Zdarzyło Wam się kiedyś, że musieliście coś zrobić, choć
wcale nie mieliście na to ochoty? Po spotkaniu rodzinnym w drugi
dzień świąt, podczas którego omal nie doszło do „wypadku”
Dwóch moich zięciów prawie się pobiło o jakiś głupi mecz
hokeja. Na szczęście udało się ich rozdzielić. To moje „coś”
to była imprezka z okazji nowego roku. Pamiętacie jak Sławek
obiecał dzieciom niespodziankę. Od tamtej pory nie było dnia, żeby
nie pytały o następną uroczystość. Żeby było jeszcze lepiej,
znajomi też zaczęli się o to dopytywać. Na początku nie chcieli
powiedzieć, dlaczego im tak zależy. Okazało się, że gdy tylko
wspominali o wyjściu z domu, dzieci od razu chciały iść do nas.
Jak się okazało, że idą gdzieś indziej dzieci zaczynały płakać.
W końcu nie było innego wyjścia jak się zgodzić. Gdy tylko
wspomniałam o zaproszeniu rodziny dzieci prawie skakały z radości.
Zaprosiliśmy prawie całą rodzinę. O Sławku jak zawsze
zapomnieliśmy. Znów nie doceniliśmy naszych dzieci. Same
zadzwoniły do wujka, żeby mieć pewność, że przyjdzie. Pisałam,
że Sławek rzadko coś obiecuje i jeszcze rzadziej dotrzymuje
obietnic. Jednak dzieci ani razu nie zawiódł. Tym razem też nie.
Przygotowania zaczęły się od rana. Na szczęście pojawił się
Sławek. Nigdy nie cieszyłam się tak z jego odwiedzin. Jak zwykle
dzieci od razu zabrały go do swojego pokoju, a my mieliśmy spokój.
A właśnie, obietnica. Miało to być coś do ich sklepu. Jak się
domyślałam, były to banknoty, podobne do tych z gry „Monopol”
i model kasy. Dodatkowo, żeby urozmaicić rzeczy do sprzedawania
przyniósł zestawy gier „5 sekund junior” i puzzle „ Anna
i Elsa -Puzzle Glam” Oczywiście
zestawów było tyle ile dzieci. I tym razem, po zakończeniu
przyjęcia dzieci też ciężko było zabrać do domów. Tym razem
chyba obyło się bez obietnic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz