Oprócz puzzli lubię filmy. Najbardziej horrory. Nie wiem dlaczego,
ale te oparte na grach komputerowych podobają mi się najbardziej.
Świetny przykład, seria „Resident Evil” Siedem części.
Oglądałam sześć. Wszystkie w dniu premiery, oczywiście w kinie.
Na siódmą część też miałam bilety kupione jak tylko pojawiły
się w sprzedaży. Pamiętam, w dawnych czasach stało się po kilka
godzin w kolejce do kasy. Dziś wystarczy włączyć komputer i w
kilka minut kupić bilety. Nie muszę nawet wychodzić z domu. Zaraz
ktoś z Was powie: to nie dla ciebie, w twoim wieku to już nie
wypada. A ja Wam mówię: człowiek ma tyle lat na ile się czuje. A
ja od dłuższego czasu czuję się bardzo dobrze. Niestety tu moje
plany się trochę skomplikowały. Jak tylko Agnieszka i Ania
dowiedziały się, że wybieram się do kina na ten film od razu
powiedziały, że pójdą ze mną. Nie było takiej możliwości.
Jestem człowiekiem, jak to mówią moje wnuczki, starej daty i
oprócz wielu zasad przestrzegam tej: gdy coś ma ograniczenie
wiekowe to nie po to żeby ładnie wyglądało na plakacie czy
pudełku. Ktoś to tam umieścił nie bez powodu, i przynajmniej ja
tego przestrzegam. Nie raz słyszałam: babciu to już nie te czasy.
Zasady się zmieniły. Nie moje. Dziewczynki szybko przyjrzały mój
plan przekupienie ich i od razu zaznaczyły, że tym razem puzzle czy
inna gra planszowa nie odwrócą ich uwagi od tego filmu. Musiałam
wybrać. Albo zasady, albo film. Na szczęście ich rodzice
podzielali moje zdanie i też nie pozwolili im pójść. I tak,
zaopatrzona w nowy zestaw puzzli „Afrykańskie słonie” premierę
długo wyczekiwanego filmu przesiedziałam w domu. Żebym nie wyszła
na wredną jędzę, dwa dni przed premierą zachorowałam. Trochę to
było nie uczciwe, ale w imię zasad na małe oszustwo chyba można
sobie pozwolić. Poczekam aż film będzie wyświetlany ponownie i
może wtedy uda mi się pójść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz