Znów robi się co raz cieplej, zbliża się koniec roku szkolnego,
wszyscy snują plany na wakacje. Jak wszystkim wiadomo, teoria rzadko
pokrywa się z praktyką, ale marzenia o idealnym urlopie ludzie
mieli, mają i mieć będą. Co z tego wychodzi to inna sprawa i nie
jest ważne czy to wakacje, czy ferie zimowe. Cała nasza rodzina też
takie plany miała. Gdy ogłoszono kiedy w naszym województwie będą
ferie, cała nasza rodzina zastanawiała się, gdzie spędzimy owe
dwa tygodnie. Wybór padł na góry. Pamiętacie hotel prowadzony
przez przyjaciół Sławka? Pisałam już o nich jakiś czas temu.
Pierwszy raz zetknęliśmy się z nimi, gdy potrzebowali pomocy.
Chodziło o prowadzenie hotelu podczas ich nieobecności. Ponieważ
jest to mały pensjonat, Sławek się zgodził. Nas wziął do
pomocy. Tak się złożyło, że były to święta. To tak dla
przypomnienia. Wiele razy tam jeździliśmy i zawsze byliśmy
zadowoleni. W tym roku też mieliśmy tam spędzić ferie zimowe.
Dzieci cieszyły się na długo przed wyjazdem, my zresztą też. Dwa
tygodnie spokoju. Jak zwykle Agnieszka i Ania musiały mieć
wszystkie ubrania kupione specjalnie na tę okazję. Po sklepach z
odzieżą chodziliśmy dwa dni. Wiadomo, że nie można kupić
czegokolwiek tylko dwójce wnuków. Trzeciego dnia musieliśmy zabrać
pozostałych na zakupy. One zamiast ubrań wolały odwiedzić sklep z
zabawkami. Ale niespodzianka, prawda? Cała trójka uparła się, aby
kupić im zestawy puzzli. Mają w domu nie wiadomo ile zestawów,
więc robiliśmy wszystko, żeby zainteresowały się czymś innym.
Udało się. Na początku był to zestaw do baniek mydlanych, ale gdy
wyobraziłam sobie co może stać się po drodze, zaproponowałam im
zestaw kart do grania podczas podróży. Niestety tak łatwo nie dały
się przekupić. Karty to było za mało. W dniu wyjazdu okazało
się, że nasze auto nie ma zmienionych opon na zimowe. Żeby jechać
pociągiem, mieliśmy za dużo bagaży. W warsztacie nie za bardzo
się spieszyli i wyjechaliśmy dopiero po czterech dniach. Jak
mówiłam, teoria rzadko sprawdza się w praktyce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz