Do tej pory wydawało mi się, że nogę na chodniku można złamać
tylko w zimie. Niedawno zostałam wyprowadzona z błędu. Ale od
początku. W zeszłym roku musieliśmy ponownie wybierać wójta. Nie
wiadomo dlaczego, ale poprzedni zrezygnował ze stanowiska. Powodów
było tyle ilu mówiących o tym odejściu. W każdym razie jak bywa
to przed wyborami, każdy z kandydatów obiecywał złote góry byle
tylko przekonać do siebie wyborców. Oczywiście na wszystkie
spotkania wyborcze starałam się chodzić. Chciałam się dowiedzieć
jakich obietnic tym razem nikt nie dotrzyma. Na każdym zebraniu było
to samo. Obiecywano albo rzeczy które już mamy, albo takie które
są nam w ogóle nie potrzebne. Chyba jedyną rzeczą jaką u nas
trzeba by zrobić jest remont chodnika obok szkoły. Został zrobiony
przy okazji budowy szkoły w 1966 roku i od tamtej pory nikt go nie
naprawiał. Jeden z kandydatów obiecał nam nowy chodnik, więc
wszyscy na niego głosowaliśmy. Nasze modły zostały wysłuchane.
Nasz kandydat został nowym wójtem. Jak wiecie nasz sołtys nie
należy do ludzi łatwo poddających się. Podczas każdej wizyty w
urzędzie gminy przypominał mu o tej obietnicy. Po miesiącu takiego
przypominania mieliśmy nasz wymarzony nowy chodnik. Niestety nie
długo nim się cieszyliśmy. Po budowie nowej kanalizacji kostka
niby została ułożona ponownie, ale przyszedł deszcz i zaczęła
się zapadać. Chętnego do naprawy nie było. I tu dochodzimy do
złamania nogi przez moją koleżankę. Idąc ze sklepu wpadła w
takie miejsce. Noga w gipsie na sześć tygodni. Jej wnuczki są tak
samo opiekuńcze jak moje, więc ani dnia nie spędziła sama. W
przeciwieństwie do mnie bardzo lubi grać w chińczyka, więc bardzo
ją ucieszyło gdy któregoś dnia wnuczki przyniosły zestaw „
Chińczyk/ Węże i drabiny- Star Wars” firmy Trefl. Jak później
opowiadała, co dzień dzieci przynosiły puzzle, gry i wszystko co
mogło rozweselić babcię. A co do chodnika, może przy następnych
wyborach ktoś obieca naprawę. Zobaczymy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz