Zakończenie roku szkolnego. Jedyna rzecz o której myślą dziś
uczniowie. Świadectwo do ręki i do domu. Nareszcie wakacje.
Ponieważ my lata szkolne mamy już za sobą, zajmiemy się czymś
innym. W nasze okolice przyjechał cyrk. Na tablicach ogłoszeń
wiele razy pojawiały się plakaty o przedstawieniach, ale chcąc się
na nie wybrać, trzeba było jechać prawie 50 kilometrów.
Przyjemność żadna. Wielu z Was zapyta, dlaczego cyrk przyjeżdża
dopiero teraz? Powód jest bardzo prosty. Do tej pory nie było gdzie
rozstawić namiotu cyrkowego, a o reszcie sprzętu nie wspomnę. Ale
teraz jest. W zeszłym roku nadleśnictwo zaczęło „operację”
czyszczenia lasu. Wycinali ogromne ilości drzew. Takim sposobem
powstał plac, na którym cyrkowcy mogli się zmieścić. Gdy
pojawiły się pogłoski o tym wydarzeniu na początku wszyscy,nawet
uczniowie rozmawiali tylko o tym. Kila razy miałam okazję być na
takim przedstawieniu, wrażenia niesamowite. Przyszedł dzień
przyjazdu. Zwykle na naszych ulicach spotyka się wielu ludzi, ale
tego dnia nie było nikogo. Jakby miasto wymarło. Zgadnijcie
dlaczego. Jasne, że tak. Wszyscy poszli zobaczyć jak cyrkowcy
rozkładają namiot. Wielu naszych mieszkańców chciało pomóc, ale
nie było takiej potrzeby. Drugiego dnia pobytu miało odbyć się
pierwsze przedstawienie. W sumie miały być trzy. Okazało się, że
zainteresowanie było ogromne i z trzech przedstawień zrobiło się
pięć. Każdemu podobało się co innego. Dzieciom, oprócz
tygrysów, podobały się występy klaunów. Jeden z nich często
potrzebował asystentów. Każde dziecko chciało zostać zaproszone
na arenę. Wiele razy widziałam, jak jakiś iluzjonista zamykał w
bańce mydlanej jakieś dziecko, ale pierwszy raz komuś udało się
to z dwójką dzieci w jednej bańce. Oczywiście pokaz z kartami też
na długo zapadnie w pamięć. Na pewno nie raz budowaliście domek z
kart. Moja najwyższa budowla miała dwa piętra. Przy trzecim
wszystko się waliło. Klaunowi w specjalnym, szklanym sześcianie
udało się ustawić ich aż osiem. Dom był ogromny. Gdy sześcian
się rozpadł, budowla stała nadal. Rozpadła się dopiero, gdy
klaun poprosił o zdmuchnięcie jej całą widownię. Byłam na
wszystkich pięciu przedstawieniach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz