środa, 4 stycznia 2017

Spełnienie obietnicy

 Zdarzyło Wam się kiedyś, że musieliście coś zrobić, choć wcale nie mieliście na to ochoty? Po spotkaniu rodzinnym w drugi dzień świąt, podczas którego omal nie doszło do „wypadku” Dwóch moich zięciów prawie się pobiło o jakiś głupi mecz hokeja. Na szczęście udało się ich rozdzielić. To moje „coś” to była imprezka z okazji nowego roku. Pamiętacie jak Sławek obiecał dzieciom niespodziankę. Od tamtej pory nie było dnia, żeby nie pytały o następną uroczystość. Żeby było jeszcze lepiej, znajomi też zaczęli się o to dopytywać. Na początku nie chcieli powiedzieć, dlaczego im tak zależy. Okazało się, że gdy tylko wspominali o wyjściu z domu, dzieci od razu chciały iść do nas. Jak się okazało, że idą gdzieś indziej dzieci zaczynały płakać. W końcu nie było innego wyjścia jak się zgodzić. Gdy tylko wspomniałam o zaproszeniu rodziny dzieci prawie skakały z radości. Zaprosiliśmy prawie całą rodzinę. O Sławku jak zawsze zapomnieliśmy. Znów nie doceniliśmy naszych dzieci. Same zadzwoniły do wujka, żeby mieć pewność, że przyjdzie. Pisałam, że Sławek rzadko coś obiecuje i jeszcze rzadziej dotrzymuje obietnic. Jednak dzieci ani razu nie zawiódł. Tym razem też nie. Przygotowania zaczęły się od rana. Na szczęście pojawił się Sławek. Nigdy nie cieszyłam się tak z jego odwiedzin. Jak zwykle dzieci od razu zabrały go do swojego pokoju, a my mieliśmy spokój. A właśnie, obietnica. Miało to być coś do ich sklepu. Jak się domyślałam, były to banknoty, podobne do tych z gry „Monopol” i model kasy. Dodatkowo, żeby urozmaicić rzeczy do sprzedawania przyniósł zestawy gier „5 sekund junior” i puzzle „ Anna i Elsa -Puzzle Glam” Oczywiście zestawów było tyle ile dzieci. I tym razem, po zakończeniu przyjęcia dzieci też ciężko było zabrać do domów. Tym razem chyba obyło się bez obietnic.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz