Dla chorej osoby nie ma nic bardziej miłego niż odwiedziny
znajomych. Jednak robi się trochę nerwowo gdy w jednym czasie
przyjdzie kilkanaście osób. Kilka dni temu w takiej sytuacji była
Agnieszka. Grypa i tydzień leżenia w domu. Zaraz na drugi dzień w
odwiedziny przyszły jej trzy najlepsze koleżanki. Te z którymi
naprawiała zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy”
gdy pierwszy raz został zniszczony. Pamiętacie jak to było?
Zostałam sama z najmłodszymi wnukami. Dopóki byłam z nimi nic
złego się nie działo. Zadzwonił telefon a gdy poszłam odebrać
maluchy od razu zainteresowały się zamkiem. Stał na szklanym
stole. Jak to małe dzieci mają w zwyczaju chciały „przyjrzeć
się z bliska” i pociągnęły za obrus. Razem z zamkiem na podłogę
spadł blat stołu. I zamek, i blat nie nadawały się już do
niczego. Przynajmniej według mnie. Gdy Agnieszka wróciła ze szkoły
razem z koleżankami zdołała go naprawić. Od tamtej pory nikt nie
mógł podejść do niego nie mówiąc o dotykaniu. To właśnie te
koleżanki odwiedziły Agnieszkę jako pierwsze. Cztery osoby to nie
tak dużo szczególnie, że często u nas bywały. Niestety
zapowiedziały wizytę jeszcze kilku znajomych. Na wszelki wypadek
udałam się do sklepu na większe zakupy. Z doświadczenia wiem, że
słowa „jeszcze kilku” mogą oznaczać przygotowania do małego
przyjęcia. Nie pomyliłam się. Na drugi dzień w odwiedziny
przyszła cała klasa. 17 osób to też kilku znajomych. Jak to się
już przyjęło gdy idzie się w odwiedziny do chorego trzeba
przynieść jakiś mały prezent. Gdy jest to osoba dorosła przynosi
się kwiaty lub coś innego o czym tu nie mogę napisać a wszyscy
wiedzą o czym mówię. Jednak cała klasa, znając zamiłowanie
Agnieszki do serii o krainie lodu, postanowiła, że gra „Boom Boom
Frozen” firmy Trefl będzie lepszym prezentem niż nawet największy
i najpiękniejszy bukiet kwiatów. Mieli rację.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz