W
naszej miejscowości z roku na rok ubywało dzieci. Nie myślcie o
niczym złym. Po prostu dzieci dorosły a małych nie przybywało. Na
mojej ulicy nie było małego dziecka od prawie 15 lat. Te, które
mieszkały, dorosły i nawet jak założyły swoje rodziny to
wyjeżdżały za granicę, albo wyprowadzały się do miasta. Ale
ostatnio sytuacja się poprawia. Tylko na naszej ulicy „pojawiło
się” sześć rodzin z małymi dziećmi. Zapytacie, skąd wiem
takie rzeczy? Nasza miejscowość jest mała, wszyscy wiedzą o
wszystkim. Nie raz pisałam, że lubię spokój, ale nawet nie macie
pojęcia jak się ucieszyłam, gdy pierwszego dnia usłyszałam za
oknem krzyki dzieci. Prawdę mówiąc, bardzo mi tego brakowało.
Powiecie, przecież masz piątkę wnuków, zapewniam Was, że to nie
to samo. Wnuki przychodzą w odwiedziny. Fakt, że czasem codziennie,
ale uwierzcie mi, to nie to samo. W sobotę zostaliśmy zaproszeni na
przyjęcie powitalne. Kilka domów dalej wprowadziła się rodzina z
dwójką dzieci. Osiem i dwa lata. Widać było już wyraźnie, że
nie długo będzie trzecie. Wiecie co mam na myśli. Za zwyczaj tylko
rodzice cieszą się z nowego członka rodziny, ale tym razem
cieszyli się wszyscy. A więc, przyjęcie. Nowym mieszkańcom
pasowało przynieść jakiś prezent. Za zwyczaj jest to jakieś
ciasto i butelka wina, ale tym razem musiało się obyć bez
alkoholu, przynajmniej dla pani domu. Z dziećmi było prościej.
Wcześniej dowiedzieliśmy się, czym nasi nowi mali sąsiedzi lubią
się bawić. Dla dwulatka zestaw „VTech
– Tor DELUX ” wydał nam się odpowiedni. Z ośmiolatką nie było
już tak łatwo. Ania od razu zaprzyjaźniła się z nową koleżanką
Kamilą i to od niej dowiedziałam się, że bardzo lubi układać
puzzle. A to niespodzianka. Dla niej kupiliśmy zestaw „W Krainie
Lodu – Puzzle Mini” Kulturalne dzieci. Przypadkiem zauważyłam,
że już mają takie zestawy, ale ani słowem o tym nie wspomniały.
Oba
prezenty bardzo się spodobały i już. Mam nadzieję, że będzie
się im tu dobrze mieszkać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz