Jak to mówią, nieszczęścia chodzą parami. Pisałam nie dawno, że
moja koleżanka złamała nogę idąc po teoretycznie równym
chodniku. Specjalnie użyłam słowa: teoretycznie, bo chodnik pół
roku po remoncie powinien być równy. Wszyscy cieszyli się na wieść
o tym, że wreszcie będziemy mieć piękny, nowy chodnik. Różowa
kostka czy podjazdy dla wózków nie są jakimś szczególnym
osiągnięciem, ale do tej pory chodnik miał ponad 20 cm wysokości,
jak to mówili, żeby auta nie wjeżdżały na niego. Ale wjechanie
wózkiem dla dzieci na tak wysoki chodnik nie było proste. Więc w
tym przypadku podjazd dla wózków to jest osiągnięcie. Jednak co
dobre nigdy nie trwa wiecznie. Kilka tygodni później rozpoczęła
się budowa nowej kanalizacji i nasz nowy chodnik został prawie
całkowicie rozkopany. Co prawda po zakończeniu robót naprawiono
go, ale już po pierwszym deszczu kostka zaczęła się zapadać i
takim właśnie sposobem na jednej z takich kostek moja koleżanka
złamała nogę. Mówiłam o nieszczęściach. Dwa dni temu znalazłam
się w podobnej sytuacji. Niestety moja noga została uszkodzona w
wyniku mojego niedopatrzenia. Znacie powiedzenie, że przyzwyczajenie
to druga natura człowieka? Do tej pory, żeby wejść na chodnik
trzeba było pokonać wysokość ponad 20 cm. Odkąd mamy nowy
chodnik, w miejscu podjazdu chodnik jest równy z asfaltem i jeszcze
ta zapadnięta kostka. Takim sposobem wylądowałam w szpitalu. Noga
w gipsie na 6 tygodni od kolana w dół. 3 godziny badań w szpitalu.
Okazało się, że muszę zostać na kilka dni na obserwację.
Przypomniałam sobie opiekę moich wnuczków. Gry, puzzle od rana do
wieczora. Co dziennie inny zestaw. W domu zgoda, ale zestawy puzzli i
gry w szpitalu trochę nie pasują. Na moje szczęście, mimo że
córka kupiła dzieciom zestaw „Baśniowa kraina- puzzle romantic”
i grę „Chińczyk – Tomek i przyjaciele” nie przyniosły
ich podczas odwiedzin. Niestety po dwóch dniach wróciłam do domu i
opieka zaczęła się na nowo. Z ostatniego tłumaczenia nie nauczyły
się nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz