Od czasu ostatnich wyborów na sołtysa zaczęłam chodzić na każde
„zebranie wiejskie” Tak zawsze było napisane na plakacie
informacyjnym. Zapytacie, dlaczego od wyborów i to gdy sołtysa
wybrano na drugą kadencję. Na wybory prawie siłą zaciągnął
mnie mój mąż. On od zawsze czynnie uczestniczył we wszystkich
tego rodzaju spotkaniach. Ale do rzeczy. 10 września odbyło się
takie właśnie zebranie. Jak to na większości takich spotkań na
początku sołtys witał wszystkich. Jednak to różniło się od
innych zebrań bo tym razem zaproszony został wójt. Żeby było
ciekawiej stawił się osobiście. Do tej pory za każdym razem
przyjeżdżał przedstawiciel urzędu gminy z listem od wójta z
przeprosinami. Zawsze był jakiś powód, więc gdy pojawił się
osobiście wszyscy byli trochę zdziwieni. Po powitaniach zaczęła
się główna część zebrania. Oczywiście dotyczyła pieniędzy,
ich podziału i celów na które się je wyda. Każdy z uczestników
miał inne pomysły. Wyposażenie placu zabaw w plansze do gier to
tylko jeden z nich, w sumie najbardziej poważny. A wręcz przeciwnym
było wybudowanie lodowiska. Po prawie godzinie przegadywania się do
głosu doszedł nasz ważny gość. Przywiózł gotowy plan
wykorzystania funduszy aby go omówić, ale ponieważ od razu wszyscy
mieli pomysły nie wtrącał się w kłótnię. Według planów
przygotowanych przez gminę do naszej miejscowości miała trafić
bardzo duża kwota w porównaniu do dotychczasowych. Po zsumowaniu
tych pieniędzy i tych, które zaoferowały zakłady pracy można
było szybko dokończyć remont przedszkola i wyposażyć sale w nowe
meble, zabawki, gry i puzzle. Wójt wymienił chyba wszystkie
produkty firmy Trefl i innych producentów gier jakie zamierzali
kupić. Wyposażenie sali gimnastycznej obiecali sfinansować
rodzice. Takim sposobem wszystkie zapisane dzieci mogły od 1
września pójść pierwszy raz do przedszkola. Pozostałe pieniądze
postanowiono przeznaczyć na inne remonty w tym chodnik. Mimo że
układany był w zeszłym roku to po budowie kanalizacji już trzeba
go układać od nowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz