Najpierw trzeba
wyjaśnić kto, skąd i kiedy wracał. Ale od początku. Miesiąc
temu moja wnuczka przyniosła ze szkoły wiadomość o możliwości
wyjazdu na dwa tygodnie na zieloną szkołę nad morze. No i się
zaczęło. Każda rozmowa nie tylko z nami, ale i między sobą,
dotyczyła tego wyjazdu. Nie liczyło się nic poza tym jednym
wydarzeniem ani zabawy, ani szkoła. Nic. Przygotowania to było
istne szaleństwo. Wszystko trzeba było kupić nowe. Od ubrań po
zabawki. Każdy mógł wziąć jedną ulubioną. Nowa a już
ulubiona. Ciekawe prawda? Dalej. Tydzień przed wyjazdem nauczycielka
kazała przygotować listę rzeczy, które zostaną zapakowane do
walizki, oczywiście też nowej. Każda, nawet najdrobniejsza rzecz
musiała być dokładnie opisana. Kolor, kształt, wzorek i cała
reszta. Cztery kartki formatu A4. Dzień wyjazdu. O 7 rano wszystkie
dzieci miały się stawić wraz z rodzicami koło szkoły gdzie
zostały policzone i wpuszczone do autokaru wcześniej sprawdzonego
przez policję. Trochę głupio powiedzieć, ale wreszcie pojechali.
Czas przejazdu wyliczono na 11 godzin. Dwa krótkie postoje na
posiłek i jeden dłuższy na obiad w restauracji pod Warszawą.
Około dwudziestej dojechali na miejsce. Na drugi dzień na
pierwszym, nazwijmy to apelu, przedstawiono krótki regulamin. Jeden
punkt dotyczył korzystania z telefonów. Jedną godzinę po
obiedzie można było zadzwonić do domu, albo gdzie kto chciał. I
tak każdego dnia. Regulamin, zasady to dzieciom nie pasowało
najbardziej dlatego drugi tydzień to był czas oczekiwania na powrót
do domu. Nadszedł czas powrotu. Idealnie zgrana grupa bardzo szybko
i sprawnie zajęła miejsca w autobusie i po kwadransie wszyscy byli
gotowi do wyjazdu. I znów dwa krótkie postoje i jeden długi na
obiad. W czasie jazdy nauczycielka próbowała rozpocząć jakieś
gry towarzyskie albo śpiewanie piosenki, ale nie udało się.
Wszystkie dzieci, z nosami przyklejonymi do szyb wypatrywało
znajomych okolic. Godzina 16. Jest!!! Nareszcie znajome nazwy
miejscowości. Nareszcie w domu. Rodzice już czekali na swoje
pociechy, które zapytane o wrażenia jakoś bez przekonanie
powiedziały, że było fajnie. Później, rozmawiając z rodzicami
innych dzieci, dowiedziałam się, że nie pojechały by jeszcze raz
ale nie powiedziały dlaczego. Dyscyplina i zasady. Oto dlaczego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz