Nie pochwaliłam się. Agnieszka zapisała się na kurs samoobrony.
Śmialiśmy się, że po kilku miesiącach treningu zacznie uczyć
rodziców nowych zasad. Oczywiście swoich. Przed pierwszymi
zajęciami nie mogła się doczekać. Jej radość trwała do
drugiego treningu, gdy trener ogłosił, że cała grupa została
zgłoszona do zawodów. Od tej pory chodziła albo smutna, albo zła.
Smutna bo jak mówiła, skoro nic jeszcze nie umie to jak ma wystąpić
w zawodach. Wkurzało ją to, że nie zapisała się dużo wcześniej.
Tłumaczyliśmy jej, że takie zawody, szczególnie dla
początkujących, to tylko pokazy i mnóstwo okrzyków. Nigdy nie
byłam na takim turnieju, więc nie wiem jak to wygląda, ale coś
trzeba było jej powiedzieć żeby dodać jej otuchy. Treningi
odbywały się dwa razy w tygodniu po dwie godziny. Po miesiącu cała
drużyna pojechała na turniej. Agnieszka zajęła trzecie miejsce i
przywiozła do domu swój pierwszy puchar. Stoi na specjalnie
przygotowanej półce. Mówiła, że tam będą stały wszystkie jej
nagrody. Rodzice byli z niej bardzo dumni. Młodsze rodzeństwo nie
mogło zrozumieć czemu Agnieszka coś dostała a one nie. Zawsze
było tak, że gdy kupowaliśmy coś jednemu z naszych wnuków na
przykład na urodziny, to reszta też musiała coś dostać. Choćby
czekoladę. Gdy za wszelką cenę próbowały zdjąć puchar z półki,
żeby też był ich, postanowiliśmy im też coś kupić. Agnieszka
nie wybaczyła by wszystkim, gdyby coś stało się jej nagrodzie.
Miały to być puzzle, ale jak się okazało do sklepu przywieziono
nowy towar. Z najnowszych produktów firmy Trefl wybraliśmy zestawy
zabawek „Pracownia botaniki” i „Fabryka eksplozji” Na jakiś
czas zostawią puchar w spokoju. Gorzej będzie gdy Agnieszka z
każdych zawodów będzie przywozić nagrody. Oprócz karate trenuje
jeszcze taniec i ma zamiar zapisać się na zajęcia z tenisa
ziemnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz