Odkąd
pamiętam, a nie mam z nią kłopotu, na święta wielkanocne w
naszym domu, placki zawsze pieczone były w Wieli Piątek. Mama
bardzo przestrzegała tej tradycji i nie tylko ona. Większość
gospodyń z mojej rodzinnej wioski tak robiła. Przejęłam ten
zwyczaj. Od wielu lat od samego rana przygotowuję wszystkie ciasta,
to znaczy przygotowywałam. Dwa lata temu, w wyniku kilku pechowych
zbiegów okoliczności, okazało się, że mój mąż też ma
smykałkę do pieczenia ciast i od tamtego czasu to on się tym
zajmuje. Teraz, żebyście mnie źle nie zrozumieli. Lubię gdy
odwiedzają nas wnuki, ale nie dziś. Córka, chcąc mieć spokój,
przywozi dzieci do nas. Od czasu gdy dziadek krząta się po kuchni,
moim zadaniem jest pilnowanie maluchów. Wiadomo, że bardzo chciały
by pomagać mu w przygotowaniu i pieczeniu, ale jak kończy się ich
pomoc, wszyscy wiemy. Dwa razy więcej sprzątania i ponowna wizyta w
sklepie po nowe składniki. Miałam dopilnować, aby tak się nie
stało. Około południa dzieci jeszcze nie było. Już myślałam,
że w tym roku nas nie odwiedzą, ale w tym samym momencie rozległ
się dzwonek do drzwi, w których stanęli nasi goście. Od razu
skierowały się do kuchni z zamiarem pomocy. Na szczęście dziadek
wiedząc, że ma piec placki, wstał wcześniej, żeby zdążyć
przed ich przyjściem. Dziś miał więcej czasu. Za zwyczaj córka
przyjeżdża po nie wieczorem, więc trzeba było zorganizować
resztę dnia. Wszyscy wiemy jak można zająć ich czas. Specjalnie
na taką okazję udało mi się kupić zestaw foto puzzli. Obrazek
przedstawiał dziadka przygotowującego ciasto. Po wysłaniu zdjęcia
przedstawiciel firmy Trefl, bo to ona prowadzi sklep internetowy, w
którym złożyłam zamówienie, skontaktował się ze mną w celu
potwierdzenia czy na pewno wysłałam dobre zdjęcie. Pierwszy raz
zdarzyło się, że puzzle przedstawiały człowieka pracującego w
kuchni. Wszystko się udało. Dzieci zajęły się układaniem i nie
myślały o pomocy dziadkowi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz