poniedziałek, 17 lipca 2017

I tak mieli szczęście

 Wreszcie dojechali. Ale kto, gdzie i kiedy? Jak pamiętacie, ostatnio pisałam o planach urlopowych mojej córki. Dla przypomnienia. Wraz z częścią rodziny wybrała się nad morze. Mieli jechać siedmioosobowym autem, ale w ostatniej chwili okazało się, że samochód trzeba oddać do warsztatu. Pierwsza zmiana planów. Pojechali pociągiem. Podróż miała trwać ponad osiem godzin. Trwała prawie 15. Po drodze, na jednym z przejazdów jakiś obywatel zostawił spalony samochód i po prostu uciekł. Na szczęście maszynista miał dobry refleks i zdążył wyhamować. Ktoś wezwał policję, karetkę i straż pożarną. Potraktowano to zdarzenie jako wypadek. Od razu sprawdzono trzeźwość maszynisty. Zamiast podziękować mu za uniknięcie zderzenia, policja zaczęła badać czy nie jest pod wpływem alkoholu. Wstyd. Ale co zrobić. Spisywanie zeznań, oglądanie miejsca zdarzenia, i sprawdzanie czy ktoś nie został ranny trwało prawie 7 godzin. W końcu wrak usunięto i pociąg mógł ruszyć w dalszą drogę. Dzieci w tym czasie zachowywały się bardzo grzecznie. Jak pamiętacie, rodzice spakowali różne gry i puzzle na ewentualne deszczowe dni. Przydały się teraz. Nasza trójka małych podróżników zajęła się układaniem zestawu puzzli „Dwie Strony Mocy” Po dotarciu na miejsce okazało się, że przez pomyłkę zakwaterowano dwie grupy w tych samych pokojach, a ponieważ druga grupa przyjechała na czas, to oni zajęli zarezerwowane miejsca. To druga zmiana planów. Zamiast dwóch trzyosobowych pokoi, nasi urlopowicze zmuszeni byli zająć trzy dwuosobowe. Oczywiście za ten dodatkowy pokój trzeba było dopłacić. Gdy córka do mnie dzwoniła i opowiadała co zaszło, bardzo się zdenerwowała. Moim zdaniem i tak mieli dużo szczęścia. Mogło się zdarzyć, że nie było wolnych pokoi. Co wtedy? Jak widać za oknami, pogoda nie za bardzo nadaje się do leżenia na plaży, ale miejmy nadzieję, że to się zmieni. Zgodzicie się ze mną, że wszyscy jadący na wakacje liczą na słońce, szczególnie gdy jadą nad morze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz