poniedziałek, 18 maja 2015

Powrót do domu

Najpierw trzeba wyjaśnić kto, skąd i kiedy wracał. Ale od początku. Miesiąc temu moja wnuczka przyniosła ze szkoły wiadomość o możliwości wyjazdu na dwa tygodnie na zieloną szkołę nad morze. No i się zaczęło. Każda rozmowa nie tylko z nami, ale i między sobą, dotyczyła tego wyjazdu. Nie liczyło się nic poza tym jednym wydarzeniem ani zabawy, ani szkoła. Nic. Przygotowania to było istne szaleństwo. Wszystko trzeba było kupić nowe. Od ubrań po zabawki. Każdy mógł wziąć jedną ulubioną. Nowa a już ulubiona. Ciekawe prawda? Dalej. Tydzień przed wyjazdem nauczycielka kazała przygotować listę rzeczy, które zostaną zapakowane do walizki, oczywiście też nowej. Każda, nawet najdrobniejsza rzecz musiała być dokładnie opisana. Kolor, kształt, wzorek i cała reszta. Cztery kartki formatu A4. Dzień wyjazdu. O 7 rano wszystkie dzieci miały się stawić wraz z rodzicami koło szkoły gdzie zostały policzone i wpuszczone do autokaru wcześniej sprawdzonego przez policję. Trochę głupio powiedzieć, ale wreszcie pojechali. Czas przejazdu wyliczono na 11 godzin. Dwa krótkie postoje na posiłek i jeden dłuższy na obiad w restauracji pod Warszawą. Około dwudziestej dojechali na miejsce. Na drugi dzień na pierwszym, nazwijmy to apelu, przedstawiono krótki regulamin. Jeden punkt dotyczył korzystania z telefonów. Jedną godzinę po obiedzie można było zadzwonić do domu, albo gdzie kto chciał. I tak każdego dnia. Regulamin, zasady to dzieciom nie pasowało najbardziej dlatego drugi tydzień to był czas oczekiwania na powrót do domu. Nadszedł czas powrotu. Idealnie zgrana grupa bardzo szybko i sprawnie zajęła miejsca w autobusie i po kwadransie wszyscy byli gotowi do wyjazdu. I znów dwa krótkie postoje i jeden długi na obiad. W czasie jazdy nauczycielka próbowała rozpocząć jakieś gry towarzyskie albo śpiewanie piosenki, ale nie udało się. Wszystkie dzieci, z nosami przyklejonymi do szyb wypatrywało znajomych okolic. Godzina 16. Jest!!! Nareszcie znajome nazwy miejscowości. Nareszcie w domu. Rodzice już czekali na swoje pociechy, które zapytane o wrażenia jakoś bez przekonanie powiedziały, że było fajnie. Później, rozmawiając z rodzicami innych dzieci, dowiedziałam się, że nie pojechały by jeszcze raz ale nie powiedziały dlaczego. Dyscyplina i zasady. Oto dlaczego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz