środa, 25 stycznia 2017

Tu jestem, nie martwcie się

 Każde działanie ma swoje konsekwencje. Wcześniej czy później, ale ma. Po trzydniowym kuligu, a właściwie po dużej ilości wywrotek Agnieszka, Ania i wiele innych dzieci wylądowało u lekarza. Diagnoza: silne przeziębienie. Zalecenia: siedzenie w domu i oczywiście lekarstwa. Niektóre naprawdę paskudne w smaku. Żadne z dzieci nie przejmowało się tym za bardzo, bo kulig i tak się już skończył, a jak same mówiły, zajęcia i tak były nudne. Może oprócz prezentacji zabawek i gier. Co robić w długie zimowe wieczory, gdy na zewnątrz jest zimno, ciemno i mokro? U nas nie ma za bardzo z tym problemu. Jak już nie raz pisałam, bardzo lubimy grać w gry. Od bardzo dawna często gramy w „5 sekund” Ostatnio na rynku pojawiła się edycja specjalna, więc i ten zestaw zakupiliśmy zaraz po ukazaniu się w sklepie. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie żałujemy ani jednej złotówki wydanej na ten cel. Od świątecznego spotkania, dzieci grają w to jeszcze chętniej. Dlaczego? Oczywiście winny jest Sławek. Przez cały wieczór grał z nimi właśnie w „5 sekund junior” Przegrał tylko dwa razy. Z tego co wiem, specjalnie dał wygrać dzieciom. Wiele razy zastanawiałam się, dlaczego Ania i Agnieszka wraz z koleżankami tak często grają, i teraz już wiem. Wujek umówił się z nimi na następną rozgrywkę, więc trenują żeby tym razem wygrać za każdym razem. Znając Sławka, na pewno tak się stanie. Jednak od miesiąca nie można się z nim w żaden sposób skontaktować. Z dawnych czasów wiem, że po takim zniknięciu zawsze ma kłopoty. Wszystko wyjaśniło się wczoraj. Listonosz przyniósł list. W środku był zestaw foto puzzli z kartką: TU JESTEM. Po ułożeniu obrazek przedstawiał mały hotel w górach, w którym spędziliśmy święta w zeszłym roku. Przed budynkiem stał Sławek z łopatą do śniegu. Pod spodem podpis: pomagam przyjacielowi, nie martwcie się, wracam za tydzień. Dzieci były bardzo szczęśliwe. Już szykowały się na następną rozgrywkę.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz