poniedziałek, 11 lipca 2016

Złamana noga

 Do tej pory wydawało mi się, że nogę na chodniku można złamać tylko w zimie. Niedawno zostałam wyprowadzona z błędu. Ale od początku. W zeszłym roku musieliśmy ponownie wybierać wójta. Nie wiadomo dlaczego, ale poprzedni zrezygnował ze stanowiska. Powodów było tyle ilu mówiących o tym odejściu. W każdym razie jak bywa to przed wyborami, każdy z kandydatów obiecywał złote góry byle tylko przekonać do siebie wyborców. Oczywiście na wszystkie spotkania wyborcze starałam się chodzić. Chciałam się dowiedzieć jakich obietnic tym razem nikt nie dotrzyma. Na każdym zebraniu było to samo. Obiecywano albo rzeczy które już mamy, albo takie które są nam w ogóle nie potrzebne. Chyba jedyną rzeczą jaką u nas trzeba by zrobić jest remont chodnika obok szkoły. Został zrobiony przy okazji budowy szkoły w 1966 roku i od tamtej pory nikt go nie naprawiał. Jeden z kandydatów obiecał nam nowy chodnik, więc wszyscy na niego głosowaliśmy. Nasze modły zostały wysłuchane. Nasz kandydat został nowym wójtem. Jak wiecie nasz sołtys nie należy do ludzi łatwo poddających się. Podczas każdej wizyty w urzędzie gminy przypominał mu o tej obietnicy. Po miesiącu takiego przypominania mieliśmy nasz wymarzony nowy chodnik. Niestety nie długo nim się cieszyliśmy. Po budowie nowej kanalizacji kostka niby została ułożona ponownie, ale przyszedł deszcz i zaczęła się zapadać. Chętnego do naprawy nie było. I tu dochodzimy do złamania nogi przez moją koleżankę. Idąc ze sklepu wpadła w takie miejsce. Noga w gipsie na sześć tygodni. Jej wnuczki są tak samo opiekuńcze jak moje, więc ani dnia nie spędziła sama. W przeciwieństwie do mnie bardzo lubi grać w chińczyka, więc bardzo ją ucieszyło gdy któregoś dnia wnuczki przyniosły zestaw „ Chińczyk/ Węże i drabiny- Star Wars” firmy Trefl. Jak później opowiadała, co dzień dzieci przynosiły puzzle, gry i wszystko co mogło rozweselić babcię. A co do chodnika, może przy następnych wyborach ktoś obieca naprawę. Zobaczymy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz