Można by zacząć tak: dawno temu i bardzo daleko. Zaczyna się jak
niejedna bajka. Prawda? Niestety wydarzenia, które chcę Wam opisać
nie działy się ani dawno temu, ani bardzo daleko, ani tym bardziej
nie jest to bajka. Ale od początku. Jakieś dwa lata temu do domu
obok wprowadziła się czteroosobowa rodzina.
Rodzice i dwójka dzieci. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby
nie fakt, że ten dom od wielu lat stał pusty. Po okolicy krążyły
nawet plotki, że tam straszy. Taka bajka dla turystów. Wszyscy
wiedzieli, że było to miejsce gdzie określone grupy ludzi mogły
wypić jakieś wino czy piwo. Bardzo długo nie było nabywcy, choć
cena była bardzo niska jak na tak piękny dom. Nowi właścicieli
nie uwierzyli w naszą legendę i jak się później okazało, mieli
rację. Żadnych duchów. Niestety tu kończy się szczęśliwe życie
naszych bohaterów. Kilka miesięcy po zamieszkaniu w nowym domu
zmarł mąż właścicielki, pani Anny. Nie tylko rodzina bardzo to
przeżyła bo pan Adam brał czynny udział w życiu całej
miejscowości. Był radnym i zawsze starał się robić wszystko,
żeby u nas żyło się lepiej. Po jego śmierci zaczęły się
kłopoty pani Anny. Jej synowie nie poradzili sobie ze śmiercią
ojca i okazywali to przez demolowanie całego domu. Gdy pani Anna
była z nimi wszystko było w porządku. Wszystko zaczynało się gdy
wychodziła do pracy. Nie pomagała terapia. Jedyną rzeczą, która
ich uspokajała były puzzle. Ułożenie ostatnio zakupionego
zestawu firmy Trefl „Dachy Jerozolimy” Kiedy czasem musieli
rozładować emocje cała ich złość zamiast na garnki i talerze
kierowana była na kupiony specjalnie do tego celu zestaw „Kapsle –
hokej” Może nie jest to gra przeznaczona do rozładowywania
agresji, ale chyba lepiej zniszczyć parę krążków i kilku
bramkarzy niż kolejny zestaw naczyń. Po pewnym czasie chłopcy
zaczęli częściej wychodzić z domu, a nawet lepiej się uczyć.
Nie ważne co przyczyniło się do takiej zmiany, ważne że się
udało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz