Odkąd pamiętam, w domu zawsze mieliśmy żywą choinkę. Gdy byłam
dzieckiem, tata razem z wujkiem szli do lasu i przynosili piękne
drzewko i w wigilię. Gdy dorośli przygotowywali się do wieczerzy,
wszystkie dzieci zajęte były przystrajaniem choinki. Później gdy
zaczęto zakładać szkółki drzew i nie wolno było już wycinać
choinek w lesie, kupowaliśmy je zawsze od tego samego sprzedawcy.
Pięćdziesiąt lat nic się nie zmieniało. Aż do zeszłego roku.
Jak w każdym roku, mąż przywiózł drzewko tydzień wcześniej.
Wtedy nasze wnuki poprosiły o pozwolenie ubrania choinki także u
nas. Nie widzieliśmy w tym nic złego. Nam zabierało to pół dnia.
Niestety zostawiliśmy je bez opieki. Zadowoleni, że dzieci się nie
kłócą, zajęliśmy się swoimi sprawami. Pożałowaliśmy tego
dopiero gdy przyszliśmy obejrzeć efekty ich pracy. Góra choinki
była pięknie przystrojona, rozłożone lampki, zawieszone bombki a
nawet gwiazda na czubku. Niestety dół wyglądał gorzej. Wszystkie
igły z najniższych gałęzi były poobrywane i leżały na
podłodze. Dzieci powiedziały, że przy wieszaniu bombek wyżej,
igły kuły je w ręce i dlatego trzeba było je poobrywać. Nie było
czasu na szukanie nowej choinki, więc gałęzie bez igieł zostały
odcięte i choinka zamiast dwóch metrów miała metr i sześćdziesiąt
centymetrów. Na początku wydawała się bardzo mała. W tym roku
mieliśmy dwie możliwości. Albo nie pozwolić dzieciom na powtórkę
z zeszłego roku, albo kupić sztuczną choinkę. Nawet zestaw „
Auta
– puzzle sensoryczne- fun for everyone” który
kupiliśmy, żeby odwrócić uwagę dzieci od choinki nie pomógł.
Takim sposobem, pod czujnym okiem dorosłych, pozwoliliśmy im
ustroić nasze drzewko. Oczywiście żywe. Tym razem nie oberwały
ani jednej igły. W nagrodę za pomoc dokupiliśmy jeszcze jeden
zestaw „ Anna i Elsa- puzzle glam” Pod choinkę mamy dla
wszystkich dzieci inną niespodziankę. Ale o tym następnym razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz