Ostatnio opisywałam Wam nasze święta. Dla przypomnienia,
spędziliśmy je w górach. W sumie była to przysługa dla
przyjaciela Sławka, który poprosił go o poprowadzenie pensjonatu
pod jego nieobecność. Jakaś ważna sprawa rodzinna zmusiła go do
wyjazdu akurat w tym czasie gdy było najwięcej gości. Zdarzyło
mi się już gościć w niejednym hotelu od tych najmniejszych,
prowadzonych przez jedną rodzinę od pokoleń, przynajmniej tak było
napisane na wszelkiego rodzaju reklamach aż po ty największe i
najbardziej znane, ale z taką atmosferą nie spotkałam się w
żadnym z nich. Tu wszyscy byli, że się tak wyrażę równi. Nie
było podziału na szefów i pracowników. Największym zaskoczeniem
była wieczerza wigilijna a właściwie przygotowania do niej. My,
pracownicy i nawet goście wspólnie przygotowywali wszystkie
potrawy. Uszka z barszczem to było nasze zadanie. Razem z córką
lepiłyśmy je przez trzy i pół godziny. Ponieważ goście byli z
różnych części Polski mieliśmy potrawy z każdego regionu.
Trochę zdziwiło mnie to zaangażowanie wszystkich, ale dowiedziałam
się, że takie wspólne przygotowania to już tradycja a wszyscy
goście każdego roku przyjeżdżają tu na święta. Drugiego dnia
świąt zawitał do nas Święty Mikołaj. Nie pomyliłam się. W
pensjonacie było około 20 dzieci więc po tajemniczym wyjeździe
Sławka pojawił się ów gość. Ktoś powie, że prezenty w święta
powinno się znaleźć pod choinką a nie dostać od Mikołaja, ale
dzieciom to nie przeszkadzało szczególnie gdy każde z nich zostało
wywołane z imienia i nazwiska. Każde z dzieci otrzymało zestawy
puzzli z serii o krainie lodu firmy Trefl. Jak wiecie do kin weszła
niedawno siódma część gwiezdnych wojen więc z tej okazji każdy
młody gość pensjonatu otrzymał zestaw z VII epizodu tej właśnie
sagi „Droidy” i „Po ciemnej stronie mocy” Wszyscy
zastanawiali się skąd Mikołaj znał wszystkie dzieci. Jak myślicie
gdzie był Sławek? Wszystkie prezenty zostały sfinansowane przez
właścicieli pensjonatu, ale ktoś musiał je przekazać gościom.
Mikołaj?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz