Znacie
powiedzenie: złośliwość rzeczy martwych? Mnie spotyka to coraz
częściej. A to komputer psuje się, gdy jest najbardziej potrzebny,
a to samochód odmawia posłuszeństwa w takich samych
okolicznościach, a ostatnio nawet pogoda jest przeciwko mnie i to
wcale nie jest przesada. Pamiętacie urodziny Ani? Gdy planowałam
przyjęcie w ogrodzie, spadł śnieg. Gdy udało mi się wymyślić
co z tym śniegiem można robić, zaczęło świecić słońce i
wszystko się topiło. Gdy teraz miałam zorganizować urodziny
najmłodszej dwójce wnuków w domu, że by nic mi nie przeszkodziło,
znów świeci słońce. Żeby było ciekawiej teraz nawet nasz
rodzinny dom mnie „nie lubi” Gdy już zaplanowałam przyjęcie,
zaczęłam przygotowywać ciasta i tort. Wtedy pękła rura i cała
kuchnia została zalana. Potrzebny był mały remont. Koniec tego
dobrego. Urodziny zostały zorganizowane u mojej córki. Na szczęście
wszystkie prezenty schowałam w innym pokoju i wysoko. Jednak coś
nie chciało, żeby przyjęcie się udało, albo w ogóle odbyło.
Wszystko zaczęło się dobrze. Prezenty, tort i początek zabaw.
Mieszkanie mają duże, więc było gdzie się bawić. Gdy zaczęła
się rozgrywka w „5 sekund junior” spaliła się żarówka. W
pokoju zrobiło się ciemno. Dzieci zamiast panikować, zaczęły się
cieszyć. Po wymianie żarówki zabawa zaczęła się od nowa. Karty,
puzzle i wszystko inne nie oderwało nikogo od zgaszonego światła.
Nagle druga żarówka się spaliła. Gospodarze jakby byli
przygotowani. Wymienili kolejną, ale tym razem ostatnią, tym razem
dzieci również się nie przestraszyły. Jednak gdyby sytuacja się
powtórzyła, trzeba by skończyć przyjęcie, nie było już
zapasowych żarówek. Oczywiście dzieciom powiedzieliśmy, że to
wszystko jest częścią przyjęcia. Zadowolone wróciły do domu.
Później wszystkim opowiadały o niesamowitych atrakcjach, jakie
przygotowali organizatorzy. Żeby tylko wiedziały, że nic co się
wydarzyło nie było zamierzone. Przyjęcie się udało. Jak mówiłam:
złośliwość rzeczy martwych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz