Jak już pisałam, w
marcu dotychczasowy sołtys został wybrany na drugą kadencję. O
jego zasługach nie ma co pisać drugi raz, chociaż na każdą
pochwałę zasłużył w 100% i to nie tylko dlatego, że to mój
sąsiad. Jego największym sukcesem jak do tej pory jest święto
obchodzone na początku wakacji: Dzień Jagody. Ale to też już
wiecie. O tegorocznych obchodach może też coś napiszę, jak
wydarzy się coś ciekawego co z naszym sołtysem można uznać za
bardzo prawdopodobne. Jednak dziś przedstawię Wam jak duże
zamieszanie może wyniknąć gdy kila osób bierze się za
przygotowanie jednej imprezy. Na pierwszym zebraniu rady sołeckiej
ustalany jest termin i miejsce uroczystości. Mamy trzy do wyboru
plac koło domu kultury, boisko sportowe albo parking obok kościoła,
też duży. Miejsce jest ważne, ponieważ w zależności od niego
inaczej jest przygotowany przebieg. Na stadionie trzeba zbudować
scenę dla zespołów muzycznych a przy domu kultury i przy kościele
nie. Natura zrobiła to sama. Zaraz na początku potwierdza się
powiedzenie, że gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania. Podejścia
były trzy w zależności od zajmowanego stanowiska. Skarbnik żeby
było jak najtaniej. Sołtys mówił, że stać nas na imprezę z
pompą jak co roku. A przewodniczący jak zwykle nie opowiedział się
po żadnej ze stron i chciał tanio i dobrze. Następna sprawa to sam
przebieg. I znowu każdy miał swoją wizję. Najbardziej oryginalnym
pomysłem było wykorzystanie różnych zabawek i gier planszowych w
konkursach dla dzieci, niestety to nie przeszło. Ustalono, że gry
towarzyskie wystarczą. Zebrania rady są otwarte dla wszystkich
chętnych i każdy mógł zaproponować coś od siebie, oczywiście z
sensem. Więc pojawił się wniosek żeby w tym roku całą imprezę
urządzić na terenie basenu bo przecież tam też jest duży plac.
Niestety już kilka lat temu rozważano taki pomysł, ale właściciele
basenu się nie zgodzili. To wszystko działo się na pierwszym
zebraniu. Zobaczymy co będzie na następnym, które odbędzie się w
przyszłym tygodniu. Też się wybieram.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz