Wyprawa na zakupy to w naszej rodzinie niemal tradycja. Wiadomo, że
nie zdarzają się co dziennie. Raz na dwa, trzy tygodnie. Oczywiście
każdego dnia rano chodzę do sklepu po codzienne zakupy. Chleb,
mleko i takie tam. Na większe zakupy zazwyczaj wybieramy się w
sobotę. Raz pojechaliśmy w środku tygodnia, dzieci były na nas
obrażone przez tydzień. W naszym ulubionym sklepie, którego nazwy
nie podam, bo była by to reklama, jest specjalna sala, w której
można zostawić dzieci pod opieką doświadczonych osób żeby
zaoszczędzić im wędrówek między regałami w poszukiwaniu towarów
z wcześniej przygotowanej listy. Jednak nasze wnuki i myślę, że
nie tylko one wolą takie wędrówki szczególnie, że zawsze mogą
liczyć na jakieś zakupy specjalnie dla nich. Takie spoza listy.
Gry, puzzle czy inne zabawki mniej lub bardziej potrzebne. Czasem uda
się jakoś namówić je żeby jednak zostały w owej sali. Ostatnim
razem żeby zostały obiecaliśmy im zestaw „Pracownia botanika”
firmy Trefl. Nauka i zabawa w jednym. Chyba było to za mało, bo po
godzinie zostaliśmy wezwani przez ochronę sklepu. Okazało się, że
nasze kochane wnuki uznały jeden zestaw za zbyt małą cenę za
pozostanie pod opieką przedszkolanki i postanowiły na własną rękę
nas poszukać. Przez ponad pół godziny cała nasza rodzina wraz z
ochroną sklepu szukała zaginionych. Nikt nie wpadł na to, żeby
najpierw iść do działu z zabawkami. To właśnie tam znaleźliśmy
całą piątkę. Na najmłodszych nie mogliśmy się złościć, ale
na Agnieszkę i Anię mama była wściekła. Przeprosiliśmy ochronę
i opiekunki. Musieliśmy obiecać, że więcej się to nie powtórzy.
Moja córka oświadczyła, że w ramach kary dzieci już nigdy nie
pojadą z nami do tego sklepu. Myślę, że nie uda jej się
dotrzymać tej obietnicy. Wiem coś na ten temat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz