Każde działanie ma swoje konsekwencje. Wcześniej czy później,
ale ma. Po trzydniowym kuligu, a właściwie po dużej ilości
wywrotek Agnieszka, Ania i wiele innych dzieci wylądowało u
lekarza. Diagnoza: silne przeziębienie. Zalecenia: siedzenie w domu
i oczywiście lekarstwa. Niektóre naprawdę paskudne w smaku. Żadne
z dzieci nie przejmowało się tym za bardzo, bo kulig i tak się już
skończył, a jak same mówiły, zajęcia i tak były nudne. Może
oprócz prezentacji zabawek i gier. Co robić w długie zimowe
wieczory, gdy na zewnątrz jest zimno, ciemno i mokro? U nas nie ma
za bardzo z tym problemu. Jak już nie raz pisałam, bardzo lubimy
grać w gry. Od bardzo dawna często gramy w „5 sekund” Ostatnio
na rynku pojawiła się edycja specjalna, więc i ten zestaw
zakupiliśmy zaraz po ukazaniu się w sklepie. Z czystym sumieniem
mogę powiedzieć, że nie żałujemy ani jednej złotówki wydanej
na ten cel. Od świątecznego spotkania, dzieci grają w to jeszcze
chętniej. Dlaczego? Oczywiście winny jest Sławek. Przez cały
wieczór grał z nimi właśnie w „5 sekund junior” Przegrał
tylko dwa razy. Z tego co wiem, specjalnie dał wygrać dzieciom.
Wiele razy zastanawiałam się, dlaczego Ania i Agnieszka wraz z
koleżankami tak często grają, i teraz już wiem. Wujek umówił
się z nimi na następną rozgrywkę, więc trenują żeby tym razem
wygrać za każdym razem. Znając Sławka, na pewno tak się stanie.
Jednak od miesiąca nie można się z nim w żaden sposób
skontaktować. Z dawnych czasów wiem, że po takim zniknięciu
zawsze ma kłopoty. Wszystko wyjaśniło się wczoraj. Listonosz
przyniósł list. W środku był zestaw foto puzzli z kartką: TU
JESTEM. Po ułożeniu obrazek przedstawiał mały hotel w górach, w
którym spędziliśmy święta w zeszłym roku. Przed budynkiem stał
Sławek z łopatą do śniegu. Pod spodem podpis: pomagam
przyjacielowi, nie martwcie się, wracam za tydzień. Dzieci były
bardzo szczęśliwe. Już szykowały się na następną rozgrywkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz