Agnieszka zawsze była dobrą uczennicą. Jednak ostatnio jej wyniki
w nauce bardzo się pogorszyły. Ale nie tylko jej. Rodzice jej
koleżanek też zauważyli taką sytuację u swoich córek. Często
znikają z domu na kilka godzin, albo wracają później ze szkoły.
Ostatnio zauważyłam, że na drzwiach naszego garażu pojawiła się
nowa kłódka. Taka sytuacja trwała przez jakiś miesiąc. Agnieszka
cały czas chodziła zła i na każde słowo reagowała tak samo.
Krzykiem. Nic nie pomagało. Ani próby rozmowy, ani puzzle, na które
zawsze można było liczyć. W żaden sposób nie można było się
dowiedzieć co się stało. Gdy próbowałam pytać koleżanki
Agnieszki, dlaczego tak się zachowują, zrobiły mi ogromną
awanturę. Tydzień temu wszystko się zmieniło. Wszystkie
dziewczynki zaczęły się dobrze uczyć, stały się miłe i
pomocne. Ale znikanie z domu zostało. Okazało się, że cały czas
gdy nie było ich w domu, spędzały w garażu. Nawet wtedy był on
zamknięty, tylko od środka. Nie wiedziałam nawet, że jest taka
możliwość. Jak to zwykle bywa od razu przychodziły na myśl
najgorsze rzeczy, które dziewczynki mogły tam robić. I tym razem
nie można było się tego dowiedzieć. Pytane, tylko się
uśmiechały, co było jeszcze bardziej denerwujące i tajemnicze.
Któregoś ranka, gdy przygotowywałam pranie, znalazłam w kieszeni
spodni Agnieszki klucze do garażu. Wiem, że nie powinno się
sprawdzać co kto ma w kieszeniach, ale odkąd wyprała się cała
emerytura męża, podczas przygotowywania prania zawsze to robię. Co
do kluczy, to postanowiłam zajrzeć do garażu. Ciekawość wzięła
górę. Na ogromnym stole leżał zestaw puzzli. Okazało się, że
przez cały czas, gdy dziewczynek nie było w domu, zwyczajnie
zajmowały się puzzlami. A my wyobrażaliśmy sobie nie wiadomo co.
Dowiedzieliśmy się jeszcze jednego. Nie tylko Agnieszkę uspokaja
układanie puzzli. Wszystko się wyjaśniło. Prawie wszystko. Do
dziś nie wiemy, dlaczego dziewczynki tak bardzo opuściły się w
nauce i co się stało, że wszystko wróciło do normy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz