. Jednak nikt się tym nie przejmował. Po całym dniu wszystko było gotowe. W sobotę od rana zaczęło się przymierzanie strojów czasem kupionych specjalnie na tę okazję. I znowu sprzeczki. Krawat nie pasuje do koszuli albo pasek do sukienki, albo strój męża nie pasuje kolorami do stroju żony. Istne wariactwo. Najlepiej miały dzieci bo one nie musiały się za bardzo starać. Dla nich była przygotowana osobna sala żeby jak to określono, nie przeszkadzały dorosłym w zabawie. Około południa wszyscy zaczęli się schodzić. Podano obiad i deser i zaczęło się świętowanie. Prawie przez całe przyjęcie panowała bardzo miła atmosfera. Dzieci już wcześniej wiedziały, że będą same świętowały więc przyniosły ze sobą jakieś dziwne pudła. W połowie przyjęcia trzeba było sprawdzić co się stało, że nasze pociechy jeszcze się nie kłócą. Jakim cudem tak długo wytrzymały. Mnie przypadło to zadanie. Na górze, gdzie dzieci miały być panowała podejrzana cisza. Zajrzałam do pokoju a tam wszystkie siedziały przy owych pudłach, w których w tajemnicy przed rodzicami przyniosły gry planszowe i puzzle. Jak mówiły „Barbie i jej super przyjaciele” i „Kąpiel Prosiaczka” jakoś pomogą im przetrwać to przyjęcie. Wiedziały, że będzie strasznie nudno a przy puzzlach jakoś to przetrwają. Gdy to powtórzyłam wszyscy na przyjęciu zaczęli się śmiać a dzieciom pozwoliliśmy zejść do nas, ale nie chciały. Powiedziały: teraz to się bawcie sami i zostały na górze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz