Mieszkanie w bloku
ma swoje zalety ale i wady. Jednym i drugim są sąsiedzi, którzy
mogą być albo przyjaciółmi, albo wręcz przeciwnie. Dobry sąsiad
może być na wagę złota o czym przekonałam się osobiście. Na
moim piętrze są trzy mieszkania, moje znajduje się naprzeciwko
schodów. Moimi sąsiadami jest rodzeństwo, dwie siostry Wanda i
Dorota z rodzinami. Jedna po prawej druga po lewej stronie nas. Ich
mężowie nie bardzo się lubią, ale to już inna bajka.
Najważniejsze jest to, że relacje panujące między nami a nimi są
bardzo dobre. Przez ponad trzydzieści lat mieszkania razem, jeśli
dobrze pamiętam, nie kłóciliśmy się ani razu. Obie mieszkają
tylko z mężem a ich dzieci już dawno założyły swoje własne
rodziny, ale często odwiedzają rodziców. Nawet jak przyjadą z
dziećmi i robi się naprawdę dużo hałasu i zamieszania to nikt
nie ma pretensje bo wiadomo, że dzieci już takie są. Czasem nawet
po takich wizytach na korytarzu zostają jakieś zabawki, ale od razu
babcia albo dziadek wszystko ładnie posprząta. Zdarza się też, że
wszystkie wnuki z trzech mieszkań przyjadą w odwiedziny w tym samym
czasie. Możecie sobie wyobrazić jaki wtedy jest głośno? W sumie
jest ośmioro dzieci mniej więcej w tym samym wieku. Wtedy za
wszelką cenę próbujemy jakoś nakłonić je aby poszły się bawić
na plac zabaw na naszym osiedlu. Czasem to się udaje wtedy grają w
gry towarzyskie szczególnie w chowanego. Tą grę lubią
najbardziej. Jest ich tyle, że taka zabawa morze ciągnąć się
baaaardzo długo. I dobrze. Dzieci czasem się kłócą, ale tak już
jest nawet wśród przyjaciół. Niestety nie każdy ma tyle
szczęścia do sąsiadów. Mój syn jest w takiej sytuacji. A
właściwie był. Jego sąsiad, jak tylko usłyszał nawet
głośniejszą rozmowę od razu pukał w kaloryfer. Syn kiedyś o to
zapytał i dowiedział się, że sąsiad lubi ciszę a „taki hałas”
mu przeszkadza. Po wielkiej kłótni i straszeniu policją trochę
się uspokoił a teraz jak synowi urodziło się dziecko obiecał, że
postara się przyzwyczaić. Idzie mu nieźle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz