Czy
jedna awantura może wywołać drugą, jeszcze większą? Może,
chyba że się jej zapobiegnie. Czy to jest uczciwe czy nie, ocenicie
sami. W piątek Agnieszka po powrocie ze szkoły, rzuciła plecak pod
łóżko i od razu chciała wyjść spotkać się z przyjaciółką.
Umówiły się poprzedniego dnia, o czym mama została poinformowana.
Nie miała nic przeciwko, a przynajmniej nic nie mówiła. Gdy
koleżanki miały się spotkać, wszystko się zaczęło.
Powiedziała, że najpierw trzeba zjeść obiad, potem odrobić
lekcje i dopiero wtedy można spotykać się z przyjaciółmi, a do
tego jest za zimno, aby włóczyć się po ulicach. Zdenerwowana
Agnieszka wybiegła z domu, trzaskając drzwiami. To jest wersja
córki, którą przekazała mi przez telefon. Chwilę później
rozległ się dzwonek i w drzwiach stanęła przemarznięta Agnieszka
i jej koleżanka. Miałam zadzwonić do córki, ale dziewczynki
poprosiły, abym tego nie robiła. Ich wersja wydarzeń była trochę
inna. Mama zamiast spokojnie wyjaśnić sytuacją, od razu zaczęła
krzyczeć. Nie pomagały wyjaśnienia, że wcale nie mają zamiaru
włóczyć się po ulicach, tylko przygotowywać zadanie domowe. Pech
chciał, że rodzice koleżanki wyjechali i dziewczynki zastały
zamknięte drzwi. Nie mogły wrócić do domu, bo awantura była by
jeszcze większa, więc przyszły do mnie. Pozwoliłam im zostać, co
miałam zrobić. Przygotowałam gorącą herbatę i pomogłam
przygotować się do zadania domowego. Jakoś trzeba było
zorganizować resztę czasu. Zestaw puzzli świetnie nadawał się do
tego celu. Jak wiecie, puzzle od bardzo dawna pomagają Agnieszce w
uspokojeniu się. Jak się okazało, jej koleżance też szczególnie,
że wyjęłam zestaw „Anna i Elsa” Są to ulubione bohaterki z
animowanego filmu, dlatego układanie było jeszcze przyjemniejsze.
Po koleżankę przyjechali rodzice, a upewniwszy się, że córce
przeszła złość, odwiozłam Agnieszkę do domu. Nie wiem, czy
dobrze zrobiłam, przyjmując dziewczynki. Wiem jedno, uniknęliśmy
kolejnej awantury, może większej niż pierwsza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz