piątek, 10 lutego 2017

Kara

 Wyprawa na zakupy to w naszej rodzinie niemal tradycja. Wiadomo, że nie zdarzają się co dziennie. Raz na dwa, trzy tygodnie. Oczywiście każdego dnia rano chodzę do sklepu po codzienne zakupy. Chleb, mleko i takie tam. Na większe zakupy zazwyczaj wybieramy się w sobotę. Raz pojechaliśmy w środku tygodnia, dzieci były na nas obrażone przez tydzień. W naszym ulubionym sklepie, którego nazwy nie podam, bo była by to reklama, jest specjalna sala, w której można zostawić dzieci pod opieką doświadczonych osób żeby zaoszczędzić im wędrówek między regałami w poszukiwaniu towarów z wcześniej przygotowanej listy. Jednak nasze wnuki i myślę, że nie tylko one wolą takie wędrówki szczególnie, że zawsze mogą liczyć na jakieś zakupy specjalnie dla nich. Takie spoza listy. Gry, puzzle czy inne zabawki mniej lub bardziej potrzebne. Czasem uda się jakoś namówić je żeby jednak zostały w owej sali. Ostatnim razem żeby zostały obiecaliśmy im zestaw „Pracownia botanika” firmy Trefl. Nauka i zabawa w jednym. Chyba było to za mało, bo po godzinie zostaliśmy wezwani przez ochronę sklepu. Okazało się, że nasze kochane wnuki uznały jeden zestaw za zbyt małą cenę za pozostanie pod opieką przedszkolanki i postanowiły na własną rękę nas poszukać. Przez ponad pół godziny cała nasza rodzina wraz z ochroną sklepu szukała zaginionych. Nikt nie wpadł na to, żeby najpierw iść do działu z zabawkami. To właśnie tam znaleźliśmy całą piątkę. Na najmłodszych nie mogliśmy się złościć, ale na Agnieszkę i Anię mama była wściekła. Przeprosiliśmy ochronę i opiekunki. Musieliśmy obiecać, że więcej się to nie powtórzy. Moja córka oświadczyła, że w ramach kary dzieci już nigdy nie pojadą z nami do tego sklepu. Myślę, że nie uda jej się dotrzymać tej obietnicy. Wiem coś na ten temat.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz