środa, 26 października 2016

Bramkarz zamiast talerza

 Można by zacząć tak: dawno temu i bardzo daleko. Zaczyna się jak niejedna bajka. Prawda? Niestety wydarzenia, które chcę Wam opisać nie działy się ani dawno temu, ani bardzo daleko, ani tym bardziej nie jest to bajka. Ale od początku. Jakieś dwa lata temu do domu obok wprowadziła się czteroosobowa rodzina.
Rodzice i dwójka dzieci. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że ten dom od wielu lat stał pusty. Po okolicy krążyły nawet plotki, że tam straszy. Taka bajka dla turystów. Wszyscy wiedzieli, że było to miejsce gdzie określone grupy ludzi mogły wypić jakieś wino czy piwo. Bardzo długo nie było nabywcy, choć cena była bardzo niska jak na tak piękny dom. Nowi właścicieli nie uwierzyli w naszą legendę i jak się później okazało, mieli rację. Żadnych duchów. Niestety tu kończy się szczęśliwe życie naszych bohaterów. Kilka miesięcy po zamieszkaniu w nowym domu zmarł mąż właścicielki, pani Anny. Nie tylko rodzina bardzo to przeżyła bo pan Adam brał czynny udział w życiu całej miejscowości. Był radnym i zawsze starał się robić wszystko, żeby u nas żyło się lepiej. Po jego śmierci zaczęły się kłopoty pani Anny. Jej synowie nie poradzili sobie ze śmiercią ojca i okazywali to przez demolowanie całego domu. Gdy pani Anna była z nimi wszystko było w porządku. Wszystko zaczynało się gdy wychodziła do pracy. Nie pomagała terapia. Jedyną rzeczą, która ich uspokajała były puzzle. Ułożenie ostatnio zakupionego zestawu firmy Trefl „Dachy Jerozolimy” Kiedy czasem musieli rozładować emocje cała ich złość zamiast na garnki i talerze kierowana była na kupiony specjalnie do tego celu zestaw „Kapsle – hokej” Może nie jest to gra przeznaczona do rozładowywania agresji, ale chyba lepiej zniszczyć parę krążków i kilku bramkarzy niż kolejny zestaw naczyń. Po pewnym czasie chłopcy zaczęli częściej wychodzić z domu, a nawet lepiej się uczyć. Nie ważne co przyczyniło się do takiej zmiany, ważne że się udało.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz